TW 9 Hodowca patyczaków

Postać : Hodowca patyczaków

Zdarzenie : Gniew dyrektora

Gatunek : Pamiętnik/dziennik/retrospekcja

 

 

Opowiem wam moją historię, myślę, że już czas. Lekarze nie dają mi żadnej szansy, mówią, że zgasnę przed świtem. Nie boję się śmierci, już ją spotkałem, tyle razy, ukochałem sobie śmierć, ona zawsze była obecna w moim życiu. Dlatego teraz muszę to zrobić, wszystko wam powiem. Dusiłem tę historię przez tyle lat, zbyt długo, aby teraz to odwlekać. Kiedyś chciałem ją spisać, zrobić tak jak mi radzili, przelać uczucia na papier. Jednak za każdym razem zastagałem nad pustą kartką. Robiłem tyle podejść, tyle prób, aby uwolnić się od tego bólu. Nie potrafiłem pisać o rzeczach, które mnie spotkały. Dlatego to wciąż we mnie siedzi, tak głęboko. Czuję, że przeszło mi serce, zagnieździło się, jak ptactwo, które nigdy nie odleci. To jest już częścią mnie. To jak potoczyło się wtedy moje życie ukształtowało moją dalszą podróż. Jednak teraz kiedy dobiega ona końca, jedyne co mogę zrobić to o tym opowiedzieć.

 

 

Sądzono, że świat nie pozbiera się po trzeciej wojnie światowej. Przecież ogień pochłonął tak wiele istnień, tylu musiało zginąć, aby móc ocalić tę garstkę wybrańców. W tej garstce byłem ja. Oglądałem wojnę zza ścian bunkra, w którym wraz z innymi dziećmi i ich matkami odmawiliśmy różaniec, w intencji posłanych na bitwę mężczyzn. Nie prosiliśmy o to, aby do nas wrócili, wiedzieliśmy, że to jest niemożliwe i nawet sam Bóg tego nie uczyni. Prosiliśmy więc o lekką śmierć, o to, aby ich dusze nie zbłądziły, tylko po prostu bezpiecznie dotarły do miejsca, gdzie każdy z nas chce trafić. Do nieba, do Pana, który weźmie ich w objęcia i rozgrzeszy z krwi, która zalewała im dłonie.

 

 

Obraz tej bitwy, która pozbawiła mnie całej rodziny, przyjaciół i ostatniej nadziei sprawił, że chciałem zrobić coś więcej. Nie tylko dla siebie, ale i dla tego rozbitego na miliony części świata. Zniszczonego przez nas, ludzi, pragnąłem dać nam szansę. Tak powstała ona.

 

 

 

Ostre światła laboratorium odbijały się na przezroczystych ścianach komory tlenowej. Wirująca w jej wnętrzu postać sprawiała wrażenie ukołysanego przez kleistą maź wychudzonego ciała. Wyglądała tak spokojnie. Czy już wtedy miała pierwsze wspomnienia, czy odczuwała coś? Cokolwiek? Czy tylko spała, błądziła w odmętach własnego umysłu, którego być może nie była nawet świadoma. Ten bezkres istnienia był jednocześnie jej początkiem, wszystkim i niczym. Dorastaniem, trwaniem, we własnym odczłowieczonym świecie. We własnej przestrzeni. Gęstej neonowej substancji, która utrzymywała jej ciało w stanie lewitacji, opleciona kilkoma cienkimi rurkami, które porównywałem wtedy do ludzkiej pępowiny. Na początku była to tylko bezkształtna postać. Nie przypominała człowieka ani nic innego co dotąd widziałem. Była tylko chudym, bladym ciałem, bez wyrazu, bez życia. Nazywałem ją patyczakiem, mimo, że wcale go nie przypominała. Jednak jej kruchość i niewinność, pozwalała mi wierzyć, że mogę tak do niej mówić.

 

 

Pracowałem nad tym projektem, z moją asystentką. Poznaliśmy się już jako dzieci, w bunkrze. Pamiętam jak siedziała wtulona w objęcia swojej matki, płakała tak jak inne dzieci, tak jak ja płakałem. Miała kasztanowe loczki, które opadały na jej drobne ramiona. Podszedłem do niej, i otarłem łzę z jej zaróżowionego od chłodnego wiatru policzka. Wtedy ujrzałem jej piękne ciemne oczy. Biło od nich życie. Zaprzyjaźniliśmy się. Płakaliśmy razem wtuleni w swoje objęcia. Z czasem staliśmy się nierozłączni, i tak razem przystąpiliśmy do projektu, który miał dać nam wszystkim szansę. Rozumieliśmy się bez słów, była mi wtedy najbliższą osobą. Jednak któregoś dnia coś się między nami zmieniło. Sprawiała wrażenie nieobecnej. Nie miałem odwagi zapytać się, o co chodzi, sądziłem, że to nic, że ma po prostu gorszy dzień. Ale tych dni było coraz więcej. Janet nie potrafiła skupić się na swojej pracy. Wszystko leciało jej z rąk, robiła niestaranne notatki, nie przychodziła o czasie do pracy. Zdenerwowałem się. Miałem prawo, byłem dyrektorem tego przedsięwzięcia. On znaczył dla mnie zbyt dużo, dlatego nie mogłem pracować w takiej atmosferze. Zapytałem, o co chodzi, co się takiego stało. Długo milczała, nie chciała nic powiedzieć. Próbowała to ukryć za fałszywym uśmiechem, ale ja znałem ją zbyt dobrze. Wiedziałem, że coś jest na rzeczy. W końcu mi powiedziała. Wyznała mi miłość. Nie wiedziałem co jej na to odpowiedzieć. Nie spodziewałem się tego, nie rozumiałem jak do tego doszło. Przecież znaliśmy się całe życie, wiedzieliśmy o sobie już wszystko i zawsze byliśmy dla siebie tylko przyjaciółmi. Nigdy nie wyczułem między nami jakiejś chemii, impulsu, czegoś, co mogłoby oznaczać, że może połączyć nas coś więcej. Zawsze mi na niej zależało, troszczyłem się o nią, ale przecież nie mogłem… nie kochałem jej. Ona była inna, chciała założyć dom i mieć dzieci, chciała normalnego prostego życia. Wierzyła w to, że ten świat nie upadł na tyle nisko aby, nie mógł przyjąć nowych ludzi. Nowych dzieci, jej dzieci i dzieci ich dzieci. Kolejnych ludzkich pokoleń. Jednak ja inaczej patrzyłem na świat. Nie widziałem tego co ona. Pogodziłem się już z tym dawno temu. Swoje życie poświęciłem nauce, projektowi człowieka, który teraz na naszych oczach dorastał w komorze tlenowej. To właśnie jego uważałem za przyszłość tego świata. Nie ludzi, nie nas, ale moje patyczaki, nowych lepszych, nie skażonych krwią poległych w bitwie. Nie mogłem od tak wszystkiego zaryzykować, nie dla niej. Nie potrafiłem porzucić siebie, czegoś co tworzę, co sprawia, że jeszcze błąkam się po tym okrutnym świecie. Miałem swój cel, swoje przeznaczenie, które musiałem wypełnić. Nie zrozumiała tego. Odeszła kilka dni po tym, jak jej to wyznałem.

 

 

Kolejne tygodnie mijały, a ja okłamywałem sam siebie. Uważałem, że nic się nie zmieniło, że jest tak jak zawsze. Łudziłem się, że Janet czeka na mnie z kawą i kanapkami, że razem będziemy omawiać kolejne projekty, zakładać cele i sukcesywnie do nich dążyć. Była moją prawą ręką, zawsze planowaliśmy wszystko razem. Liczyłem, że wróci, że będzie przy mnie, tak jak zawsze. Nie wróciła, nie zobaczyłem jej już nigdy więcej. Zrozumiałem wtedy, że porzuciła mnie jedyna osoba, która była mi bliska. Nie miałem się już do kogo odezwać, nie widziałem ludzi, nie chciałem nikogo innego, tylko ją. Straciłem wszystko. Gdyby nie praca chyba bym wtedy oszalał. Tylko ona dawała mi siłę. Miałem swojego patyczaka, którego musiałem wyhodować. To dzięki niemu nie popadłem w alkoholizm, nie zatraciłem się w tych co rusz wprowadzanych na rynek nowych narkotykach. Postanowiłem, że jedna porażka, nie zmieni moich planów. Pracowałem cały czas. Udoskonalałem moją postać. Patrzyłem jak rośnie, jak się zmienia. Po pewnym czasie nabrała już ludzkich kształtów. Długie cienkie odnóża przekształciły się w ręce i nogi. Twarz nabrała kolorów, jakiegoś wyrazu. Ciało pokryło się skórą, jasną delikatną warstwą. Wydawała mi się wtedy najbardziej ludzką istotą, jaką widziałem od dawna. Była taka wyjątkowa. Nawet trochę przypomniała mi Janet. Przywiązałem się do niej. Nie zauważyłem, kiedy to się stało. Laboratorium było już moim domem, odciąłem się od świata na kilka dobrych lat. Nie opuszczałem gabinetu, nie chciałem zostawić jej samej. A raczej ja nie chciałem być sam, wiedziałem, że mam tylko ją, i nie mogę jej stracić. Rozmawiałem z nią, a ona mnie słuchała. Umiała słuchać, nigdy nie protestowała, nie narzekała, że za dużo gadam. Nie oceniała mnie. Poza tym cieszyło mnie to jak się zmienia. Jak rośnie, każdego dnia dostrzegłem w niej coś nowego. Stała się dla mnie kimś ważnym. Nie sądziłem, że zdołam poczuć coś takiego jeszcze raz. Jednak wciąż oplatała ją pępowina i nie mogłem się jej do końca przyjrzeć. Dlatego rysowałem sobie jej obraz w głowie, ubierałem w piękne sukienki, takie jak kiedyś nosiła Janet. Żałowałem, że nie mogę jej dotknąć, może dlatego starałem się zawsze być tak blisko niej. Wyobrażałem sobie, że cienki balonik tlenowy jest jej skórą. Zamykałem oczy i gładziłem ścianki komory tlenowej. Brakowało mi czułości, kontaktu z ludzkim ciałem, z czymś mi znanym. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Czasami nawet nie musiałem nic mówić, po prostu siadałem obok i patrzyłem na nią. Miałem wrażenie, że się do mnie uśmiecha, że też coś do mnie czuję. Musiała coś do mnie czuć, znała mnie przecież całe życie. Tak jak kiedyś znała mnie Janet.

 

 

 

Przyszedł dzień narodzin. To była niesamowita chwila. Tak bardzo chciałem ją zobaczyć, dotknąć. Ale coś poszło nie tak, kiedy tylko opuściła balon tlenowy zaczęła się dusić. Nie rozumiałem co się dzieje. Była przecież tak bardzo prawdziwa, tak bardzo ludzka, nie sądziłem, że nie będzie potrafić oddychać w naszych warunkach. Nie zrobiłem dla niej żadnej maski, ani aparatu tlenowego, bo uważałem, że wyhodowałem człowieka. Była przerażona. Nie wiedziała coś się dzieje, kim jest i dlaczego ktoś wyrwał ją z miejsca, w którym była bezpieczna. Miała takie piękne oczy. Boże, jakie ona miała oczy. Nigdy wcześniej takich nie widziałem. Był w nich cały świat, ten który mogła stworzyć, który mogliśmy stworzyć razem. Coś jeszcze nieodkrytego, ale już tak prawdziwego. Chciała żyć, łapała swoimi różowymi wargami płytkie łyki powietrza, jednak nie potrafiła się nim nasycić. Nie mogłem już nic zrobić. Trzymałem ją w objęciach, patrzyłem na to, jak gaśnie. Chciałem dać jej jakieś imię. Już dawno przestałem o niej myśleć jak o zwykłym patyczaku. Pragnąłem sprawić żeby poczuła się jak człowiek. Tak bardzo przypominała mi Janet.

 

 

 

Długo po tym próbowałem znowu, z innymi patyczakami. Zawsze było tak samo. Każda kolejna istota umierała w moich objęciach. Chciałem stworzyć nowego człowieka, coś co będzie lepsze od nas wszystkich. Nie będzie miało krwi poległych na rękach, nie zostanie skażone tym brudnym od wybuchów powietrzem. Nie udało mi się. Komora tlenowa była ich bunkrem, miejscem gdzie czuli się bezpieczni, poza nią była tylko wojna. Był świat do którego nie należeli.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 14

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TrzeciaRano 4 miesiące temu
    Forma pamiernikarska i styl trochę jakby ściągnięte od innej użytkowniczki
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Witaj TrzeciaRano, miło Cię gościć pod moim tekstem po raz pierwszy!
    Tak oczywiście masz racje, wszystko zerżnęłam od innej użytkowniczki. A patrz, liczyłam na to, że się nikt nie zorientuje. Ach idę szlochać nad mym nędznym losem.
    Oczywiscie dziękuję Ci bardzo za opinię!
    Pozdrawiam!
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Znowu trafiły Ci się patyczaki? :)
    Styl - spoko, odpowiedni do zamysłu prezentacji fabuły, czyli wyznania. Jasno, przejrzyście, klarownie. Chlip, chlip... gdzie zagadki Mia? :(
    Jakaś jest, konkretnie w jaki to sposób, po atomowej apokalipsie, w bunkrze (albo poza nim, co dziwniejsze) jest potencjał technologiczny do hodowli tego patyczaka. Oczywiście można to uzasadnić, ale Autor nie raczył:)
    Trochę też dziwi, że wyhodowanej istocie nie zapewnił choćby przez czas jakiś aparatu tlenowego po opuszczeniu komory.
    Za to na plus pomysł na futuro hodowlę.
    5 leci, łap.
  • pkropka 4 miesiące temu
    Masz dużo dookreśleń w stylu mój, moją, mi, ja, jej. Szczególnie w pierwszym akapicie.
    "Po pewnym czasie nabrała już ludzkich kształtów. Cienkie odnóża przekształciły się w ludzkie ręce i nogi. Jej twarz nabrała kolorów, jakiegoś wyrazu. Była mi wtedy najbardziej ludzką istotą, jaką widziałem od dawna." - 3x ludzka

    Chyba los chciał, żebyś opisała takiego patyczaka. Fajny pomysł, bardzo na tak, ale miejscami miałam wrażenie, że napisany na szybko. Zabrakło mi też uzasadnienia, czemu chciał wyhodować człowieka. Czym to się różniło od dziecka? Z tekstu wynika, że ludzie wciąż żyli. Może nie w najlepszych warunkach, co wskazują używki, ale jednak żyli i zakładam, że mogli się rozmnażać.
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Hej, Mia!
    Na wstępie zaznaczam, że jestem dziś w raczej krytycznym nastroju. Może jutro historia by mnie przekonała, ale przeczytałam ją dziś i moim głównym zastrzeżeniem jest działanie bohatera, które wydaje się nie mieć sensu. Jaką szansą miała być ta istota, w czym była lepsza od człowieka? I jak bohater mógł nie dopatrzeć tak ważnej sprawy jak oddychanie w zwykłych warunkach? Z drobniejszych spraw: jak w oczach istoty, która niczego nie wie i niczego nie przeżyła, może być cały świat?
    Ok, a teraz plusy: podoba mi się opis tworzenia się i dojrzewania tej istoty.
    I bardzo fajny ten pomysł z Janet. Pewnie kochał ją przez ten cały czas... i tak głupio stracił.
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Wrotycz, Pkropko, Jesień dziękuję Wam bardzo za komentarze, tak racja tekst jest niedopracowany ale to pewnie dlatego, że jest ściągnięty od innej uzytkowniczki, także no nie ma co czytać.
    Pozdrawiam! :)
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    Mia... kotuś, ech....
    Buziaki!
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Mia, weź się. Popraw, jeśli chcesz, i oddawaj tu tekst. Co do stylu, to ja widzę, że jest TWÓJ, więc naprawdę nie fochaj i nie smutkuj, ok?
  • pkropka 4 miesiące temu
    Mia, aż się człowiek boi komentować. Nie było źle, kilka poprawek i byłoby naprawdę git.
    Nie warto kasować, wszyscy się tu uczymy i każdy stara się uwagami pomoc jak może, a nie podcinać skrzydła.
  • jagodolas 4 miesiące temu
    zbyt daleko posunięta ingerencja w cokolwiek, zawsze wzbudzała i wzbudza mój sprzeciw, ale w tym opowiadaniu zaintrygowała mnie złożoność uczuć. Główny bohater najpierw traktuje Janet jak plączącącego się pod nogami psa, potem jakby dojrzewa, uświadamiając sobie coś. Dobre, wciągające. Piątak
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Mia123→Wróć tekst, bo nie zdążyłem przeczytać.Pozdrawiam:))
  • Ritha 4 miesiące temu
    Halo! Gdzie jest tekst? Proszę o przywrócenie, chciałabym przeczytać :(
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Dziękuję Wam bardzo za powyższe komentarze. Jestem Wam wdzięczna za to, że tak licznie udzielacie się pod moimi tekstami, mimo tego że one zdecydowanie nie są warte aż takiej uwagi. Niemniej Wasze słowa cieszą, i każda zawarta w nich wskazówka jest dla mnie cenna. Także ten, no tekst ogarnełam na tyle ile mogłam, jak ktoś chce może se przeczytać. Jeszcze raz dziękuję, jesteście suuuper!
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Mia123.Jutro na nieśpiąco przeczytam:))
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Spoczko. Wróć wypoczęty :)
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Mia123. W moim subiektywnym odczuciu, tekst bardzo ciekawie napisany i zaiera pewną myśl, tylko trudno mi ją wysłowić... coś w rodzaju, że prawda o człowieku, musi zawierać wszystko, z czego się cieszy i dzieki czemu czasmi cierpi. Inaczej będzie się bać ''urodzić'' On o tym jakby zapomniał. Hodował swoją ''wyobraźnię o niej''.
    No nie wiem, czy mi się udało przekazać, co chciałem. Film mozna by nakręcić... Pozdrawiam - 5.
  • jesień2018 4 miesiące temu
    Dekaos Dondi piękna interpretacja!
    Mia, dobre zmiany, teraz tekst podoba mi się bardziej:)
    Troszkę mi zabrakło tego ostatniego zdania o Janet, podobało mi się, jak kończyło tekst, ale za to wyraźniej wplotłaś motyw w tekst, a obecne zakończenie też jest poruszające, choć w inny sposób.
    Uściski:)
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Witaj Deakos Dondi! Bardzo dziękuję Ci za taki motywujący komentarz i taką piękna interpretacje. Cieszę się, z tego jak odczytałeś ten tekst..
    Pozdrawiam serdecznie! :)
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Cześć Jesień! No tak trochę zmieniłam, zasugerowałam się Waszymi opiniami tzn. Twoją, Pkropki i Wrotyczki. Uświadomiłyście mi to, że temu opowiadaniu jeszcze dużo brakuje. Poza tym po przeczytaniu komentarzy stwierdziłam też, że za dużo uwagi skupiło się na Janet. A nie o takie coś mi chodziło, dlatego też zmieniłam końcówkę i trochę odsunęłam na bok ten wątek "miłosny". Dzięki wielkie, za komentarz! Pozdrawiam :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Hmmm, nie wiem skad ta krytyka, bo dla mnie opowiadanie jest jasne i klarowne (i nie pisze, zeby Cie pocieszyc, jestem ostatnia osoba, która zna sie na pocieszaniu ludzi), tylko serio świetnie nakreslona historia - i bardzo mi sie podoba motyw, ze on chciał wyhodowac inna istote, niż my ludzie. A moze coś źle zrozumeialm? Nararcja przyjemna, nie zmeczyło mnie opowiadanie, dodatkowo napisane w sposób obrazowy (scene, gdy umieraja mu na rekach wycignieci dopiero co z kapsuły miałam przed oczami).
    Zosatwiam gwiazdy, pozdrawiam :)
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Ritha, a no krytyka stąd, że tekst był niedopracowany, poza tym zawsze znajdzie się ktoś komu się coś będzie nie podobać. Ale jejku ja naprawdę nie dogodzę wszystkim. Poprawiłam ten tekst na tyle ile mogłam, a że dalej jest z nim coś nie tak. No kurde takie są właśnie moje opowiadania. Jest tutaj od groma dobrze piszących ludzi, i u nich wszystko smiga, u mnie nie. I to się raczej nie zmieni. Nie wiem, może ja tu faktycznie wyrobiłam sobie opinie takiej smetnej kici, która to zaraz rozsypie się po kilku niepochlebnych komentarzach. Ale ja taka nie jestem. Staram sie tak nie być. Nie z każdą opinią się zgadzam, ale każdą doceniam. Dlatego jak coś spieprze to chcę o tym wiedzieć. No ale skoro mówisz, że Ci się podobalo, to ja się już zamykam. Dziękuję bardzo za opinie.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • sensol 4 miesiące temu
    Podeszłem do niej, i otarłem łzę z jej zaróżowionego od chłodnego wiatru policzka. Wtedy ujrzałem jej piękne ciemne oczy - kurde. no bez przesady. an portalu literackim piszesz "podeszłem"?
    niestety mnie nie zachwyciło to opowiadanie
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Witaj Sensol, jak widać, tak właśnie piszę. Dziękuję Ci bardzo za wyłapanie tego błędu i opinie. Rozumiem, że opowiadanie może się nie podobać.
    Pozdrawiam :)
  • Canulas 4 miesiące temu
    "To jest już częścią mnie. To jak potoczyło się wtedy moje życie ukształtowało moją dalszą podróż." zbyt dużo mnie/moje/moją.

    "Rozmawiałem z nią, a ona mnie słuchała. Umiała słuchać, nigdy nie protestowała, nie narzekała, że za dużo gadam. Nie oceniała mnie. Poza tym cieszyło mnie to jak się zmienia." - i tu.

    "Miałem wrażenie, że się do mnie uśmiecha, że też coś do mnie czuję. Musiała coś do mnie czuć, znała mnie przecież całe życie. Tak jak kiedyś znała mnie" - tu aż cztery razy.

    OK. Sama historia daje radę pod kontem fabuły, natomiast cała ta - tak prezycyjnie odmierzona otoczka emocjonalna - kompletnie mnie ominęła. Nie wczulem się w bohatera, nie odczuwalem jego rozterek.
    Natomiast uchwycenie tematu bardzo fajne.
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Ojej wiedziałam, że jest dużo powtórzeń, ale że aż tyle. Ogarnę albo i nie, nie wiem. Rozumiem, nie siadło, miało prawo. Dziękuję Ci za przeczytanie i opinie.
    Pozdrawiam :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Siemanko Mia, widziałam po komentarzach, że coś zmieniłaś, a i zdążyłam trochę zapomnieć, więc można powiedzieć, ze zasiadłam na świeżo ;)
    "Nie prosiliśmy o to, aby do nas wrócili, wiedzieliśmy, że to jest niemożliwe i nawet sam Bóg tego nie uczyni. Prosiliśmy więc o lekką śmierć, o to, aby ich dusze nie zbłądziły, tylko po prostu bezpiecznie dotarły do miejsca, gdzie każdy z nas chce trafić. Do nieba, do Pana, który weźmie ich w objęcia i rozgrzeszy z krwi, która zalewała im dłonie." - nie wiem czemu ostatnio Ci tego fragmentu nie wkleiłam. Podoba mi się, wtedy też zrobił na mnie wrażenie.
    "Nie miałem odwagi zapytać się jej, o co chodzi," - sugerowałabym 'Nie miałem odwagi zapytać, o co chodzi', ale zrobisz jak uważasz ;)

    Fajnie, że dodałaś motywację. W ogóle super, że chciało Ci się grzebać i poprawiać.
    Co do powtórzeń - polecam F3, wtedy żółty razi w oczy. Kiedyś spróbowałam u siebie z "się", jak Canu mi wytknął i prawie oślepłam ;)
    Najwięcej masz "mnie", z tego co widzę.

    Pozdrawiam :D
  • Mia123a 4 miesiące temu
    Hejo Pkropko! Cóż za miła i dość niespodziewana wizyta. No tak trochę zmieniłam, tez dzieki między innymi Tobie w sensie Twoim komentarzu, bo tekst był wtedy tak bardzo niedopracowany. Się zdenerwowała, i zaczęłam grzebać. Ja juz tak mam, że za pierwszym razem nie umiem napisać dobrze, tylko dopiero jak ktos mi coś wypomni to wtedy lecę i zmieniam. Praktycznie każdy mój tekst przechodzi większe lub mniejsze zmiany. W tym wypadku to były te większe.Tak spróbuję z tym F3 bo jak widac mam problem z powtórzeniami. Duży! Noo i super, że wpadłaś po raz drugi.

    Ps : Się szykuj na moje wizyty. Tyleeee mam u Ciebie zagległego.

    Pozdrówka! :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    To chyba normalne, też zawsze poprawiam po wrzuceniu. U kogoś się więcej widzi ;)
    Oj nie wiem, czy będę gotowa :p
    A tak poważnie, zapraszam. Jesteś zawsze miłym gościem.
  • Mia123a 3 miesiące temu
    Hehe Pkropko mnie bardziej chodziło o to, że często zmieniam samą fabułę opowiadania, już po wrzuceniu, po kilku dniach. Zazwyczaj coś mi tam zgrzyta w tej "pierwotnej wersji" Jakiś fragment wywalam, jakiś dodaję (to częściej) itp. Ale co do błędów, to ja u siebie ich nie potrafię wyłapać, a u innych, ach tym bardziej.
    Tak wpadnę, się mi obiło o uszy, że piszesz serię, przeczytam z przyjemnością.
    Jeszcze raz dzięki :)
  • nimfetka 3 miesiące temu
    "Nie potrafiłem porzuci siebie" - porzucić*
    "ubierałam w piękne sukienki" - rodzajnik
    "miejsce gdzie czuli się bezpieczni" - miejscem*
    Być może czegoś jeszcze nie zauważyłam. Przeczytaj sobie jeszcze raz ten tekst, bo jakbyś niektórych rzeczy przez pośpiech nie dopatrzyła.

    Okej to na wstępie, mnie tak jak pkropce bardzo spodobał się fragment:
    "Nie prosiliśmy o to, aby do nas wrócili, wiedzieliśmy, że to jest niemożliwe i nawet sam Bóg tego nie uczyni. Prosiliśmy więc o lekką śmierć, o to, aby ich dusze nie zbłądziły, tylko po prostu bezpiecznie dotarły do miejsca, gdzie każdy z nas chce trafić. Do nieba, do Pana, który weźmie ich w objęcia i rozgrzeszy z krwi, która zalewała im dłonie."
    Ale jeszcze ten lubię, tylko popraw to przeklęte "miejsce":
    "Komora tlenowa była ich bunkrem, miejsce gdzie czuli się bezpieczni, poza nią była tylko wojna. Był świat do którego nie należeli."

    Co do pomysłu na fabułę, bardzo w porządku, ale jeżeli chodzi o zapis jako taki, dla mnie za mało szczegółów, za szybko i trochę niedbale. Mogłaś trochę skrupulatniej do tego podejść, bo ma potencjał. No, ale koniec końców, nie jest to zły tekst, po prostu niedopracowany. Na pewno stać Cię na więcej, Mia, bo masz zadatki.
    Czwóreczkę Ci sprzedam, nie bij mnie.
  • Mia123a 3 miesiące temu
    O Nimfetka! Coż za miła wizyta. Tak muszę jeszcze raz przejrzeć to opko, błędy oczywiście poprawię - jutroooo. Nooo czwóreczka, może być. Dzięki Ci bardzo za komentarz.
    Pozdrawiam!
  • Aga jednostrzały 3 miesiące temu
    Hej,
    drobiazgi
    "... wtchudzonego ciała" - jakiego ciała?
    Aleś wymyśliła z tymi patyczakami xdd niesamowity pomysł i to universum po trzeciej wojnie. Super.
    Technicznie ociupinke gorzej, ale pomysł - rispekt xd
    Pozdrawi
  • Aga jednostrzały 3 miesiące temu
    ...am xddd
  • Mia123a 3 miesiące temu
    No hej Aguś. Fajnie, że opowiadanie Ci się podobało. Szczerze to na ten pomysł (coś w tych klimatach) wpadłam już te trzy miesiące temu, kiedy pierwszy raz dostałam te już moje ukochane patyczaki, ale wtedy chyba bałam się brać za tak bardzo "nierealny temat". No więc teraz nie mogłam po prostu napisać tego inaczej, jak właśnie tak. No technicznie to ja wiem, że u mnie nie najlepiej. Ach, tyle razy zmieniłam to opko, ze juz chyba więcej nic z niego nie wycisne. Bardzo dziękuję Ci za wizytę i te miłe słówka.
    Pozrawiam!
  • Tessa 3 miesiące temu
    Trochę za szybko. Wolniejsza akcja pozwoliłaby się bardziej wczuć, bo pomysł naprawdę bardzo dobry. Wiem, że często pisarz chciałby przyspieszyć akcję, żeby dojść do ulubionego momentu, który chciał już napisać. Musimy być cierpliwi :D
    Jakby ten tekst trochę zmodyfikować, dodać więcej szczegółów, to byłoby bardzo dobrze :D
    Co do samych patyczaków... Na pewno nie wpadłabym na taki pomysł. Trzecia wojna światowa i patyczaki, normalnie no way :D

    Pozdrawiam :D
  • Mia123a 3 miesiące temu
    Dziękuję za wizytę, Tesso. Rozumiem, za szybko, no ale cóż, raczej na pewno nic tu już nie dopiszę.
    Pozdrawiam serdecznie! :)
  • Trening Wyobraźni 3 miesiące temu
    Mia, oto Twój zestaw:
    Przedszkolanka
    Kupno domu

    Gatunek (do wyboru): horror lub list
    Pod kątem antologii możliwe też pochodne horroru

    Piszemy do niedzieli 21. lipca, godz.19.00.

    Powodzenia :)
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – dziś o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Mia123, oto Twój zestaw:
    Postać: Przystojny nauczyciel
    Zdarzenie: Zgubienie monety

    Gatunek (do wyboru): Western lub Romans/erotyk lub (pod kątem Antologii) Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 4 sierpnia (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania