Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nowy Świat Czarownic, cz. 7

Skojarzenie to okazało się, niestety, trafne, o czym Marcus przekonał się następnego dnia, gdy przyszło do zapowiedzianego przez sir Rolanda odmalowania przyrodzenia chłopaka. W pracowni zastał nie tylko Lady Mirandę i pana Pierwszego, ale i nieznaną sobie bliżej dziewczynę, która wyglądała jak służka z kuchni. Spoglądając na jej urodziwą twarz przypomniał sobie wreszcie imię, Nadia. Sprawiała wrażenie zakłopotanej i odniósł wrażenie, że najchętniej opuściłaby pomieszczenie oraz wróciła prosto do obierania marchewek, siekania kapusty czy innej, podobnie przyziemnej czynności. Pod ścianą dostrzegł cebrzyk z okruchami lodu, teraz już domyślał się, do czego może okazać się potrzebny. Towarzyszyło mu zwyczajne wiadro z wodą. Nie miał natomiast pojęcia, w jakim celu sprowadzono młodą służkę.

- Rozbierz się proszę, Marcusie – zadysponowała margrabina. - Nie traćmy czasu.

Wykonał polecenie, po czym pani zamku dobyła wiadomego kluczyka i wypowiadając przy tym ciche słowa, których nie zdołał dosłyszeć, wprawną dłonią zdjęła ochraniacz. Poszło to szybko i sprawnie. Chłopak dostrzegł, że zakłopotanie Nadii jeszcze wzrosło. Nie potrafiła jednak powstrzymać się przed rzucaniem ciekawych spojrzeń na nagą sylwetkę oraz w szczególności przyrodzenie młodzieńca. Przyjął wybraną przez sir Rolanda pozę, kilkakrotnie poprawiany szorstkim głosem malarza. Pan Pierwszy operował przez jakiś czas pędzlem, wreszcie zwrócił się do małżonki.

- Szlachetna Pani, uczyniłem, co mogłem. Teraz jednak niezbędne jest, aby Marcus zaprezentował swoje walory w całej okazałości, tak jak o tym mówiliśmy.

- Doskonale, sir Rolandzie. Proszę jednak, pospiesz się. To wszystko nikomu z nas nie sprawia przyjemności, a zwłaszcza mojemu synowi, jakkolwiek dziwnie mogłoby to zabrzmieć.

- Oczywiście, Milady.

Margrabina skinęła teraz na dziewczynę.

- Zrób, co trzeba, Nadio. Nie wątpię, że to potrafisz. Tylko uważaj.

- Jak rozkażesz, Dostojna Pani.

Pomimo tych wyrażających posłuszeństwo słów, służka z wyraźną niepewnością podeszła do Marcusa. Z niejakim zdziwieniem ujrzał jak klęknęła przed nim i poczuł dotyk jej dłoni na własnej męskości. Ujęła w palce fallusa i szarpnęła nim raz czy drugi, niezbyt zręcznie. Cała ta sytuacja napełniła młodzieńca niesmakiem i obrzydzeniem, z trudem powstrzymał się przed odepchnięciem dziewczyny. Nie poczuł też nawet śladu pożądania, co w zamyśle miało się zapewne okazać efektem niezdarnych starań Nadii. Musiała to wyczuć, pochyliła bowiem nisko głowę.

- Nie guzdraj się tak, dziewko – rzucił grubiańsko pan Pierwszy. - Dostojna margrabina nie ma czasu, my obaj także. Przecież wiem, że gdy zechcesz, nie brakuje ci zręczności.

- Sir Rolandzie, proszę cię... - Milady skarciła małżonka. - A ty, Nadio, nie obawiaj się niczego.

Zakłopotany Marcus wyczuł drżenie ramion dziewczyny i położył jej dłoń na głowie, przeczesał palcami gęste, czarne włosy. Ze wszystkich sił zapragnął obudzić w sobie pożądanie, nie chciał narażać służki na gniew ojczyma czy też nawet margrabiny, gdyby starania Nadii uznano za niewystarczające. To jeszcze bardziej go usztywniło i uczyniło sprawę tym trudniejszą.

- Szlachetna Pani, matko, to moja wina... Gdybyście na chwilę zostawili nas samych... Proszę...

- Może niech lepiej spróbuje ustami – doradził sir Roland, pomny jednak poprzedniej, karcącej uwagi pani zamku, powstrzymał się od dalszych komentarzy.

Lady Miranda spojrzała na mieniącą się zakłopotaniem twarz syna i kiwnęła głową.

- Dobrze. Na chwilę. Czy zechcesz mi towarzyszyć, panie? - zwróciła się do małżonka.

Gdy zostali już we dwoje, Nadia uniosła głowę i ujrzał jej zalęknione oczy.

- Wybacz mi, paniczu. To naprawdę nie moja wina... Muszę robić to, co mi każą... Co nie znaczy, że gdyby... - Ponownie ukryła twarz, pochylając się w głębokim ukłonie.

- Wiem, tak jak my wszyscy... Ale ona nie powinna... A już na pewno nie sir Roland...

Nieśmiało uniosła głowę.

- Mam cię pobudzić, takie dostałam polecenie...

- Może lepiej ja sam... - Poczuł, że na nowo sztywnieje pod wpływem ostatnich słów dziewczyny.

- O nie, paniczu Marcusie... Ja tego chcę, naprawdę chcę... Jak mogłabym nie chcieć... Tylko wtedy, przy dostojnej pani i jej małżonku... Pozwól, że spróbuję jeszcze raz...

Tym razem ujęła jego męskość o wiele pewniej, delikatnie pieszcząc palcami genitalia. Pieszcząc z pewną nieśmiałością, ale nie bez wprawy. Spoglądała przy tym chłopakowi w oczy i uśmiechała się. Poczuł, że coś się w nim budzi. Odwzajemnił uśmiech, a ona uchwyciła fallusa od spodu i przesuwała dłonią w przód i w tył, jak najbardziej lubił. Po chwili narząd sterczał już niczym wyprostowany kołek. Nadia wykonała jeszcze kilka posuwistych ruchów, jej palce podrażniły ostrożnie mosznę. Opuściła ręce i odsunęła się.

- Nie wolno mi uczynić nic więcej, wybacz Marcusie.

- Wiem. - Ze swojej strony ponownie pogładził włosy dziewczyny. - Zawołaj Lady Mirandę oraz sir Rolanda i miejmy to wreszcie za sobą.

Pani zamku z aprobatą obrzuciła spojrzeniem pobudzoną męskość syna, powstrzymując się jednak przed wygłoszeniem jakiegokolwiek komentarza. Nie darował sobie natomiast pan Pierwszy.

- Bardzo dobrze, Marcusie. Bardzo dobrze, można ci pozazdrościć. Postaramy się teraz, by przyszła pani i małżonka w pełni doceniła twoje walory obudzone przez tę dziewkę.

- Ty również zajmij się tym, o co prosiłam, sir Rolandzie. Nie wiemy, jak długo Marcus zachowa ten wzwód. Nie mam zamiaru powtarzać i przeciągać tego przez całe popołudnie!

Ponownie skarcony, pan Pierwszy zrozumiał, że jego pozycja artysty nie upoważnia jednak do wzbudzania irytacji margrabiny. Tym bardziej szorstko upozował na nowo chłopaka, nie zapomniał w wysunięciu prawej nogi oraz o bukiecie kwiatów, zapewne od wczoraj zmienionych. Następnie pracował już szybko, bez wahania kładąc kolejne pociągnięcia pędzla. Z całą pewnością nie mógł sobie pozwolić na lekceważenie poleceń pani Międzyrzecza. Nadię pozostawiono na miejscu, zapewne po to, by w razie potrzeby mogła powtórzyć swoje zabiegi. Spoglądała na młodzieńca z ciekawością i bez wcześniejszego zalęknienia. On także nie wspominał przykro tej krótkiej chwili spędzonej we dwoje. Nie chciał jednak narażać służki na ponowne upokorzenie, podobne temu, jakiego doświadczyła przy pierwszej próbie. O dziwo, ta myśl oraz spojrzenie dziewczyny pozwoliły mu tym razem zachować siły i prawdziwie męską postawę. Milady przyjęła to z zadowoleniem, a uszczypliwości sir Rolanda nie miały większego znaczenia. Wreszcie skończył. Pani zamku z aprobatą zapoznała się z rezultatem tych starań.

- Bardzo dobrze, mój mężu. To z pewnością powinno zadowolić i zaintrygować przyszłą narzeczoną. Mam nadzieję, że reszta portretu okaże się równie udana. Co by nie powiedzieć, Marcus prezentuje się przecież znakomicie, masz więc ułatwione zadanie. Pospiesz się jednak, jak tylko zdołasz. Wiesz, że potrafię okazać wdzięczność. Ale na dziś już wystarczy. Dziękuję, sir Rolandzie.

- Ależ pani, nie skończyliśmy jeszcze, światło jest nadal dobre...

- Dziękuję, sir Rolandzie. Mam tu jeszcze pewną sprawę do załatwienia. Zobaczymy się na kolacji – powtórzyła z naciskiem.

- Jak sobie życzysz, pani.

Niezadowolony z odprawy, pan Pierwszy z pewnym ociąganiem uporządkował swoje przybory i opuścił wreszcie pracownię, obrzucając na koniec Marcusa oraz Nadię niechętnym, jakby zawistnym spojrzeniem. Margrabina również przyjrzała się synowi, aczkolwiek jej wzrok wyrażał raczej pochwałę.

- Wypadłeś bardzo dobrze i przyszła narzeczona powinna docenić twoje zalety. To więcej niż pewne. Teraz mamy jednak pewien drobny kłopot. - Obrzuciła wzrokiem wciąż wyprostowane przyrodzenie chłopaka. - W takim stanie nie da się nałożyć ochraniacza, nawet przy zastosowaniu lodu. Jesteś prawdziwym mężczyzną, godnym synem krwi Międzyrzecza. Przewidziałam, że tak właśnie może się stać. Nadio, zajmij się jeszcze raz młodym paniczem.

- Dostojna Pani?

- Chyba rozumiesz, co powiedziałam? Masz zająć się paniczem Marcusem i doprowadzić go do wytrysku. Tu i teraz.

- Przecież nam nie wolno, Szlachetna Pani...

- Owszem, nie wolno. Zresztą zwykle panowie błękitnej krwi noszą swoje ochraniacze. Teraz jednak zrobisz to na mój rozkaz. Nie bój się – dodała na koniec łagodniej.

Marcus ponownie poczuł narastający gwałtownie przypływ niechęci, połączony jednak z dziwną fascynacją. Jak na złość, wzburzenie to tym bardziej pobudziło erekcję. Przyrodzenie posiadało najwidoczniej własne zdanie na temat tego, co powinno w tej sytuacji uczynić.

- Pani i matko, może i teraz pozwolisz, byśmy zostali sami?

- Tym razem to wykluczone, Marcusie. Wybacz, ale nie mogę na to pozwolić. Muszę mieć pewność, że wszystko odbędzie się właściwie i nie przysporzy żadnych problemów. Zaczynaj, Nadio!

Z pewnym zdziwieniem chłopak zauważył, ze służka posłuchała tego wezwania bez poprzedniej obawy, a nawet z wyraźną ochotą.

- Jak rozkażesz, Dostojna Pani. Czy mogę zrobić to po swojemu?

- Zrób jak zechcesz, byle obeszło się bez problemów... Nie mam nic przeciwko temu, abyście obydwoje zaznali przyjemności. Wiem, że to nie było dotąd miłe przeżycie.

- Paniczu Marcusie, czy pozwolisz?

Dziewczyna spojrzała mu w oczy i opadła na kolana, odnajdując dłońmi, a następnie ustami wciąż sterczące przyrodzenie młodzieńca. Nie słysząc sprzeciwu, na który chłopak i tak nie zdołałby się zdobyć, pochłonęła fallusa, biorąc się do pracy. Poczuł objęcia jej warg i lekki nacisk zębów, po chwili również koliste ruchy języka. Najlepszy przyjaciel zdawał się żyć własnym życiem, wzbierał i nabrzmiewał gorącem. Zanim jeszcze stracił całkowicie zdolność myślenia, Marcus zrozumiał teraz przyczyny grubiańskiego zachowania dbającego zwykle o stosowne formy sir Rolanda. Pan Pierwszy odczuwał najzwyklejszą zazdrość! Prawdopodobnie nie jeden raz zaznawał pieszczot urodziwych dziewek służących na zamku. Sądząc ze słów sir Doriana, była to normalna praktyka w przypadku szlachetnie urodzonych panów, pobudzanych za wiedzą i wolą ich równie arystokratycznych małżonek, w tym wypadku samej Lady Mirandy. W ten sposób wzrastało pożądanie oraz gromadziła się moc. Nigdy jednak nie zdołał tego pożądania zaspokoić, zaspokoić inaczej niż przy udziale pani Międzyrzecza. A ona rozdzielała swoje łaski i swoją uwagę bardzo rozważnie. To też przyznał pan Drugi, jego rzekomy ojciec. Sir Roland towarzyszył Milady podczas niedawnej podróży i teraz przyszła kolej na innych mężów. Sir Dorian już dostąpił prywatnej audiencji, ale w kolejce pozostawali sir Hektor oraz sir Gracjan, obydwaj w pełnej gotowości. Gotowości, którą osiągnął też już zapewne ponownie pan Pierwszy, ale musiał poczekać, aż jego nasienie i moc dojrzeją... Czy i on sam stanie się kiedyś kimś takim przy księżniczce Berenice z Siedmiu Bram? Ujrzał, że matka odwróciła jednak wzrok. Przynajmniej tyle.

Dalsze rozważania przerwały coraz bardziej absorbujące zabiegi Nadii. Odsłoniła już napletek i nabrzmiały, wrażliwy czubek penisa znalazł się teraz na łasce jej języka, jej warg oraz jej zębów. Poczynała sobie śmiało, używając wszystkich tych atrybutów swojej władzy, atrybutów dawania rozkoszy. Przebłyski podniecającego bólu, powodowanego przez leciutko zaciśnięte zęby dziewczyny, mieszały się z nieskończenie przyjemnym i drażniącym całą tę część ciała napięciem nerwów i mięśni, ofiarowywanym mu za sprawą warg i języka służki. Zwłaszcza języka! Czuł narastające gorąco, czuł przepełnienie! Nadia w niewiarygodny sposób owinęła wokół fallusa wilgotną otchłań swych ust, przesunęła językiem po odsłoniętej główce, zaciskając jednocześnie wargi oraz zęby. Wyprężył się cały i trysnął. Dziewczyna nie cofnęła się, przeciwnie przywarła z całych sił i chciwie spijała nasienie. Cenne czy też bezwartościowe, ofiarowywał je obficie. Odzyskał już przecież siły po nocnej wizycie Anity sprzed dwóch dni. Wizycie, o której jak, miał nadzieję, nikt nie wiedział i nikt nigdy się nie dowie. Usta Nadii okazały się równie pojemne jak tajemny otwór Anity i nie uroniła ani kropli. Odczuwając rozkosz oraz ulgę uwolnienia odzyskał świadomość otaczającego świata na tyle, by spostrzec, że margrabina przygląda się spełnieniu syna z nieukrywanym zadowoleniem oraz wyraźną fascynacją. Nadia wreszcie odstąpiła i wypuściła z ust opróżnionego już oraz opadłego nieco fallusa, łapała ciężko powietrze. Żadne z nich nie ośmieliło się odezwać w obecności pani Międzyrzecza i wyrazić przepełniających oboje uczuć. A przynajmniej miał nadzieję, że dziewczyna odczuwa równie silne emocje, jak on sam. Pogładził ją tylko delikatnie po głowie, może to wystarczy, może ona zrozumie, że to podziękowanie. Milady nie miała podobnych oporów.

- Dziękuję ci, Nadio. Dobra z ciebie służka i dobrze się spisałaś, nie zapomnę o tym. A teraz doprowadź się do porządku i wyjdź.

Gdy zostali sami, margrabina podeszła do syna.

- Ty też stanąłeś na wysokości zadania, zarówno wcześniej jak i teraz. To dobrze, to bardzo dobrze – powiedziała z satysfakcją. - W Siedmiu Bramach będą zadowoleni. A teraz obmyj się w tym wiadrze i dokończymy sprawę, sam rozumiesz, że to niezbędne.

Woda okazała się bardzo zimna, czemu wcale się już nie dziwił. Jeszcze chłodniejszym dotykiem obdarzył rozpalone przyrodzenie lód, dociśnięty dłonią matki. Pomimo tego oraz pomimo niedawnego wytrysku, penis stawiał pewien opór, gdy Lady Miranda nakładała kolejne pierścienie oraz zwłaszcza tulejkę ochraniacza. Udowodniła jednak niemałą wprawę i po chwili skutecznie wykonała swój zamiar.

- Jesteś młody i silny, Marcusie. Twoje nasienie i moc też muszą być silne. Płynie w tobie stara, czysta krew. To dobrze, to bardzo dobrze – powtórzyła. - Sir Roland dostał polecenie, by jak najszybciej ukończyć portret. Dzisiaj nie chciałam już zmuszać cię do pozowania, ale jutro poświęcicie cały swój czas przy dobrym świetle dnia. Nie musisz iść na lekcje. Jutro i pojutrze, ile będzie trzeba. Ale mam nadzieję, że nie potrwa to długo.

- Dostojna Pani i matko, ile czasu, to znaczy kiedy...

Domyśliła się, o co pyta.

- Niedługo, Marcusie, niedługo. Księżna Berengaria okazuje żywe zainteresowanie tym związkiem. A z pewnością wzrośnie ono jeszcze bardziej, gdy prześlemy portret oraz gdy usłyszy o twojej sile i gotowości. O wartości twojego nasienia.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Kapelusznik 8 miesięcy temu
    Naprawdę dobrze opisana scena erotyczna
    Zazdroszczę: mi to z zasady nie wychodzi
    Sam odcinek odnajduję jako dość zabawny
    Scena malowania jest napeawdę dobrze opisanym dowcipem.
    Zasłużone 5
    Jestem żywo zaciekawiony jakaż to realcja zawiąże się między naszym bohaterem a jego "przyszłą panią i małżonką"
    Ciekawy też jestem coż międzyrzecze dostanie za ten układ
    Podejrzewam wojnę domową
    Z poprzedniego odcinka bardzo chciałbym zobaczyć Marcusa-maga rozwalająceo barbarzyńców w imię swojej żony - pochłoniętego przez pożądanie mocy i żądze krwi!

    Aż tekst z Warhammera 40 tys. Mi się przypomniał:
    "Jam jest Młot, jestem grotem jego włóczni, strachem jego wrogów, światłem rozwświetlającym ciemność. Ja... jestem Końcem" - cytat Szarych Rycerzy
    Zamienić jedynie "jego" na "jej" i mamy zarąbistą scenę

    Ale to tylko moja wyobraźnia
    Jak na razie genialnie prowadzisz serię
    Więc nie będę się wtryniał :D

    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Nefer 8 miesięcy temu
    Ta scena faktycznie została pomyślana jako swego rodzaju przerywnik humorystyczny. Sceny batalistyczne również z czasem się pojawią. Marcus snuje podobne fantazje, o których wspominasz, rzeczywistość trochę go jednak zaskoczy. Dzięki za ciekawy komentarz i pozdrawiam.
  • pasja 7 miesięcy temu
    Witam
    No proszę jaka uczta erotyczna na oczach matki. Biedna Nadia musiała się czuć nieswojo przy takiej publiczności. Zwłaszcza, że nie upuściła ani jednej kropli tego wszechmocnego nasienia. Teraz jest jedną z nich wszak ma w sobie najdroższy płyn. Dziwne obyczaje, ale ciekawie opisujesz i zachęcasz do czytania kolejnych części.
    Marcus pewnie nie zna wszystkiego, ale tez nie jest głupi. Pewnie zaskoczy nas niejednokrotnie.
    Pozdrawiam
  • Nefer 7 miesięcy temu
    To prawda, Marcus nie wie o wszystkim i nie zna tak naprawdę świata, który go otacza. Poznaje go stopniowo, a Czytelnik razem z nim. Narracja prowadzona jest bowiem konsekwentnie z punktu widzenia bohatera. Nadia, na swoje szczęście lub nieszczęście, czarownicą się nie stała. To dziewczyna z ludu, a tylko damy błękinej krwi potrafią moc przyjmować i takową się posługiwać. Podobnie jak tylko szlachetnie urodzeni panowie mogą ją gromadzić i oddawać (a także takowej używać, co kiedyś czynili, a co bohater uczyni z czasem również, tyle mogę chyba zdradzić ). Jeżeli dotychczasowa lektura zachęciła Cię do sięgnięcia po kolejne części, to jeden z najważniejszych celów autora został osiągnięty. Pozdrawiam i zapraszam.
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Z siedmiu tekstów 3 mają opos dość ciekawych zachowań międzyludzkich, jeżeli rozumiesz o co chodzi. Widać, że jest to super istotny element historii. Nie mniej jednak nie wiem co czuć jak czytam o tychże 'zabiegach'. Z jednej strony tekst nie ma nic złego. Wręcz przeciwnie, jest napisane zgrabnie. Z drugiej jednak osobiście jak to czytam to czuję się trochę niezręcznie. Może to po prostu wina tego, że pierwszy raz w życiu zdarza mi się czytać jakiekolwiek opowiadanie z elementami erotyki. Jakoś nigdy mnie do tego nie ciągnęło.
    Odsuwając te dywagacje na bok mam pytanie do fabuły. Marcus dowiedział się już o magicznych zdolnościach kobiet obdarzonych nasieniem - o ich upiększaniu i zapaleniu świec - ale wcale nie przejmuje się wydarzeniami pamiętnej nocy z Anitą i tym, że ona, zwykła służka, może teraz posiąść magiczne zdolności. Dlaczego taki brak reakcji? Przecież powinien to zauważyć.
    Ode mnie 5, pozdrawiam i czytam dalej :)
  • Nefer 4 miesiące temu
    Nie ukrywam, że to erotic fantasy, a erotyka zajmuje szczególne miejsce w tej opowieści. Seks odgrywa zasadniczą rolę w gromadzeniu i przekazywaniu mocy magicznej, a magia z kolei stanowi podstawę sprawowania władzy. Stąd intrygi polityczne ściśle splatają się z erotycznymi. Oprócz dotychczasowych, pojawią się też "mocniejsz sceny". Uprzedzam jednak o tym, kwalifikując opowiadanie jako przeznaczone dla dorosłych.
    Odnośnie Twojego spostrzeżenia w sprawie Anity to trzeba pamiętać, iż zdolności magiczne (tzn. zdolność przejmowania mocy razem z nasieniem oraz zdolność rzucania czarów - o ile zdobyły odpowiednią wiedzę) posiadają tylko damy szlachetnej krwi (tytułowe czarownice). Dziewczyna z ludu, a za taką ma ją Marcus, takowych możliwości nie ma. Przyjęła jego nasienie, ale nie przejęła mocy. Nie ma więc czym się szczególnie przejmować (a przynajmniej tak się bohaterowi wydaje). Z kolei panowie szlachetnej krwi, jak Marcus, gromadzą moc wraz z narastającym pożądaniem seksualnym i oddają ją razem z nasieniem kobiecie zdolnej tę moc przyjąć (tzn też szlechetnie urodzonej). W przypadku stosunku z dziewczyną z ludu (a także innego rodzaju seksu albo masturbacji) moc po prostu przepada, szlchetnie urodzony ją traci, ale nikt jej nie przejmuje. Panowie mogliby sami rzucać czary, gdyby ktokolwiek ich tego nauczył. Tymczasem jednak pamięć o dawnych czarodziejach - mężczyznach budzi strach ze zględu na ich gwałtowność i ekscesy. Toteż nikt mężczyzn rzucania czarów nie uczy. Magią (i sprawowaniem władzy) zajmują się ich małżonki, wykorzystując mężów jako dostarczycieli mocy. Aby czynić to skutecznie i uniemożliwić marnowanie magicznej siły, zaopatrują ich we wspomniane wcześniej ochraniacze. Niemożność dowolnego rozładowania napięcia seksualnego dodatkowo pobudza pożądanie mężczyzn, przyspiesza gromadzenie mocy i sprawia, że odają ją chętnie, gdy tylko mają taką możliwość (tzn., gdy pani i małżonka na to pozwoli, zdejmując ochraniacz).
    Dzięki za wnikliwą lekturę i pozdrawiam.
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Dzięki za sprostowanie i odpowiedzi na moje pytania
  • krajew34 2 tygodnie temu
    Robi się coraz dziwniej... Mimo to nadal ciekawie.
  • Nefer ponad tydzień temu
    Ha, to swiat fantasy. Powinien byc dziwny. A zaciekawienie Czytelnikow to podstawowy obowiązek autora.
    Dzieki za wizyte i pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania