Piwny Wojtek

Pewnego razu natknąłem się na pewien sklep spożywczy. Byłem akurat w okolicy i zajrzałem tam, by sprawdzić jakie piwa mają w ofercie.

Muszę przyznać, że wybór był dość szeroki i nie bardzo wiedziałem, które z tych piw są smaczne, a które kiepskie. Chciałem czegoś naprawdę dobrego i długo patrzyłem, oglądałem butelki i skład poszczególnych piw. Czułem się nieco zagubiony, bo były tam takie rzeczy, których wcześniej nie widziałem w innych sklepach.

Nagle usłyszałem:

- To ruskie piwo jest naprawdę świetne.

Odwróciłem się. Stał za mną jakiś facet. Aha, polecił mi piwo. To było miłe z jego strony i podziękowałem za radę. Zgarnąłem więc piwo i trwało to dosłownie chwilkę, ale kiedy odwróciłem się z powrotem w stronę faceta, nie było go już nigdzie w pobliżu.

- Ma gostek talent do nagłego znikania – pomyślałem.

Po powrocie do domu spróbowałem, czy naprawdę to piwo jest takie dobre i... jego smak mnie zachwycił! To było najlepsze piwo, jakie dotąd piłem i byłem pozytywnie zaskoczony.

 

Niedługo potem znowu wpadłem do tego sklepu. Kiedy wsadzałem tę piwną pychotę do koszyka, zagadnął mnie jakiś gostek:

- Niech zgadnę, ktoś panu polecił to piwo.

Spojrzałem na niego z zaskoczeniem. Skąd on o tym wiedział?

- Jestem pewien, że był to piwny Wojtek. Taka miejscowa legenda.

- Jak to? O czym pan mówi?

- Piwny Wojtek to duch faceta, który za życia często tu przychodził. Był bardzo wybredny, żadne piwo mu nie smakowało. Więc spróbował wszystkich w tym sklepie. Ale i tak nigdy nie był zadowolony.

- Aha – wykrztusiłem tylko. Co on mi za bajki opowiada?

- Są takie plotki, że był uzależnionym pijakiem. Podobno zapił się na śmierć, a teraz jako duch poleca ludziom piwa. Za każdym razem człowiek, który otrzyma jego poradę jest zachwycony.

- Ciekawa bajka – odpowiedziałem.

- Żadna bajka. Moi koledzy spróbowali poleconych przez niego piw i potem nie mogli przestać. Uzależnili się. Pili, pili i pili, aż się zapili.

 

Nie posłuchałem gostka. Kupiłem sobie piwo i wyszedłem.

- Co za bzdury, gościu chyba robi sobie ze mnie jaja – pomyślałem.

A jednak ta sprawa z niewiadomego powodu nie dawała mi spokoju. Cały czas mimowolnie o tym myślałem, aż poczułem się, jakbym dostał odcisków na mózgu. Po bezsennej nocy nie wytrzymałem. Pod wpływem jakiegoś wariackiego impulsu, walnąłem butelkami o podłogę. Stłukłem je i piwo się wylało. Poczułem się, jakbym zrzucił z ramion niewiarygodny ciężar.

- Zapobiegłem nieszczęściu – myślałem zafiksowany.

Ale zaraz potem mój wzrok padł na butelkę, którą jakimś cudem przeoczyłem. Złowieszczo stała obok łóżka. Już miałem ją zniszczyć, kiedy wpadłem na pewien pomysł.

Pomyślałem, że nie chcę, by inni ludzie dalej padali ofiarą ducha. Usiadłem więc przy stole, wziąłem gromnicę i wodę święconą. Roztrzaskałem butelkę i patrzyłem jak piwo płynie po blacie złotym potokiem. Wtedy chwyciłem wodę święconą i wylałem ją na zwłoki piwka.

- Spoczywaj w spokoju, piwny Wojtku i więcej nie nawiedzaj sklepu – myślałem. Potem jeszcze zapaliłem kadzidełka i poczułem, że mogę już być spokojny.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • maga 3 miesiące temu
    Teraz gdy upały to każdy myślami o zimnym, ochładzającym piwku :) Dobry pomysł z tym duchem.
  • Marek Adam Grabowski 3 miesiące temu
    Fabuła bardzo ciekawa. Można byłoby w prawdzie opowiadanie bardziej rozbudować, ale i tak miło się czytało.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania