Poprzednie częściPlanety - Rozdział 1  Planety - Rozdział 2  

Planety - Rozdział 3

W końcu stanęła naprzeciw niej. Na oko ośmioletnia dziewczynka kucała i płakała tak głośno, i przeraźliwie jak tylko się dało, a twarz schowaną miała w dłoniach. Panią Lindę przeraziły plamy krwi na ubraniach. Gdy kobieta kucnęła obok dziewczynki, odskoczyła w strachu do tyłu. Miała przekrwione i mokre oczy.

— Nie bój się... — szepnęła kobieta, po czym dotknęła jej ramienia.

Ta jednak wzdrygnęła się i zamknęła oczy.

— Oni... Oni są w środku — powiedziała, po czym wybuchnęła kolejnym głośnym płaczem.

Kobieta nie czekając na nic weszła furtką na wypełnione krasnalami podwórko, a następnie podbiegła do otwartych drzwi domu i weszła do środka. Bała się co tam zastanie. Modliła się, aby widok nie był przerażający. Ujrzała korytarz z przepięknymi obrazami, a czerwony dywan rozpościerał się pod nogami. Obok rozsypane były buty, tak jakby ktoś w ucieczce niechcący strącił je z półki. Nie zwracała na nie uwagi i stąpając po nich, weszła do pomieszczenia, lecz tam nic nie było. Jedynie skromna kuchnia z kolorowymi firankami i dodatkami. Wyszła więc z niej i pokierowała się do brązowych drzwi. Głęboko odetchnęła i je otworzyła. Te głośno zaskrzypiały. Gdy weszła do środka, przeżyła szok. Czuła jakby ktoś wylał na nią kubeł zimnej wody albo trafiła w sam środek najstraszniejszego horroru. Na podłodze leżeli kobieta i mężczyzna. Byli martwi. Zostali postrzeleni w głowę. Leżeli koło siebie, trzymając się za ręce. Obok nich szkarłatna krew rozpływała się na jasnych panelach, tworząc krwawą rzekę. Kobieta zastanawiała się, kto mógł coś takiego zrobić. W jakim celu? Przecież i tak by umarli. Kompletnie tego nie rozumiała. Kucnęła obok nich, dotknęła ich dłoni i wyszeptała:

— Wieczny odpoczynek racz im dać panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.

***

 

Mia wyciągnęła zdjęcia i ze łzami w oczach zaczęła je przeglądać. Była na nich ona i jej mama. Zdjęcia w takich okolicznościach stają się cenniejsze niż złoto. Nie licząc paru przyjaciół, miała tylko ją. Ojciec odszedł do nowej rodziny, Nienawidziła go za to, choć mama zawsze powtarzała, żeby o nim zapomniała, że bez niego miały lepiej. Lecz Mia widziała, że w głębi duszy cierpiała z powodu jego zdrady. Raz zobaczyła jak przeglądała ślubne zdjęcia z kieliszkiem wina. Wciąż pamiętała jasny ogień z kominka, jej ciche łzy i duży, biały fotel na którym siedziała. Płakała i piła kieliszek za kieliszkiem. Nigdy jej o tym nie powiedziała. Nie chciała żeby dowiedziała się, że widziała jej słabość. A jeśli to źle? Może powinna podbiec, przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze, że ojciec to dupek jakich mało? W każdym bądź razie nie zrobiła tego i nie zrobi. Już jej nigdy nie zobaczy. Nie powie, że ją kocha. Nie przytuli, ani nawet nie pokłóci się o jakąś głupotę. Nie zmówi z nią modlitwy. Schowała zdjęcia i spojrzała za szybę na kosmos. Chciała przez chwilę myśleć o czymś innym. Wyobraziła sobie więc jak lewituje w przestrzeni, włosy rozchodzą się na wszystkie strony, a ona jest szczęśliwa. Tak po prostu. Szczęśliwa. Jej wizje przerwały kolejne wspomnienia o mamie. Jej postać się rozmazała i zastąpiła ją uśmiechnięta twarz pani Lindy, kiedy razem w dzieciństwie wybrały się na łąkę pełną kwiatów. Od wspomnień nigdy się nie uwolni - tego była pewna.

 

***

— Powiedział... Powiedział, że moi rodzice zrobili wypadek i... jego braciszek patrzył na ich śmierć... i... — dziewczynka otarła rękawem łzy. — teraz je będę patrzeć na ich śmierć w ostatnich... dniach życia.

Kobieta przytuliła dziewczynkę. Nie rozumiała dlaczego za błędy rodziców często płacą niewinne niczemu dzieci.

— Posłuchaj... Bóg na pewno ich już przygarnął. Trafili do lepszego miejsca.

Dziewczynka momentalnie się odsunęła.

— Nie ma Boga.

Sophia spojrzała na kobietę ze łzami w oczach i dodała:

— Boga nie ma, a świat powstał z wybuchu. Zresztą jaki Bóg pozwoliłby na to wszystko?

Pani Linda spojrzała na dziewczynkę i pogłaskała ją po włosach. Nie miała siły na przekonywanie ją do wiary. Podała jej kubek z ciepłą herbatą, a następnie spojrzała na okno. Wstała i podeszła, aby je zamknąć. Chciała, żeby się trochę przewietrzyło, lecz strasznie zrobiło się chłodno i nawet jej ciepły, czerwony sweter nie pomógł się ogrzać. Jednym, szybkim ruchem je zamknęła i spojrzała ostatni raz na przemieszczające się liście. Następnie wróciła do dziewczynki. Niepewnie ją przytuliła i pozwoliła jej się wypłakać.

 

***

Sen Olivii zakłóciły nagłe krzyki. Powoli zaczęła otwierać oczy i ujrzała grupę, która patrzyła się w jeden punkt. Spojrzała na brata. Ten pocałował ją w czoło i szepnął, że znaleźli planetę. Dziewczynka szybko się wychyliła i ujrzała dość dużych rozmiarów planetę, na którą właśnie zmierzali. Jej smutek pomieszał się z lekką ekscytacją, a reszta zdawała się być zszokowana.

— Jeszcze nie do końca się znamy, ale dziękuję za wspólne chwile, które mogłem z wami spędzić, bo wiedziałem, że nie jestem sam w takiej sytuacji i wy też straciliście bliskich. Może to bez sensu, ale... Po prostu dziękuję — powiedział Michael, tak jakby chciał się pożegnać. W końcu nie wiadomo było co tam zastaną. Reszta pokiwała tylko głowami na znak, że dołączają się do jego słów.

Następne częściPlanety - Rozdział 4  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania