Oblicze

Przyszedł dzień, w którym spotkali się po raz kolejny, przyniósł jej wyraziście czerwone jak jej szminka róże, wcześniej przygotowany na wyjazd chłopak zaproponował jej wyjazd w góry, ucieszyła się i nie zwlekając spakowała w pośpiechu. Raptem po kilkunastu minutach byli już w drodze, gdy dotarli na miejsce u stóp góry, było popołudnie, nie czekając więc na nic przebrali się i udali w drogę, szlakiem, który wił się wokoło góry. Czas spędzany razem mijał im tak szybko że nie wiedzieli kiedy dostali się na sam szczyt, gdy dotarli na miejsce wcześniej im nieznane, zatrzymali się w tamtejszej górskiej karczmie, zamówili dwie czarne kawy i ciasto, dwa kawałki które po złączeniu miałyby kształt pięknego serca, pięknego jak ich chwile w tamtym, te chwile zawsze przemijały bardzo szybko, nigdy nie byli w stanie oszacować która jest godzina, gdy byli razem czas płynął szybciej niż w wehikuł, gdy nastał zmrok wyszli z karczmy i podziwiali gwieździste niebo opatulone gęstymi jak mleko obłokami chmur, widok był głęboki jak jej spojrzenie, całość splatała ich więzią nieprzerwalną, jakby miało trwać to wiecznie, jakby chwila miała nie przeminąć…

Zrobiło się późno, musieli zatrzymać się w schronisku górskim, wcześniej przygotowani na sen w tym miejscu z widokiem z okna na góry bijące blaskiem księżyca położyli się do snu. Gdy nastał świt obudzili się w tym samym momencie, jakby kierowały nimi te same bodźce, te same myśli pasujące do siebie. Ruszyli w dół góry, szlakiem u którego na końcu stało wcześniej zaparkowane auto, wsiedli do niego i pojechali w stronę domu, w drodze czuł jakby jej uczucie do niego gasło, mówiła mu że nie chce sprawiać mu problemu i zawracać głowy, jakby dawała sugestie że więcej mogą się nie spotkać.

Na końcu gdy odprowadzał ją do domu objął ją i chcąc spojrzeć głęboko w oczy, w których wcześniej widniały chwile nieulotne, radość, szczęście, miłość i wszystkie łączące ich emocje zobaczył tylko twarz bez żadnego uczucia i zwiędłe róże kontem oka na tylnych siedzeniach samochodu.

Powiedział jej kilka miłych słów, uśmiechnęła się nieszczerze, zamilkli na chwilę, byli już zmęczeni, chciał ją pocałować, gdy zamknął oczy i zbliżył się do jej ust, nie doczekując się pocałunku poczuł ukłucie w gardle, robiąc krok w tył zobaczył jej ręce, twarz i ubranie, całe we krwi, zbliżył rękę do szyi i wyciągnął z niej nóż, patrzyła na niego ze spojrzeniem spokojnym jak nigdy, on powiedział Kocham Cię i nigdy więcej się nie zobaczyli.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania