Poprzednie częścipieśń przygodna  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

pieśń ze skraju

(...)

ten koń ma ślepia na wschód

przez dziurawe powieki bólem prześwitują porzucane zbierane tęsknoty

on jest pędem pędem do wysokiego grobu

ten koń ma ślepia na zachód

oblepione pierścieniami diabłów hordy much wokół niego śmieją się szaleńczo bzyczą byłyśmy więc jesteśmy więc będziemy

ten koń ma ślepia na południe

przenikliwe ostrza niewierzących źrenic jego pastwiska nienawiedzane dłońmi pełnymi ziaren niezamieszkałe przez plony

a sucha łza spływa po łańcuchu jak gdyby smoła co nie może zakrzepnąć

 

ale co widzę teraz

jakieś roztargane imię jakieś zwierzę w szczątkach rozrzucone pod sfatygowanym kirem

obgryzam do kości przeczuwam nieznane jak gdyby wskrzeszenie chcę zapobiec

płachta wibruje i jak gdyby prąd przez to co rozdzielone jak gdyby witraż szukał zespolenia

 

rozumiem więc na cztery wiatry w cztery nieprzenikalne kraje

i przykuto czwartego konia do ostatniej z moich niepotrzebnych kończyn

białe jego ślepia na północ gdzie wymierają ptaki gdzie niedźwiedzie zagryzają się z lewiatanami

 

słyszę trzask ostatniego ze świateł jego blask był niczym jak śmiertelną wiarą

i krok

i krok

i krok

i krok

i kiedy kiedy przejdą w galop

 

i co zostanie niech nie serce

niech nie pustka owrzodziała

niech nie

niech

nie

 

/

 

pościel cała przesiąknięta smrodem nieuchronnych kataklizmów

 

nie wstaję zbieram z łóżka oszołomione szczątki

 

tu leżą szmaty wygniecione jak fałdy mózgu który zaszedł o krok za daleko

o jeden galop bezpowrotny

 

kleję je do ciała wyrwanego w świat

 

wybiegam i uderza mnie daleki ogień

wychodzę na dziwne znane niepoznane piekło tam gdzie zewsząd nadlatują strzały różnorodne

 

...

 

ty

ty która bardziej niż ty nie wiem jak masz na imię

powiedz mi

powiedz mi kurwa co robić ma ten kto oddał życie a nie potrafi umierać

powiedz mi co istnieje gdy moc straciły cyrografy kreślone dłonią każdego stopnia rozwoju

powiedz mi

powiedz mi kurwa czym jestem

 

albo nie

nie mów

nie dotykaj mnie nie nie zmartwychwstałem

ale zstąpiłem do piekieł i nić zerwało niezauważenie zatrzaśnięcia bramy

nie mów

chcę się okłamywać tylko własnymi słowami

 

/

 

witam cię kulejący kundlu zawyj jesteś osobnym banitą czy niepotrzebnym lustrem

zawyj jak wejść na bezpańskie drogi bo nic nie jest panem jak wiara w wizję świata

zawyj na jakich łapach najbujniej kwitną odciski przy błądzeniu po bezdrożach popod roztrzaskanym niebem

 

a może też w tym kontenerze utopiono jakieś niechciane dziecko

ciekawe jakie może to właśnie byłem ja

 

/

 

brodzę przez plac ogromny na którym każdy jest nikim

mógłbym teraz we własnej krwi i nic by się nie zmieniło państwo nadal szlibyście do sklepu

mógłbyś się wczoraj rozbić o którykolwiek z płotów i nic by się nie zmieniło my wszyscy nadal szlibyśmy teraz od siebie

i ilu dziś mogło tu przechodzić w kierunku doraźnych zapomnień i jak im jest po tej zalotnej głodnej stronie

jak im jest ze świadomością że my i tak teraz ryjemy szlaki na tym placu

że wasze duchy to dla nas tylko więcej miejsca które bierzemy za bez wątpienia przynależne

 

jak im jest ze świadomością że twoje kroki nie mają znaczenia

 

/

 

idę przypomniano mi zamierzchły obowiązek

przez moje ręce lepkie od przeczenia śmiertelności horyzontów przeszły liczne sprawy

aby dotrzeć do celu gdzieś gdzie nie przelotnie

zyskam na tym z dychę ale przecież nie po to zarabiam by mieć a by nie być chociaż przez chwilę

 

skończyłem

padł ostatni bastion wracam w świadomość w realia koszmaru

 

/

 

jaka piękna para jaki piękny widok dla źrenic ogniskujących jednostronnie

ale czy w swym zapomnieniu pamiętają nigdy nie sądź że nie jesteś sam

nie sądźcie byście nie byli sądzeni przez fakty czy pamiętają

nigdy nie wierz że coś z tego świata może być większe od tego świata czy pamiętają

 

/

 

jako jedyny wołam cię wzrokiem czy słyszysz

posłuchaj mnie niewolniku bezkresnych przestrzeni leć poza

leć poza ludzkie wyniosłości leć gdzie ziemie żyzne urodzajne lasy

tam wyzwoli cię myśliwego dobrotliwa kula

nie tu tu jest miasto zbudowane ślepą wiarą w wieczną młodość nieśmiertelność ciała

 

czego tu szukasz

wrono szukasz pod liściem klucza do własnej ciemności

powiedz siostro

powiedz charkocząca planeto niewschodzących słońc

 

powiedz czemu we własnych piekłach spaliliśmy skrzydła

 

/

 

ty

nie znamy się ale bez obaw przecież nie ma poznania a tylko wiara we własne fantazje

i pytanie nie jak kogoś do siebie przekonać ale kogo przedstawić komuś jako siebie

 

nie znam cię i znać nie chcę ale może ty weźmiesz te resztki poskładaj mnie sobie jak chcesz

bierz wszystko proszę dziś jestem darmowy doszczętnie

 

tu jest ogarek serca jakiś pyłek kostny zaropiały kawałek onegdaj giętkiego języka

weź proszę ja nie wiem co do czego

ja nie wiem po co to wszystko

weź przepraszam że moje wszystko to tak żałośnie niewiele

 

/

 

ech co to jest wzdłuż czego suną opętane stopy

 

/

 

ty

do kogo się kurwa tak szczerzysz niebieskooki majaku

do kogo nie widzisz że moja skóra jest gniazdem dżdżownic że twarz spływająca larwami

nie widzisz jak spomiędzy fałd tłuszczu wypełza mi jakaś niestrawiona padlina

nie widzisz mojej ohydy

nie widzisz mojej ohydy zlepionej ze skandowania wszystkich zapoznanych diabłów

nie widzisz

 

czyżby nawet ofiara eksplozji jedynego świata instynktownie przywdziewała zbroję

zapewne

zapewne stąd wieczne z własnoręczną wizją niedopasowanie

 

/

 

i co to jest wzdłuż czego suną opętane stopy

 

/

 

co to jest wyścielone betonem porzuconych serc bo im szerzej zadeptać tym trudniej pamięci spostrzec pierwsze tropy

nie wiem naprędce przezwę to chodnikiem biorę etykietkę stamtąd z obcego świata gdy innego już nie ma

 

stopy powiedzcie

powiedzcie czy zdradzicie stygnące ruiny pójściem wytyczoną drogą

 

a niech idą gdzie chcą kiedy nie ma dokąd

 

/

 

ale czy jeszcze kiedyś światłość od ciemności a lądy wystawią z otchłani chropowate czoła i na powrót mówić zaczną szumem przybywań i opuszczeń

i czy jeszcze raz wstanie sfera zasiedlą ją istoty żyjące

i jeśli to jaką krainę zasiedlę jaką istotą

 

i czy

i czy nowe słońce

i czy nowe słońce wypali piętno wiary w rozszarpane symbole

 

dajcie mi jakąś prawdę krzyczę

dajcie mi dajcie jakąś pewność

 

dajcie mi jakąkolwiek prawdę poza śmiercią

 

dajcie mi jakąkolwiek prawdę obojętne pustki

 

/

 

tak wiem wszystko wiem

wiem nie było mnie tu nigdy

 

mnie którego dobre czyny jak skrwawiona szmata

mnie którego zbrodnie wygasną za siedem pokoleń by zapłonęły kolejne

 

nie nie było mnie tu nigdy w stanie prawdomównym

 

wiem i nie chcę żadnej broni

nawet ostatniej deski cynizmu sarkazmu maski ostatniego więc najsłabszego pokolenia upadających cywilizacji nie chcę

nie chcę uciec w propozycje fabrykowane przez tchórzy dla tchórzy nie już nie

 

żadnej już tarczy nie chcę przed sobą więc światem

 

wiem wszystko o konstrukcji przemian nieistotnych

znam istotę wszelkich niepotrzebnych nauk tak zwanych przyrodniczych jak i spekulatywnych czy też humanistycznych

 

wiem że tu niedozwolone kreowanie życia

 

nie chcę chcieć

wracam

i niech mnie zaszlachtuje ostateczna dekonstrukcja

 

...

 

znów czyjś dom znów przestrzeń niechętna jak każda

wygłodniałe krzyku ściany prężą uszy

wiatr wita trzaśnięciem jakichś drzwi

dopiero koniec objawia przeoczone na początku niedomknięcie furtki

 

nie moje lustro w nim nie moje odbicie

 

siłuję się wzrokiem z bezsilnym cieniem obdartym z człowieka

 

nie patrz tak na mnie nie milcz tak do mnie bezimienny skurwysynu

 

nie patrz

 

teraz lepiej

 

teraz dobrze rozbite zwierciadła bardziej skłonne są do zwierzeń

 

ale wciąż nie wiem

nie wiem czyja krew się toczy korytami pęknięć pisząc czyją plamę na obcych fundamentach

 

niech twoim ostatnim zadaniem będzie podać papierosa

ach filtr nigdy nie był tak słodki

 

i niech zgaśnie na drugiej z niepotrzebnych dłoni skoro wygasły palce wskazujące

 

i jeszcze jeden

i jeszcze raz

niechaj śpiew syczy wreszcie szczerym głosem niech stygnie na przestrzał

 

rozglądam się

ile ile wokół startów o tożsamych metach

 

ten stary serwis on wie on nauczył się zła zapatrzeniem

ten stary serwis sąsiedzi pewnie myślą jakiś pies coś strącił a to tylko kundel

 

trudny jest wybór gdy czas spiął się w moment i trzeba naraz rozedrzeć wszystkie szaty

 

sąsiedzi pewnie myślą znowu coś upadło i nie mylą się

tu prawdziwa miłość drży na podłodze zespoleniem ostrych skrajów z rozżarzonym mięsem

 

wygryź ze mnie wygryź zabliźnioną skórę

tak skoro dno przed brzegiem jest obiecaną ziemią niech zaleje mnie czerwone morze

 

a kto tu przyjdzie później ach jakie to ma znaczenie

a kto tu i jak i co wcześniej ach jakie to ma znaczenie

celem ziemi jest żywić się krwią tych którzy na niej budują koślawe fortece

tata jej kazał powiedział że to było dobre

 

ale nie nie

nie wzdłuż

proste drogi przedwcześnie prowadzą za bramę szeroko otwartą

tu niech kropla po kropli wysączać się z siebie

 

niech włókno po włóknie obedrzeć się z pytań tylko wtedy nadejdzie odpowiedź

 

powiedz

powiedz uzębiony odłamku babcinej filiżanki

powiedz spadku co przeszedł na rodziców i syna który poznał twoje imię przeznaczone

oddać się kurwom żreć ze świniami

służyć dozgonnie przepasać się pychą

powiedz którą teraz czołgać się wyrodną drogą

 

inaczej inaczej

obyś był zimny albo gorący fundamentalne rozpatrzenie sprawy

kto jest zły ma obowiązek Judasza

klamka też się nada

a jeśli dobry to ponad wszystko posiada cudotwórcze moce

więc przemienić Abla w Kaina cudem samobójstwa

 

...

 

tak

oto otwarta jest ostatnia pieczęć

oto powstał archanioł hetman szyderczych zastępów

oto zawołał a głos jego ponad wszystkie głosy

zawołał

przyjdź

przyjdź do końca

szliście naprzeciw tak długo i oto padnijcie sobie w ramiona trędowate

przyjdź

 

przyjdź

 

przegrałeś

 

...

 

noc nie wiem ile dni minęło lecz pamiętam kierunek

 

krtanią szukam tamtego odłamka

niech więc przetnie niepotrzebne słowa

 

 

ale

 

słyszę kroki

 

tak

 

tak ktoś nadchodzi

 

skorupy uciekają gorączkowo biorąc ostatnie kęsy rozedrganych rąk

 

nadchodzi

 

zbliża się poznaję zbawicielka moja

 

pomóż

 

z rozgryzionych warg płaczę żelazne błaganie

 

przyjdź do mnie

 

przebij wszystkie drzwi ryglowane dawnym lękiem

 

podnieś mnie

 

podnieś mnie z prochów spalonej ziemi nadchodząca wojno

(...)

Następne częścipieśń spomiędzy  

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 2 miesiące temu
    Przeczytałem jedną piątą może i chwilowo nie udźwignę. Za duża symbioza, za dużo bólu. Ni chuja teraz. No może lekko spod ślipia, ale na pewno na raty.
    Inaczej mnie strąci z planszy w cztery pizdy, a na to zbyt wcześnie.
  • rubio 2 miesiące temu
    no, też myślę, że powinno Ci podejść. O ile "podejść" to w tym przypadku trafne słowo.
    I spoko, i tak raczej dopiero w weekend poodpisuję na ewentualne komentarze.
  • Blanka 2 miesiące temu
    Nie wiem, czy to jest poprawne /dobre/złe i tak dalej. I nie wiem co Ci napisać, czy coś w ogóle. Bo i tak nie napiszę Co. Jak. Nie da się. Nie wiem jak, szczególnie kiedy tekst robi ze mną, to co robi.
    "a sucha łza spływa po łańcuchu jak gdyby smoła co nie może zakrzepnąć"- raz
    "jakieś roztargane imię jakieś zwierzę w szczątkach rozrzucone pod sfatygowanym kirem"- dwa
    " krok

    i kiedy kiedy przejdą w galop



    i co zostanie niech nie serce"-! trzy
    "powiedz mi kurwa co robić ma ten kto oddał życie a nie potrafi umierać

    powiedz mi co istnieje gdy moc straciły cyrografy kreślone dłonią każdego stopnia rozwoju"- cztery
    "nie mów

    chcę się okłamywać tylko własnymi słowami"-!!! pięć
    "a może też w tym kontenerze utopiono jakieś niechciane dziecko

    ciekawe jakie może to właśnie byłem ja"-!!! sześć
    "jak im jest ze świadomością że twoje kroki nie mają znaczenia"- siedem
    "powiedz czemu we własnych piekłach spaliliśmy skrzydła"- osiem
    "ty

    nie znamy się ale bez obaw przecież nie ma poznania a tylko wiara we własne fantazje

    i pytanie nie jak kogoś do siebie przekonać ale kogo przedstawić komuś jako siebie"- dziewięć
    "poskładaj mnie sobie jak chcesz

    bierz wszystko proszę dziś jestem darmowy doszczętnie"- !dziesięć
    "weź przepraszam że moje wszystko to tak żałośnie niewiele"- jedenaście
    "nie widzisz mojej ohydy zlepionej ze skandowania wszystkich zapoznanych diabłów

    nie widzisz"- !!! dwanaście
    "nie chcę chcieć

    wracam

    i niech mnie zaszlachtuje ostateczna dekonstrukcja"- trzynaście
    "trudny jest wybór gdy czas spiął się w moment i trzeba naraz rozedrzeć wszystkie szaty"- !!! czternaście
    "wygryź ze mnie wygryź zabliźnioną skórę"-!!! piętnaście
    policzków. I daj Boże, żeby wszystko tak bolało.
    Nie idź, Rubio. Nie usuwaj.
    Pzdr.
  • rubio 2 miesiące temu
    Pewnie jakiś czas nie usunę, może i dwa ostatnie powrócą; chcę z tego zrobić dłuższą jedną całość, i gdy będzie wisieć, to mogę wrócić przypomnieć sobie rezonans, co w ostatecznej wersji zmienić, wyrzucić, co zostawić, bo uderza. Ale nie wiem.
    No nic, miało boleć, miało być w tym odnajdywanie siebie przez czytającego, swojego jakiegoś bólu. Czyli wynika z tego, że zadziałało. Dziękuje. Chociaż nie wiem, czy to dobrze.
  • Blanka 2 miesiące temu
    rubio , "Pewnie jakiś czas nie usunę, może i dwa ostatnie powrócą; chcę z tego zrobić dłuższą jedną całość, i gdy będzie wisieć, to mogę wrócić przypomnieć sobie rezonans, co w ostatecznej wersji zmienić, wyrzucić, co zostawić, bo uderza"- oszukista jesteś, Rubio. :p Oddaj.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Zrobię spam na raty, bo ledwo patrzę na ślepia i obym coś sobie nie skasowała, plus zaznaczam moje wykończenie i podatność na dziwne obrazy skojarzenia.
    Początek - startujesz pędem niczym jeździec z Apokalipsy. Do tego zrobiłeś się na czarno.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Uderzająca śmiertelna z bólu metaforyka.
    Cztery cztery.... jeźdźców apokalipsy też było 4;) ale u ciebie to cztery kierunki nieprzenikalne kraje... Rozdarcie...obraz czterech koni, czterech sprzecznych uczuć emocji pędzących w odmiennych kierunkach które roztargują ciało, dwie nogi/ręce... Kiedyś?w średniowieczu były chyba takie tortury?
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    W Chinach 4 to jak u nas 13.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Jadę odczuciami - jestem.przy odrzuceniu...tutaj coś podrzucę o ile znajdę ten utwór muzyczny.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    pytanie nie jak kogoś do siebie przekonać ale kogo przedstawić komuś jako siebie - o tak.
    ...porozrzucane betonem serca...tu kończę nabiore sił i wrócę Rubio.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ok
    Oczywiście przeczytałem wczoraj, bo jednak odlepić się ciężko. Piszesz, że w weekend odpiszesz... na komentarze. No cóż, na mój nie będzie trzeba, bo ja nie mam nic mądrego do powiedzenia (chciałoby się rzec: jak zwykle)
    Rzeka. Przepastna rzeka. Można usiąść i łowić, łowić, łowić.
    I albo lubisz siedzieć i łowić albo nie.
    Ja (w życiu) nie lubię, ale tutaj bardzo.
    Nie będę dzielił zachwytu na mniejsze partie, opisując moc sprawczo-odczuwalną poszczególnych myśli.
    Jest grubo i jest przemocno, choć, gwoli uczciwości, przestoje też się zdarzają.
    ALe to wszystko nie ma i tak znaczenia, bo to taki skos z dachu, ale z telemariem.
    Rozjebać się o beton, ale z klasą.
    Sija,
    Też już pomału tym wszystkim rzygam.
  • rubio 2 miesiące temu
    Pisałem, że odpiszę, dziś na powrót nie bardzo w stanie. Ale ze nie wiem kiedy w stanie, to coś wystukam.
    przestoje miały być. Ale wyszły tak sobie, miałem ten tekst jeszcze poprawiać, ale nie chciałem już w nim siedzieć, wczuwać się, no i wyszło jak wyszło.
    "bo ja nie mam nic mądrego do powiedzenia (chciałoby się rzec: jak zwykle)" - jak zwykle przy tej autoopinii chciałoby się rzec: pierdolisz.
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    Czytałam wybiórczo, bo tu jest za dużo, żeby ugryźć wszystko naraz. Jeśli nie ma się żoładka przyzwyczajonego do takich wykwintości ;)

    Ale to:

    "powiedz charkocząca planeto niewschodzących słońc
    powiedz czemu we własnych piekłach spaliliśmy skrzydła"

    Jest po prostu ach, zwalające z nóg.
    Zresztą, cały wiersz powala siłą emicjonalnego przekazu.
    Szkoda tylko, że jest tu na krótko :/
  • rubio 2 miesiące temu
    w zamyśle to nie wiersz, a proza bez łączników, opisów.
    Nie wiem, co jeszcze odpisać ponad "dziękuję".
    Też lubię ten fragment, który cytujesz; aż mnie zdziwiło, że mi się wymyślił tak dobry.
  • TrzeciaRano 2 miesiące temu
    Nie ta epoka
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Och Rubio Rubio, jak Ty ubierasz metafory, nie cytuję, bo tego mnóstwo jest, ich obraz powala, słowa miecze wymierzone w bolące serce. Taki jakby manifest braku sensu ludzkiego istnienia, braku prawdy nadzieji, którą ostatecznie jest tylko wojna, śmierć. Przecudne...
  • rubio 2 miesiące temu
    " słowa miecze wymierzone w bolące serce". No. Dzięki. Ogólnie za ten poszarpany komentarz kilkuwiadomościowy dzięki.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Ktoś nazwał Cię kiedyś elektrycznym i tu, w tym miejscu muszę się zgodzić. Tekst jest o tak mocnym natężeniu emocjonalnym, że nie dziwię się osobom, które dzielą go na części, łamią na kawałki. Przeczytałam wczoraj, w całości.
    Gdzieś mi się to łączy z poprzednim uwtorem wierszowanym, a przynajmniej początek. Jesteś jak studnia bez dna, pełna rozmaitych metafor, porównań, a im głębiej tym piękniejsze słowa można wyłowić.
    Cała ohyda świata, całe zło, obojętność, wyimaginowane potwory, jakieś obrzydzenie i do życia, i do siebie samego, ból, wołanie o jakąkolwiek nadzieję, pragnienie poskładania rozsypanych elementów, pustka – to wszystko aż kipi, wylewa się z wersów.

    Nie będę wyszczególniać i cytować po kolei, ale to moje ulubione:
    "tu prawdziwa miłość drży na podłodze zespoleniem ostrych skrajów z rozżarzonym mięsem
    wygryź ze mnie wygryź zabliźnioną skórę".

    Przepiękne. Pozdrawiam!
  • rubio 2 miesiące temu
    No, dobrze, że się łączy, fajnie, że wychwyciłaś. Taka jest koncepcja od "Kakofonii", podobne rzeczy; teraz podobne do poprzedniej.
    Za resztę - dziękuję, po prostu.
  • Justyska 2 miesiące temu
    kurka Rubio, trudno to ogarnąć w całości tak samo jak trudno ogarnąć emocje kiedy w nas kipą. Jest tu duużo i każdy znajdzie coś dla siebie. Kopalnie złotych myśli i cudnych metafor. Czytając po swojemu i rozumując tylko sercem, musiałam zapanować nad szklącymi się oczami... Tekst robi ogromne, ogromne wrażenie.
    Szczególnie zatrzymał mnie fragment wskazany prze jolkę i:
    "powiedz mi kurwa co robić ma ten kto oddał życie a nie potrafi umierać"
    Pozdrawiam i dziękuję .
  • rubio 2 miesiące temu
    Tak, zasadniczo chodziło w tym o takie siebie rozpięcie, żeby i każdy o dostatecznie wyrobionej wrażliwości mógł się tu, choćby fragmentarycznie, odnaleźć; jeśli nie w tym 'epizodzie', to w innym. Odnaleźć siebie, czy choćby siebie o siebie zapytać.
    " Czytając po swojemu i rozumując tylko sercem, musiałam zapanować nad szklącymi się oczami" - jednej strony fajnie widzieć, że to ma taką moc; z drugiej - nie wiem, czy to dobrze...
    No nic, pozdrawiam i to ja dziękuję.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    "dajcie mi jakąś prawdę krzyczę
    dajcie mi dajcie jakąś pewność
    dajcie mi jakąkolwiek prawdę poza śmiercią
    dajcie mi jakąkolwiek prawdę obojętne pustki"
    - może nie ma tu takich oachich metafor... ale jest coś ważniejszego "przez co" nie mogę zasnąć.
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    Ech Rubio. Nie żebym się spodziewała zastać, ale i tak mam ochotę Cię kopnąć. Taki ładny tekst poszedł won.
    Smutno :(.
  • Canulas 2 miesiące temu
    2x kiedyś - nie oceniam ;)

    A tak w ogóle - wracaj
  • Enchanteuse 2 miesiące temu
    Can jak zwykle na posterunku
  • Neurotyk miesiąc temu
    "oblepione pierścieniami diabłów hordy much wokół niego śmieją się szaleńczo bzyczą byłyśmy więc jesteśmy więc będziemy"

    Amen.

    Lubisz słowotoki :)
  • rubio miesiąc temu
    to i tu odpiszę; ani tamto, ani to, to nie wiersze.
    trzym się, Wesołych
  • Neurotyk miesiąc temu
    rubio wesołych Świąt Bożego Narodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania