Seraph Of The End Fall Of The Abyss #0

- Za wolno. - wyszeptałem słodkim równocześnie spokojnym, głosem wprost do ucha wampira przede mną. Jego tęczówki rozszerzyły się przez szok. Nie zdążył zareagować i po chwili pozostał po nim jedynie pył. Rozejrzałem się po starym centrum handlowym. Otaczały mnie same popioły. Gdzie bym nie spojrzał, tam został tylko proch. Zrobiłem kilka kroków do przodu, schowałem swój miecz i odwróciłem się do już martwych wampirów. Wykonałem lekki ukłon i z figlarnym głosem wyszeptałem.

- Dziękuję za towarzystwo. - następnie odbijając się od wyższych pięter, wyskoczyłem z budynku przez dziurę w dachu. Tam oczywiście też nikogo nie było. Podeszłem do siatki na dachu, która kiedyś służyła do ochrony przed samobójstwem. Spojrzałem na ulice. Widok mnie nie zdziwił. Rozwalone budynki, opuszczone samochody oraz jeźdźcy apokalipsy. Kilkumetrowe potwory, które pojawiły się pewnego dnia. Zazwyczaj mają po kilka par nóg, oczu, szczypce zamiast rąk i są w irytujących ilościach jak robale.

 

Ludzkość została zdziesiątkowana przez dziwny wirus i prawie wszyscy dorośli umarli.

Westchnąłem i zeskoczyłem na sam dół. Jeśli byłbym normalnym człowiekiem już bym nie żył. Na swoje szczęście nim nie jestem. Spojrzałem na miecz, który trzymałem w lewej dłoni. Dwuręczny miecz o grubym, twardym ostrzu. Długość ostrza wynosiła ponad dwa metry. Ja miałem zaledwie metr osiemdziesiąt wzrostu, więc trzymanie go na plecach lub przy pasie, nie wchodziło w grę. Powolnym krokiem ruszyłem do mojego celu.

 

Dotarcie zajęło mi ponad cztery godziny, ale w końcu to znalazłem. Opuszczona tajna baza wojskowa, głęboko w lesie za miastem. Oczywiście jest otoczona kwadratowym murem.

- Irytujące. - szepnąłem, po czym spojrzałem na obserwujacego mnie snajpera. Musiał być w szoku, bo szybko wypuścił strzałę. Na moje nieszczęście to nie była normalna broń, a demoniczna. Czarna strzała z przerażającą prędkością pędziła wprost na mnie. Kiedy była zaledwie dziesięć metrów przede mną, od niechcenia wyciągnąłem ostrze i w sekundę przeciąłem ją na pół.

-Boom! - silny wybuch rozniósł okolicznym teren w promieniu czterdziestu metrów.

Biorąc pod uwagę moc, szybkość i obszar jego broń należy do serii czarnych demonów. Mimo dzielącego nas dystansu ponad siedmiuset metrów widziałem go doskonale. Miał dziecięcą twarz, określiłem jego wiek na maks trzynaście. Był dość niski jego broń to długi czarno-zielony łuk.

- Broń z serii czarnych demonów. Szkoda go zabijać. - powiedziałem sam do siebie i powolnym krokiem skierowałem się do celu. Musiał być w szoku, bo kolejne strzały nadeszły później, niż się spodziewałem. Wystrzelił trzy. Nawet nie spojrzałem na nie. Wszystkie zablokowałem, jedynie używając pochwy od miecza, zupełnie jakby były jakimiś wolno lecącymi owadami i wciąż szedłem do bazy. Przy wejściu już czekał na mnie oddział ludzi z bronią drugiej kategorii. Prychnąłem i odbiłem kolejne strzały. Ciekawe, kiedy mu się to znudzi.

-Stój jesteś na terenie amerykańskiego obozu wojskowego, jeśli zrobisz jeszcze kilka kroków. Będziemy musieli zainterweniować. - prychnąłem i z pogardą spytałem.

- Wy? Naprawdę wy? - roześmiałem się. W jednej chwili pojawiłem się za głupim żołnierzem i odciąłem jego głowę.

 

Krew trysnęła barwiąc okolice pięknym szkarłatem.

- Co kur! - nie dokończył. Po chwili zabiłem resztę z komitetu powitalnego. Różne części ciała latały wokoło, a ja spokojnym krokiem minąłem bramę i skierowałem się do głównego budynku. Wszędzie gdzie bym nie spojrzał, pełno było zszokowanych ludzi, którzy szybko się opanowali i zaczęli łapać za broń.

Po chwili zostałem otoczony przez przynajmniej dwustu ludzi. Gdy ponownie spojrzałem na bramę, przez którą przed chwila przeszłem on już tam stał. Trzynastolatek z czarnym demonem.

- Uważajcie to wampir i do tego silny! - nawet jego głos wskazywał na dziecko.

Wszyscy wokół słysząc słowo wampir. Zaczęli mocniej trzymać broń.

Niestety wszyscy tutaj oprócz dzieciaka to druga kategoria.

- Wampir? - przechyliłem pytająco głowę.

- Nie jestem... - nie zdążyłem dokończyć.

- Giń wampirze! - żołnierze zaczęli krzyczeć i prawie wszyscy rzucili się na mnie. Miecze mozolnie kierowały się w moją stronę, a strzały były już wymierzone w punkty witalne.

Zrobiłem unik i jednym ruchem przeciąłem pierwszego żołnierza na pół. Jego wnętrzności szybko ozdobiły ziemię, a krew trysnęła mi na maskę. Następni nie zdążyli nawet zareagować. Kiedy atakowali, już zdążyłem wyprowadzić cięcie. Wszystkie strzały albo unikałem, albo nakierowywałem żywych żołnierzy wprost na nie.

 

Po zaledwie pięciu minutach rzezi jedynymi, którzy stali byłem ja i dzieciak.

- Nic ciekawego. - mruknąłem. Wycierając krew z mojej czarnej maski. Byłem nią cały upaprany. Mój czarny płaszcz zmienił kolor na szkarłatny, moje ostrze było całe we krwi. Buty również, razem z ubraniami pod płaszczem.

Rzuciłem krótkie spojrzenie załamanemu dzieciakowi, który już tylko upadł na ziemię i czekał na swoją kolej. Nie było w nim już żadnej woli walki. Mógłbym rzec, że jego oczy są puste.

- Szkoda by było cię teraz zabijać. - mruknąłem.

-He — dzieciak chyba nie wiedział, co się dzieje, ale to bez znaczenia. Powolnym krokiem ponownie skierowałem się do głównego budynku, gdzie nagle dostrzegłem kilka ludzkich sylwetek.

- Co kurwa się tu stało!

- Co?

- Aaa! - paniczne krzyki szybko mnie zirytowały. Z budynku wyszły trzy osoby. Dwumetrowy mężczyzna z długim mieczem około metr dziewięćdziesiąt i dwie młode kobiety. Jedna blondynka z krótkimi lekko przyciętymi włosami jej bronią była katana, druga brunetka z długimi włosami związanymi w koński kucyk. Jej bronią były dwa pistolety typu colt. Zaskoczyło mnie to, zawsze myślałem, że demony mają zazwyczaj średniowieczny kształt. Oczywiście cała trójka miała na sobie wojskowe mundury, a ich bronie mieniły się w kolorach czerni i zieleni.

Zaciekawiły mnie dokumenty w rękach brunetki.

- Znaleźli to. Czego ja potrzebuje? Czy będę musiał zająć się tym sam? - szepnąłem, oczywiście nie dali mi szansy by to zobaczyć. Mężczyzna w chwilę znalazł się zaledwie trzy metry ode mnie. Jego miecz był cały pokryty demoniczną energią poziomu czarnego demona. Z mojego martwego punktu po lewej stronie jakimś cudem już leciała katana blondi, a z prawej strony trzy pociski wycelowane prosto w moją głowę. Zostały wystrzelone tak by nawet jeśli zrobię unik i tak przynajmniej jeden trafił.

- Farsa. - stwierdziłem. Wyjąłem swój miecz z pochwy i zablokowałem atak mężczyzny. Pochwą ostrza zablokowałem atak blondi, a spod moich nóg wydobywa się demoniczne energia, która uformowała tarcze i zablokowała pociski.

- Co!? - cała trójka jednocześnie wydała z siebie nieme pytanie, ale było już za późno.

 

Następnym ruchem przeciąłem mężczyznę, od krocza po czubek głowy. Blondi skontrowałem za pomocą pochwy. Odleciała kilka metrów do tyłu, połamałem jej żebra.

Mężczyzna w szoku zrobił kilka kroków za mną. Następnie dokoła rozszedł się dźwięk rozrywanego papieru i krzyk kobiet. Krew trysnęła, wnętrzności mężczyzny zostały rozrzucone po ziemi. Dzieciak wciąż nie wstał.

- Ty! Ty! - brunetka biegała, krzyczała i dziko ostrzeliwała mnie bez końca. Skupiłem demoniczną energię na ostrzu, po czym ciąłem poziomo. W jednej chwili demoniczna energia wystrzeliła z mojego ostrza i rozcięła kobietę na pól. Krew ponownie trysnęła, a życie zostało jeszcze raz odebrane. Spojrzałem na blondi. Miała w swoich oczach ogień. Niekontrolowany gniew, ale nic nie mogła zrobić. Zostawiłem ją i podniosłem notatki brunetki, które w połowie były poplamione krwią. Niestety to nie było to, czego szukałem, następnie weszłęm do głównego budynku. Był taki, jak się spodziewałem. Dziesiątki różnych, dużych i wypełnionych różnymi gratami pokoi mogło przykuć uwagę, ale moja była skupiona na czymś innym. Po około trzech minutach namierzyłem ukryte pomieszczenie i dostałem się do środka. Choć nazwanie tego ukrytym pomieszczeniem to za mało, bardziej przypominało to ukrytą bibliotekę wypełnioną poufnymi dokumentami sekty Hyakuya. Sekty odpowiedzialnej za stworzenie Serafinów Końca. Szefostwo uznało, że trzeba je wytępić, a władze pozostawić w rękach wampirów. Mieli toczyć wojnę z ludźmi, a kiedy wyłoniłaby się wygrana strona, my mieliśmy się ujawnić i ją załatwić. Będę szczery to nie w moim stylu. Mam własne plany co do Serafinów.

 

Szybko zacząłem czytać. Przeczytanie wszystkiego zajęło mi ponad trzy godziny. Brałem każdy skrawek papieru z każdej szuflady, a były tego tony. Gdyby nie mój umysł, który miał pamięć fotograficzną, wogólę bym tego nie zapamiętał.

- Właśnie dlatego nienawidzę naukowego pieprzenia. - narzekałem.

-Na szczęście mam listę imion Serafinów. - Sekta Hyakuya była aktywna głównie w Japonii, więc nie zdziwiło mnie, kiedy na listach zobaczyłem prawie same japońskie imiona.

 

Ta baza służyła do gromadzenia informacji, została położona w Ameryce dla bezpieczeństwa, więc mogę być pewny, że to Serafiny. Oczywiście większość z nich nie żyje. Na szczęście mam ich zdjęcia z okresu, kiedy byli dziećmi.

- Pomyśleć, że stworzą sierocińce i będą prowadzić badania pokryte tematem tabu. Sekta Hyakuya robi wrażenie na dodatek aż tylu. Nawet oni nie śmiali tworzyć tych istot i wysłali takich jak ja do wyeliminowania ich. Och, ale to zabawne. - mimowolnie na mojej twarzy pod maską pojawił się podekscytowany uśmiech.

Po kilku minutach wszystkie papiery ułożyłem w stos i używając zapałek, podpaliłem je.

- Teraz jedyne, prawdziwe informacje są w mojej głowie.

 

Na zewnątrz nikogo nie było. Dwójka ocalałych musiała uciec. W przyszłości na pewno was zabije. Spojrzałem na powoli zachodzący księżyc.

- Teraz rozpocznie się prawdziwa zabawa co nie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ghost34 9 miesięcy temu
    Za błędy przepraszam wiem że popełniał błędy ale staram się je naprawiać. Dziękuję za przeczytanie i byłbym wdzięczny jeśli ktoś by napisał co o tym myśli.
  • Kanulas 9 miesięcy temu
    Popełniał będy, popełniał. Typowa ,,bajeczka" - pozdrawiam :-)
  • Ghost34 9 miesięcy temu
    Nom wlaśnie dlatego jest aż tak częsta XD
  • Pan Buczybór 9 miesięcy temu
    eee, sorry, nie znam anime, więc nie czytałem do końca. Ogólnie, parę rad:
    *ja bym jednak dał angielski tytuł: Seraph of The End. Tu chodzi tylko o estetykę, ale warto.
    *za dużo zaimków. Nie trzeba pisać "swojej ręki", "swojego miecza" - wiadomo do kogo należą
  • Ghost34 9 miesięcy temu
    W sumie lepiej by pasowało a zaimki to takie z przyzwyczajenia. Postaram się je zmniejszyć

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania