Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 26

Tak jak się obawiał, księżna nie dała się zaskoczyć. Nim ognista kula ogarnęła jej postać, otoczyła się migoczącym kręgiem błękitnej poświaty, który powstrzymał płomienie. Berenika nie zrezygnowała, posłała kolejny pocisk. Czerwone i żółte jęzory bez problemu przedzierały się przez rozdzielające celę oraz obydwie przeciwniczki kraty, sięgały ścian pomieszczenia, ale sama Lady Berengaria pozostawała nietknięta za swoją osłoną. Markusowi zdawało się nawet, że uśmiecha się z zadowoleniem. Być może księżniczka też to dostrzegła, zamiast kolejnej kuli rzuciła bowiem teraz w stronę matki prawdziwy strumień ognia. Płomienie rozlały się na podobieństwo fontanny, ogarniając całą przestrzeń lochu za kratą. Pani Siedmiu Bram wytrzymała jednak i ten atak. Przypomniał sobie, jak osłoniła się przed wzbudzoną przez siebie samą eksplozją rumowiska na zasypanej skałami przełęczy i zrozumiał, że Berenika nic w ten sposób nie wskóra. Małżonka nie potrafiła jednak chyba tego pojąć i z całą mocą kontynuowała atak. Nie spodziewał się, że posiada aż tyle siły. Ten płomień mógłby spopielić całą armię!

Po chwili zdumiał się czymś jeszcze. Księżna i sama Berenika potrafiły zapewne uchronić się przed ogniem, ale jak to się stało, że on sam nie udusił się jeszcze dymem, nie stanął w płomieniach, nie spopielił od żaru, który powinien rozgrzać do białości ograniczoną przecież przestrzeń lochu? A tutaj nawet meble i dywany komfortowo urządzonej celi zdawały się odporne na ogień i gorąco. Ktoś musiał zadbać w magiczny sposób, by wszystko to unieszkodliwić, może dokądś odesłać. Berenika? Raczej nie. Liczyła zapewne na szybkie, rozstrzygające zwycięstwo w pierwszym ataku. Zaskoczona niepowodzeniem, skupiała obecnie całą uwagę oraz zużywała wszystkie siły na wzniecanie coraz potężniejszego ognia. A więc księżna! Ta przebiegła suka musiała się tego spodziewać! Oczekiwała ataku i przygotowała obronę. A nawet więcej, usuwała z lochu żar i płomienie. Nie próbowała też odpowiadać własnymi pociskami, ognistymi czy jakimikolwiek innymi. Broniła się tylko, stała spokojnie i czekała. Na co?

- Bereniko! W ten sposób nic jej nie zrobisz! Ona chce, żebyś zużyła moc, którą ode mnie przejęłaś!

Pani i małżonka chyba nawet nie usłyszała tego rozpaczliwego wezwania. Nadal kontynuowała swoje bezowocne próby, sięgając po kolejne pokłady magicznej siły. Mimo wszystko, jednak przecież ograniczone. Czy mógł jej pomóc? Dopiero co pokazała mu sposób wzniecania ognia! Wiedział, jak to uczynić! Co prawda, potrafił rozpalić tylko niewielki płomyk, zdatny w sam raz do rozżarzenia knota świecy. Przynajmniej obecnie, nie miał nawet kiedy poćwiczyć. I do tego przed chwilą oddał księżniczce całą moc, z której tak hojnie, ale bez powodzenia teraz korzystała. A zresztą, cóż znaczyłaby odrobina żaru, gdy księżna przygotowała się na odparcie prawdziwej fontanny ognia? Musiał znaleźć inny sposób.

Tak, sztylet! Ostrze Lady Berengarii, które rzuciła córce, by ta mogła porozcinać jego własne szaty zanim... Zanim zaczęli uprawiać miłość i połączyli się ze sobą, zanim oddał jej nasienie i moc. Odrzuciła gdzieś potem ten oręż. Zsunął się niezgrabnie z łoża. Łańcuchy przeszkadzały, ale nie skuto go zbyt ciasno. W końcu księżna życzyła sobie, by towarzyszył jej w szczególnej wycieczce po lochach. Tam! Broń leżała nawet niedaleko, sztylet z długim, wykutym z dobrej stali ostrzem! Czy zdoła nim cokolwiek zdziałać? Może odwróci przynajmniej uwagę Lady Berengarii? Choćby na chwilę, wtedy Berenika otrzymałaby jakąś szansę. A on sam? Księżna potrafiłaby spopielić go w jednej chwili. Ale jest dla niej ważny, powtarzała to wielokrotnie, potrzebuje mocy, którą on wytwarza i którą ona pragnie z kolei władać. Kto wie, czy wiedźma nie zawaha się przed zniszczeniem tak cennej własności?

Nie tracąc czasu na dalsze rozmyślania, odbierające odwagę i zdecydowanie, sięgnął po sztylet. Bardzo dobrze leżał w dłoni. Musi tylko przejść przez uchylone drzwi w kracie i zaskoczyć Berengarię. Porusza się wprawdzie powoli, skuty łańcuchami, ale ona zajęta jest toczonym pojedynkiem, a przecież i tak chodzi głównie o odwrócenie uwagi wiedźmy.

Po kilku niepewnych krokach stanął w przejściu. Uczynił jeszcze jeden. Księżna skierowała ku niemu słaby strumień ognia, właściwie delikatną iskrę. Nawet taka sparzyła jednak boleśnie dłoń chłopaka. Nie wypuścił oręża, ale wrzasnął z bólu. Zmusił się do przestawienia nóg i kontynuowania marszu. Tylko odwrócić jej uwagę! To już się przecież udało! Tym razem strumień okazał się silniejszy. Ugodził jednak nie w dłoń, ale w ostrze. Rękojeść oręża wykonano wprawdzie z kości jakiegoś zwierzęcia, ale posiadała ona stanowiący przedłużenie brzeszczotu metalowy rdzeń. Rdzeń, z którego wychodziły przebijające kość nity, rozgrzane teraz niemal do czerwoności. Krzycząc, walczył z bólem, by nie wypuścić broni. Wtedy wszystko poszłoby na marne! Nagle cierpienie ustało, zaciśnięty w pięści sztylet emanował teraz chłodem, kojąc oparzenia, a dłoń i ramię otoczyło błękitne światło, podobne temu, za którym chroniła się wiedźma. Berenika! To ona dała mu osłonę! Chciał ruszyć dalej, ale okazało się, że nie potrafi wykonać kolejnego kroku. Zastygł w miejscu, zupełnie jak wtedy, na polanie. Księżna znała wiele sztuczek. Błękit nie chronił przed czarem unieruchomienia. Wiedźma posłała kolejną, silniejszą falę ognia. Skierowaną prosto ku Markusowi. Przerażony, zdążył przymknąć powieki i posłyszał krzyk Bereniki.

- Nie!!!

Płomienie nie dotarły do chłopaka. Zaskoczony, otworzył oczy i ujrzał otaczający całą jego postać błękit. Dziewczyna zaprzestała własnego ataku i kierowała teraz całą moc na osłonę Marcusa. Lady Berengaria przeciwnie, przeszła do natarcia i posyłała kolejne fontanny ognia. O ile potrafił zauważyć, nadal nie czyniły one żadnych szkód w pomieszczeniu. Godziły tylko w samego Marcusa, coraz silniejsze i potężniejsze. Berenika wzmacniała w odpowiedzi ochronny pancerz błękitu. Nie miał pojęcia, ile czasu trwała ta walka przeciwstawnych, magicznych sił. Zapewne niezbyt długo, chociaż on sam odczuł to jako wieczność. Co ta suka wyprawia? Chce zabić małżonka swojej córki, najlepsze dostępne źródło mocy? Kolejny, silniejszy od poprzednich atak nie zdołał wprawdzie przebić tarczy, ale jednak buchnął gorącem. Księżna powtórzyła natarcie, żar stał się wyczuwalnie silniejszy. Czyżby Berenika traciła moc? Czy któryś z pocisków przebije się wreszcie i zakończy jego żywot? Ale nie, kule ognia również stały się mniejsze. Czyżby i księżna wyczerpywała swoje siły? Przez jedną, krótką chwilę żywił taką właśnie, rozpaczliwą nadzieję. Oto jednak nadleciała następna fontanna płomieni. Błękit osłony przybrał barwę najpierw zielonkawą, potem żółtą. Wybuch gorąca zmusił Marcusa do zamknięcia oczu i wstrzymania oddechu. Czy to koniec? Czy kolejny atak przesądzi sprawę i pozbawi go życia w ognistej eksplozji?

Nic takiego się nie stało. Powietrze powoli przestało sprawiać wrażenie płynącego z otwartej, wypełnionej żarem jamy paleniska. Ośmielił się otworzyć oczy. Berenika, nietknięta nawet jedną iskrą, klęczała bezsilnie na kamiennej posadzce lochu. Podpierała się dłońmi, zanosiła kaszlem. Cała jej postać drżała z wyczerpania. Księżna zaprzestała wypuszczania kolejnych pocisków i fal ognia. Stała pewnie, również cała i zdrowa. Jej skórzany kostium oraz cenne, ulubione buty sir Adriana nie doznały żadnego uszczerbku. Sprawiała wrażenie zmęczonej, ale nie do tego stopnia, jak córka. Zdobyła się nawet na uśmiech.

- Sir Marcusie, zechciej, proszę, odłożyć ten sztylet. Zapewniam, że na nic ci się już nie przyda.

Oręż wypadł bezsilnie z dłoni chłopaka. Teraz dopiero poczuł nowy przypływ bólu oparzeń. Na krótko, księżna posłała bowiem kolejny błękitny obłok, o innym niż poprzednio odcieniu. Cierpienie ustało. Odzyskał też zdolność ruchu, oczywiście, na ile pozwalały łańcuchy.

- Dziękuję, książę. Jak widzisz, nie jestem mściwa. A ty, moja droga, dowiodłaś wprawdzie dobrego opanowania magii ognia oraz sztuki stawiania osłon, ale w wielu innych kwestiach musisz się jeszcze dużo nauczyć.

- Jak to możliwe? - Berenika uniosła z trudem głowę. - Czułam potężną siłę. Taką, jak nigdy przedtem. Byłam pewna, że nikt nie zdoła mi się oprzeć.

- Ona spodziewała się ataku. Przygotowała się do jego odparcia, może nawet sama sprowokowała.

- Ale jak mogła oprzeć się takiej mocy? Nigdy dotychczas nie dałeś mi jej aż tyle...

- Sir Marcus ma rację. - Lady Berengaria weszła córce w słowo. - Dał ci moc podczas aktu zapłodnienia, nie byłam w stanie temu zapobiec. A przecież wyruszam na wojnę i nie mogłam zostawić cię tutaj, moja droga, wypełnioną magiczną siłą, której mogłabyś użyć w dowolnej chwili. Któż zdołałby cię upilnować? A w ten sposób sama się jej pozbyłaś. Tak, jak na to liczyłam.

- Ona zbierała moc od wszystkich swoich mężów, tuż przedtem, zanim tu przyszliśmy. Zbierała, co tylko się dało.

- Także i od ciebie, sir Marcusie. Nie zapominajmy również o twoim darze mocy.

- Bereniko, nie wierz jej. To nie tak, przyszła wczoraj i znowu przybrała twoją postać. Nie wiedziałem, nie mogłem wiedzieć!

- Tak... Sama jestem temu winna, bo zgadzałam się na to oszustwo. I wspierałam w ten sposób jej zbrodnie. Ty też uwierz, ukochany, nie wiedziałam o tym, co ona tutaj wyprawia.

- I dlatego tak bardzo szlachetnie uniosłaś się gniewem, stając w obronie uciśnionych ofiar tych moich, jak je nazywasz, zbrodni, gdy tylko nasz książę ci o nich opowiedział. Na co zresztą bardzo liczyłam. Żadne z was mnie nie zawiodło.

- Ty przeklęta wiedźmo! - Nie wytrzymał Marcus. - To dlatego pokazywałaś mi wszystko ze szczegółami. Nie tylko po to, żeby mnie zastraszyć.

- Berenika musiała przyjąć twoje nasienie, ale nie mogła zachować twojej mocy. A tak, zużyła ją do ostatniej kropli. Teraz nie jest już groźna, za to nosi w łonie twoją córkę. Gratuluję, moja droga. Jakie imię nadamy przyszłej pani Siedmiu Bram, może Blanka? Ale na podobne rozważania mamy jeszcze czas.

- To musi się skończyć! Zbrodnie pana Czwartego, na które pozwalasz! - Berenika odzyskała jeśli nie utraconą siłę, to przynajmniej godność. Zdołała powstać z kolan.

- Zbieram moc tam, gdzie mogę ją posiąść. Tymczasem to nie twoja sprawa. Widzę jednak, że wraca ci zwykła zadziorność. Właściwie, to powinnam być z ciebie dumna. Nie przypadkiem płynie w tobie dobra krew. A i sir Marcus również spisał się bardzo dzielnie. Nasza Blanka otrzyma wspaniałe dziedzictwo.

- Co masz namyśli?

- A to, moja droga, że zależało mi na tym, żebyś zużyła moc dokładnie do ostatniej kropli. Obawiałam się, że może w końcu się opamiętasz i coś zachowasz. Ale liczyłam na młodego księcia. Jak mógłby nie spróbować pomóc swojej pani i małżonce, mając pod ręką oręż? Mając mój sztylet. I starał się pomóc. A gdy skierowałam płomienie w jego kierunku, ty sama, jak przystało na prawdziwą damę szlachetnej krwi, osłoniłaś pierwszego męża nie żałując magicznej siły. Nie żałując i wyczerpując ją całą.

- I co teraz z nami zrobisz, gdy tak pięknie spełniły się twoje zamiary, matko i pani?

- To chyba oczywiste. Wyruszam na wojnę i zabieram ze sobą sir Marcusa. Z pewnością się przyda, będę potrzebowała wiele mocy. Ty zostaniesz tutaj, pod dobrą opieką. A w twoim łonie rozwinie się nowe życie. Wiem, że córki swojego księcia nie skrzywdzisz, nawet, gdyby taka myśl przyszła ci do głowy. Nie obawiaj się, otrzymasz wszystko, czego będziesz potrzebowała. Wiem, że nawet panie błękitnej krwi mają w takim stanie różne zachcianki. - Roześmiała się dźwięcznie.

- Nie dam ci mocy, wiedźmo!

- Ach, powtarzasz to do znudzenia, chłopcze. Oczywiście, że dasz. I wcale nie będę musiała cię skuwać, chłostać biczem czy gwałcić siłą, jak pana Trzeciego, który to uwielbia, albo pana Czwartego, do którego w inny sposób trudno bezpiecznie się zbliżyć.

- To jak mnie zmusisz? Bereniki tymczasem nie skrzywdzisz, bo też jest ci potrzebna.

- Czyż koniecznie trzeba, żebym akurat tutaj przypomniała o Demonie? A zwłaszcza o Sudrun? Oni oboje też pojadą z nami. Podobnie jak sir Oswald. Jego mocy również potrzebuję na tej wojnie.

Zamilkł, nie znajdując odpowiedzi. Nie dopuści, by wierna gwardzistka podzieliła los Anity. Nigdy! Nawet za cenę służenia wiedźmie. Spojrzał na panią i małżonkę, Berenika milczała. Ona również nie może go za to potępić. Nie widziała pana Czwartego w akcji. Może kiedyś zrozumie.

- I myślisz, że zdołasz to wszystko ukryć? - Księżniczka podniosła inny problem. - Jeżeli nawet nikogo w Królestwie nie obejdzie, że twój prawowity małżonek zabija za twoją zgodą barbarzyńskie branki, by podniecać się, zaspokajając swoje chore żądze, to przecież Rada nie ścierpi tego, że korzystasz z mocy męża własnej córki. Z mocy, która w żaden sposób ci się nie należy. To podważa podstawy ładu i równowagi sił. Wszystkie panie szlachetnej krwi wystąpią przeciwko tobie, jeżeli już nie z innego powodu, to ze strachu. A Rada, chociaż zwykle do niczego się nie miesza, tym razem będzie musiała położyć przykładny kres takim praktykom, bo inaczej w podobny sposób zaczną postępować również pozostałe damy i całe Królestwo pogrąży się w chaosie. Taka groźba zjednoczy nawet najbardziej zazdrośnie strzegące swojej niezależności panie księstw i hrabstw. Nie ukryjesz tego, co robisz. Bo inaczej po co zabierałabyś ze sobą sir Marcusa, podczas gdy ja zostałam na zamku? Nawet gdybyś próbowała, to na wojnie nie upilnujesz wszystkiego tak skutecznie, jak w Złotej Bramie. Jeden błąd i pojawią się plotki, którym wszystkie damy szlachetnej krwi chętnie nadstawią ucha. Już i tak nasze księstwo ma złą opinię, nie myśl, że o tym nie wiem. I może wcale nie jest to opinia niesłuszna!

- Nie doceniasz mnie, lady Bereniko. Po raz kolejny mnie nie doceniasz. Sir Marcus będzie milczał i współpracował. Z powodów, których nie muszę chyba ponownie wyjaśniać. I przecież on szczerze cię kocha. W przypadku takiego niezrównanego młodzieńca jak nasz książę, to najlepszy sposób pobudzania mocy. To również wykorzystam. A ty sama, moja droga... Ależ wyruszysz na tę wojnę! Czyż następczyni tronu księstwa Siedmiu Bram nie dorosła do tego, by odbyć prawdziwą wyprawę? Czyż nie pragnęła tego od dawna, z całej duszy? Czyż wszyscy nasi ludzie o tym nie wiedzą? I oto poślubiła swojego pierwszego małżonka, posiadła moc, a jej matka, czyli ja, udzieliła jej stosownych nauk... Wyruszysz w towarzystwie prawowitego męża, który będzie regularnie obdarzał cię siłą i walnie przyczynisz się do zwycięstwa. Przecież obiecałam ci to już dawno, a pani Siedmiu Bram zawsze dotrzymuje słowa. Nawet wtedy, gdy ktoś wycofał się z własnych przyrzeczeń. To wszystko skomplikuje trochę moje plany, ale dam sobie radę. A dodatkowym owocem tej wyprawy okaże się lady Blanka, z którą w łonie powrócisz do Złotej Bramy. Taki stan nie jest mi obcy i też potrafię to zaaranżować. Zapewniam, że poczęcie dziedziczki ucieszy naszych poddanych w równym stopniu, jak kolejne zwycięstwo nad barbarzyńcami. A paniom szlachetnej krwi oraz samej Radzie nie pozostanie nic innego, niż przysłanie gratulacji

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    HO!
    No - czarownica na 102 - bardzo mi się podoba jej plan...
    ...
    ALE - jest dość wadliwy
    Zbyt wielkie założenie, że Marcus w końcu nie pęknie i pozwoli na śmierć kilku osób, by się zemścić.
    Księżna nie docenia Marcusa - przynajmniej moim zdaniem
    Ma on teraz nie tylko nienawiść do niej, ale i możliwości zemsty.
    Wystarczy że użyje publicznie mocy, a wieść dojdzie do Rady, a Siedem Brał zapłonie w ogniu wojny.
    Oczekuję z niecierpliwością spotkania z barbarzyńcami.
    Daję 5
    ale mam ty razem uwagę - scena walki trochę zgrzyta - przejrzyj ją raz jeszcze.
    Na razie jest ok - ale jak przejdziesz do bitew - może stać się to bardziej widoczne
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer 2 miesiące temu
    Plan księżnej istotnie ma pewne wady, nie wie ona bowiem wszystkiego. Przede wszystkim tego, że Marcus potrafi posługiwać się mocą, co prawda tylko jednym czarem, ale za to niebezpiecznym. Istotnie, przyjdzie chwila, gdy nie wytrzyma i mocy użyje (to raczej żadna niespodzianka i to mogę ujawnić), ale w jakich okolicznościach i co z tego wyniknie, to już tymczasem tajemnica autora. Wyprawa przeciwko barbarzyńcom właśnie się zaczyna i przyniesie ona różne nieoczekiwane przez nikogo wydarzenia, scen batalistycznych (zarówno magicznych, jak i realistycznych) nie zabraknie. Co do magicznego pojedynku, to wal śmiało konkretami, tak, jak robią tu wszyscy. Chętnie pogadam.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam
  • Pontàrú 3 tygodnie temu
    Widzę pewne luki w planie Berengarii
    Przede wszystkim zakłada on, że na Marcusie posłuszeństwo wywrze boj przed utratą Demona i Sudrun. Jednocześnie, ta sama utrata będzie końcem kart księżnej. Jeżeli zabije (czy cokolwiek zrobi) Sudrun lub Demona, a Marcus i tak się jej oprze to straci kartę przetargową.
    Poza tym na pewno nie da się wszystkiego przewidzieć. Nieostrożnym było wprowadzenie większej ilości osób w tajemnice Pana Trzeciego i Czwartego. Zasada prosta: im więcej osób wie, tym bardziej prawdopodobne, że ktoś w końcu się wygada.
    Sama część była bardzo wciągająca i bez ogródek, na spokojnie mogę postawić 5
  • Nefer 3 tygodnie temu
    Prawda, nie jest to plan idealny, ale został zaimprowizowany wobec niespodziewanego oporu Bereniki, która pogodziła się z Marcusem i odmówiła dalszego udziału w oszukiwaniu go. Księżna ma jednak wystarczająco wiele środków nacisku na chłopaka: sama Berenika, Sudrun, Demon w końcu. Wcale nie trzeba kogoś od razu zabijać, aby poważnie skrzywdzić. A zresztą ktoś taki jak Marcus na pewno nie pozwoli, by Sudrun (która wiele dla niego zrobiła, którą sam ściągnął do Siedmiu Bram i która go kocha) podzieliła los Anity. Sama groźba czegoś takiego wystarczy. W swoje tajne sprawy Berengaria wprowadziła w sumie dwie osoby: Berenikę (którą i tak więzi) oraz Marcusa, nad którym sprawuje kontrolę, a który i tak już sporo wiedział. Słabość planu księżnej polega na czymś innym - z kolei to ona nie wie, że Marcus potrafi obecnie rzucać czary. Wprawdzie tylko jeden, ale za to niebezpieczny. Można się spodziewać, że będzie próbował tę umiejętność wykorzystać.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania