Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 20

Jeżeli żywił nadzieję, że ofiara poczyniona z Demona coś zmieni, to wieczorem miał okazję przekonać się, w jak wielkim pozostawał błędzie. Berenika, owszem, skorzystała z usług małżonka, ale potraktowała Marcusa chłodno, wręcz wrogo. Szybko wykonał swoje obowiązki, a ona jeszcze spieszniej odprawiła chłopaka. Może nie miała czasu, cały zamek ożywił się bowiem z powodu powrotu Lady Berengarii. Księżna zapowiedziała podobno odbycie jakiejś narady, najwyraźniej szykowała się do wyprawienia wojsk w pole. Podczas krótkiego spotkania z księżniczką Marcus zdążył jednak dojść do wniosku, że z niewiadomych powodów żona musiała kłamać odnośnie swego krwawienia, nic takiego bowiem nie poczuł, ani nie zauważył. Następnego dnia krążył wokół stajni i przypatrywał się z daleka poczynaniom Bereniki, która zdawała się coraz lepiej radzić sobie z koniem. Nie próbował się zbliżyć, a i ona również go nie przywołała, chociaż musiała zauważyć obecność męża. Także księżna ignorowała Marcusa. Pochłaniały ją zapewne coraz bardziej widoczne przygotowania wojenne, przybywający licznie oficerowie oczekiwali rozkazów. Oczywiście, on sam w podobne sprawy wtajemniczony nie został. Wezwano go dopiero wieczorem, pani i małżonka potrzebowała zapewne mnóstwo mocy.

Przyzwyczajony do chłodnego i pospiesznego sposobu, w jaki skłaniano go do oddawania nasienia oraz związanej z nim magicznej potęgi, zaskoczony został zachowaniem Bereniki po zdjęciu ochraniacza. Jak to często czyniła, odniosła znienawidzony przyrząd do bocznej komnaty. Spędziła tam sporo czasu, a wracając trzymała w dłoniach tacę z dzbanem oraz dwoma kielichami. Nawet w słabym świetle nie mógł nie zauważyć, że przebrała się w bogatą, lecz hojnie ujawniającą wdzięki właścicielki suknię, może nie aż tak uwodzicielską jak strój, w którym spotkał po raz pierwszy jej matkę, ale zawsze. Były to zadziwiające nowości!

- Czy zechcesz napić się wina, Marcusie? - Odstawiła tacę na stolik.

- Ja... Tak, chętnie, pani i małżonko.

- W takim razie, pozwól, że napełnię kielichy. Ten trunek nie jest może tak dobry jak te, do których musiałeś przywyknąć, ale mamy tu surowszy klimat, jak pewnie zdążyłeś to zauważyć.

- Tak, zauważyłem, dostojna pani.

- Proszę, Marcusie. - Podała jedno z naczyń. - I nazywaj mnie po prostu Bereniką.

- Jak sobie życzysz, lady Bereniko.

- Marcusie, proszę... Napijmy się wina i spróbuj jeszcze raz, dobrze?

Zanim zdążył odpowiedzieć, uniosła własny kielich i nie pozostało mu nic innego, niż pójść w ślady żony. Trunek nie okazał się wcale zły, pomimo wyczuwalnej goryczki odznaczał się aromatem oraz niewątpliwą siłą. Zakręciło mu się lekko w głowie. Księżniczka skwapliwie dolała wina.

- To teraz możesz podjąć drugą próbę. Jak mam na imię?

- Jesteś lady Bereniką, następczynią tronu Siedmiu Bram, moją panią i małżonką.

- Marcusie, rozumiem, że może jest ci ciężko, ale spróbuj, proszę. Napij się jeszcze i spróbuj, przecież wiesz, o co mi chodzi.

- No właśnie, o co tu chodzi, Bereniko? - Nie wytrzymał.

- O, już lepiej, tego właśnie chciałam i o to prosiłam, żebyś zwracał się do mnie po imieniu.

- O co ci chodzi? - powtórzył, znajdując odwagę w spalającym go gniewie oraz kolejnym kielichu mocnego trunku. - Czego ty chcesz, po tym, gdy traktowałaś mnie niczym powietrze, albo gorzej jeszcze?

- Miałam swoje powody i zasłużyłeś! - odparła gwałtownie, a on w dziwny sposób ucieszył się, że porzuciła rolę mdłej uwodzicielki i okazała swój prawdziwy, ognisty charakter. - Ale może gotowa jestem zrozumieć i wybaczyć. Może nie chcę ciągnąć tego dalej!

- Czego, Bereniko?

- Wreszcie nazywasz mnie po imieniu, Marcusie... Może dość mam tego chłodu i dystansu? Kiedyś... Gdy pojawił się plan naszego małżeństwa, możesz mi wierzyć albo nie, ale ucieszyłam się i liczyłam na to, że zdołamy się przynajmniej zaprzyjaźnić.

- Ucieszyłaś się z możliwości zdobycia mocy oraz szansy dorównania księżnej, nie próbuj zaprzeczać.

- Z tego też, prawda. Ale nie tylko. Myślisz, że pozycja następczyni tronu Siedmiu Bram przy mojej matce jest łatwa i przyjemna? Nie mam zamiaru zadowalać się strojami oraz pustymi hołdami, czy nawet końmi i polowaniami! Chcę czegoś więcej, chcę się do czegoś przydać!

- Chcesz władzy, Bereniko. Mocy i władzy!

- Może i tak, ale co w tym złego? Taka krew płynie w moich żyłach, do tego się urodziłam!

- A lady Berengaria nie dopuszcza cię do niczego ważnego, bo sama odczuwa podobne pragnienia.

- Tak! I dlatego, gdy dowiedziałam się, że nawet ty... że zabrała mi nawet ciebie, właśnie ona, zanim jeszcze mieliśmy szansę się poznać... Nie potrafiłam tego znieść!

- I zemściłaś się odbierając mi Demona!

- Jeżeli tak to widzisz... Ale i ty nie byłeś bez winy!

- Może i masz rację, nie byłem. Kochałem tego konia, kocham go nadal...

- Pewnie bardziej, niż kiedykolwiek zdołałbyś pokochać mnie, swoją żonę.

- A jakie mam powody, by cię pokochać? Poza twoją urodą, oczywiście? Ale zdążyłem się już przekonać o fałszywości takich właśnie zalet.

- To dlaczego z własnej woli ofiarowałeś mi Demona?

- Bo... bo może ja też miałem dość tej zimy, wiecznej zimy, która panuje w Siedmiu Bramach.

- Nawet u nas zima nie musi trwać wiecznie, Marcusie. Idzie wiosna... - powiedziała cicho.

- Chciałabyś zacząć od nowa? Naprawdę? Przecież możesz czerpać z mojej mocy do woli, zimą czy wiosną. Nie potrafię jej odmówić, żaden błękitnokrwisty nie potrafi, tak to zostało urządzone.

- Moc to nie wszystko, nie zależy mi tylko na tej twojej przeklętej mocy. Dlaczego oddałeś Demona?

- Bo chciałem, żebyś spojrzała na mnie tak, jak wtedy, pierwszego dnia, na błoniach, zanim...

- Zanim wtrąciła się matka i zdołała nas skłócić. Tak, wiem, że to zrobiła, nie cofając się przed niczym. Na wszelki wypadek, gdy ujrzała mnie wczoraj na grzbiecie Demona, sama opowiedziała o waszych przejażdżkach podczas podróży z Międzyrzecza.

- Bereniko, to znaczy lady Bereniko...

- Miałeś nazywać mnie po imieniu, pamiętasz? Na szczęście, wyznałeś wtedy prawdę, gdy zapytałam pierwsza... Powiedziałeś prawdę i oddałeś mi konia. Gdybyś widział minę, którą zrobiła matka, gdy wyjechałam jej naprzeciw! Nigdy dotąd nie zdołałam tak bardzo postawić na swoim, pokazać jej, ile jestem warta!

Pomyślał, że on sam miał w tym wielki udział. Lady Berengaria zapewne nie przyjmie tego dobrze, a sama księżniczka zdawała się nie doceniać roli małżonka w odniesionym triumfie. W tej ostatniej sprawie mylił się jednak.

- Wiem, że to twoja zasługa, Marcusie. A ty nie zdołasz nigdy pojąć, ile to dla mnie znaczy. Ale nie chciałabym, żebyś pomyślał, że to tylko dlatego... Ja też nie pragnę wcale wiecznej zimy między nami. Jesteś bardzo przystojnym młodzieńcem i udowodniłeś, że naprawdę ci na mnie zależy... Powiedziałeś kiedyś, że pozyskiwanie i oddawanie mocy wcale nie musi być nieprzyjemne. Dotąd było, przynajmniej dla mnie. Pokaż, że możemy zrobić to w inny sposób.

- Bereniko, jeśli tylko zechcesz...

- Tak, chcę! Tylko, że ja... niewiele o tym wiem. Nikt mnie tego nie uczył, tak jak ciebie. Podobno szlachetnie urodzeni panowie są wprawiani w różnych sposobach dawania i przyjmowania rozkoszy, gdy tylko zaczynają dorastać. Ciebie też tak szkolono?

- No tak, rzeczywiście. - Wolał nie wchodzić w szczegóły.

- To pokaż, czego się nauczyłeś – zadysponowała z nagłą śmiałością, wychylając i odrzucając kielich, po czym nagle komnata rozświetliła się blaskiem świec. - Ja też zdołałam się tymczasem czegoś nauczyć, jak widzisz.

- Bereniko...

Podszedł i wziął ją ostrożnie w ramiona. Cokolwiek wcześniej mówił, niezależnie od tego, w jaki sposób go traktowała, zawsze budziła w nim pożądanie. Uroda miała jednak znaczenie, oczywiście, uroda prawdziwa. Ale przecież ona nie mogła udawać, nie mogła udawać ani urody, ani obecnej, niezręcznej, wyrażanej z wielkim trudem, ale przez to tym bardziej szczerej życzliwości.

Odwzajemniła się silnym, chociaż niewprawnym uściskiem. Rzeczywiście, brakowało jej doświadczenia. Sudrun miała rację. Szlachetnej księżniczki nikt nie uczył sztuki uprawiania miłości, a jedynie sposobu nakładania ochraniacza. Odegnał tę myśl i poszukał wargami jej ust. Gdy rozchyliła własne, wtargnął tam językiem. Odpowiedziała z ochotą, chociaż nadal niezręcznie. Nie miało to znaczenia, jego własne pożądanie narastało z każdą chwilą. To akurat zdołała wyczuć bez trudu.

- Ooo, już chcesz oddać swoją moc, Marcusie? Tak łatwo i tak szybko? A ja starałam się, żeby sprawić ci przyjemność – zażartowała, a może zaczęła okazywać naturalną, właściwą każdej kobiecie zdolność uwodzenia. Zdolność, która tak łatwo potrafiła się przebudzić. - To wino, ta suknia...

- Jest bardzo ładna, ale... - Zamierzał popchnąć dziewczynę w kierunku łoża.

- Kiedyś chciałeś mi pomóc w rozpięciu takiej sukni. To dlatego ją nałożyłam. Sama nie zdołam jej teraz zdjąć i potrzebuję właśnie pomocy miłego kawalera.

Zamknęła mu usta pocałunkiem i przywarła do Marcusa, obejmując młodzieńca ramionami. On sam sięgnął dłońmi jej pleców, wyszukując na chybił trafił przeklęte zapięcia sukni. Okazały się wyjątkowo skomplikowane, ciekawe, jak radziły sobie z tym służki Bereniki? Z pewnością miały lepszy widok i więcej czasu. I nie przeszkadzał im upojny zapach ciała księżniczki, dotyk jej dłoni, delikatne pieszczoty włosów, gdy poruszała głową, oraz smak ust na wargach. Wreszcie zdołał rozwikłać tajemnicę tych tasiemek, pętelek, guzików czy czego tam jeszcze nie użyto. Miał nadzieję, że zbytnio ich nie uszkodził, albo że Berenika zdoła mu to później wybaczyć. Materia opadła i ponownie zamierzał skierować się w stronę łoża. Księżniczka raz jeszcze oparła się temu życzeniu. Odsunęła się trochę i pozwoliła, by sycił wzrok. Obróciła się nawet wdzięcznie. Widok cielęcych zaiste dowodów jego zadowolenia wywołał uśmiech na jej twarzy. Doprawdy, szybko uczyła się sztuki uwodzenia.

- Nadal zamierzasz usłużyć mi swoją mocą, mężu? - spytała przekornie, zbliżając się i dotykając dłonią sterczącego w pełnym wzwodzie fallusa chłopaka.

- Tak, moja pani. Tak, Bereniko.

- Więc chodź, ale nie spiesz się za bardzo. Chcę się przekonać, że to może sprawić przyjemność, pamiętasz? Chyba, że nie zdołam utrzymać długo twojego zainteresowania.

- Ależ utrzymasz, utrzymasz, ile tylko będzie trzeba.

Tym razem nie ociągała się już, gdy nadzy opadli razem na łoże. Ponownie przywarł ustami do jej warg, sięgnął dłonią do sutka, który wkrótce zesztywniał pod dotykiem palców. Gdy poczuł, że brakuje mu już tchu, przesunął głowę w dół i pieścił teraz sterczące brodawki językiem, raz jedną, raz drugą. Pozbawiona pierwotnego zajęcia ręka znalazła szybko inne, również zmierzając ku niższemu jeszcze fragmentowi ciała Bereniki. Palce zagłębiły się w bujnym ogrodzie, który znalazł pomiędzy udami. Buszowały tam przez chwilę, by wynurzyć się i poszukać nagiej skóry. Wiedział już z doświadczenia, że w tym miejscu jest zawsze najdelikatniejsza i najwrażliwsza. Nie zawiódł się i tym razem, stopniowo wzmacniając pieszczoty. Gdy już przyzwyczaił Berenikę do obecności swojej dłoni, wsunął palec w znaleziony tymczasem otwór, zagłębił na chwilę, nabierając wilgoci. Jęknęła i zesztywniała przez moment, ale gdy delikatnie przesunął śmiałym zwiadowcą wzdłuż otwierającej się przed nim szczeliny i odnalazł jej rozkwitające pod dotykiem zwieńczenie, rozluźniła się ponownie. Ujął teraz ten kwiat w trzy najzręczniejsze spośród palców i lekko ścisnął, a następnie zaczął rozcierać. Starał się czynić to ostrożnie, sprawiając rozkosz pozbawioną śladów bólu, a zarazem na tyle zdecydowanie, by to cudowne miejsce, coraz bardziej śliskie od napływającej wilgoci, nie wyślizgnęło mu się i nie uciekło niczym piękny ptak z sideł myśliwego. Nie wybaczyłby sobie podobnej niezręczności w takiej chwili.

Dziewczyna nagrodziła jego starania serią cichych najpierw, potem coraz głośniejszych jęków, a następnie zaskoczyła własną inicjatywą. Poczuł jak wokół jego nabrzmiałego fallusa zaciska się silny, zdecydowany uścisk dłoni. Dłoni nawykłej do dzierżenia wodzy gorącokrwistego rumaka, a nie wątpił, że i myśliwskiego oszczepu, jeśli nawet nie rękojeści bojowego miecza. Nie mogło więc dziwić, że uścisk okazał się silny. Teraz on jęknął, na poły z bólu, na poły z rozkoszy. Cofnęła dłoń.

- Zabolało cię, przepraszam...

- Nie, nie przestawaj. To przyjemne, nawet jeżeli trochę boli. Poruszaj w górę i w dół, jeśli chcesz.

- Tak dobrze? - Z ochotą, chociaż niezbyt umiejętnie wykonała instrukcje.

- Tak, bardzo dobrze. - Głos przeszedł w jęk. Wcale nie musiał udawać, Berenika czyniła zadziwiająco szybkie postępy.

Teraz i on ścisnął jej kwiat rozkoszy nieco silniej, wydobywając cichy okrzyk z ust księżniczki. Niesforny ptak, mocno już ociekający wilgocią, zerwał się do lotu, umykając palcom myśliwego, niczym żywa istota, którą zresztą w istocie był. Nawet bardzo żywą istotą. Marcus zdołał pochwycić go na nowo w ostatniej chwili, wzbudzając kolejny odgłos rozkoszy. Do pieszczot warg i języka adorujących sutki Bereniki dołączył lekkie zaciśnięcie zębów. Odpowiedziała jękiem oraz instynktownym ściśnięciem penisa, który doświadczał podobnej gorliwości ze strony jej dłoni. Poruszył się, zamierzając zsunąć głowę w dół, by zastąpiła może palce i obdarzyła najczulsze miejsce ciała dziewczyny delikatniejszymi jeszcze dowodami uwielbienia. Przeszkodziła w tym, zacieśniając uchwyt na nabrzmiałym już mocno fallusie.

- Nie, zostań tak, jak jesteś. Chcę go czuć, jest taki gorący...

- Ale musisz dać mu trochę wytchnienia, moja pani, bo inaczej nie wytrzyma już długo – słowa przeszły w kolejny jęk.

- Taką prośbę mogę spełnić, ale niechętnie i też nie na długo, ach...

Pracując palcami oraz ustami sprawił, że i ona zakończyła próbę rozmowy okrzykiem. Poczuł jednak, jak zmniejszyła siłę uchwytu oraz zwolniła tempo przesuwania zaciśniętej na penisie dłoni. Nie zmieniało to faktu, że gorąca fala i tak wzbierała w jego wnętrzu, unosząc się coraz wyżej i pragnąc wyzwolenia w ognistym wybuchu. Wzmocnił własne wysiłki, ociekający wilgocią kwiat ostatecznie wymknął się jego palcom, a może uleciał niczym uwolniony z sieci wróbel. Nie próbował już schwytać go ponownie, tylko drażnił samymi opuszkami, przesuwając szybko dłonią. Niepomna własnej obietnicy, Berenika na nowo ścisnęła fallusa, szarpnęła raz czy drugi, niezbyt delikatnie. Może to właśnie dzięki tej niezręczności zwyciężył ostatecznie w ich wyścigu? Gorąca fala zatrzymała się na chwilę, chociaż nie opadła, a kolejny ruch dłonią, połączony z zaciśnięciem zębów na zmaltretowanym sutku dziewczyny sprawił, że zesztywniała po raz ostatni i zarazem najważniejszy. Zesztywniała, by z głośnym okrzykiem poddać się targającym jej ciałem, mimowolnym dreszczom. Przez chwilę kontynuował jeszcze swoje zabiegi, delikatniej teraz i wolniej, ale Berenika, nie wypuszczając jego przyrodzenia, wolną dłonią oderwała palce Marcusa od rozkwitającego na nowo kwiatu rozkoszy. Na ich miejsce starała się przyciągnąć pulsującego fallusa.

Nie potrzebował słów, by zrozumieć, o co chodzi pani i małżonce. Nasunął się na jej ciało, a wciąż zaciśnięta dłoń dziewczyny doprowadziła swój łup do pożądanego celu. Wszedł mocno i głęboko, czując wilgoć i gorąco. Poruszył raz i drugi biodrami, ona także.

- Szybciej, rób to szybciej! Tak jest najlepiej! - ponaglała.

Nie dbając, jak długo zdoła wytrzymać, z ochotą wykonał polecenie. To wystarczyło, kilka gwałtownych pchnięć uwolniło przelewającą się już nieodwołalnie falę. Pomyślał przelotnie, czy w ten sposób moc zostanie przekazana równie skutecznie jak zazwyczaj. Cóż to jednak miało za znaczenie? Niech demony biorą tę przeklętą moc, dzisiaj nie robili tego w tym celu! Obawiał się zresztą niepotrzebnie, znajome ssanie pojawiło się jak zawsze, może nieco słabsze. Nie potrafił tego dokładnie określić, ogarnięty ekstazą, a po chwili narastającą nieuchronnie niemocą – ta bowiem także nie dała na siebie czekać. Również Berenika zareagowała tak, jak czyniły to w podobnej chwili damy szlachetnej krwi, ożywieniem i entuzjazmem. Wszystko poszło więc chyba dobrze?

- Cudownie – zwołała. - Czuję się cudownie i to nie tylko dzięki twojej mocy. A raczej dzięki obydwu jej rodzajom.

- Cieszę się, moja pani i małżonko – odparł słabo.

- Bereniko. Obiecałeś nazywać mnie moim imieniem. Musimy robić to jak najczęściej, Marcusie. I to w taki właśnie sposób. W taki i w żaden inny.

- Istnieją jeszcze tysiące różnych sposobów, Bereniko.

- A ty znasz je wszystkie? - Oczy dziewczyny rozbłysły.

- Obawiam się, że nie. To ocean nie do wyczerpania. A ludzie ciągle odkrywają nowe, na własny użytek.

- To i my odkryjemy nasze własne. To moje życzenie i rozkaz, sir Marcusie!

- Jeśli tylko zechcesz, moja piękna księżniczko. Czy tak też mogę się do ciebie zwracać?

- Dobrze, zezwalam na to w drodze specjalnej łaski, sir Marcusie. Dzisiaj niczego nie potrafiłabym ci odmówić.

Wypowiadając ostatnie słowa nagle spoważniała. Wstała i odnalazła obydwa porzucone kielichy. Nalała wina, podała jedno z naczyń mężowi.

- Wypijmy, tobie z pewnością to pomoże, a mnie nie zaszkodzi.

Oboje wyczuli, że pomimo tych lekkich słów żartobliwa rozmowa sprzed chwili zmieniła charakter. Niezależnie od obecnego, radosnego pojednania, nadal pozostawały pomiędzy nimi różne trudne kwestie.

- Marcusie, bardzo się cieszę, że całe to oddawanie mocy mogło okazać się takie przyjemne, mam nadzieję, że również i dla ciebie. Ja też chcę sprawiać ci rozkosz, naprawdę. I jestem gotowa obdarzać cię różnymi łaskami, nie tylko pozwalając nazywać się księżniczką, skoro sprawia ci to przyjemność.

- Bereniko...

- Nie przerywaj, proszę. Jesteśmy jednak tymi, kim jesteśmy i mamy obowiązki. Muszę nakładać twoje pierścienie, a ty musisz je nosić. Tego wymaga zwyczaj i wszyscy tego oczekują. Mam też inne, bardzo ważne powody, by stosować się do tej tradycji. To nie zależy od mojej woli, proszę, żebyś to zrozumiał.

- Jak rozkażesz, pani i żono. - Jakże szybko wracała do roli władczyni mocy.

- Księżniczko Bereniko, proszę. Nie oceniaj mnie aż tak surowo. O wielu sprawach nie mogę decydować, a przynajmniej jeszcze nie.

- Rozumiem... księżniczko. Ale nie jest mi z tym łatwo, wiesz dlaczego.

- Wiem, Marcusie. I dlatego, obiecuję... Miałam ci za złe, że nie zwróciłeś się w sprawie Demona do mnie, swojej żony. Ale ja też powinnam zrozumieć, że matka zna tysiące sposobów i posiada tysiące możliwości, by przeprowadzić swoją wolę. Wielokrotnie widziałam, jak nagina ludzi wedle własnych życzeń. Może oczekiwałam od ciebie zbyt dużo, Marcusie. Owszem, okazałeś się słaby, ale i ja... Tak, ja również nie zawsze potrafiłam się jej przeciwstawić.

- Nie czyń sobie wyrzutów, jesteś o wiele młodsza i mniej doświadczona.

- To nie ma nic do rzeczy. Jak mogę oczekiwać, że ktoś zdoła się jej sprzeciwić, skoro ja sama nie umiałam? Posiadając pozycję o wiele silniejszą niż inni? Ale to się zmieni, zobaczysz. Dość jednak o tym. Zamierzałam złożyć ci pewną obietnicę.

- Jaką, księżniczko?

- Chciałeś kiedyś ścigać się ze mną konno. Ja i ty, mój Orzeł i twój Demon. Obiecuję, że odbędziemy taki wyścig, najszybciej, jak tylko się da. Obiecuję! I niezależnie od wyniku, oboje zwyciężymy!

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik ponad tydzień temu
    No ten...
    ...
    Na wszystkich bogów i lucyfera w podziemiach!
    Jestem facetem - a się troszkę wzruszyłem...

    Serio!

    Opis stosunku bardzo cielesny, sensualny, dobrze napisany
    Rozmowy też
    Innymi słowy
    - Stworzyłaś piękną i realistyczną scenę - przeznaczoną dla dorosłych

    Czytałem już wiele prac, ale Ty masz szczególny talent
    Nieliczne prace jakie czytałem przedstawiały seks w ten sposób - częściej pojawiają się orgie, gwałty, lub ocenzurowane opisy
    A tu - szczery i elegancki opis

    Co do fabuły - TAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAKKKKKK!!
    FUCK YEAH!
    Trochę się naczekałem - ale się pogodzili!
    Teraz tylko czekać na śmierć i zniszczenie rzucone przez tą parkę na znany świat!
    Dzisiaj się pogodzili
    Jutro pokonają księżną
    A za tydzień - padnie u ich stóp cały świat
    (A przynajmniej mam taką nadzieję)

    Jedyna obawa - Berenika powiedziała że chce władzy
    "Władza korumpuje - a władza absolutna, korumpuje absolutnie"

    Serdeczne 5
    I niskie ukłony przesyłam

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer ponad tydzień temu
    Obecną tutaj scenę erotyczną napisałem z myślą, by spodobała się osobie, dla której przede wszystkim piszę te opowiastki oraz ich pierwszej czytelniczce, czyli mojej żonie. :-) Ponieważ spodobała się również i Tobie, pomimo tego, iż jesteś mężczyzną, tym bardziej mnie to cieszy. Jak już kiedyś wspominałem, pisanie scen erotycznych to żegluga pomiędzy Scyllą wulgaryzmu, a Charybdą infantylizmu. Czyli, ogólnie rzecz biorąc, zadanie niełatwe.
    Co do fabuły, to bohaterowie uczynili ważny krok na drodze wzajemnego zrozumienia i sojuszu, ale jeszcze wiele przed nimi.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania