Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pierwsze kontakt

Cz.1

 

Liść oderwał się z gałęzi i targany lekkimi podmuchami wiatru szybował nieuchronnie ku ziemi. Zawirował frywolnie, zakręcił i wykręcił niesamowity piruet, którego nie powstydziłby się zwinny olimpijczyk na dopingu. Odległość była już niewielka od ziemi, posypanej śniegiem, niczym ciasto cukrem pudrem. Powoli acz konsekwentnie ulegał prawu grawitacji. Nagle coś przemknęło z oszałamiającą prędkością podrywając ku górze dziesiątki podobnych liści w potężnym zawirowaniu wiatru. Szelest był słyszalny wyraźnie, niczym utalentowany muzyk tworzył melodie, jednak była to muzyka pełna niepokoju. Samochód skręcił gwałtownie, zapiszczały opony głośno i przejmująco, walcząc desperacko o przyczepność. Na nic zdały się starania kierowcy, samochód pozbawiony kontroli uderzył czołowo w drzewo. Odgłos gniecionej blachy dało się słyszeć w dużej odległości. Właśnie w tym momencie przypominający ośmiornicę skrzyżowaną z czaplą, potwór, uzbrojony w olbrzymi czteromotorowy miecz, zaatakował z furią.

Obróciła się zwinnie, wyciągnęła z kieszeni dwie małe kulki, które po chwili rozjarzyły się fioletową poświatą. Ścisnęła je mocniej w dłoni, wzięła zamach i gwałtownie rzuciła w kierunku skaczącej po trawniku żaby. Blask światła oślepił zarówno potwora, ale i dziewczynę. Trwało to zaledwie chwilę, a w miejscu, w którym przed chwilą kicała mała żabka stał potężnie zbudowany żabo podobny cyborg. Jego fioletowe oczy dymiły parą, a z nozdrzy wydobywał się pisk.

Dziewczyna mrugnęła dwa razy. Cyborg skoczył wysoko, obrócił się w powietrzu i opadając wyciągnął rękę uzbrojoną w miotacz ciekłej plazmy. Strumień ciął potwora przez bark wżynając się głęboko w ciało. Skóra była spalona, a zielona krew leciała strumieniami. Wyglądało na to że już po walce,. Wtedy właśnie zza dużego drzewa ku dziewczynie rzucił się zwinnie zamaskowany czarownik. Przyłożył rękę do jej pleców, ruchem zwinnych palców chwycił za sprzączkę i rozpiął biustonosz ukazując światu fajny jędrny biust dziewczyny. Dziewczyna była zaskoczona, kiedy czarownik chwycił za jej piersi i zaczął je mocno ściskać. Uczucie było naprawdę przyjemne, mimo że powinna się bronić to pozwoliła czarodziejowi swobodnie robić na co miał ochotę.

Wyrwała się w ostatniej chwili, iluzja była bardzo mocna, z łatwością mogła przejąć kontrolę nad umysłem normalnego człowieka. Jednak obowiązkowe szkolenia mentalne w szkole magicznego segregatora przyniosły oczekiwany efekt. Bariera mentalna podziałała, automatycznie uwalniając najpierw podświadomość, aby po chwili odzyskać już pełną kontrolę nad umysłem. Rozejrzała się po okolicy oceniając szybko sytuację. Potwór leżał martwy, żabo cyborg łapał językiem komary ucinając sobie przerwę obiadową. Szybko zrozumiała że tak silnej iluzji nie da się wygenerować nie podchodząc blisko celu. Zmrużyła oczy, bo akurat w tym momencie zza ciemnej chmury wyszło słońce i mocno dało po oczach. Zasłoniła ręką oczy aby lepiej widzieć…paradoksalnie to nie podziałało bo przestała widzieć cokolwiek. Zorientowawszy się, że popełniła głupi błąd, przykucnęła szybko i zwinnie wywinęła do tyłu kozła. Chwilę po tym w miejscu w którym stała sekundę temu, spod ziemi wystrzeliły cztery ostro zakończone kolce. Ułamek sekundy zadecydował, instynkt uratował życie. – Praca w kebabowni się opłacała – pomyślała właśnie w tej chwili. A czemu się opłacała ? Bo ruch był spory, ludzie z jakiegoś niewyjaśnionego powodu cenili sobie smak mięsa bardziej niż u konkurencji, a najlepsze, że dostawca tego samego dnia dowoził dokładnie to samo mięcho do jednego i drugiego. Być może sprytnie zakamuflowany chwyt marketingowy właściciela zadecydował. Czy biuściaste, skąpo ubrane studentki robiące kebaby mają siłę przyciągania i wpływają na smak ? Oczywiście że tak, to można przeczytać w każdej szanującej się gazecie.

Więc praca tam się opłacała, utarg był spory a właściciel dość hojny, chętnie dawał premie zwłaszcza po całym dniu gapienia się na tyłki swoich pracownic. No, ale pech chciał, że mu na oczy padło, więc zwinął interes i wyjechał w Bieszczady. A stawka za godzinę była przyzwoita, wychodziło z napiwkami ok 40 PLN więc nieźle. Ale to już przeszłość.

Skoro kolce były pod ziemią, musi być magiem z piaskownicy. Groźna grupa brutalnych ludzi, lubujących się w przejmowaniu kontroli nad terenem. Silny instynkt terytorialny przesłaniał zdrowy osad przez co stali się strasznie zachłanni terytorlialnie i agresywni.

Trzeba będzie improwizować, pomyślała. I sięgnęła do ukrytego za paskiem urządzenia. Oczy błysnęły zawadiacko.

 

Z samochodu niewiele zostało. Woda z chłodnicy podlała okoliczne drzewo. Unosił się gęsty dym, pachniało drzewkiem zapachowym. Musiało być nowe bo zapach był intensywny.

Drgnęły drzwi, kilka uderzeń, szarpnięć i zamek odpuścił. Ze środka wyszedł młody człowiek. Miał krótko obcięte czarne włosy, oczy tego samego koloru no i prosty nos. Ubrany w kurtkę, spodnie, skarpetki i buty, wyglądał całkiem normalnie. Lekko się zatoczył, zawirowało w głowie. Oparł się o drzwi samochodu odczekawszy do momentu, aż zawroty głowy przeszły. Wtedy dotarło do niego w jakiej sytuacji się znalazł, zbladł i pomyślał:- Kuuurwa, stary mnie zabije !

Tak, ojciec kochał ten samochód. Miłość nieodwzajemniona bo ciągle się psuł i lądował u mechanika. Niemniej uczucie było silne. Drugiego takiego passata B3 w kombi jak ten nie było na całym świecie. Długo by wymieniać zalety, prowadził się świetnie, kapitalnie tłumił nierówności na drodze. Wrażenie że samochód płynie było niebywałe. Co prawda luzy na kierownicy nie pozwalały na bezpieczną jazdę, ale jak się już człowiek przyzwyczaił to nic tylko radość z jazdy i czysta frajda z każdym nowo nabitym kilometrem. Piękna deska rozdzielcza, chociaż tu i ówdzie brakowało kilku elementów, jedne wyrwane inne już od dawna nie działające, ale to nic, można wybaczyć takie drobne mankamenty zważywszy na szereg zalet, który to rekompensował. Silnik nie do zajechania, ma już nabite ponad 300 tś kilometrów a widać, że rwie się do jazdy jak młody źrebak, że pragnie więcej.

No, ale drzewo, jedno głupie drzewo położyło kres pięknej historii. Pięknie się zapowiadająca kariera została tragicznie i przedwcześnie przerwana. Chłopak dochodził do siebie. W sumie nie jest źle – ocenił. Pewnie starszy się nie podda bez walki, wyklepie i znowu będzie jako nowy – ocenił.

Cóż chyba nigdy nie namówi rodziców, że fajnie by było zmienić samochód na nowszy, bo innymi jeździ się równie przyjemnie, o ile nie lepiej. Drugiego takiego Passata B3 w kombi po prostu nie było na całym świecie.

Wiedział że jest coraz bliżej, kwestią czasu zostało namierzenie kryjówki. No nic trzeba improwizować – pomyślał synergicznie z dziewczyną, renegatem i uciekinierką, którą zadeklarował się zlikwidować. Ścigał dziewczynę od jakiegoś czasu. Była to jedna ze zdolniejszych magiczek-akrobatek, wykazywała większy talent od swoich rówieśniczek. Jednak była niepokorna, dociekliwa i przenikliwa. Przejrzała prawdziwe intencje korporacji magicznego segregatora, zdemaskowała plany i dała nogę z tajnymi dokumentami. Dominacja światowa w sprzedaży ogórków konserwowych, nie mogła ujrzeć światła dziennego. Misterny plan przejęcia kontroli nad lokalnymi rynkami innych państw, wykończenie konkurencji dzięki większemu kapitałowi, poprzez lobbowanie u polityków, ale i wykupienie mniejszych graczy. Później ich spektakularne zamknięcie poparte jakąś głośną medialną historią od dodawaniu do słoików wody z kibla, do innych nieprzyjemnych składników. I tak oto opinia publiczna sama wydała by wyrok na ten rynek, kiedy to odpowiednie certyfikaty i obostrzenie inspekcji żywności przez instytucję stworzoną przez, oczywiście, korporację segregatora, mając najwyższej jakości rekomendację zawojowałaby rynek bezpowrotnie. Pełny monopol na lata, ogórki od jednego dostawcy. To piękna wizja kontroli nad światem, misterny plan opracowany w najwybitniejszych umysłach od kiszenia i marynowania. Zagrożenia nie można było bagatelizować. Dokumenty pechowo były opieczętowane oficjalną pieczęcią. - Mówiłem w dziale księgowości, że to totalna głupota oznaczać oficjalnie takie plany, ale ich zamiłowanie do procedur i porządku w dokumentacji przekraczało zdrowy rozsądek. I mleko się rozlało. - Na moich barkach, zamaskowanego czarodzieja, spoczęło uporządkowanie tego bałaganu w piaskownicy.

- Gdybym wiedział, że komary tutaj są tak wyborne to bym zabrał ze sobą worek i nałapał zapas na kilka dni – pomyślał żabo-cyborg . Po czym w aurze fioletowego światła na trawniku wylądowała zwykła żaba i o niczym szczególnie istotnym już nie pomyślała.

- Czar przestał działać – skomentowała dziewczyna. Wyciągnęła rękę trzymając w dłoni tajemnicze urządzenie przypominające zapalniczkę. Z jej wnętrza wydobył się przeraźliwy pisk w postaci uderzeń fal pulsacyjnych. Nikt nie lubi odgłosu przesuwanego widelca po talerzu. Skierowała urządzenie w stronę latarni. Czekała, wiedziała co dalej nastąpi.

Wrzask ! - Moje uszy !! Przestań, jesteś pierdolnięta czy co ? - Wrzasnął wściekle zamaskowany czarodziej wyskakując zza latarni zakrywając palcami uszy.

To było to na co czekała, piskiem z urządzenia unieruchomiła mu ręce, był bezbronny. Rzuciła się w jego stronę. Kolanem w czoło powaliła i oszołomiła. Leżał bezwładnie na ziemi podziwiając ukazane mu widoki. Stała nad nim w rozkroku, był unieszkodliwiony. Nie nacieszył się długo widokiem, stanęła z boku, chwyciła za maskę i oderwała ją z całej siły. Przestał być zamaskowanym czarownikiem. Szykowała się do zadania kończącego ciosu, wzięła zamach, zacisnęła mocniej pięść uzbrojoną w laserowy kastet. W ostatniej chwili przerwała, zamrugała oczami żeby się upewnić czy widzi wyraźnie. Chwila konsternacji, niepewności i zamyślenia. Otrząsnęła się szybko z zamyślenia, po czym niepewnym głosem rzekła

- Jurek, serio ? co ty za tą maską robisz ?

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania