Opowiadanie (Łowca), czy ma to jakiś potencjał?

Szlak prowadzący do wsi zagradzał przewrócony wóz. Konia, który go ciągnął nie było widać nieopodal. Brisig wiedział co to znaczy, wóz albo uległ wypadku bądź napadli go bandyci. Zatrzymał swojego wiernego konia i zsiadł z niego. Wokół nie było żywej duszy, a pogoda dawała o sobie znaki. Mgła przysłaniała większość pola widzenia. Nie wiedział czy jest naturalna. Przywiązał konia do drzewa obok szlaku, dalej od wozu, a sam ruszył w jego stronę. Rękę z przyzwyczajenia trzymał na rękojeści swego miecze. Przez głowę przemknęło mu wiele myśli, że to może być podstęp albo pułapka. Raz na dalekiej północy miał taki sam przypadek. Wóz jak gdyby nigdy nic leżał przewrócony na środku szlaku. Był młodszy niż teraz, mniej przezorny. Nie zwrócił nawet na niego uwagi, gdy z pod spodu i zza drzew wybiegło na niego trzynastu bandytów. Ziemia szybko spłynęła ich krwią. Lecz teraz czuł, że jest inaczej, jest co raz bliżej wozu, a nic się nie dzieje. Stał już przy nim, jedno koło odleciało kilka metrów od wozu. Cały towar do, którego należały różnorakie piwa oraz wina leżał na ziemi.

- Czyli to nie napad. – mruknął do siebie.

Zauważył, że pod wozem coś leży. Kucnął z prawej strony, od tyłu wozu. Zerknął pod niego i aż się wzdrygnął. Pod wozem leżało ciało młodego człowieka. Rozerwane na strzępy od bełtów i pocięte przez wiele mieczy.

- Zmasakrowali go. Nie miał szans.- z wyraźną pogardą.

Usłyszał coś w zaroślach. Odwrócił się szybciej niż ktokolwiek. W jego stronę leciał bełt, uchylił się w lewo, a bełt trafił beczkę z piwem korzonkowym. W pośpiechu schował się za wozem, z obawy o więcej bełtów. Mógł uniknąć dwóch bełtów, ale kilku naraz nie dałby rady. Spod płaszcz wyciągnął swój miecz. Pochwa była pięknie zdobiona. Jadeitowe kamienie przeplatały się wzajemnie z rubinami. Na samym jej środku był kamień piękniejszy niż inne, przeźroczysty a zarazem mglisty. Brisig nie znał jego pochodzenia, należał do starego świata.

- Nieznajomy! Nie ukrywaj się, wiemy że tam jesteś.- krzyknął do niego ktoś z oddali.

Brising nie odpowiedział. Wiedział już, że krzyczący do niego człowiek nie jest sam. Wyciągnął z pochwy miecz, miecz jaśniejszy niż jakikolwiek. Rękojeść była prosta, wykonana z ciemnego drewna świerkowego. Wrażenie sprawiał materiał z jakiego wykonano ostrze, połysk wydawało się, że można by zobaczyć z odległości wielu kilometrów. A jednak w najciemniejszej nocy był wręcz niezauważalny. Brising schował miecz pod wóz, obok martwego człowieka. Wstał i odszedł krok od wozu.

- Jestem bezbronny, poddaje się.- powiedział w stronę lasu.

- Słyszeliście chłopaki?! Rik i Maren podejdźcie i sprawdźcie czy mówi prawdę. – krzyknął głos z lasu.

Średnia ocena: 2.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Florian Konrad 2 miesiące temu
    "wóz albo uległ wypadku" - komu? czemu? wypadkowi. autorze, nawet deklinacji nie umiesz. dalej nie czytam. do szkoły!
  • akwamen 2 miesiące temu
    Nie ma potencjału ;(
  • Canulas 2 miesiące temu
    Niestety lipa
  • szopciuszek 2 miesiące temu
    Na razie niestety opowiadanie nie porywa. Nie chciałabym jednak, żebyś tak od razu się zrażał/a, więc wpiszę parę rzeczy, które trzeba poprawić:
    1. Błędy, których można było uniknąć. Zanim się wstawi opowiadanie najlepiej odłożyć je na jakiś czas (chociaż dzień, dwa), a potem przeczytać jeszcze raz. Można wtedy wyłapać błędy typu: "spod płaszcz", "pogoda dawała o sobie znaki" (dawała się we znaki) itp.
    2. Powtórzenia, np. bełty i wóz dosyć często się powtarzają.
    3. Nie trzeba robić z bohatera od razu przekoksa, bo walka z 13 przeciwnikami z zaskoczenia to przegrana sprawa. No chyba że to taki świat.
    4. Błędy logiczne: miecz, który świeci, ale jednak chyba nie, bo przeciwnicy nic nie zobaczyli. To świeci czy wydaje się, że świeci, kiedy się na niego patrzy? No i bohater wyjął go z pochwy i rzucił pod wóz. A co z pochwą? Nadal ją ma? To jakiś genialny plan czy tylko niedopatrzenie?
  • JamCi 2 miesiące temu
    Wczoraj czytałam i nie wiem czemu, ale miałam wrażenie celowości. Jakbyś świadomie te błędy tu wpisał i wystawił tekst. Na rybkę? Nie wiem. Pewnie się mylę, jeśli ttak, to sorki. Ale one takie jakieś zbyt oczywiste. Jakby zrobione na siłę.
  • Karawan 2 miesiące temu
    Zatrzymał swojego wiernego konia i zsiadł z niego. -swojego albo wiernego - zbędne, z niego - zbędne.
    a pogoda dawała o sobie znaki.- to normalne, po to jest pogoda. Może się dawać we znaki, ale o sobie? Krzyczała "jestem uważaj!" czy może machała mgłą i stroiła straszne miny?
    trzymał na rękojeści swego miecze.- literówka
    Wóz jak gdyby nigdy nic leżał przewrócony na środku szlaku. Był młodszy niż teraz, mniej przezorny. - znaczy o ile był młodszy ten wóz a może to szlak był młodszy i mniej przezorny?
    Nie zwrócił nawet na niego uwagi, gdy z pod spodu i zza drzew wybiegło na niego trzynastu bandytów. Z pod wozu czy z pod szlaku? A ilu z za drzew?
    Dobra, dalej nie będę bo nie chodzi o to by Cię zniechęcić do pisania. Ten zapis Twoich wyobrażeń o jakimś, Twoim zdaniem ciekawym zdarzeniu jest chaotyczny, nieprzemyślany i pełen różnych błędów. Wszystkie do naprawienia i do uniknięcia. To zależy od Ciebie. Może więc spróbuj poprawić co zostało zamieszczone i przemyśl czy to co próbujesz pokazać faktycznie tak wygląda. A wino korzonkowe... no, ciekawe z jakich to korzonków? Trzeba takie detale sprawdzać!! Pozdrawiam i powodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania