Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Odczłowiecz TW #03

Postać: Rudowłosa sklerotyczka

Zdarzenie: Pół wieku w piwnicy

gatunek: Avantpunk (bizarrro fiction)

 

I. Czochraczka

 

- Bo słuchaj - staram się nie tyle być epigonem, co naśladować ją z podziwu, możesz się śmiać, że żarówkę, zwykły przedmiot jak gwiazdę filmową. Ale ja... właśnie tak - niczym idola, czy coś w tę mańkę; człowieka biegłego w ascezie, dobrego oratora. Guru hinduskiego, co wykłada na Harvardzie, nie jadł od pięćdziesięciu lat i zna wszystkie te Ramayany na pamięć, ma treść całych woluminów w małym paluszku. O, głowę - widzisz, jak mi wypolerowałem? Na glanc! A ci - że jest jak dojrzały kasztan, tylko nie brązowa, ale jak poczekam na plamy starcze, to będzie przypominać idealnie... No kretyni! Myślisz, że co - tak łatwo jest świecić? - Melzyhorski sprawiający wrażenie, jakby był w ostatnim stadium demencyjnego delirium. Uśmiecha się bezzębnie. Drut w oczodołach żarzy się leciuchno. Dość durno to wygląda - wolframowe drucisko oplatające uszy i rozciągnięte w środku głowy...

- Każdy policjuch, władzant by tylko na roboty ciągnął, po komitetach różnych, peeselowskich, innopartyjnych... Nie uszanują dążeń, nie zrozumieją, że tylko ona... skarb... Patrz, jaka atrapa Słońca - wyciąga z kieszeni przykurzoną "czterdziestkę".

- Ja już nie zobaczę...

- Oczy mógł pan zostawić, zrobić dziurę w przegrodzie i puścić przez przez nozdrza.

- Durny jesteś! Żarnik by był wygięty w kształt banana. Albo w uśmiech. I co - chodzić i rechotać światłem? Śmiać się jak głupi do sera, cały czas - czy jest powód, czy nie?

- A mózg - też- out...?

- Coś ty! Jest, jest. Cały i zdrowy, bezpieczny. O, jakby od piwa mi się... - mężczyzna klepie się w pękaty bandzioch.

Pięknie. Łysol chyba naoglądał się memów, żyje zgodnie z wyczytanym w necie szczeniackim hasłem "jak się bawić - to się bawić, drzwi wyjebać, okno wstawić". No kretyn istny, nieuleczalny - mózg se tam przemieścić! Tak blisko siura i jaj?! A jak mu się te trzy organy zrosną - kim się stanie? Seksoholikiem, zboczeńcem, co tylko o jednym myśli?! Choć tyle dobrego, że się oślepił - nikogo nie zaatakuje, nie wyr...

- Najpierw się czepili, że czemu akurat żarówkę, a nie na przykład sofę, czy klawiaturę. To ja mówię, że już się w życiu należałem i na mnie się należano, a i nie chcę, by ktoś we mnie klepał - bo jeszcze manifest wyklepie, albo broszurę nieprawomyślną, obrazobórcze świństwo, pamflet na prezydenta, czy co. Potem gadają, że etat mi się należy w zakładzie pracy chronionej, ale najbliższy jest aż pod Grzdańskiem, więc musiałbym się przeprowadzić. Że MUSZĘ się przeprowadzić. I że do PSL zapiszą, choćby na siłę; będą mnie potem wozić po wsiach, bym świecił przykładem, rozświetlał mroki zabobonu. Tak w ogóle, to skoro jestem żarówka, to już przedmiot i mam guzik do gadania, wkręcą mnie i będę wisiał, dyndał jak nie przymierzając...

- Straszą tylko, żeby inni nie próbowali takich hocków-klocków.

- Czy ja wiem? Jednemu pod Rzeszkowem, takiemu pralkarzarzowi -bębniarzowi to kazali zjeść całą brudną pościel ze szpitala i wypluć upraną. Za to tylko, że bez zezwolenia się przerobił, prał ludziom na czarno, podatków nie odprowadzał...

- Prrrr! - woźnica ściąga lejce. Trambus, krzesząc kopytami iskry, zatrzymuje się na przystanku.

- O, Darskiego, ja już wysiadam. Wszystkiego dobrego - klepię ślepca po ramieniu i wyskakuję z pudła. Zaraz za mną wypienia się, wyszumowuje tłumek zemdlonych pasażerów. Uwalniam ich od siebie.

Trzymają się za nosy, biedaczyska, niektórzy - haftują gdzie się da: do kosza, za wiatą. Każdy szczerze mnie nienawidzi, zepsułem im podróż, zasmrodziłem włosy, ubrania.

Odkąd, z przyczyn, których wolałbym nie zdradzać, w wieku siedemnastu lat zapuściłem w sobie skunksa - ciężko się ze mną jeździ, w ogóle - wytrzymać gorzej, niż źle.

Za to każdy, nawet niewidomy - od razu poznaje. Na przykład o - Melzyhorski, dawny sąsiad - wieki mnie nie widział, teraz nie widzi każdego - a przysiadł się, zagadał. Jestem rozpoznawalny, choć w negatywny sposób. Ciągnie się za mną, że tak powiem, olfaktoryczna infamia.

Garbię się. Zimno i siakoś...wspomnieniowo. Dzieciństwo i czasy nastoletnie obłażą mnie, niczym mrówki ze szkła. Zrobione z butelki po piwie-sikaczu.

Mijam drapiącą się babę. Starsza, elegancka pani w apaszce, płaszczyku burberry.

Wyłuskuje sobie z peruki wszy, bogaczka pierniczona. I łup, łup - naparza pozłacanym młoteczkiem. Uśmiecham się. Biedna ofiara mody. Ofiara losu.

 

II. Grandmother north

 

Kamienica czynszowa przy Darskiego 89 to teraz mięczak, brudna, lepka od sadzy samica ślimaka. Bezoka, bezmuszlowa galareta. Rozpełza się na boki, garbi, niejako faluje. Budynek, dyndający w czasie i przestrzeni, postarzał się w moich oczach o co najmniej dwieście lat.

Na klatce - dobrze znany, charakterystyczny zapach kociego i żulskiego piżma, bigosów wszelakich, robionych nie chcę wiedzieć, z czego, alkoholęt najprzeróżniejszych, niedomycia.

Schodzę do suteren. I niżej, na poziom -2, -3. Teraz, z perspektywy czasu nie dowierzam, jak można tak żyćććććć.... aua! - potykam się na obluzowanych stopniach i walę głową w obielony wapnem i upstrzony graffiti strop.

Biedna babcia - od pięćdziesięciu lat tu gnije za życia. Uparła się, artystka konceptualna, że ją... wchłonie. Zamieszka na śmierć. Że poprzez uporczywe niewychodzenie zrośnie się z budynkiem i stanie jego główną częścią, albo wręcz zdominuje. Jak na razie - nie wyszło jej to na zdrowie, podobno ma demencję, ostatnio Kraszewiczowa zadzwoniła z lamentem, że panie Adasiu - odwiedźże babcię, rudowłosa sklerotyczka ciągle tylko gada; albo przeklina każdego, najbardziej - tych z telewizora, ale nie polityków, tylko celebrytów, najbardziej - nie wiedzieć czemu - Gessler Malwiny, tej modelki, oraz Cleo nienawidzi - albo o panu i Zenku mówi, wasze imiona powtarza jak mantrę. Może już jej niedługo...

Tia, jasne. Każdy, nawet ona, takie chucherko, odkąd zażywa panaceinion - jest jak młody bóg. Żeby tylko brała regularnie...

Pukam do odrapanych drzwi. Dłoń obsypują mi płatki różowawej farby.

Cisza. Wchodzę. Sień podziemnego mieszkaneczka, (przedpokój żałobny!) nadal jest istnym muzeum starszego brata matki, świętej pamięci Zenka-Co-Himalaistą-Chciał-Być, jak mawiam. Ale, mając, o ile się nie mylę - dwadzieścia osiem lat - utknął podczas wspinaczki na Kanczendzondze, zmarło się nieszczęśnikowi z wychłodzenia i leży tam po dziś dzień, służy za nekro-drogowskaz. Jako że miał jasnozielone, czy seledynowe buty i czerwoną kurtkę - odcina się od śniegu, jaskrawo z nim kontrastuje. I znaczy drogę pozostałym wspinaczom, i powiadamia do tego - że tu uważajcie, tu się miejcie na baczności, bo skończycie jak ja - pod skałą, w wyłomie, załomie. W śniegu po mordę, dożywotnio i pożywotnio. I po wieczność.

Czekany, buty, raki-nieboraki, tobogany, czy jak to się nazywa, korkotrampki wspinaczkowe, aparaty tlenowe, kurtki puchowe... (rymuję jak przedszkolak, sorry). Wszystko - stęchłe, obsikane przez myszy, rdzewiejące, zetlałe, trupie.

O - strap-ony po dziadku Gerardzie, co krótko przed pięćdziesiątką dostał zespołu cieśni genitalnej i musiał być, celem ratowania życia, pozbawiony klejnotów. Że też jeszcze tego nie wywaliła...

- Aaaadaśśś... Chodź... - słyszę ciche wołanie. Powoli, by nie rozdeptać niczego, ani by w co nie wdepnąć (koty! Ciągle pełno tu kotów!), człapię do pokoju.

Oj, przyblakło ci się babciu, przez te lata, twoje włosy już nie są ogniście rude. Farba, co teraz powszechne, odpada od nich, dopasowuje się do wieku osoby, na której czuprynę jest nakładana i - jeśli ma do czynienia ze staruszką - nie chce się trzymać, spłukuje się, coby nie ośmieszać swej wiekowej właścicielki-użytkowniczki burdelową, wyzywającą barwą, tzw "ryżością kurewną".

Cyrk, komedia, ale co zrobić? Kobietom po siedemdziesiątce nawet umalować się jest trudno tak, by to było widoczne...

Witam się, po dżentelmeńsku całuję nestorkę w dłoń.

- A każdy wyśmiewał, że nie przejmę kamienicy drogą zrostu... Wytrwałość - pierwszy stopień do... yyy... nieważne. Zobacz - poręcze mi już dobry rok, jak pod udami rosną, a wczoraj, nie uwierzysz - orynnowania dostałam! O, jak się wije pod pachą. Mosiężna...

Faktycznie - aż odbiera mi mowę. Ale nie z powodu rynny. Cofam się gwałtownie, czuję, że momentalnie siwieje mi się - na głowie, tyłku, wszędzie, gdzie mam włosy. Nawet usta i nadnercza przybierają biały kolor.

- Co tu do chuuuuuuuu... - stękam po dobrej chwili milczenia, patrząc na szczerzącą zębiska, brązowo-szarą bestię, jaka gapi się na mnie oczodołami z leżącej obok telewizora... kłody.

- To? A, piesio. Nazwałam go Klinuś, bo się zaklinował. Bóg sam wie, kiedy, może i ze czterdzieści lat temu. Pewnie gonił jakieś zwierzę, wlazł do dziupli - i ni w zad, ni w pieriot... Został tak, zasechł, zmumifikował się... Kazimierski przywiózł mi drzewo do kozy, narąbał i mówi: "pani Grażynko - nie uwierzy pani, co znalazłem"... Trzysta pięćdziesiąt guldenów kosztował.

- Ile? Nie ma babcia na co wydawa... Nieważne.

- I zostanie już tu ze mną, będzie strzegł. Nie odejdzie, bo jest trupem. Jak i ja.

- Co też...

- A tak, tak. To miasto wysusza. Mnie, psa, ciebie, każdego. Taki region - nie do życia. Jak mieszkałam na północy - byłam bardziej... ludzka. Poza tym - postanowione. Pies, chomik, kot - jakiekolwiek zwierzę w domu powinno być. Choć w mojej sytuacji - lepiej pies. Kociamber nie obroni przed złodiuhami. A tych, zobacz - coraz więcej: na prawnuczka, na policjanta, na oficera CBA chcą oszukać, tylko dawaj i dawaj im pieniądze... Ostatnio "właściciela" gonilim.

- ?

- A Kazik Sawczuk z drugiego piętra - poeta wielki, a jeszcze większy wariat, ogłosił się spadkobiercą Goldenfuhrerów, co przed wojną mieli tę kamienicę. Fabrykancka rodzina, a ten ciul spod Sianoka, co z dziada -pradziada pijak i gołodupiec, za potomka się ma... Iwanowski spytał, żartem-śmiechem, czy aby czego u Hanuli w trumnie nie zostawił, jak tych wierszy, co je włożył, niby taki zbiorek pożegnalny, cały notes elegiami w półtora dnia zapisał, by do pogrzebu zdążyć - a potem odkopywał nocą, coby odzyskać, ekshumację nielegalną zrobił...

- Jezu.

- A tak, tak, nawet było opisane w Słowie Podwłodawskim. Przyjeżdżał taki jeden dziennikarz z brodą. U nas - bida, żadna prasa nie wychodzi. Marazm taki, że wytrzymać nie idzie, jak mówią. Choć mnie tu, w zamknięciu, dobrze.

- I co?

- Wodę odcinało, bydlę; korki zbir jeden wykręcał, że niby teraz to jemu płacić czynsz się należy, a jak my nie, takie oporne, okoniem stanęli - to się bez mediów zostaniemy.

W oczach babci dostrzegam filuterne błyski.

- Straszył nas i straszył, aż Baraniak nie wytrzymał i dubeltówkę wyciągnął. Po panu poecie został tylko ten śmierdzący, przegniły, zarobaczony notes.

- Zastrzelił...?

- Dwie kule, jedna o - tu, druga niżej, pod mostkiem. I spokój, wykurowało się, łotrzysko, rany się jak na psie zagoiły. Ze szpitala - w Polskę poszedł. Tu? Nawet po rzeczy się nie zjawił, dziad...

Rozmawiamy jeszcze chwilę, góra - kwadrans. Cieszę się, że wszystko o nestorzycy w jako-takim porządku. Żegnam się grzecznie, na drogę dostaję flakonik tanich perfum. To nic, że damskie. Jakoś trzeba wrócić do domu, najlepiej: w jednym kawałku. A jedź tu wieczorem komunikacją publiczną i śmierdź. A jak się przyplącze dres? Zęby człowiek straci, albo i ogon. Kiedyś, słyszałem, tak się pijane wyrostki tłukły w trambusie, że aż mu żebra, kręgosłup połamały i trzeba było nieboraka uśpić.

Na podwórzu odwracam się i ostatni raz spoglądam na kamienicę. Spomiędzy odpadłych płatów tynku prześwitują rude cegły. Snują się, powiewają na wietrze, inne - układają w loki, pukle. Elewacja-ondulacja.

Udaje ci się, babciu. Niedługo przejmiesz cały budynek.

Stawiam kołnierz. Trzeba się pospieszyć, słyszałem, że tu w nocy ciemno jak u Murzyna w lepiance; latarnie uliczne nie działają. Jak w razie czego trafię na przystanek, kto mi oświetli drogę - Melzyhorski, jak on tylko się żarzy?

Komórką bym se przyświecił, ale nie mam i nigdy nie miałem. Kto się zgodzi, bym go cały czas nosił w kieszeni, gdy coraz bardziej skunksieję?

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Trening Wyobraźni pół roku temu
    Witamy nowy tekst! :)
    Florian, zmień kategorię na Trening Wyobraźni i dodaj TW #02 w tytule :)
  • Trening Wyobraźni pół roku temu
    Pomyłka! TW #03
  • Florian Konrad pół roku temu
    aha, już rozumiem, zmieniam
  • fanthomas pół roku temu
    O mój ulubiony gatunek widzę
  • Florian Konrad pół roku temu
    zobaczymy, jak się spodoba :)
  • fanthomas pół roku temu
    Nieźle, choć, jak to mówią, pośladków nie urywa ;)
  • fanthomas pół roku temu
    Muszę się pewnie lepiej wczytać
  • Florian Konrad pół roku temu
    dziękuję za komentarz. To taki mój dowcpias :D
  • Justyska pół roku temu
    Przeczytalam, choc nie bylo lekko :)) dla mnie ten gatunek to raczej nieznany obszar i bylam ciekawa co i jak. Fajnie, ze jest taka klamra z tą zarowka i kilka usmiechow, ale dla mnie męczące, to chyba nie moja bajka. Choc wiele ciekawych fragmentow jest. No tak czy siak mam nowe doswiadczenie haha. Pozdrawiam serdecznie!
  • Florian Konrad pół roku temu
    dziękuję i odpozdrawiam :)
  • Agnieszka Gu pół roku temu
    Przybędę tu, ale już nie dziś... Bo padam...
    Do.. wkrótce :)
  • Agnieszka Gu pół roku temu
    Witam,

    drobiazgi:
    "- Oczy mógł pan zostawić, zrobić dziurę w przegrodzie i puścić przez przez nozdrza." — czy powtórzenie "przez przez" jest celowe?

    "Ciągnie się za mną, że tak powiem, olfaktoryczna infamia." — zdanie cacko, aż se musiałam wygooglować :)

    plus jeszcze niżej, kilka inszych perełek. Fajny masz ten "słowotok myślowy" czy jak to tam nazwać.
    Tekst bardzo Twój, w Twoim stylu, przynajmniej na tyle, na ile czytałam twoje inne opowiadania.
    Leży mi :)
    Pozdrawiam :)
  • Canulas pół roku temu
    Bardzo rzadko komentuję nieprzeczytane do końca teksty.
    Nie, nie, spokojnie. Ten doczytam, ale jutro. Przepala się lampka we łbie, a szkoda mi lecieć autopilotem, bo na poziomie pojedynczego wyrazu, zdania - słowotwórstwa, konstrukcji, zderzenia, przerabiaczy, lekkości i polotu - to jest to, co, kurwa, przeubóstwiam. Tak więc byde jutrem, ale - hola, hola - raczej nie bladym jutrem.
    Ciao.
  • Florian Konrad pół roku temu
    dziękuuuuję!!! napisałem to niemal jednym ciągiem, bez zera zmian. prosto do worda, na kompie, nie w notatniku, jak zawsze. Prostu strumień myśli, historia leciała i wyleciała spod czachy.
  • Freya pół roku temu
    Widziałem już lepiej napisane rzeczy, kurde, jednak represja czasowa nie zawsze pozytywnie skutkuje... :) Pzdr
  • Florian Konrad pół roku temu
    również pzdr
  • Canulas pół roku temu
    No i jestem z dobitką, doczytaniem. Clue komentarza zostawiłem wcześniej. Tera tylko dobija (tą w sumie nic nie znaczącą) piątką i informuję o końcu zabiegu. Taaa, pierwsza luka czasowa i postaram się wpadać częściej, bo warto.
    Pozdr.
  • Florian Konrad pół roku temu
    dziękuję za doczytanie i pochwałę :)
  • jesień2018 pół roku temu
    Florian, jak zwykle bawisz się językiem z wprawą (językowego) cyrkowca. Dla mnie to chyba jednak zbyt chaotyczne jako całość. Przeszkadzają mi takie rzeczy jak np. brak orzeczenia w pierwszych zdaniach. Co mi się podoba to te Twoje spostrzeżenia. Leci tekst, leci i nagle widzę coś opisującego fragment rzeczywistości w punkt. I uśmiecham się i myślę, fajnie było czytać, żeby na to trafić. Jak dla mnie - szkoda, że nie lubisz dyscypliny, mógłbyś pewnie do szerszej publiczności dotrzeć, gdybyś lubił. Pozdrowienia.
  • Florian Konrad pół roku temu
    brak orzeczenia, równoważniki zdań? ciesz się, żeś nie czytała Knephu, mojej pierwszej książki, zwłaszcza początku. Tam - łańcuszek myśli, galopada równoważników zdań :)
  • Florian Konrad pół roku temu
    oczywiście dziękuję za przychylną w większości opinię :)
  • jesień2018 pół roku temu
    :) Słuchaj, chodzi mi o takie np. rzeczy: "możesz się śmiać, że żarówkę, zwykły przedmiot jak gwiazdę filmową. Ale ja... właśnie tak - niczym idola, czy coś w tę mańkę; człowieka biegłego w ascezie, dobrego oratora" - o co chodzi? Że tak traktuje żarówkę? Czy co? Czegoś mi tu brakuje, żebym wiedziała, o czym on mówi. Ja lud prosty, wolę palcem mieć pokazane, wtedy widzę ;)
  • Florian Konrad pół roku temu
    jesień2018 A ja właśnie nie, zaczynam od ukazania środka rozmowy, stylizuję na prawdziwą nawijkę, by nie wyszło papierowo, sztucznie, ze zbytnimi dopowiedzeniami. Słowo "traktuję" wynika z kontekstu, uwierz - byłoby takim właśnie zbytdopowiedzeniem :) Z nim byłoby sztucznie, serialowo. Tak gadają w serialach - pełnymi zdaniami, okrągluśkimi i każdy musi wszystko rozmówcy wyłuszczyć, nawet, jeśli ten to wie, bądź na zdrowy rozum powinien wiedzieć. Tak gada papier, pióro słabego scenarzysty.
  • jesień2018 pół roku temu
    Hm do seriali i słabych scenarzystów się nie odniosę ;) Ale czytam dość dużo i tam też są te orzeczenia... Nie, nie kłócę się, masz taki styl, swój własny, szanuję to. Rzeczywiście jest tak, że wrzucasz czytelnika w sam środek i trzeba się szybko połapać, żeby nie utonąć.
  • Adelajda pół roku temu
    Jakoś od drugiej części tekstu troszkę lżej mi się czytało. Tu również specyficzny klimat, dla mnie również obcy. Jednak można tu znaleźć elementy dla siebie. Styl pisania z pewnością charakterystyczny dla Ciebie, ten potok myśli, ale jakże trafny.
    W sumie to mi się podobało. Używasz bogatego i ciekawego słownictwa, co z pewnością jest atutem.
    Pozdrawiam :-)
  • Florian Konrad pół roku temu
    dziękuję i pozdrawiam
  • pkropka pół roku temu
    Podziwiam, bardzo sprawnie napisane.
    Pierwsza część była dla mnie zbyt ciężka, ale druga - cudeńko.
  • Florian Konrad pół roku temu
    dziękuję.
  • 00.00 pół roku temu
    Początek tak zakodowany, że chciałam już na tym etapie skończyć. Ogólnie wymagający tekst. Znalazło się kilka mocnych ujęć.
  • Ritha pół roku temu
    „Kamienica czynszowa przy Darskiego 89 to teraz mięczak, brudna, lepka od sadzy samica ślimaka. Bezoka, bezmuszlowa galareta. Rozpełza się na boki, garbi, niejako faluje. Budynek, dyndający w czasie i przestrzeni, postarzał się w moich oczach o co najmniej dwieście lat” – świetne masz opisy

    „Pukam do odrapanych drzwi. Dłoń obsypują mi płatki różowawej farby.
    Cisza. Wchodzę. Sień podziemnego mieszkaneczka, (przedpokój żałobny!) nadal jest istnym muzeum starszego brata matki, świętej pamięci Zenka-Co-Himalaistą-Chciał-Być, jak mawiam. Ale, mając, o ile się nie mylę - dwadzieścia osiem lat - utknął podczas wspinaczki na Kanczendzondze, zmarło się nieszczęśnikowi z wychłodzenia i leży tam po dziś dzień, służy za nekro-drogowskaz” – tu też mi się podoba

    „- To? A, piesio. Nazwałam go Klinuś, bo się zaklinował” - słodkie

    No więc tak, czytając mam różne refleksje – że tekst do łatwych nie należy, że musi znaleźć swoich odbiorców, że momentami trzeba się skupić, żeby pokumać i zarazem, jednocześnie, równolegle jest świetnie skonstruowany, że jest tu bum skojarzeń, bum opisów i zdarzeń, przeplecionych w specyficzny sposób. Miejscami na granicy chaosu (raczej nie szła bym krok dalej w jego stronę, bo może zrobić się zbytni misz-masz). Masz swój styl. Widzi mi się to syćko. Bardzo dobry kawał tekstu.
    Pozdrawiam :)
  • Ritha pół roku temu
    ps. Zostawiałam piątkę :)
  • jolka_ka pół roku temu
    Nie czuję się chyba na siłach, by to skomentować. Masz odrębny styl, który trzeba lubić, żeby wejść głębiej w tekst. Warsztat też świetny. Myśli pędzą jak szalone, ale o krok przede mną. Trudno mi wyłapać jakiś sens pośród tych zbitek słów. I zgadzam się, że druga część lepsza. Pozdrawiam!
  • krajew34 5 miesięcy temu
    Za bardzo nie wiem, jak to skomentować. Tak jak inni pisali, masz własny styl, który trzeba zrozumieć. Na pewno należy się po chwała za pracę jaką w to włożyłeś.
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    Florian chcesz brać udział w następnym TW? Nie ma Cię w puli, masz czas do 19.59, by się zdecydować ;)
  • Trening Wyobraźni 5 miesięcy temu
    https://treningwyobrazni.blogspot.com/2019/03/odczowiecz.html

    :)
  • Canulas 5 miesięcy temu
    No dobra.

    "- Bo słuchaj - staram się nie tyle być epigonem"
    Nie do końca się odnajduję w tym pędzie, więc traktuj ostrożnie. Zastanawiam się, czy myślnikiem przechodzisz do narracji, czy w ten sposób wykonujesz wtrącenie, a ometkowanie myślnikami ma służyć jedynie silniejszemu odcięciu, jakie dałby przecinek. Jeśli metkujesz,to ok. Jeśli jednak zaczynasz wypowiedzią, a po myślniku lecisz już narracją, wtedy "staram" z wielkiej, bo nie odnosi się bezpośrednio do wypowiedzi, a tylko takie można zapisywać małą.

    "- Każdy policjuch, władzant by tylko na roboty ciągnął, po komitetach różnych, peeselowskich, innopartyjnych... Nie uszanują dążeń, nie zrozumieją, że tylko ona... skarb... Patrz, jaka atrapa Słońca - wyciąga z kieszeni przykurzoną "czterdziestkę"." - tu już na pewno "wyciąga" z wielkiej.

    Generalnie bardzo często rozdzielasz myślnikami, więc pewnie nie wszystko powyjmuję, ale liczę, że ostateczna korekta to ogarnie.

    "- A mózg - też- out...? " - tutaj, jeśli już decydujesz się na takie metkowanie, daj odstęp po "też".

    A tak poza tym, sprawa odpowiedniej długości kresek. Do dialogu używasz: lewy alt 0151. Wychodzi wtedy —

    "- Coś ty! Jest, jest. Cały i zdrowy, bezpieczny. O, jakby od piwa mi się... - mężczyzna klepie się w pękaty bandzioch." - "Mężczyzna" z wielkiej.

    "- Czy ja wiem? Jednemu pod Rzeszkowem, takiemu pralkarzarzowi -bębniarzowi to kazali zjeść całą brudną pościel ze szpitala i wypluć upraną." - brakuje spacji.

    "- Prrrr! - woźnica ściąga lejce. " - Woźnica

    "- O, Darskiego, ja już wysiadam. Wszystkiego dobrego - klepię ślepca po ramieniu i wyskakuję z pudła. " - Klepię.

    "Trzymają się za nosy, biedaczyska, niektórzy - haftują gdzie się da: do kosza, za wiatą." - w sumie nie bardzo się wtrącam do metkowania wewnątrz nararcyjnych myśli, bo to zakrawa już o ingerencję w estetykę, ale tutaj nie widzę zasadności nad użyciem myślnika. No, ale to tylko pod rozwagę.

    "Oj, przyblakło ci się babciu, przez te lata, twoje włosy już nie są ogniście rude. " - jeśli idzie o interpunkcję, to tej praktycznie nie tykam, zostawiając lepszym, ale pierwszy przecinek wydaje mi sie zbędny.

    "Fabrykancka rodzina, a ten ciul spod Sianoka, co z dziada -pradziada pijak i gołodupiec, za potomka się ma..." - albo ten dziad-pradziad tak. Albo dziad – pradziad tak.

    No i dobra. Tekst po ponownym czytaniu rónież świetny i bardzo się cieszę, że trafi do antologii. Ogarnij to, daj cynk i leci na ostateczną prostą.
    Pozdrox
  • Canulas 5 miesięcy temu
    Mógłbyś się jakoś określić do:
    — Na jakim etapie jesteś w korekcie?
    — Czy jesteś na jakimkolwiek etapie w korekcie?
    — Czy odczytałeś treść wiadomości?
    — Czy nie masz tego wszystkiego w dupsku?
  • Canulas 4 miesiące temu
    No dopszzz, szkoda bardzo bo tekst zacny w chuj, ale widzę że raczej nie płoniesz entuzjazmem na myśl o edycji czy w ogóle ustosunkowaniu się.
    Zatem cóż.
    Zatem out

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania