Poprzednie częściO rybaku cz. 1  

O rybaku cz. 2

Dla kolorytu, a może i dla pewnego rodzaju efektu, ta rybacka opowieść będzie obrazem laika, a nie wywiadem z rybakiem. To miałem w pierwszym zamiarze, lecz poczułem, że laik z laikiem lepiej się zrozumie, lepiej niż stać się słuchaczem fachowej opowieści. Ta forma zawsze podświadomie włączała we mnie syndrom ucznia i nauczyciela, a słuchacz staje się coraz bardziej biernym odbiorcą.

Lecz zaraz się przyznam, że wszelka wiedza przeze mnie spisana, jest nabyta drogą licznych spotkań, opowieści, kawek i herbatek z najprawdziwszym rybakiem śródlądowym i jego żoną. Gdzie trzeba zaznaczyć, że oba źródła są spójne i w pełni się uzupełniając, dały taki oto obraz gospodarza wód.

Co jest więc takiego niezwykłego w tym zawodzie? Praca od świtu do zmierzchu, a bardzo często i nocami? Praca o każdej porze roku i nieomal zawsze pod gołym niebem? To można przypisać wielu zawodom, choć tu byłbym ostrożny. Bo już rolnik, pracując w polu czy na gospodarstwie, często ma jakiś dach nad głową. Rybak w zasadzie niewiele ma dni, gdzie może się schronić pod dachem.

Niezwykłość tego zawodu dla mnie polega na czymś innym. Na zrozumieniu, odczuwaniu, połączeniu człowieka z prawdziwą naturą. Praca nad dobrem przychówku w toni wód, gdzie ani zobaczyć wychowanków, ani ich usłyszeć. Mało kto sobie zdaje też sprawę ileż to gatunków zamieszkuje nasze jeziora, a jest tego blisko 20 przeróżnych rodzajów. Od tych drapieżnych, po te wegetariańskie, od tych spod samego dna, po te pływające przy powierzchni, z głębin i płycizn, te co lubią dzień i te co ożywają nocą. To niezwykła społeczność, o tak różnorodnych oczekiwaniach co ilość gatunków. Tu właśnie jest główna rola i zadanie dla rybaka, aby strzec tej równowagi. Reagować w czas, a lepiej i wyprzedać kłopoty.

Jak każdy gospodarz, tak i rybak pielęgnuje obejście, aby nie zarastało, nie zamulało, aby nie wysychało. Dbałość o akweny to ważne zadanie i nie tylko dla łatwości połowów, ale choćby po to, aby podopieczni mieli właściwe schronienie i miejsce do rozrodu. Budowanie i pielęgnacja tarlisk czy szuwarów to gwarancja bezpiecznych namnażania i wychówku młodego pokolenia.

Bywa i tak, że to nie wystarcza i tu kolejne zadanie rybackie – wspomaganie Natury w utrzymaniu różnorodności i stabilności każdego z gatunku. Czujne oko wie, że równowaga w populacjach choćby drapieżca i ofiara jest najważniejsza. Więc obowiązkiem każdego z gospodarzy jezior jest ciągłe i ciągłe zarybianie akwenów. To jest zadanie dopiero nie łatwe.

Wymaga wiedzy, zaplecza, łaskawości natury i cierpliwości. Pobierane ikry, zapładnianie, odchowywanie to tylko brzmi jakoś bez emocji, a to walka z czasem i temperaturami. Sukces to tysiące milimetrowych rybek, ale są i porażki, gdzie kilka tygodni zabiegów, pielęgnacji, niańczenia w jednej chwili może wyginąć. Jak tu jest ważna wiedza i wyczucie czasu, to nie jest do opisania. A trzeba ciągle mieć w pamięci, że to nie tylko trzy czy cztery gatunki, takimi metodami trzeba wspomóc ich kilka. Więc wiosenny czas to ciągłe odchowywanie co rusz innego gatunku. Tak długo, aż młodzież w pełni będzie gotowa na nowe wyzwania.

To ta część swego życia jaką rybak musi oddać Naturze, aby móc od niej dostać coś w zamian. Tu jego druga rola, gdy przychodzi czas zbiorów. I znowu można szukać analogi z rolnikiem, który po trudach pielęgnacji wsiada w kombajn i zbiera owoc swojej pracy. Tak też czyni i rybak, z tą różnicą, że nie taki tu postęp technologii jak na polach. Tam co rusz nowsze maszyny, szybsze, wydajniejsze i jeszcze bardziej komfortowe. Rybak od pokoleń niewiele skorzystał z postępu, bo nie da się go przełożyć na zbiory w toni wodnej. Nadal trzeba jeszcze przed świtem załadować czółna sieciami, skrzyniami, ubrać się należycie i jak od pokoleń , podobnymi metodami zbierać swe owoce. Gdzieś tam ułatwieniem stały się silniki, jasna sprawa, bo nie chcę tu z rybaka robić średniowiecznego rzemieślnika. Ale łodzi z klimą i kosmiczną elektroniką to nie wiedziałem.

O ile wyobraźnia podpowiada, że latem to może być i urokliwe, to zimą wybudza wręcz zapytanie: jak? I faktycznie, uciekając od tematu, połowy zimowe zasługują na oddzielną opowieść.

Atuty tego zawodu są jednak przeogromne. Od tych wysublimowanych jak obcowanie z Naturą, po równie ważne jak choćby dieta rybna, bardzo zdrowa i przebogata w smaki i możliwości. Po te malutkie plusy jak choćby ten, że w deszczu ryby nie biorą, to choć w niepogodę nie trzeba moknąć.

Na koniec słowo o narzędziach pracy wypada zapisać. Że daleko rybakom do technologii rolniczej wspomniałem. Pozostały sprzęt równie delikatny i historyczny, I choć sieci rodzaju i ich nazw bez liku, to jako laik uważam, że nie łatwe to narzędzie. Plącze się, rwie, wiecznie wymaga pielęgnacji, napraw przeróżnych. Tu umiejętności cerowania, rodzaje węzełków, trzeba mieć opanowane, bo każdego dnia sieci trzeba przeglądać, naprawiać, suszyć i zabezpieczać. I choć dziś na aliekspress można kupić wszystko, to jednak co po ojcu to po ojcu.

Tak więc zawód choć wymierający, to zdaje się ciekawy. Nie ma w nim monotonni i rutyny. Jak każda praca, która wspiera się na Naturze, korzysta z praw przyrody, wymaga poświęcenia absolutnego i oddania się całym swoim życiem.

Myślę, że troszkę inaczej teraz wygląda profil rybaka w Twoich oczach. I warto się nad tym kunsztem pochylić, choćby widząc o świcie czółna na jeziorze, czy planując piątkowy obiad.

Chciałbym być rybakiem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • LeeaThorelli miesiąc temu
    To piękne, kiedy praca nie jest tylko formą zarobku, ale też pasją. Nie ma nic lepszego niż praca wykonywana z uśmiechem. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania