Ogół i szczegół

W dawnych czasach, kiedy knieje, bory i lasy nie były jeszcze przetrzebione, na Orlim Wzgórzu stała strażnica. Niezbyt wysoki, kamienny mur otaczał drewnianą wieżę oraz kilka połączonych ze sobą chat dla wojów, czeladzi i drobnych rzemieślników. Fortyfikacja nie była szczególnie mocna, mogła wytrzymać krótkie oblężenie, a i to pod warunkiem, że atakowałby ją mały oddział. Pełniła głównie rolę obserwacyjną i stajenną w drodze ku południo-wschodnim krainom. Silne ufortyfikowanie nie było potrzebne i z tego powodu, że od lat krainie władanej przez księcia Domagniewa nie groził za bardzo żaden atak. Sąsiadem było bowiem przyjazne i rodzinnie skoligacone plemię Dulebów, władane przez kniazia Jaryłę i jego żonę, a jednocześnie siostrę Domagniewa.

Niestety, sytuacja uległa gwałtownej zmianie. Oto horda dzikich jeźdźców z południowego wschodu napadła zarówno ziemie Jaryły jak i Domagniewa, a także innych okolicznych władców. Napastnicy bezlitośnie parli naprzód, niszcząc wszystko na swej drodze. Łupili, gwałcili, brali w jasyr mnóstwo jeńców.

W pewnym momencie najazdu, gdy drużyny zaatakowanych władców cofały się w nieładzie, strażnica na Orlim Wzgórzu, stojąca nieco na uboczu, znalazła się niejako za linią frontu. Odcięta od swoich, ale też nie atakowana przez napastników. Dowódca posterunku, starszy i doświadczony woj Miłogost uznał, że najlepiej będzie przeczekać nawałnicę za murami, nie wychylać się i nie prowokować. Z decyzją tą nie zgadzał się jego zastępca, młodszy i porywczy woj Chorosz, mający poparcie większości drużyny.

– I tak tutaj te dzikie syny przyjdą – dowodził. – Nie obronimy się wtenczas, a pomocy znikąd. Musimy zaatakować pierwsi!

– Kogo niby? – odparł spokojnie Miłogost. – Najpierw muszą przyjść. To raz. Dwa, jeśli już przyjdą to będą musieli poważnie rozważyć, czy warto atakować. Z marszu nas nie wezmą. A po trzecie, jeśli już zrobią oblężenie, to my się w razie czego poddamy. Na razie siedźmy cicho.

– Jak to: poddamy się?! – Chorosz aż zatrząsł się z oburzenia. – To niegodne! To tchórzostwo! Ludzie na to nie pójdą.

– To rozsądek i jedyna szansa na przeżycie. Sam mówiłeś, że się nie obronimy.

– Dlatego trzeba atakować! Zrobić wypad, wszystkimi siłami. Mają nas przecież za plecami!

– No to się odwrócą – żachnął się zniecierpliwiony Miłogost. – Taki manewr nie trwa zbyt długo. Zresztą, co za różnica czy zginiemy w samobójczym ataku czy w beznadziejnej obronie. Różnica będzie dopiero w tym, czy przeżyjemy, czy nie.

– Lepsza chwalebnie polec, niż wieść podłe, nędzne życie w niewoli! – zawołał z gniewem Chorosz. – I tak zapewne czekałaby nas haniebna śmierć niedługo potem.

– Póki żyjemy, nawet jako jeńcy, jest nadzieja – odparł starszy. – Istnieją wszakże okupy, nie? Martwi na pewno nic nie zdziałamy. Ale o czym my mówimy? Jeszcze nikt nie atakuje. Siedźmy cicho.

– A twoja żona i córka? – zapytał nagle Chorosz. – Wiesz co z nimi w niewoli zrobią?

– Spokojnie, tej nocy wyprawę je ze starym Chwałkiem za rzekę.

 

Sprzeczali się jeszcze dość długo. Zastępca argumentował, iż szansę mają także w czasie wypadu, że choć siły nieliczne, to zawsze może nadejść skądś pomoc, choćby od samego Peruna. Rozprawiał o chwale i honorze, o wielkich bohaterach i ich czynach podczas wojen. Dowodził, że garstka dzielnych, zdeterminowanych, gotowych na śmierć wojów, takich jak oni, jest warta tysiąc razy więcej niż horda dzikich psów z dalekiej pustyni. Przekonywał z tak wielkim zapałem bitewnym, aż wreszcie poruszył wrażliwe struny na ambicji dowódcy. Miłogost uległ i ostatecznie zarządził, że o świcie wszystkimi siłami ruszą do ataku na tyły nieprzyjaciela.

 

Późną nocą dowódca wrócił do swych komnat, gdzie czekały żona i mała córeczka. Z racji swej pozycji Miłogost miał prawo mieszkać z rodziną w warowni. Zdecydował się na to, bo stojąca na uboczu strażnica wydawała się dość spokojnym miejscem i długo takim była. Poza tym, prócz żony i córki, nie miał już nikogo bliskiego, więc sam musiał dbać o ich bezpieczeństwo.

Żona była już spakowana, dziewczynka zaś spała na posłaniu pod ciepłym futrem.

– Budź małą – powiedział Miłogost. – Stary Chwałko odprowadzi was za rzekę, tam będziecie bezpieczne.

– A ty? – zapytała niewiasta, znając odpowiedź.

– Robimy wypad, cała drużyna – odrzekł. – Zostawimy tylko Kulawego Krotosa, bo i tak niewiele pomoże oraz ze dwóch, trzech czeladników. Może te psie syny nie będą sobie zawracać głów zdobywaniem pustych budowli, ale nie chcę ryzykować. Musicie uciekać.

Małżonka rozpłakała się, a jej płacz obudził córeczkę. Mała otworzyła oczy, wstała i przydreptała do siedzącego z ponurą miną ojca.

– Tatku, jedziesz z nami? – zapytała zaspanym głosem.

– Nie, skarbie – odpowiedział ze ściśniętym gardłem. – Pojedziesz z mamusią. Ja muszę bronić ziemi przed najazdem dzikusów.

– A kto będzie bronił nas? – zapytała rezolutnie dziewczynka.

 

Miłogost nic nie rzekł. Zamyślił się tylko na dłuższą chwilę. Córeczka przytuliła się do jego kolan i mruczała pod nosem, coś jakby pieśń błagalną, by jej nie zostawiał.

– Dobra – powiedział w końcu dowódca wstając. – Walić to. Szczegół jest ważniejszy od ogółu. Bierzemy tylko co najpotrzebniejsze i zabieramy się stąd. Jazda, nie ma czasu!

Żona popatrzyła na niego zdumiona, ale bez dalszej zwłoki zgarnęła tobołem z ciepłymi okryciami, drugi z odrobiną żywności i wszyscy troje, najciszej jak się dało, wyszli z komnaty. Tajnym, znanym tylko dowódcy przejściem pod umocnieniami, opuścili warownię i zniknęli w otulonej ciemnościami puszczy.

Całą noc przedzierali się forsownym marszem przez gęsty las, aż dotarli do małej osady rybackiej położonej na brzegu rwącej rzeki. Miłogost odnalazł ukrytą w sitowiu niewielką łódź z wiosłami. Sam kiedyś zawarł umowę z miejscowym rybakiem, aby ten utrzymywał ją w stałej gotowości na potrzeby przysyłanych ze strażnicy zwiadowców. Teraz wszyscy troje wsiedli i odpłynęli w stronę ujścia rzeki, ku bezpieczniejszym miejscom na ziemi.

 

Tymczasem o świcie zauważono zniknięcie Miłogosta. Chorosz, podobnie jak inni woje przeklinali wiarołomnego, tchórzliwego dowódcę, który zostawił ich samych, ale nie zmienili postanowienia. Wyruszyli na samobójczą misję i około południa natknęli się na spory oddział najeźdźców. Rzucili się na nich bez namysłu, lecz przewaga liczebna wroga była zbyt wielka. Chorosz i wszyscy jego ludzie polegli, choć zadali nieprzyjaciołom poważne straty.

Chroniona przez Kulawego Krotosa i trzech czeladników strażnica ocalała. Nikt nie pofatygował się, by ją oblegać.

 

Miłogost dożył sędziwych dni w małej wiosce przy brzegach lednickiego jeziora. Zmienił imię na Atanazy i został drwalem, nigdy nikomu nie wspominając, kim był wcześniej. Doszły do niego wieści o odwrocie dzikiej hordy, która po spaleniu grodu w Stradowie, poczuła się nasycona łupieniem i wróciła do siebie. Słyszał też niekiedy od wędrownych minstreli pieśni hołubiące dzielnego Chorosza i jego wojów, po tym jak straceńczo rzucili się na wroga i polegli w chwale. Nieliczni śpiewali także zwrotkę o tchórzliwym dowódcy, który zbiegł, ale nie wymieniali imienia. Chorosz wygrał więc nieśmiertelną sławę, Miłogost vel Atanazy dostał zaś resztę życia u boku żony i córki.

Średnia ocena: 3.9  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Shogun 7 miesięcy temu
    "Niszcząc na wszystko na swojej drodze" - bez pierwszego "na".
    Bardzo dobra bajka. Pozostaje pytanie co jest ważniejsze? Wieczna chwała, czy rodzina? Dla Chorosza zdecydowanie chwała, dla Miłogosta rodzina i chwała mu za to.
    Tak więc ogół czy szczegół? Osobiście wybieram szczegół.
    Naprawdę dobry tekst z przesłaniem, zmuszający do przemyśleń.
    Pozdrawiam :).
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    Dziękuję, już poprawiłem. Tym razem miało być do przemyślenia, bo można sobie treść odnieść do wielu różnych wydarzeń :-)
  • Shogun 7 miesięcy temu
    Racja, chociaż ja zawsze na początku człowieka widzę, a dopiero później całą resztę. Wielość interpretacji to jak najbardziej zaleta. Dzięki temu, każdy znajdzie coś dla siebie :).
  • Bożena Joanna 7 miesięcy temu
    Miłogost nakłaniał wszystkich do walki, a w rzeczywistości szybko zmienił zdanie pod wrażeniem łez swych bliskich. Wieczna chwała przypadła tym, co zginęli, lecz na początku nie rwali się do walki. Zmienili zdanie po wysłuchaniu argumentów Miłosta, który ukradkiem opuścił strażnicę. Nie postąpił uczciwie, wręcz tchórzliwie. Mógł zawiadomić towarzyszy, że należy najpierw zadbać o rodzinę. Taką postawę na przestrzeni wieków można było często zaobserwować i ją potępiano. Nie mam sympatii dla niego. Ciekawa sytuacja. Serdecznie pozdrawiam!
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    Dziękuję za opinię. Zwróciłaś mi właśnie uwagę, że nie znamy do końca postawy pozostałych członków drużyny, muszę to dopisać.
    Miłogost nie namawiał do walki, chciał nic nie robić. To Chorosz się rwał do bitki i dostał, co chciał.
  • Kocwiaczek 7 miesięcy temu
    Każdy wybrał to, co było dla niego ważniejsze. Każdy też na swój sposób wygrał. Jak dla mnie wszyscy dostali to na co zasłużyli. Jeden śmierć i chwałę, drugi hańbę i życie z rodziną. Coś za coś.
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    Dziękuję bardzo. Cenę każdy zapłacił, fakt, tylko pytanie czy adekwatną. Bo jak bym powiedział, że jeden przepłacił, drugi zaś dostał tanio :)
  • Kocwiaczek 7 miesięcy temu
    Bajkopisarz ale każdy miał taką samą możliwość wyboru. Ich sprawa, co wybrali i jak to się dla nich skończyło.
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    Kocwiaczek - masz rację, każdemu według jego zasług (tu: wyboru)
  • natdem1998 7 miesięcy temu
    Super! ;)
  • Bajkopisarz 7 miesięcy temu
    To wiem :) A coś więcej? :)
  • Wymaga Czasu pół roku temu
    Miłogost zdaje się od początku wiedział, że misja jest samobójcza, zadziwiające, że w ogóle dał się przekonać do ataku. Wyobrażam sobie, że jeżeli czegoś żałował przez długie lata życia, które mu zostały, to tego, że pozwolił porywczemu zastępcy posłać na śmierć ojców i synów kobiet, które zostały w osadzie. Jak mawiał Wujek Ben: "Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność". Wygląda na to, że Miłogost nigdy nie czytał Spidermana.
    Literówki: "To rozsądek i jedyną szansą na przeżycie", powinno być "jedyna szansa"?
  • Bajkopisarz pół roku temu
    Dzięki za wychwycenie literówki, ciągle coś zostaje po poprawkach.
    Miłogost najpierw zareagował stadnie (ogół), ale potem się zreflektował, co jest ważniejsze (szczegół).
    Trafna uwaga, co do mocy :)
  • CynicznaCecylia 5 miesięcy temu
    "W dawnych czasach, kiedy knieje, bory i lasy nie były jeszcze przetrzebione, na Orlim Wzgórzu stała strażnica. Niezbyt wysoki, kamienny mur otaczał drewnianą wieżę oraz kilka połączonych ze sobą chat dla wojów, czeladzi i drobnych rzemieślników. Fortyfikacja nie była" - jestem przewrażliwiona na "być" w zbyt bliskich odległościach. Pierwsze zamienić na "zostały".
    "Pełniła głównie rolę obserwacyjną i stajenną w drodze" - nie wiem czy jest coś takiego jak rola stajenna. Dla bezpieczeństwa dałabym po prostu "i stajni".
    "potrzebne i z tego powodu" - a nie "a to z tego powodu"? Bo wcześniejsze zdanie nic nie mówi o braku konieczności obwarowań.

    Podoba mi się puenta bajki, zadająca kłam bzdurnym śpiewom o bohaterach, ginących śmiercią równie chwalebna, co bezsensowną. Bohaterem się jest, jeżeli ryzykując życie ma się szansę na zwycięstwo, na ocalenie kogokolwiek, w przeciwnym razie to tylko "marnowanie materiału"
  • Bajkopisarz 5 miesięcy temu
    Dzięki za poprawki!
    Co do puenty to zawsze byłem przekonany, że wygrywają żywi, nie martwi.
  • Clariosis 3 miesiące temu
    Pamiętam, jak wspomniałeś o tej konkretnej bajce w przypadku jednego fragmentu z Filozofa. No to przybyłam. :)
    Chociaż znam Twoje stanowisko, podoba mi się harmonia i faktyczna bezstronność w tekście. Pozostawiasz czytelnikowi do oceny, co było lepsze - umrzeć w chwale, czy żyć z rodziną pod zmienionym nazwiskiem, ale jednak nadal żyć. Uważam, że obydwoje wybrali dobrze, bo dokonali własnego wyboru. Pojawia się jednak pytanie, czy doprawdy oddanie życia, kiedy nie trzeba naprawdę umierać, jest czymś chwalebnym? Może warto jednak żyć dalej, poczekać na dogodny moment i wtedy postarać się doprawdy zrobić coś chwalebnego, co pomoże wielu ludziom?
    I czy osoba, która woli jednak się wycofać, gdyż nie widzi sensu w umieraniu naprawdę jest tchórzem? W końcu tak działa nasz instynkt - przetrwaj. Gdy zadałam sobie sama te pytania, jestem bardziej po stronie Miłogosta - może nie stawiają mu pomników, ale wygrał własne szczęście i szczęście rodziny, a córka nie straciła ojca.
  • Bajkopisarz 3 miesiące temu
    To prawda, każdy dokonał wyboru i szczęściem każdego z nich było, że miał ten wybór. Mogło przecież dojść do sytuacji, że jeden przymusiłby drugiego i unieszczęśliwił go na resztę życia. Wolna wola i wolność wyboru - to są cenne rzeczy. Można się z jednym ze stanowisk nie zgadzać, ale póki nie siedzi się w głowie osoby, która uważa przeciwnie niż ja, to nie mam prawa jej uszczęśliwiać na siłę.
    I Chorosz i Miłogost chwili bronić swoich światów. Różniła ich tak naprawdę skala przedsięwzięcia ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania