O mądrym ojcu, złym wujku i niegrzecznych dzieciach

ROZDZIAŁ 1

 

Byli sobie ojciec, matka i dwoje dzieci.

Był to chłopiec i dziewczynka – Alan i Ewelina.

Ich rodzice byli bardzo zamożni, właściwie niczego im nie brakowało. Mimo to jednak nie byli oni szczęśliwi – ojciec był bardzo surowy, a matka pokorna i mu się nie sprzeciwiała.

Dzieci miały jeszcze wujka. Był on łotrem, który niedawno wyszedł z więzienia.

Był skrajnie niegodny zaufania. Ojciec miał tego świadomość, ale pewnego dnia on i matka musieli wyjechać na drugi koniec miasta w jakiejś bardzo ważnej sprawie, a on niewiele myśląc postanowił zostawić dzieci pod jego opieką.

Alan i Ewelina jeszcze nigdy nie widzieli wujka. Ba, nawet o nim nie słyszeli.

 

- Dzieci, nie będzie nas kilka godzin. Przyjedzie do was wujek Lucjan, nie znacie go jeszcze.

- A kto to taki, jaki on jest?

- Zobaczycie...

- Na stole w jadalni położyłem bombonierkę z czekoladkami i innymi ciekawymi rzeczami. Tylko jej nie otwierajcie, nie jedzcie czekoladek i nie ruszajcie niczego, co w niej jest – powiedział ojciec i zaraz z matką zniknęli za drzwiami.

 

Po kilku minutach zjawił się wujek Lucjan. Przez pierwsze dwie godziny oglądał z dziećmi jakieś głupie bajki w telewizji. Potem Alan stwierdził, że ma już dość i wyszedł bawić się na podwórku. Wtedy wujek objął Ewelinę ramieniem i szepnął do niej:

- Wiem, że ojciec zostawił na stole w jadalni wielką bombonierkę z czekoladkami. Wiem też, że w środku oprócz tych przepysznych słodyczy znajdują się jeszcze takie małe, bardzo ciekawe książeczki.

Ojciec nie chce, żebyście je czytali, bo niektóre z nich mają złe zakończenie.

Ale ja uważam, że czas najwyższy, żebyście zrozumieli, że w życiu nie wszystko tak pięknie się kończy. Przecież nie jesteście głupi, powinniście poznać prawdę o tym, jaki jest ten świat.

 

- No nie wiem, wujku - odpowiedziała Ewelina. - Tatuś przecież chce dla nas jak najlepiej.

Nie możemy...

- Bzdury – przerwał jej wujek. - On chce po prostu, żebyście nigdy nie dorośli. Żebyście już zawsze żyli w wiecznej nieświadomości i nic nie wiedzieli o otaczającym was świecie.

- Chyba mnie przekonałeś, wujku – westchnęła Ewelina. - Już idę otworzyć tę bombonierkę.

 

Jak powiedziała, tak zrobiła. Wbiegła schodami na górę, przemierzyła długi korytarz i podekscytowana otworzyła drzwi do jadalni.

Bombonierka była przepiękna. Ogromna, czerwona i błyszcząca. Wyglądała naprawdę intrygująco. Ewelina podeszła do niej onieśmielona, policzyła cicho do trzech i otworzyła ją.

Zjadła parę czekoladek i chciała zabrać się za czytanie książeczek, ale pomyślała, że najpierw pójdzie po Alana.

 

Alan stanął niepewnie obok stołu i zrobił minę, jakby chciał stchórzyć.

 

- Robimy coś bardzo złego, wiesz o tym? - odezwał się po chwili drżącym głosem.

- Wujek Lucjan powiedział, że to nic złego. To nasz ojciec nie ma racji.

- No dobra. - Alan wziął od Eweliny czekoladkę.

 

Potem zabrali się za czytanie książeczek. Rzeczywiście – niektóre z nich smutno się kończyły, a inne – wręcz przeciwnie, nastrajały optymistycznie do życia.

Czytali chyba z godzinę, gdy w pewnym momencie usłyszeli dźwięk domofonu dochodzący z dołu.

A potem kroki wujka, który poszedł otworzyć drzwi ich ojcu.

Alan i Ewelina szybko zgarnęli z podłogi wszystkie książeczki i w popłochu schowali się za zasłonami. Ojciec wchodził już po schodach. Potem nadzwyczaj szybko pokonał długi korytarz. Kiedy otworzył drzwi do jadalni, dzieci wstrzymały oddech.

Podszedł do stołu i zobaczył żałosne papierki po czekoladkach. Książeczek nie było w ogóle.

- Alanie i Ewelino, gdzie jesteście? - zagrzmiał rozglądając się po pokoju.

- Tutaj – wydukał łamiącym się głosem Alan.

Ojciec rozsunął zasłony i jego oczom ukazały się przestraszone dzieci i leżące wokół ich stóp książeczki. Zmarszczył groźnie brwi.

- Czy nie mówiłem wam, żebyście nie otwierali bombonierki? - powiedział powoli spokojnym, ale groźnym tonem.

- Ja nie chciałem, to Ewelina... - zaczął Alan, ale siostra natychmiast mu przerwała.

- Też nie chciałam, ale wujek Lucjan... - prawie płakała. Urwała w połowie zdania, bo gardło jej się ścisnęło.

- Jesteście nieposłuszni, nie szanujecie mojej woli – powiedział ojciec. - Jestem od was starszy i mądrzejszy, więc powinniście się mnie słuchać.

- Ale tato – Alan poczuł niespodziewany przypływ odwagi. - Naprawdę nie przewidziałeś, że tak będzie? Dzieci lubią słodycze i różne tajemnice. Wujek też. Szczerze mówiąc czekoladki były kiepskie, ale książeczki bardzo ciekawe. Jednak mniejsza z tym...

Zawsze mówiłeś nam, jaki to jesteś mądry i wiesz wszystko, a nie przewidziałeś tak oczywistej rzeczy...

- Nieprawda, od początku wiedziałem jak to się skończy. - przerwał mu ojciec.

- To po co w ogóle kupowałeś tę bombonierkę? - spytał Alan.

- Żeby was sprawdzić – odpowiedział ojciec, jednak jakoś tak bez pewności siebie.

Chyba zrobiło mu się głupio. Zaraz jednak z powrotem przybrał groźną minę.

- A tak w ogóle, to co ty sobie myślisz, gówniarzu? Nie podskakuj! - podniósł głos. – Takim zachowaniem wcale nie ratujesz waszych tyłków. Spotka was zasłużona kara.

Dzieci pobladły na twarzach. Czekały w napięciu na dalszy rozwój sytuacji.

Po chwili niepokojącego milczenia ojciec brutalnie chwycił je za ramiona.

- Nie będziecie już tutaj mieszkać – powiedział. - Już nigdy nie wejdziecie do tego mieszkania.

Wyrzucił ich na korytarz. Chwilę później nadal stojąc pod drzwiami, Alan i Ewelina usłyszeli warkot piły elektrycznej. I przeraźliwy wrzask wujka Lucjana.

 

ROZDZIAŁ 2

 

Alan i Ewelina zawsze mieszkali z rodzicami w luksusowym kilkupiętrowym apartamentowcu. Zajmowali mieszkanie na pierwszym piętrze, a ponieważ na parterze było jedno puste lokum, po wygnaniu przez ojca mogli się tam wprowadzić razem z matką.

Wujek Lucjan wciąż ich odwiedzał, ale już na wózku inwalidzkim. W ataku furii ojciec odrąbał mu ręce i nogi. Wujek jednak sprawiał wrażenie, jakby wcale nie przejmował się swoim kalectwem.

Odwiedzał dzieci prawie codziennie i wciąż namawiał je do złego. Kończyło się to zawsze karą wymierzaną im przez ojca, który ich odwiedzał i nadzorował. Raz było to tęgie lanie, raz zamykanie w piwnicy na długie godziny, innym razem jeszcze co innego.

Matka na początku starała się studzić gniew swojego męża. Rozmawiała z nim, tłumaczyła że ciągłe karanie to droga donikąd i wciąż błagała, by dał dzieciom „jeszcze jedną szansę”.

Na próżno. Ojciec był twardy jak kamień i uparty jak osioł. Matce pozostało już tylko płakać z bezsilności i nieustannie modlić się o swoje krnąbrne potomstwo.

Pewnego deszczowego dnia Alan i Ewelina bardzo się nudzili. Wujek siedział razem z nimi w pokoju i przyglądał się im uważnie.

- Nudy, co? - powiedział. - Ale słuchajcie, mam pewien pomysł...

Pamiętacie te klocki Lego, które dostaliście na święta?

Dzieci popatrzyły po sobie. Co on znowu wymyślił?

- Zrobimy z tych klocków wieżę. Taką wysoką, aż do samego sufitu.

To mówiąc, wujek zamyślił się na chwilę.

- No, to znaczy wy zrobicie... Ja nie mogę, nie mam jak. Wiecie... - popatrzył na swoje żałosne kikuty.

- Ale po co aż do samego sufitu? - spytała Ewelina.

Wujek uśmiechnął się przebiegle.

- Przebijecie go tymi klockami. Ojciec się zdziwi, że jesteście tacy sprytni.

Alan i Ewelina popatrzyli po sobie. No tak. Tak się składało, że mieszkanie ojca znajdowało się tuż nad nimi.

- No to do dzieła! - wujek spojrzał na szafkę, w której leżały klocki.

Dzieci podniosły pudełko i zaczęły powoli zmierzać w kierunku środka pokoju. Było im strasznie ciężko, czuły się jakby dźwigały słonia. Wujek obserwował ich wysiłki z głupią miną i przytłaczającym uczuciem frustracji. Chciał im pomóc, ale nie było to możliwe.

Rodzeństwo musiało sobie poradzić samo. Wujek wspierał je po swojemu, kierował wzrok na pudełko i starał się je pchać siłą woli. W końcu się udało, nie wiadomo jednak czy była w tym jego zasługa.

Alan i Ewelina wzięli się za budowę wieży. Wujaszek nie spuszczał z niej oka, wydawało się, że nawet nie mrugnie. Miał przy tym dziwny, chyba trochę niepokojący uśmiech.

Kiedy wieża była już naprawdę wysoka, lecz nie sięgała jeszcze sufitu, dzieci nagle przestały budować. Wtedy wujek się ocknął.

- Co jest? - spytał.

- Po co budować do samego sufitu, chyba starczy - stwierdziła Ewelina.

- Nie, MUSI sięgać aż pod sam sufit! - wujaszek podniósł głos. Była to niezrozumiała reakcja, której gwałtowność i agresja były niespodziewane.

Dzieci odpowiedziałyby coś jeszcze, ale trochę się bały. Kontynuowały więc budowanie.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o jednej bardzo ważnej rzeczy.

W suficie była mała dziurka, przez którą spoglądał na nich ojciec. Słyszał co knują i był tak wściekły, że miał ochotę wrzeszczeć, ale nie chciał zdradzić swojej obecności, więc siedział cicho jak mysz pod miotłą, czekając na odpowiedni moment, by zaatakować.

Kiedy wieża wreszcie sięgnęła sufitu, cichutko wstał i poszedł po miotłę. Kijem od niej potrącił budowlę, a ta runęła z hukiem.

Zszokowane dzieci natychmiast odskoczyły i uniknęły krzywdy, która mogła im się stać.

Wujaszek niestety oberwał porządnie w głowę.

- Co wy sobie myślicie?! - zagrzmiał ojciec. - Chcieliście mi oko wydłubać tą wieżą, czy co?!

- Tak się napracowaliśmy, a nawet nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia... - westchnął Alan.

- Tato, czemu to zrobiłeś? - spytała z żalem Ewelina. – Nie masz pojęcia ile pracy nas to kosztowało.

- Jak śmiecie tak bezczelnie pyskować do ojca! - wściekł się tyran. - Powinniście mnie przeprosić.

Zburzyłem tę wieżę, by nauczyć was pokory.

- A ja myślę, że odwaliliśmy kawał dobrej roboty, ale przez tatę cała praca na marne – zauważył Alan.

- Zamilcz, gówniarzu! - z dziury w suficie dzieciom i wujkowi kapała na głowy ślina i piana z rozsierdzonej gęby ojca. - Kim wy sobie wyobrażacie, że jesteście?! Już zapomnieliście, że tak naprawdę jesteście tylko żałosnymi śmieciami i nie macie prawa niczego robić bez mojej zgody?!

 

Dalsze dyskusje nie miały już chyba sensu. Alan i Ewelina już wcześniej zdążyli zauważyć, że ojciec nie jest normalny, ale teraz czara goryczy się przelała. Fakt, iż ten człowiek jest psychopatą dotarł do nich z całą brutalnością. Zastanowiło ich czemu po odrąbaniu nóg wujkowi nadal jeszcze utrzymywali z nim jakiś kontakt.

Mieli świadomość, że z matką nie warto rozmawiać, bo prezentuje skrajny przykład syndromu DDA. Powie, żeby się nie przejmowali, bo ojciec po prostu się „zdenerwował”, ale zaraz mu przejdzie.

Poszli do sąsiadki z drugiego piętra. Opowiedzieli jej wszystko.

Dalsze wydarzenia potoczyły się już bardzo szybko. Ojciec dostał wyrok wieloletniego więzienia.

 

ROZDZIAŁ 3

 

Lata mijały, Alan i Ewelina dorośli, znaleźli swoje drugie połówki i założyli wielodzietne rodziny.

Prowadzili zwyczajne, może nawet trochę beztroskie życie. Nie myśleli prawie o ojcu, w ogóle ich nie obchodził. Do kontaktu z matką też się nie garnęli, można sądzić, że chcieli pozostawić niezbyt kolorowe dzieciństwo jak najdalej za sobą.

I wszystko było piękne i wesołe aż do pewnego na pozór również zwyczajnego dnia, w którym niespodziewanie zadzwoniła do nich matka.

Okazało się, że dostała od męża list, w którym napisał, że już za tydzień jego odsiadka się zakończy. Przed terminem, bo był grzeczny.

Na rodzeństwo padł blady strach. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że tyran ich nie odnajdzie.

Od dawna byli już poważnymi ludźmi, mieli kupione za samodzielnie zarobione pieniądze wielkie domy i samochody, Alan był szefem świetnie prosperującej firmy, Ewelina dobrze wykształconą programistką.

Bali się, że ojciec zechce się zemścić i znajdzie sposób, by zniszczyć ich życie, które przez lata jego nieobecności dali radę idealnie ułożyć i zaplanować.

Od razu przyjechali do matki, która mieszkała w ich domu dzieciństwa.

Też była przestraszona, ale chyba nie tak bardzo jak oni. Była już stara, więc przyjęła wszystko z odrobiną czegoś w stylu rezygnacji, w głębi serca nawet obojętności. Przez chwilę nawet przemknęło jej przez myśl, że mąż może ją nawet zabić; i tak właściwie nie zależy jej szczególnie na życiu.

Alan i Ewelina prawie że na kolanach błagali ją, by nie wydała ojcu ich miejsc zamieszkania. Obiecała, że oczywiście tego nie zrobi.

 

Tydzień w końcu minął, choć z powodu ciągłego niepokoju zdawał się trwać strasznie długo.

Kiedy było już po terminie wypuszczenia ojca z więzienia, zaczęli się powoli uspokajać.

Jak się zaraz okazało, za wcześnie.

Pewnego wieczoru do drzwi Eweliny zadzwonił dzwonek.

Uznała, że to zapowiedziany kurier i poszła otworzyć. A to był ojciec.

 

Bogu dzięki nie stało się nic strasznego. Ojciec chciał ją po prostu chłodno poinformować o swoim przybyciu i tym, że będzie teraz mieszkał z żoną. Okazało się, że kiedy do niej przyszedł i zażądał adresów swoich dzieci, ta pomimo obietnicy, zrobiła to pod wpływem silnego strachu.

Przez pierwszy miesiąc można było zapomnieć, że ojciec jest już na wolności. Alan i Ewelina nie mieli odwagi na ani jedno spotkanie, zresztą uznali że byłoby to szukanie guza.

A byli bardzo zdziwieni i uradowani faktem, że ich życie nie odniosło żadnego uszczerbku na powrocie drania z dzieciństwa, bo bali się jego strasznej zemsty.

Potem jednak ojciec zaczął próbować szukać z nimi kontaktu. Z początku nieśmiało - a to miał wyjść, ale przypadkiem był jeszcze w domu kiedy przyszli porozmawiać z matką, a to ot, akurat był pod sklepem w okolicy miejsca zamieszkania któregoś z nich około pory powrotu z pracy wielu ludzi.

I w ten podstępny sposób sprawił, że Alan i Ewelina przestali się go bać. Nadal nie chcieli się z nim spotykać, ale już nie unikali kontaktu jak ognia.

 

Tak się składało, że zbliżały się urodziny matki. Zaplanowała imprezę, która miała się odbyć u niej w domu.

Mieli przyjść właśnie Alan i Ewelina, ich dzieci, w większości nastoletnie lub już dorosłe, wujek Lucjan, no i ojciec, który w końcu tam teraz mieszkał.

Rodzeństwo nie było zachwycone wizją przyjęcia z jego udziałem, ale przyszli, bo wypadało.

 

Kiedy impreza trwała już jakieś dwie godziny, wszyscy siedzieli przy stole, ale większość była już najedzona, ojciec dojadł swój sernik i powoli wstał.

Dyskretnie zbliżył się do jednego z dzieci Alana, jego szesnastoletniego syna Norberta i poprosił go, by poszedł z nim w jakieś ustronne miejsce. Poszli do oddalonego długim korytarzem pokoju, Norbert usiadł na krześle, a on na kanapie naprzeciwko niego. Wnuczek był trochę zmieszany, dopiero tego dnia poznał dziadka i nie wiedział czego się po nim spodziewać.

 

ROZDZIAŁ OSTATNI

 

- Uważnie was dzisiaj obserwowałem – powiedział dziadek. - Ciebie, twoje rodzeństwo i dzieci twojej ciotki Eweliny.

Norbert popatrzył na niego ze zdziwieniem i lekkim niepokojem. Czego mógł chcieć?

- Przyglądałem się temu jak siedzicie, co i ile jecie – kontynuował. - I, co najważniejsze, słuchałem tego co mówiliście.

- Dlaczego dziadek mi o tym mówi?

- Nie przerywaj mi. Już tłumaczę.

Słyszałeś, co mówili? Jestem zniesmaczony. Wszyscy mają już partnerów, pewnie również seksualnych. Prowadzą nieskromne, zepsute życie, koncentrują się na rozrywkach zamiast myśleć o tym, co naprawdę w życiu ważne. Poza tym, jak się do mnie odzywali, to cały czas miałem wrażenie, że w jakiś nie do końca uprzejmy sposób. Stwierdzam, że są zdemoralizowani. To pewnie po rodzicach. Nie podoba mi się to, oj bardzo mi się nie podoba.

- Co też dziadek opowiada? Zwyczajni, spoko ludzie, jacy zdemoralizowani?

- Ty chyba jako jedyny jesteś jeszcze w miarę w porządku. Choć powinieneś zwracać się do mnie z większą pokorą, bo jeszcze zmienię zdanie. W każdym razie, podobno nie masz dziewczyny, wolisz skupić się na nauce, tak powiedziałeś.

Podoba mi się taka postawa. Wiesz, że są rzeczy które, choć nieprzyjemne, są jedyną właściwą drogą. I taką drogą będziesz już zawsze podążał?

- Yyy... tak, ma się rozumieć – odpowiedział Norbert. Szczerze mówiąc tak naprawdę i on chciał mieć dziewczynę, z tą nauką to tak tylko powiedział, żeby się popisać. Ale niech już temu świrowi będzie, niech mu tylko da spokój.

- Teraz słuchaj uważnie – ton dziada stał się jeszcze poważniejszy. - Oni umrą. Zabiję ich.

Norbertowi zrobiło się jasno przed oczami. Nie był w stanie wykrztusić słowa. To był psychopata!

- Nie mów im nic. Ciebie oszczędzę, ale tylko jeśli nic nie powiesz.

 

Nie powiedział. Bardzo chciał, ale bał się o własne życie. Kilka dni później byli już martwi.

Wszystko się wydało i psychopata poszedł siedzieć na dożywocie. A potworne wyrzuty sumienia nigdy nie pozwolą już Norbertowi normalnie żyć.

Średnia ocena: 3.1  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • AlaOlaUla 8 miesięcy temu
    Adam, Ewa, wąż i bóg?
  • Alaiasia 8 miesięcy temu
    Tak ;)
  • AlaOlaUla 8 miesięcy temu
    Popraw imię
    Adam i Ewelina wzięli się za budowę wieży

    I nawet wieża babel jest ;)

    Nowatorsko. Bez przegięcia. Nowocześnie.
    I super! O to chodzi. Bardzo mi się podobało😇😇😇
    Aczkolwiek tylko mogę powiedzieć o treści. Możliwe, że ktoś doda merytoryczny komentarz.
  • Alaiasia 8 miesięcy temu
    Dzięki XD Już poprawione.
  • Tjeri 8 miesięcy temu
    Odjechane. Dające do myślenia (i nie chodzi mi o tę najszybciej nasuwającą się płaszczyznę - czyli stosunek do Boga). Korzystając ze znanych schematów stworzyłaś opowieść o przemocy, posłuszeństwie, samodzielnym myśleniu i odpowiedzialności. Trochę to pomieszane i sfiksowane, ale dobrze mi się czytało.
  • piliery 8 miesięcy temu
    Zrobić z pięknej i mądrej opowieści kiczowaty pastisz. I odwrócić dobro na zło a zło na dobro. To sztuka? Nie. Głupota. Wiadomo jednak - każda potwora ....
  • Alaiasia 8 miesięcy temu
    Jeśli opowieści o psychopatycznym Bogu nazywasz pięknymi i mądrymi, pochwalasz przemoc i masowe mordowanie ludzi, to wolę od takich jak Ty trzymać się z daleka.
  • wendol 8 miesięcy temu
    Rzeczywiście dla współczesnego człowieka te dawne mity to głupota. Kiedyś to była norma, ale stosunki międzyludzkie od czasów feudalnych bardzo się zmieniły. Dzisiaj władca nie może już zabijać, jak ktoś mu się nie spodoba, ale dawno temu nikogo nie dziwiła taka wizja Boga. Tym bardziej dziwi mnie, że i w dzisiejszych czasach są osoby, których to nie dziwi. Reasumując, to prymitywne mity wymyślone przez prymitywnych ludzi dla innych prymitywnych ludzi - mam na myśli Stary Testament.
  • wendol 8 miesięcy temu
    A jak ktoś nie rozumie o czym mówię, to polecam kanał ŚwiatoVid-a na YT: https://www.youtube.com/channel/UCnc_18A22mccsB0Xz_U7n0w
  • wendol 8 miesięcy temu
    Mój ojciec przeczytał i powiedział, że wreszcie coś, co mówi o opowieściach biblijnych ludzkim językiem i pokazuje ich niedorzeczność. To dopiero mądry ojciec :)
    Gratuluję opowiadania :)
  • piliery 8 miesięcy temu
    Specjalnie zarejestrowałeś(aś) profil by zamieścić pod tym opkiem posty. Lubię dyskusje ale nie pozorowane. :D:D
  • wendol 8 miesięcy temu
    Bo to dobry temat. Natomiast Twój post niczego nie wnosi. I kto tu pozoruje dyskusję?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania