Opowieść o Czarodziejce i Lisku - część 1

Wspinałem się na najwyższy szczyt Japonii, Fudżi. Była zima, sypał śnieg, istna śnieżyca. Dlaczego więc szedłem przed siebie, nie zważając na to wszystko? Ano dlatego, że gonił mnie czas. Tak, miałem już prawie sto lat i śmierć zaglądała mi w oczy. Ale czego może szukać w takim miejscu podstarzały japoński generał, a w zasadzie cesarz? Odpowiedź jest prosta. Źródła wiecznej młodości. Nie chciałem umrzeć, nie mogłem. Mój kraj mnie potrzebował. Dlatego, gdy kilkadziesiąt lat temu znalazłem księgę w grobowcu pewnego mędrca, a w niej wzmiankę o Źródle, musiałem to zbadać. Poświeciłem całe życie, aby je odnaleźć i w końcu mi się udało. Zgodnie z moimi ustaleniami, znajduje się ono na samym szczycie Fudżi. Zgodnie z zapisami księgi, trzeba było udać się tam samemu, praktycznie bez niczego. Z tego też powodu, kroczę przed siebie tylko i wyłącznie w zbroi oraz z kataną przy pasie.

Wędrowałem tak jeszcze przez ponad godzinę, wchodząc coraz wyżej i wyżej. Śnieg sięgał mi do pasa, siwa broda całkowicie zesztywniała od mrozu. Myślałem, że zamarznę, ale uparcie stawiałem krok za krokiem, idąc naprzód. Po pewnym czasie dotarłem do miejsca, które na pierwszy rzut oka wydawać się mogło naturalnie wyżłobionym korytem rzeki, lecz po dłuższym czasie dało się zauważyć, że „tunel” został stworzony przez człowieka. Nie było innej drogi, musiałem nim podążyć. Bez zbędnego rozmyślania, ruszyłem przed siebie. Przez brak stropu i tutaj było mnóstwo śniegu, ale dzięki wysokim skalnym ścianom, wiatr nie zawiewał już tak mocno. Tyle dobrego - pomyślałem.

Nie wiem, ile trwała droga lecz dotarłem do jej „końca”, a dokładnie do wielkiej ściany wyglądającej jak jednolita skała. Dostrzegłem na niej również coś na kształt wrót. Podszedłem bliżej. Nic szczególnego, jakby sam tylko zarys. Mimo to dotknąłem ich. Chciałem sprawdzić, czy da się je otworzyć. Nic z tego. Jednak w pewnym momencie, w miejscu, gdzie trzymałem dłoń, pojawiło się światło. Zabrałem ją i ujrzałem napis:

„Co robimy, gdy chcemy kogoś pocieszyć lub zażegnać konflikt?”

To chyba zagadka, może, gdy znajdę odpowiedź na to pytanie, wrota się otworzą? - powiedziałem sam do siebie.

Zamyśliłem się.

Co robimy... gdy... chce... kogoś pocieszyć? Zażegnać konflikt? - powtórzyłem w głowie

Dumałem, dumałem, gdy nagle powróciłem do odległej przeszłości. Do dzieciństwa. Mieszkałem jeszcze wtedy z rodzicami. Oboje byli rolnikami i dobrze służyli cesarstwu. Ojciec często się smucił, zwłaszcza gdy zbiory nie poszły tak, jak tego oczekiwał. Wtedy matka robiła jedną rzecz, jedną jedyną rzecz i cały smutek jakby się rozpływał, a wszelkie spięcia mijały. Cóż to takiego było? Nie mogłem sobie przypomnieć.

Myślałem, myślałem, aż w końcu doznałem objawienia.

- Matka tuliła ojca do piersi, jak dziecko! - wykrzyknąłem tryumfalnie.

„Co robimy, gdy chcemy kogoś pocieszyć lub zażegnać konflikt?”

- Odpowiedź brzmi, tulimy - rzekłem w eter.

W tym momencie skała zazgrzytała, a wrota otworzyły się z potężnym hukiem.

Nie zastanawiając się wiele, przeszedłem przez nie.

 

*

 

To, co za nimi ujrzałem, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Sporej wielkości polana pełna zieleni i różnych rodzajów kwiatów. Wszystkie razem tworzyły niebywały spektakl kolorów, co już samo w sobie zapierało dech w piersiach. Jednak najdziwniejsze w tym wszystkim było to, iż panowała tutaj piękna wiosna, a jeszcze jakiś czas temu przecierałem się w mrozie przez zaspy śniegu. Kolejną rzeczą, która zwracała uwagę i rzucała się w oczy, było olbrzymie drzewo wiśni w pełnym rozkwicie. Całe obrośnięte pięknymi różowymi płatkami. Jak żyję, czegoś takiego nie widziałem - pomyślałem. Podszedłem bliżej, aby dokładniej przyjrzeć się drzewu i wtedy to ujrzałem.

Stało zaraz obok drzewa jakby kamienny słup lub kolumna. Zaciekawiony powędrowałem w stronę dziwnego obiektu. Chyba była to jakaś półka albo stojak, gdyż leżał na tym jakiś przedmiot. Zniżyłem wzrok i spojrzałem dokładniej. Moje oczy patrzyły na mały Widelec. Tak, na Widelec. Taki kawał drogi, tyle trudu, dla czegoś takiego? To jakiś żart - pomyślałem. Dotknąłem kamiennej konstrukcji, licząc na kolejną wskazówkę. Nic z tego.

- I co mam niby zrobić z tym jakimś Widelcem? Gdzie moje Źródło Wiecznej Młodości? - zastanawiałem się.

Dla pewności przeszukałem całą polanę. Niestety, nie było na niej nic poza tym jednym przedmiotem. Zrezygnowany, z zamiarem powrotu, chwyciłem widelec w dłoń.

Gdy tylko to uczyniłem, zaczął świecić tak jak wcześniej napis na wrotach. Jasność ogarnęła całe moje ciało.

Nie widziałem już nic.

 

*

 

Ocknąłem się, otworzyłem oczy. Zobaczyłem, że znów jestem na polanie. Jednak tym razem coś się zmieniło. Wyczuwałem czyjąś obecność. Chciałem błyskawicznie wstać i przyjąć pozycję obronną, lecz niestety, lata już nie te. Leżałem więc nadal. Podniosłem wzrok ku górze. Nie myliłem się. Stała nade mną kobieta. Spoglądała na mnie. Miała kruczoczarne włosy sięgające do ramion, zielone oczy i smukłą sylwetkę. Ubrana była w piękną szmaragdowozieloną suknię, sięgającą aż do ziemi. Stojąc, wyglądała tak, jakby była zrośnięta z ziemią i trawą. W końcu po dłuższej chwili, gdy tak bezczelnie się na nią gapiłem, rzekła:

- Witaj dzielny podróżniku.

Byłem lekko oszołomiony i zbity z tropu, nie wiedziałem co zrobić, więc odpowiedziałem tylko:

- Witam.

- Wszystko dobrze? - spytała i pomogła mi się podnieść.

- Tak, chyba tak. Kim jesteś i co to za miejsce?

- Jestem Czarodziejką, a to jest Polana Początku - powiedziała po prostu i uśmiechnęła się.

- Początku? Jakiego początku?

- Hmm - zamyśliła się. - Początku czegoś nowego? Początku krainy? Jest wiele początków, ale mniejsza o to. Wiem, kim jesteś i po co przybyłeś.

- Naprawdę?

- Tak, obserwowałam cię, od samego początku twojej wędrówki tutaj. Szukasz Źródła Wiecznej Młodości?

- Dokładnie, wiesz coś o nim? - spytałem, a w moich oczach zapaliły się iskierki.

- Owszem, wiem - odparła i uśmiechnęła się, widząc moją reakcję.

- W takim razie możesz mnie odmłodzić? Bo jak widzisz, mam prawię setkę na karku i za niedługo mogę wyzionąć ducha.

- Mogę, ale w zamian za to, będziesz musiał mi w czymś pomóc - powiedziała poważnie.

- Zrobię co zechcesz - odpowiedziałem bez wahania.

- Wiedz, że wiązać się to będzie z pewnymi konsekwencjami, a dokładnie... - jednak nie dokończyła, gdyż wszedłem jej w słowo:

- Nie ma czasu, zaprowadź mnie do Źródła, bo jeszcze mi pikawa siądzie, zanim mnie odmłodzisz.

- Jesteś pewny? - spytała.

- Całkowicie.

- Tylko nie miej potem do mnie pretensji, chciałam cię ostrzec.

- Nie ma czasu, nie ma czasu, zaraz naprawdę się rozsypię.

- Niech będzie, masz przy sobie Widelec?

- Że niby to, co znalazłem wcześniej?

- Tak. Daj mi go.

Wyjąłem zza pasa przedmiot i podałem go Czarodziejce. Wzięła go w prawą dłoń, skupiła się i jakby zamyśliła. Po chwili Widelec zaczął świecić tym samym światłem co wcześniej. Kobieta nakierowała na mnie promień energii.

I nagle poczułem, jak młodnieję, jak powraca moja dawna witalność z najlepszych lat. Zniknął wszelki ból i inne dolegliwość związane z podeszłym wiekiem. Znów miałem trzydzieści lat.

Było po wszystkim, jednak coś się nie zgadzało. Miałem wrażenie, jakbym się zmniejszył, a może wszystko dookoła się powiększyło. Nie wiedziałem. Za to Czarodziejka patrzyła na mnie jak na najsłodszą rzecz na świecie. Dlaczego? Co się stało?

- Czarodziejko, co się dzieje? Czemu mam wrażenie, jakbym był malutki? - spytałem.

- Bo jesteś - odparła i nadal patrzyła się na mnie tym wzrokiem pełnym iskierek.

- Jak to?

- No normalnie, jesteś teraz Mały Lisek Piękny Leśny.

- Że co?

- No Lisek.

- Ale dlaczego?

- Taka była cena za młodość.

- Nic mi o tym nie powiedziałaś - poskarżyłem się.

- Mówiłam, ale nie dałeś mi dokończyć, jak dziecko - powiedziała z uśmiechem.

Nie wiedziałem co mam zrobić ani co powiedzieć. Jak ja, największy wojownik swoich czasów mogę być jakimś liskiem. Spojrzałem po sobie. Rude futerko, biały brzuszek, kita. Nie, nie, nie. To musi być sen. Aby to potwierdzić, ugryzłem się w ogon. Zabolało jak diabli i ani trochę nie pomogło.

To naprawdę była rzeczywistość.

- Wrobiłaś mnie, ciekawe kto tu powinien być przebiegłym Liskiem, hmm? - spytałem i nadąsany odwróciłem się do niej plecami.

- Jesteś słodki, gdy się złościsz. Nie spodziewałam się tego po tobie - rzekła i wybuchnęła śmiechem.

Ja, potężny wojownik nie będę żadnym liskiem. Chcąc uciec jak najdalej, wystartowałem jak rakieta. Jednak sekundę później, jakaś niewidzialna siła zatrzymała mnie w miejscu. Usłyszałem głos czarodziejki:

- Oj, nie dąsaj się Lisku. Choć ze mną do mojej chatki. Robi się ciemno, a ty nie masz gdzie spać - powiedziała i zaczęła przyciągać mnie do siebie.

Leciałem w powietrzu, wymachując łapkami i próbując się uwolnić. Nic z tego. Złapała mnie w dłonie.

- Mam cię, haha.

Zaczęła iść w kierunku chatki. W tym samym czasie głaskała mnie po łepku.

- Jam jest Pierwszy Szogun i Cesarz Japonii! - krzyczałem.

- Tak, tak - odpowiadała, śmiejąc się serdecznie.

- Proszę zaprzestać głaskania, bo nie mogę myśleć. Jam... jest Pierwszy... Japonii... Cesarz... Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Nie mogłem normalnie kontaktować ani mówić. To, to głaskanie tak na mnie działało? Co prawda było przyjemne, ale żeby, aż tak? W czasie, gdy ja zbierałem myśl, Czarodziejka zaczęła głaskać mnie jeszcze bardziej. Zacząłem mruczeć.

Od razu to wyczuła:

- O proszę, widzę, że komuś się podoba - powiedziała z satysfakcją.

- Wcale... mi się... nie podoba... - z tego wszystkiego praktycznie nie mogłem mówić. Dlatego też zamilkłem.

W końcu dotarliśmy do chatki. Nie była duża, lecz mimo wszystko przestronna. Wnętrze było ładnie urządzone. Wszędzie znajdowały się kwiaty, prawdopodobnie z polany. Wszystkie meble, zarówno stół, krzesła, szafy i tym podobne rzeczy, były z drewna. Domek posiadał pięć okien. Cztery z nich skierowane były w odpowiednie strony świata. Po jednym na każdy kierunek, północ, południe i tak dalej. Natomiast piąte mieściło się w suficie. Położenie ich wszystkich musiało zapewniać doskonałe oświetlenie podczas dnia.

Sama chatka składała się z dwóch pomieszczeń. Jednego głównego będącego zarówno kuchnią, jak i jadalnią oraz sypialni.

Skierowaliśmy się do tego drugiego. Czarodziejka usiadła w fotelu. Spocząłem u niej na kolanach.

- Co chcesz zrobić? - spytałem niepewnie.

- Odprawić nasz codzienny rytuał - odpowiedziała i sięgnęła po szczotkę, leżącą na półce po prawej stronie.

- Czyli co?

- Wyczesać cię - rzekła z uśmiechem, który nie schodził z jej twarzy od dłuższego czasu.

- O nie, nie, nie - zaprotestowałem.

- O tak, tak, tak.

Zaczęła mnie czesać.

O nie, zaraz znowu odpłynę - pomyślałem. Muszę działać, dopóki jeszcze mogę.

- No ale może... powiesz mi... o co chodzi... z tą... pomocą i zamianą... w liska? - spytałem ostatkiem świadomości. To było zbyt przyjemne. Nie wiedziałem, że zwierzęta naprawdę są na to tak wrażliwe. Czułem, jak tracę kontakt z rzeczywistością.

Czarodziejka w tym czasie czesała mój łepek, potem łapki, brzuszek i na końcu kitę.

- Wszystko w swoim czasie, w swoim czasie - powiedziała delikatnym głosem.

Nawet nie wiedziałem, kiedy to się stało.

Po prostu zasnąłem.

 

Shogun

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • A. Hope.S 2 miesiące temu
    Tekst z początkiem bardzo poważnie napisane, a pod koniec TAKA ruda kita . Uśmiałam się :D
  • Shogun 2 miesiące temu
    Cóż, trzeba było odpowiednio zbudować klimat, aby potem był szok :)
    Cieszę się. O to chodziło, tekst miał być zabawny i miło słyszeć, że jest ;)
  • DEMONul1234 2 miesiące temu
    Tekst dobry, wynika, że bohater był kiedyś jakimś... explorerem? I wiem co zrobiłeś z tym japońskim generałem, gdyż słowo "Shogun" odnosi się do japońskiego dowódcy oddziału... samurajów? :-) Dam 5
  • Shogun 2 miesiące temu
    Znaczy kiedyś był Shogunem a później cesarzem, a raczej bardziej rządził jak cesarz. Tak, w tym kontekście słowo "Shogun" odnosi się do tytułu japońskiego generała. Cóż, może nie był explorerem, ale prawda, poszukiwał przez całe życie Źródła Wiecznej Młodości :)
    Miło, że wpadłeś ;)
  • DEMONul1234 2 miesiące temu
    Shogun Ano jakoś mało czasu mam ostatnio na Opowi :( Wrzuciłem właśnie kolejną część "Upadłego Królestwa" ale jakoś krótko wyszło. Polecam, zwłaszcza, że zwiastuje nadejście czegoś... dziwnego ^^
  • Shogun 2 miesiące temu
    DEMONul1234 ano, zaglądaj jak najczęściej możesz ;)
    Widzę właśnie, zaraz zerknę, na te "dziwności" :D
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    „lecz w końcu dotarłem do „końca”,”
    W końcu do końca – nie brzmi to najlepiej. Może wreszcie do końca
    „Po jednym na jedne kierunek”
    Po jednym na każdy
    „Byłem u niej na”
    Spocząłem (żeby nie ciągle być)

    Romans między tymi dwojgiem wisi w powietrzu jak gęsta mgła nad Modlinem, ale doprawdy trudno rozstrzygnąć dylemat, czy lisek odzyska cesarska postać, czy też czarodziejka zamieni się w lisicę. Oba te rozwiązania mają swoje plusy i minusy, choć nie wykluczałbym też innych przemian po drodze, w kukurydzę, jemiołę, ptaki ognistopióre…
  • Shogun 2 miesiące temu
    Dziękuję za wyłapanie niedociągnięć, cieszy mnie ich mała ilość :D
    Cóż, jak na razie nic zdradzał nie będę ;)
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    "Dlatego gdy" - wydaje mi się, że powinien być tu przecinek przed "gdy".
    "Nic szczególnego jakby sam tylko zarys." - przecinek, chyba, przed "jakby"
    "Mam cię haha." - dałbym tu przecinek
    "Shogun" - taa, łapię nawiązanie i tak dalej, ale sugeruję jednak użycie spolszczonej wersji

    No, widać tu pewne oczywiste inspiracje :) Tak czy siak wporzo tekst. Z początku myślałem, że będzie to coś poważnego, ale potem... no, humor przedni. Znaczy, że nie boki zrywać, ale naprawdę sympatycznie i milutko się zrobiło od środka do samej końcówki. Ogólnie jestem zaciekawiony w jakim kierunku to pójdzie. Na pewno jestem już przekonany co do relacji głównych bohaterów, których przedstawiłeś naprawdę naturalnie i przekonująco.
    Pozdro
  • Shogun 2 miesiące temu
    Wielkie dzięki Bucz :) No, ciekawe kto jest kim? haha. Cóż, na razie nic nie będę zdradzał, powiem tylko tyle, że pewne dalsze plany już mam.
    Dzięki również za wyłapanie przecinków, z pewnością to moja pięta Achillesowa :D, ale się poprawi :)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    - Jam jest Pierwszy Shogun i Cesarz Japonii! -
    Uśmiałam się jak norka przy tym zdaniu :D są przecinki do poprawy ale całość bardzo na plus :)
  • Shogun 2 miesiące temu
    Dzięki Koci :)
    No, z przecinkami walczę od zawsze, ale na szczęście jest coraz lepiej ;)
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Shogun wiem coś o tym, zawsze kilka się ukryje.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Kocwiaczek dokładnie, dlatego zawsze jestem wdzięczny za czujne oko czytelnika :D
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Shogi,
    fajny, humorystyczny tekst.
    Humorystyczny, ale i bajkowy.
    Podoba mi się. A zdanie zacytowane przez Koci przednie :)

    Poświeciłem całe życie
    Ę

    - Wiedz, że wiązać się to będzie z pewnymi konsekwencjami, a dokładnie..., jednak nie dokończyła, gdyż wszedłem jej w słowo:
    Brak myślnika.

    - Wcale... mi się... nie podoba... Z tego wszystkiego praktycznie nie mogłem mówić. Dlatego też zamilkłem.
    Brak myślnika.

    Jednego głównego będącego zarówno kuchnią, jak i jadalnią oraz sypialni.
    Spójrz na ostatnie słowo.

    Pozdrawiam
  • Shogun 2 miesiące temu
    Dzięki Antoni. Naprawdę miło mi, że ci się podobało :D
    I dzięki za wyłapanie niedociągnięć, bo szczerze ich nie zauważyłem, bom ślepy jak kret haha :D
  • Szpilka 2 miesiące temu
    Shogun

    Lekko się czyta, sympatyczna bajka 😉
  • Shogun 2 miesiące temu
    Szpilka dziękuję bardzo, miło mi to słyszeć ;)
  • Puchacz 2 miesiące temu
    pieszcz9och.
    m9oże być /he,he/
  • Shogun 2 miesiące temu
    A jak haha
    Dzięki, miło mi, że może być ;)
  • Onyx 2 miesiące temu
    Lekki, zabawny i przyjemny tekst. Super się go czyta
  • Shogun 2 miesiące temu
    Dziękuję Onyx. Naprawdę miło mi to słyszeć ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania