Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 22

Zgodnie z niewypowiedzianą obietnicą zajął się obydwoma końmi. Z Demonem poszło łatwo, przyjaciel z radością przyjmował zabiegi Marcusa oraz drobne gesty przyjaźni. Orzeł okazał natomiast rezerwę. Nie pozwolił zbliżyć się chłopakowi i ten zdołał ostatecznie wytrzeć wierzchowca dopiero w towarzystwie doświadczonego stajennego, którego siwek zdawał się tolerować. Marcus zauważył, że po dzisiejszym zwycięstwie obsługa stajni zaczęła traktować go inaczej, bardziej poważnie. Nadal rozpierany dumą, z zadowoleniem przyjmował te oznaki szacunku. Wszystko to zajęło jednak sporo czasu i z opóźnieniem pojawił się na komnatach pani i małżonki. Właściwie, to zdążył tylko dzięki temu, że u siebie zastał przygotowaną już kąpiel. Służki wykręciły się od odpowiedzi na pytanie, kto polecił im podgrzać wodę. Raczej nie Berenika, która odeszła ze stajni w towarzystwie matki i jej oficerów. Może same wystąpiły z tą inicjatywą, przypomniał sobie teraz życzenie księżniczki wypowiedziane w chwili, gdy się rozstawali. Najpewniej opowieści o dzisiejszej gonitwie i wszystkich towarzyszących jej okolicznościach krążyły już po zamku jako najnowsze, ekscytujące plotki.

Samej pani i małżonki nie zastał, ale nikt nie próbował bronić mu wstępu do jej apartamentów. Przyjemnie odświeżony, pomyślał, że i ona chętnie zażyje kąpieli po wyścigu oraz przeciągającej się naradzie. On sam z przyjemnością mógłby jej wówczas usłużyć, a potem... Na tę myśl poczuł, jak przyrodzenie staje w gotowości, chociaż nie pobudzał go przecież skonstruowany jakoby w tym celu ochraniacz. Wydał więc polecenie przygotowania jeszcze jednej kąpieli, co służba przyjęła bez dyskusji. Rzeczywiście, zaczęto traktować go inaczej!

Berenika nadal nie nadchodziła. Gdy został już sam, przypomniał sobie, do której szuflady wrzuciła ochraniacz i w słabnącym powoli świetle dnia badał wzrokiem oraz dłońmi ten przeklęty przyrząd. Uprzednio nigdy jakoś nie znalazł ochoty, by czynić to wówczas, gdy krępował jego przyrodzenie. Te wszystkie pierścienie, drążki, tulejki skonstruowano, doprawdy, bardzo przemyślnie. Ciekawe, kto na to wpadł? Jakaś żądna władzy dama szlachetnego rodu? Oczekujący hojnej nagrody rzemieślnik? Czy może, chociaż wydawało się to niemożliwe, któryś z panów błękitnej krwi? Zrobiło się wreszcie zbyt ciemno i odłożył ochraniacz na miejsce.

Nie chciało mu się zapalać świec. Zauważył już zresztą, że Berenika lubiła popisywać się opanowaną niedawno umiejętnością wzniecania płomieni za pomocą magii i zamierzał dać jej ku temu okazję, zwłaszcza po dzisiejszej porażce w gonitwie. To taka drobna, ale użyteczna sztuczka, czy on sam też potrafiłby uczynić coś takiego? Przecież posiadał moc, tak naprawdę to on właśnie, a nie jego pani i małżonka. W dawnych czasach magią władali mężczyźni, a więc było to chyba możliwe? Brakowało mu tylko wiedzy, gdyby jednak... Czy gdyby poprosił, Berenika zechciałaby go może nauczyć? To przecież tylko niewinna sztuczka, nikomu nie dałby poznać... Przestraszył się tej myśli i odrzucił ją w głąb umysłu. Co on sobie wyobraża? Czy nie wystarczą mu dotychczasowe, niezwykłe objawy łaskawości pani i małżonki? I dlaczego ciągle jeszcze jej nie ma? Kąpiel w końcu wystygnie!

Gdy księżniczka wreszcie nadeszła, woda istotnie okazała się już chłodna.

- Wybacz, pani. Pomyślałem, że chętnie obmyjesz się po dzisiejszym wyścigu, ale sądziłem, że wrócisz wcześniej.

- To miło z twojej strony, że o tym pamiętałeś, ale matka zatrzymała mnie dłużej, niż się spodziewałam. - Berenika wyglądała na lekko zakłopotaną. - Teraz szkoda już czasu, by podgrzewali wszystko na nowo. Zostaw mnie na chwilę samą, to poradzę sobie z tym tutaj. Jestem wojowniczką i przywykłam.

- Może... Może potrafisz podgrzać tę wodę, tak jak rozpalasz świece? To chyba podobny rodzaj magii? A wtedy ja chętnie... Usłużyłbym ci podczas tej kąpieli, piękna księżniczko.

- To urocze, ale nie wolno zużywać mocy na takie drobiazgi. Powiedziałam już, że zimna woda mnie nie przeraża. Chcę tylko obmyć się dla prawdziwego pana błękitnej krwi z cywilizowanego Południa, żeby nie myślał o nas jak o zupełnych barbarzyńcach – złagodziła odmowę żartem.

- Nigdy tak nie myślę, Bereniko.

- Idź już i czekaj, żeby ogrzać swoją panią i małżonkę. - Tym razem w głosie zabrzmiało coś w rodzaju zniecierpliwienia.

Skrywając rozczarowanie, wykonał to polecenie i zagrzebał się w posłaniu łoża. Berenika nie zadała sobie tym razem trudu, by rozpalić płomienie świec. Wziął ją w ramiona, gdy wsunęła się pod skóry.

- Wprawdzie to ja wygrałem dzisiejszy wyścig, ale i tak z ochotą ofiaruję ci wszystkie moje fanty – wyszeptał.

- A jakież to fanty – spytała żartobliwie, a przynajmniej taką miał nadzieję.

- Ty obiecałaś zapoznać mnie z Orłem, a ja miałem pokazać ci tyle sposobów oddawania i pozyskiwania mocy, ile tylko sobie zażyczysz, piękna pani. Z chęcią zacznę już dzisiaj.

- A co chciałbyś pokazać?

Wyczuł w niej jakieś napięcie. Czyżby obawiała się jego zapałów, objawiała nagłe wątpliwości? Po wczorajszej nocy?

- Pomyślałem sobie, że skoro ścigaliśmy się dzisiaj konno, to może moglibyśmy... Może miałabyś ochotę na jeszcze jedną przejażdżkę? To nie powinno w niczym przeszkodzić, jeżeli chodzi o moc, nawet...

W ostatniej chwili ugryzł się w język. Zwrócenie uwagi, że sama Lady Berengaria korzystała niegdyś z podobnego sposobu nie byłoby na miejscu.

- Dlaczego nie, Marcusie?

Berenika zgodziła się szybko i z pewną ulgą. Natychmiast też pojęła, co właściwie miał na myśli. Może posłyszała kiedyś w stajniach jakieś przechwałki parobków? Pozwoliła mu jednak przejąć inicjatywę, gdy ułożył się wygodnie na posłaniu i zaprosił ją do zajęcia miejsca w siodle. Jego własny fallus sterczał już od jakiegoś czasu i z łatwością utorował sobie drogę do jej wnętrza, chciał jednak ofiarować pani i małżonce nie tylko moc, ale i rozkosz. Uniósł głowę i sięgnął ustami jednego z sutków. Przekonał się z przyjemnością, że sterczy dumnie i sztywno. Ssał początkowo delikatnie, wargami, potem leciutko zacisnął zęby. Jęknęła i poruszyła biodrami. Pospiesznie poszukał drugiej piersi, ponowił pieszczotę ust i zębów. Odpowiedziała kolejnymi ruchami bioder i ujęciem w dłonie jego uszu, które zaczęła tarmosić. Twarz Marcusa omiotły włosy dziewczyny. Uwolnił sutek i pochwycił jeden z kosmyków zębami. Przesunęła dłonie na czoło chłopaka i odepchnęła jego głowę na poduszkę, unosząc jednocześnie własną. Włosy Bereniki znalazły się poza zasięgiem ust młodzieńca.

- Ruszaj do galopu! - rozkazała. - Zaczynaj, skoro zaofiarowałeś mi przejażdżkę!

- Ale chciałem...

- Ruszaj wreszcie!

Energicznie uniosła biodra, a opadając uderzyła uda Marcusa piętami. Ponaglony w ten sposób, poderwał się do biegu niczym rumak szlachetnej krwi. Ochoty i zapału mu nie brakowało. Dostosowała się do tego rytmu, odchylając sylwetkę. Jej twarz majaczyła niewyraźnie, gdzieś na niebotycznej wysokości. Gdy próbował się unieść, by poszukać wargami jej piersi, włosów, może nawet ust, uniemożliwiła to zdecydowanym ruchem dłoni. Dłoni silnych i przywykłych do panowania nad wierzchowcem, jak po raz kolejny miał okazję się przekonać. Spróbował sięgnąć ręką, ale natychmiast uchwyciła jego nadgarstki, skrzyżowała je nad głową, docisnęła ciężarem własnego ciała.

- Nie trzeba, tak jest najlepiej... - wydyszała. - Biegnij niczym twój Demon, zbieraj się do galopu! Pokaż, co potrafisz. - Słowa te wsparła kolejnym uderzeniem pięt.

Pobudzony, poderwał biodra do szaleńczego cwału. Poczuł kulę gorąca.

- Bereniko, nie wytrzymam już długo – wyjęczał.

- I bardzo dobrze. Przecież tego właśnie chcę! Demona może bym oszczędziła, ale ciebie na pewno nie! Nie w takiej sytuacji!

Jeszcze dwa razy spięła swego wierzchowca, nim ostatecznie uległ na całej linii i trysnął przelewającą się falą spełnienia, spełnienia dającego rozkosz oraz uwolnienie. Potem wszystko odbyło się jak zawsze, uczucie ssania i szybkie osłabienie. Berenika musiała chyba zdawać sobie z tego sprawę, przerwała bowiem galopadę, zsunęła się z ciała małżonka i pozwoliła mu odpoczywać.

- Znajdę jakieś wino – zaoferowała się, wstając po chwili z łoża.

Krążyła po omacku, nie zapalając światła. Po chwili podała chłopakowi kielich, z którego podciągnął duży łyk trunku.

- Jesteś wspaniałą amazonką, Bereniko. Dzisiaj zwyciężyłem w naszym wyścigu, ale tylko dlatego, że nie doceniłaś Demona. Jutro może być zupełnie inaczej.

- Nie doceniłam też ciebie, Marcusie. Ale nie wiem, czy możemy się ścigać. Matka...

- Co znowu z lady Berengarią?

- Nie była zadowolona, możesz się tego łatwo domyślić. Właściwie... Właściwie, to zabroniła kolejnej gonitwy.

- Chyba nie zamierzasz jej posłuchać? Obiecałaś!

- Marcusie...

- Powtarzałaś, że nikogo się nie boisz! Jeszcze dzisiaj zarzekałaś się, że ani bogowie, ani demony nie przeszkodzą w odbyciu naszego wyścigu, a teraz mówisz mi, że wystarczy jedno słowo księżnej Siedmiu Bram?

- To nie takie proste, Marcusie.

- Czy ktoś cię zaczarował albo podmienił, piękna księżniczko? Musimy się ścigać i obiecałaś pomóc mi przy Orle!

- Dobrze... - odparła z pewnym wahaniem. - Skoro aż tak bardzo ci na tym zależy. Rzeczywiście, powiedziałam coś takiego i muszę dotrzymać słowa. I przekonać cię, że nie boję się nikogo.

- Dziękuję, księżniczko.

Z pewnym wysiłkiem powstał i próbował pochwycić ją w ramiona. Uchyliła się jednak.

- W takim razie, powinieneś odpocząć, książę. Będzie lepiej, jeżeli wrócisz teraz do siebie. Wezwę cię jutro i spotkamy się w stajniach.

- Ale, Bereniko... - Czyżby poczuła się jednak urażona?

- Tak będzie najlepiej – powtórzyła. - Czy przypadkiem nie bawiłeś się pod moją nieobecność swoim ochraniaczem? Gdzie go położyłeś? - zmieniła temat, wykazując się iście kobiecą intuicją, a może niezwykłym wyczuciem.

- Właściwie, to trochę sobie oglądałem. Wybacz. Ale odłożyłem na miejsce, leży tam, gdzie go schowałaś. W tamtej szufladzie – odruchowo wskazał ręką.

- No dobrze, nie mam ci za złe tej ciekawości. - Sięgnęła po przyrząd i upewniła się co do kompletności ochraniacza. - Ale teraz czas nałożyć go na nowo.

Nie stawiał oporu, bo i w jakim celu? Pomimo panujących ciemności pani i małżonka szybko uporała się z zadaniem. Chcąc pokazać, że nie czuje żalu, raz jeszcze pochwycił ją w ramiona i pocałował. W końcu przekonał księżniczkę, by sprzeciwiła się życzeniu matki! Oddała pocałunek, ale po chwili uwolniła się z uścisku.

- Do jutra, Marcusie. Wracaj do siebie.

Trochę zawiedziony odprawą, ale i podniecony odniesionym sukcesem, zagrzebał się we własnym posłaniu. Rozpamiętywał obydwie dzisiejsze gonitwy i sam już nie wiedział, która sprawiła mu więcej radości. Wreszcie nadszedł sen.

Obudził się wcześnie, nadal odczuwając podniecenie. Nieważne, czy dzisiaj również zwycięży, czy też lepsza okaże się Berenika. Nie o to przecież chodziło! Czy to, co przeżywał, myśląc nieustannie o swojej pani i małżonce, można było nazwać miłością? Czyżby zakochał się niczym bohater jakiejś romantycznej ballady? Tego rodzaju uczucie byłoby jak najbardziej stosowne dla szlachetnie urodzonego pana i mogło ułatwić wiele spraw. Czy jednak jego piękna księżniczka podzielała zapały pierwszego małżonka? Może i tak, ośmielał się żywić taką nadzieję. A jeżeli nawet były to tylko początki prawdziwej miłości, to już on postara się rozdmuchać je w prawdziwy płomień!

Pobudzony takimi myślami ani się spostrzegł, gdy nadeszło wezwanie. Pani i małżonka oczekuje w stajniach. Zastał ją tam samotną, widocznie odprawiła służbę, czemu wcale się nie dziwił. Zapragnął wziąć Berenikę w ramiona, pocałować. Nie uchyliła się, ale też nie przedłużała tej chwili wyrażania uczuć.

- Nie traćmy czasu, Marcusie. Opuść spodnie, zdejmę ochraniacz i oporządzimy konie.

Pospiesznie wykonał polecenie i ruszył osiodłać Demona. Zauważył przy tym, że Orzeł został już przygotowany. Czyżby Berenika zajęła się wierzchowcem oczekując na przybycie małżonka? Tym szybciej zajął się ulubieńcem.

- Jestem gotowy, księżniczko!

- Dobrze, ruszajmy więc – zarządziła, ujawniając przy tym pewien niepokój. Zapewne obawiała się, mimo wszystko, niezadowolenia księżnej Siedmiu Bram, któremu będzie musiała stawić czoło.

Okazało się teraz, że jednak na miejscu znalazł się ktoś z obsługi. Stary stajenny, który pomagał wczoraj Marcusowi przy Orle. Wynurzył się z jakiejś bocznej komórki i przytrzymał konia, gdy dosiadała go Berenika. Następnie otworzył wrota zagrody.

- Pojedziemy do tamtego lasu. – Wskazała widoczną w pewnej odległości plamę zieleni.

- Jak sobie życzysz, piękna pani. To może od razu ścigajmy się po drodze!

Nie czekając na odpowiedź ponaglił Demona i pognał galopem, nie oglądając się za siebie, pewien, że Berenika z ochota przyjęła wyzwanie. Dopiero prawie u celu zorientował się, że nie czuje na plecach oddechu i odgłosu pogoni. Dziewczyna podążała w sporej odległości, tracąc dystans, ale też nie dobywając ze swego wierzchowca wszystkich sił. Wyhamował tuż przed pierwszymi drzewami. Takie zwycięstwo nie dawało żadnej satysfakcji! O co tu chodziło? Czyżby jednak nie miała ochoty na gonitwę?

- Co się stało, Bereniko? Źle się czujesz?

- Nie, wszystko w porządku Marcusie. Ale może jednak lepiej dzisiaj się nie ścigajmy. Wiem, że bardzo zależało ci na tej przejażdżce i nie chciałam sprawić ci zawodu. Czy możemy poprzestać na zwykłym spacerze?

- Ale dlaczego? - Z trudem zdołał ukryć rozczarowanie. - Oczywiście, będzie jak sobie życzysz, pani i małżonko. - Opamiętał się i powrócił do stosownych form dworskiego obyczaju oraz dobrego wychowania.

- To przejedźmy się wśród drzew.

Ruszyli niezbyt spiesznie duktem. Cieszył się tą przejażdżką, oczywiście, ale nie do takich galopad na grzbiecie Demona zdążył się przyzwyczaić! Gdy otworzyła się przed nimi leśna polana, podjął kolejną próbę.

- Obiecałaś zapoznać mnie z Orłem, Bereniko. Skoro nie masz ochoty na wyścigi, to może zrobisz to teraz? Proszę.

- Wolałabym nie dzisiaj. Wybacz, może innym razem.

Nie wytrzymał, zeskoczył z grzbietu wierzchowca, podszedł do pani i małżonki.

- Co się stało, Bereniko? Księżna czymś ci zagroziła? Powiedz, proszę. Przecież zrozumiem.

- Nie, nigdy tego nie zrozumiesz.

- Ale skoro i tak już tutaj przyjechaliśmy, to przynajmniej przejedź się na Demonie.

Miał nadzieję, że może w taki sposób poprawi jej nastrój, skłoni do większej otwartości i zaufania. Bo przecież coś z pewnością musiało się stać. Zachowywała się bardzo dziwnie.

- Może jednak lepiej już wracajmy, Marcusie. To nie był najlepszy pomysł. Wczoraj myślałam inaczej, ale myliłam się.

- Co się stało? Czy ktoś cię nagle podmienił, jakieś górskie demony? Nie wierzę – zażartował, chcąc rozładować atmosferę. - Dosiądź więc mojego Demona i stań się na powrót sobą!

- No dobrze, ale potem będziemy już wracać – ustąpiła bez szczególnego przekonania.

Zeskoczyła z siodła i podeszła do drugiego wierzchowca, uchwyciła wodze. Ogier parsknął gniewnie i potrząsnął łbem.

- Spokojnie, Demon. Spokojnie. - Pospiesznie pochwycił głowę przyjaciela, wypowiadał słowa łagodnym głosem, dał wciągnąć chrapami znajomy zapach. - To tylko Berenika, przecież już ją znasz.

Rumak niechętnie poddał się woli chłopaka.

- Wskakuj – ponaglił księżniczkę. - Przytrzymam go. Nie wiem, co w niego wstąpiło, na pewno cię nie zapomniał. Za chwilę sobie przypomni, a tymczasem pomogę ci.

Berenika sprawnie wspięła się na grzbiet, usadowiła pewniej w siodle. W tym czasie Marcus starał się na wszelkie sposoby uspokoić rozdrażnionego ponownie rumaka. Osiągnąwszy pewien sukces, puścił łeb ulubieńca i klepnął konia w szyję.

- Ruszajcie!

Dziewczyna ścisnęła boki wierzchowca łydkami, ten zrobił kilka kroków, przeszli do kłusa. Objechali połowę obwodu polany. Marcus odetchnął z ulgą. Cóż ten Demon dzisiaj wyprawia? Nie dokończył tej myśli. Ogier poderwał się nagle do galopu, Berenika czyniła wszelkie wysiłki, by zapanować nad koniem, a potem, żeby utrzymać się w siodle. Daremnie. Demon zwolnił i wykonał swój ulubiony, wredny manewr z wybiciem się z tylnych nóg oraz pochyleniem głowy. Tym razem księżniczka dała się zaskoczyć i poleciała w przód, przez łeb niepokornego wierzchowca. Zrzuciwszy dosiadającą go amazonkę, ten ostatni ruszył prosto ku Marcusowi, unosząc triumfalnie głowę. Po chwili pochylił ją jednak, wargami podszczypywał chłopaka po ramionach i domagał się pieszczot. Domagał się nagrody. Młodzieniec odtrącił bezceremonialnie przyjaciela i pobiegł ku Berenice. Z ulgą zauważył, że dziewczyna z trudem, bo z trudem, ale unosi się z młodej trawy o własnych siłach.

- Nic ci się nie stało?

- Kości chyba całe – odparła kwaśno.

- Nie mam pojęcia, co w niego wstąpiło.

- Konie miewają swoje kaprysy, Marcusie. Lepiej już wracajmy, ale ja pojadę jednak na Orle.

Tymczasem Demon przykłusował w ich pobliże i usiłował wepchnąć się pomiędzy oboje, odsunąć od siebie nawzajem.

- Idź, sobie! – Rozdrażnienie chłopaka ujawniło się w głosie. - Co ty wyrabiasz? Nie poznajesz Bereniki? Przecież znasz jej zapach, karmiła cię jabłkami i już dosiadała. To przyjaciółka! Jak mogłeś ją zrzucić?

- To nic takiego, Marcusie. Z końmi rożnie bywa.

- Ale nie z Demonem! On nie jest taki. Zaprzyjaźnił się z tobą i zaakceptował. Zna twój zapach, twój głos i dotyk... To niemożliwe... To po prostu niemożliwe!

- Marcusie, zostawmy to i wracajmy.

- Nie, coś tutaj jest nie w porządku. Demon to wyczuł, potraktował cię jak kogoś obcego, kogo nie zna i komu nie ufa... Zachowuje się dziwnie, prawdę mówiąc, ty również zachowywałaś się bardzo dziwnie, Bereniko...

- Łap swojego Demona i ruszajmy, Marcusie.

- Nie miałaś ochoty na wyścigi, jechałaś powoli. Z Orłem też nie chciałaś mnie poznać i nawet dosiadłaś go przy pomocy tamtego stajennego, który często się nim opiekuje... Prawdę mówiąc, widzę teraz, że już wczoraj wieczorem straciłaś chęć na naszą gonitwę. Zgodziłaś się dopiero wtedy, gdy w żartach zapytałem, czy ktoś cię nie podmienił... Tak jak i dzisiaj zdecydowałaś się dosiąść Demona po podobnym żarcie! Ale to chyba nie był żart! Gdzie jest prawdziwa Berenika, lady Berengario? I od kiedy się pod nią podszywasz?

- Wygadujesz niestworzone bzdury, Marcusie. Matka zajmuje się w tej chwili na zamku jakimiś sprawami związanymi z wojną.

- O nie, pani. Mnie mogłaś oszukiwać, ale Demona nie zdołałaś. Poznał, że nie jesteś Bereniką! Nie jesteś tą samą amazonką, z którą się zaprzyjaźnił i której pozwolił się dosiadać! Nie mogłaś więc udawać swojej córki przez cały czas, zresztą przecież wczoraj widziałem was obok siebie, razem. Ale przedtem... Teraz dopiero rozumiem te wszystkie dziwne braki w pamięci, te spacery po komnatach w poszukiwaniu ochraniacza... Mogę jeszcze pojąć, że pożądasz mojej rzekomej mocy. Twoi dwaj mężowie są starzy, a o dwóch pozostałych od dawna nic nie słychać. Chciałaś skorzystać z tego, co należy się twojej córce, pewnie z tego powodu ułożyłaś nasze małżeństwo. Próbowałaś już w drodze. Nie do końca ci się udało, więc chwyciłaś się innego sposobu. A ona ci w tym pomagała! Ale dlaczego? Dlaczego? Z zemsty za moją słabość? Jeżeli tak, to odpłaciła się w jeszcze gorszy sposób!

- Zamilcz, Marcusie. To nie są sprawy, o których wolno wołać po lesie! Możemy jeszcze udawać, że nic się nie stało. Dostaniesz swojego konia, skoro tak ci na nim zależy. Nie musisz się niczego obawiać. Jesteś zbyt cenny.

- O nie, lady Berengario, ty podstępna wiedźmo! Co zrobiłaś z Bereniką? I dlaczego tak nagle musiałaś udawać ją podczas dzisiejszej przejażdżki?

- To nie twoja sprawa.

- A jednak moja! Bo chyba zaczynam rozumieć. Ona miała tego dość, prawda? Na początku zgodziła się, bo skłóciłaś nas, ujawniając moją słabość. Ale potem zmieniła zdanie. Nie chciała już pomagać w zdejmowaniu i nakładaniu ochraniacza, gdy robiłyście to na zmianę. Nie chciała ciągnąć tego oszustwa. I może nawet znam przyczynę jej odmowy. Wczoraj ścigałem się z Bereniką, dumną, silną, godną oddania i lojalności dziewczyną. Nie, nie dziewczyną, młodą kobietą oraz przyszłą władczynią. Bo tak potrafiła się zachować, nawet przyjmując porażkę. A dzisiaj trafiłem na wyrachowaną, podstępną wiedźmę! I ty mówisz teraz, że dasz mi konia, bylebym tylko siedział cicho i udawał, że nic się nie stało? Nigdy! Co z nią zrobiłaś?

- Skoro tak, to wkrótce sam się o tym przekonasz. Spotkasz swoją panią i małżonkę, swoją przyszłą księżną Siedmiu Bram. Ale ta przyszłość jest jeszcze odległa. O tym też się przekonasz. Dokonałeś właśnie wyboru. Kapitanie! Aresztować tego zuchwalca!

Z leśnych zarośli wyłoniło się nagle trzech zbrojnych. Zwrócił uwagę, że przynajmniej dwóch z nich widział wczoraj w otoczeniu księżnej, gdy wraz ze swymi oficerami pojawiła się w stajniach po odbytej gonitwie. To mogło wiele wyjaśniać, jeżeli chodzi o to, co stało się z Bereniką. Na dalsze rozmyślania czasu już nie otrzymał, ludzie Lady Berengarii skoczyli na niego z dwóch stron. Nie miał nawet broni! Ale oręż i tak w niczym by nie pomógł. Pani Siedmiu Bram nie zamierzała ryzykować. Jeżeli nawet nadszarpnęła uprzednio zapasy mocy na poskromienie córki, to obecnie dysponowała nowymi jej zasobami, które on sam tak ochoczo ofiarował jej poprzedniego wieczora. Poczuł, jak sztywnieją mu członki i nie jest w stanie wykonać żadnego ruchu.

- Już. Możecie robić swoje. Tylko uważajcie. Drogo mnie kosztował i potrzebuję go żywego.

Dwaj spośród zbrojnych schowali dobyte ostrza, które i tak dzierżyli raczej z przyzwyczajenia niż z istotnej potrzeby, pochylili się po ukrytą w krzakach sieć. Omotany w jej liny i nadal pozbawiony zdolności jakiegokolwiek ruchu, Marcus mógł tylko przyglądać się biernie, jak trzeci ze zbirów unosi owiniętą w jakąś materię pałkę. Gdzieś w oddali zarżał rozpaczliwie Demon i zapadła ciemność.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Piękna scena
    OJ!
    SZYKUJE SIĘ WOJNA DOMOWA!
    HA!
    Wyśmienicie!

    Marcus się wyrobił - jest znacznie bardziej spostrzegawczy!
    No - może dopiero po stosunku i zachowaniu Demona - ale się wyrabia chłopak
    Dobrze!
    Żołnierze są jeszcze wierni swej Pani... ale na jak długo?
    Z jej zachowania można uznać, że nie jest raczej lubiana.
    A założę się, że jest wiele wielkich Pań i lordów, gotowych poderżnąć jej gardło, byleby zobaczyć nową twarz na tronie siedmiu bram.

    Czekam z niepokojem!
    Chyba w niedzielę zabiorę się do Demona - raz jeszcze - Bo w sobotę ostatni egzamin.
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer 3 miesiące temu
    Sytuacja, w której się znalazł, wymusza przyspieszony proces dorastania. Oczywiście, to nie koniec kłopotów, ale Demon (nomen, omen) nie raz, nie dwa przyjdzie mu jeszcze z pomocą.
    Dzięki za wpis i pozdrawiam,
    PS. Mam nadzieję, że egzamin zaliczony. :-)
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Ustny 4+
    I drugi na 4 poprawiony
    Z egzaminów już wszysciutko
    WOLNOŚĆ!
    :)
    (Wiem że się przechwalam - ale FUCK IT - mogę sobie pozwolić na niewielką ilość optymizmu!)
  • Nefer 3 miesiące temu
    Kapelusznik Gratulacje i czas na wakacje. :-)
  • Belladonna 3 miesiące temu
    Ekhm...kiedy kontynuacja? Bardzo lubię ten cykl i jestem ciekawa, co dalej :)
  • Nefer 3 miesiące temu
    Postaram sie wstawić kolejny odcinek dzisiaj.
    Pozdrawiam.
  • Pontàrú miesiąc temu
    Łoł. Takiej akcji to się chyba nikt nie spodziewał! Jest w sumie bardzo dużym oderwaniem od standardowego tonu prowadzonej fabuły. Powoli rozwiązuje się część zahadek. Albo inaczej. Powoli pojawiają się rozwiązania do części zagadek.
    Zostawiam 5 ;)
    Uczucie: zaintrygowanie
  • Nefer miesiąc temu
    Tak, to zwrot fabuły. Przygotowywałem go zresztą od pewnego czasu, z jednej strony wskazując na umiejętność zmiany wyglądu przez księżną, z drugiej mnożąc różne nielogiczności w postępowaniu "Bereniki", nagłe zmiany nastroju, dziwne zachowanie przed i po intymnych zbliżeniach, braki w pamięci. A ksieżna mocy pożąda, bo daje ona władzę. I wkrótce okaże się, do czego jest jeszcze zdolna, by ją pozyskiwać. A co do zagadek, masz rację. Niektóre się wyjaśniają, inne dopiero się pojawiają.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania