Poprzednie częściPewnego Razu na Sawannie  

Pewnego Razu w Świecie, w Którym Powstawały Sny

gatunek: sny/koleżeństwo/czas wolny/podróże/imprezy/fantastyka/surrealizm

 

"Pewnego Razu w Świecie, w Którym Powstawały Sny"

 

Świat Wiecznej Kultury, Sztuki, Podróży i Imprezy. Miasto, w Którym Powstawały Sny. Wieczór. Między wczesną wiosną 2016 a późnym lutym 2020.

 

Na dalekich przedmieściach, otoczonych polami, łąkami, sadami i ogrodami, znajdowała się zielona herbaciarnia, która dryfowała na brzegu bagnistego oraz pełnego wodorostów jeziora, nad którym często unosiła się mgła. Z jej drewnianych, staromodnych okien wydobywało się żółte i pomarańczowe światło. Do wnętrza niezwykłego, pięknego oraz nastrojowo wyglądającego budynku weszło dwóch kolegów, mających po dwadzieścia kilka lat. Wypili oni po jednej herbacie i zjedli po ciastku albo dwóch, w międzyczasie rozmawiając o tworzeniu utworów muzycznych, teledysków, filmów i opowiadań.

 

— W czasach obecnych kręcę film surrealistyczno-fantastyczny o figurach geometrycznych znikąd — powiedział ten z kolegów, który kręcił filmy i teledyski.

— A ja piszę opowiadanie o inwazji niezidentyfikowanych pączków latających — odpowiedział ten, który pisał opowiadania.

 

Przesiedzieli w lokalu do rana. Wyszli na zewnątrz, na chodnik. Zobaczyli, jak nad osiedlem otoczonych ogrodami domów przefrunęło stadko latimerii i kuguarów. Spotkali pięciu kolegów oraz siedem koleżanek. Nagle z nieba powoli opadła chmura, lądując przed grupką przyjaciół. Rozmawiający o życiu i stojący w kręgu ludzie zaśmiali się, wskoczyli na obłok i przefrunęli na nim nad prowadzącym w głąb miasta pasem jezdni, otoczonym rzędami kwitnących drzew, pełnymi traszek i ważek łąkami, słonecznymi sadami oraz wesołymi ogrodami, gdzie owoce i warzywa urządzały kilkuminutowe zabawy taneczno-dyskotekowe po kilka razy dziennie. Tymczasem przyjaciele wylądowali na pograniczu przedmieść i centrum miasta. Zeskoczyli z chmury, która następnie z powrotem pofrunęła na tło nieba.

 

W okolicy, w której znaleźli się ludzie, stało dwadzieścia domów jednorodzinnych, posiadających po trzy kondygnacje oraz otoczonych ogrodami. Jeden z nich należał do tego kolegi, który był scenarzystą i reżyserem. Zaraz za pobliskim, gęstym, wysokim i kwitnącym żywopłotem, znajdowała się słynna, pełna ładnych graffiti, szyldów, markiz oraz billboardów, gwiazdorska ulica. Mieściły się przy niej wytwórnie filmowe, kinoteatry, domy celebrytów. Jedne były zamieszkiwane przez nich po dziś dzień, a inne kilka lat wcześniej, albo jeszcze dawniej.

 

Grupka kolegów i koleżanek weszła do wnętrza budynku, gdzie panował niepowtarzalny, imprezowo-artystyczno-surrealistyczny klimat. Nagle dwaj koledzy, którzy wcześniej rozmawiali, jedli i pili w herbaciarni, znaleźli się w niedużym pobliskim parku, leżącym między fabryką filmów oraz snów, domami i dużym parkiem, otoczonym żywopłotami oraz drzewami, na których rosły kwiaty i owoce. W wysokiej wilgotnej trawie ukrywały się pomarańczowe, szare, brązowe oraz fioletowe żaby i ropuchy, a także duże zielone szarańczaki.

 

W mniejszym parku stał parterowy domek letniskowy, szeroki na pięć metrów, a długi na dwanaście metrów. Dwaj koledzy, nad których głowami fruwał indyk, ocelot i niedźwiedź, weszli do środka. Zwierzęta zostały na zewnątrz oraz poleciały w głąb lasu, rosnącego kilkaset metrów dalej.

 

— Od kilku lat, obserwuje i śledzi mnie mewa, która podąża za mną — oznajmił kolega tworzący filmy i muzykę.

 

Zaraz po tych słowach, nad budynkiem przefrunęła mewa. Dwaj dobrzy znajomi wyszli na zewnątrz, a wtedy po trawniku spacerowały łabędź, okapi i tapir, które po kilku sekundach pobiegły przed pobliski gąszcz palm podróżnika oraz bananowców, a następnie wskoczyły do środka i ukryły się wśród tropikalnej, egzotycznej roślinności o wielkich liściach. Koledzy przeszli wzdłuż gwarnej ulicy, pełnej atrakcji, turystów i turystek oraz znanych i lubianych osobistości ze świata sztuki oraz kultury. Wrócili do jednego z dwudziestu niezwykle klimatycznie wyglądających i mających po trzy kondygnacje domów, którego wnętrze sprawiało wrażenie innej, magiczno-bajkowej czasoprzestrzeni.

 

We wnętrzu budynku mieszkalnego, czekało na nich pięciu przyjaciół i siedem przyjaciółek. Były to te same osoby, które wcześniej spotkali zaraz po wyjściu z dryfującej kawiarni, ulokowanej na dalekich przedmieściach. Nadszedł zachód żółto-pomarańczowego słońca na tle niebiesko-różowo-fioletowego nieba, usianego zielono-niebieskimi, złotymi i srebrnymi gwiazdami oraz przyozdobionego wielkim, pomarańczowym księżycem. Zaczęła się wspaniała zabawa taneczna, ogarniająca swym zasięgiem prawie całe mieszkanie i tarasy. Z głośników radiomagnetofonu wydobywała się muzyka taneczna oraz dyskotekowa z lat 1979-2019, a także rock and roll, rap, r'n'b, dubstep i drum'n'bass. Wkrótce do imprezy przyłączyła się reszta miasta, powiatu, regionu autonomicznego, kraju, kontynentu i planety.

 

— Jeśli mewy, papużki, bernikle i tukany obserwują oraz śledzą ludzi, a nad głowami fruwają figury geometryczne i hybrydy ludzko-zwierzęce w dziwnych strojach, to trzeba w kultowym sklepie kupić legendarne przekąski oraz historyczne napoje, a wtedy udać się na przebojową imprezę i spożyć przekąski, aby znowu być sobą — zażartowało jedno z przyjaciół.

 

"Tworzenie snów wygląda trochę podobnie jak produkowanie utworów z takich kategorii jak na przykład muzyka, filmy, obrazy, graffiti, gry albo opowiadania. Sny w postaci różnych obiektów, takich jak owoce, przekąski czy fast-foody, mogą przybywać z różnych niezwykłych, niewiarygodnych, zaskakujących planet" — brzmiał tajemniczy, mający kilka kolorów i świecący napis, który nagle i niespodziewanie pojawił się na niebie nad wspaniałym, historycznym i legendarnym miastem które nigdy nie śpi, po czym powoli przefrunął na tle niezwykłego, wielkiego i ogromnego nieboskłonu, pośród chmur w kształtach różnych figur geometrycznych, albo o konturach rozmaitych części garderoby, takich jak buty oraz kapelusze.

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Piotrek P 1988→Może mi się kiedyś przyśnią , tego rodzaju światy, które opisujesz.
    Nie mam nic przeciwko:)↔Pozdrawiam:)→5
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz i ocenę, pozdrawiam :-)
  • Szpilka 4 miesiące temu
    Hmm, nie miewam takich snów, jeśli już to przeniesione albo prorocze. Ostatnio śniły mi się piękne buty, niechybnie wyruszę w podróż 😉

    Przeczytałam z zaciekawieniem 🙂
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz i ocenę, pozdrawiam :-)
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Wszystkim życzę wspaniałych i inspirujących snów, podróży, spotkań ze znajomymi, imprez jak ktoś lubi :-)
  • pasja 4 miesiące temu
    Czteroletni okres zanurzenia się w kolorowym świecie muzyki, tańca i aromatycznej herbaty. Jak elegancko porwałeś mnie do wspomnień, kiedy to spontaniczne wypady na miasto były niezapisane, acz wpisane w życie.

    Lekko, miło i przyjemnie czyta się takie ekspresje. Znakomita wiedza flory i fauny urozmaicona smakami.

    Milej nocki i kolejnego snu. Pozdrawiam
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Dziękuję za inspirujący i przywołujący dobre wspomnienia komentarz oraz za ocenę, pozdrawiam :-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania