Ojciec nasz Janusz, cz. 8

Część, mam na imię Janusz i jestem wielbicielem piwa, czego dowodem jest mój wielki brzuch. Kocham piłkę nożną, piwo i moją żonę…dokładnie w tej kolejności. No i jeszcze niespodzianka otóż jestem wiernym fanem schabowego z kapustą. W życiu kieruję się prostą zasadą, że nawet gdybym był bardzo najedzony…to zjeść nigdy nie zaszkodzi, zwłaszcza gdy jest to jedzenie za free. Ogólnie z mojego życia jestem bardzo zadowolony, bo dlaczego miałbym nie być? Mówią, że inni mają więcej, ale ja nie narzekam. Najważniejsze dla mnie jest to, że są tacy co mają mniej.

 

*

 

W pociągu do Sopotu.

 

- To o której będziemy w Sopocie? - spytał Janusz.

- O godz. 17.45 - oznajmiła mu Mariola (prywatnie jego żona, a ,,służbowo” kucharka, praczka, sprzątaczka itp., itd.) - no chyba, że pociąg będzie jak zwykle opóźniony.

- No ja mam nadzieję, że się spóźni, bo tylko wtedy będą nam musieli zwrócić za bilety. Darmowy przejazd. Cóż pragnąć więcej? Co, nie Mariola? – rozmarzył się Janusz.

- Dokładnie Januszku, ale na razie jedziemy zgodnie z planem, choć nie traćmy nadziei, bo przed nami jeszcze 6 godzin jazdy. Więc jak to śpiewa pewna pani ,,wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń” … czy jakoś tam.

- No, ja pierdolę - podsumował po chwili zastanowienia, jak zwykle z wrodzonym mu wdziękiem Janusz – Ale, co ja będę robić w tym pociągu przez tyle godzin?

- Może się zdrzemniesz? – zaproponowała Mariola.

- Że, co? Mam kimać przez 6 godzin? To po to ja płaciłem tyle za bilet by teraz spać? – z irytacja w głosie oznajmił Janusz.

- A co Pan taki nerwowy? – spytał nieśmiało starszy Pan, któremu los zgotował niespodziankę w postaci wspólnej podróży pociągiem w towarzystwie Janusza i jego żony.

- A bo, w tym kraju, bo ci ludzie. Szalk mnie trafia- oznajmił z grymasem na twarzy Janusz.

- Może pożyczyć Panu książkę lub gazetę - zaproponował starszy Pan.

- Książkę? - wzdrygnął się Janusz - nie, tylko nie to. Ja już się w życiu naczytałem, przez te książki to tylko mi się wzrok popsuł, a i rozumu nie przybyło.

- No, to może gazetę?

- Tak, ale tylko pod jednym warunkiem, że jest w niej coś o piłce nożnej.

- Niestety nie ma. Wie, Pan ja po prostu nie interesuję się sportem– odrzekł starszy Pan.

- To widać, a swoją droga to robisz Pan błąd, bo nie ma drugiej tak inteligentnej gry jak piłka nożna.

- A szachy? – spytał starszy Pan

- Eee, szachy tu nuda i każdy może w nie grać, a w piłkę tylko ten kto ma kondycję- oznajmił głosem niekwestionowanego autorytetu Janusz.

- Rzeczywiście piłka jest bardziej ,,wymagająca” – z nutą sceptycyzmu odrzekł starszy Pan, dodając - Czyli nie skorzysta pan z mojej oferty?

-Nie. Ale zaraz, zaraz nie traćmy jeszcze nadziei. Czy ma pan karty do gry?

-Nie.

-Szkoda. A swoja drogą niby taki inteligent, a nawet nie ma z nim o czym pogadać, bo na piłce się nie zna ani pograć z nim nie można, bo i w co?

- Januszku bądź kulturalny- z wyrzutem w głosie oznajmiła Mariola.

- Sorry Winnetou tak mi się wymknęła, zły jestem to, dlatego - oznajmił Janusz.

- Nie ma sprawy, ale słyszę, że zna Pan język angielski. Czytam właśnie coś o wszechświecie w rodzimym języku autora, czyli angielskim. Może jest Pan zainteresowany? – zaproponował starszy Pan.

-A to to to nie. Jak angielski? Januszek, co prawda zna kilka sów, ale to wszystko - wyjaśniła Mariola

-A ty co mój adwokat jesteś? Drogi Panie ja znam język angielski oraz rosyjski, ale ich nie używam, bo zapomniałem. A wszechświat mało mnie interesuje, bardziej jestem ciekaw czy tu w pociągu można kupić gdzieś piwo? Upał od rana i mnie suszy jak cholera.

- Drogi Panie z tego, co wiem w pociągu obowiązuje bezwzględny zakaz sprzedaży i spożywania alkoholu, więc raczej musi Pan się wytrzymać ze spożyciem - oznajmił starszy Pan

- Jak to ja muszę? Ja nic nie muszę. A wie Pan, dlaczego?

- Dlaczego?

- Po pierwsze, bo jestem na urlopie a nie w pracy, a po drugie to zapłaciłem za bilet więc żądam by mi zapewniono komfort jazdy, a takowy komfort odczuwam tylko wtedy, gdy napiję się schłodzonego piwka.

- Zakazy to zakazy i trzeba się im podporządkować – niczym najwyższy sędzia oznajmił starszy Pan.

Ta wypowiedź rozsierdziła Janusza, który wrzasnął – Wiesz, Pan co? A chuj z takimi zakazami. Gdybym wiedział, że tak będzie, to bym sobie wcześniej piwa nakupił, a tak to dupa blada i całą drogę będę siedział o suchym pysku. O, nie! W drodze powrotnej, to ja już taki głupi nie będę i zaopatrzę się jak należy.

- Januszku, uspokój się nie jesteś u siebie w domu – powiedział Mariola – sama bym się też napiła, bo co racja to racja, ale z tym zakazem spożywania piwa to trochę przesadzili.

- I to jeszcze jak- gorączkował się Janusz - palić nie można, pić nie można, to co może jeszcze pierdzieć zakażą?

Starszy Pani westchnął i powiedział po cichu: - …i znów mądremu biada.

- Co, Pan tam mamroczesz pod nosem?

- Nic takiego - odrzekł starszy pan po czym wstał i wyszedł na korytarz, by tam kontynuować resztę podróży.

- No, widzisz obraził się na nas – wyszeptała Mariola.

- A niech się obraża inteligent palcem robiony, niby taki mądry, a na piłce się nie zna – podsumował Janusz. Po chwili dodał: - Za bilety to karzą płacić, zakazy wprowadzają, a meczu nie ma gdzie obejrzeć. A swoją drogą, czy wiesz Mariola czym jest dla mnie podróż bez piwa?

- No, czym?

- Jest jak urlop nad polskim morzem tylko bez parawanu.

- Na szczęście my zabraliśmy aż dwa – oznajmiła z satysfakcją w głosie Mariolka.

- A jakoś to przetrzymam, a po dotarciu do Sopotu kupimy jeszcze jeden parawan…cały czerwony. Niech będą trzy. A co? Jak szaleć, to szaleć – z radością w głosie oznajmił Janusz.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania