[N]Rozwój Lacrimosa. Rozdział I

[N] Zbiór opowiadań, które nigdy nie zostały skończone.

Tytuł opowiadania: Rozwój Lacrimosa

Tom I: Wkupiona w łaski

Katogoria: wampiry, półwampiry, wojna

Rozdział I: Najemnik

 

Rok 1914, teren bliżej nieokreślony.

 

Muzyka wolno sączyła się z obszernej sali wraz z dźwiękami śmiechów, rozmów i przytłumionych krzyków mieszając się w chaotyczny gwar, którego nie sposób było ignorować. Ale w tej okolicy nie często kręciła się jakakolwiek żywa dusza, która mogłaby zwrócić uwagę na huczną zabawę rozgrywającą się w ponurej posiadłości. Jeżeli już taka osoba postanowiła zabłądzić w ten niebezpieczny teren, szybko traciła miano „żywej” duszy. Stawała się niechlubnie martwym ciałem, truchłem, jakich wiele porzucono w pobliskim lesie, pozbawiając uprzednio godności i tożsamości te człowiecze stworzenia lub to co z nich pozostało. Nikt tu z szacunkiem do zwłok nie podchodził.

Stara posiadłość Abrets od wieków uchodziła za siedlisko czystego zła i od tylu lat działy się tam rzeczy, o jakich nie śnili przeciętni, szarzy ludzie, których umysły nie dopuszczały do siebie myśli, że istnieją pokrewne wyglądem krwiożercze stworzenia. Abrets, znana węższej grupie osób, jako posiadłość czystej linii wampirów, była ich siedzibą główną, jak i miejscem zabaw, i suto zakrapianych krwią balów - obfitujących w przepych od wyglądu sali po ubiór gości. Wszystko miało tutaj elegancki i wysoki poziom, nawet morderstwa uchodziły za rodzaj wykwintnej sztuki, pięknego teatralnego przedstawienia o śmierci.

Uczestnictwo w organizowanych balach było niezwykle dużym wyróżnieniem dla osoby uchodzącej za wampira. Bycie tam oznaczało, bycie kimś wielkim w krwiopijnym świecie, co nie należało do łatwych osiągnięć, a wiązało się z dzierżeniem ogromniej siły i sprytu, czyli cech, których wielokrotnie brakowało większej części krwiolubnych stworzeń. Dla młodej i ambitnej wampirzycy dzisiejszy wieczór miał zakończyć się triumfem, bowiem, jak na tak świeżego martwca, już zapełniła kilka kart swojego losu dobrymi zleceniami, o których zamierzała mówić głośno. Tak! To jest to, co przyniesie mi chwałę!

Pojawiła się przed posiadłością nim zegar wybił północ. Okryła wzrokiem spowite w mroku domostwo i westchnęła głośno z wyraźnym uśmiechem na bladej acz promieniejącej twarzy. Ciągnąca się po lewej stronie sala, zakończona krążynowym dachem, nad którym unosiły się opary, wydawała się przepełniona grozą, napełniającą coraz śmielej serce młodej wampirzycy. To nie może się nie udać. Nie. Spojrzała jeszcze raz do wnętrza przez rozjaśnione i przecinane tańczącymi sylwetkami portfenetry, po czym wygładziła lekko brzegi sukni, aby dopiąć na ostatni guzik swój, jak uważała, perfekcyjny wygląd.

 

Do frontowych drzwi prowadziły marmurowe schody przyozdobione po bokach w połyskujące złotem poręcze. Same wrota, zwieńczone kołatką w kształcie gargulca, wykute zostały z ciemnego mahoniowego drewna, na którym wyryto płaskorzeźby pierwotnych panów czystej linii wampirów z Abrets. Wielu z tych mocarzy już nie żyło albo ukrywało się przed siłą młodych i walecznych krwiopijców, utrzymując swoją władzę poprzez wyszkolone sługi. Tak tworzyła się hierarchia, w której młoda wampirzyca zajmowała naprawdę niską pozycję, była wręcz niewartym pionkiem w grze o panowanie nad światem pod osłoną nocy.

Smukłymi palcami chwyciła za klamkę i sprawnym ruchem otworzyła przed sobą drogę do świetlanej przyszłości u boku Expralogga - trzeciego infekowanego przez nieżyjącego już mocarza Deegrold, będącego sługą władczyni Ahhatha mającej swoją podobiznę na mahoniowych drzwiach, wielka krwiopijna rodzina. Wampirzyca znała wszystkie te imiona, przyswoiła również najdrobniejsze szczegóły z dziejów rodu, dla którego chciała pracować z pełną charyzmą. Nie mogła wypaść źle, nie mogła wyłożyć się, spalić na starcie z braku podstawowej wiedzy. No, dziewczynko, teraz nie masz już nic do stracenia. Weszła do środka, a serce zabiło jej z żywym entuzjazmem, jakby była zwykłą śmiertelniczką.

Zjawiła się na obszernym holu mając przed sobą kilka ścieżek do wyboru. Na wprost niej czekały rozszerzające się u dołu schody, prowadzące na górne kondygnacje posiadłości, gdzie wstęp mieli tylko wybrani z wybranych, na co sama jeszcze nie liczyła. Po prawej stronie znajdowało się łukowato wykończone przejście prowadzące do loggij, otwartego pawilonu z arkadami, z której to zaś udać się było można do ogrodu kamiennych figur i różanych krzewów. Odrzuciła te dwie możliwości i pewna siebie zwróciła się w lewą stronę do słynnej sali balowej obserwowanej z zewnątrz.

Tłum okazał się wyjątkowo duży i hałaśliwy. To ten znamienny gwar, jaki towarzyszył dziewczynie podczas samotnej podróży przez las, kiedy mknęła tutaj, dokładnie wyliczając czas swojego przybycia. Wampirze osobliwości omiotły ją wzrokiem widocznie zafascynowane nowo przybyłą osobą. Czuła na sobie ciekawskie spojrzenia; jedne ogarnięte pożądaniem inne przesycone chęcią mordu. Wzbudzała mieszane uczucia, z czego doskonale zdawała sobie sprawę i z czego była niezwykle dumna. Jedną z wielu przesłanek sukcesu w wampirzym świecie było wywołanie emocji wśród swoich pobratymców. Pozostanie niezauważonym i obojętnym dla tak wielkiego tłumu zawsze zwiastowało klęskę i życie w cieniu innych. Wspaniale się zaczyna!

 

Wśród stonowanych kolorów i pastelowych barw, bo nie wszystko skąpane było w czerni amarantowa, jedwabna suknia młodej krwiolubnej stanowiła ten element, który przyciągał wzrok nawet najbardziej egocentrycznych wampirów. Wsparta na usztywnianych fiszbinach nie traciła swojego napiętego kształtu i układała się zmysłowo przy kuszących i uwodzących ruchach dziewczyny. Całość dopełniały trzy rzędy falban podpiętych z boku białymi różyczkami, od których odchodziły skręcone perłowe wstęgi. Wyglądała jak landrynka, smakowita różowa landrynka. Wbrew pozorom i mitom, jakie ludzie stworzyli przez stulecia, wampiry nie lubowały się wyłącznie w ciemnych, niemal martwych kolorach, to właśnie te żywe barwy rozbudzały w nich zmysły i żądzę krwi.

Prezentowała się zjawiskowo, co potwierdziło przybycie nieznajomego, chociaż bardziej niepoznanego niż nieznajomego.

- Tak wyróżniającej się i pięknej kobiety ta posiadłość nie widziała już od dawna – oznajmił łagodnym, melodyjnym głosem, gładząc dziewczynę po włosach.

To prawda. Młoda wampirzyca nie mogła odmówić sobie urody zachwalanej bezpruderyjnie przez krwiopijcę. Co prawda, nie obeszło się bez pewnych popraw, które wycisnęły z niej większe pokłady uroku, ale naturalnie jasne wręcz złociste pofalowane włosy roztaczały nad nią aurę pewnej niewinności. Cały ten delikatny obraz zaburzały ciemne niemal węglowej barwy oczy, bez widocznych granic między tęczówką a źrenicą, zdradzające wampirzą naturę dziewczyny. To zderzenie niewinności i mroku na owalu jej twarzy wyjątkowo działało na zmysły krwiopijców, słynących z chęci zdobywania wszystkich i wszystkiego. Ona mogła być główną nagrodą w walce, jednak ambicje kazały wampirzycy walczyć o trofea, a nie stanowić to trofeum dla innych. Dziś jednak musiała stać się rzeczą do dobycia.

- Jestem zaszczycona, że sam wybraniec władcy, Expralogga, docenia moją urodę – powiedziała jasnowłosa panna, kłaniając się lekko, by wyrazić swój ogromny szacunek.

To całkowite posłuszeństwo, jakie okazała, miało dać dziewczynie kilka dodatkowych plusów na nieoficjalnej liście zasług, którą sobie przed momentem stworzyła. Wybitnie! Dobre wrażenie zrobione, dobre maniery pokazane, wygląd sprawdził się, dzięki mamo za suknię.

- Zdradź mi jeszcze swoje imię, promyczku – rzekł niezwykle namiętnie, wbijając w nią burgundowe ślepia, a uśmiech, który nagle pojawił się na jego twarzy, ukazał dołeczki w policzkach. Czy w takim wydaniu ktoś mógł go posądzić o bycie wampirem?

Gdyby nie fakt, że takie jak ona, Expralogga miał na co dzień, dziewczyna uznałaby, że prastary wampir kokietował ją w śmiały sposób. Szybko jednak skarciła się za te myśli, za swoją słabość wobec ludzkich uczuć targających nią w najmniej oczekiwanych momentach. Dziewczyno, zapamiętaj sobie, że nie jesteś jeszcze kimś wyjątkowym.

- Hana Wróbelska, sługo z Abrets.

 

Nim jasnowłosa zdążyła powiedzieć cokolwiek innego, Expralogga pochwycił ją za dłoń i uczynił gest, jakiego nigdy przedtem nie doświadczyła. Zmieszanie młodej wampirzycy mogło źle wpłynąć na jej plany, także z trudem opanowała szalejące w niej emocje i ponownie przybrała maskę pewnej swego uczestniczki balu. Opanuj się, no! Nie może przecież poznać, że nie miałaś styczności z taką wysoką sferą!

- Czymże zasłużyłam sobie na tak wyjątkowe traktowanie? – zapytała, odwzajemniając uśmiech.

- Czymże zasłużyłem sobie na obecność tak wyjątkowej damy? – odpowiedział pytaniem na pytanie, przenikliwie wpatrując się w Hanę.

Nie mogła zrozumieć czy sługa z Abrets sprawdza ją poprzez swoje tajemnicze zachowanie, czy knuje coś całkowicie innego, ale wiedziała, że pogrywa z nią w wyszukany sposób, któremu nie zamierzała się poddać. Skoro tak stawia sprawę, to czas wprost powiedzieć mu, o co chodzi, tak? Tak, bezpośredniość będzie tym, co da mi dziś wygraną!

- Aspiruję na na miano twojego najemnika, panie – oznajmiła. – Przybyłam tutaj z jasnym celem i liczę, że zostanie on osiągnięty dzisiejszej nocy.

Ukłoniła się ponownie, po czym udała w stronę stolika, gdzie rozstawiono rząd napełnionych krwią pucharów. Pochwyciła jeden obserwując kątem oka zachowanie Expralogga, delektując równocześnie smakiem świeżej posoki o wysokiej jakości, jakiej nie dane było jej smakować w całej swojej wampirzej egzystencji. Próbowała się powstrzymywać przed łapczywym wypiciem zwartości, a strużka krwi omal nie popłynęła Wróbelskiej z kącika ust. To mogło skutecznie zburzyć obraz wykreowanej przez nią osoby: silnej i pewnej siebie. Na martwe ptaki, czegoś tak dobrego jeszcze nie piłam! O księżycu, pozwól mi zostać tutaj dłużej!

 

Expralogga pojawił się przy niej niespodziewanie, okrył ramiona Hany delikatnym, ale zdecydowanym objęciem. Dziewczyna odłożyła pusty puchar, westchnęła jakby ze znudzenia i zaczęła rytmicznie postukiwać palcami o blat stołu ozdobiony aksamitnym obrusem. Wydawała się taka niewzruszona, nieoczarowana wdziękami sługi z Abrets, taka zimna i pozbawiona uczuć, czy to dało jej przewagę? Czy to spowodowało, że była tym trofeum, o które aktualnie walczył Expralogga? Nie wyobrażaj sobie za dużo, dziewczynko.

Prastary wampir przerwał ciszę i samolubne rozmyślania dziewczyny.

- Takie sprawy, moja droga, załatwiamy w innym miejscu – wyszeptał wprost do ucha, powodując nagłe uderzenie ciepła, oplatające wszystkie zmysły dziewczyny. – Zapraszam cię na piętro.

Hana spojrzała na wampira wzrokiem pełnym pożądania i triumfu, chociaż wewnątrz krzyczała niczym naiwne dziecko z radości, że osiągnęła więcej niż chciała. Opanowana na zewnątrz, przynajmniej z pozoru, ujęła za dłoń Expralogga, którą mężczyzna szarmancko wystawił przed siebie, i krocząc u jego boku udała się w to miejsce - schody prowadzące na piętro.

Wiedziała, że odprowadzał ją wzrok wielu, jak nie wszystkich wampirów na sali, co dziwnie ją przeraziło. Świadomość, że była w centrum zainteresowania, spowodował niekontrolowane bicie serce. Bicie, którego nie doświadczał żaden wampir, to przecież należało do ludzkich odruchów. Oby tylko tego nie usłyszał mego ludzkiego brzmienia. Księżycu świeć mi pomyślnie!

 

Hana przeciągnęła się z gracją kota, wyginając na wszystkie możliwe sposoby, co dało ukojenie każdej części ciała, nieustannie zmęczonego ostatnim zajściem. Otworzyła oczy, jeszcze niecałkowicie świadoma tego co się stało, i popadła w lekką zadumę, wciąż wtulając się w poduszkę. Po chwili opadła na nią ciężka kurtyna wspomnień i dreszcz przerażenia przeszedł w postaci gęsiej skórki na bladej skórze. Moja lekkomyślność, jak mogłam tak zrobić?

Zerwała się z łoża, którego granice wyznaczał baldachim, pośpiesznie szukając wzrokiem jakiegokolwiek zegara, któremu mogłaby zaufać w kwestii godziny. Jak wszystko w tej posiadłości, tak i ten przedmiot ze złotymi wskazówkami był wykonany z dbałością o najdrobniejsze detale. Wampirzyca zignorowała jednak piękno zegara, kiedy zorientowała się, że nieuchronnie zbliżała się godzina trzecia, a ona pozwoliła sobie na zbyt długą chwilę przyjemności. To mogło zniszczyć wszystko, rozumiesz? Nawina, miałaś zdobywać, a nie być zdobywaną! Jeszcze tak szybko, jak dziwka, rozumiesz? Jak dziwka!

Ze strachem, malującym twarz jeszcze większą bielą, przeglądała się w lustrze o ramie z mahoniowego drewna rzeźbionej w drobne różyczki, zwieńczonej gargulcem z otwartą szeroko paszczą. Te ich dziwne symbole. Chociaż nie dziwniejsze niż mój wygląd, i co ja narobiłam? Hana nie należała do zwyczajnych wampirów, co więcej, nie uchodziła w oczach innych krwiopijców za wampira.

Kiedy nie jesteś uznawany za wampira, a podajesz się za niego, zgodnie z kodeksem Macabratańskim, jesteś uznawany za złodzieja tożsamości, który podlega najcięższej karze bez możliwości odwołania. Karą za złamanie któregokolwiek punktu kodeksu, odnośnie wampirzej egzystencji, była śmierć, a wśród wampirów nie istniało coś takiego jak litość.

Wróbelska ten kodeks znała wyśmienicie, dlatego wygląd prawego oka przyprawiał ją o mdłości. Jasna, błękitna tęczówka, która parę godzin temu skąpana była w smolistej czerni, zdradzała doskonale, że nieczysta krew płynęła w jej żyłach. Nie istniały bowiem wampiry o szlachetnym pochodzeniu, które posiadałby niebieskie oczy. Dziewczyna przerzuciła jasne włosy tak, aby opadały jej na odmienne oko, żeby w razie konfrontacji z innym wampirem, nie doszło do poznania prawdy. To na krótką chwilę miało uratować jej skórę.

Zbierając rozrzucone rzeczy, Hana natrafiła na pozostawiony przez Expralogga list, leżący ostentacyjnie na półce obok łóżka. Od chwili przebudzenia nie zastanawiała się, dokąd udał się prastary wampir, teraz myśl, że mógłby wtargnąć do pokoju napełniała ją uczuciem strachu i beznadziei. Wyciągnęła list spod lampy naftowej i z przejęciem wodziła wzrokiem po literach.

 

Droga Hano,

Mam nadzieję, że zrozumiesz moje nagłe zniknięcie. Obowiązkiem władcy posiadłości Abrets jest zabawianie gości. Tobą zająłem się osobiście najlepiej jak umiałem, dlatego przyszedł czas zadbać o innych, których z wielką przyjemnością zostawiłem dla ciebie.

Nasze spotkanie nie upłynęło na rozmowie, oczywiście nie narzekam, że tak się nie stało. Chciałbym jednak wyjaśnić, czym była dla mnie twoja wyjątkowość. Pośrednio już wykonałaś moje zlecenie w sposób, który mógłbym określić, jako perfekcyjny. Pracując dla Brhouuna, pracowałaś również dla mnie. Uwinęłaś się z tym sprawnie i szybko, dlatego Twoja osoba w moich szeregach jest, jak najbardziej, mile widziana. W tych czasach o dobrego sługę jest równie ciężko jak o czystą krew.

Dodam na koniec, że Brhouun, który ofiarował ci swoje zaproszenie na bal, nie uczynił tego dobrowolnie. Ta mała intryga i twoja dzisiejsza postawa sprawiły, że osiągnęłaś ten cel. Witam nowego najemnika wampirów z Abrets.

 

Elokwentny dupek! Ale mam pracę, tylko dlaczego mnie to nie cieszy? Wróbelska pozbierała część swoich rzeczy i wymknęła się po cichu. Jedyne co pozostawiła po sobie to czarne pantofle.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Szpilka 2 tygodnie temu
    No proszę, jak ładnie piórem wywijasz, czekam na ciąg dalszy 😁
  • LeeaThorelli 2 tygodnie temu
    O kontynuację może być ciężko, od 6 lat to opowiadanie stoi w miejscu. ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania