Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 39

Dotrzymała słowa i Marcus aż zachłysnął się wiedzą. Poznał sposób wzbudzania wiatru, poruszania ziemią, wzburzania wody. Przywoływać ogień sam już potrafił i tutaj Aurora nie pokazała mu nic nowego. Ale objawiła za to sztukę wznoszenia osłon, dotychczas zupełnie mu obcą. Nie będzie więcej bezbronny, potrafiłby teraz oprzeć się każdemu rzuconemu przeciw niemu żywiołowi. O ile starczyłoby mu sił, o ile dysponowałby większą mocą niż przeciwnik. Ale w to nie wątpił, młodość i potęga nie znały podobnych wahań. Obecnie Lady Berengaria nie mogłaby już unieruchomić go niczym marionetkę, której przecięto sznurki. Zerwałby splecione przez nią więzy, przez własną matkę, margrabinę, również. Zerwałby bez trudu i nie potrzebowałby pomocy Demona. Sam również umiałby podobne nałożyć. Potrafiłby jeszcze wiele innych rzeczy. Kotłowały mu się w głowie, na zrozumienie i uporządkowanie całej tej wiedzy oraz wszystkich umiejętności znajdzie jeszcze czas. Przyjdzie pewnie poćwiczyć, jak ze wszystkim, co ważne, ale wiedział, że na pewno podoła temu zadaniu. Stał się pierwszym od wieków magiem - mężczyzną, nie tylko z jednym, ukrywanym czarem, jak poprzednio. Ciekawe, jak przyjmie to Berenika? Będzie musiała się z tym pogodzić. Zresztą, nie zamierzał odmawiać jej mocy. Przecież kochał swoją panią i małżonkę, pragnął obdarzać ją nasieniem i magiczną siłą, obdarzać rozkoszą i samemu tej rozkoszy doznawać. O tak, moc również dawała cudowną rozkosz, teraz, gdy potrafił jej używać. Ale za nic, nawet dla tej nowej potęgi, nie wyrzekłby się miłości kobiety, miłości Bereniki.

Miał pewność, że dorównuje czarodziejom sprzed wieków, a nawet ich przewyższa. Nie rozumiał jednak swoich poprzedników. Jak mogli dla władzy i potęgi wyrzec się ekstazy miłości? Nic dziwnego, że oszaleli, sprowadzając zagładę na samych siebie i omal nie niszcząc przy okazji całego świata. On nie pójdzie w ich ślady, okaże się mądrzejszy. Nie odrzuci miłości i zachowa rozum. Czyż nie ma przy boku wyjątkowej pani i małżonki? Która zrozumie go i wesprze, a on podzieli się z nią mocą. Czyż nie dysponuje wyjątkową siłą? Czyż magia nie odradza się w jego lędźwiach zadziwiająco szybko? Zwłaszcza ostatnimi czasy? Nawet teraz czuł jej pierwsze drgnięcia, pomimo tego, że nie tak dawno kochał się z Aurorą. Niech wiedźmy mają się na baczności, pomimo ich kłamstw i oszustw. To nasunęło mu nową myśl.

- Nie pokazałaś mi żadnego sposobu na zmianę postaci. W Królestwie znają je i wykorzystują podobno wszystkie szlachetnie urodzone panie. Może niekoniecznie aż tak bardzo jak lady Berengaria, która zwodziła mnie i innych całymi tygodniami, jeżeli nie dłużej, ale urodę poprawia prawie każda wielka dama.

- Nie, nie pokazałam, Marcusie. Nie pokazałam, bo nie znam takich sposobów. My nie używamy tutaj podobnie kłamliwych sztuczek. I bardzo dobrze, do niczego ich nie potrzebujemy! - dorzuciła z bezlitosnym okrucieństwem prawdziwie urodziwej młodości.

- To może chociaż wiesz, jak takie maski rozpoznawać i zrywać, gdy ktoś je jednak nałoży?

- Nie. Już mówiłam, że to rodzaj czarów, którego nie znamy. Te twoje szlachetnie urodzone panie, czy raczej dziwki, korzystają z nich pewnie po to, żeby podniecać swoich mężów i tym łatwiej zabierać im moc. Nic dziwnego, że rozwinęły takie metody na własny użytek. My ich nie potrzebujemy – powtórzyła z dumną pewnością siebie.

- Rozumiem.

„Ciekawe, czy Berenika zna te sposoby? Nauczyła się od matki? Sama z pewnością ich nie używa, bo podobnie jak Aurora wcale nie musi.” - Nurtowała go jednak ciekawość. Cóż, kiedyś zapyta.

- Moja moc już się powoli odradza. Chciałbym poćwiczyć.

- Tylko nie próbuj posługiwać się tutaj wodą, ziemią czy powietrzem. – Udała, a może naprawdę poczuła niepokój. - Dość już miałam kłopotów z tym przepalonym zamkiem. Bramę rozbijesz jutro ogniem, to z pewnością potrafisz. Poćwiczymy stawianie osłon.

I tak spędzili dłuższy czas na szczególnej zabawie. Aurora kierowała przeciwko Marcusowi słabe ataki przy użyciu kolejnych żywiołów, a on opierał się im, wykorzystując nabytą świeżo wiedzę. Szło mu tak dobrze, że zirytowana odrobinę dziewczyna cisnęła weń wreszcie poduszką. Zaskoczony, nie zdążył wznieść odpowiedniej bariery i odruchowo przechwycił pocisk rękoma. Odrzucił go z całej siły i wszczęli inną bitwę, niekoniecznie magiczną. Po chwili przeszli do zmagań w zwarciu i chłopak zamierzał już ponownie oddać się miłosnym igraszkom, Aurora wykazała jednak więcej rozsądku.

- Nie, Marcusie. - Wywinęła się zręcznie. - Musisz mieć jutro jak najwięcej siły. I nie umiesz jeszcze stawiać dobrze osłon.

- Całkiem nieźle mi idzie. Wiesz, chyba nawet wyczuwam, którego żywiołu zamierzasz użyć i mam wtedy dość czasu, by wybrać właściwą odpowiedź. Przy ostatnich atakach ani razu się nie pomyliłem. Ani razu.

- Ale poduszką w głowę dostałeś! Strzały nie zatrzymasz rękami. Musisz nauczyć się bronić również przed zwykłymi pociskami.

Przyznał jej w duchu rację i kontynuowali ćwiczenia. Wreszcie odbił magią rzucony zdradziecko gliniany dzbanek, który szczęśliwie upadł na posłanie i nawet się nie rozbił. Przynajmniej dziewczyna nie celowała w twarz. W nagrodę Aurora uznała, że wystarczy tej zabawy, bo chłopak potrafi się w razie potrzeby obronić.

- Marcusie, jutro nie będzie mnie w grodzie. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze... że spotkasz tę swoją Berenikę i nastanie pokój. Może nawet jeszcze się wtedy zobaczymy, ale... Ale na pewno nie będziemy już mogli się kochać.

- To zróbmy to teraz, gdy mamy jeszcze sposobność.

- Nie, musisz zgromadzić siłę. Może okazać się potrzebna. I pamiętaj, pamiętaj żeby nie zużyć jej całej na tę bramę, bo wtedy... bo wtedy moje poświęcenie i tak na nic się nie przyda. A teraz lepiej już pójdę.

Nie czekając na odpowiedź zebrała swoje rzeczy i wymknęła się z izby. Może powinien próbować ją zatrzymać, ale czuł, że miała rację. I nie chodziło tu tylko o tę przeklętą moc. Jutro spotka się z Bereniką, a wszystkie ich sprawy i tak zostały już dostatecznie poplątane.

Rankiem nie spieszył się z wstawaniem. Musiał odespać nocne igraszki i nauki, chciał też dać trochę czasu Aurorze, by zdążyła opuścić gródek ojca, jak zaplanowali. Może zresztą bał się ewentualnego spotkania? Ostatecznie z łoża wyrzuciła go Marta.

- Dość tego wylegiwania się, chłopcze, nawet jeżeli jesteś księciem. Wstawaj i marsz na śniadanie. Dziewuszka już od dawna na nogach, gdzieś tam pojechała. I pytali o ciebie ten Rogwold oraz jego córka. - Starsza kobieta nie ukrywała dezaprobaty w głosie, goście nie wzbudzili chyba jej sympatii.

Cóż było robić? Nie znalazł żadnego pretekstu, by odkładać przystąpienie do działania. Skoro dziewczynę wyprawiono w drogę, wszystko musiało już zostać przygotowane. Pomyślał o rychłym spotkaniu z Bereniką. Pragnął tego, ale też obawiał się trochę, jak pani i małżonka przyjmie nowe umiejętności męża. Na pewno dobrze! Znał ją przecież. I sama, z własnej woli, ofiarowała mu czar ognia. Mocy czuł w sobie aż nadto, odrodziła się w wystarczającej sile.

Przynajmniej śniadanie pozwolono mu zjeść w spokoju. Ale później poszło już gorzej. Pojawiła się Ragnega. Odczuwał wobec niej dziwną mieszaninę niechęci oraz poczucia winy. Potraktował ją wtedy, dwie noce temu, chłodno, niemal jak wroga. A ona, nie z własnej woli postawiona w sytuacji bardziej może nawet niezręcznej niż jego własna, okazała prawdziwe poczucie godności. Nie była szlachetnie urodzoną damą z Królestwa, ale taka Mirella nie dorastała jej do pięt, pomimo wszystkich swoich żałosnych, uwodzicielskich sztuczek. Nie zmieniało to faktu, że na rozmowę nie miał ochoty. Tym bardziej wobec tego, co zamierzał. Spał długo i ociągał się przy jedzeniu, słońce zdążyło więc minąć już szczyt swojej drogi na niebie. Skoro wszystko gotowe, to nie ma sensu sprawy odkładać.

- Chodźmy na dziedziniec – burknął. - Chciałbym zająć się moim koniem.

Nie oponowała. Podobnie jak Aurora i większość barbarzyńców bała się odrobinę Demona, nie mieli tu takich wierzchowców, a tym samym okazji do opanowania prawdziwych umiejętności jeździeckich To i dobrze, powinno pójść łatwiej. Osiodłał rumaka, wymienił z przyjacielem kilka zwyczajowych czułości. Wiele dzisiaj od Demona zależało, ale koń nigdy dotąd go nie zawiódł. Nie zawiedzie i tym razem. A pierwsza próba czekała już za chwilę. Ocenił spojrzeniem sytuację. Bramę trzymano zamkniętą, w związku z tym nie wystawiono szczególnie licznych straży. Wieży jeszcze nie odbudowano, wartownicy kręcili się więc tylko po koronie wału. Tym lepiej, tan wolał przecież poświęcić raczej wrota, niż ludzi

- Przejadę konia, na wszelki wypadek trochę się odsuń.

Ciekawe, czy dziewczyna użyje przeciw niemu mocy? Czy pod przemożnym poczuciem godności ukrywa odczuwaną do niedawnego kochanka prawdziwą urazę? A może nie ma to dla niej żadnego znaczenia i uderzyłaby magią nawet wtedy, gdyby w płomiennych czynach i słowach wyznawali sobie dozgonną miłość?

Wskoczył na grzbiet Demona, pokłusował tam i z powrotem po ograniczonej przestrzeni dziedzińca. Krążąc w ten sposób wyczekał chwili, gdy wszyscy trzej wartownicy oddalili się nieco od bramy. Wykonał kolejny obrót koniem i zebrał siły. Zaczął przywoływać obraz sir Oswalda masakrującego Anitę, gdy wspomniał ostrzeżenie Aurory. Zadowolił się więc postacią mierzącej do niego z łuku Lady Berengarii. Mimo wszystko, do księżnej odczuwał jednak mniejszą nienawiść. Zawrócił, ustawiając się w odpowiednim kierunku i uspokajająco klepiąc przyjaciela po szyi. Teraz!

Kula ognia uformowała się posłuszna woli Marcusa i uderzyła w prowizorycznie naprawione wrota. Nie potrafił ocenić, ile właściwie siły zużył, na pewno nie całą, ale okazała się ona aż nadto wystarczająca. Cios rozwalił bramę grodu. Umocnienia barbarzyńców pozostawiały wiele do życzenia w starciu z potęgą magii. Gdy tylko płomienie osłabły, a raczej runęły na zewnątrz i tam się rozproszyły, ponaglił konia. Demon nie zawiódł, nie przestraszył się ognia. Skoczył w stronę rozbitej bramy, zręcznie omijając tlące się tu i ówdzie resztki konstrukcji. Na zewnątrz przeszli w cwał. Zaskoczeni strażnicy nie zdążyli użyć oszczepów, a kilka posłanych ze sporego już dystansu strzał chybiło. Nie postawił osłony przed zwykłymi pociskami, na szczęście przeleciały w bezpiecznej odległości. Całą uwagę skoncentrował na Ragnedze i mocy żywiołów. Nie oglądał się, ale jakimś sposobem wyczuł, że stanęła w rozbitej bramie. Splatała czar powietrza, to również wiedział. Pozwolił Demonowi wybierać drogę i utkał własną osłonę. Potężne uderzenie wiatru, które w normalnych warunkach powaliłoby Marcusa razem z koniem, odbiło się od niewidzialnej, ale równie silnej tarczy. A raczej nie tyle odbiło, co rozdzieliło i spadło na pojawiające się już tu i ówdzie zarośla oraz młode drzewka. Ostatnie strzały wypuszczone przez strażników przepadły w tej zawierusze. Przyspieszył, dziękując w duchu Aurorze. Ocaliła mu życie, a przynajmniej podarowała wolność. Bo Ragnega nie użyła przecież morderczego żywiołu ognia, ale bardziej łagodnego powietrza. Miałby szansę przeżyć, nawet gdyby spadł z konia. Chciała zachować go żywym dla jego mocy? Czy również z jakiegoś innego jeszcze powodu? Odegnał te myśli i ponownie skupił się na wyczuwaniu magii. Nic jednak nie znalazł. Dziewczyna zrezygnowała, może zaskoczona, może wobec rosnącej odległości, może oszczędzając siły, a może dla innych jeszcze, jej tylko znanych przyczyn. Popędził w stronę coraz bliższej linii lasu.

Znając słabe umiejętności jeździeckie prezentowane przez barbarzyńców nie musiał obawiać się pogoni, zwolnił więc, gdy dopadł pierwszych drzew. Dokąd teraz? Nie miał pojęcia, gdzie wyznaczono spotkanie z Bereniką. Nie wiedział nawet, jak znaleźć umówionego z tanem przewodnika. Powinien oczekiwać gdzieś w lesie, to wszystko. Założył, że zaufany człowiek Arnolda obserwował z ukrycia ucieczkę i sam go odszuka. Aby ułatwić mu zadanie, jeszcze bardziej spowolnił krok Demona. I nie pomylił się. Las przerzedził się, osiągnęli brzeg rozległej polany. Ostrożnie wynurzył się spod osłony drzew.

- Książę Marcusie!

W pewnej odległości od linii zarośli oderwał się samotny jeździec. Jechał powoli i na znak braku wrogich zamiarów machał ręką nad okrytą głębokim kapturem głową. Ręką, w której nie dzierżył żadnej broni. Drugą powodował koniem. Chłopak wytężył uwagę i na wszelki wypadek przygotował przekazany mu przez Aurorę czar, pozwalający odpierać zwykłe pociski. Okazało się to jednak niepotrzebne. Nieznajomy zatrzymał wierzchowca, nadal zachowując się przyjaźnie, chociaż kryjąc twarz w cieniu. Może obawiał się, że przy odrobinie złośliwości ze strony bogów ktoś mógłby go przypadkowo rozpoznać w towarzystwie zbiega? A to skompromitowałoby przecież samego tana, który musiał poruczyć tę delikatną misję komuś naprawdę zaufanemu.

- Przysyła mnie tan Arnold, jak było umówione. Mam cię zaprowadzić na spotkanie z młodą wiedźmą.

Marcus nie rozpoznał głosu, twarz nadal pozostawała niewiadomą. I tak nie znał jednak wszystkich ludzi ojca Aurory, cóż więc za różnica? Nie miał innego wyjścia i musiał zaufać temu człowiekowi. Na wszelki wypadek zachowa czujność i gotowość do użycia magii, ale musi mu zaufać, jeżeli chce spotkać Berenikę.

- Nie traćmy więc czasu. Słońce wędruje już ku zachodowi.

- Mamy trochę drogi przed sobą, ale zdążymy. Poczekajmy jednak na mojego towarzysza.

- Towarzysza? Spodziewałem się, że będziesz sam. Tak było umówione.

- Tan dodał mi pomocnika. To po to, żeby łatwiej odnaleźć cię w lesie, książę. Nie mogliśmy mieć pewności, dokąd się skierujesz. Wyznaczyliśmy sobie spotkanie właśnie na tej polanie.

- Jeśli szykujecie jakąś zdradę...

- Tan powierzył mi to zadanie i wykonam je zgodnie z jego wolą, nawet gdyby niekoniecznie mi się podobało, młody panie. A oto i mój towarzysz.

Podobnie zakapturzona postać wynurzyła się w oddali spośród drzew. Poruszała się równie powoli, w identyczny sposób demonstrowała też brak gotowej do użycia broni. Marcus na nowo wzmógł czujność. Nic strasznego się jednak nie stało. Jeździec zatrzymał się w pewnej odległości, zachowując milczenie.

- Teraz możemy ruszać. Jeżeli nadal obawiasz się zdrady, pojedziemy obydwaj przodem. Podążaj naszym śladem, ale nie odstawaj za bardzo i nie trać nas z oczu. Lasy tu gęste i łatwo zgubić drogę.

- Raz już wpadłem w pułapkę zastawioną przez ludzi tana.

- A ja już raz powiedziałem, że wykonam otrzymane rozkazy i zaprowadzę cię do wiedźmy, chociaż niewiele z tego rozumiem i nie uważam tego za dobry pomysł. Ale tan wie lepiej.

- Dobrze więc, prowadźcie.

Kiwnął głową i zajął miejsce za plecami ludzi Arnolda. Nie miał innego wyjścia, jeżeli chciał odnaleźć panią i małżonkę. Ale czujność zachowa. Czujność i gotowość do użycia mocy. Zbyt często zastawiano na niego przemyślne sidła, by znowu dał się zaskoczyć.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik miesiąc temu
    Ok. Kolejny odcinek po długiej przerwie.
    Znacznie krótszy niż zazwyczaj, co mnie lekko zaskoczyło - ale trzymający poziom.
    Jako że i krótki odcinek mam i mało do powiedzenia.
    Pokazanie nauczania i jak działa magia - ok.
    ALE - to że nie ma przemyślanego systemu nadal mnie irytuje. Systemy miękkiej magii mnie cholernie irytują - głównie dlatego bo autor może dodać jakąś moc czy umiejętność, nie zważając na wcześniejsze ustalone zasady działania. Na razie jedyne co o magii wiemy to że jest przekazywana telepatycznie, jej podstawą jest męskie nasienie i że ma właściwie nieograniczone możliwości, jeśli użytkownik ma wystarczająco dużo nasienia "wysoko urodzonego" - mam nadzieję że dodasz coś więcej, co wytłumaczy nam kilka pytań - jak to że dawniej mężczyźni oddali się całkowicie mocy - może jakiś side-effect korumpowania umysłu, albo ciała?
    Cokolwiek?
    Na razie 5, odcinek na dobre ok - no i przejściowy więc też nie ma co niżej oceniać, skoro wiadomo że tu nic wielkiego się nie wydarzy

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer miesiąc temu
    Co do magii, działa woparciu o cztery żywioły (większość zaklęć), znane są osłony przed tymi zywiołami, a takzeumiejętność zmiany wyglądu (ta w Królestwie). Moc gromadzą mężczyźni razem ze wzrostem pożądania i erotycznego napięcia, mogą jej używać (jeśli posiadają odpowiednią wiedzę), ale tracą w chwili odbycia stosunku i wytrysku nasienia. Jeżeli spółkowali z kobietą szlachetnej krwi (czyli czarownicą) to moc przeszła na nią, niczym w podaniach o sukubuch, obecnych w folklorze różnych kultur. Dawni czarodzieje pożądali władzy i mocy, ale bali się utraty tej ostatniej. Toteż wielu unikało seksu. To z kolei sprowadziło na nich różne zaburzenia psychiczne, często szaleństwo, a niespełnione pożądanie wyładowywali w aktach agresji i zniszczenia. Co ostatecznie przywiodło ich do upadku, do którego przyczyniły się też kobiety, wykorzystując okazje, jakie stanowiły zdarzające się jednak przypadki spółkowania z czarodziejem (oraz inne jeszcze uwarunkowania, które ujawnią się z czasem). Dawni czarodzieje upadli, pozostawiając po sobie złą pamięć i strach. Dlatego obecnie mężczyzn szlachetnej krwi nie uczy się władania mocą, mają ją tylko generować i oddawać kobietom. Do czego zachęca się ich albo zmusza na różna sposoby, kontrolując zarazem napięcie seksualne oraz wytrysk przy pomocy "ochraniaczy".
    Wydarzenia tego odcinka istotnie niczym specjalnym nie zaskakują, bohaterowie zaplanowali je już wcześniej. Ale obecnie Marcus zdobył wiedzę o tym, jak posługiwać się mocą i wreszczie został prawdziwym czarodziejem.
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Nefer
    Twoje argumenty co do szaleństwa nie są zbyt przekonujące - jeśli nie chcieli "stracić" mocy i władzy jaka się z nią wiązała, zawsze mogli spółkować, albo gwałcić zwyczajne kobiety bez szlachetnej krwi. Magowie też nie musieli też obowiązkowo pracować solo - nawet w parze, jeden się "relaksuje" drugi pilnuje i tak na zmianę, a im większa grupa tym większe możliwości.

    Sam system magii - "działa w oparciu o cztery żywioły (większość zaklęć)" jest również mało przekonujący.

    Oto mój system magii:
    Podstawą są trzy kręgi pochodzące od trzech typów najwyższych bytów:
    Tytanów - Cywilizacji - używane same w sobie dają z zasady pasywne bonusy dla użytkownika - krąg tytana wojownika da bonus do umiejętności w walce wręcz, rolnika do orania pól i organizacji, króla do retoryki, mistyka do rozumienia wizji, myśliciela do rozumu.
    Smoków - żywiołów - podstawowe zaklęcia znane z fantastyki w oparciu o sześć żywiołów - kula ognia, fala wody, podmuch powietrza, oślepienie, pochwycenie uczuć, wywołanie furii itd.
    Treh'a - najwyższych bytów - Manifestacje prawdy - najrzadsze i najpotężniejsze - przykładowo - krąg Śmierci - doprowadza do natychmiastowego obumarcia wszystkiego na danym terenie.
    A najbardziej umiejętni z magów są w stanie łączyć te kręgi, tworząc zaklęcia przekraczające ludzkie zrozumienie.

    Widzisz? Nawet ten system jest w większości "miękki" jako że mieszanki różnych elementów, żywiołów i kręgów mogą dawać wiele różnych wyników i to nie wspominając o klątwach i błogosławieństwach ORAZ o kontekście jak ciało reaguje na magię i jakie stawia mu ograniczenia, wraz z idącymi z tym rozwiązaniami.
    Jest jednak pojęcie skali - "tierów" jeśli wolisz - magii. Osoba potrafiąca użyć dwóch kręgów, zawsze będzie miała większe możliwości od tej, która potrafi używać zaledwie jednego. Ta jednostka która potrafi połączyć kilka kręgów żywiołów (np. ognia i ziemi by stworzyć miniaturowy meteoryt) zawsze będzie miała większe możliwości od tej która użyje zaledwie jednego (Ogień -> kula, albo miotacz ognia)

    Właśnie tej "skali mocy" mi w twoim świecie brakuje. Podobnie sposób nauki, który w twoim świecie to DOSŁOWNE "kopiuj -> wklej" z jednego umysłu do drugiego, bez problemu treningu, odrzuca jeden z istotniejszych i najciekawszych elementów systemu magicznego - EKSPERYMENTY - kombinowanie, wizja POSTĘPU, rozwój zaklęć - w twoim świecie magię przedstawiłeś jako statyczną moc, która została widocznie "nadana" albo "podarowana" magom przez bogów albo hu wie kogo i że jest zmienia się na przestrzeni lat. Bo po co i jak tworzyć nowe zaklęcia, skoro łatwiej poszukać kogoś, kto zna zaklęcie jakiego Ty nie znasz i od niego go wyciągnąć?
    Mój świat pozwala na rozwój, eksperymenty - pozytywne i negatywne wyniki - szansę rozwoju - różnicy w dosłownym "poziomie technologicznym/zaawansowaniu" magii

    Twój Nie.

    Przez to, wydaje mi się że wycinasz bardzo duży i głęboki potencjał w twoim świecie - mógłbyś dosłownie stworzyć szkołę, gdzie damy wysokiej krwi kopulują z uwięzionymi mnichami/książętami i eksperymentują próbując stworzyć nowe potężne zaklęcia, by ułatwić życie i zabezpieczyć władzę.

    Magia to wielki element w świecie - zmienia wszystko w wizji znanego nam okresu w który go wepchniemy. Po co rozwój inżynierii (wieże oblężnicze, katapulty) jeśli mag jest w stanie rozwalić mury?
    Czy magowie mają system szybkiej komunikacji, jeśli tak, co jest potrzebne by istniał szybki kontakt między miastami danego królestwa?
    Czy magia może sprawić że ktoś lata? A jeśli tak, czy da się sprawić by jakiś obiekt latał? Jeśli tak - gdzie latające okręty i handel powietrzny i powietrzna flota?
    Czy magia może wymusić mówienie prawdy? Jeśli tak - po co więzienia i tortury?
    Czy magia może odmładzać, albo utrzymywać przy życiu? Jeśli tak - kto z tego przywileju korzysta i jak to wpływa na jego władzę?
    itd. itd. itd. itd.

    Jak na razie twoja opowieść bardzo mi się podobała - ale właśnie ten coraz bardziej widoczny brak głębi, zaczyna mnie niepokoić. Nie licząc odwrócenia ról w rodzinie, niewiele się zmieniło - a to aż dziwne. Przyjrzyj się swojej pracy krytycznie - dosłownie odwróciłeś rolę - "kobieta rodzi dzieci" na "facet daje spermę" - i na tym właściwie się skończyło. Aż dziw że nie ma libensborn i masowej "produkcji" chłopców szlachetnej krwi - tylko po to by mieć ich na zapas. Bo kilku mężów - przynajmniej w przypadku Wiedźmy, wydawało się zbyt mało.

    No - to tak do przemyślenia. Wiem że to duże oskarżenia, ale zastanów się - bo inaczej ten świat zacznie pływać.

    Już teraz Marcus poszedł z ZERA do BOHATERA, taki boost mocy mu dałeś - co zaczyna mnie martwić, że to za chwilę zamieni się w power-fantasy, jeśli pozyskiwanie tak wielkiego skoku w możliwościach będzie tak łatwe i tak nagłe (dobra może nie do końca łatwe pod względem tego co przeszedł, ale w kontekście nauki) nie wróży to dobra dla przyszłości historii... jakby... co dalej? Z taką ilością zaklęć już jest bardzo potężny, na pewno potężniejszy od Aurory, bo to już udowodnił, a ona nie jest bynajmniej słaba. Co dalej? Z takim poziomem możliwości większość przeszkód przestaje być faktyczną przeszkodą? Będzie szukał barbarzyńskich księżniczek, ruchał je i wyciągał od nich nowe zaklęcia, aż nie stanie się ULTRA MAGIEM i nie sprowadzi CYKLONU APOKALIPSY, by sprowadzić swą zasłużoną zemstę na królestwo i przywrócić "stary dobry układ" gdzie to kobiety były wykorzystywane?

    Jakby... mam złe przeczucia. Tak tylko mówię.

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer miesiąc temu
    Kapelusznik Celem mojej pisaniny nie jest tworzenie takiego czy innego, skomplikowanego systemu magii. Wiem, że Ty sam starasz się takie budować, ale mnie to zbytnio nie interesuje. Podstawowy cel to snucie opowieści, która sprawi satysfakcję samemu autorowi i może przyciągnie uwagę mniejszej lub większej grupki Czytelników. Zwracam uwagę na inne elementy, kreowanie postaci i świata w którym żyją (tego niemagicznego), relacji międzyludzkich, społecznych itp. Wreszcie fabułę oraz stronę techniczną: dialogi, opisy, stylistykę itp. Niech więc każdy pisze jak chce i jak uważa.
    Co do kilku konkretnych kwestii, które poruszyłeś, to uważam np., że faktyczne i uporczywe trwanie w celibacie rodzi rożne wynaturzenia psychiczne (przykłady z życia nasuwają się same) i to dlatego dawni czarodzieje popadali w szaleństwo. A celibat zachowywać musieli, bo nawet spółkowanie z dziewczyną z ludu, zresztą każdy wytrysk nasienia, pozbawiał ich całej zgromadzonej mocy. Czy moc tę ktoś przejmował (zdolna do tego jest tylko kobieta szlachetnej krwi) to już inna sprawa. Tak czy inaczej, sam czarodziej ją tracił, co mogło okazać się śmiertelnie niebezpieczne i wielu przywiodło do zguby. Kilka Twoich uwag (z założenia chyba krytycznych) trafia w natomiast w sedno mechanizmów mojego świata. Istotnie, magia jest raczej elementem danym „z góry” przodkom obecnych szlachetnie urodzonych. Skoro tylko oni zdolni są, dziedzicznie, do jej gromadzenia i użytkowania, to najpewniej w jakiś sposób różnią się genetycznie od reszty ludzi. Zakładam, że mogą być potomkami przybyszów z jakiegoś innego świata, kosmicznymi rozbitkami, wygnańcami albo uciekinierami z innej rzeczywistości itp. Kwestia ta ginie w pomroce dziejów i ma znaczenie drugorzędne. Ci pierwotni przybysze przynieśli ze sobą umiejętności rzucania czarów, może celowo ograniczone, może częściowo zatracone na przestrzeni wieków, które następnie przekazywali swoim potomkom, może również nie wszystkie. Istotnie, rozproszona wiedza magiczna może znajdować się w głowach tychże potomków i najlepszy sposób powiększenia własnej (w szczególności przez osobę bezwzględną) stanowi wydarcie jej od innego maga. To zresztą czyniła Berengaria wobec barbarzyńców, o czym wspomniałem w stosownym miejscu. Magiczne eksperymenty i poszukiwania może kiedyś i prowadzono, ale raczej zajmowali się tym magowie-mężczyźni w dawnych czasach. Nie od dzisiaj wiadomo, że to płeć męska wykazuje się większą kreatywnością, podczas gdy kobiety lepsze są w znajdowaniu dla dziwacznych często pomysłów praktycznych zastosowań (bez urazy dla nikogo). A od kilku stuleci to one władają magią, nie dopuszczając do niej mężczyzn. Czyli eksperymenty raczej ustały, a jeżeli w jakiejś dziedzinie osiągnięto postęp, to najpewniej w rzucaniu czarów „estetycznych”, czyli w poprawianiu urody. :-) Oczywiście, w konsekwencji również w zmianie postaci. To akurat działka, która znana jest najlepiej szlachetnym paniom z Królestwa, a mistrzynią wydaje się sama Berengaria. Kilka innych myśli, które wyraziłeś w komentarzu, znajdzie swoje miejsce w realiach tego świata, bo jego odsłanianie Czytelnikowi (poprzez pryzmat wiedzy i doświadczeń Marcusa) nie zostało jeszcze zakończone. Ja pewnie zauważyłeś, czynię to stopniowo.
    Aha, przekonany aktualnie o własnej wszechmocy i potędze Marcus przekona się jeszcze niejeden raz, że może go spotkać przykra niespodzianka.
    Na koniec dziękuję za tak obszerny i inspirujący do własnych przemyśleń komentarz.
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Nefer
    Cóż... jest to znacznie bardziej uczciwa odpowiedź niż zakładałem (bez urazy) - spodziewałem się jakoś kiepsko skonstruowanego argumentu, że jakiś system "niby jest" ale go na razie nie przedstawiasz - a tu zwyczajnie przedstawiasz inne od mojego podejście.
    Dla mnie - worldbuilding - to chyba największa pasja. Od małego tworzyłem całe uniwersa zbudowana na licznych zasadach, oparte na różnych systemach moralnych, mapach, zagadkach itd. Mam na tym punkcie bzika.

    Zresztą, za jakiś czas planuję założyć osobne konto na Facebooku, na którym będę starał się prowadzić dodatkowe rozmowy i udostępniał wyniki moich prac nad mapą, systemem magii, sytemu politycznego, frakcji, ras, historii itd. itd. ... albo użyję mojego oficjalnego konta i przestanę być anonimem - Zobaczymy.

    Co do twojej odpowiedzi - bardzo satysfakcjonująca - sprecyzowanie szaleństwa i tracenia mocy, brak rozwoju w magii, pochodzenie magii itd. - Nie jestem w stanie powiedzieć, żeby ten system magii mi się podoba - bo mój jest podobny (Genetyczne preferencje mają wpływ na to kto może zostać lepszym magiem), ale zupełnie inny od twojego.
    Jak widzę te systemy obok siebie - to aż iskry lecą 0_0
    Ale ok
    Jeden pies goni koty, a inne koła samochodu - nie mi sądzić który z typów pogoni jest wyższy od drugiego.

    Pozdrawiam serdecznie i ślę ukłony
    Kapelusznik
  • Pontàrú miesiąc temu
    Szczerze nie widzę za bardzo potrzeby rozbudowywania aż tak systemu magii. W wielu przypadkach magia w żaden sposób nie jest rozbudowana a do tego opowiadania jest zwyczajnie niepotrzebna. Rozumiem, że w Twoim świecie magia musi być dobrze zdefiniowana ale tutaj nie ma takiej potrzeby. Taka moja opinia
  • Nefer miesiąc temu
    Kapelusznik Chociaż nie przejmuję się aż tak bardzo konstruowaniem szczegółowych zasad posługiwania się magią, to jednak staram się przemyśleć fabułę oraz różne szczegóły tej opowieści, by zachować logiczny przebieg wydarzeń i spójność świata. Wbrew pozorom, w fantasy to dość trudne zadanie, pomimo tego (a może własnie z tegoż powodu), że autor dysponuje wszecmocną zdolnością kreacji. Znam wiele "profesjonalnych" powieści, których twórcy ostatecznie się w swoich światach pogubili i logikę wydarzeń zatracili, ratując się później posunięciami w typie "Deus ex machina", np. magią, która jakoby może wszystko. Wypada to kiepsko w oczach czytelnika, przynajmniej moich.
    Dlatego ze swojej strony doceniam tych, którzy konstruują szczegółową otoczkę kreowanego swiata (mapy, mitologię, panteon, historię, słowniki, faunę i florę itp. - czynił tak np. Tolkien), chociaż sam tak nie postępuję, koncentrując się na innych kwestiach. Ponieważ, jak piszesz, sprawia Ci to satysfakcję i przyjemność, pisz właśnie w ten sposób. Jak sam powiedziałeś, sposoby pisania bywają różne, a niwa literatury wystarczająco obszerna, by pomieścić wszystkie.
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Pontàrú
    Przyjąłem
    Mam po prostu na tym punkcie bzika
    Wiesz - na razie w mojej opowieści - Demon - zwiedziliście malutki fragmencik świata
    A ja mam przygotowany cały - z państwami, systemami politycznymi, głównymi szlakami handlowymi, poziomem technologicznym i kulturą - tylko by moja opowieść nie istniała w pustce.
    Lubie World-building i może dlatego ponieważ bardzo lubię opowiadania Nefera, stawiam mu nieodpowiednie poprzeczki, na nieodpowiednich torach.
    Mój błąd.

    PS.
    Mam bardzo ciężki okres, więc jeśli za miesiąc coś opublikuję - uznaj to za imponujące osiągnięcie
    Pewnie nie będę też pojawiał się pod twoimi testami, ale jak odżyję - postaram się wszystko nadrobić.
    Pozdrawiam
  • Kapelusznik miesiąc temu
    Nefer
    Raz jeszcze, chylę kapelusza

    To ironiczne, że jesteś jedną z nielicznych osób, z którą mam jakieś zrozumienie naszego typu myślenia

    A nie znam ani twego imienia, ani twarzy - zresztą - wzajemnością

    O ironio! Do czego to doprowadził nasz gatunek?
  • Pontàrú miesiąc temu
    Ok, ok, liczę, że szybko rozwiążesz swoje problemy. Co by tu ukrywać Twoje serie są wciągające i nawet już zapowiadałeś zbliżające się zakończenie więc trochę smutno, że znikasz na jakiś czas no ale rozumiem. Ja też lubię rozbudowywać swój świat lecz w Star Wars tak jakby trochę odwalono za mnie robotę. Arena Multiświatów to projekt do którego na pewno powrócę z rozpisanym całym światem. Mam nadzieję, że rozwiążesz wszystkie gnębiące Cię sprawy
    ⊂((・▽・))⊃
  • Nefer miesiąc temu
    Kapelusznik Do tego, że komunikacja odbywa się na duże odległości, a często anonimowo. Ta ostatnia okoliczność bywa często wykorzystywana (niestety, również na tym portalu) do atakowania w niewybredny sposób osób wyrażających odmienne od atakującego poglądy. Takie czasy, dlatego cenię sobie rzeczową rozmowę i opinie na temat zamieszczonych tekstów. Mam nadzieję, że pomyślnie uporasz się z zadaniami, o których wspominasz.
    Pozdrawiam
    Zbyszko (ale nie z Bogdańca, bo dawno go już przodkowie przepili)
  • krajew34 miesiąc temu
    Początek nie wiem, czy to zamierzone czy nie, dość dużo powtórzeń, które lekko mi przeszkadzały. Później już niebo lepiej. Bohater zaczyna lekko irytować swoją niecierpliwością oraz naiwnością, dla tekstu to dobrze, wszak bezbarwna postać nie pozostawi po sobie nic. Oj ta pyszność i zbytnia ufność w swoje moce doprowadzi Markusa do zguby. Przerośnięte ego, czy zbytna pewność siebie już nie jednego mocarza posłały do porażki, czy też do piachu.
  • Nefer miesiąc temu
    Częściowo zamierzone, ale przyjrzę się jeszcze raz. Tak, Marcus zachłysnął się świeżo zdobytą potęgą. Jest młody, generuje mnóstwo mocy, posiadł wiedzę, w jaki sposób tę moc wykorzystać. Uważa się za niezwyciężonego. Co racja to racja, taka pewność siebie niejednego już zgubiła.
    Dzięki za wizytę i pozdrawiam
  • Pontàrú miesiąc temu
    Dobra, parę kolokwiów zaliczonych więc przybywam. Dobra kontynuacja akcji. Fabuła w tym odcinku jest wartka a wszystko odbywa się zgodnie z planem z poprzedniego odcinka. Moim zdaniem tajemniczy drugi jeździec może okazać się Aurorą ale to tylko takie moje zgadywanie. Ode mnie 5 ;)
  • Nefer miesiąc temu
    Gratuluję pomyślnego początku sesji (?).
    Tymczasem wszystko idzie zgodnie z ułożonym planem, co tym bardziej nakazuje spodziewać się kłopotów w niedalekiej przyszłości. I to pomimo świeżo zdobytej przez Marcusa potęgi, której ufa chyba za bardzo. Na czyją pomoc może liczyć, okaże się wkrotce.
    Pozdrawiam.
  • Pontàrú miesiąc temu
    Tak, sesja, sesja. Dwie rzeczy mi zostały ale już mam dosyć. Twój tekst to taki odpoczynek od dnia codziennego
  • Nefer miesiąc temu
    Pontàrú Dasz radę, w to nie wątpię. Miło słyszeć, że moja opwieść potrafi zrelaksować. W zwiazku z tym postaram się wstawić na dniach kolejny fragment, ostrzegam jednak, ze dłuższy.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania