Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

(Brudne Noir) TW# 02 — Oczy spięte szpilkami

Postać: Śpiewak operowy z dwoma nosami

Miejsce: o charakterze francuskim

Zdarzenie: Komar

 

Oczy spięte szpilkami*

 

I – Oczy spięte szpilkami.

Tej nocy gwiazdy nie żyły. Pozostał po nich niesmak ołowianej pustki. Przestrach przed niczym. Alabastrowe kompozycje niczego.

Silny wiatr nie przepędził chmur. Przeciwnie. Na modłę podniebnego Zderzacza Hadronów, ciskał je w stosy o siebie. Kaligrafia czarnych ptaków cięła po skosie nieboskłon. Osiadły w powietrzu ołów zwiastował najprawdziwszą kanonadę.

Mieszczanie lepszego sortu wystawali na rogach ruchliwych ulic, próbując łapać taksówki. Każdy i każda, gotowi uszczuplić portfel, byle tylko móc obtoczyć się ułudą bezpieczeństwa bliźniaczo stawianych wieżowców. Biedniejsi jedynie przyspieszali kroku, chcąc cało dotrzeć do inkubatorów swych komunalnych ścian, tkanych z poczerwia cegieł i radioaktywnych surowców.

Wszyscy pierzchali przed zbliżającym się deszczem.

Pomniki stały jak zwykle.

 

— Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego. Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego. Kupiłem...

Przerywam. Upijam wody. Powinna być gazowana lub niegazowana. Do wyboru. Jest tylko gazowana. Odstawiam naczynie na stolik, patrząc spod przymrużonych oczu jak dwutlenek węgla, którym jest nasycona, tańczy bąbelkami w szklance.

— Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego. — Spoglądam na terapeutkę przez pajęczynę zmęczenia i zniechęcenia. Jest cierpliwa. Ja jestem bardziej cierpliwy. — Kupiłem swojej królowej...

— Monsieur Balzac.

(Jednak nie. Nie jest aż tak cierpliwa).

... — korale koloru koralowego. Kup...

— Adalbert, czy mógłbyś przestać?

Nie ja wlewałem wodę do tego morza. Nie ja budowałem łódkę. Ja tylko płynę. Trudno.

— Kupiłem swojej królowej...

— Moustique, wystarczy!

(Wystarczy. Słowo klucz. Szkoda, że ofiara Monsieur Chanteur d'opèra* go nie znała. Swoją drogą, zawsze przed otwarciem mieszkania, kręciłem kluczami na palcu. Teraz już nie mam kluczy. Teraz już nigdzie nie mieszkam).

Spoglądam na Mme psychologue, dame Blanche.

Kredowa spódnica powleka seksapil skromnością. Żakiet nieco zbyt duży. Tak, żeby, broń Boże, nie trzeszczał w szwach, kiedy w odwiecznej pozie zasłuchania będzie zaplatać ręce. Ciemne rajstopy ukrywają żylaki, które w jej wieku bardzo często są normą. Bordowe półbuty Lennona z wielką kokardą na środku kontrastują z bielą wykładziny wyłożoną w całym pomieszczeniu. Całość pokazująca dobitnie, że nawet dobrze skomponowany popiół może wciąż być jedwabny.

Chwilę walczymy, wzajemnie się oceniając. Rodopsyna, czyli czerwień wzrokowa, wlewa się i wylewa. Jedna z czterech rozpostartych nad nami jarzeniówek skwierczy w równych odstępach, co jest rysą na miejscu mającym imitować bezpieczeństwo.

— Przepraszam cię, Adalbert. Nie powinnam.

Wzdycham. Dopijam wodę. Podobno gazowana lepiej tłumi pragnienie. Tyle że ja od dawna porzuciłem swoją wiarę w "podobno". Podobno jest śliskie, nietrwałe.

— Nie mów mi Adalbert.

— Balzac?

Rozglądam się z uwagą po pomieszczeniu. Wystrój zaprojektowano tak, żeby przytłoczyć. Osaczyć. Poukładane na regałowych półkach książki stoją na tyle blisko, by sczytując tytuły, móc się poczuć nieważnym. Niewartościowym. Kotara malachitowego koloru nie wpuszcza zbyt wiele światła, choć może być to zasługa grubej warstwy zaokiennej szarości. Kanapa jest zbyt wygodna, by jej uwierzyć na słowo.

— Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego — intonuję, patrząc, jak w pierwszych oznakach irytacji zakłada nogę na nogę. Oglądałem kiedyś "Nagi Instynkt". Nie ma związku. — Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego.

— Dlaczego to robisz, Moustique?

Z plastikowej półlitrówki dolewam jeszcze pół szklanki. Następnie zgniatam butelkę w dłoni. Zawsze, jeśli jestem od czegoś silniejszy, to to niszczę.

— Przed chwilą użyłaś na mnie atrybucji. Opisałaś mnie naiwną teorią przyczynowości. To powierzchowne. Zostało nam dwadzieścia parę minut. Poćwiczę więc coś, co mi nigdy za specjalnie nie wychodziło.

Na twarzy mej rozmówczyni wciąż dominuje tępa ospałość, obleczona w przymus pracy ze mną. Wypijam resztę, by nawilżyć gardziel przed ćwiczeniem.

— To była zwyczajna indagacja... Moustique. Wypytywanie.

Łącząca nas więź jest niczym chimera. Skrzydlacie nierzeczywista.

— Popraw więc wyraz zasłuchania na twarzy, bo kiedy nie umiesz nawet pytać, to...

— Co ci się śni? Co ci się śniło ostatnio?

— Śnią mi się pociągi i paniusie z targu.

Tym razem ona wzdycha. Trochę przy tym wygląda, jakby od mózgu w dół zaczynała konać. Nieme pytanie: "Co my właściwie robimy?", obtańcowuje pokój.

— Mam dość. Po prostu opowiedz sam.

 

II – Znajoma mi noc. I ja jej znajomym.

— Tej jebanej nocy nawet deszcz na mnie spluwał. Okapy ulewy siekały miarowo, ukosem. Głos mówił: Będziesz musiał to znieść. To nie był jednak mój głos. Swojego bym nie posłuchał.

Przedzierałem się przez ściany paprocianych lasów. Było późno, nie ciemno. Chociaż ciemno też, ale późno dla niej.

Jesień ma to do siebie, pani doktor, że robaki wychodzą na żer. Dziury w liściach są wszędzie. Sama chałupa była bardzo uboga. Taka przybudówka na polu. Bardziej karczoch niż dom.

(Pyta: i co? Mówię jej: i co).

— Śmierć musiała przyjść do niej gdzieś w trakcie kolacji. Brudne ślady walki były wszędzie. Ten większy, opasły, siedział przy stole.

Pił.

Widocznie napchał się kęsami jej cierpienia i po prostu pił, dając upust litości nad sobą. Widać było, że nie przyszedł z daleka. Że był znajomym. Coś jak... miejski autobus, jeżdżący ciągle po tej samej trasie.

— Kto dał ci pewność ich zła?

— Drugi, mniejszy, stał nad zwłokami i trzaskał w ekscytacji kapucyna. Widziałem dobrze. Wątpię, żebym zapomniał.

— Słucham?

— Walił konia do zwłok. Postanowiłem zabić go pierwszego.

Chwila ciszy. Wymownej. Ciężkiej. Takiej, jaka może być w kosmosie.

— Postanowiłeś go pierwszego "wyeliminować", prawda?

— Postanowiłem go zabić. Skrzywdzić. Zadać ból.

Odchyla głowę, machinalnym ruchem ściągając gumkę z włosów. Bezwiedny trzepot wielu par skrzydeł naraz. Farbowane włosy obrastające farbowaną osobowość.

— Wiesz, Moustique, że ja to wszystko spisuję? Zdajesz sobie z tego sprawę, prawda? Że tak to działa?

— Pani doktor, nie udawajmy dalej. Tylko kolory tęczy są naiwne.

Zwracam uwagę na jej szczupłą, anorektyczną wręcz, szyję. Kult szpetoty obwarowany maleńkim błyskiem szafirowego kolczyka. Tłusty deszcz uderza z furią o szyby. Ci, co nie zdążyli, już zapewne nie zdążą. Kiedy ponownie przemawia, głos ma naprawdę szczery. Moje małe zwycięstwo. Moje la petite victoire.

— Jednym obrona konieczna, innym morderstwo, Moustique. Trzymam pióro, ale jeszcze nie piszę. Przyniosę ci więcej wody, jeśli chcesz.

Proszę o to. Kobieta znika, by po chwili wrócić ze szklaną butelką Perriera. Zielone szkło uspokaja prawie tak samo, jak noc. Porywisty wiatr jest idealnym partnerem dla moich wyznań. Tym razem piję z butelki, by zaakcentować jasność odstawianych właśnie na bok konwenansów.

Wznawiam.

— Ja już nie wrócę, proszę pani doktor. Tamtej nocy oparłem podbródek o krawędź. Od tego czasu mam pełną skrzynkę roboczo pisanych listów. Rozumie pani? Nie mam komu ich wysłać, ale ciągle muszę je zapisywać. Coś mi każe sprawdzać na każdym kroku, czy istniejemy.

Kobieta kreśli w notesie. Pewnie to robi skrótami, żeby nie wybić mnie z transu, gdyż przerwa jest niemalże sekundowa. Cenię ją za ten detal.

— Mów, mów — rzuca znad okularów. — Mów, Moustique.

Kontynuuję.

 

III – Przyjmę cios od wody, której drżą krawędzie.

— Miała najbardziej martwy uśmiech, po jakim płakałem. Obramowany ciemnym listowiem już krzepnącej krwi. Wyglądała jak odlew, w którym zgasło życie.

Poczerniałe żyły na przegubach. Popękane oczy niczym słoje bagiennego dębu. Rozerżnięte gardło ze stwardniałym od pośmiertnego chłodu wylotem pozwalało bez większego trudu wejrzeć do środka. Z wychudłej, potrzaskanej klatki, gałęzie żeber straszyły kościaną bielą. Ramię poszarpane jak od zębów. Kurwa mać. Taniec miłości, kiedy tylko jedno z partnerów ma w dowodzie wypisane: wilkołak.

(Kobieta przełyka ślinę. Zapisuje. Nieprzyjemny skrzyp pióra ułatwia mi powrót do wspomnień. Tych... o paznokciach).

— Przesiąkły żółcią bandaż w taniej imitacji przepaski na oczy, wczepiony w kok włosów. Zrogowaciałe paznokcie tak ściśle łączące piękno z bestialstwem. Nie ma piękniejszych paznokci, pani doktor, niż te obczernione gnilną ziemią. Połamane walką zęby. Jakby wyniszczone jadłospisem z cegieł.

Miałem dość tych widoków. Wszedłem.

Madame Blanche unosi wzrok.

— Nie bałeś się? Tak zwyczajnie? Po ludzku?

— Jedynie tego, że będę zbyt ciężki w nogach. Że idąc przez podtopione pola, zbytnio oblazło mnie błoto. I tak było. Tylko że nie miało to większego znaczenia.

Kobieta przeciera okulary. Cichym, rzeczowym głosem, prosi o dalszy ciąg. Słowo: "kontynuuj" jest niczym katana. Krótsze niżby się mogło zdawać, zważywszy na liczbę liter. Drapieżnie oznajmiające jej gotowość.

Nim zbieram dostatecznie dużo tlenu, wyprzedza mnie głośny grzmot. Wraz z nim wzmaga się deszcz torpedujący parapet. Unoszę wzrok w tamtą stronę. Ona odwraca głowę. Szaleństwo matki natury gra naszym tonem. Wedle zegara wiszącego na ścianie już powinniśmy się żegnać. Wystudiowany uśmiech, rybia dłoń, niewprawne ruchy palców mocujących się z guzikami w palcie.

Tymczasem ciągle dla siebie istniejemy. Odległość jakieś dwa metry. Twarzą w twarz.

— Oszacowałem, że większy, ledwie się trzyma na nogach. Wszedłem zatem od sieni, minąłem go i zabiłem mniejszego.

— Tak po prostu?

— Tak po prostu. To my nadajemy mityczną rangę śmierci, ale tak naprawdę uzyskać ją nie jest trudno. Powiedziałbym, że często jej paliwem jest koktajl ze wzburzenia, ale ja byłem bardzo spokojny. Wiem, że to wyznanie jest dla mnie niekorzystne, pani doktor, ale w ciemności nocy trzeba ufać temu, co czuje się, biorąc w dłonie.

(Oczy przeczą, ale usta proszą mnie o więcej).

— Chciałem wiedzieć, zrozumieć. Przywitałem się z większym. Tym opasłym. Był niegroźny. Ledwie się trzymał. Miał niezgrabny uścisk, ale ból musiał zadawać zgrabnie. Skóra plamiasta. Pocętkowana brudem. Dwa pierdolone nosy.

— Jak to, dwa nosy?

— Dwa nosy. Jak strzelba, obrzyn. Jeden obok drugiego, tylko rozpołowione. W każdym po jednej dziurce więc teoretycznie to był jeden, ale za to ogromny. Jakby to ująć? Nie wiem. Może wypadek? Nie powinniśmy już kończyć? Jest po czasie.

— Widzisz, co się dzieje za oknami. Nikt nie przyjdzie. Mów!

— Nie ma już wiele do dodania, pani doktor. Chwilę go posłuchałem, potem wsadziłem nóż. Od dołu, prościutko pod szyję. Wszedł miękko. Wyniosłem z tego refleksję, że łatwiej się zarzyna ciała obtoczone tłuszczem. Kościste są jakby bardziej spięte. Zawsze to jakaś wiedza.

Tylko po dźwięku butelki stukającej o szklankę, gdy kobieta nalewa sobie wody, można dojrzeć, jak bardzo jest poruszona. W środku musi aż kipieć. Na zewnątrz – profesjonalnie. Zaczynam ją darzyć sympatią.

— Wpierw jęczał jedynie w przestrzeń. Bełkotał, że odbiera blask oczom, bo i tak upływ czasu niweczy wszelkie rzeczy świata. Że łamani będą w słońcu, aż słońce się złamie. Potem zaczął paplać o dziewczynie. Łkał na tyle, ile miał pary w gardle. A miał tyle, że mógł zostać operowym śpiewakiem, pani doktor.

"Moja biedna, mała cudzołożnico. Tak prawie cię kocham!" – krzyczał. Przyjrzałem się jego dłoniom, ale nie wyglądało, żeby był uwikłany w jakieś kościelne romanse. Wielkie ręce, ale żadnej obrączki. Nie ma w sumie co dalej opowiadać. Wie pani, co było. Zabiłem go. Nim wsadziłem ostrze, powiedział jeszcze, że na tej smutnej ziemi wytłacza go zło.

Koniec.

— Dlaczego, Moustique? — pyta.

— Już pani powiedziałem dlaczego. Nie wiem, co mógłbym dodać.

Pani Blanche ogryzuje końcówkę od okularów. Twarz jej blednie.

— Nie, nie. Dlaczego mi to wszystko powiedziałeś, dopiero kiedy zwróciłam się do ciebie per Moustique?

Wyciągam z cholewki buta nóż, patrząc, jak pięknie drży.

— Jestem Moustique, moja droga madame. Komar. Jako taki, by żyć, muszę upijać krew. Następne twoje pytanie powinno brzmieć: ile z tego wszystkiego było prawdą?

Kobieta wstaje. Deszcz wciąż uderza o szyby.

Tak piękne jest to, że wiemy.

 

* bardzo luźna inspiracja wierszem Charlesa Simica, pod tym samym tytułem.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 16

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Okropny ponad rok temu
    Alabastrowe kompozycje niczego. - ładne
    dobrze skomponowany popiół - j/w
    ściany paprocianych lasów. Bardziej karczoch niż dom. Tłusty deszcz uderza z furią o szyby.


    Końcówka nie dla mnie, może jak debil nie zrozumiałem. Ładne zdania piszesz, księciuniu. Wysłałem Ci @, jeśliś nie zauważył.
  • Canulas ponad rok temu
    Gdzie, co? Precyzuj
  • Okropny ponad rok temu
    Elnino, dziś w nocy
  • Canulas ponad rok temu
    Okropny, nie wiem czy poszło. Obadaj, bo coś się pierdoli.
  • Okropny ponad rok temu
    Canulas juz odpisane
  • Kim ponad rok temu
    Przez pierwszy akapit cała resztę tekstu miałam w głowie: "J'ai acheté ma Reine les perles de couleur corail.".
    Mały robak:
    "Moje la petite victoire" - jeśli bohater jest francuzem na pewno nie zjadłby rodzajnika określonego
    Ładnie napisane, bo ty zawsze ładnie piszesz, Królu, ale zupełnie nie mój klimat. Nie dam oceny, bo nie potrafię określić się należycie w stosunku tego tekstu. Mogłabym na siłę próbować, ale pewnie zaczęłabym patrzeć na sprawę negatywnie.
    Nie chcę tego robić, bo ten tekst jest dobry.
    Do miłego.
  • Canulas ponad rok temu
    Spox, ja użyłem języka na potrzeby tekstu. Rozświeć mnie, jeśli możesz
  • Kim ponad rok temu
    W czym cię rozświecić, O Królu?
  • Canulas ponad rok temu
    Kim, nie nio, już skojarzyłem. Dziękuję.
  • Kim ponad rok temu
    To ja dziękuję za mile spędzone kilka minut nad tekstem. Szkoda, że nie pisałeś tego w Stivenowym stylu, bo uwielbiam jak piszesz w Stivenowym stylu, ale cóż. By ukoić smutek mogę zawsze wrócić do Rury i chyba tak zrobię. :)
  • Canulas ponad rok temu
    Ok, kojarzę.
  • pasja ponad rok temu
    Można kankanem przejść przez francuskie czerwone buduary miłości.
    Opowieść twoja przypomina mi Wyznania patrycjusza Sándora Máraiego. Lekko przychodzisz i mieszasz cudnie.

    To my nadajemy mityczną rangę śmierci, ale tak naprawdę uzyskać ją nie jest trudno... śmierć przychodzi cicho i nie potrzebne jej Fantasy.

    Następnie zgniatam burelkę - pewnie zamierzone ( francuskie r ) ?

    Ukłony
  • Canulas ponad rok temu
    Ło Jezu, nie... Literówka. Już naprawiam.
    Dzieki, Pasja. Witam i dzienks
  • Aisak ponad rok temu
    nie mogę znaleźć tego wiersza
  • Canulas ponad rok temu
    Raczej nie popieprzyłem nic. Jest w zbiorze poetów angielskich.
  • Canulas ponad rok temu
    Jak coś, mogę Ci go gdzieś wkleić, jak wrócę.
  • Aisak ponad rok temu
    Jest kilka pozycji Autora na wywrócił, ale tego wiersza nie znalazłam.

    Będę wdzięczna za wklejenie.
    Jeśli odniosłeś się do tej pozycji, to trzeba ją poznać.

    See U.
  • Canulas ponad rok temu
    Aisak, ale bardzo, baaardzo lekko. Być może nawet niezauważalnie
  • Aisak ponad rok temu
    jprd, na wywrota
  • Canulas ponad rok temu
    Aisak - wkleiłem oba wiersze inspiracyjne.
  • Szudracz ponad rok temu
    Nie porwało mnie w mroczne zakątki. Spokojnie przeszłam zahaczając o celne i nietuzinkowe opisy.
  • Canulas ponad rok temu
    Szu, no ale Ty jesteś odporna, to się nie liczy. Ciebie się nie da zniesmaczyć ;)
  • Bożena Joanna ponad rok temu
    Bardzo pięknie napisany tekst, choć nie wszystko jest jasne. Wspaniały styl i rosnące napięcie nie pozostawia czytelnika obojętnym. Ostatnie zdania kryją tajemnicę. Nie wiem czy opowiadasz, to co się naprawdę zdarzyło, czy to co mogło się wydarzyć. Zadaję sobie pytanie, czy pani psycholog przeżyje. Pozdrowienia!
  • Canulas ponad rok temu
    Bardzo serdecznie Ci dziękuję, siniorito Bożeno. Całość to fikcja. Czy pani psycholog przeżyje? Nie mam pojęcia.
    Pozdrowienia.
  • Ritha ponad rok temu
    "Tej nocy gwiazdy nie żyły. Pozostał po nich niesmak ołowianej pustki. Przestrach przed niczym. Alabastrowe kompozycje niczego" <3

    "Mieszczanie lepszego sortu wystawali na rogach ruchliwych ulic, próbując łapać taksówki. Każdy i każda, gotowi uszczuplić portfel, byle tylko móc obtoczyć się ułudą bezpieczeństwa bliźniaczo stawianych wieżowców" - przezacne

    "tkanych z poczerwia cegieł i radioaktywnych surowców" - ave azbest

    "— Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego — spodglądam na terapeutkę przez pajęczynę zmęczenia i zniechęcenia. Jest cierpliwa. Ja jestem bardziej cierpliwy. — Kupiłem swojej królowej...
    — Monsieur, Balzac.
    (Jednak nie. Nie jest, aż tak cierpliwa)" :D

    "Nie ja wlewałem wodę do tego morza. Nie ja budowałem łódkę. Ja tylko płynę" - cudne

    "Kredowa spódnica powleka seksapil skromnością" - ładnie ujęte
    "Całość pokazująca dobitnie, że nawet dobrze skomponowany popiół może wciąż być jedwabny" - i to też
    "Jedna z czterech rozpostartych nad nami jarzeniówek skwierczy w równych odstępach" - mam jakiś dziwny fetysz skwierczacych jarzeniówek, lampek i tym podobnych, bzzz

    "Poukładane na regałowych półkach książki, stoją na tyle blisko, by sczytując tytuły, móc się poczuć nieważnym. Niewartościowym" - coś jest takiego w tej narracji, nostalgicznego, ale nie mulącego, przyciągającego, ze chce się czytać dalej

    "Następnie zgniatam butelkę w dłoni. Zawsze, jeśli jestem od czegoś silniejszy, to to niszczę" - bene, molto bene

    "— Przed chwilą użyłaś na mnie atrybucji. Opisałaś mnie naiwną teorią przyczynowości. To powierzchowne. Zostało nam dwadzieścia parę minut. Poćwiczę więc coś, co mi nigdy za specjalnie nie wychodziło" - bum! Bardzo mis ie widzi, ogólnie lubię motyw rozmowy z psychologiem

    "Znajoma mi noc. I ja jej znajomym" - ładnie, zwłaszcza, że "ładność" zostaje brutalnie wyparta przez kolejne zdanie "— Tej jebanej nocy nawet deszcz na mnie spluwał.", świetny zabieg

    A potem dialog i jego opowieść, już nie kopiuję, bo czas antenowy mi się kończy, ale uwierz, że byłoby co kopiować...

    "Farbowane włosy obrastające farbowaną osobowość" - to muszę
    "Słowo; "kontynuuj" jest niczym katana. Krótsze niżby się mogło zdawać, zważywszy na liczbę liter. Drapieżnie oznajmiające jej gotowość" - to też

    "Wznawiam" - wtrącenie cacuszko

    "— Dwa nosy. Jak strzelba, obrzyn. Jeden obok drugiego, tylko rozpołowione. W każdym po jednej dziurce więc teoretycznie to był jeden, ale za to ogromny. Jakby to ująć? Nie wiem. Może wypadek? Nie powinniśmy już kończyć? Jest po czasie" - dwa nosy... haha, brawo za wykorzystanie motywu wten, eee, sposób

    "Wyniosłem z tego refleksję, że łatwiej się zarzyna ciała obtoczone tłuszczem. Kościste są jakby, bardziej spięte. Zawsze to jakaś wiedza" :D

    Końcówka idealna. Tekst świetny, prześwietny, spokojniejszy niż ostatnio, zapewne bardziej zrozumiały dla ogółu, a dnia mnie chyba bardziej naszpikowany zacnościami. Tak, zdecydowanie. Ocenę znasz.
    A na marginesie, muszę pedzieć, że współpraca z Tobą to czysta przyjemność ;)
    Baja bongo
  • Canulas ponad rok temu
    No i oczywiście, merci.
    Współpraca z Tobą też mi się widzi.
    Baja
  • Canulas ponad rok temu
    ""Znajoma mi noc. I ja jej znajomym" - ładnie, zwłaszcza, że "ładność" zostaje brutalnie wyparta przez kolejne zdanie" - początek jest, tak jakby, podtytułem. Wprowadzeniem. Nie jest częścią opowieści jako takiej.
    Myślisz, że oddzielić i dać niżej?
  • Ritha ponad rok temu
    Rozumiem, ze to tytuł, ale fajnie kontrastuje z poereszym zdaniem. Co nie znaczy, że one się neguja. Nic noe ruszaj wg mnie, jest git.
  • Ritha ponad rok temu
    pierwszym*
  • Canulas ponad rok temu
    Ritha, no to git
  • e make i ka pololi ponad rok temu
    Ja już nie mam na Ciebie słów.
    W pozytywnym sensie.

    Ostatnio jak coś napiszesz, to generujesz przyspieszone serce i wrażenie: podbródkiem o krawędź. Właśnie :).

    To jest w ogóle ponad epitetowaniem, że dobre, genialne, czy coś.

    ''Coś mi każe sprawdzać na każdym kroku czy istniejemy.''

    ____________________________________________


    ''Zawsze, jeśli jestem od czegoś silniejszy, to to niszczę.'' - Piękne.

    ''Przed chwilą użyłaś na mnie atrybucji. Opisałaś mnie naiwną teorią przyczynowości. To powierzchowne. Zostało nam dwadzieścia parę minut. Poćwiczę więc coś, co mi nigdy za specjalnie nie wychodziło.'' - Zabawne, inteligentne. Dobrze dopiero w tym momencie rozwikłać zagadkę z powtarzeniem tego, umiejętne rozwiązanie supełka.

    ''Głos mówił; Będziesz musiał to znieść. To nie był jednak mój głos. Swojego bym nie posłuchał.'' - Piękne.

    ''Farbowane włosy obrastające farbowaną osobowość.'' - To też.

    ''Ci, co nie zdążyli, już zapewne nie zdążą.'' - tu ładne spięcie klamrą z początkiem. Dbałość o szczegóły. Ładnie.

    ''ale w ciemności nocy trzeba ufać temu, co czuje się, biorąc w dłonie.'' - I to.



    ''— Jestem, Moustique, moja droga madame. Komar. Jako taki, by żyć, muszę upijać krew. Następne twoje pytanie powinno brzmieć; ile z tego wszystkiego było prawdą?'' - Ja to odbieram jako pięknie poprowadzony szantaż, z elementem: będziesz się zawsze zastanawiać.
    Prawdą było wszystko, przyjmiemy, że nic.
    Nie ma nic bardziej przekonującego niż ostrze noża.

    Ale też: poukrywane, z elementem tajemnicy, będziesz się zawsze zastanawiać, etc.

    Sztos. Ja tak do Ciebie, to pomijając Trening Wyobraźni wpadam.
    Fakt, jak wykorzystałeś te wylosowane, że pięknie, że cośtam, owszem. To tylko taka zależność, że jakbyś wylosował inne, to nie to byś napisał, no i dlatego można się odwołać do TW, bo generalnie; jest to tak autonomiczny, wielki, piękny sztos, że wiesz.
    Coś się dzieje z Tobą ostatnio, pod względem pisania. Zadziwiająco pięknego.

    Trochę brak słów znów mam na ten tekst, wszystkie są niewystarczające w porównaniu z tym, jak on działa.
    No.
  • e make i ka pololi ponad rok temu
    (Szukałam i tego wiersza, i tego Hardy'ego, po pełniejszy odbiór.
    Ale nie mogę znaleźć :/.)
  • Canulas ponad rok temu
    e make i ka pololi, przepisze i przeslę. W tym utwórze bardzo luźno się inspirowałem.
    Odkomentuje jak wrócę. Thx.
  • e make i ka pololi ponad rok temu
    Canulas, nie że się czepiam, ale ten tekst jest tak piękny, że jeśli można by coś poprawić, to może warto.

    Bo tutaj...

    ''— Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego — spodglądam na terapeutkę '' - zastanawiam się, czy nie powinno być spoglądam. To chyba literówka, ''d'' się wkradło.
  • Canulas ponad rok temu
    e make i ka pololi , Jezu, no pewnie, że tak. I nie ma czegoś takiego, że się czepiam. Pomagać, pokazywać, ułatwiać.
    A w ogóle, to nie należy czytać niczego, co napiszę przez pierwsze pięć godzin od wstawienia. Pierdolnik wtedy gęsty
  • Canulas ponad rok temu
    Więc tak:
    Wiedziałem, że jeśli zdedcydujesz się na jakiekolwiek kopiowanie, to to (''Zawsze, jeśli jestem od czegoś silniejszy, to to niszczę.'' -) się znajdzie. Byłem przekonany.
    Tekst już poszedł łatwiej niż poprzedni. Na jedno posiedzenie. 6h z groszami. Nie czułem pierdolnięcia, ale lekki wiatr był.
    Dobrze, że siadł.
    Pozdro serdeczne.
    Wiersze wkleiłem.
  • e make i ka pololi ponad rok temu
    Canulas, a to ja też tak mam (z pięciogodzinnością po dodaniu). Jak wstawię, to magicznie pojawiają się błędy, których nie widziałam wcześniej.
    Jeszcze...to nie błąd, ale to ciekawe. Bo:

    ''— Przed chwilą użyłaś na mnie atrybucji. Opisałaś mnie naiwną teorią przyczynowości (...)'' - i później następuje kolejne zdanie.

    To środkowe nie jest dla pani psycholog.
    Bo ona to przecież wie.
    Rozumie, co mieści w sobie pojęcie zabiegu, którego użyła.

    Wyjaśnienie pojęcia wydaje mi się zrobione typowo pod czytelnika. Pani psycholog to wie, a czytelnik i tak nie zrozumie po takim wyjaśnieniu. Ja bym je wyrzuciła. To zdanie. Ale to kwestia gustu.

    Bo możliwe też, że on chciał być dobitniejszy.


    Wiedziałeś, powiadasz? ;) Cóż. Niech będzie. Następnym razem przekopiuję coś najzupełniej z dupy, żeby sobie nabić punkty pod cechą nieprzewidywalności. Żartuję oczywiście.

    A pierdolnięcie jest.
  • Canulas ponad rok temu
    e make i ka pololi to spoko, że jest. Tego, co sugerujesz, nie zmienię. Zostawiam jak jest.
  • Canulas ponad rok temu
    Choć kurde, coś na rzeczy może być. Jednak nie. Łodyga się chwieje, ale się nie kładzie. Zostaje.
  • Cyber.Wiedźma ponad rok temu
    I widzisz? Nie musiałeś robić komedii. Nawet zrozumiałam, choć zrobiłam to kosztem zdrowia psychicznego. Dałeś radę.
  • Canulas ponad rok temu
    Dzięki, Wiedźmo. Tamten zaczątek (prawie cała strona) zostawiłem. Może się kiedyś przyda. (wątpię)
    Lubie pisać teksty komediowe, ale nie na siłę. Tu by było.
  • Agnieszka Gu ponad rok temu
    Witam,

    "Na modłę podniebnego Zderzacza Hadronów, ciskał je w stosy o siebie." - hehehe ;)) Ale, że się tak niewinnie zapytam: czemuż to z dużej? Jakiś konkretny "Zderzacz..." masz na myśli czy jak? Nazwa własna to? Czy jak?

    "Kaligrafia czarnych ptaków cięła po skosie nieboskłon. Osiadły w powietrzu ołów zwiastował najprawdziwszą kanonadę." - Kuźwa, a to ci bosko wyszło! Mistrzostwo!

    "Wszyscy pierzchali przed zbliżającym się deszczem." - i od tego zdania zaczęłam się bać...

    "Kredowa spódnica powleka seksapil skromnością. " - ładne...

    "Oglądałem kiedyś nagi instynkt. Nie ma związku." - Dobrześ to rozpisał... Nie dosadnie ale obszedłeś na około. Nic na tacy...

    "Chwila ciszy. Wymownej. Ciężkiej. Takiej, jaka może być w kosmosie." - wiesz co i czemu...

    "Taniec miłości, kiedy tylko jedno z partnerów ma w dowodzie wypisane; wilkołak." - mistrzowski finisz....!
    "Nim zbieram dostatecznie dużo tlenu, wyprzedza mnie głośny grzmot." .... szalenie klimatyczne... Grzmot robi nastrój...

    "Że łamani będą w słońcu, aż słońce się złamie." - do Słońca z dużej nie będę się czepiać, bo w tym kontekście to diabli wiedzą, jak powinno być. Czy dosadnie traktować - gwiazda nazwana Słońce, czy "słońce" jako odniesienie samo w sobie, do blasku...

    "Deszcz wciąż uderza o szyby." ......

    Kurwa! (że pozwolę sobie, tak obrazowo się wysłowić). Przeszedłeś sam siebie! Mistrzostwo! I tyle...
    Pozdr
  • Canulas ponad rok temu
    Właśnie z nieboskłonem, Hadronem i słońcem, to autentycznie (wiadomo czemu) liczyłem na Twoją pomoc. Nie możesz tera powiedzieć, nie wiem. Jak słońce ma być z wielkiej a hadron z małej, to już nakurwiam korektę. Tylko czy ma?
    No i dziekuję, rzecz jasna ;)
  • Agnieszka Gu ponad rok temu
    Właśnie sprawdziłam - fachowo powinno być: "Wielki Zderzacz Hadronów" - to nazwa największego na świecie akceleratora cząstek - czyli byłoby, że z dużej... zaraz lecem u siebie poprawić!, bom tysz z małej pacnęła... chyba, że wstawi się "akcelerator cząstek" zamiast tego... wtedy akcelerator cząstek z małej. Ehhh...

    Słońce - wg mnie z dużej - na wyczucie ci piszę, bo u ciebie kontekstu mogłam nie wyczuć. Ale jeśli piszesz, że Słońce - w rozumieniu nazwy gwiazdy - z dużej powinno być. Ty oceń sam.
  • Canulas ponad rok temu
    Agnieszka Gu dla mnie wystarczy. Już naprawiam. Dzięki.
  • Canulas ponad rok temu
    Canulas , ale; "w slońcu" chyba z małej?
  • Agnieszka Gu ponad rok temu
    Canulas ano właśnie, i tu jest ten niuans - czy mowa o Słońcu - gwiazda (wtedy duża) - czy o jego blasku.... (wtedy mała). Tu masz link pomocniczy: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/ziemia-czy-Ziemia-slonce-czy-Slonce;10778.html

    Ja "wale" wszędzie duże "S" - w końcu to nazwa gwiazdy jest.
  • Canulas ponad rok temu
    Agnieszka Gu , ok, ale Twoje wyjaśnienie mi już ułatwia. Pierwsz a małej w myśl mojego zamysłu.
    Bardzo dziękować.
  • Agnieszka Gu ponad rok temu
    Canulas ok i o to chodzi, właśnie o ten twój "zamysł" ;)
  • Canulas ponad rok temu
    Agnieszka Gu , potrzebowałem tej wiedzy, co do palenia w 'jako promieniach" Nakojarzyłaś mnie. Danke.
  • Matt Custor ponad rok temu
    Pozdrowienia od M.C.!
  • Canulas ponad rok temu
    Takie, bo byłem przejazdem, czy: "po seansie?"
  • betti ponad rok temu
    Dobry tekst, zaciekawia od pierwszego zdania i utrzymuje napięcie do końca. Gratuluję!
  • Canulas ponad rok temu
    kurde, liczyłem na kapkę sugestii, ale wiadomo, dziękuję bardzo za wizytę.
    Nie, żebym chciał Cię nadwyrężać, ale przy tym TW jest cyferka 2, a to nam mówi, że...?
    Tak. Jest też jedynka.
    Pozdro Betti.
    Thx
  • betti ponad rok temu
    Canulas nie mam się do czego przyczepić, nawet gdybym chciała. Piszesz bardzo dobrze. Chcesz mnie katować prozą, a ja tutaj dla poezji. Zacznij pisać wiersze, a nie ominę żadnego...
  • Canulas ponad rok temu
    betti, heh. Nic na chama. Zasugerowałem jeno nieśmiało. Wiersze piszę baaardzo sporadycznie. Nie mój kuc.
  • Lancelot ponad rok temu
    hm, dobra historia i ponownie ładnie uprane w słowa. "To my nadajemy mityczną rangę śmierci, ale tak naprawdę uzyskać ją nie jest trudno. Powiedziałbym, że często jej paliwem jest koktajl ze wzburzenia, ale ja byłem bardzo spokojny. Wiem, że to wyznanie jest dla mnie niekorzystne, pani doktor, ale w ciemności nocy trzeba ufać temu, co czuje się, biorąc w dłonie." to mi przypadło chyba najbardziej do gustu pińc :)
  • Canulas ponad rok temu
    dziękuję bardzo
  • Ritha ponad rok temu
    Czelendż z niepłakaniem nie wyszedl. I to juz przy rozdeptanej myszy (która na szczescie przezyla, a raczej ożyła), i przy pożagnaniach z Delacroix... Jakoś go polubiłam, nie czuc w nim mordercy, urzekl mnie Panem Dzwoneczkiem. Potem nieudana egzekucja, z odchodzącymi płatami skóry... no jakbyś Ty pisał. I Wharton śpiewający piosenkę o Barbecue (xd tu akurat śmiechłam). Jadę dalej, wciągnieta po uszy, szykuj następną do polecenia, bo póki co nie zawodzisz ;)
    (sorks, że tu, gdzieś się musialam podziac z refleksją na gorąco)
  • Canulas ponad rok temu
    Bardzo dobrze. Doceniam
  • Elorence rok temu
    "Tej nocy gwiazdy nie żyły. Pozostał po nich niesmak ołowianej pustki. Przestrach przed niczym. Alabastrowe kompozycje niczego." - piękne!
    Kurczę, Can, naprawdę nie wiem jak Ty to robisz, ale jak już się za coś zabierasz to zawsze wychodzi coś niesamowicie dobrego.
    Oglądałeś może "Rękę Boga"? Jeśli nie to polecam, bo ta ich rozmowa skojarzyła mi się z tym właśnie filmem. W sumie, powinien Ci się spodobać, bo to Twoje klimaty :)
    Wracając do tekstu: te krótkie opisy kobiety, jak przerywniki, dodawały klimatu do całości. No i ten deszcz, przeklęty deszcz, który stale dudnił mi w uszach, gdy to czytałam.
    Trochę pokrzywiłam się czytając zbyt dokładne (jak dla mnie) opisy trupa. Ale przebija przez to perfekcja, którą uwielbiasz. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik (odnoszę takie wrażenie).
    Piękne to było!
  • Canulas rok temu
    Dziękuję, Elo. Już do wyra żem cwałował, radośne pieśni o pospaniu nucąc, a mię licho szepło - odśwież.
    Tak uczyniłem.
    Miło mi, że dotarłaś do drugiego TW.
    Rękę Boga znam. Podobała mi się kiedyś nader mocno.
    Opisy trupa są w pełni świadomym środkiem, być może trochę przerysowałem kontrast, ale przynajmniej w zamyśle.
    Dzięki serdeczne.
    Ładnie pędzisz.
    Pozdro.
  • Elorence rok temu
    Nie pisałeś obrzydliwie, więc jest dobrze. Po prostu, stwarzasz bardzo realny świat i wtedy ciężko z wmawianiem sobie, że to tylko fikcja.
    Pozdro (poćwicz)!
  • Canulas rok temu
    Elorence, taki zamysł. Dzięki
  • Blanka rok temu
    Zawsze, jeśli jestem od czegoś silniejszy, to to niszczę."- to warte zapamiętania.
    "Miała najbardziej martwy uśmiech, po jakim płakałem. ..."- ał.
    Dużo ciekawych zdań. Dobre, troszkę mroczne, inne... Ale "Balet" bardziej mnie ...porwał. Niemniej, dobra robota.
    Zresztą, jak to u Ciebie.
  • Canulas rok temu
    Balet jest tekstem, na którym mi najbardziej zależy.
    Jeśli on CI siepodobał, nie musi nic innego.
  • Tanaris rok temu
    Nie wiem, jak to robisz, że TW wcale cię nie ogranicza, a wręcz dodaje skrzydeł. 5 ;D
  • Canulas rok temu
    Efekt pędu karabinowej kuli można mierzyć trafieniem, ale sama odwaga, by pociągnąć za spust...
    Męczyłem się w trójce, i szóstce. (Szóstkę sobie możesz darować) - Myślę, że z TW, udała się piątka.
    Pisanie pod temat jest ok. Pod gatunek ciężej.

    Ponownie dziękuję, Tanaris.
    Miło mi, że zakotwiczyłaś ciut mocniej.
  • To tutaj? Tak teraz sobie zaznaczam żeby jutro łatwiej odnaleźć. Pojawię sie wkrótce.
  • Canulas rok temu
    Nieeee. To jeden też z w miarę ogarniętych, ale chodzi mi o nowe 2.02
  • Skoro już tu byłem...
    Czyż rozmowy psychopatów z psychiatrami to nie jest dla tych pierwszych gra. Tu tak naprawdę nie lekarka nadaje kierunek i ton rozmowie, a morderca. Mówi dokładnie to co chce, aby „wygrać grę”, nie ważne jakim kosztem, nawet jeśli powie coś, co pózniej mu zaszkodzi, mimo że zdaje sobie z tego sprawę.
    Świetnie wgryzłeś sie w ten pokręcony zagmatwany, lecz przez to tak doskonale prosty umysł. Zawsze wystarczy znaleźć klucz, wzór, potem poukładać wszystko to juz mały pikuś.
    Ciekawy opek, jak zwykle u Ciebie poziom taki z wyższej pułki.
  • Canulas rok temu
    No proszę jaka inwazja Mauryców. Zajebiście. Dzięki za zajrzenie pod TW. Miło mnie wielce :)
  • Margerita rok temu
    Podoba mi się stwierdzenie kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego. Jakie to romantyczne wszystko ładnie zawsze masz połączone. pięć
  • Canulas rok temu
    Akurat to jeden z nielicznych tekstów, które lubię, Marg. A spróbuj głosno powiedzieć: "Cóż że ze Szwecji" i zobacz czy Ci się uda?
  • Agnieszka Gu 9 miesięcy temu
    I cóż tu mamy.... Taaa pamiętam...
    "Na modłę podniebnego Zderzacza Hadronów, ciskał je w stosy o siebie. " — ;))))
    Jedno z twych naj naj ;))
    Bosko sklecone zdania, klimat... Miło było to przelecieć jeszcze raz, że się tak obrazowo wyrażę ;)
    Pozdrowionka :))
  • Canulas 9 miesięcy temu
    No będą takie sytuacje, że ktoś był, bo tego się nie uniknie.
    Dzienks A.Gu. (Rozprawiczyłaś nową zabawę. - Jesteś pierwsza)
  • Enchanteuse 9 miesięcy temu
    O, nie. Nie jestem pierwsza. Sacre bleu, czy coś.

    Coś co lubię. Francuskie miejsce.

    Półmrok, na wpół otwarte okiennice. Wiatrak szumi cicho w tle, a w głowie pobrzmiewa zbitka ostatnio przesłuchanych piosenek. Nie przedłużając, seans czas zacząć.

    Pierwszy akapit mocny.

    "Monsieur, Balzac."

    Bez przecinka. Kiedy używasz zwrotu grzecznościowego, podobnie zresztą jak tytułu, i po tym następuje imię - kategorycznie bez.

    "Spoglądam na Mme psychologue"

    Skróty od form grzecznościowych nie wyglądają dobrze w prozie, zwłaszcza poetyckiej. Lepiej zamienić to na standardową wersję.

    "Jednak nie. Nie jest, aż tak cierpliwa."

    Bez przecinka przed "aż". Użycie tegoż przed tym konkretnym spójnikiem zależy tylko od budowy zdania, a nie że jest to jakaś stała reguła. Odsyłam tu:

    https://sjp.pwn.pl/slowniki/aż.html

    To zdanie to trzeci wymieniony tam przypadek.

    "Bordowe półbuty Lennona, z wielką kokardą na środku, kontrastują z bielą wykładziny wyłożoną w całym pomieszczeniu."

    sformułowanie: "z wielką kokardą na środku" potraktowałeś jak wtrącenie. A ono wtrąceniem nie jest. Dlatego oba przecinki obejmujące je - out.

    "Wzdycham. Dopijam wodę. Podobno gazowana lepiej tłumi pragnienie. Tyle że ja od dawna porzuciłem swoją wiarę w "podobno". Podobno jest śliskie, nietrwałe."

    Bardzo ładny fragment.

    "Nie mów mi, Adalbert."

    Bez przecinka. O, tu jest podobny przykład (źródło: ekorekta24)

    "– Słuchaj, dziecko – rzekł po chwili dobrotliwie – nazywają mnie po prostu Dziewiątka, a ja sam zapomniałem, jak się nazywam naprawdę."

    "Poukładane na regałowych półkach książki, stoją na tyle blisko, by sczytując tytuły, móc się poczuć nieważnym."

    Bez przecinka przed "stoją". Orzeczenie pierwszej części zdania współrzędnie złożonego, więc nie ma potrzeby go stawiać. I przecinek po "by", bo to on oddziela wtrącenie jakim jest "sczytując tytuły" od reszty zdania.

    "Kotara Malachitowego koloru nie wpuszcza zbyt wiele światła, choć może być to zasługa grubej warstwy zaokiennej szarości. "

    Nazwa koloru zawsze z małej. Staje się ona nazwą pospolitą, nawet jeśli to Ty ją wprowadzasz na swoje potrzeby do języka.

    "Oglądałem kiedyś nagi instynkt."

    Rozumiem, że chodzi o film? Hiperpoprawnie z dużej i w cudzysłowie, po ludzku po prostu z dużej.

    "Trochę przy tym wygląda, jakby od mózgu w dół zaczynała konać. "

    -<3

    "Głos mówił; Będziesz musiał to znieść. To nie był jednak mój głos. Swojego bym nie posłuchał."

    Dwukropek miast średnika. Poślizgnięcie.
    I zakradł się żartobliwy ton. Żartobliwy ton w noirze Cana. Co? A jednak.

    Dalej znowu średniki zamiast. A może to celowe? Mają coś sugerowac? Jeśli nie, to wszystkie idą do przymusowej masowej przemiany w dwukropki.

    "Śmierć musiała przyjść do niej, gdzieś w trakcie kolacji."

    Bez przecinka. Tym razem nie umiem uzasadnić. Sorry.

    "Chwila ciszy. Wymownej. Ciężkiej. Takiej, jaka może być w kosmosie."

    Też bardzo ładne. W punkt.

    "Farbowane włosy obrastające farbowaną osobowość."

    Jak wyżej :)

    "Zielone szkło uspokaja prawie tak samo, jak noc. "

    Tego typu porównania bez przecinka przed "jak". Linkowałam Ci chyba nawet kiedyś? Dobra, nie zaszkodzi raz jeszcze:

    "Jeśli porównanie nie jest dopowiedzeniem lub wtrąceniem, przecinka nie stawiamy.

    Przykład:
    Szybki jak błyskawica."

    (źródło: ortograf.pl)

    "Coś mi każe sprawdzać na każdym kroku czy istniejemy."

    Przecinek przed "czy istniejemy". To wiesz, kolejny czasownik,; "czy" wprowadza zdanie (chyba) podrzędne.
    W każdym razie wprowadza to zdanie. W takich wypadkach zawsze przecinek.

    "Przyjmę cios od wody, której drżą krawędzie."

    Och. Wow, no po prostu. Skąd Ty bierzesz takie perełki?

    "Taniec miłości, kiedy tylko jedno z partnerów ma w dowodzie wypisane; wilkołak."

    Znów akcja ze średnikiem. I partner to rodzaj męski. Partnerzy - męskoosobowy. Więc nie "jedno", a "jeden" z partnerów. Tak bym optowała.

    "Wraz z nim wzmaga się deszcz, torpedujący parapet. "

    Bez przecinka. Znów bliźniacza sytuacja z poprzedniego: przed imiesłowem tego typu przecinków nie stawiamy.

    (oczy przeczą, ale usta proszą mnie o więcej)

    Łaaadne.

    "Kościste są jakby, bardziej spięte."

    Bez przecinka. Też porównanie, przypadek o którym pisałam wyżej.

    "W środku musi, aż kipieć. "

    Też przypadek już wymieniony wyżej.

    "Moja biedna, mała cudzołożnico. Tak prawie cię kocham"
    – krzyczał"

    Właśnie, krzyczał. Dlatego pasowałoby dać do jego wypowiedzi wykrzyknik.

    "Nie ma w sumie, co dalej opowiadać. "

    Też bez przecinka.

    "Nie, nie. Dlaczego mi to wszystko powiedziałeś, dopiero wtedy, kiedy zwróciłam się do ciebie, per Moustique."

    Bez ostatniego przecinka.

    "Jestem, Moustique, moja droga madame. "

    Bez pierwszego tu. W innym przypadku sens jest zaburzony i wygląda na to, że "Moustique" to psycholożka.

    Wyciągam z cholewki buta nóż, patrząc, jak pięknie drży.

    " Jestem, Moustique, moja droga madame. Komar. Jako taki, by żyć, muszę upijać krew. Następne twoje pytanie powinno brzmieć; ile z tego wszystkiego było prawdą?

    Kobieta wstaje. Deszcz wciąż uderza o szyby.

    Tak piękne jest to, że wiemy."

    Tyle trzeba, bym była na skraju wzruszenia. Cudowna końcówka.


    No dobra, to chyba czas na małe podsumowanie.
    Porównuje się zawsze do czegoś. Ja mam za sobą już kilka Twoich tekstów z tej kategorii. Wszystkie są piękne pod względem doboru słów, ale od niektórych odbijam się emocjonalnie. Tutaj jest coś pomiędzy: trochę czuję, a trochę nie.

    Styl. Wszystkie noiry są malowane jak obraz, przynajmniej dla mnie. Tym razem, mimo makabrycznej miejscami treści, obraz ma dla mnie lekką strukturę - akwarela, rzekłbyś.

    Forma. Proza, miejscami poetycka, tym razem nawet mniej niż "W stronę słońca". Jest nacisk na głównego bohatera, to on paraduje w świetle głównego reflektora. Jest dużo jego upoetycznionych myśli i skojarzeń. Jest wreszcie jego... relacja, również ubrana w poezję.
    Podobają mi się fragmenty ujęte w nawiasy. Coś w rodzaju o wnikliwych didaskalii. Gdyby to był obraz, powiedziałabym, że ma kompozycję statyczną. I że jest impresjonistyczny, ale w szarych barwach.


    Klimat. Czyli coś cholernie subiektywnego, co każdy odczuwa na swój sposób.
    Ładnie budujesz go w tym tekście. Francuskie wstawki wiele dają, nie pozwalając czytelnikowi zapomnieć, gdzie rozgrywa się akcja. Jest to bardziej ten lekki, koronkowy typ, aniżeli ten ciężki, starofrancuski.

    Treść. Temat przewodni to fascynacja śmiercią. Kreacja głównego bohatera na psychopatę elegancko wprowadza tę kwestię na "salony". Albo światło dzienne. Sytuacja dość intymnej rozmowy pozwala na wysnucie opowieści.
    Fascynacja śmiercią dotyczy zarówno głównego bohatera, jak i jego rozmówczyni. Ona jednak umiejętnie ją skrywa, choć czasem przyladkiem się zdradza. Przez powłoczkę obrzydzenia i strachu prześwituje chora ciekawość.

    Lubię, choć zdecydowanie mniej niż w Stronę słońca i Balety.
    Jednak za kunsztowne wykonanie i parę pięknych fragmentów pięć gwiazd się należy. Lubienie fragmentaryczne to też lubienie.

    Mrok. Wiatrak wciąż szumi, ale piosenki w głowie rozproszyły się i wyfrunęły przez na wpół otwarte okno. Chłód skrada się po kościach, jednak napotyka ciepło, które nie pozwala mu zostać na dłużej.
    Samotna postać zakopana w kołdrę uśmiecha się. Lżejszy kaliber równa się lżejszemu kacowi.
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Tutaj będzie inaczej. W sensie, tylko się łapówek obudzę, siadam i od razu poprawiam. Poczyszczone tutaj niezwykle solidnie. Miód na duszę, Ench.
    Pozdrowiejszyn
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Jejku. Ogarnąłem pół i musze lecieć, ale rozczłonkowane pierwsza klasa.
  • Canulas 9 miesięcy temu
    No dobra. Poprawiłem. Namęczyłem się, więc... ile musiałaś namęczyć się Ty?
    Chciałem coś wyjąć: "Fascynacja śmiercią dotyczy zarówno głównego bohatera, jak i jego rozmówczyni. Ona jednak umiejętnie ją skrywa, choć czasem przyladkiem się zdradza" - zajebista analiza. Jedna zlepszych ostatnimi czasy.

    "Taniec miłości, kiedy tylko jedno z partnerów ma w dowodzie wypisane; wilkołak."
    Znów akcja ze średnikiem. I partner to rodzaj męski. Partnerzy - męskoosobowy. Więc nie "jedno", a "jeden" z partnerów. Tak bym optowała." - jednak tutaj się waham. Parten jest oczywiście meskoosobowy, ale pisząc jeden sugeruję, że sprawa dotyczy dwóch meżczyzn, a tak nie jest, więc czy na pewno?

    Dzięki śliczne, Ench.
    Kawał... pracy.
  • Enchanteuse 9 miesięcy temu
    Canulas tyle razy powtarzam, że to jest czysta przyjemność. W jednym okienku tekst, w drugim otwarty komentarz, a gdzieś w tle muzyka i jest idealnie :)
    To nie jest tak, że ja siadam i myślę: no dobra, to muszę wypunktować przecinki; ja myślę: ale fajnie, że mogę siąść i poczytać coś tak pięknego. Komentarz sam się pisze ;)

    Jeśli chodzi o partnerów, to hmm... Faktycznie, jakby się zastanowić, to na logikę, masz rację.
    To zostaw jak jest.
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Enchanteuse , no tak chyba zrobię, bo dziwnie mi brzmi. Resztę wyzmieniałem, co może pani profesor Ench sprawdzić ;)
  • Enchanteuse 9 miesięcy temu
    Canulas wierzę na słowo :)
  • nimfetka 9 miesięcy temu
    Bohaterowie w Twoich noirach zawsze posiadają niewymuszoną grację i obycie. Nawet jeżeli główna postać jest mordercą, zakrawayjącym o socjopatię, to posiada ten bezpretensjonalny i naturalistyczny wdźięk, który nadajesz mu z łatwością. (Znaczy pewnie nie, bo to kupa roboty, poskładać taką postać w całość i sprawić, aby cały tekst napomknął wrażliwą estetyką, ale finalnie efekty są niesamowite.) Frazesy w nawiasach są minimalistyczne i bardzo ładne.

    "(oczy przeczą, ale usta proszą mnie o więcej)"
    No ekstra.

    Będąc szczera sama ze sobą, nie jestem typem osoby, która pławi się w takich pięknych utworach. Wiem, że potrafią rozbudzić zmysły, potrafię docenić i całkowicie rozumiem zachwyt, ale ja nie czuję się na siłach, żeby udawać.
    Więc tak: nie porwał mnie, bo nie jestem zauroczona poetycką prozą, wypełnioną po brzegi metaforami. Wolę uderzenie w potylicę mocnym i dobrym tekstem. Ale nie mówię, że nie spoko. Bardzo spoko tekst i bardzo zjawiskowe pióro. Jestem na tak, tak, tak.
    Pozdrawiam.
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Dzięki Nimfetka. Nie wszystkie twory tłukę na taką modłę. Tym się cechuje Noir, ale mam całą bandę o zupełnie innym natężeniu i pod kątem doboru środków.
    Dzięki pinkne.
    Pozdroxix
  • Karawan 9 miesięcy temu
    ...Pozostał po nich niesmak ołowianej pustki. Przestrach przed niczym. Alabastrowe kompozycje niczego.
    Silny wiatr nie przepędził chmur. Przeciwnie. Na modłę podniebnego Zderzacza Hadronów, ciskał je w stosy o siebie. Kaligrafia czarnych ptaków cięła po skosie nieboskłon. Osiadły w powietrzu ołów zwiastował najprawdziwszą kanonadę. ...
    Pomniki stały jak zwykle.
    Ten kontrapunkt świetnie namalowanego nieba przed ulewą, robi całą wielką robotę! Jakeś na to wpadł? Nie wiem, ale że to kapitalny pomysł widzę i czuję! Dzięki.
    Odnośnie do ciągu dalszego to tak; Czytam, czytam i zaczynam widzieć faceta, który, widząc ofiarę i katy nad nią stojące musi wymierzyć sprawiedliwość. Nabieram do niego nawet sympatii, bo w tle siedzi jakaś podstarzała i zmęczona klabzdra wykonująca zawód. Nie narasta we mnie ani poczucie grozy, ani wstręt do brudu czy dziwnego braku odoru ( autorowi umknęło - mnie zdarza się to "spermanentnie" ). Mam wrażenie, że uczestniczę w zwykłej formalności - przesłuchaniu człowieka, który wymierzył sprawiedliwość.
    Końcówka delikatnie sugeruje, że to trochę Truman Capote. Delikatnie, w zawieszeniu; domyśl się, bo CDN nie nastąpi.
    Imho świetnie napisane, narysowane niczym dziewiętnastowieczne miedzioryty; delikatną kreską, niby bez akcentów, a treścią walące po oczach. Dziękuję ;)
  • Canulas 9 miesięcy temu
    Również dziękuję pięknie za tę kompresję myśli. Bardzo ciekawie skonstruowany komentrach. Gdyby było "lubię to", to bym to lubił.
    Tekst, jak to TW, musiał być pod konkretny temat. To i taki wyszedł jaki jest ;)
    Pozdroxon
  • Justyska 8 miesięcy temu
    "Nie ja wlewałem wodę do tego morza. Nie ja budowałem łódkę. Ja tylko płynę. Trudno."
    "Kanapa jest zbyt wygodna, by jej uwierzyć na słowo."
    "Tym razem ona wzdycha. Trochę przy tym wygląda, jakby od mózgu w dół zaczynała konać. Nieme pytanie: "co my właściwie robimy?", obtańcowuje pokój."

    Po wyżej to co mnie urzekło, byłoby więcej, ale pożałowałam czasu na kopiowanie. Stworzyłeś nieuchwytny klimat. Miałam to wszystko przed oczami. Końcówka super ucięta. Choć oczami wyobraźni widziałam jak pani psycholog traci życie w rytmie rozbijających się kropel deszczu.
    Jeden drobiazg, bo ktoś ostatnio mnie pouczył i jestem mądrzejsza:

    "dopiero wtedy, kiedy zwróciłam się do ciebie per Moustique." - tu chyba też można wywalić "wtedy":)
    Pozdrawiam ciepło i rzucam gwiazdki na dobranoc1
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Dzięki śliczne, Justyska. Tak, masz rację. "Wtedy" usunę.
    Pozdrowienia.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Witam :)
    Ze Pogromu przylazłam. Myk robię taki, nie czytam komentarza swego, nie pamiętam co naskrobałam, pół roku temu widnieje data, i tera postaram się wyciągnąć świeże wniosku o propo tekstu. Se potem czytnę komcia mego wcześniejszego i się okaże czym chwiejna ;) Oki, przystąpię do prac.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    „Tej nocy gwiazdy nie żyły. Pozostał po nich niesmak ołowianej pustki. Przestrach przed niczym. Alabastrowe kompozycje niczego” – ciachanie, Boże, jestem od tego uzależniona w Twoim wykonaniu

    „Kaligrafia czarnych ptaków cięła po skosie nieboskłon” – cudo, kaligrafia czarnych ptaków…. absolutnie cudne

    „Mieszczanie lepszego sortu wystawali na rogach ruchliwych ulic, próbując łapać taksówki” – podoba mi się o łapaniu taksówek na rogach ulic, jest to czynność z rodzaju klimatyczny (jak palenie, niektóre gesty w rozmowach itp.) , ale „lepszy sort” mi nie pasuje przez skojarzenie. Czytam brudne noir i widzę mordę Kaczyńskiego. To się gryzie, ale jedynie przez moje osobiste skojarzenie.

    „byle tylko móc obtoczyć się ułudą bezpieczeństwa bliźniaczo stawianych wieżowców” – to ładne

    „Przerywam. Upijam wody. Powinna być gazowana lub niegazowana. Do wyboru. Jest tylko gazowana. Odstawiam naczynie na stolik, patrząc spod przymrużonych oczu jak dwutlenek węgla, którym jest nasycona, tańczy bąbelkami w szklance” – to są opisy, to są, kurna, opisy. Ucz tego ludzi, Canulardo. Albo nie ucz, pisz tak tylko Ty.

    „Korale koloru koralowego” to przypomniało mi jaki to tekst, pchychoterapeutka, pamiętam tera mniej więcej, końcówka będzie niedopowiedziana, pamiętam, że dialog podobał mi się bardzo, ona nalegająca, on nieustępliwy. Pamiętam dużo Twoich tekstów, pamiętam o Zimowych zbiorach, był mega, tak go zapamiętałam. Dobra, tyle wspominek. Idźmy dalej.

    „Jest cierpliwa. Ja jestem bardziej cierpliwy. — Kupiłem swojej królowej...” – tu, dosadne stwierdzenia (a propo cierpliwości) + upartość, lubię uparte postaci w tekstach

    „— Monsieur Balzac.
    (Jednak nie. Nie jest aż tak cierpliwa)” :D

    „Nie ja wlewałem wodę do tego morza. Nie ja budowałem łódkę. Ja tylko płynę. Trudno” – pan przyjmuje walutę, jaką ja płacę, panie Canulasie, styl, który mnie urzekł i prawo miał, z dystansu widać więcej

    „Tak, żeby, broń boże, nie trzeszczał w szwach” – zastanawia mnie czy nie Boże*, ale jedynie zastanawia

    „Ciemne rajstopy ukrywają żylaki, które w jej wieku bardzo często są normą” – to jest straszne, nie pisz takich rzeczy kobietom!

    „Chwilę walczymy, wzajemnie się oceniając. Rodopsyna, czyli czerwień wzrokowa, wlewa się i wylewa. Jedna z czterech rozpostartych nad nami jarzeniówek skwierczy w równych odstępach, co jest rysą na miejscu mającym imitować bezpieczeństwo” – to, ale nieobiektywnie, bo skwierczące żarówki to jeden z moich literackich fetyszy

    „Rozglądam się z uwagą po pomieszczeniu. Wystrój zaprojektowano tak, żeby przytłoczyć. Osaczyć. Poukładane na regałowych półkach książki stoją na tyle blisko, by sczytując tytuły, móc się poczuć nieważnym. Niewartościowym. Kotara malachitowego koloru nie wpuszcza zbyt wiele światła, choć może być to zasługa grubej warstwy zaokiennej szarości. Kanapa jest zbyt wygodna, by jej uwierzyć na słowo” – tu też opis, jakich powinni uczyć na warsztatach

    „intonuję, patrząc, jak w pierwszych oznakach irytacji zakłada nogę na nogę. Oglądałem kiedyś "Nagi Instynkt". Nie ma związku” – „nie ma związku” zrobiło tu dobra robotę
    „Następnie zgniatam butelkę w dłoni. Zawsze, jeśli jestem od czegoś silniejszy, to to niszczę” – to też mi się podoba, pasuje do postaci

    „Łącząca nas więź jest niczym chimera. Skrzydlacie nierzeczywista” – i to

    „Znajoma mi noc. I ja jej znajomym.
    — Tej jebanej nocy nawet deszcz na mnie spluwał” – kontrast, pierwsze zdanie poetyckie, miłe, tuż pod nim – jeb, zupełnie inne spojrzenie, frustracja, gites

    Dobra, wkleję i zara reszta.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    No proszę jaka misja.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    No proszę jaka misja.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Pięknie dziękuję za odgrzewanie, bo ten tekst lubię, choć z TW to Wilczy bilet najbardziej. Ten byłby drugi lub trzeci, ale chyba drugi.
    Miło czytać, że się nie zestarzał
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Z tym małym Bogiem obadam.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    „Głos mówił: Będziesz musiał to znieść. To nie był jednak mój głos. Swojego bym nie posłuchał” – to

    „(Pyta: i co? Mówię jej: i co)” – zdaje mi się, że przy drugim „co” brakuje pytajnika

    „— Śmierć musiała przyjść do niej gdzieś w trakcie kolacji. Brudne ślady walki były wszędzie. Ten większy, opasły, siedział przy stole.
    Pił” – i to

    „Chwila ciszy. Wymownej. Ciężkiej. Takiej, jaka może być w kosmosie” – to
    „Zwracam uwagę na jej szczupłą, anorektyczną wręcz szyję. Kult szpetoty obwarowany maleńkim błyskiem szafirowego kolczyka. Tłusty deszcz uderza z furią o szyby. Ci, co nie zdążyli, już zapewne nie zdążą. Kiedy ponownie przemawia, głos ma naprawdę szczery. Moje małe zwycięstwo. Moje la petite victoire” – i to, kilka zdań, dużo szersza treść

    „Zielone szkło uspokaja prawie tak samo jak noc” – nie mam słów
    „Tym razem piję z butelki, by zaakcentować jasność odstawianych właśnie na bok konwenansów” – wciąż nie mam

    „Wznawiam” – lakoniczność w punkt
    „Od tego czasu mam pełną skrzynkę roboczo pisanych listów. Rozumie pani? Nie mam komu ich wysłać, ale ciągle muszę je zapisywać. Coś mi każe sprawdzać na każdym kroku, czy istniejemy” – i to (kopiuje tylko te co musze, jedne pod względem doboru słów, inne przekazu, nie będę roztłumaczać, nie mam dwóch dni ;p, ale podkreślić muszę)

    Potem opis obrażeń, jesteś w tym specem, to już wiemy.

    „(kobieta przełyka ślinę. Zapisuje. Nieprzyjemny skrzyp pióra ułatwia mi powrót do wspomnień. Tych... o paznokciach)” – zastanawiam mnie czy ta „kobieta” nie z dużej

    „— Jedynie tego, że będę zbyt ciężki w nogach. Że idąc przez podtopione pola, zbytnio oblazło mnie błoto. I tak było. Tylko że nie miało to większego znaczenia” – motyw „ciężkich nóg” pojawił się w Hebanie, tam ze stresu, tu – niby z błota, zaznaczam, bo jakoś mi się to skojarzyło

    „Wedle zegara wiszącego na ścianie już powinniśmy się żegnać. Wystudiowany uśmiech, rybia dłoń, niewprawne ruchy palców mocujących się z guzikami w palcie.
    Tymczasem ciągle dla siebie istniejemy. Odległość jakieś dwa metry. Twarzą w twarz” – i to

    I Ty pisałeś o Bazyliszku z nadwagą a potem to? Takie? Aż taki skok. Trudno uwierzyć.

    Facet mówi jak było, nie zasłania się wzburzeniem, jest mu wszystko jedno. A jak jest mu wszystko jedno, to przestaje się bać. Zarazem jest szczery, po cóż kłamstwa w tym stanie umysłu. Lubię takie postaci. Możliwe, ze się powtarzam.

    „Wyniosłem z tego refleksję, że łatwiej się zarzyna ciała obtoczone tłuszczem. Kościste są jakby bardziej spięte. Zawsze to jakaś wiedza” :D

    „Że łamani będą w słońcu, aż Słońce się złamie” – tego nie rozumiem, z sensie zastosowanie małej i wielkiej litery musi coś znaczyć w tym kontekście, ale kurde, no nie wszystko musze wyczaić

    „ile z tego wszystkiego było prawdą?” – czy powinnam cofnąć to, ze bohater jest szczery? Nie wiem. I to niedopowiedzenie puentuje ten tekst.

    Pięknie napisane, zadowolonam, że do tego wróciłam.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    Wilczy, Wilczy, taa, Wilczy numero uno. Ale to też wysoko.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Broń Boże poszło z wielkiej.

    "
    „(Pyta: i co? Mówię jej: i co)” – zdaje mi się, że przy drugim „co” brakuje pytajnika" - tutaj mi nie brakuje znak zapytania. On jej odpowiada, wyjasnia. Nie potrzebny wieszaczkowy grzbiet.

    Kobieta oczywiście, że z wielkiej. tekst sprawdzany do dziś już dobre kilkanaście razy, a kwiatuszek nadal rośnie. Kurwa mać.

    Z tym słońcem to sam nie wiem. Dam na razie z małej.

    No i tyle. Obadałem, poprawiłem, podziękowałem.
  • Ritha 8 miesięcy temu
    "Pyta: i co? Mówię jej: i co" - tera kumam
    Gites: :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Ritha , właśnie
  • Adam T 8 miesięcy temu
    Witam.
    Czas na POGROOM.

    „Bordowe półbuty Lennona[,] z wielką kokardą na środku[,] kontrastują z bielą wykładziny[,] wyłożoną w całym pomieszczeniu.” – zrobiłem tu wtrącenie z „z wielką kokardą na środku”, żeby nie dotyczyła (ta kokarda) Lennona, bo inaczej zostaje Lennon z wielką kokardą;)
    Druga rzecz – „wyłożoną w całym pomieszczeniu”, jakbyś pisał tu o „bieli”, nie o wykładzinie. Gdybyś o wykładzinie pisał, miałbyś masło maślane „...z bielą wykładziny, wyłożonej w całym pomieszczeniu”. Ale i tak to „wykładanie” Ci się nawarstwia.

    „... co jest rysą na miejscu mającym imitować bezpieczeństwo.” – „rysą na miejscu” nie jest poprawnie, miejsce nie jest czymś, „na czym” mogłaby pojawić się rysa. Poprawnie jest „w miejscu”, a dalej dałbym „imitacji bezpieczeństwa”, myślę, że zamysł Ci nie ucieknie, ale będzie za to poprawnie.
    „... co jest rysą [w] miejscu [imitacji] bezpieczeństw[a]”.

    „Kanapa jest zbyt wygodna, by jej uwierzyć na słowo” – tego nie rozumiem. Komu uwierzyć? Kanapie? Czy tej kobiecie? Nie rozumiem. „Zbyt wygodna, by w to uwierzyć” – byłoby jasne. Ale wolałeś udziwnienie.

    I teraz patrz:
    „Kanapa jest zbyt wygodna, by jej uwierzyć na słowo.
    — Kupiłem swojej królowej korale koloru koralowego — intonuję, patrząc, jak w pierwszych oznakach irytacji zakłada nogę na nogę.” – z kontekstu wychodzi, że kanapa (zakłada nogę na nogę).

    Teraz cz.II
    Zacząłeś tu od wypowiedzi, ale poprzecinałeś ja akapitami. Kilka kwestii dalej od akapitu dajesz któciutką narrację – jest to dla czytelnika pewna konsternacja, bo myśli, że to nadal mówi bohater, trzeba gwałtownie weryfikować odbiór tekstu, a to utrudnienie.
    Uważam akapity w wypowiedziach za nadużycie. Są inne sposoby na rozbijanie ściany wypowiedzi, ale u Ciebie to jedynie kilka zdań. ALE.
    Gdybyś konsekwentnie stosował coś takiego: „(Pyta: i co? Mówię jej: i co)” zamiast klasycznej narracji, Twój pomysł na akapity w wypowiedzi świetnie by się sprawdził, a część nabrałaby charakteru specyficznego, acz wciągającego eksperymentu. Szkoda, szkoda, szkoda, tekst zyskałby niesamowity klimat.

    „Kobieta kreśli w notesie...” – nie rozumiem, skreśla coś? Czy chodziło Ci o wyszukany synonim dla „pisze”? Pierwsze skojarzenie – wykreśla to, co już napisała.

    Cz. III

    „Połamane walką zęby. Jakby wyniszczone jadłospisem z cegieł.
    Miałem dość tych widoków. Wszedłem.
    Madame Blanche unosi wzrok.”
    Widzisz? O tym pisałem wyżej. Masz od akapitu zdanie z wypowiedzi bohatera (chyba że to już narracja, ale to by znaczyło, że wyszedł z gabinetu). Masz też od akapitu narrację (chyba że to o Madame Blanche mówi dalej bohater). A kilka zdań wyżej znowu wtręt w nawiasie. Nie kupuję tego. To wprowadza chaos.

    „Pani Blanche ogryzuje końcówkę od okularów.” – nigdy nie spotkałem się z takim czymś jak „ogryzuje”. To coś jak szczeżuje?

    Jest klimat. Jest nastrój, choć to, kurna, prawie to samo w tym przypadku, co klimat. Dwoje ludzi w gabinecie podczas deszczu, ona – profesjonalistka, on... nazwałbym go ekscentrykiem, trochę pretensjonalnym (ze względu na to, jak się wysławia); do tego egocentryk. Co ciekawe, styl narracji bliski jest stylowi jego wypowiedzi, tak jakby narrator od początku silodaryzował się z bohaterem, jemu przyklaskiwał, z niej czyniąc bezwolną, acz profesjonalną (co jest w tekście kilka razy podkreślone) lalką, żeby nie powiedzieć: „kukłą”. Ponieważ to ON – bohater pociąga tu za sznurki, kreuje siebie i swoją historię tak, by wymusić konkretne reakcje, stworzyć odpowiedni klimat (nastrój). Bo każdy akt musi mieć nastrój, do miłości banalne świece i szampan (sorry, wiem, sztampa), a do... podłości i okrucieństwa... samotny pokój osaczony deszczem, romantyzm inaczej. Za ten nastrój wielkie brawa. Szkoda, że narrator nie jest trochę mniej bezstronny, ale z drugiej strony tekst wiele by wtedy stracił, bo nam – czytelnikom też potrzebny jest nastrój; bo jeśli nie mamy go w zasięgu ręki, szukamy go w treści.
    Sam tytuł nieodparcie kojarzy mi się z „Operą” mistrza Dario Argento, gdzie igły przyklejona do dolnych powiek przylepcem uniemożliwiały zamknięcie oczu, a co za tym idzie, trzeba było ciągle patrzeć na dziejące się okrucieństwo. Podobnie jak tu, tyle że to Ty przyklejasz czytelnikowi igły i „każesz” patrzeć, dodam nie bez przyjemności dla samego czytelnika. Do tego ewidentne skojarzenie z nurtem exploitation, co także w tekście widać. To, mam wrażenie, nurt, w którym czujesz się najlepiej.
    Pozdrawiaki ;)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Dziękuję z marszu, z biegu i z kanapy nawet.
    Z niektórymi sugestiami zgadzam się od razu. (gdyż je od razu rozumiem). Do innych nie podejdębez sześciu łyżeczek kawy. Mam sporo braków, ale niektóre błędy powielać, więc trzeba się na tym skupić. Wydaje mi się, że pisząc, płynę zbyt pamięciowo, uważając, że skoro dla mnie coś jasne, tak samo jasne będzie dla innych.
    Jest to defekt, z którym nawet niespecjalnie walczę, gdyż rzadko kto mi zwraca na niego uwagę, a sam nie dostrzegam.
    Dziękuję zatem.
    Przeanalizuję wszystko i przemyślę.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Kurde. Wiedziałem, że tak miałem. Patrz, to wyimek z komentu Ench:

    ""Bordowe półbuty Lennona, z wielką kokardą na środku, kontrastują z bielą wykładziny wyłożoną w całym pomieszczeniu."

    sformułowanie: "z wielką kokardą na środku" potraktowałeś jak wtrącenie. A ono wtrąceniem nie jest. Dlatego oba przecinki obejmujące je - out." - no więc tak miałem jak radzisz. Tera już nie wiem, bo w kwestiach interpunkcyjnych oboje jesteście dużo dalej i wyżej niż ja. Ale skoro tak miałem, to chyba jednak niepotrzebnie zmieniałem.
  • Enchanteuse 8 miesięcy temu
    Canulas teraz tak patrzę i myślę: a może oba zapisy są poprawne?
    W zależności, czy potraktujesz tę kokardę jak wtrącenie czy nie.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Enchanteuse, więc wrócę do poprzedniego zapisu.
    I tak dziękuję.
  • Elorence 8 miesięcy temu
    Już, gdzieś tam kiedyś, wspominałam o książce, którą uwielbiam czytać. Jedną i tą samą. W kółko. I, że zawsze znajdą coś nowego. Jakaś dotąd niewidzialna rzecz nagle wykazuje chęci do bycia odkrywaną. Bardzo intrygująca sprawa.
    No i zaczęłam czytać ten powyższy tekst. Fakt, wciąż słyszałam dudnienie deszczu o parapet. W powietrzu czułam rześkie powietrze. I znowu mam porównanie do "Ręki Boga", ale jednak znalazło się coś nowego. Nie wiem, jakim cudem wcześniej nie zwróciłam na to uwagi. Już sama powtarzalność "Król Karol kupił..." świadczy o zaburzeniach psychicznych. Zresztą, koleś to psychopata, więc zaburzenia emocjonalne pewnie też wchodzą w grę.
    Mnie zaczęła ciekawić tajemnica "spowiedzi" pani psycholog. Dlaczego, jeśli mówimy, że kogoś mordujemy, a zdarza się to w konfesjonale i na kozetce, to staje się wielką tajemnicą? Jak można narażać drugiego człowieka na cierpienie? i to świadomie?
    Boże, nie umiem sobie tego wyobrazić. Nie może tak być.

    Kolejna rzecz. Widać u Ciebie progres. Porównując ten tekst do tych najnowszych. I oczywiście, Twój styl to Twój styl - nie ma drugiego takiego. Fajnie, że w Twoich tekstach jest coś indywidualnego, jak i osobistego. Może dlatego, tak bardzo lubię je czytać :)

    Can, nie napisałam żadnych rewelacji :) Technicznie... żaden ze mnie ekspert, nie będę się ośmieszać.
    Pozdro!
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Elo, to nie tak, że muszą być rewelacje. Coś wpada w oko - piszesz. Nie wpada - nie.
    Dzięki piękne. Koment cudny. Robi mi poranek
  • betti 8 miesięcy temu
    Fryderyk Nietzsche
    ''Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie. ''

    Już pierwsze zdania Twojego tekstu skojarzyły mi się z tym cytatem, dlatego wplotłabym bym w tekst ''Alabastrowe kompozycje Nietzschego ''
    Opowiadanie ma podłoże psychologiczne, zagląda w otchłań ludzkich zachowań, tych najgorszych, zabójczych. Niemniej nie do końca zdefiniowanych, bo nie wiemy czy podmiot mówi prawdę, być może to tylko jego chora wyobraźnia. Jednak nie zmienia to postaci rzeczy, że dany osobnik jest niebezpieczny, niezrównoważony, widać to, w szczegółach, które notuje jego chora głowa, patrząc na lekarkę. Napięcie jest mocno wyczuwalne, czekałam mówiąc wprost, kiedy rzuci się jej do gardła i zrealizuje snute wizje, bo w zachowaniu siedzi ukryte zwierzę, gotowe w każdej chwili zaatakować.
    Tu przypominają mi się wszystkie filmy o kanibalach, ich pozorny spokój, kontrolowanie sytuacji i dzikość w kontakcie z ofiarą.

    Bardzo mocny tekst, działający na psychikę.
    Przykro mi, ale pogromu nie będzie, bo jest tylko zachwyt nad sztuką pisania.

    Pozdrawiam.
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Ciekawy zamysł z tym Nietzschem (Jezu, straszne nazwisko do poprawnego napisania). Można by w sumie takie oczko puścić, ale tekst jest na tyle uleżany, że już taka (mało kosmetyczna) zmiana nie wchodzi w grę.
    Dziękuję pięknie za wizytę.
  • KarolaKorman 8 miesięcy temu
    Miasto tonie w wodzie, a opowiadający we własnych fantazjach, pragnieniach, zachciankach... i ona, ta, która do końca nie wie, co jest prawdą. Zlepia z mieszaniny wyznań jakąś całość, ale nie ma pewności.. do końca.
    Bardzo ciekawa scenka :)
    Oceniłam na 5, pozdrawiam :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    No scenka, scenka. W zasadzie scenka. Lubię jakoś ten tekst akurat, choć ciągle znajduję coś do poprawy.
  • e make i ka pololi 8 miesięcy temu
    Canulas, ja też baaardzo lubię ten tekst :).
  • Canulas 8 miesięcy temu
    e make i ka pololi, no pacz :)
  • KarolaKorman 8 miesięcy temu
    Can, nie dziwię się, że go lubisz, bo jest bardzo ciekawy i w przekazie i w konstrukcji. Te pomieszane myśli uwodzą czytelnika, mnie też uwiodły :)
  • Canulas 8 miesięcy temu
    KarolaKorman, ja czasem coś lubię. No ten akurat tak, ale lubię tak ze 3,5 tekstu na 10
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Canulas, albo nawet może 2,75. Taaa, prędzej.
  • Pan Buczybór 8 miesięcy temu
    "Wszyscy pierzchali przed zbliżającym się deszczem." - nie błąd, ale jak już się czegoś czepiać, to te "pierzchali" jakoś dziwnie brzmi i niezbyt mi tu pasuje; wiadomo, to tylko moje widzimisię :)

    Dobra, świetny tekst. Kolejny dowód na to, że jednak powinienem cię czytać znacznie więcej. To, co przede wszystkim zwraca uwagę to opisy. Jedno wielkie zazdro. Bogate słownictwo, świetnie budowane zdania, genialne obrazowanie poszczególnych scen. Stopniowo zwiększasz niepokój. Tekst jest ciężki, dość mroczny, a przede wszystkim wciągający. Wciągasz w ten swój brutalny, lekko melancholijny świat, który świetnie obrazuje to, co najgorsze w ludzkiej naturze. Sama budowa opowiadania też jest genialna. Spokojnie, kawałek po kawałku, odkrywasz kolejne karty, które układają się w zazębiającą się ukladankę. Bohaterowie, choć niezbyt rozbudowani ze względu na długość tekstu, są przekonujący i dobrze skonstruowani. Sama wizja świata i budowanie klimatu też są genialne. Ogólnie majstersztyk i bardzo się cieszę, że to przeczytałem.
    Pozdro
  • Canulas 8 miesięcy temu
    Tekst jest ciężki, bo Noir'y raczej w to celują. Trochę się czuję, jakbym Cię wywołał dobtablicy, więc wiadomo... Miło żeś zajrzał.
    Pozdero
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Tak lirycznie upieczona proza, że aż trudno zgodzić się z samooceną Moskita:)
    Piękny psychopata z mokradeł zarżnie terapeutkę nożem wyciągniętym z cholewy. Cóż, akurat Zderzacz Hadronów napędza chmury i zaciekłe, tłuste deszcze, więc pustki w okolicach.
    Biedna ona, tak się stara usprawiedliwić zaszlachtowanie pary morderców. I tu jej słabość. Nieważna czyja krew ma zostać wypita.
    Dobro jest słabsze od zła.

    Klimat francuski zdecydował o doborze imion? Nie ma żadnego innego wspólnego łącznika?
    Świetnie się czytało. Mimo zdziwienia, że terapia Komara była dobrowolna. Bo nie widzę w tekście sugestii o areszcie i sporządzaniu opinii o poczytalności/niepoczytalności dla sądu.
    5 z !
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Nie, nie dodałem żadnej wyjaśniające opinii. Trochę upływ czasu (zacząłem pisać 2h przed końcem terminu) trochę niepomyślam o tym. Rzadko uznaję za konieczne klamrować teksty. Ot, rzucam kęsy i zmieniam podwórko. Faktycznie zarysowałem tylko imionami, noo, być może też czas. Bo tak, że miałem napisany inny tekst. Taki pseudo śmieszny. Ale tak mi nie leżał, tak mnie jego jakość gniotła, że w końcu wywaliłem i rzuciłem się pędem pisać ten.
    No i tak to mniej więcej wyglądało.
    Generalnie teksty oszyldowane jako B.Noir są o podobnym ciężarze. Dobrze się w tym czuję.
    Dzięki Wrotyczu za kolejną z wizyt. Mając na uwadze Twe zacne najazdy, teksty będę wycofywał bardzo ostrożnie i powoli.
    Pozdroxix
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    Znalazłem odpowiedź, szukając w komentarzach na swoim profilu:) Uff.
    Wiesz co, szacun. Dwie godziny... mnie by zajęło pewnie miesiąc.
    I spoko, też nie uważam, że klamrowanie jest konieczne.

    Rozumiem, że wolność autorska to priorytet, a szanowanie cudzych komentów już niekoniecznie. Wiszą pod skasowanym tekstem jak osierocone pisklęta. Aby nie odnosiły się do białej kartki, komentujący powinien utwór w ramce powielić.
    Ciekawe jaka jest tej ramki pojemność.

    *
    Tej nocy gwiazdy nie żyły. Pozostał po nich niesmak ołowianej pustki. Przestrach przed niczym. Alabastrowe kompozycje niczego.

    Silny wiatr nie przepędził chmur. Przeciwnie. Na modłę podniebnego Zderzacza Hadronów, ciskał je w stosy o siebie. Kaligrafia czarnych ptaków cięła po skosie nieboskłon. Osiadły w powietrzu ołów zwiastował najprawdziwszą kanonadę.

    Mieszczanie lepszego sortu wystawali na rogach ruchliwych ulic, próbując łapać taksówki. Każdy i każda, gotowi uszczuplić portfel, byle tylko móc obtoczyć się ułudą bezpieczeństwa bliźniaczo stawianych wieżowców. Biedniejsi jedynie przyspieszali kroku, chcąc cało dotrzeć do inkubatorów swych komunalnych ścian, tkanych z poczerwia cegieł i radioaktywnych surowców.

    Wszyscy pierzchali przed zbliżającym się deszczem.

    Pomniki stały jak zwykle.

    (dobra, skończę na fragmencie:)
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Wrotycz, Kurde, no masz trochę racji. Sam czasem chciałbym przeczytać coś jeszcze raz, a tego nie ma. Tylko że w pewnym momencie chce się już wyciąć wszystko w piździeć.
    Na razie jednak wszystko wisi jak wisiało.

    Tak, dwie h, około, ale to nic niezwykłego. Czasem dłużej piszę pierwsze zdanie. Noo, tak się po prostu jakoś stało, ale to nie jest regułą. Czasem trudno wybudować trzy wyrazy.
    Dzięki.
  • Wrotycz 5 miesięcy temu
    I niech powisi, dopóki nie dokonam zajazdu:)

    Dobry jesteś, rozpisany, z talentem. Pozytywnie zazdroszczę.
  • Canulas 5 miesięcy temu
    U mnie to działa inaczej. Wisi wszystko, jak zacznie spadać, będzie oznaczało, że mission copleted tutaj. Nie wiem. Póki co się miotam i wszystko jest.
    Ale nie lekceważę sobie zdania osób czytających, dlatego często kiedy już się nazbierało komentarzy, a ktoś sugerował naprawdę dalece idące zmiany w tekście, to się na nie nie decydowalem.
    Tak więc tak...
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Czyli to jest tekst, o którym wspominałeś. Byłam tu kiedyś, kiedyś i po kilku zdaniach doszłam do wniosku, że to dla mnie zbyt trudne, owiane jakąś magią przez którą ja nie umiem się przedrzeć, ale tym razem doczytałam do końca i nijak się to ma do moich wypocin... pod względem jakości. Jasne, jest ta hmm "terapia", ale na tym koniec. U Ciebie wszystko jest dopracowane, dopięte na ostatni guzik. Tak, jak u NMP każde słowo ma swoje miejsce. Niezwykle mi się podoba wpłatanie tych francuskich słów i powtarzanie tego o koralach jak mantrę, na granicy jakiegoś obłędu. Podoba mi się bezpośredniość, opisywanie historii brutalnie i jednocześnie z jakimś absurdem. Ze smutkiem. Z żalem, który najbardziej uwidacznia się w słowach:

    "Miała najbardziej martwy uśmiech, po jakim płakałem. Obramowany ciemnym listowiem już krzepnącej krwi. Wyglądała jak odlew, w którym zgasło życie."

    Nie wiem, ale mocno to wszystko na mnie działa, zazwyczaj takie teksty trafiają bardziej pod wieczór, po zmroku, kiedy można spokojnie się wgłębić, a tu nie. Nie trzeba eliminować żadnych czynników zewnętrznych, by móc docenić. To," H.L.Hunley" i Żółci Ludzie" są na moim podium. Będę tu wracać i już wiem, że zacytuję pewną kwestię w jakimś swoim tekście.
    Świetne.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Dłuższy czas bardzo lubiłem ten tekst, nadal lubię, ale trochę wymixowałem hierarchię. Tak. W podobieństwa upatrywałem w terapii. A aspekt szaleństwa w Zimowych Zbiorach.
    Fajnie,ze H.N. Hunley jest u Ciebie wysoko, bo bardzo lubię ten tekst.
    Dzięki za cudny koment.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Ciekawy motyw terapii. Całość spokojna, a mimo to porywająca.
    I te opisy... Pięknie budujesz klimat.
    Zakończenie cudowne.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dzięki i tu. Dłuższy czas uważałem ten tekst za lepszy od Zimowych Zbiorów, ale potem dostałem obu wersje audio i zmniełem zdanie.
    Fajnie, że masz chęć odgrzebywać.
  • Ritha miesiąc temu
    „Człowiek: Śpiewak operowy z dwoma nosami
    Miejsce: o charakterze francuskim
    Wydarzenie: Komar” — tu też masz „Człowiek” tak jak w Zimowych zbiorach, ale z kolei tam było „Zdarzenie” a tu jest „Wydarzenie”


    Zobacz tutaj, masz wtrącenia w cudzysłowach i niektóre kończą się kropkami, inne nie:

    (Jednak nie. Nie jest aż tak cierpliwa).

    (Wystarczy. Słowo klucz. Szkoda, że ofiara Monsieur Chanteur d'opèra* go nie znała. Swoją drogą, zawsze przed otwarciem mieszkania, kręciłem kluczami na palcu. Teraz już nie mam kluczy. Teraz już nigdzie nie mieszkam).

    (Pyta: i co? Mówię jej: i co)

    (Kobieta przełyka ślinę. Zapisuje. Nieprzyjemny skrzyp pióra ułatwia mi powrót do wspomnień. Tych... o paznokciach).

    (oczy przeczą, ale usta proszą mnie o więcej) — tu dodatkowo jest z małej litery, w innych jest z dużej

    __________


    Nieme pytanie: "co my właściwie robimy?", obtańcowuje pokój.
    Obadaj czy nie z dużej litery to pytanie.


    "Zwracam uwagę na jej szczupłą, anorektyczną wręcz szyję."
    Tu ćwierć wątpliwość i to tylko dlatego, że zestawienie „wręcz szuję” mi dźga oko, więc zastanowiłabym się nad oprzecinkowaniem:
    Zwracam uwagę na jej szczupłą, anorektyczną wręcz, szyję.

    Zielone szkło uspokaja prawie tak samo jak noc. — Ortograf podpowiada tutaj przecinek przed „jak”


    „Kobieta kreśli w notesie. Pewnie to robi skrótami, żeby nie wybić mnie z transu, gdyż przerwa jest niemalże sekundowa. Cenię ją za ten detal” — „Pewnie to robi skrótami” jakoś mi się fonetycznie gryzie.
    Obadaj:
    „Kobieta kreśli w notesie. Pewnie/Zapewne robi to skrótami, żeby nie wybić mnie z transu, gdyż przerwa jest niemalże sekundowa. Cenię ją za ten detal”


    Słowo; "kontynuuj" jest niczym katana. — wydaje mi się, że po „Słowo” dwukropek byłby lepszy niż średnik

    Tylko po dźwięku butelki stukającej o szklankę, gdy kobieta nalewa sobie wody, można dojrzeć[,] jak bardzo jest poruszona.

    „Następne twoje pytanie powinno brzmieć; ile z tego wszystkiego było prawdą?” — hm, tu też masz średnik, czyli może to specjalnie, ale zwykle używałeś dwukropek

    No i tyle :)
  • Canulas miesiąc temu
    Tutaj oczywiście też odgarnę, ale już około piątku czy cuś. Dziękuję.
  • Ritha miesiąc temu
    Git :)
  • Canulas miesiąc temu
    I również dzienks - tutaj. Net odpalił - poprawione

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania