Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 4

Śniadania nie spożywano w podobnie uroczysty i oficjalny sposób jak wieczerzy. Przede wszystkim sama Lady Miranda, o ile tylko pozwalały jej na to obowiązki, chętnie pozostawała w łożu aż do późnego poranka. Życzyła sobie wówczas podania lekkiego posiłku do sypialni. Jeżeli przebywał tam jeszcze od poprzedniego wieczora któryś z mężów margrabiny, co zdarzało się często, zapraszała go do towarzystwa, a on usługiwał swojej pani i małżonce. Wszyscy znali ten rytuał, toteż pozostali członkowie rodziny jadali w małej sali usytuowanej tuż obok kuchni, dowolnie wybierając odpowiadającą im chwilę, gdyż potrawy trzymano tam w gotowości przez dłuższy czas.

Marcus zerwał się wcześnie. I tak nie potrafił zresztą spać po tym, co wydarzyło się w nocy oraz czego oczekiwał po dzisiejszym dniu. Z pewnością matka zechce poruszyć sprawę męskiej dojrzałości syna, a on sam, ulegając może nastrojowi chwili, obiecał porozmawiać z panią zamku o pozostawieniu obydwu służek. Tymczasem rano nie zastał już nigdzie ani Anity, ani Ingi, co nie wróżyło najlepiej. Chcąc poprawić sobie nastrój, po szybkim spożyciu śniadania zaszedł jeszcze przed lekcjami do stajni, gdzie przywitał się z Demonem oraz dopatrzył oporządzenia swoich pozostałych wierzchowców, a następnie odwiedził sokolarnię, polecając przygotować na popołudnie dwa ptaki. Może zdąży jeszcze wybrać się na polowanie, jeżeli zadowoli mistrza Matteo postępami w nauce. Powinien właściwie poprosić o spotkanie z Lady Mirandą, ale ranek nie uchodził za jej ulubioną porę udzielania audiencji, postanowił więc tymczasem zaczekać.

Okazało się jednak, że to na niego oczekuje wezwanie od pani zamku, przekazane przez jedną z służek na progu sali szkolnej. Mistrz Matteo nie mógł zaprotestować i w taki sposób dzisiejsze lekcje zostały co najmniej odroczone. Zdziwił się, że matka zdecydowała się na rozmowę o tak wczesnej porze. Dopiero po chwili przypomniał sobie, że podobno poprzedniego wieczora odesłała jednak sir Doriana, gdy tylko odpowiednio jej usłużył. Wynikało to niedwuznacznie z opowieści Anity. Jeżeli tak, to margrabina postąpiła wbrew swoim zwyczajom, a to musiało oznaczać, iż uważa sprawę syna za poważną.

Istotnie, Lady Miranda daleka była od zamiaru, by wylegiwać się tego dnia w łożu. Zastał ją kompletnie odzianą, w szaty proste i funkcjonalne. Prezentowała się zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia przy kolacji, związała włosy, nie nałożyła żadnych klejnotów, wybrała dyskretny makijaż. Nadal jednak mogła z powodzeniem rywalizować z najbardziej nawet urodziwymi służkami, a takich na zamku nigdy nie brakowało. To przypomniało mu o jego własnej sprawie i obietnicy. Postanowił zaczekać na właściwą sposobność.

- Witaj, Milady. Wzywałaś mnie, pani? - przywitał się oficjalnie.

- Tak Marcusie. Muszę z tobą porozmawiać, zarówno jako pani zamku i całej naszej rodziny oraz jako twoja matka. Wierz mi, wolałabym wystąpić tylko w tej drugiej roli.

- Co się stało?

- Przejdźmy do gabinetu, Marcusie.

To już zapowiadało rozmowę bardzo poważną. Z pewnym zdziwieniem zauważył stojące pod ścianą pomieszczenia wiadro wypełnione pokruszonym lodem.

- Marcusie, dowiedziałam się właśnie, że wszedłeś w wiek męski. - Margrabina zaczęła bez żadnych wstępów. - Nie masz się czego obawiać. To zupełnie normalne w twoich latach, że zyskałeś zdolność obdarzania kobiet swoim nasieniem. Spodziewałam się tego już od pewnego czasu. To jednak nakłada na ciebie istotne obowiązki, a ja, jako twoja matka oraz pani naszej rodziny muszę zadbać o to, abyś je pojął i właściwie wypełniał. Oznacza dla ciebie pewne zmiany w życiu... Nie możemy dopuścić, by twoje nasienie marnowało się, jak wczorajszego popołudnia. Mam nadzieję, że coś takiego przydarzyło ci się po raz pierwszy?

- Tak, przedtem miewałem tylko skurcze. Ten biały płyn, jeśli o to chodzi, nie wypłynął nigdy wcześniej. Przysięgam. To nie była wina Sudrun i Tamary... Nie odsyłaj ich, dostojna pani!

- Oczywiście, że one nie są niczemu winne. Wykonały swój obowiązek i natychmiast powiadomiły mnie o wszystkim. Skąd ci przyszło do głowy, że miałabym je ukarać albo usunąć z służby?

- Odsyłasz przecież Anitę i Ingę, szlachetna pani. One też w niczym nie zawiniły.

I oto do jakiego rezultatu doprowadziło postanowienie o wyczekiwaniu na właściwą chwilę. Ta z pewnością nie okazała się odpowiednia. Margrabina zmarszczyła brwi.

- A mogłyby w czymś zawinić, Marcusie?

- Nie, Milady... Ale zawsze dobrze mi służyły, a teraz chcesz je odesłać i to z najpewniej z mojego powodu...

- A skąd ty o tym wiesz? Może któraś z nich prosiła cię o pomoc? Przyznaj się, Marcusie!

- Szlachetna pani...

- Ciekawe, która... Nic już nie mów, synu. Na pewno Anita... Tak, to musiała być ona. Co jej obiecałeś?

- Prosiła, abym wstawił się za nią, abym wstawił się za nimi obydwiema... Proszę cię, matko, proszę łaskawa i dostojna pani. Ona nie ma nikogo, trafi na ulicę, nawet jeżeli dasz jej srebro...

- Za to ty masz naprawdę szlachetne serce, Marcusie... Może nawet zbyt szlachetne... Czy coś ci zaoferowała, w zamian za twoją pomoc?

- Nie, Milady... Obiecałem sam z siebie.

Oszukiwanie matki przychodziło z trudem, ale w końcu akurat w tej konkretnej sprawie mówił prawdę. Obiecał, zanim jeszcze dziewczyna obdarzyła go swymi wdziękami.

- To bardzo szlachetne, że pragniesz dotrzymać złożonej obietnicy. Godne księcia i dwornego kawalera. Możesz uważać, że wywiązałeś się z danego słowa. Poprosiłeś i to ja, Margrabina Międzyrzecza, odmówiłam twojej prośbie oraz postanowiłam usunąć jednak obydwie te dziewki. Wierz mi, Marcusie, w obecnej sytuacji to jedyne wyjście. Narobiłyby jeszcze kłopotów, zwłaszcza ta Anita.

- Pani... Matko... Ona naprawdę nie ma gdzie pójść, nie możesz po prostu wygnać jej w pole czy do lasu. Przecież zawsze jesteś dla nas wszystkich łaskawą panią. Proszę...

Milady zamyśliła się...

- Dobrze... Nie okażę się mniej szlachetna od własnego syna i nie wyrzucę ich precz, ale tutaj w żadnym wypadku pozostać nie mogą. Jeszcze dzisiaj wyruszą do Doliny Zielonego Strumienia. Znajdą miejsce w tamtym dworze i ułożą sobie życie. To wystarczająco odległa posiadłość, aby nie zdołały tu w niczym zaszkodzić.

- Dziękuję ci, pani! Dziękuję ci, matko!

- Ale mam pewne warunki, Marcusie. Nie będziesz nigdy próbował się z nimi spotkać, zwłaszcza z tą Anitą. I zwłaszcza dzisiaj, zanim opuści zamek. Nie mam zamiaru pozwolić, by próbowała ci podziękować. Jeżeli nie dotrzymasz tego warunku, cofnę moją obietnicę i pójdą precz, bez żadnej odprawy. Wiesz, że nie zmienię zdania w takiej sprawie.

Przemówiła jak Władczyni i Marcus nie miał wątpliwości, że dla dobra dziewcząt powinien podporządkować się woli margrabiny.

- Nie będę ich nigdy szukał... Ani ich, ani ich podziękowań... Natomiast, raz jeszcze dziękuję tobie, dostojna pani.

- Jestem twoją matką, Marcusie i zawsze możesz liczyć na moją życzliwość... w takich drobnych kwestiach. Mamy jednak do omówienia rzeczy znacznie ważniejsze. To po to cię wezwałam. Odczuwałeś jakoby wczoraj jakieś dolegliwości? - zmieniła nagle temat rozmowy. - Czy teraz czujesz się już lepiej?

- To zwykłe wiosenne osłabienie. Poczułem się lepiej już późnym wieczorem. Rano znowu wróciło przemęczenie, ale teraz sił mi nie brakuje. To nic poważnego matko, naprawdę – odpowiedział odruchowo i dopiero po chwili przemknęła mu myśl, w jaki sposób margrabina posłyszała o jego chorobie? Chorobie? To przecież tylko normalne, wiosenne przemęczenie.

- Doskonale. Słyszę to z prawdziwą radością, Marcusie. - Matka okazała autentyczne zadowolenie i nie drążyła tematu. Najpewniej też nie uznała tych przejściowych i niezbyt w końcu uciążliwych dolegliwości za istotne. - Skoro stałeś się mężczyzną, powinieneś okazać się teraz okazem zdrowia. Z wiekiem męskim wiążą się bowiem pewne konsekwencje i obowiązki. Moim zadaniem jest uświadomienie tego własnemu synowi oraz dopomożenie w ich właściwym wypełnianiu.

„Czyżby chciała już teraz mówić o moim małżeństwie?” - Zaniepokoił się.

Mylił się jednak. Margrabina miała inne plany.

- Marcusie, rozbierz się, proszę. Chciałabym obejrzeć twoje przyrodzenie.

- Ale po co?

- Proszę cię, zrób to. To konieczne.

Wiele razy rozdziewał się już przed różnymi dziewczętami, często z ich ochoczą pomocą, obecnie poczuł jednak dziwne skrępowanie. Najchętniej odmówiłby tej prośbie, wiedział jednak doskonale, że to w istocie rozkaz, a Milady posiada środki, by w razie potrzeby wymusić jego wykonanie. Tym niemniej, pozbywał się ubrania powoli, trochę dla zyskania na czasie zdejmując też kubrak i koszulę. Ostatecznie stanął więc przed Lady Mirandą zupełnie nagi.

Przyjrzała się z zadowoleniem jego męskości, zarówno fallusowi jak i mosznie, wprawną dłonią obmacała jądra, obciągnęła napletek. Pomimo odczuwanego zażenowania, czynności te zdawały się w jakiś sposób pobudzać chłopaka. Oczywiście, matka musiała być mistrzynią sztuki miłosnej, posiadając czterech adorujących ją mężów i od lat korzystając z ich służby, na którą nigdy się zresztą nie skarżyli i którą zawsze gotowi byli świadczyć z najwyższą ochotą.

- Bardzo dobrze, Marcusie. Znajduję wszystko w najlepszym porządku. Twoja przyszła pani i małżonka z pewnością okaże zadowolenie. Teraz jednak musimy jeszcze zadbać o pewien szczegół. Podaj, proszę, to wiadro.

Wykonał polecenie, a zaniepokojony wzmianką o małżeństwie nie zwrócił nawet początkowo większej uwagi na to, że matka sięgnęła do szuflady biurka i wydobyła stamtąd dziwny przyrząd, wykonany z metalu i skóry.

- Podejdź, Marcusie. Muszę teraz nałożyć ci ten ochraniacz. To dla twojego dobra.

- Po co? Co to takiego? - spytał zdziwiony

- To ochraniacz na twoją męskość – powtórzyła. - Zapewni bezpieczeństwo tej części twojego ciała.

- Ale po co? Dotąd nic takiego nie było przecież potrzebne!

- Teraz jesteś mężczyzną i ten przyrząd stał się bardzo potrzebny, po prostu niezbędny. Coś takiego noszą wszyscy szlachetnie urodzeni panowie, wszyscy w których żyłach płynie błękitna krew. Od chwili, gdy stali się mężczyznami właśnie. Wszyscy moi mężowie także, a i Jason również.

- Ale po co to wszystko? Jeździłem dotąd konno, polowałem i robiłem inne rzeczy, a wcale tego nie potrzebowałem! A teraz nagle potrzebuję? Twoi mężowie nie zajmują się przecież niczym niebezpiecznym, hodują kwiaty, łowią ryby, tłoczą wino, malują... Albo ten Jason, który stroi się tylko przed lustrem. Przed czym mają się chronić?

- Ich nasienie... Twoje także, Marcusie, jest zbyt cenne. To ono musi być chronione. Nie może się marnować, jak stało się to wczoraj.

- Ale co mam zrobić, żeby się nie marnowało? W czym pomoże ten przyrząd?

- Sam się przekonasz. Ale teraz pozwól, że go nałożę.

- Ale...

- Marcusie, nie chcę robić tego przy użyciu siły. To nie byłoby właściwe, wiesz jednak przecież, że w razie potrzeby mogę sięgnąć i po taki sposób. Nie chcę, ale nie utrudniaj, proszę.

Na takie słowa nie znalazł odpowiedzi. Wiedział, że Lady Miranda mówi prawdę. Nie korzystała ze swojej mocy i talentów zbyt często i rzadko kiedy w sprawach błahych, ale w dzieciństwie kilkakrotnie miał okazję przekonać się, co potrafi. Unieruchomienie rozbrykanego potomka nie stanowiło dla pani Międzyrzecza żadnego problemu. Widząc milczącą zgodę chłopaka, margrabina sięgnęła po garść lodu i przycisnęła wypełnioną jego bryłkami dłoń do penisa oraz moszny syna. Poczuł nagły, przeszywający chłód.

- A to po co?

- Tak jest najprościej. W tym miejscu lepiej nie ingerować mocą, a ten sposób jest bardzo skuteczny. Sam się przekonasz.

Narastające zimno spowodowało znaczne skurczenie się genitaliów. Margrabina uznała ich rozmiary za odpowiednie i odrzuciła lód do wiadra. Sięgnęła teraz ponownie po dziwny przyrząd. Z narastającą fascynacją Marcus obserwował, jak starannie dobiera pierścienie obejmujące nasadę moszny, nakłada na penisa dziwną, zakrzywioną tulejkę, wsuwa dokładnie dopasowane bolce w stosowne otwory. Czyniła to szybko i z widoczną wprawą. On sam poczuł niewiele, nadal dominowało wrażenie lodowatego chłodu. Wreszcie Milady zakończyła swoje zabiegi przewlekając przez kolejny otwór w ostatnim bolcu kabłąk niewielkiej kłódeczki. Przekręciła klucz, coś szczęknęło w zamku i oto jego męskość tkwiła uwięziona w tym dziwacznym przyrządzie.

- Czy nic cię nie uciska, Marcusie? To trzeba bardzo starannie dopasować. Mów zawsze, gdybyś odczuwał ucisk.

- Nie, matko.

Powiedział prawdę. Najwidoczniej Lady Miranda miała duże doświadczenie w posługiwaniu się podobnymi przedmiotami. Na wszelki wypadek sprawdziła jednak efekt swoich poczynań szczupłymi, długimi palcami. Upewniła się, że pierścienie nie obejmują genitaliów zbyt ciasno, ale też nie pozostawiają zbędnego luzu.

- Nic mnie szczególnie nie ciśnie, ale to jednak trochę niewygodne... I w jaki sposób mogę to zdejmować? - spytał, badając dłońmi osłonę przyrodzenia. Tkwiła na swoim miejscu mocno i pewnie.

- Przyzwyczaisz się, Marcusie. Jak wszyscy... A zdejmowanie... W tym właśnie rzecz, że nie możesz zdjąć tego przyrządu. Nikt nie zdejmie bez kluczyka. Wszystko wykonano ze specjalnych stopów różnych metali, a przede wszystkim wsparto mocą. To może akurat nie najszczęśliwsze miejsce do jej stosowania, ale nie ma innego wyjścia. Korzyści przewyższają w tym wypadku możliwe straty. Próba przełamania takiego zaklęcia też skończyłaby się źle dla wszystkich zainteresowanych. I raczej nie udałoby się jej ukryć. Tak więc, tylko prawowita pani i małżonka, posiadająca właściwy kluczyk. A zanim ją poślubisz, chwilowo ja, jako twoja matka.

Nie do końca pojmował znaczenie słów Lady Mirandy, zrozumiał tylko, że sam tego ochraniacza nie zdejmie, a to rodziło poważne i przykre konsekwencje.

- Ale jak będę załatwiał swoje potrzeby?

- Mocz oddasz bez problemu. Tylko pamiętaj, żeby starannie się potem umyć.

- A... inne sprawy? Przecież teraz nikt nie może zająć się moim przyrodzeniem, ani ja sam, ani żadna dziewka. I w jaki sposób sprawię im w zamian przyjemność, wsuwając coś takiego... Wiesz dokąd.

- Powtarzam. Właśnie o to chodzi, Marcusie. Jesteś szlachetnie urodzony, w twoich żyłach płynie błękitna krew, twoje nasienie jest zbyt cenne, abyś marnował je na jakieś tam dziewki. Prawo do niego będzie miała tylko twoja przyszła pani i małżonka. Gdy ją poślubisz, sama natychmiast nałoży własne pierścienie wierności i cnoty.

- Ale czy to znaczy, że ja... że ja nie będę mógł więcej bawić się z dziewczętami?

- Pozwalałam na takie igraszki, bo młody panicz powinien jak najszybciej obudzić swoje ciało, a hoże i niebrzydkie dziewki to najlepszy sposób. Ale od teraz będziesz służył już tylko jednej damie, twojej prawowitej pani i małżonce. To ona przyjmie całe twoje nasienie, a ty zawsze okażesz siłę i ochotę, gdy tylko zostaniesz wezwany. Będziesz wręcz pragnął i wyczekiwał takiego wezwania. Ten przyrząd jest przydatny także w tym względzie, dobrze o tym wiem. Uwierz, to bardzo ułatwi życie wam obojgu.

- Ale przecież ja nie mam pani i małżonki!

- Wkrótce ją poślubisz. Poczyniłam zawczasu pewne przygotowania, podjęłam negocjacje. W takich sprawach nie można zresztą czekać zbyt długo.

- Matko i pani, kto... Kto zostanie moją panią i małżonką? Dokąd trafię?

- To w tej chwili nie jest twoja sprawa, Marcusie. Mogę tylko powiedzieć, że poślubisz dziedziczkę wielkiego rodu i zostaniesz jej pierwszym mężem. Jak widzisz, staram się zapewnić ci wysoką pozycję.

- Matko, proszę!

- Jeżeli wieści rozejdą się zbyt szybko, ktoś mógłby spróbować przeszkodzić temu związkowi oraz temu przymierzu.

- Proszę... Nikomu nie powiem.

- Księżniczka Berenika, córka i następczyni księżnej Berengarii z księstwa Siedmiu Bram.

- Córka tej wiedźmy z północnych gór, której wszyscy się boją?

- Marcusie, nie powinieneś mówić w ten sposób o matce twojej przyszłej żony oraz pani dworu, na który trafisz. Prawda, księstwo Siedmiu Bram leży na północy i strzeże naszych granic. Prawda, życie upływa tam w surowszych warunkach niż tutaj, a ludzkie języki zawsze znajdą powód do obmowy i plotek. Ale księstwo jest potężne, a księżna należy do najlepszej linii arystokracji. Stara, silna krew. Jej córka, księżniczka Berenika, to podobno bardzo urodziwa dziewczyna i to nawet już teraz, przed ślubem. Przekonasz się jeszcze, że małżeństwo służy każdej damie wysokiego rodu. Spójrz chociażby na twoją siostrę, bardzo wypiękniała mając przy boku Jasona...

Lady Miranda uśmiechnęła się do własnych myśli i bawiła kosmykiem kruczoczarnych włosów. Czyżby ostatnia uwaga odnosiła się również do niej samej? Istotnie, zachwycała urodą pomimo tego, że lata pierwszej młodości dawno miała już za sobą. Czy przyczyniło się do tego właśnie posiadanie czterech oddanych jej mężów?

- Pamiętaj o swojej obietnicy, Marcusie. Nikt nie może dowiedzieć się o moich, o naszych planach.

- Tak, Milady. I dziękuję, że zechciałaś mi o nich powiedzieć.

- Pamiętaj, że jestem nie tylko panią rodziny, ale też twoją matką i chcę dla ciebie jak najlepiej. Księżniczka Berenika to znakomita partia, a do tego w twoim wieku i zapowiada się na prawdziwą piękność. Z pewnością z rozkoszą usłużysz jej w łożu, a ona chętnie przyjmie twoje służby. To nie okaże się aż tak straszne, jak może w tej chwili myślisz. - Wskazała na ochraniacz.

- Ale kiedy...

- Już wkrótce, gdy tylko doprecyzujemy ostatnie szczegóły. Rozumiem, że będziesz czekał na zaślubiny z niecierpliwością i zamierzam doprowadzić do nich jak najszybciej. Dlatego chcę, abyś po lekcjach pozował sir Rolandowi. Poprosiłam go o wykonanie twojego portretu. Oczywiście, wystąpisz na nim nago. Obraz poślemy jak najszybciej do Siedmiu Bram. Z pewnością wpadniesz w oko księżniczce, gdy tylko ujrzy twoją podobiznę, a to może przyspieszyć negocjacje. Ale Roland potrzebuje dobrego światła. A teraz ubierz się i idź na lekcje. Niektórzy odczuwają początkowo z powodu tych pierścieni pewien wstyd, chociaż nie ma ku temu żadnego powodu. Przekonasz się zresztą, że pod ubraniem ich nie widać i znajdziesz wiele interesujących zajęć, przy których nie przeszkadzają.

- Chciałem zapolować dzisiaj z sokołami. Demonowi przyda się więcej ruchu... Jeżeli ma wyruszyć ze mną na północ, musi się zahartować. - Sięgnął po porzuconą odzież i z pewnym trudem wykonał polecenie. Zwłaszcza wciągnięcie spodni okazało się nieco kłopotliwe.

- Marcusie... Będzie najlepiej, jeżeli zapomnisz o Demonie...

- Ale dlaczego? Jeszcze nie poślubiłem tej dziewczyny i zresztą chcę zabrać tego konia ze sobą.

- Marcusie, pogódź się z tym, że pewnie nigdy już nie dosiądziesz Demona.

- Ale dlaczego? - Przeraził się nawet bardziej, niż perspektywą zaprzestania rozkosznych igraszek z dziewczętami.

- Z ochraniaczem pomiędzy nogami możesz korzystać tylko z męskiego siodła. A ten koń nie nadaje się do dosiadania go w taki sposób. Ale zawsze pozostają łagodniejsze rumaki...

- Co, miałbym jeździć na czymś takim? Jak twoi mężowie albo Jason podczas letnich przejażdżek czy oficjalnych przeglądów? W takim siodle trudno zapolować nawet na króliki!

- Przykro mi, Marcusie. Taka jest kolej rzeczy. To dlatego nie chciałam podarować ci Demona, wiedziałam, że pokochasz tego konia. Wtedy ustąpiłam, może nie powinnam...

- Nie chcę rezygnować z mojego Demona! Nie ma sobie równych i to prawdziwy przyjaciel!

- Nie należy jednak do koni, które mógłby dosiadać mężczyzna. Jeździłeś na nim jako chłopiec, teraz dorosłeś. Taka jest kolej rzeczy.

- Gdybyś zdjęła ten ochraniacz... Tylko na czas przejażdżki.

- To wykluczone, Marcusie. Z bardzo wielu powodów. Jesteś obecnie mężczyzną, musisz nosić pierścienie wierności i cnoty przez cały czas, z wyjątkiem chwil, gdy będziesz służył swojej pani i małżonce. Tak jak inni panowie szlachetnego rodu. To wykluczone. – Margrabina wypowiedziała te słowa tonem Władczyni.

- Wcale nie prosiłem się o to, by urodzić się jako błękitnokrwisty! Aby urodzić się jako mężczyzna, a tym bardziej, by dorosnąć. Nienawidzę cię!

Wykrzyczawszy te pełne buntu słowa, książę wybiegł z komnaty. Pani zamku nie próbowała go zatrzymywać. Chłopak ochłonie, a ona osiągnęła już najważniejsze cele, zaplanowane na chwilę wejścia Marcusa w wiek męski. Albo była ich bardzo bliska.

Następne częściNowy Świat Czarownic, cz. 5  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • AnonimS 6 dni temu
    Szybko wrzucasz kolejne części. Pechowy ten dzień dla Marcusa. Nie dość że mu ochraniacz zakładają, czyli z zabaw że służbami nici, to na dodatek chcą go pozbawić przyjemności jeżdżenia konno. Pozdrawiam
  • Nefer 6 dni temu
    Wrzuciłem kilka odcinków, bo wkrótce wyjeżdżam na jakiś czas i nie będę tu zaglądał. Zauważ, że dla bohatera tymczasem ważniejsze wydają się konie. :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania