Ostatni na ziemi — cz. I

Słowo wyjaśnienia: Jest to wielki krok dla mnie, ale żaden dla Ciebie.

A tak poważnie – poniższe opowiadanie wyrasta na bazie TW o tym samym tytule, które chwilowo zostało wykasowane, żeby nie kusić. Mam nadzieję, że nawet po przeczytaniu pierwowzoru, wersja rozszerzona będzie Ci się podobać.

Jak uporam się z serią (lub umrze w męczarniach), to wrzucę z powrotem TW. Może komuś się przyda, jako nauka co, jak, z czego i dlaczego. Na pewno dla mnie będzie to ważna lekcja, niezależnie od wyniku końcowego.

 

________________________________________________________________________________

 

Siedziałem na ganku i obserwowałem szare niebo, zwiastujące pierwszy śnieg. Fotel bujany skrzypiał, kiedy wprawiałem go w uspokajający ruch, w tle szumiało radio. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na oprawiony w skórę dziennik, leżący na kolanach. Emocje walczyły o palmę pierwszeństwa, sam już nie wiedziałem, czy byłem szczęśliwy, że projekt wchodził w końcową fazę testów, czy wściekły, że mnie przy nich zabraknie. A może po prostu było mi smutno, że zostałem odsunięty?

Nie umiałem opanować drżenia dłoni, kiedy sięgałem po dziennik i otwierałem na pierwszej stronie.

 

2 lipca 2014r.

Od dawna zastanawiam się nad kontrolowaniem pogody. Sam pomysł brzmi niedorzecznie, ale ma duży potencjał. Od zapobiegania niedoborom żywności – moglibyśmy zamienić pustynie w tereny uprawne, poprzez zapobieganie wielu klęskom żywiołowym, aż po zastosowania militarne. Wystarczyłoby odpowiednio wyposażyć żołnierzy i wysłać do walki np. latem, zsyłając na wroga ostrą zimę. Możliwości są wręcz nieograniczone. […]

Dzisiaj wpadłem na pomysł, który ma szansę zadziałać. Trzeba wstrzyknąć odpowiednią ilość energii do jonosfery, muszę tylko wymyślić, jak tego dokonać. W międzyczasie porozglądam się za firmą, która będzie zainteresowana pomysłem. Wiem, że kilka, w sekrecie, pracuje nad podobnymi tematami. […]

 

Przerzuciłem parę stron zapełnionych wstępnymi pomysłami i szkicami. Wybudzony w nocy, z zamkniętymi oczami, sporządziłbym ich kopię.

 

15 sierpnia 2014r.

Jestem po kilku rozmowach, ale na razie nikt się nie zainteresował pomysłem. Trochę zacząłem go rozwijać, mam wstępny szkic systemu anten, ale wszyscy zgodnie twierdzą, że jestem za młody, brakuje mi doświadczenia i mierzę zbyt wysoko. Chyba chwilowo zatrudnię się w laboratorium należącym do wojska – tam mam największe szanse udowodnić, że posiadam wiedzę i umiejętności, niezbędne do poprowadzenia projektu. […] Jeszcze się przekonają, na co mnie stać.

 

Szmer dochodzący z pobliskiego drzewa odwrócił moją uwagę od czytania. Spojrzałem w jego kierunku i zauważyłem przyglądającą mi się sikorkę. Maleństwo kręciło główką, jakby zainteresowane tym, co robiłem. Powoli odłożyłem dziennik, obok parującej jeszcze kawy i wstałem, chcąc przynieść trochę słoniny. Ptaszek chyba opacznie odczytał intencje, bo podskoczył na gałązce i odleciał za dom.

Mimo zniknięcia gościa, przyniosłem z kuchni smakołyk i powiesiłem na gałęzi. Może jeszcze wróci dotrzymać mi towarzystwa. Tymczasem ponownie okryłem się grubym kocem i wziąłem w ręce zapiski. Otworzyłem na pamiętnej dacie.

 

21 grudnia 2015r.

Kierownik działu wezwał mnie dzisiaj na rozmowę. Widziałem, że od jakiegoś czasu przygląda się bliżej mojej pracy, więc kilkukrotnie napomknąłem o pomyśle kontrolowania pogody. Opłaciło się, mam dostać kilka osób do pomocy i rozwijać projekt. [pismo stawało się coraz mniej czytelne, z trudem odczytałem ostatnie zdania]. Jestem niespokojny, szczęśliwy i przerażony. Aż się cały trzęsę. Nie mogę się doczekać, kiedy uzyskamy pierwsze wyniki.

 

Zamknąłem oczy i oddałem się wspomnieniom. Następne lata były niesamowicie intensywne. Prężnie rozwijałem projekt, pojawiły się pierwsze sukcesy i dostałem pozwolenie na powiększenie zespołu. Pod koniec dwa tysiące siedemnastego roku kierowałem własnym działem, mimo że skończyłem dopiero dwadzieścia pięć lat. Myślałem, że kroczymy prostą drogą ku sukcesowi.

Poczułem, jak twarz rozciąga mi się w uśmiechu. Ależ byłem młody i naiwny.

Wystarczył rok, żebym nabrał pokory. Dotarliśmy do ściany, której w żaden sposób nie potrafiłem obejść, ani przeskoczyć. Potrzebowałem wystarczająco silnego źródła energii, którą potrafiłbym ukierunkować tam, gdzie jest potrzebna. Na każdym kroku miałem wrażenie, że technologia nie była wystarczająco rozwinięta. Jakby świat nie był gotowy na to, co chciałem osiągnąć. Kierownictwo zaczęło się niecierpliwić, bywały dni, że wracałem do domu na kilka godzin, żeby się zdrzemnąć i czym prędzej wracałem do laboratorium. Bojąc się, że odbiorą mi projekt, robiłem co w mojej mocy, żeby ruszyć do przodu. Rwałem włosy z głowy, byłem kłębkiem nerwów, ale nie poddawałem się. Najchętniej oddałbym cały ten okres niepamięci, lecz bez niego nie wpadłbym na pomysł z wulkanem.

Olśnienie nadeszło, kiedy siedziałem na podłodze w kuchni. Chwilę wcześniej wróciłem do domu, chciałem zrobić sobie coś ciepłego do jedzenia. Cały dzień nie miałem czasu, ani siły, na posiłek. Ledwo dowlokłem się do lodówki, tylko po to, żeby zobaczyć, że jest pusta. Wtedy coś we mnie pękło, mimowolnie usiadłem na ziemi i zacząłem zanosić histerycznym śmiechem, podczas gdy łzy zalewały mi twarz. Pomyślałem, że wybuchłem jak wulkan. W tym momencie poderwałem się i pognałem do komputera. Wulkan, w trakcie erupcji, wyrzuca niesamowitą ilość energii. Fala uderzeniowa, nawet z małego stożka, odsuwa chmury. Co oznaczało, że musimy zbudować stację badawczą na aktywnym wulkanie.

Wciąż nie wiem, jak udało mi się przekonać kierownictwo. Całe przedsięwzięcie pochłonęło ogromne środki finansowe i zajęło kilka lat. Mimo to nie posiadałem się z radości, spędzając trzydzieste pierwsze urodziny na szczycie wulkanu, jednocześnie świętując zakończenie budowy stacji badawczej.

 

Powoli otworzyłem oczy, umykając oblepiającym mackom wspomnień. Wypiłem łyk kawy, lecz bardziej od kofeiny pobudziło mnie to, jaka jest zimna. Poczułem zapach smażonych jajek, leniwie płynący od sąsiadów i zatęskniłem za kimś, kto przyrządziłby dla mnie śniadanie. Wtem usłyszałem dźwięk delikatnych dzwoneczków. Sikorka wróciła i dziękowała za słoninę.

Przy miłym akompaniamencie świergotów wróciłem do katowania się wspomnieniami. Przerzuciłem gruby plik kartek, zatrzymując się pod koniec dziennika. Tam, gdzie zapiski stawały się coraz bardziej chaotyczne i coraz krótsze.

 

9 maja 2025r.

[…] Zupełnie nie myślą o konsekwencjach. Wciąż ich ostrzegam, ale są głusi i ślepi. Prą do przodu, jakby chcąc, żeby pogoda wymknęła się spod kontroli. Wymagają coraz więcej raportów, coraz więcej nieprzygotowanych testów. […] Stali się zbyt zachłanni, nie mam ich jak powstrzymać.

 

27 czerwca 2025r.

Odmówiłem nadgodzin. Chyba było im to na rękę, przecież widzę, że próbują odsunąć mnie od projektu. […] Pojechałem do sklepu budowlanego. Muszę przygotować się na najgorsze. Obym się mylił.

 

Pamiętałem ten dzień jak przez mgłę. Przemęczenie, złość i strach przytępiły wszystkie zmysły, poza jednym – zmysłem przetrwania. Byłem pewien, że projekt wymknie się spod kontroli, jeżeli dalej będzie prowadzony w tak szaleńczym tempie. Popełnialiśmy coraz więcej błędów, ludzie zaczęli odchodzić, nie wytrzymując presji. Zastępowali ich starannie wyselekcjonowani potakiwacze, takie pieski z lat dziewięćdziesiątych, które stawiało się w samochodzie. Wystarczyło lekko go dotknąć, żeby zaczął z zapałem machać główką.

Wszyscy wyłączyli myślenie, a było za późno, żebym sam zatrzymał bieg wydarzeń. Wybudowałem więc schron. Wkopałem się najgłębiej, jak mogłem, najważniejsza była izolacja. Przygotowałem pomieszczenie techniczne z agregatem, instalacją filtrowentylacyjną i studnią. Wokół domu rozmieściłem setki różnych czujników z termometrami, higrometrami i wiatromierzami. Chciałem mieć dostęp do wszystkich danych, niosących informację o warunkach atmosferycznych. Budowa zajęła rok, w tym czasie zostałem stopniowo odsunięty od projektu. Nie chcieli mnie zwolnić, póki kontrakt był ważny, miałem związane ręce. A raczej usta. Jeżeli próbowałbym wyjawić tajemnicę, czekałby mnie sąd wojskowy. Nie narzekałem na taki stan rzeczy, przynajmniej miałem stały dostęp do informacji o projekcie. Ze smutkiem spoglądam na ostatnią datę w dzienniku.

 

6 listopada 2026r.

Zostałem odesłany na przymusowy urlop. W przyszły piątek chcą wejść w ostateczną fazę projektu.

 

Patrzyłem w notes, nie mając siły go zamknąć. Minął tydzień, odkąd zapisałem te dwa bolesne zdania. Ostatnie zdania kończące dziennik. Jeżeli przyszedłby do mnie nowy pomysł na projekt, założyłbym następny, lecz nie miałem chęci myśleć o przyszłości. Skupiałem się na przetrwaniu nadchodzących dni ziejących pustką, kiedy musiałem zmuszać się do wstania z łóżka i szukaniu sensu tam, gdzie go nie ma.

Z zamyślenia wyrwał mnie zegar wybijający pełną godzinę. Pogłośniłem radio, ciekaw, czy w wiadomościach wspomną o projekcie. Nie byłem zaskoczony, że nie było nawet słowa na ten temat. Moją uwagę zwróciła za to prognoza pogody, zapowiadano znaczne ocieplenie. Nie da się utrzymać tajemnicy, a upał pod koniec listopada wywołałby pytania. Widać rząd chciał uspokoić podejrzenia, powołując się na ciepły front atmosferyczny.

Spojrzałem w niebo i zobaczyłem, jak chmury rozstępują się, a słońce zalewa świat. Sikorka poderwała się z gałęzi i odleciała z krzykiem. Biorąc z niej przykład, porzuciłem koc i dziennik. Czym prędzej zbiegłem do schronu i zatrzasnąłem ciężkie pancerne drzwi w momencie, kiedy termometr wskazywał pięćdziesiąt stopni Celsjusza. Temperatura rosła w zastraszającym tempie, zatrzymując się na liczbie sto pięćdziesiąt. Oniemiały patrzyłem na nią przez kilkanaście minut, aż zaczęła z powrotem spadać. Ustabilizowała się na trzydziestu pięciu stopniach. Myślałem, że jestem przygotowany na wszystko, ale nie wziąłem pod uwagę, że muszę ochronić nie tylko ciało. Nie byłem w stanie zebrać myśli, przez pierwsze kilka godzin tylko stałem w tym samym miejscu, patrząc tępo na wskaźniki.

Przywołało mnie burczenie w brzuchu. Przypomniało, że wciąż żyję i muszę o siebie zadbać. Zapas konserw w spiżarni wyliczony był na kilka tygodni, przygotowałem więc obiad i zacząłem planować najbliższe dni. Niepewność efektów tak gwałtownego wzrostu temperatury była porażająca. Wiedziałem tylko jedno – muszę działać, żeby nie zwariować. Nie mając zbyt dużego pola manewru, zacząłem obserwować i analizować wszystkie wskazania czujników.

Pozostałem w schronie, na wypadek, gdyby pogoda planowała kolejne niespodzianki.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha 3 miesiące temu
    Wooow, będzie seria na bazie tamtego TW, super, Pkropciu (!!!)
    ps. Wrócę tutaj.
  • Justyska 3 miesiące temu
    Witaj pkropko. Ostatnio staram się komentować dokładniej, wyłapywać co mi tam wpadnie w oko itp, i tu mówię, też tak zrobię, ale kurka tak się zaczytałam, że jeśli gdzieś coś zgrzyta to nie wiem gdzie i co. Po pierwsze podziwiam, że rozwijasz pomysł, mi jest się zawsze trudno zebrać do tego typu projektów - szacun:)) A samo opowiadanie... no cóś=ż tu dużo mówić, ma to coś. Czyta się gładko, wciąga i fajna ta konstrukcja z dziennikiem. Będę śledzić!!
    Pozdrawiam serdecznie!
  • pkropka 3 miesiące temu
    Witaj Justys :) Bardzo mi miło, że się zaczytałaś <3
    Mnie też trudno zabrać się za takie rzeczy, ale mnie zmotywowaliście wszyscy, za co bardzo dziękuję. No i nie mogę tak powtarzać, że zbieram w serduchu uwagi i ich nie stosować. A głównym zarzutem u mnie jest długość.
    Dziękuję też za wizytę i przemiłe słowa. Pozdrawiam!
  • Ritha 3 miesiące temu
    To opowiadanie potrzebowało przestrzeni. Dajesz mu przestrzeń i od razu nabrało mocy. Jest miejsce na detale itp. Zapisy w formie dziennika – bardzo na plus.

    „Od zapobiegania niedoborom żywności — moglibyśmy zamienić pustynie w tereny uprawne” – w narracji półpauza (–) zamiast pauzy (—)
    „Wiem, że kilka, w sekrecie, pracuje nad podobnymi tematami. […]
    Przerzuciłem kilka stron” – 2 x kilka, może „parę stron” (?)
    „Chyba chwilowo zatrudnię się w laboratorium należącym do wojska — tam mam największe” – tutaj tez półpauza
    „ Jeszcze się przekonają[,] na co mnie stać.”
    „Przemęczenie, złość i strach przytępiły wszystkie zmysły, poza jednym — zmysłem przetrwania” – i tu półpauza (to już serio czepialstwo, bo ogólnie to błędów w zasadzie nie ma :))

    „Mimo to nie posiadałem się z radości, spędzając trzydzieste pierwsze urodziny na szczycie wulkanu, jednocześnie świętując zakończenie budowy stacji badawczej” – pięknie poprowadzona fabuła, wspomnieniowo póki co, ale z zaznaczonymi punktami z lotu ptaka, bene
    „zatęskniłem za kimś, kto przyrządziłby dla mnie śniadanie. Wtem usłyszałem dźwięk delikatnych dzwoneczków. Sikorka wróciła i dziękowała za słoninę” – motyw sikorki łapie za serducho (albo ja jestem jakaś wybitnie wrażliwa dziś)

    „Zastępowali ich starannie wyselekcjonowani potakiwacze, takie pieski z lat dziewięćdziesiątych, które stawiało się w samochodzie. Wystarczyło lekko go dotknąć, żeby zaczął z zapałem machać główką” – świetne porównanie

    Na ten moment bardzo zyskało na rozszerzeniu. Miodzio postapo się szykuje. Łap gwiazdy, Pkropciu :)
    Pozdrawiam
  • pkropka 3 miesiące temu
    Witam Pani Korektor :)
    Poprawki wprowadzone, dziękuję za czujne oko. I za słowa otuchy, które przypieczętowały decyzję ;)
    Pozdrawiam!
  • ania_marzycielka 3 miesiące temu
    Bardzo mi się spodobało :) Bardzo mnie wciągnęło i to opowiadanie ma w sobie jakiś taki fajny klimacik, który przypadł mi do gustu :) Pozdrawiam.
  • pkropka 3 miesiące temu
    Witaj Marzycielko :) Cieszę się, że przypadło do gustu. Jest mi bardzo miło, że zajrzałaś.
    Pozdrawiam :)
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    No fakt Pkropko. Przeczytałem jednym haustem, ale dokładnie. Rzeczywiście, coś jest w tym tekście takiego, że każe czekać na dalszy ciąg. Nawet brak dialogów mi nie przeszkadza - co raczej dziwne:)). Temat odpowiednio poprowadziłaś w ''rozdzielnej formie''. Lubię tak.
    A te→ [...], dodają takiej jakby... prawdziwości. Pozdrawiam* * * * *
  • pkropka 3 miesiące temu
    Witaj DD.
    No jak Tobie nie przeszkadza brak dialogów, to jestem zadowolona :D
    Miło, że wpadłeś i się podobało. Dziękuję bardzo <3
  • Trening Wyobraźni 2 miesiące temu
    Pkropka, oto Twój zestaw:
    Postać: Nastolatka
    Zdarzenie: Pierwszy śnieg

    Gatunek (do wyboru): Postapo lub Komedia/groteska/makabreska lub Horror i pochodne
    Czas na pisanie: 26 maja (niedziela) godz. 19.00

    Powodzenia :)
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Jest to jeden z najlepiej napisanych tutaj tekstów. Moim zdaniem. (Nie czytałem Twoich innych.) Już pierwszy akapit przykuł moją uwagę, wprowadził w odpowiedni klimat, dając zarówno krztę zaciekawienia, jak i osadzenia w danym momencie. Osobiście uważam, że takie osadzanie w jednym momencie to jedna z najważniejszych cech literatury. Wielokrotnie mogę zapomnieć o akcji, o ewentualnym przesłaniu, a klimat chwili zostaje mi w głowie. O czym mówię. Oto fragment, piękny fragment, który pozostanie w pamięci:
    Siedziałem na ganku i obserwowałem szare niebo, zwiastujące pierwszy śnieg. Fotel bujany skrzypiał, kiedy wprawiałem go w uspokajający ruch, w tle szumiało radio. Wziąłem głęboki oddech i spojrzałem na oprawiony w skórę dziennik, leżący na kolanach. Emocje walczyły o palmę pierwszeństwa...

    Tak że przeczytałem z chęcią. Umiesz pisać! Nie ma co!
    Co prawda zdarzały się drobne błędy: powtórzenia, gdzieniegdzie interpunkcja, ale w gruncie rzeczy to poprawić może korektor. Całość jest zbyt dobra, aby zwracać uwagę na błędy.

    Pozdrawiam.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Bardzo dziękuję Antoni, za tak miłe słowa. Teraz tylko będę musiała poradzić sobie z presją, żeby pociągnąć dalej na podobnym poziomie ;)
    A tak poważnie - dziękuję. Po prostu.

    Pozdrawiam serdecznie
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dość... wciagające. Kiedyś czytałem przygodowe opko o kilku dzieciaka j, którzy schodzili do piekła zakręcić ciepło, bo lato było zbyt gorące. Twój tekst mi to w pewien sposób przypomniał.
    Zapis pamiętniczy lubię również. Może jakieś małe post-apo z tego będzie.
  • pkropka 2 miesiące temu
    Miło, że wpadłeś.
    Zakręcenie ciepła w piekle brzmi sprytnie. Jak znajdę kogoś do pomocy to się wybiorę ;)
    Pozdrawiam :D
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Zostałem odwiedzony - więc i odwiedzić wypada

    Naprawdę fajny początek - historia brzmi poważnie
    Trzyma się też pewnego rodzaju logiki - za co wielkie plusiki - sam się staram by mój świat (przynajmniej w Demonie) trzymał się logicznych procesów

    zostawiam 5 i czytam dalej
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Mia123a miesiąc temu
    Ale super, że zdecydowałeś się na serię, i to jeszcze na podstawie tamtego TW. Się mi bardzo podobało opowiadanie o Gustawie. To... wciągające, ciekawe, chcem więcej, lecę do dwójki.
  • Mia123a miesiąc temu
    *zdecydowałaś :p
  • kalaallisut 3 tygodnie temu
    Jestem na początku. Dodam tylko żeby mi nie uciekło Pan Tesla "przypadkowo" podczas swoich eksperymentów potrafił wpływać na pogodę :) Zaczyna się ciekawie. Dokończę i idę spać :)
  • kalaallisut 3 tygodnie temu
    Bardzo fajny początek i ciekawy pomysł, bardzo przyjemny klimat, można się zanurzyć w przedstawionym świecie. Dziennik ok tylko później hmm tzn dla mnie bo ja się na opisach zbyt długich nudzę, musi się coś dziać. Zerknę później na dalsze części. Pozdrawiam!
  • pkropka 3 tygodnie temu
    O Tesli nie wiedziałam, dzięki za ciekawostkę :D
    Nie wiem, czy się nie znudzisz, ale nie szkodzi. Najwyżej czytaj przed snem ;)
    Pozdrawiam też!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania