O czymś o czym się nie mówi, a powinno

Nic innego do głowy nie przychodzi po przebudzeniu. Z rana ten sam stan. Stan powolnej degeneracji. Już aut nie słychać. Społeczna martwica. Sąsiadka, która codziennie rano wyprowadzała psa, małego buldoga, który mimo swojego malutkiego ciałka wydawał ogromny wrzask. Wszystkie okna w osiedlu zrobiły się nienaturalnie czyste. Ludzie mają teraz czas. Co to za poniedziałek bez naukowej tezy mojego sąsiada, który brzmi:

,, Ile razy masz mi postawić flachę, to cię bierze na abstynencję''

Trafna diagnoza.

Trzeba iść po podstawowy prowiant. Żona nie mogła dłużej wytrzymać bez cukru. Ubrałem się i zapiąłem psa, który jakoś się cieszył na wyjście z domu. Może dlatego, że jest mniej zapachów, a stare po prostu mu się przejadły. Sklepik za rogiem. To czego brakuje, akurat jest w sklepie. Oczywiście mogę pomarzyć o świeżym pieczywie czy chrupiących bułkach. Wychodzę już ze sklepu. Kurde. Jak zawsze pies musi coś odstawić. Załatwił się na słoiki z gulaszem. Poprosiłem o mopa, żeby to posprzątać, ale ekspedientka machnęła ręką i oznajmiła, że sama się tym zajmie.

Wchodzę na klatkę schodową. Mieszkam na drugim piętrze. Wejście na górę zaliczam do aktywności fizycznej, w tym także sprzątanie w domu.

Żona akurat sprzątała w kuchni. Nowy blender ją znowu zawiódł. Nowe rzeczy zazwyczaj zawodzą. Obróciła się nagle:

- Tak to jest, jak się słucha twojej siostry-rzuciła ostro. - Trzeba było nie wyrzucać starego robota. Może i hałasował, ale miał dwa przyciski.

Żona nie rozumiała i w sumie ja też, dlaczego koło przycisku start jest przycisk out blade. Całe szczęście, że ostrze wpierw zwalnia obroty, a potem wyrzuca ostrze. Miała już dosyć zabawy w kuchni. Książka kucharska, którą zostawił jej ojciec, stała się jej obsesją. W tych czasach każdy musiał jakąś mieć. Większość osób siedziała po prostu przed telewizorem i śledziła fikcyjne życia swoich ulubionych bohaterów. Moim stała się seria książek przygodowych z kapitanem Lorę. Niewielka seria książek, która zrobiła furorę w latach 70. Lubię czytać do późnych godzin wieczornych. Pies siada na kolana żony, która zasypia i budzi się dopiero rano, zmęczona kuchennym fechtunkiem.

Dzwoni telefon.

- Co tam ? - zapytał głos.

- Nic o tygodnia się nie zmieniło-powiedziałem z głosem blisko aktu desperacji.

Dzwonił mój brat, który mieszkał w Indiach. Zajmuje się budowaniem mostów i czymś z zakresu hydrologii.

- Nie rozumiem-mówił. - To już trwa trzy lata. Co oni sobie myślą?

W 2021, kiedy wirus zaczął zagrażać szeroko pojętej ekonomii i zdrowiu, władze wprowadzili stan wojenny. Wirus. Jego nazwa została wprowadzona do słownika Największych Pandemii w Historii Ludzkości. Wirus został oznaczony kolorem czarnym. Ranking, który znam już na pamięć:

1. Czarna dżuma

2. Hiszpanka

3. ,,Wirus''

Wypowiadanie nazwy wirusa i choroby, którą powoduję, jest zakazane. Postępek ten jest regulowany przez Ustawę z dnia 17 lipca z 2021 o walce z wirusem.

Nie trzymając telefonu ręką, oparłem słuchawkę o ścianą. Z trudem rozmawiałem o rzeczach absurdalnych. O niczym innym ludzie nie rozmawiali.

- Robią co mogą-powiedziałem.

- Jako-tako-powiedziałem przez uśmiech. - Nie ma siły na plotkowanie. A twoja narzeczona jak się trzyma?

- Zmarła-powiedział, a w jego głosie brzmiało to tak nienaturalnie.

- Co ty pieprzysz?

Czułem się, jakbym został przebity rzymską włócznią.

- Co się stało? - powiedziałem, najciszej jak się dało.

- Tak kończą aktywiści-powiedział. - Nie rozumiem, dlaczego teraz? Wszystko już mieliśmy zaplanowane.

Cisza trwała zbyt długo.

W słuchawce słyszałem, jak z trudem przełknął ślinę.

- Weszli do chińskiej ambasady-powiedział. - Dostali trzy ostrzeżenia. Nikt z nich się nie cofał. Chcieli dopaść tego skurwysyna. Padła seria strzałów. Wystarczyło dwóch żołnierzy na dwadzieścia osób uzbrojonych w podpisane petycje i hasła antysystemowe.

 

Po jego przedstawieniu sytuacji, coś nie dawało mi myśleć. Może, że słowa,, zmarła '' było nie na miejscu. Ale i on miał z tyłu głowy zakodowane, że każda rozmowa z domu jest podsłuchiwana.

 

Połączenie zostało zerwane. Słyszałem, jak żona kręci ci koło stołu. Nowy obrus. Żelazko w ruch i zaraz pewnie znowu podda wynalazek z książki kucharskiej swojego ojca.

Przyszli po mnie ubrani w niebieski mudnury WHOO i zabrali mnie. Wyjdę za dwa lata. Oskarżyli mnie o kontankt ze szpiegiem.

 

Od autora:

Opowiadanie zaczerpnąłem ze snu i jakiegoś serialu, którego nazwy nie pamiętam. To nie wstęp do czegoś dużego. Siedzę uwięziony w domu i wpadłem na pomysł, żeby trochę popisać, a czasu na sen mam za dużo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Sen klimatyczny, chwilami zabawny, 5, pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania