Pani lodowego pustkowia

Renly otworzył oczy i poczuł jakby przebudził się po bardzo długim śnie. Na jego rzęsach znajdował się śnieg, ale skąd się tam właściwie wziął? Próbował sobie przypomnieć co robi i gdzie jest. Mróz kuł go okrutnie w policzki, a gdy rozejrzał się dookoła, zobaczył sterty śniegu, sięgające aż do kolan. Znalazł się w centrum śnieżycy, wiatr świszczał a śnieg padał nieubłaganie. Mrugnął powoli, aż zapiekły go oczy, a łza, która płynęła mu po twarzy, zdawała się przymarznąć na wieczność.

W duszy czuł ziejącą pustkę, dziurę, przez którą na wylot przebijał się zimny wiatr. Już wiedział.

Szukał Ves. W tym samym momencie, w którym zdał sobie z tego sprawę, do jego nozdrzy wtargnęła woń wody.

Zobaczył ją na linii horyzontu, malutką, bezbronną czarną postać. Ciemny materiał sukienki był szarpany bezlitośnie przez wicher.

-Ves! Ves! - krzyczał przeraźliwie, ale ona nawet się nie obróciła. Do jego gardła wtargnęło lodowate powietrze i mógłby przysiąc, że zmroziło mu struny głosowe.

Zaczął przedzierać się przez zaspy, ale jego nogi stawiały mu opór, i może, gdyby nie był tak zdeterminowany, zdałby sobie z tego sprawę. Krok za krokiem, coraz szybciej; zbliżał się do ukochanej stojącej nad brzegiem bezkresnego oceanu. Czuł tylko zimno, zimno i ból…

-Ves!

Lód, który skuwał jego gardło przez ten opętany bieg właśnie pękł i swoimi odłamkami zdarł jego gardło doszczętnie. Zdawało mu się, że krzyczał jeszcze, ale z jego ust nie wydobywał się już żaden dźwięk.

Im dalej bliżej celu był, tym śnieg padał delikatniej, potem przypominając tylko delikatne pruszenie, ale wiatr nie ustępował. Zaspy stawały się coraz mniejsze, teraz ledwo zakrywały mu kostki.

Bieg zdawał się mu trwać w nieskończoność, ale już, już prawie był tak blisko, że mógłby złapać ją za rękę. Dalej nie obróciła się w jego stronę, co pogłębiało w nim uczucie pustki. Nie chciał się do tego przyznać, ale wybaczyłby jej nawet, gdyby tylko obdarzyła go szczątkowym, przelotnym spojrzeniem.

Podszedł jeszcze trochę bliżej, ale od boku.

-Spójrz na mnie – wyszeptał.

Nie spojrzała, ale on przyglądał się jej badawczo. Stała na brzegu lodowatego oceanu, pokrytego cieniutką warstwą lodu. Jej czarne włosy rozwiewał wiatr, ale gdy stanął obok niej, nie wydawał mu się aż tak zimny. Nie miała na sobie futrzanego płaszcza ani kozaków, ale nie drżała nawet. W ogóle nie miała butów, ale czemu?

Postawiła jeden krok do przodu, tak, że jej naga stopa spotkała się z lodem. Młodzieniec patrzył na to z przerażeniem w oczach. Potem postawiła kolejny. Renly próbował chwycić ją za rękę, ale jakaś siła nie pozwoliła mu się zbliżyć. Czy miał teraz patrzyć? Czy miał teraz patrzyć, jak lód załamuje się pod jej ciężarem? To było ich przeznaczenie? Nie chciał takiego, najbardziej na świecie, tego nie chciał najmocniej.

Szła dość szybko, z podobną prędkością jego serce pękało w drobny mak. Kolejne łzy toczyły się bezwiednie po jego policzkach.

Renly rozejrzał się jeszcze raz dookoła. To nie był ocean, to było jezioro.

Lód nie pękał.

-Może… Może jest grubszy niż mi się wydawało, może utrzyma nas oboje w drodze powrotnej i, i nic się nie stanie – chwytał się tej rozpaczliwej myśli.

Jednak racjonalna część jego rozumu mówiła mu, że jest to ułuda, zaraz lodowata woda pochłonie miłość jego życia. Głowa chciała mu eksplodować od tej wizji, która przebiegła mu w myślach. Wolałby wydłubać sobie oczy niż to widzieć.

Cóż za bzdura, nie mógłby tego zrobić, bo umarłby ze świadomością, że zniknęła, zapadła się pod wodę, a on nawet nie spojrzał na nią ten ostatni raz.

-Jeżeli chcesz iść dalej, powiedz mi najpierw, że mnie nie kochasz!

Obróciła się delikatnie przez ramię. Spojrzała mu prosto w oczy a jej wzrok wyrażał tyle bólu, że Renly momentalnie przestał łkać, bo zdawał sobie sprawę, że to była ta chwila, w której żadna łza już nie może pomóc.

Ewidentnie chciała coś powiedzieć, a pod nim ugięły się nogi i wylądował na twardych kamieniach. Wstrzymał w płucach mroźne powietrze, czekając na jej odpowiedź. Już otwierała usta, kiedy lód załamał się z cichym trzaskiem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha 3 tygodnie temu
    Dlaczego tu nie ma żadnych komentarzy? Konkretny kawał prozy, a nie jakieś pierdolety wiersze pisane na kolanie tylko dla wywołania gównoburzy.
    Przepraszam Autorze, to nie do Ciebie, a do ciemnej masy portalowej.
    Przejdźmy do opowiadania.

    Masz troszeczkę powtórzeń i nadmiar zaimków, np.:
    „Lód, który skuwał jego gardło przez ten opętany bieg właśnie pękł i swoimi odłamkami zdarł jego gardło doszczętnie. Zdawało mu się, że krzyczał jeszcze, ale z jego ust nie wydobywał się już żaden dźwięk” – 2x gardło + jego/jego/jego

    „Im dalej bliżej celu był, tym śnieg padał delikatniej, potem przypominając tylko delikatne pruszenie” – prószenie*, delikatniej/delikatnie

    Zapis dialogów:
    -Spójrz na mnie – wyszeptał. – już mniejsza z tym, ze dywiz jest błędny, ale spacje koniecznie, powinno to wyglądać tak:
    — Spójrz na mnie — wyszeptał.

    „Głowa chciała mu eksplodować od tej wizji, która przebiegła mu w myślach’ – 2x „mu”

    Fajny tekst, klimatyczny.
  • Olguchh 3 tygodnie temu
    Dziękuję bardzo ;)
  • Tjeri 3 tygodnie temu
    Opowiadanie działa obrazami, a to zawsze doceniam. Nieźle się czytało, mimo sporego przezaimkowania i paru niezręcznych sformułowań, takich drobiazgów jak np. tu: "jej naga stopa spotkała się z lodem."- zetknęła się z lodem.
    "Młodzieniec patrzył na to z przerażeniem w oczach."- bez "w oczach". "Mróz kuł go okrutnie w policzki" - kłuł.
    Ogólnie całkiem udany tekst, ale do dopracowania.
  • Nefer 2 tygodnie temu
    Lubię fantasy to zajrzałem, przyciągnięty nadto intrygującym tytułem. Tekst stanowi zapewne wstęp do większej opowieści, tymczasem bowiem fabuła raczej szczątkowa i niczym specjalnym nie zadziwia. Trudno więc zamysł fabularny ocenić. Autor postawił zapewne na wzbudzanie emocji, dla mnie osobiscie trochę to wszystko zbyt wysilone i egzaltowane. Jeśli chodzi o stronę językową, to można wskazać sporo niezręczności i błędów stylistycznych, np. powtórzenia wyrazów (w pierwszym akapicie trzy razy pojawia się słowo "śnieg", plus jeszcze "śnieżyca") albo zbyt częste szafowanie zaimkami (mamy zdanie w którym dwa razy użyto zwrotu "jego gardło"). Przykładów można podać więcej. Podsumowywując, przydałaby się bardziej rozbudowana akcja oraz podciągnięcie warsztatu. Nie znaczy to, że opowieść nie moze się korzystnie rozwinąć.
    Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania