Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 29

Jeżeli miał nawet nadzieję, że jego atak zakończył się sukcesem i zabił wiedźmę, to szybko przekonał się o daremności tych oczekiwań. Okrzyki triumfu zwycięzców oraz rozpaczy pokonanych nie zmieniły tonu, nic nie wskazywało na to, by napastnicy ponieśli jakąś stratę czy napotykali poważniejsze przeszkody w dziele zniszczenia. Płomienie obejmowały kolejne strzechy, dając coraz więcej dymu wznoszącego się ciemnymi kłębami w wieczorne niebo, rozświetlone czerwoną poświatą stojącego nisko słońca. Magiczne ataki nie powtórzyły się, co wyraźnie uspokoiło strażników Marcusa, którzy ponownie skupili się wokół chłopaka. Pomyślał przelotnie, że może powinien był wykorzystać chwilę ich strachu i nieuwagi, spróbować ucieczki. Po użyciu mocy odczuwał jednak słabość, a z przeklętym ochraniaczem, w męskim siodle na grzbiecie marnej chabety i tak nie uciekłby daleko. Księżna zapewne wyszła bez szwanku, czy zorientuje się, że to on rzucił ogień? Wtedy zupełnie się tym nie przejmował, ogarnięty podnieceniem oraz gorączką bitwy. Ktoś z obrońców posłużył się magią już wcześniej, może wiedźma pomyśli, że tajemniczy przeciwnik uczynił to po raz drugi? Przecież nie może w żaden sposób podejrzewać, że on sam zna jakieś czary!

Nie ulegało jednak wątpliwości, że zaklęcia mocy nie były obce barbarzyńcom! Jakim sposobem? Któż to spośród nich potrafił gromadzić magiczną siłę oraz rzucać czary? Jakiś renegat, może uciekinier z Królestwa? Szlachetnie urodzony pan, który nie chciał pogodzić się ze swoim losem? Tylko gdzie i jak nauczyłby się używać mocy? Czy może jakaś zbuntowana, wydziedziczona, wygnana córka wielkiego rodu? Ale wtedy musiałaby mieć przy sobie jakiegoś błękitnokrwistego, który służyłby jej nasieniem i własną siłą? Pytań nie brakowało. Zrozumiał przynajmniej jedno, dlaczego pani Siedmiu Bram tak chciwie przyjmowała podczas wyprawy każdą kroplę mocy, dlaczego tak bardzo pragnęła dysponować zawsze jej rezerwami. Dlaczego w końcu zabrała go ze sobą, wyruszając na ten wypad. Bo spodziewała się możliwej, magicznej konfrontacji, która zresztą nastąpiła. I w której zdecydowanie zwyciężyła, co do tego nie miał już złudzeń. Zwyciężyła, ale zapewne zużyła znaczną część zgromadzonej siły.

Pożar bramy dogasał. Grupka zbrojnych usuwała zwęglone resztki konstrukcji, otwierając na nowo przejście. Zwycięzcy opuszczali wydany na pastwę płomieni gródek. Poszczególne oddziały sprawnie formowały się w uporządkowane grupy. Prowadzono sporą gromadę brańców, innych spędzili rozesłani po okolicy jeźdźcy. Marcus nie sądził, by ktokolwiek zdołał uciec. Podobnie jak poprzednio, przeważali mężczyźni i kobiety w wieku zdatnym do pracy, zdrowi, którzy nie odnieśli poważniejszych obrażeń i nie opóźnią zbytnio marszu kolumny. Jeńców ustawiono zresztą w szeregu i dokonano bezlitosnego przeglądu, oddzielając wszystkich tych, których uznano za starych, słabych oraz zbyt ciężko rannych. Zbici w niewielką gromadkę, oczekiwali swego losu. Dopełnił się on bez zbędnej zwłoki. Oto w zniszczonej bramie ukazała się sama Lady Berengaria, oczywiście nadal w postaci własnej córki. W tej chwili stracił ostatecznie nadzieję na to, że zdołał poważniej zaszkodzić wiedźmie. Nie wydawało się, by odniosła jakiekolwiek obrażenia.

Rzekoma Berenika podjechała do grupki wybranych więźniów, zmierzyła ich wzrokiem. Wezwała jednego z oficerów i wydała jakieś rozkazy. Jakie konkretnie, Marcus mógł przekonać się już po chwili. Nie zwracając uwagi na okrzyki przerażenia oraz daremne próby szarpaniny barbarzyńców, żołnierze piechoty ścięli mieczami jednego po drugim, równie sprawnie i skutecznie, jak uprzednio szturmowali wyłomy oraz bramę. Wiedział, oczywiście, że to wszystko dzieło wiedźmy, ale oczy ukazywały mu ukochaną, księżniczkę Berenikę, popisującą się bezlitosnym okrucieństwem. Lady Berengaria powiedziała mu, że dzikusy powinny nauczyć się odczuwać strach przed młodą panią Siedmiu Bram i oto właśnie dawała im pierwszą lekcję. Tylko po co, skoro tak naprawdę więziła własną córkę w lochach swego zamku?

Odruchowo ruszył w stronę księżnej, eskorta nie próbowała mu przeszkadzać. Rzekoma Berenika, zadowolona, również skinęła łaskawie dłonią.

- Oto moje pierwsze zwycięstwo, sir Marcusie.

- Gratuluję, pani i małżonko. - Zdołał odzyskać panowanie nad sobą. - Czy jednak musiałaś aż tak... - Wskazał na zwłoki straconych barbarzyńców.

- Chcę dorównać matce jako pogromczyni tych dzikusów. Chcę, by bali się mnie równie mocno jak i jej, a nasi żołnierze wierzyli w moje talenty i szli ochoczo w bój pod moim dowództwem. Ci tutaj byli nieprzydatni i tylko opóźnialiby marsz.

- Ja na pewno się ciebie nie boję, krwawy pomiocie wilczej suki! I na pewno do niczego ci się nie przydam! Ani tobie, ani samej Wilczycy! Najlepiej każ mnie od razu zabić!

Zajęty rozmową, teraz dopiero zauważył, że przez resztki bramy wyprowadzono jeszcze jedną brankę. Mniej więcej w jego wieku, jasnowłosą, o szczupłej figurze. Zdołał dostrzec tylko te szczegóły, ewentualne inne zalety urody ukrywały postrzępione, nadpalone szaty, a także smugi sadzy i zaschnięta krew, widoczne na twarzy oraz ramionach. Wśród tych śladów walki i pożogi wyróżniały się płonące nienawiścią oczy. Dziewczynę wleczono za otaczający szyję sznur, ze związanymi na plecach rękoma. Pilnowała jej czujnie cała dziesiątka zbrojnych, rozstawionych jednak w sporej odległości i unikających skupiania się w większe grupki.

- O nie, księżniczko. Jesteś zbyt cenną zdobyczą, żeby pozbywać się ciebie w taki sposób. Stanowisz najgodniejszy łup, jaki wzięliśmy w tym kurniku. Z prawdziwą dumą zaprezentuję cię mojej matce i pani, dostojnej lady Berengarii. Myślę, że znajdzie jakiś sposób, by wykorzystać twoje talenty.

- Jesteś równie zła i krwiożercza jak ona, godny pomiot wściekłej Wilczycy! Ale na pewno w niczym wam nie pomogę i na nic się nie przydam, ani jej, ani tobie!

- To się dopiero okaże, ale tę sprawę pozostawiam matce. Będzie bardzo zadowolona z takiej branki.

- Kto to taki i o jakich talentach mówisz?

- Ach, zapomniałam dokonać prezentacji, wybaczcie oboje. Pani, oto sir Marcus z Międzyrzecza, obecnie z Siedmiu Bram, mój pierwszy małżonek. Ukłoń się, panie i mężu, okaż dobre maniery, stoisz przed obliczem damy. - Uśmiechnęła się z ironią.

Prawdę mówiąc, nie tyle stał, co siedział w męskim siodle, jego edukacja obejmowała jednak składanie wyrazów szacunku również w takiej sytuacji. Zaskoczony, pochylił elegancko głowę, niczym na dworskim polowaniu.

- Szlachetna Pani? - spytał zdziwiony.

- Nie dbam o twoje pozdrowienia i dziwaczne wygibasy! Jestem Aurora, z wolnych Ludzi Północy. A ty służysz tej krwawej suce niczym niewolnik! Dajesz jej moc, by mogła mordować moich pobratymców, co sam widziałeś! Nazywa cię mężem i panem, ale nie różnisz się od zwykłego psa i gardzę tobą!

- Sir Marcusie, księżniczka Aurora okazuje pewne wzburzenie wywołane ostatnimi wydarzeniami i jako damie powinieneś jej to wybaczyć, proszę.

- Nie jestem żadną księżniczką, pomiocie Wilczycy!

- Może używam tego tytułu trochę na wyrost, przyznaję. Ale chciałabym potraktować cię jak równą sobie i tym samym uczynić zwycięstwo tym cenniejszym. Tak więc, sir Marcusie, mój mężu i panie, oto szlachetna pani Aurora, córka Arnolda, wodza tutejszych barbarzyńców oraz władcy tej fortecy, obecnie już nieistniejącej. On sam okazał się nieobecnym, jak zdążyłam się dowiedzieć. Pewnie zbiera ludzi, by powstrzymać marsz mojej matki. Nie spodziewał się zagrożenia i zostawił tu swoją córkę. Pomimo godnego pożałowania braku dobrych manier, to jednak prawdziwa dama szlachetnej krwi, o czym najlepiej świadczy przejawiona przez nią odwaga w boju. Temu chyba nie zaprzeczysz, księżniczko?

- Nie drwij ze mnie! Chciałam was zatrzymać, spalić na popiół, ale nie zdołałam! Nie zdołałam...

- Czy to ona rzucała ogniem? - Ośmielił się zapytać, wstrzymując z napięcia oddech.

- Owszem. Nawet dwa razy. Stawałaś bardzo dzielnie w obronie swoich ludzi, pani. Nie oczekiwałam po tobie takiej mocy, nie oczekiwałam jej po nikim z was. Ale i tak byłam przygotowana, na wszelki wypadek.

Marcus dostrzegł, że dziewczyna drgnęła, słysząc słowa rzekomej Bereniki i po raz pierwszy wydawała się zaskoczona. Na szczęście, ujawniła to tylko w taki sposób. Pospiesznie wtrącił się do rozmowy, by odwrócić uwagę księżnej.

- Tak, sam widziałem dwa uderzenia ognia, które odparłaś, pani i żono. Ale w jaki sposób oni tutaj posiedli moc? Przecież poza Królestwem oraz szlachetnie urodzonymi nikt nie powinien dysponować magiczną siłą.

- A jednak niektórzy barbarzyńcy to potrafią. Ale to nie czas i miejsce, by dyskutować o takich sprawach, sir Marcusie. Prawdę mówiąc, matka i tak może powiedzieć na ten temat więcej ode mnie.

- Czyli ukrywa coś przed tobą! Nie wiesz wcale wszystkiego, krwawa dziwko!

- Ja przynajmniej korzystam z mocy mojego pana i małżonka. Z iloma mężczyznami ty musiałaś zlegnąć, żeby zebrać tyle siły? I kim dla ciebie byli?

- To nie twoja sprawa!

- Podobnie jak i ty nie powinnaś interesować się rzekomymi sekretami mojej matki, lady Berengarii. Myślę, że pomimo twojego braku manier ucieszy się i znajdzie sposób, by wykorzystać taką zdobycz. Ale wystarczy już tej pogawędki. Zabrać ją i dobrze pilnować. Dajcie jej wodę, żywność i jakieś ubranie. Niech się obmyje. Traktujcie dobrze, ale nie pozwalajcie na żadne rozmowy. Dziesiętniku, zwalniam wasz oddział z innych obowiązków, odpowiadasz głową za bezpieczeństwo naszego gościa. I za to, żeby nie uciekła, albo nie odebrała sobie życia.

Aurora odeszła, obdarzając rzekomą Berenikę gniewnym, wrogim spojrzeniem. Zaszczyciła również samego Marcusa, odniósł jednak wrażenie, że jej wzrok wyrażał obecnie więcej ciekawości niż okazywanej uprzednio pogardy.

„Czy ta dziewczyna czegoś się domyśla? Jeżeli nawet tak, to raczej nie zdradzi tego wiedźmie, chyba, że na torturach?” - Zaniepokoił się. - „Ale o coś takiego nikt nie powinien pytać, zresztą teraz pewnie i tak księżna by jej nie uwierzyła.”

- Co zamierzasz z nią uczynić, pani i żono?

- O tym zadecyduje moja matka, lady Berengaria – ucięła zdecydowanie, zamykając temat.

- Ale kim jest ta Aurora i skąd bierze moc oraz umiejętności posługiwania się magią? Nazwałaś ją szlachetnie urodzoną, wywodzi się z jakiegoś błękitnokrwistego rodu Królestwa?

- O tym też porozmawiaj z księżną, sir Marcusie. Może ona zechce odpowiedzieć na twoje pytania. Wie na ten temat o wiele więcej niż ja. Niech ci wystarczy, że są tutaj, wśród barbarzyńców tacy, w których żyłach płynie odrobina starej, błękitnej krwi. Słabej już i rozmytej, niech będą za to dzięki Bogini, ale jednak. Ta dziewczyna dysponowała sporą siłą, dobrze, że wpadła w nasze ręce. Matka na pewno się ucieszy.

- Ale...

- Dość już o tym, sir Marcusie. Twoja pani i małżonka odniosła swoje pierwsze zwycięstwo na wojnie. Czyż oddany mąż nie powinien złożyć jej z tego powodu gratulacji, okazać podziwu i uwielbienia? I przyczynić się w ten sposób do kolejnych triumfów?

- Czy chcesz...

- Oczywiście, ukochany. Wygrana bitwa rozpala zmysły, a ja zużyłam trochę mocy. Ale dzięki tobie, młodej pani Siedmiu Bram nie powinno jej zabraknąć. Nie zostało już wiele dnia, rozbijemy tu obóz. Nie mamy ze sobą taborów i będziemy musieli zadowolić się wspólnym namiotem. Dopilnuj jego rozstawienia. Ja wydam jeszcze rozkazy wojsku i zajmiemy się sobą.

Doprawdy, krwawa rzeź dokonana na jego oczach wcale nie rozpaliła zmysłów młodzieńca. Zużył też sporo siły na nieudany atak, który księżna przypisała na szczęście tej całej Aurorze, kimkolwiek by była i skądkolwiek wzięła moc oraz wiedzę. Bez entuzjazmu wykonał polecenia rzekomej pani i małżonki, oczekując przybycia wiedźmy i oporządzając tymczasem konia. To nie Demon, ale należały mu się woda, obrok oraz wytarcie wiechciem zeschłej trawy. Panią Siedmiu Bram zatrzymały jakieś obowiązki, przybyła bowiem późno, w zapadających już ciemnościach. Tym razem nie zamierzała zabawiać się w zmysłową uwodzicielkę sprzed kilku dni. To i tak nie miałoby sensu, musiała to pojmować. Nawet w zaciszu namiotu nie zdjęła wojskowego stroju.

- Jak spodobały ci się bitwa i moje pierwsze zwycięstwo? - spytała, nakazując gestem napełnienie dwóch kielichów.

- Złożyłem ci już gratulacje, pani i żono – odparł chłodno.

- Nie wydajesz się jednak szczególnie pełen podziwu, sir Marcusie. - Upiła trunku.

- Urządziłaś im krwawą łaźnię, nie mieli żadnych szans, nawet używając odrobiny magii. - Tego akurat tematu wolał nie rozwijać. - Pewnie rozkazałaś, żeby zabijano na miejscu starców i dzieci, potem wymordowałaś jeszcze część jeńców. A wszystko to na rachunek Bereniki! Nie wierzę, by ona postąpiła w taki sposób!

- Ale wierzą w to inni, bez wyjątku. Wierzą, bo widzieli na własne oczy. Młoda pani Siedmiu Bram zyskała sobie odpowiednią sławę, słyszałeś, jak nazwała mnie ta barbarzyńska dziewka, krwawą suką i pomiotem Wilczycy. I bardzo dobrze.

- Ale po co to, skoro i tak więzisz moją panią i małżonkę w swoich lochach?

- Następczyni tronu powinna zasiać strach w duszach tych dzikusów, to na pewno nie zaszkodzi. Ale to nie twoja sprawa. Zajmijmy się ważniejszymi rzeczami. Wiesz, czego od ciebie oczekuję, mężu i panie.

- Myślisz, że dzisiaj też zdołasz mnie omamić i wykorzystać, jak ostatnio? Oczekujesz mojej prawdziwej miłości? Po tym, co niedawno zobaczyłem?

- Upodobania bywają bardzo różne, jak sam miałeś okazję się przekonać. Ale masz rację, trudno się spodziewać, żeby tak wrażliwy młodzieniec mógł szczerze wielbić swoją ukochaną panią, gdy okazała właśnie niezbędną stanowczość wobec wrogów. Darujmy więc sobie miłość, Marcusie. Chcę tylko twego nasienia i twojej mocy. Dopij to wino i opuść spodnie!

Ze złością opróżnił naczynie, licząc, że może trunek pomoże mu w tym, co będzie musiał uczynić. Odrzucił kielich i niezdarnie grzebał palcami przy pasie. Księżna odsunęła jego dłonie i własną ręką rozpięła klamrę, szybkimi, wprawnymi ruchami ściągnęła w dół nie tylko spodnie, ale i gatki. Ochraniacz również nie okazał się znaczącą przeszkodą i po chwili trzymała już w garści genitalia Marcusa. Ścisnęła je do granicy bólu, ale właśnie tylko do niej. Wpatrywała się w twarz chłopaka i doskonale wyczuwała jego reakcje. Uchwyciła niezbyt chętnego do współpracy fallusa i poruszała dłonią wystarczająco gwałtownie, by zademonstrować swoją władzę, potrzebę oraz ochotę skorzystania z posiadanych praw do rzekomego małżonka, a zarazem na tyle delikatnie, by poczuł jednak ślad podniecenia. Nie zdołał tego ukryć, ani w wyrazie oczu, ani tym bardziej w pulsującym i powiększającym się członku.

- Nie jesteś Bereniką! Tylko ją kocham! - rzucił w rozpaczliwej próbie oporu.

Księżna uśmiechnęła się triumfalnie.

- Wiem, że najlepsza podnieta to miłość, mój ukochany. Ale przyznaj, twoja pani i małżonka budzi w tobie pożądanie również i w takiej postaci, jako powracająca z bitwy wojowniczka. Z bitwy, w której odniosła triumf.

- Ona nie zwyciężałaby w taki sposób...

- Nieważne, piękny książę... I tak czujesz podniecenie...

Pociągnęła za prężący się w jej dłoni narząd chłopaka i objęła młodzieńca wolnym ramieniem. Przywarła do jego ciała, obdarzyła pocałunkiem. Czy też raczej wycisnęła i wydarła ten pocałunek, kąsając przy tym lekko wargi. Podobnie jak poprzednio, doskonale panowała jednak zarówno nad bólem, jak i pożądaniem kochanka. Roztaczała bardzo specyficzny zapach, swąd spalenizny we włosach, znajomy i wcale nie nieprzyjemny odór konia, nade wszystko zaś poczuł ostrą woń potu oraz wyprawionej skóry. Przymknął oczy i bezskutecznie usiłował stawić opór w tym jednym, jedynym miejscu, które naprawdę się liczyło.

- Przecież robiłeś to z gwardzistkami, sprawiało ci to przyjemność, podniecało, choćby z tą Sudrun... - szeptała mu do ucha. - Czyż pani Siedmiu Bram, nieważne, stara czy młoda, nie jest o wiele bardziej godna twojego pożądania?

Kilka kolejnych, wprawnych ruchów dłoni i następny pocałunek... Nic nie potrafił na to poradzić, obudziła w nim znajomą, gorącą falę. Jęknął cicho. Księżna zajęła się teraz wolną ręką własnym pasem i własną odzieżą. To także poszło jej bardzo sprawnie. Pożądanie narastało i ze szczerą ulgą pozwolił wprowadzić nabrzmiałe przyrodzenie w jej tajemny otwór. O dziwo, okazał się wilgotny i gorący. A przecież on nie podejmował w tym kierunku żadnych starań. Czyżby zdołała pobudzić się sama, pobudzić tym prawie gwałtem? A może mówiła prawdę, że podnieciło ją odniesione w bitwie zwycięstwo? Niewykluczone, że potrafiła uczynić się wilgotną i gorącą na zawołanie, gdy pragnęła tak naprawdę nie miłości i zespolenia, a jedynie mocy? Oczekiwała przypływu magicznej siły i to właśnie stanowiło najlepszy sposób na samą Lady Berengarię?

Poruszyła biodrami, on jednak słabo i niechętnie wychodził na jej spotkanie. Przynajmniej na tyle potrafił się zdobyć, gdy już nie umiał powstrzymać narastającej w nim fali przypływu. Znalazła jednak sposób i na to. Pchnęła chłopaka na posłanie, opadli na przewidująco grubą warstwę skór. Opadli w sposób kontrolowany przez księżną, która nie uwolniła przyrodzenia Marcusa. W obecnej pozycji jej własne poczynania w zupełności wystarczyły. Unosiła się i opadała, ujeżdżając sterczącego wciąż fallusa. Przymknął oczy, by nie widzieć ukochanej twarzy żony, twarzy Bereniki. Niewiele to jednak pomogło, nie tam, gdzie miało to znaczenie. Trysnął nasieniem równie obficie, jak w zawsze w podobnych sytuacjach. Tylko odczucie ssania wydało mu się słabsze niż zazwyczaj, szybciej też ustało. Ustało, pomimo wszelkich wysiłków księżnej, która nie rezygnowała ze swoich starań doświadczonej amazonki. Osłabienie okazało się natomiast tak samo dojmujące jak w innych chwilach oddawania magicznej siły. Wreszcie nawet żądna mocy wiedźma zrezygnowała z dalszych starań. Powstała, doprowadziła się do porządku i napiła wina, nie proponując trunku chłopakowi.

- Ponieważ nie musimy dzisiaj udawać, powiem wprost, książę. Wypadłeś marnie, o wiele słabiej niż zwykle. I nie mam tu na myśli twojego braku współpracy. Z tym potrafiłam sobie poradzić. Zgromadziłeś jednak i ofiarowałeś niewiele mocy, o wiele mniej, niż przy poprzednich okazjach. To wprawdzie i tak sporo, ale posiadasz zdecydowanie większe możliwości.

- Nie będę udawał, że jest mi z tego powodu przykro, pani i małżonko – odparł z ironią, słabość nadal go nie opuszczała, tu akurat nic się nie zmieniło.

- Trudno, na przyszłość muszę sięgnąć po inne sposoby. Takie, które i ciebie powinny skłonić do bardziej intensywnych starań.

- Co masz na myśli?

- Przekonasz się już wkrótce. A tymczasem, trzeba się tobą zająć i nałożyć ochraniacz.

Pochyliła się i jak zawsze sprawnie nasunęła zniewalający genitalia przyrząd. Podciągnęła też gatki oraz spodnie chłopaka. Nie poprzestała jednak na tym. Biernie poddawał się poczynaniom wiedźmy, w dalszym ciągu osłabiony. Dlatego z opóźnieniem zorientował się, co jeszcze zamierza. Zorientował się, gdy skuła mu dłonie na plecach. W jego obecnym stanie nie musiała nawet używać mocy.

- Co to ma znaczyć? Chcesz potraktować mnie niczym sir Adriana? - spytał, jednak przestraszony.

- Ależ nie, mój piękny, choć odrobinę buntowniczy książę. Ile razy mam ci powtarzać, że to nie dla ciebie i nie mam takich planów? Po prostu, wypada, abyśmy spędzili tę noc we wspólnym namiocie. Zwycięska księżniczka Berenika oraz jej obdarzany łaskami i kochający małżonek. A ja chciałabym się jednak trochę przespać. Przespać bez obawy, że może zechcesz poderżnąć gardło pewnej okropnej wiedźmie. Mamy tylko jedno posłanie, przesuń się więc i pozwól, bym położyła się obok. Nie, nie musisz obejmować swojej pani i małżonki ramionami. Może powinnam cię też zakneblować, ale liczę, że jednak powstrzymasz się przed aż tak krwawymi metodami. Wymagają one zresztą chwili czasu, a tego z pewnością by ci nie wystarczyło. Uwolnię cię rankiem. Dobrej nocy, mężu i panie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik miesiąc temu
    Jak zwykle ciekawy odcinek
    Czyli istniało księstwo na północy? Dobrze - miałem podobne podejrzenia, ale dobrze że się potwierdziły
    Nadal jestem zaciekawiony religią, tej Bogini i czy nie ma czegoś, albo kogoś, jako znacząca kontra, a tym samym obietnica zemsty i oporu.
    Sprawa z jeńcami - dobrze rozegrana
    Los księżniczki północy - obawiam się że będzie daleki od pozytywnego, ale ok - pożyjem zobaczym
    Dalej 5
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer miesiąc temu
    Perspektywy Aurory rzeczywiście nie są różowe. Księżna zechce wykorzystać ją w taki, albo inny sposób. Co z tego wyniknie, teraz zdradzić nie mogę. Barbarzyńcy też mają, oczywiście, jakąś strukturę, wodzów i przywódców. Jak widać, potrafią też posługiwać się magią, chociaż nie dysponują zwykle większą mocą.
    Pozdrawiam
  • Pontàrú 2 dni temu
    Jak dobrze widać Berengaria nie cofnie się przed niczym. Niepokoi mnie przygotowana dla Marcusa 'niespodzianka'. Jeśli Marcus dalej będzie używał mocy księżna może w końcu zacząć coś podejrzewać. Dodatkowo Aurora może pomóc Pani Siedmiu Bram bo sama użyła ognia jedynie raz.
    Wiem też, że zwracasz uwagę na imiona (te pierwsze litery pasujące do księstw) i tak sobie myślę Anita, Aurora. Czyżby mogła to być ta sama osoba? Albo czy to dawne północne księstwo mogło nazywać się jakoś na A?
    Tak czy inaczej piątka za odcinek.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania