Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 3

Wykwintnego ubrania pozbył się w swoich komnatach przy pomocy Anity i Ingi. Dziewczęta, nadal trochę naburmuszone, nie próbowały nawet zaczepiać Marcusa w zwykły sposób. Raz jeszcze obiecał sobie naprawić jutro własne winy, ale tego wieczora przyjmował ich udawaną obojętność z ulgą. Nadal odczuwał skutki przemęczenia, chociaż z wolna już ustępowały. Pozostały natomiast niespokojne myśli. Odprawił służki i zamiast ponownej kąpieli obmył się tylko w misce z zimną wodą. Odkąd zrobiło się cieplej, sypiał nago. Sen jednak nie nadchodził, zbyt wiele pytań tłukło się po głowie. Czy Tamara i Sudrun powiadomiły już matkę? Czy znalazła czas, by je przyjąć? To bez znaczenia, margrabina dowie się o wszystkim najdalej jutro. Tylko co Milady wtedy postanowi? Jak ułoży przyszłość dorosłego obecnie syna? A może ułożyła już dawno i posiada jakieś trzymane w tajemnicy plany?

Gdy wreszcie zdołał zasnąć, nie znalazł jednak tej nocy wytchnienia. Spał niespokojnie i dlatego obudziło go skrzypienie drzwi oraz ciche kroki w salonie. Ktoś zakradł się do apartamentu! Ktoś, kto musiał mieć tutaj dostęp. Zanim zdążył się wystraszyć, rozległo się pukanie do drzwi sypialni.

- Książę Marcusie, paniczu... To, ja, Anita... Wpuść mnie, proszę...

- Wejdź – odparł odruchowo, cokolwiek zaskoczony. Pomimo różnych igraszek, takich nocnych wizyt służek jeszcze dotąd nie doświadczył.

Dziewczyna wślizgnęła się do komnaty, trzymając w dłoni lampkę o wątłym płomyku. Ledwie zdążył ujrzeć jej przestraszoną twarz, pospiesznie zdmuchnęła ogień. Ciemności rozświetlał teraz tylko padający zza okna słaby blask kryjącego się za chmurami księżyca.

- Co tutaj robisz?

- Paniczu, ja... Tak się boję!

Głos Anity z całą pewnością drżał. Uświadomił sobie, że jego poprzednie pytanie musiało zabrzmieć raczej obcesowo. Wygrzebał się z pościeli i podszedł do niespodziewanego gościa. Położył służce dłoń na ramieniu. Nie krępował się wobec niej nagością, przecież i tak wielokrotnie usługiwała mu podczas kąpieli oraz przy innych okazjach. Poczuł, że napięła się cała, najwidoczniej naprawdę wystraszona i chciał już cofnąć rękę, gdy nagle sama rzuciła mu się w ramiona, obejmując ze wszystkich sił.

- Co się stało?

- Proszę, pomóż mi panie, pomóż mi!

Nie widział zbyt dobrze twarzy dziewczyny, ale zabrzmiało to tak, jak gdyby zaraz miała się rozpłakać. Nieprzyzwyczajony do takich sytuacji, tulił ją w objęciach i lekko speszony poklepywał po plecach. Gdzie się podziała ta śmiała i zadziorna Anita, zawsze chętna do nieprzyzwoitych igraszek?

- Ale co się stało? Nie mogę ci pomóc, jeżeli mi nie powiesz.

- Twoja matka, panie, dostojna margrabina...

Teraz on na chwilę zesztywniał. Jeżeli chodziło o Lady Mirandę, to sprawa musiała być poważna. Nie miał pojęcia, czy w takim wypadku zdoła cokolwiek poradzić. Dziewczyna chyba to wyczuła, przywarła do niego jeszcze silniej. Gdy wspomniała o pani Międzyrzecza, rozpoznał ślad słabego, ale znajomego zapachu wytwornych perfum...

- Mów, przysłała cię moja matka? Rozmawiałaś z nią? - Znowu popisał się brakiem delikatności.

- Nie, paniczu... To znaczy tak, dostojna pani wezwała mnie dzisiaj na rozmowę, ale przyszłam tu sama... Nie mam nikogo, kto mógłby mi pomóc. – Jej ramiona zadrżały.

Przeklął własną głupotę i zaprzestał dalszych indagacji. Poprzestał na utuleniu dziewczyny oraz delikatnym gładzeniu jej włosów. Zabiegi te okazały się na tyle skuteczne, że po chwili Anita doszła nieco do siebie. A przynajmniej, zdecydowała się wyjawić, cóż takiego ją spotkało.

- Książę Marcusie, ja... Ja przepraszam, że zawracam ci głowę... Ale zawsze byłeś dla nas taki dobry i uprzejmy... A ja naprawdę nie mam nikogo... - Tym razem nie wyrywał się z pytaniami i po prostu zaczekał. - Dostojna margrabina powiedziała... Powiedziała, że nasze służby, moje i Ingi nie są już potrzebne, że my obie nie jesteśmy już potrzebne. Chce nas odprawić! A co ja zrobię? Dokąd pójdę?

Drgnął, naprawdę zaskoczony. Dlaczego matka postanowiła akurat teraz oddalić te dwie miłe dziewczyny?

- Przyznaj się, zrobiłyście coś złego? Jeżeli nie powiesz, nie będę mógł ci pomóc.

- Nie, naprawdę! Przysięgam! Nigdy nic nie ukradłyśmy, nie rozsiewałyśmy plotek... A przynajmniej żadnych takich, o których wszyscy i tak by nie wiedzieli... I zawsze bardzo się starałyśmy, sam wiesz najlepiej...

- To dlaczego...

- Nie wiem, paniczu! Milady wezwała nas dzisiaj obie z Ingą, późnym wieczorem, gdy odprawiła już sir Doriana. Wyszedł z jej apartamentów bardzo... wyczerpany, jeżeli wiesz, co mam na myśli, panie.

„To tyle, jeśli chodzi o te plotki.” - Przemknęło mu przez głowę. Ale prawda, o dzisiejszej obecności drugiego męża w komnatach pani zamku wiedzieli prawie wszyscy i z pewnością domyślali się, w jakim celu zażyczyła sobie jego towarzystwa po kolacji.

- Dostojna margrabina brała akurat kąpiel i chciała, abyśmy jej usługiwały. – To mogło wyjaśniać ten zapach perfum. - Wydawała się bardzo zadowolona i życzliwa! A potem, gdy już skończyłyśmy, powiedziała, że obie nas odprawia! Jutro mamy iść sobie z zamku! Ośmieliłam się zapytać dlaczego, prosiłam o łaskę. Potwierdziła tylko swoją wolę i zaraz kazała nam wracać do kwater służby i pakować rzeczy!

To też wydawało się prawdopodobne, matka rzadko kiedy zmieniała raz ogłoszone decyzje. Sprawa stawała się, niestety, coraz trudniejsza.

- Na pewno dostaniecie odprawę.

- Milady też to obiecała... Ale co mi po srebrze, wychowałam się na zamku, nie mam nikogo, dokąd pójdę? Skończę na ulicy, albo jeszcze gorzej.

Bezradnie pogładził dziewczynę po włosach.

- To dlatego przyszłam prosto tutaj, książę. Inga się bała, ale ja... Ja wiem, że zawsze byłeś dla nas dobrym panem. Wybacz, że zawracam ci głowę, ale... Błagam, przemów za mną, za nami, przed dostojną margrabiną... Proszę... Ciebie może wysłucha...

- Wiesz dobrze, że niewiele znaczę na tym dworze...

- Ale jesteś przecież synem naszej pani... Ciebie przynajmniej wysłucha... - powtórzyła.

Anita desperacko wzmocniła uścisk i jeszcze głębiej wtuliła się w jego ramiona. Czyż mógł odmówić? Nie potrafił, chociaż zdawał sobie sprawę, że robi zapewne dziewczynie daremną nadzieję. Narastało w nim jednak niepokojące przeczucie, że to wszystko mogło mieć coś wspólnego z jego własnym wkroczeniem w wiek męski.

- Dobrze, porozmawiam jutro z matką... Ale nie wiem, czy to coś zmieni...

- Och, dziękuję, panie... Dziękuję... Wiedziałam, że nam pomożesz...

Dłoń rezolutnej służki opadła nieco niżej, podrażniła sutki, potem przesunęła się w dół jeszcze bardziej, odnajdując ciekawy, zaiste, punkt oparcia. Uchwyciła się tej podpory z siłą rozpaczy i wzbudzonej nagle nadziei. Wiedział, że to głupie, ale poczuł jednak skrupuły.

- Nie musisz... Ja nie dlatego...

- Wiem, paniczu... Ja też nie dlatego...

- Jestem trochę zmęczony po tej przejażdżce, wiosenne powietrze... - Mówił bez sensu, starając się jeszcze zachować resztki szacunku dla samego siebie. - Dzisiaj wieczorem... Byłem zmęczony – powtórzył.

Drgnęła, jakby lekko zaskoczona, a może zaniepokojona.

- Ale teraz już chyba nie jesteś? Czuję to wyraźnie, prawda, książę Marcusie...

W jej głosie zabrzmiało nieudawane zadowolenie, poruszyła dłonią w sposób znamionujący dużą wprawę, wyciskając zarazem na ustach chłopaka zmysłowy pocałunek, w którym wzięły udział zarówno wargi, język jak i ostre ząbki. Nigdy dotąd podczas ich igraszek, chociaż nie brakowało jej zadziorności i odwagi, nie okazywała aż takiej znajomości rzeczy. Czy to przypadkiem nie złe prowadzenie się dziewczyny zaważyło na decyzji Lady Mirandy? A może to on sam wciąż jeszcze nie potrafił właściwie oceniać zdolności dziewcząt w tej szczególnej sztuce? Pomimo wszystko, terminował w niej dopiero od kilku miesięcy.

- Nie, nie jestem już zmęczony... Na pewno nie jestem... - wydyszał, gdy uwolniła jego usta.

- To dobrze, mój książę, to bardzo dobrze – zamruczała mu do ucha, kontynuując zarazem pieszczoty przyrodzenia. - Wiem, że może nie uda ci się zmienić decyzji dostojnej pani margrabiny, ale... Jeżeli nawet będę musiała iść precz z zamku, to chciałabym na koniec dostać też inną odprawę niż tylko srebro... Odprawę od ciebie, Marcusie, za całą moją służbę. – Jej głos wydał mu się wypełniony żądzą, nigdy dotąd nie brzmiał w ten sposób. - Po to też tu przyszłam. Inga się bała, ale ja nie! Wiem, że stałeś się mężczyzną – tchnęła tym swoim nowo ujawnionym, zmysłowym szeptem. - Dostojnej pani wymsknęło się coś na ten temat, gdy jeszcze okazywała nam łaskawość. I wiem, że możesz dać mi dzisiaj coś więcej, niż tylko samą rozkosz!

Słowa Anity potwierdzały przypuszczenia chłopaka. To on sam i jego nowa dojrzałość musiały stać się powodem odprawienia dziewcząt. Przysiągł w duchu, że istotnie porozmawia w ich sprawie z matką, chociaż zdawał sobie sprawę z niewielkich szans na zmianę decyzji margrabiny. Tym bardziej w takich okolicznościach. Dalsze myśli utonęły w fali narastającego gwałtownie podniecenia. Dziewczyna bardzo umiejętnie pieściła jego sterczące już w całej okazałości przyrodzenie, obejmując je dłonią i wykonując dające rozkosz, posuwiste ruchy. Przejęła inicjatywę i popchnęła chłopaka w kierunku łoża. Opadli na pościel, przy czym Anita nie wypuściła swego łupu. Jej palce zajmowały się teraz głównie dolną, spodnią część penisa. Podniecenie jeszcze wzrosło.

- Może zajmę się twoim otworkiem, wyliżę go – wydyszał, gdyż w tej materii posiadał największe doświadczenie i czuł się najpewniej.

- Nie, Marcusie. Dzisiaj chcę od ciebie czegoś innego. To pierwszy i pewnie ostatni raz...

Nie przerywała swoich zabiegów, a on nie miał zamiaru protestować. Spróbował wsunąć rękę pod sukienkę dziewczyny i odwzajemnić pieszczotę, ale odepchnęła jego dłoń.

- Zdejmijmy tę szmatę, tylko przeszkadza...

- Może dla ciebie to szmata, ale to najlepszy strój jaki posiadam – obruszyła się Anita.

- Zniszczy się.

- Nieważne. Chcę choć raz zrobić to jak wielka dama, skoro mam tu prawdziwego księcia.

- Skąd wiesz, jak robią to damy? - spytał głupio, odpowiedź była oczywista. Służba musiała wiedzieć o wszystkim, nawet o tym, co działo się w komnatach pani zamku.

Zamknęła mu usta kolejnym pocałunkiem, nie ustając w drażnieniu przyrodzenia młodzieńca. Choćby i chciał, nie potrafiłby się już teraz powstrzymać. Zresztą wcale tego nie pragnął. Pragnął, by dłonie Anity bez końca obejmowały, ugniatał, gładziły, ściskały, ciągnęły czy co tam jeszcze robiła z jego fallusem, stojącym niczym kołek. Pragnął, by powtórzyło się cudowne doznanie, sprowadzone tego popołudnia przez Sudrun. Palce służki wydawały się równie zręczne jak język i wargi gwardzistki. Czuł budzący się gdzieś we wnętrznościach ogień, zupełnie jak wtedy. W tej chwili nie myślał już o tym, by w jakikolwiek sposób odwzajemnić pieszczoty Anity, czerpał po prostu własną rozkosz, wprost z jej dłoni. Dziewczynie zdawało się to nie przeszkadzać. Już, już... Żar unosił się ku górze, gotowy do wydostania się na zewnątrz. Jęczał z rozkoszy, niech ona da mu wreszcie wyzwolenie...

Kochanka, bardziej chyba doświadczona niż sądził Marcus, bezbłędnie wyczuła krytyczną chwilę. Ścisnęła nabrzmiały członek młodzieńca, powstrzymując na krótko wytrysk. Jęczał teraz zarówno z rozkoszy, bólu jak i niespełnionego pożądania. Anita uniosła się na kolana, pochyliła. Wolną ręką odgarnęła fałdy sukni, drugą poprowadziła chłopaka i jego uwięzionego penisa.

- Uklęknij za mną, szybko!

Wreszcie zrozumiał i sam opadł na kolana, gładząc dłońmi odsłonięte krągłości pośladków, obejmując w półmroku ramionami jej plecy. Sukienka okazała się jedynym odzieniem służki. Gdyby nie pomoc jej zręcznych palców i tak nie trafiłby jednak swoim przyrodzeniem na czas. Na szczęście, ponownie okazała więcej doświadczenia.

- Tak chcę! Właśnie tak! Wchodź głęboko, nie możesz uronić ani kropli!

Nie miał wcale takiego zamiaru! Gdy tylko poczuł obejmującą go ciepłą wilgoć, ruszył w głąb, naparł z całych sił. Opanowania wystarczyło ledwie na kilka pchnięć. Nie pamiętał potem ile, trzy czy cztery. Gorąca lawa wydostała się na zewnątrz, zalewając wnętrze dziewczyny. Doznanie okazało się jeszcze pełniejsze, niż to, co przytrafiło mu się nad rzeką. Tym razem czuł się tak, jak gdyby otaczająca penisa studnia ssała i wyciągała zeń wszystko, co tylko zdolny był ofiarować. Wysysała do ostatniej drobiny. Pragnął krzyczeć z rozkoszy, nie dbając o to, czy ktoś może go usłyszeć, ale z zaciśniętych ust zdołał wydobyć tylko cichy jęk. Czując się opróżnionym i pozbawionym sił, opadł na łoże. Teraz dopiero spostrzegł, że kochanka nie wydawała z siebie żadnych odgłosów własnego zadowolenia. Może potrafiła lepiej nad sobą panować i bardziej zależało jej na zachowaniu ciszy, a może po prostu takowego zadowolenia nie odczuwała, gdyż skupiony na sobie, zupełnie ją zaniedbał. Kobiecie, dziewczynie, nie wystarczało samo wsunięcie nabrzmiałego przyrodzenia w jej otwór. Tyle zdążył się już nauczyć. Poczuł lekkie zawstydzenie i ponownie chciał sięgnąć dłonią tajemnego miejsca Anity. Po raz drugi powstrzymała jego rękę.

- Nie, tak jest dobrze.

- Ale przecież ty..., ja nie...

- Zostaw... Dałeś mi to, czego chciałam i potrzebowałam. Muszę już iść. Tak będzie najlepiej.

- Ale...

- Jeżeli ktoś mnie tutaj przyłapie, jeżeli ktoś coś zauważy albo zacznie podejrzewać... Nie skończy się na wygnaniu z zamku. Milady rozkaże poszczuć mnie psami, albo jeszcze gorzej.

Pojął przynajmniej tyle, że jakiekolwiek zapewnienia o tym, że potrafi ochronić ją przed gniewem matki byłyby zwykłym kłamstwem i oboje doskonale by o tym wiedzieli. Przypatrywał się więc w milczeniu, jak powstaje i wygładza suknię.

- Było mi bardzo dobrze... Czy myślisz, że damy naprawdę robią to w taki właśnie sposób? - spytał trochę przekornie, a trochę z ciekawości.

- Pewnie tak też. Jeżeli mają akurat taki kaprys... Naprawdę, muszę już iść, paniczu Marcusie. Życzę ci szczęścia.

- Porozmawiam jutro z matką...

- To miłe z twojej strony, ale myślę, że i tak już się więcej nie zobaczymy.

- Ale, zaczekaj... Ona nie może cię odesłać!

- Dostojna Pani Margrabina uczyni co zechce, ale to miłe, co mówisz – powtórzyła.

Zamierzał jeszcze wycisnąć na jej ustach pożegnalny pocałunek, ale przeklęta wiosenna słabość spowolniła jego ruchy. Wywinęła się zręcznie i wymknęła z pokoju. Porwała wprawdzie swoją lampkę, ale nie trudziła się rozpalaniem ognia. I tak nie miał zresztą w komnatach żadnego żaru. Zima dobiegła końca i w apartamentach młodego panicza nie palono już w kominku. Żywił nadzieję, że wzrok dziewczyny wystarczająco przyzwyczaił się do ciemności. Może zresztą zabrała jednak krzesiwo, odniósł bowiem wrażenie, że w salonie zamigotało przez chwilę słabe światło kaganka. Nie chciało mu się tego sprawdzać. Rzucił się na łoże, wdychając jej zapach, pomieszany nadal z wonią wytwornych perfum oraz nawijając na palce kilka znalezionych w pościeli długich włosów. Może zachowa je na pamiątkę swojego pierwszego razu?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja miesiąc temu
    Witam
    No Anita jest bardzo przebiegła i racjonalnie pomyślała. Złapała Marcusa i zapewniła pewnie sobie przyszłość. Milady zostanie pewnie babcią. Ciekawe życie na tym dworze. Igraszki i intrygi wpisane w codzienność.
    Zastanawia mnie tytuł tej powieści.
    Będę czytelniczką.
    Pozdrawiam serdecznie
  • Nefer miesiąc temu
    Zapraszam. Intryg tam nie brakuje i toczą się na rożnych poziomach. Lubię splatac w ten sposob fabułę. I do tego wpisana w te intrygi odrobina erotyki, ktora odgrywa w tym świecie ważna rolę. Tytuł nawiazuje do znanego cyklu fantasy autorstwa A. Norton, ale tez jest przewrotny, bo swiat skonstruowany zostal na innych zasadach. Jakich, okaze sie z czasem. Dzieki za wpis i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania