Pech

Był to jeden z tych dni, których Staszek nienawidził najbardziej, świeciło słońce, a temperatura oscylowała w okolicach trzydziestu stopni Celsjusza.

- Jezu jak gorąco… - wysapał - Nie ma nawet jedenastej a mam wrażenie jakbym się topił.

Podniósł się z kanapy i skierował w stronę lodówki gdzie specjalnie na taką okazję czekało na niego jego ulubione piwo. Sięgał po nie gdy do kuchni wchodziła jego trzydziestoletnia córka Dagmara.

- Znowu będziesz pił alkohol? - przekręciła oczami - Przecież wiesz, że w twoim wieku to bardzo szkodliwe tato.

- Ale piwo to nie alkohol, zresztą… co mi więcej pozostało? Zimne piwko, kanapa, telewizorek i szlus.

- Tato… - wzruszyła ramionami - Nie możesz tak funkcjonować.

- No to co ja mam do cholery robić?

- Na początek mógłbyś wynieść śmieci.

- Jezu… dobra, trochę świeżego powietrza mi nie zaszkodzi.

Przeszło mu wówczas przez myśl, że nigdzie nie będzie mógł liczyć na odrobinę spokoju bardziej, niż na jednej z ławek w parku, oczywiście zaraz po wyrzuceniu tych śmieci. Ruszył w stronę drzwi wyjściowych, założył na nogi pantofle, zarzucił na garb szary garnitur, który towarzyszy mu już nieprzerwanie od lat 80' dwudziestego wieku.

- Boże tato, ten garnitur to jeszcze komunę pamięta.

- Uważam, że ubranie jest najbardziej zewnętrzną emanacją charakteru, indywidualności, zalet i wad, że mówi mnóstwo o człowieku, o jego usposobieniu, jego stanach psychicznych, marzeniach i…

- Dobrze dobrze, idź że już wywal te śmieci. - przerwała w porę, bo Staszek najwidoczniej wpadał w jakiś trans.

Wziął od Dagmary worek pełen śmieci i wyszedł wolnym krokiem z mieszkania, jego oczom ukazała się stara zaniedbana klatka schodowa, widać było wyraźne ubytki tynku na ścianach.

- Mhm…. brud, smród i ubóstwo. - wydukał przez zęby

Mieszkał tu od ukończenia studiów i z każdym dniem coraz bardziej nienawidził tego miejsca. Bloki czteropiętrowe nie posiadają windy, na co przy każdej możliwej okazji narzekał. Po dłuższej chwili doczłapał się na dół i od razu poczuł uderzenie skwaru, przetarł pot z czoła i skierował się w stronę oddalonego o sto metrów kosza na śmieci. Szedł wolnym krokiem między szpalerem lip, z lewej strony znajdował się plac zabaw na którym wesoło dokazywały małe dzieci. Zerkając w tamtym kierunku poczuł ogromną potrzebę skorzystania z toalety.

- Oho… - odwrócił wzrok w stronę klatki z której przed momentem wyszedł - Ni cholery nie będę wracał za potrzebą.

Zakręcił się obok jednej z lip, rozpiął rozporek i zaczął oddawać mocz. Wtem usłyszał zdecydowane kroki za plecami.

- Patrz kurwa, tam jest chuj!

Nie zdążył się odwrócić i poczuł przeogromny ból w kroczu, dostał kopniaka w narząd rozrodczy po czym upadł bezwładnie na trawnik.

- Ooo… Jezu … ughhh… - zgrzytał zębami z bólu.

- O kurwa, to nie on, idziemy dalej.

Dwóch przedstawicieli rasy Sebixów najwidoczniej pomyliło Staszka z kimś innym, po czym pognali dalej w świat w poszukiwaniu swojej ofiary. Obolały Staszek doczołgał się do ławki, zamknął oczy i zaczął delikatnie masować obolałe krocze. Nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego w jak dziwnej sytuacji się znalazł.

- Czy pan jest pedofilem ? - usłyszał głos małej dziewczynki po czym otworzył oczy i zorientował się, że siedzi na wprost placu zabaw, a on wtem czas masuje swoje kule.

- O Jezu, nie, to nie tak. - próbował jakoś się wytłumaczyć.

- Maaaamo !! Pedofil ! Pedofil !

Ból jakby minął, podniósł się błyskawicznie z ławki i zaczął uciekać, pech chciał, że akurat przechodził tamtędy umundurowany patrol policji, widząc tę sytuację i uciekającego Staszka ruszyli za nim w pościg. Blisko sześćdziesięcioletni mężczyzna nie miał żadnych szans, rzucili go na chodnik i skuli.

- Panowie to nie tak do cholery !! Napadnięto mnie gdy szczałem koło drzewa! Ygh… znaczy …. - kolejna już dziś próba tłumaczeń przyniosła takim sam mizerny efekt, a nawet pogorszyła sprawę.

- To się świetnie składa, za oddawanie moczu w miejscu publicznym dorzucimy ci pokaźny mandacie, a teraz podnoś dupsko i idziesz z nami.

Siedzące na jednej z ławek starsze panie biły brawo wyraźnie zadowolonym ze swojej brawurowej akcji młodym policjantom.

- Błażej, podrzuć nam radiowóz na Chełmińską dwanaście, grubsza sprawa, mamy tutaj pedofila. - zakomunikował dyżurnemu jeden z mundurowych.

- Jezu panowie, to jakaś cholerna pomyłka, mylicie się do cholery!!

- Jasne, zawsze się mylimy. - spojrzał z pogardą na Staszka i splunął na trawnik.

Po chwili z oddali słychać było już pędzący na bombach radiowóz.

 

Koniec części 1.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 tygodnie temu
    :) Dobre! Humor sytuacyjny jest najlepszy... fakt, szkoda bohatera, ale uśmiech czytelnika zdobyć niełatwo.
    Pozdrawiam.
  • F4bi 3 tygodnie temu
    Podpinam się do kolegi, uśmiałem się ;D
  • kigja 3 tygodnie temu
    tak

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania