Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pocztówki z Ochrydy — część I

"Człowiek może rabować

jak długo to służy jego celom,

ale, kiedy rabuje się innych,

ten który rabował

zostanie obrabowany w odwecie".

Budda Sjakiamuni.

 

Jest późno. Ciemno. Poczerniałe deski jęczą ze zmęczenia, kiedy człapię, żeby dogrzać wody. Cała kamienica płacze wspomnieniami, opłukując się z przeżytych dni. Targana pogodowymi kaprysami Boga czy kalekim chodem moich stóp. Zostałam sama w piecu własnego życia, więc tak samo wronię. Tak krążę. Chodzę po ścianach, żeby tylko nie siedzieć. Zdrowego ciała nigdy nie zauważasz, ale uwiędłe szybko staje się klatką. Więzieniem, w którym własne kości zastępują kraty. Wszędzie woda, choć nie ma żadnej wody. Można uciec zewsząd, ale nigdy nie uciekniesz od siebie. Nie na zawsze. Możesz tylko się stracić na pewien czas.

Wracam pod obrys okna. Wieje wiatr. Na zewnątrz, wśród podobnych ruin, jaśnieje nitka drogi nabita resztką pomarańczowej poświaty. Stoję i myślę. Układam w głowie fragmenty, scalam wydarzenia i przypisuję datom pory roku. Patrzę na to wszystko. Chryste. Przecież my tu stąpamy po kościach ojczyzny. Głód, bieda, syf. W jednym kuligu żywi i pomarli.

Jest już woda. Wracam. Pochyłość zbombardowanego domu rzuca mną na prawo. Żyję tu już długo. Szczurom po kształtach cieni nadałam imiona. Zaraz zacznę pisać, tylko ogrzeję dłonie o szkło słoja. Czubki palców ogrzeję. Mogliby nam zesłać jakiegoś Mojżesza. Użyczyć śmierci z kosą, szumu opętania.

Za chwilę zacznę. Napiszę wszystko, jak pamiętam, a co zapomnę, dodam z wnętrza siebie. To dopuszczalne. W tęczy szaleństwa każdy kolor może być zmyślony.

Siadam przy tym, co zostało z okna, obserwując noc. Wygasłe miasta mają to do siebie, że piękniej nad nimi wyglądają gwiazdy. Akordy planet rozbijają wieki na mgnienia. Nieważność trwania dodaje otuchy.

Tak. Trzeba to zrobić i iść. Przeć. Wyśnić cel i po niego pójść. Nie patrzeć jedynie przez obłupane dziury sztachet płotu. Trzeba to zrobić, zakończyć. Tak, żeby krew ekstazę przetworzyła w końcu w bezwład rąk.

Zaczynam. Nie ma już na co czekać.

 

— Lomača osvetljava put.* —

 

Codzienna droga. Ta sama i po to samo – wyżebrać, by móc coś zjeść. Spuścić głowę, uciec wzrokiem, poprosić, przeprosić, epatować obcych ludzi własnym bólem. Nieudolność istnienia. Bo jakoś trzeba trwać.

Niski, szary pułap chmur, mżawka, wiatr. Kobieta nakryła głowę chustą, przeciskając się pomiędzy handlującymi i ich uliczną klientelą. Szła do człowieka, u którego kupowała każdego dnia. Poczciwy chłop, wrażliwy na cudzy kłopot. Chciała tylko pieczywo, makaron, masło i sól. Nie śmiałaby prosić o mięso. Dawał jej na kreskę od ponad miesiąca. Tylko on, na całym targowisku. Jednocześnie oboje zdawali sobie sprawę, że jeśli nawet jakimś cudem kobieta spłaci dług, nie dalej jak po trzech dniach spuści przepełniony prośbą wzrok kolejny raz.

Podeszła z pokornym uśmiechem, starając się nie sprawiać wrażenia nachalnej i zdesperowanej, jednak Damir tym razem nie uraczył jej zwrotnym pozdrowieniem.

— Dzień dobry — zagaiła niepewnie. Głos uwiądł w gardle, czekając na zachętę z jego strony. Sprzedawca zacisnął usta. Kobieta przygryzła wargę, uciekając wzrokiem przed jego twardym spojrzeniem.

— Wiem, Iva, wiem — odezwał się po chwili.

— Tylko parę rzeczy, dosłownie trzy. Chleb...

— Nie!

Źrenice nędzarki rozszerzyły się zdzielone osłupieniem.

— Damir, proszę, ostatni raz.

— Tak, myślę, że właśnie tak — potwierdził. — Ostatni.

Siatka z zakupami wrzynała jej się w palce. Wzięła więc, skoro pozwolił jeszcze ten raz, mięso, ziemniaki, cukier, mąkę i nawet marmoladę. Starczy na kilka dni.

A potem Bóg jeden niech weźmie ją pod opiekę. Padnie na kolana pośrodku targu i poprosi, by dał jej chociaż chleb.

Uczucie ulgi i świadomość jej krótkotrwałości. Od małego sukcesu do cyklicznej porażki, przejawiającej się wyczerpaniem zapasów. Od lat nie miały zapasów. W zasadzie nigdy ich nie doświadczyły. Symptom życia z dnia na dzień – poczucie bezpieczeństwa, którego brak. Półistnienie.

 

*

Jovana przywitała matkę uśmiechem, a widząc, że przyniosła w siatkach więcej niż zazwyczaj, radość przerodziła się w zachwyt. Zachwycony był w tym momencie każdy rachityczny robal, kryjący się w zakamarkach izby, bo choć kobiety zjadały zazwyczaj wszystko do ostatniego kęsa, szanse, że tym razem coś zostanie, wzrosły. Iva usiadła przy stole, wpatrując się w rozpakowującą zakupy córkę. Ta wymacała marmoladę, rozchylając w niedowierzaniu usta. Następnie podsunęła pojemnik niemal pod sam nos, próbując odczytać napis.

— Mamo... czy my jesteśmy bogate?

— Nie, nie jesteśmy. — Iva zrzuciła schodzone sandały, dając ulgę opuchniętym stopom. — Przeczytałaś? Co tam jest napisane?

— Mar-mo-la-da.

Matka przytaknęła, zamykając powieki nasycona dobrym nastrojem. Przeczytała, więc nadal widzi.

— Dużo kupiłaś — cieszyła się dziewczyna. — Mamy dużo jedzenia.

— Tak, skarbie, mamy dużo jedzenia. — Sfatygowane oparcie krzesła przyjęło ciężar pleców. Starała się delektować, nie myśleć, nie martwić. Zatrzymać chwilę. — Mamy dużo jedzenia...

 

*

Nigdy nie piekła szczurów, ale wiedziała, że są w kamienicy razem z karaluchami i innymi lokatorami. Mijała kolejną ulicę, bijąc się z myślami. Czy mogłyby jeść robaki? Skrzywiła twarz na ten pomysł. Ona jeszcze jakoś by to zniosła, ale Jovana? Nie mogła zrobić tego własnej córce. Jej dziecko traciło wzrok, ona natomiast walczyła z coraz częstszymi napadami kaszlu, ale wytrzymałaby wszystko...

Damir czekał. Widziała to w jego wzroku. Zero zdziwienia, zero oburzenia, jedynie oczekiwanie. Wiedział, że przyjdzie. Nie uniósł się. Miał inny plan. Dawno temu pomyślała, że istnieje zajęcie, które od zawsze przynosi zyski i to nie zmieni się zapewne nigdy, ale ona, kobieta zjełczała przeżyciem zbyt wielu trudnych dni, jak czerstwa pajda czy zleżały owoc nie miała na nie szans.

Patrzyła w oczy sprzedawcy, zastanawiając się, jak wiele mogłaby poświęcić i jak niewiele ma wyjść.

— Jak widzisz, nie jestem zaskoczony, że przyszłaś.

— Wiesz, że nie mam...

— Dostaniesz tylko chleb — stwierdził twardo, nie zwracając uwagi, że próbuje wcisnąć kilka słów. — Jutro o dwudziestej przyjdziesz po więcej. I po propozycję. Podejdź. Podam ci adres.

 

*

Bryła kamienicy poznaczona obłupaniami powojennych pęknięć już od frontu informowała, że gości nie przyjmuje, a jedynie wchłania. Odruch obronny kazał Ivie zatrzymać się przed drzwiami. Zlustrowała budynek raz jeszcze. Damir zachęcał, jedną ręką obejmując kobietę, drugą zapraszając do środka. Weszli w okadzoną brudem klatkę schodową, gdzie namiastka światła próbowała strzaskać mleczną szybę. Niewytłumiona przestrzeń oddawała echem odgłos kroków. Na drugim piętrze ściany ozdobione filozofią wyrażoną sprayem – młodzieńcze sentencje, tabula rasa po zderzeniu z brakiem sensu i buntem. Pożółkła biel drzwi, metalowa klamka klejąca się od zarazków.

Weszli.

W środku ascetycznie i schludnie. Owalny stół, wysokie krzesła, balkonowe drzwi ogołocone z firanki. Człowiek wpatrzony w zaokienną dal odwrócił się i Iva usłyszała powitanie, stłumione własnym walącym serduchem. Mężczyzna o imieniu Vuk przystawił krzesło, zachęcając, by także usiadła. Damir odpalił papierosa.

— Jesteś matką — bardziej stwierdził, niż zapytał nieznajomy. Kobieta uciekała wzrokiem, on przeciwnie. Nawet kiedy obszedł krzesło, siadając naprzeciwko niej, czarne oczy pozostały nieruchome. — Matki muszą być silne. Jak twoje zdrowie?

Wzdrygnęła się.

— Odpowiedz. Nie bój się.

I wtedy uderzył miks myśli, wniosków, refleksji, przypuszczeń, pewności, strachu i nadziei jednocześnie. Wiedziała, że czegoś od niej chciał – w tym kraju, w tych czasach dobro było towarem, miało cenę. Wszystko na tym świecie miało cenę. Coś chciał, ale nie miało to powiązań z jej seksualnością. Domyślała się od początku, teraz jedynie upewniając. Chodziło o coś gorszego, trudniejszego do zdobycia, czy też... wydobycia. Tak, pomyślała. Może chcieli jej coś wyciąć, jakiś organ, nerkę? Oswojona z nowym miejscem i obecnością mężczyzny, odczuła, że serce wyrównuje rytm, ciężkości nabrał jednak oddech. Czy oddałaby mu coś z siebie? Z wnętrza ciała? Za jaką cenę? Za ile? Za chleb?

— Po co ją przyprowadziłeś, skoro nie chce rozmawiać? — skierował pytanie do Damira. Kupiec wbił w kobietę zalękniony wzrok.

— Iva... Chcemy tylko pogadać. Potrzebowałaś pomocy. Vuk — wskazał towarzysza — oferuje pomoc.

Zebrała myśli, odsiewając najmroczniejsze wizje.

— Zdrowie nie najlepiej, proszę pana. Różnie. Raczej źle.

— Opowiedz, proszę. Mów, Iva. Powiedz, co ci jest.

— Krążenie, drętwieją mi nogi do kolan... Duszności, kaszel. Ale ja to nic, moja córka, Jovana... Ona traci wzrok.

Vuk potarł brodę.

— Jesteście same? Gdzie ojciec twojego dziecka?

— Wyjechał. Zabrała go wojna.

— Zabiera wielu — uzupełnił filozoficznie myśl. — Damir mówił, że głodujecie, że bieda. Kiedy ostatnio kupiłaś jakieś leki?

Rozchyliła usta, czując pieczenie spierzchniętych warg. Pomyślała, że ją skarci, głośno powie to, o czym od dawna niemym krzykiem karciło sumienie. Wykrzyczy, że powinna leczyć córkę. Powinna o wszystko dbać. W końcu wyszeptała, że jej po prostu nie stać.

— A chcesz, żeby było cię stać?

Pytanie zawisło nad nimi, osiadając w kolejnych sekundach milczeniem. Porozmawiali jeszcze przez moment. Mężczyzna wypytał o zainteresowania córki, o szczegóły choroby i detale codziennego życia. Gdy zapytała, czy chodzi o nerkę, uśmiechnął się pobłażliwie.

— Przejdziesz pewną drogę, Iva. Jeśli oczywiście wyrazisz chęć. Drogę Via Egnatia. Bardzo długą i zabawnie krótką jednocześnie. Zależy jak na to spojrzeć. — Zamyślił się. Kobieta natomiast słuchała. — Wejdziesz do wanny. Po szyję. Będziesz widzieć, oddychać, słyszeć. Będziesz mogła krzyczeć, to ponoć uśmierza ból — wypowiadał kolejne krótkie informacje, zatrzymując się po każdej na chwilę namysłu, jakby w międzyczasie wizualizował opowiadane rzeczy. — Woda będzie gorąca. Bardzo gorąca... Temperatura wprawiająca ją w ruch, bąbelki. Gotująca.

— Co? Chcecie mnie ugot... — oburzyła się, jednak nie dał jej dokończyć.

— Spokojnie. To tylko droga, którą możesz przejść i wymienić swój los. Na lepszy. Lżejszy. Dwie i pół minuty kąpieli we wrzącej wodzie. Płacę dobrze. W dolarach amerykańskich. Dostaniesz lepsze lokum. Dużo pieniędzy na jedzenie. Leczenie dla Jovany.

— Ale... ale dlaczego...

— Koncepcję Via Egnatia wytłumaczę, gdy przetrawisz najpierw tę informację. To nie sadyzm, a eksperyment. Nie chcę ci robić krzywdy.

— Chcesz mnie zagotować — szepnęła niemal niesłyszalnie. — A jeśli... umrę?

— Robiliśmy testy. Na przeżycie masz czterdzieści procent szans. Wytrzymasz, jeśli wytrzyma serce. Podleczymy cię najpierw. Medyk będzie obok cały czas. Dwie i pół minuty, a potem wyleczymy Jovanie wzrok i uwierz mi Iva, długo będziecie miały co jeść.

Patrzyła osłupiałym wzrokiem, Vuk kontynuował.

— Ostatnia rzecz. W takiej sytuacji naturalnym odruchem obronnym jest ucieczka. Zostaniesz przypięta skórzanymi pasami. Jeśli się zdecydujesz, nie będzie możliwości rezygnacji. Przemyśl to na spokojnie.

Z tym dylematem i dwoma siatkami zakupów opuściła starą kamienicę. Są chwile, kiedy droga rozgałęzia się na dwie mniejsze dróżki. Potrzebowała zastanowienia, modlitwy, podpowiedzi. Kapliczki na bezdrożu. Czegokolwiek.

Miała czas do końca tygodnia.

 

*

Rozmyślała o tym cały czwartkowy dzień. Ciężar decyzji dusił.

Rano, kiedy świeże owoce zapijały zimnym zsiadłym mlekiem, galop myśli był jeszcze do zniesienia, jednak później radość Jovany odbijała się od jej nieobecności. Ciepła noc pełna odgłosów kociej namiętności nie była tym, przez co w ogóle nie zmrużyła oka.

W piątek zdenerwowanie nie dało jej już oddychać i gdzieś w połowie dnia postanowiła ostatecznie, że to zrobi. Wytrzyma dla Jovy i siebie.

Porcjowała właśnie wieprzowinę na tavę**, kiedy niemal nie oderżnęła sobie najmniejszego palca. Mięso było twarde, dociskała więc tępy nóż całym ciężarem ciała. Kroiła, rozmyślała i... chlast, ostrze weszło pod skosem, wyhamowując impet dopiero na drobnym paliczku. Błyski białego światła odebrały jej na sekundę wzrok. Zjechała po szafce, czując w ustach mdławo-słodki smak. Kiedy kilka minut później opatrywała ranę, mając ciągle wirujące punkty przed oczami, ostatecznie zdecydowała, że to zrobi. W sobotę, gdy zaspany Damir wraz z synami przyszedł rozstawiać stragan – już czekała. Jeszcze przed szóstą, w asyście najstarszego syna sprzedawcy, weszła do kamienicy, gdzie ten odkluczył izbę i przykazał jej czekać. Następnie postawny blondyn o rumianych policzkach i ciosanym jak z granitowego bloku ciele wyszedł, by po mniej więcej godzinie wrócić z Vukiem. Do pokoju wszedł już tylko ciemnowłosy mężczyzna z równo przystrzyżoną, siwą brodą. Chłopak, sądząc po energicznym pokonywaniu krętych schodów, musiał otrzymać pokaźną zapłatę.

— Namyśliłaś się? — spytał Vuk, wieszając na oparciu wysokiego krzesła jasnobrązowy płaszcz. Starał się przy tym sprawiać wrażenie obojętnego, ale zza zasłony dobrych manier widać było, że bardzo tłumi radość. Oczy pobłyskiwały srebrem, choć i tym razem ten rybi człowiek zdawał się nie mrugać powiekami.

Iva uznała, że sama obecność jest wystarczającą odpowiedzią. Co dziwne, czuła ulgę, jakby podjęta decyzja przestała nagle jej ciążyć. Miała wrażenie, że rybi człowiek – Vuk, także to dostrzega. Dziwny absurd. Dwoje szczęśliwych ludzi, mających do omówienia szczegóły tragedii.

— Jak mówiłem, Via Egnatia. — Usiadł przodem do oparcia krzesła. — Tym jesteśmy. Tak się nazywamy.

Uśmiech zgasł. Speszyło ją własne ograniczenie.

— Przepraszam, ale dalej...

— Wyjaśnię, Iva. Wszystko ci wyjaśnię.

 

*Stosy oświecają drogę.

* Tava (Tavy) – dania zapiekane w glinianych naczyniach, często przypominające gulasz. Wieprzowe mięso, warzywa, ziemniaki.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 18

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • e make i ka pololi 7 miesięcy temu
    Juz w poczatkach, bardzo ladne:

    ,,Cała kamienica płacze wspomnieniami, opłukując się z przeżytych dni. "
    ,,W tęczy szaleństwa każdy kolor może być zmyślony."

    Pieknie te pierwsze akapity. Troche jak stukot deszczu o szybe nad ranem i takie szczere mowienie do siebie. Bardzo ladne, bo brzmi naturalnie. Na nic sie te zdania nie silą i nie stroją min, po prostu są. Dobrze mi sie to czyta.

    ,,epatować obcych ludzi własnym bólem. " - nie wiem, mam wątpliwosc. Epatowac czyms - wlasnym bolem - jak najbardziej. Ale to "obcych ludzi" jest jakies zgubione posrod tego zdania - czasownik epatowac nie zawiera w sobie znaczenia; przenosic na kogos. Bo epatowac, to jak emanować. Wiec albo ,,wśród obcych ludzi", albo jesli chodzi o przenoszenie tego bolu na nich, a nie tylko eskalacje bolu - to trzeba by pomyslec o zmianie czasownika (wg mnie).

    Ogolnie do tego momentu czytalo mi sie wspaniale:

    — Lomača osvetljava put.* —.

    I od tego momentu czytalo mi sie gorzej, jakby cos sie zmienilo, wytracilo. Moze to tylko ja. Nie wiem.

    Pozniej tutaj bardzo mi sie spodobalo, jak to napisano:

    ,,Bryła kamienicy poznaczona obłupaniami powojennych pęknięć już od frontu informowała, że gości nie przyjmuje, a jedynie wchłania."
    ,,Weszli w okadzoną brudem klatkę schodową, gdzie namiastka światła próbowała strzaskać mleczną szybę. "



    Podobalo mi sie calosciowo. Jest o nedzy i koszmarnym brsku perspektyw bez sztucznosci i zadęcia, przez to jest coraz bardziej przerazajaco smutno i absurd - realistycznie, choc bedą kogos gotowac. Naprawde jest realistycznie, swietne rozwazania o tych szczurach, robakach, jedzeniu ich. Straszne jest to opowiadanie, strasznie piekne, bo dobrze oddaje bezradnosc, niemoc, pewne nieladne oblicza ludzkiej natury i..z tym calym ,,eksperymentem" idzie nieco w horror, umiejetnie. Nie ma tu zabawy w bezinteresownosc, poczatkowa ,,dobroc" tego sklepikarza zmierza nieublaganie do jakiegos odrazajacego finalu z tą propozycją.
    Straszne jest to wszystko.
    I bardzo udane.
    Pierwszy raz od dawna udalo mi sie cos doczytac do konca. Z zainteresowaniem. I autystycznie skomentowac.

    Czekam na ciag dalszy.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Dzięki śliczne, Wątpliwość obadamy jak przyjdzie mądrzejsza część składu. Co do pierwszego fragmentu: Jest on celowo gęstszy, wręcz lekko, ekhm, noirowy. Nie było tu przypadku. Takie kawałki jeszcze siępojawią. Dobrze, że to wychwyciłaś – czyli, że widać. Jest zbyt wcześnie, żebym się mógł mądrzyć.
    Pozdrox
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Emi, to będzie długi komentarz, ale może inni też skorzystają. Sprawdzałam epatować, zanim użyłam go w tamtym zdaniu:

    „EMANOWAĆ i EPATOWAĆ
    Te dwa czasowniki brzmią podobnie i mają zbliżone znaczenie, używa się ich jednak w zupełnie różnych kontekstach.
    EMANOWAĆ pochodzi od łacińskiego emano ‘wyciekam’, a trafiło do polszczyzny przez niemieckie emaniren lub francuskie émaner. EMANOWAĆ to ‘wydzielać coś z siebie’, a więc uzewnętrzniać coś lub oddziaływać jakoś na otoczenie. COŚ może EMANOWAĆ COŚ – w znaczeniu dosłownym i zwykle jest to światło lub ciepło (np. Ogień emanuje ciepło) albo CZYMŚ – w przenośni i zwykle dotyczy to stanów psychicznych (np. Twarz świętej emanuje spokojem). O cechach, stanach lub uczuciach mówi się również, że EMANUJĄ z czegoś albo z kogoś (np. Wdzięk, kobiecość, wewnętrzne piękno emanowały z każdego jej gestu, każdego uśmiechu; Emanowała z niego powaga złączona z pewnością siebie). KTOŚ może EMANOWAĆ tylko CZYMŚ (np. Niejako na przekór srogim rysom emanowała dobrocią i życzliwością). Słowo EMANOWAĆ pasuje do kontekstów pozytywnych – do przedstawiania takich uczuć, cech czy stanów, które uważane są za dobre, właściwe, wzniosłe lub godne.
    EPATOWAĆ – z francuskiego épater – to ‘zadziwiać, zdumiewać’ albo ‘usiłować kogoś zadziwić’. Drugie znaczenie od razu ukazuje kontekst, w jakim może pojawić się słowo EPATOWAĆ: może ono odnosić się do negatywnie ocenianej próby wywołania wrażenia na odbiorcach. EPATOWAĆ zawsze łączy się z podmiotem osobowym: KTOŚ EPATUJE KOGOŚ (czymś), np. Autorka epatuje czytelnika wulgaryzmami i scenami brutalnej przemocy; Epatowała słuchaczy cudowną grą na skrzypcach; Starał się na siłę odjąć sobie lat, epatując otoczenie młodzieńczą brawurą”

    Poza tym to zamierzona symetryczna konstrukcja: „epatować obcych ludzi własnym bólem”, obcych – własnym. Więc myślę, że zostawimy :D Ale dzięki za czujne oko! :)

    Masz radar na Noiry, Emi ;) To dobrze, również zamierzony strat, no i tak jak Can mówi – będzie więcej :) Fajnie, że siadły Pocztówki, bardzo mnie to cieszy :) I fajnie, że jesteś aktywna znów.

    Buziaki :)
    (R)
  • e make i ka pololi 7 miesięcy temu
    Ritha & Canulardo, przepraszam. Madrze sie, a nie mam racji.

    ,,EPATOWAĆ zawsze łączy się z podmiotem osobowym: KTOŚ EPATUJE KOGOŚ (czymś), np. Autorka epatuje czytelnika wulgaryzmami i scenami brutalnej przemocy; Epatowała słuchaczy cudowną grą na skrzypcach" - w zyciu bym nie powiedziala.
    Wybacz, intuicyjnie i na czuja raczej bylam pewna, ze mam racje.

    A nie mialam, ale juz zapamietam.
    Radar na noiry, moze i tak :).
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Jeszcze w międzyczasie, Can...
    "Wątpliwość obadamy jak przyjdzie mądrzejsza część składu" - dementuje! :D

    Emi, spokojnie, bardzo dobrze, że sugerujesz, gdy coś Ci zgrzyta. To jest super. Akurat w tym przypadku trafiłaś na słowo, które sprawdzałam, bo sama miałam zagwozdkę. Także gitson. Radar na Noiry bardzo fajnie :)
    (R)
  • Freya 7 miesięcy temu
    No... tam tego, całkiem wporzo jest ;) Pzdr
  • Freya 7 miesięcy temu
    Tak bez sensu komentarz, jak to zwykle u mnie...
    Kiedyś mi kruk, tak na głowę (chyba musiał być nieco oswojony) i se zatoczył koło & usiadł patrząc na mnie ze zrozumieniem. No potem już tak nie robił, tylko se lądował widowiskowo i czekał – wiadomo... Rozumieliśmy się.
    Ostatnio też tam se poszedłem, kurwa - zniknął, ale mam nadzieję... :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Freya, taaa, troszkę enigmatycznie, ale ma swój urok.
    Dzienks za wizytę.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Freya, spoko o kruku ( nie, że rozumiem, ale spoko :D).
    I za wizytę dzięki i, że wporzo, Tyś wierny czytelnik.
    Pozdrówka
    (R)
  • Freya 7 miesięcy temu
    Kruki żyją tak maks kilkanaście lat w swojej zarozumiałości, ja trochę dłużej, jeśliby o chujowartosci pojecia..
  • Karawan 7 miesięcy temu
    A ja inaczej. Widać Was rozdzielnie. Takie mam wrażenie ( choć nie dałbym się zagotować). Może to autosugestia, a może ... No, tyle. Pomysł jakby horror ;), reszta jak to u każdego z Was... Sie czyta, sie czuje ;)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Zamysłem na: "widać was oddzielnie" był tylko - celowo gęstszy - początek. Czy dalej też? Hmm. Ciekawe.
    Dzięki, mister Trupowóz.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Karavanos, gdzie dokładnie widzisz takie rozdzielenie, poka mię palcem ;)
    Nie no, żarcik. Być może tak, ale raczej mało prawdopodobne, każde zdanie obwąchiwane wspólnie.
    Ale jak "się czyta i się czuje" to dobrze :)
    Pozdrówka!
    (R)
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Wprowadzenie przepiękne!!! Wręcz w moje serducho i pisane jakby dla mnie. No cudne, gdzieś tam są klucze, które akurat do mnie trafiają. Przeczytałam 2/3 i wrócę jeszcze na spokojnie. "Jest późno. Ciemno. Poczerniałe deski jęczą ze zmęczenia, kiedy człapię, żeby dogrzać wody. Cała kamienica płacze wspomnieniami, opłukując się z przeżytych dni. Targana pogodowymi kaprysami Boga czy kalekim chodem moich stóp. Zostałam sama w piecu własnego życia, więc tak samo wronię. Tak krążę. Chodzę po ścianach, żeby tylko nie siedzieć. Zdrowego ciała nigdy nie zauważasz, ale uwiędłe szybko staje się klatką. Więzieniem, w którym własne kości zastępują kraty. Wszędzie woda, choć nie ma żadnej wody. Można uciec zewsząd, ale nigdy nie uciekniesz od siebie. "-
    Smutek,, osamotnienie, przygnębienie, chęć ucieczki od przykrych wspomnień, bólu, cierpienia, obrazów wojny tutaj naprowadza cytat. Utrata celu, posępność- pięknie rozrysowany. Pozostali ludzie ocaleni, uwięzieni w swoich uwiedlych ciałach, klatkach - tak.
    Ja się tam wtapiam w takie obrazy - cudnie opisane. Wrócę jak doczytam.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Kall :))
    Oczywiście czekamy
    Super.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    I oczywiście na Twoje niezastąpione interpretacje ;)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Kall, Ty też jak Emi masz radar na Noiry :) Fajnie, że zaglądasz, doczytuj, doczytuj, pozdrawiam i tu :)
    (R)
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Napiszę wszystko, jak pamiętam, a co zapomnę, dodam z wnętrza siebie. To dopuszczalne. W tęczy szaleństwa każdy kolor może być zmyślony.- :D Tak
  • Canulas 7 miesięcy temu
    kalaallisut - anooo. Rozumiem, że lecisz na bieżąco.
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Canulas jeszcze raz od początku bo nie wiem gdzie skończyłam wcześniej ;)) Dobra...mamy tutaj powojenną Macedonię, mamy propozycję pewnie z piekła rodem. Takie propozycje zawsze kończą się źle. Propozycje żerowania na krzywdzie i biedzie ludzkiej, wymiana towarów która zawsze kończy się źle. Przypomniał mi się film produkcji koreańskiej chyba. Gdzie każda ze stron akurat była w sytuacji pod murem i poszli na różne układy...złych też czynów, gdzie ostatecznie tylko rozszerzyły pole cierpienia na bliskich i na końcu w nich samych wywiązały się różne powiązania i zależności, jak pętla ktira zatoczyła wokół nich wielki krąg objęła swoimi ramieniami wszystkich i podusila.
    Hmm zastanawiam się nad tym eksperymentem być może jeszcze wpadnę :)))
  • Canulas 7 miesięcy temu
    kalaallisut, noo coś, powiedzmy w ten deseń. Pomysłu trzon ulega dalszym przekształceniom, więc sam jestem ostrożny w podpowiedziach.
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Canulas Myślę że będzie to ta "droga Rzymska" ale narazie się wstrzymam z rozszerzeniem. Były eksperymenty z zamrażaniem ciała...i przywróceniem jego temperatury, tutaj mamy na gorąco, zastanawiam się czemu miałby służyć przetrwać pożar?
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    kalaallisut motyw wody fajny :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    kalaallisut, motyw wody jest naprawdę bardzo prosty i jasny. Co do: droga Rzymska, cóż. Wystarczy wpisać nazwę organizacji ;)
  • jolka_ka 7 miesięcy temu
    Ależ jesteście płodni :)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    :))
  • Agnieszka Gu 7 miesięcy temu
    Ritha & Canulardo "płodni" ;))) hehehehe powrócę tu... tera ino wścibsko podglądam :p
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Czy właśnie sugerujecie Ricie szerokie biedra? Nieładnie :P
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Agnieszka Gu, powróć, powróć.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Trzódka Rithocanumormonów liczy już jedenaście łbów.
  • marok 7 miesięcy temu
    Należy się 500+
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Marok, wypadłeś jak robak z jabca
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Ech, nie policzyłem jednego pacholęcia. Okrągły tuzin.
  • marok 7 miesięcy temu
    Canulas ano, taki był plan
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Tyn jest akurat najbardziej pyskaty :D
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Ach! nie zrozumiałam przesłania. Teraz rozumim.
  • marok 7 miesięcy temu
    Ritha, czy to było do mnie? Bo nie wiem czy mam focha szczelać czy nie :D
  • Ritha 7 miesięcy temu
    To była luźna, refleksyjna myśl. Jeśli podprogowo próbowałeś się wpasować, znaczy coś na sumieniu zalega :3
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Marok zauważyłem, że do pierdzielę nią dyrdymałów to Ty pierwszy, ale przeczytać, skomentować...
  • marok 7 miesięcy temu
    Canulas, nikt nie powiedział że nie czytam. Zluzuj trochę
  • Canulas 7 miesięcy temu
    marok, spox
  • TrzeciaRano 7 miesięcy temu
    Podbjanie
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Yeap
  • TrzeciaRano 7 miesięcy temu
    Podbjanie
  • Freya 7 miesięcy temu
    ściepa...
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Obce narzecze, spoko.
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Kawał dobrego tekstu. Widać pracę jaką włożyliście. Każde słowo, a w konsekwencji każde zdanie - dopieszczone i utuczone - opisowością, klimatem. Nie sposób oprzeć się światu, jaki wykreowaliście. Jest brudny, tajemniczy, wciąga i pożera.
    Postacie świetnie przedstawione. Iva widzi mi się jako postać tragiczna, przyparta do muru, znajduje się w sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony strach przed nieznanym (przed eksperymentem, który jej zaproponowano), po stronie przeciwnej zaś stoi córka, która traci wzrok i podupada na zdrowiu.
    Smutek przeplata się z tragedią, wręcz nieuniknioną. Czuć jakby zaraz miał nastąpić punkt kulminacyjny.
    Najlepiej zapowiadający się utwór, z waszych wspólnych :)
    Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Adelajdo, dziekujemy pięknie! Pracy wlozylismy duzo, Can ma mega pomysły, potem tylko staramy sie ich nie spieprzyć... ;D
    Najlepiej zapowiadajacy się, noo, mozliwe, efekty wyjdą w praniu.
    Pozdrowienia :)
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Ritha widać nakład pracy. Na chwilę obecną, tak w moim odczuciu - najlepiej się zapowiada. Nie ma tego rozdwojenia jak przy Eyre. Tu jest "coś" - coś fajnego i pięknego :)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Eyre to wiesz, heh, musielismy sie zgrac, tłuklismy tamto wtedy długo, tera idzie jak złoto. Do tego Can to turbo-edytor. Wiesz, jak cos sie dobrze zapowiada, to od razu ja (Ritha nadaje) czuje ciezar przedsiewziecia. Zeby nie napsuc, choc i ta presja z czasem ulatuje. No wez posz z Canulardo, jak on noirowy wstęp walnal, no wez to poczuj i pociagnij tekst po Noirze... :) Wiec tutaj sobie troszke podnieslismy poprzeczke. Tym bardziej cieszy, ze siadlo czytelnikom :)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    pisz*
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Ritha spokojnie dajesz radę :D Nie umniejszaj sobie (naprawdę). Jak to już wcześniej napisałam "fire meet gasoline". Oboje macie dużo do zaoferowania i do opowiedzenia.
    Piszta, piszta dalej :)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Git :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Adelajda, dzięki za zaufanie i zastrzyk adrenaliny rodem z budzenia ćpunki w Pulp Fiction. Bardzo mnie raduje Twój odbiór. Staramy się jak, ekhm, jak umiemy ;)
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Canulas znów czekałeś aż Ritha odpisze pierwsza? ;)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    :DD
    Oj, dejmy mu spokoj :D
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Adelajda, czekałem, ale nie dlatego, żeby podpiąć dupsko pod nieswoje plecy, a chwilowy "wyszczelałem" się z mundrości, a nie chciałem Ci odpisać w stylu: Wow, dziena.

    Losuj TW lepiej
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Canulas ja się tylko droczę :-) Nie mam pretensji czy coś. Rozumiem. A zestaw już losowałam.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Adelajda, aj no, że się droczysz, ale i tak wolę się kompleksowo oddroczyć.
  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Powiem Wam tak - wahałam się, czy mam dać komentarz. Raczej do drugiej części nie zajrzę. I nie dlatego, że opko ma jakieś mankamenty typu technicznego, czyli nieudolny warsztat pisarski itp. Wręcz przeciwnie. Znakomicie jest napisane, przenikliwe we wczuwaniu się w psyche bohaterki. Majstersztyk budowania klimatu beznadziei. Dialogi - super!
    Napięcie rośnie z każdym akapitem. Sugerowanie miejsca akcji - palce lizać. Motto - daje szansę na snucie rozwoju sytuacji, gdyby faktycznie było najważniejsza wskazówką, może poszłabym w część drugą.
    Ja jestem cholerną wizualistą, synestezja daje mi popalić zawsze w tego typu nawet tylko zapowiedziach tortury.
    To raz.
    A dwa - najbardziej nienawidzę cynizmu jaki przedstawiacie tutaj. Niby w białych rękawiczkach, niby relatywizm, a przecież - najgorszy rozbój, najbardziej chłodna, upadlająca postawa, jaką przygotowuje wywyższający się rozum. Emocje czasami czynią z człowieka najgorsze zagrożenie dla innych, ale kiedy rozum, na spokojnie ma za nic drugiego człowieka - odpadam.
    Także powaliło po lekturze, mam dość na dziś.
    Piękna jest tylko walka matki.
    Reszta - samo najgorsze zło.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Cóż. Jest to na pewno komplement i to taki, ekhm, zdrowy :) Opowiadanie chcemy faktycznie napisać mocne, dlatego tak (mam przynajmniej nadzieję) starannie tworzymy podwaliny pod nie.
    Chciałbym Cię oczywiście widzieć pod tekstem, no ale cóż. Zdrowie jedno, a czasami pół. Nie jestem Ci w stanie nic nawet zaspojlerować, gdyż opko trochę, powiedzmy, żyje. Niby plan jest ściśle nakreślony, ale i się zmienia. Wiesz, w modzie happy-endy, to kto wie jak będzie. I tak Ci dziękuję za wizytę, zwłaszcza, że niejako wbrew sobie. Sam jestem teraz w otoczeniu "niezbyt komediowych lektur. Pozdrawiam serdecznie.
    Dziena.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Wrotycz, rozumiem, że nie każdy lub w ten deseń. Noo, oczywiście nic na siłę, choć masz ciekawe spojrzenie na teksty i cenię sobie Twoje opinię, niemniej jednak rozumiem i miło, że przebrnęłaś przez tę część, zostawiając komentarzem ślad.
    Dziękuję piękne, pozdrowienia:)
    (R)
  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Ritha & Canulardo - pewnie nie wytrzymam, więc proszę o nierealizowanie sceny eksperymentu, nie wiem, pod samochód niech wpadnie, czy coś w ten deseń, bo matka mocno zdesperowana raczej nie wpłynie na rozwój autotragedii.
    Dawno temu przeczytałam o szoguńskiej karze. Zawieszało się nieszczęśnika nad olbrzymim kotłem wypełnionym wrzącym olejem i powoli go zanurzało.
    Ze wszystkich nacji - japońskiej nie toleruję. Wyrafinowanie tortur. II wojna św. - działalność jednostki specjalnej. Eksperymenty na więźniach niewyobrażalne.

    Tak więc - jeśli moglibyście...
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Wrotycz, Twój odczuciowy dualizm naprawdę odbieram jako komplement wysokich lotów. Robić coś niejako wbrew sobie, patrzeć przez pajęczynę niedomkniętych dłoni, taa... to jest to.
    Opko migruje, a my jesteśmy jedynie wypadowymi tych mogracji. Każdy trzon, który mieliśmy, wyrywał się, podlegając kapryśnym metamorfozom. Jakiś szkielet mamy, ale czy dojedzie do końca - nie wiem.
    W sumie, nic nie wiem.
  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Rzeczywiście, wzbudzone zostały przez ten tekst (przez Was) takie emocje, że można mówić nie o komplemencie, ale pochwale kunsztu pisarskiego. Co nie oznacza, że jestem zachwycona, wręcz przeciwnie, jestem przerażona ewentualnością realizacji gotowania żywcem.
    Cóż, nie ode mnie to zależy.
    Pozdrawiam.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Wrotycz, walka wewnetrzna jakaś tu sie u Ciebie odbywa :D
    No kurcze, nic nie mogę obiecać, mamy zapał by to pisać "grubo", lubie takie "pojebanstwa", Can zdaje się też, ale wszystko wychodzi w zasadzie w trakcie (pisania).
    Pozdrowienia raz jeszcze
    (R)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    O patrz :D W jednej sekundzie :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Wrotycz - dzięki zatem raz jeszcze
  • Nachszon pół roku temu
    Wrotycz, W Szogunie znakomicie jest opisana scena gotowania jednego z żeglarzy (nie pamiętam, ale chyba Pan Yabu miał takie zboczenie). Potem tę noc gotowania nazywali "nocą krzyków". To kultura mocnego ducha, nie ciała. Ale duch staje się silny przez ćwiczenie ciała. Kultura trudna do przyjęcia, ale wartościowa, chociaż ma swoje wynaturzenia niestety.
  • jolka_ka 7 miesięcy temu
    Ze wszystkich wspólnie napisanych tekstów te trafia najbardziej w mój gust. Intryguje. Zaciekawia. Może dlatego, że coraz bardziej się uzupełniacie i nie ma jakiegoś dysonansu pomiędzy fragmentami. Nie przesadzacie z opisami, nie ciągną się jak nie wiadomo co i tym samym jest bardziej płynnie. Ten stan kobiety i rozważanie za i przeciw mocno mi się udzieliło. Tak sobie myślę, że desperaci nie mają wyboru i chwytają się tego, co im zostanie podsunięte. Fajne, tendencyjne pytania, a raczej stwierdzenia typu: "matki muszą być silne", które niemal natychmiast zasiewają w bohaterce ziarno niepokoju, dalszy ciąg rozmowy to już tylko utwierdzanie się w przekonaniu, że to dobra decyzja. Pasy nieco ostudzają zapędy, ale jak widać nie do końca ;)

    Czy im się uda? Jak daleko posunie się bohaterka? Jaka jest w tym rola dziewczyny? To mnie ciekawi.

    Pozdrawiam. Czekam na cześć drugą.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Tak, będzie druga, trzecia i czwarta. To na pewno. Bardzo fajnie, że dostrzegasz rozwój płynności, pamiętam, że początki były ciężkie. Jak będzie... no, kurde, sam jestem ciekaw.
    Dzięki Jolkox
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    I piąta może nawet :D Dużo pytań, czyli ciekawość udało się rozbudzić - super :)
    Fajnie, że siadło. dzięki piękne za wizytę.
    Ps. Myślę, że czas byś pisała drugą część Masek ;P
    Pozdrawiam również :)
    (R)
  • Agnieszka Gu 7 miesięcy temu
    Witam,

    Początek ciężki, nieco mdły, jakby wyduszony "bo coś trzeba napisać, jakoś zacząć..."
    Wychwycilam zdanie "Akordy planet rozbijają wieki na mgnienia." - nie wiem, czy to przez moje skrztwienie, czy przemyconą tu niechcący/chcący wiedzę astronomiczną, czy może jeszcze coś.

    Potem, na szczęście, jest już dużo lepiej. Im dalej w tekst, tym filozoficzne wstawki lepiej komponują się z fabułą.
    Od połowy poleciałam na jednym niemal wydechu. Opowiadanie zaczęło być ciekawe, koniec wciągający i intrygujący.

    Czekam na cd. No, tyle moi drodzy :)
    Pozdrowionka :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Ha, moja wina. I tylko moja wina. Ale, ale... miał właśnie być noirowy, nadmuchany itd. Jednym ten fragment siada, innym (patrz Ty) wręcz przeciwnie. Na pewno takie gęstości się jeszcze pojawią, gdyż są po prostu zgodne z założeniami.
    Dziena, miss A. Gu
  • Agnieszka Gu 7 miesięcy temu
    Canulas OK, rozumiem, przygotuję się :) A wogóle, to ten początek - nie, że jakaś tragedia czy cuś... najwyżej 1 ziewnięcie ;)))
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Agu, jedno ziewnięcie tylko? I to na fragmencie Cana? Jestem zadowolona zatem ;D
    Nie no, super, żeś wypełzła zza meblościanki i się skusiła.
    Pozdrówki:)
    (R)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Agnieszka Gu, dobra, dobra. Już płakałam, więc za późno.
  • Agnieszka Gu 7 miesięcy temu
    Canulas :))
  • TseCylia 7 miesięcy temu
    Czyta się - jednym haustem, albo jednym tchem.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Super :)
    Dzięki TseCylia!
    Pozdro
    (R)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Miło.
    Dzięki za odwiedziny.
  • 00.00 7 miesięcy temu
    Tutaj przygniata ta nędza, przedstawiona w taki sposób, że można ją poczuć na własnej skórze. Sytuacja matki, praktycznie bez wyjścia.
    Eksperyment potworny, nie weszła bym do tej wody.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    No fajnie, Szu, skoro mozna poczuć znaczy wyszło tak, jak chcieliśmy. Dzięki piękne za wizytę :)
    Pozdrowienia :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Dzięki ślicznie Szu. Weszłabyś.
  • Ritha 7 miesięcy temu
    To samo pomyslalam :)
  • Aisak 7 miesięcy temu
    Każdy wszedłby, gdyby musiał, a bohaterka nie miała, jak widać, innego wyjścia.
    Dla dziecka, dla siebie, dla obiecanej lepszej przyszłości.

    Wszystko przemyślane, każde słóweńko.
    Robi wrażenie. No, i tytuł, który zabiera nas w odległą, nieznaną krainę.
    Było mi miło gościć. Jak zwykle.
    Jestem pełna uznania dla kunsztu pisarskiego.
    :)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Dziękujemy, Aisak :) Tak, wygladalismy Ciebie :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Dziena Aisella. Tekst stanowi lekkie wyzwanie. Zobaczymy jak pójdzie. Super że jesteś. Wyglądaliśmy Cię.
  • Aisak 7 miesięcy temu
    Trochę powracam z martwych.
    Dawno tyle nie spałam.

    Pójdzie dobrze :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Oby
  • pasja 7 miesięcy temu
    Dzień dobry.
    Istnienie w istnieniu. Dwa życia w jednym, to najtrudniejsza sprawa dla człowieka. Tutaj widzimy kobietę, matkę, a przede wszystkim człowieka. Zawsze tak mówią, nieszczęścia chodzą parami. Głód i choroba dziecka, sytuacja bez wyjścia i bez widoku na przyszłość zmusza ludzi do determinacji. Ale też zmusza innych do okrucieństwa, do wykorzystania słabszego? Czy kobieta jest słaba... nie! Jest bardzo silna i odważna. Słabi są ci co przedstawili propozycję eksperymentu kąpieli we wrzątku. Tylko tak naprawdę to ona cały czas kąpie się we wrzątku swojego życia.
    Obraz przygnębiający i dający do zamyślenia. Ból, wojna, straty, choroba i samotność stworzyły fuzję. Czy korzystną dla obu stron? Już na początku wydaje się, że nie. Zawsze są wygrani i przegrani. Matka ma jeden cel... uratować wzrok córce, a co będzie kiedy zginie? O tym za bardzo się nie myśli. Heroizm matki pewnie zwycięży, tylko za jaką cenę.

    Targana pogodowymi kaprysami Boga... w dupę jego kaprysy.

    Można uciec zewsząd, ale nigdy nie uciekniesz od siebie. Nie na zawsze. Możesz tylko się stracić na pewien czas... piękne.

    Pozdrawiam i miłego dnia
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Heeej Pasją <3
    Super komentarz. Dzięki pięknie w imieniu własnym i drugiej części załogi, ale pewnie "owa cześć" sama się odezwie.
    Bardzo miło z odwiedzin.
    Pogodnego dnia.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Pasjo, ja również dziękuję! Radam z Twojej wizyty, lubię Twoje refleksje.
    Miło.
    Buziole :)
    (R)
  • Maurycy Lesniewski 7 miesięcy temu
    A mnie to tak zalatuje cmykowym klimatem (a Ritha wiesz jakie mam zdanie o tamtym opku) tylko tu jakby tak bardziej wygładzone i dopieszczone wszystko. Ta wasza kooperacja przyniosła wam niezły, bardzo niezly rezultat.
    Bendem czytał dalej, dziś we wannie następna cześć! ;)
    Kłaniam się obu współautorem!
  • Canulas 7 miesięcy temu
    W wannie: w obliczu tego akurat opowiadania to ciekawe.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Mauryc, Cmyk II pisze się ;)
    Kooperacja jest gites.
    W wannie czytaj :D Tak jest!
    Pozdro
    (R)
  • nimfetka pół roku temu
    Dobra, i jestem.
    Na początek, bardzo mój typ, bo nie musze analizować pół godziny, ani tez nie jest to tekst wybrakowany z piękna. Pochlania od pierwszych zdań. Okropnie interesująca cześć czegoś naprawdę niepospolitego. Wzbudza apetyt na wiecej tego... przepyszniutkiego dania w tavie.
    No i akcja umieszczona w Macedonii, kraju rozwijającym się. A kraje nierozwiniete gospodarczo są dla taaaak zajebiste dla klimatu i urozmaicenia akcji. Kupuje w pelni.

    Well, chyba Wasza wspolpraca to jedna z najlepszych rzeczy jaka przydarzyla sie dla tego portalu.
    Bede nadrabiac w swoim slimaczym tempie, ale będę.
  • Canulas pół roku temu
    Nadrabiaj, nadrabiaj. Miło że udało się podlecieć. Pozdrox Nimfetka.
  • Ritha & Canulardo pół roku temu
    Jeeej, Nimf, umknąl mi ten komentarz!

    "chyba Wasza wspolpraca to jedna z najlepszych rzeczy jaka przydarzyla sie dla tego portalu" - nie wiem czy akurat dla portalu, ale... no ;) Współpracuje się git.

    Bardzo fajnie, że Cię szepczące wiatry przywiały i tutej.
    Pozdro
    (R)
  • Nachszon pół roku temu
    Wasz język, plastyczny, wijący się będzie przeszkadzał mi zawsze. Nie lubię i tyle. Zanim zahaczyło we mnie zainteresowanie musiałem przejść przez narzucony podziw dla składni, sentencyjnych podsumowań itp. Powoli, elegijnie. Nie moje tempo.
    Ale. Nie mogę nie zauważyć niezwykłej jakości literackiej, logiki akcji, logiki wypowiedzi. Obrazowości. Zaintrygowania, gdy wreszcie dotarłem tam, gdzie powinienem dotrzeć dużo wcześniej. Do propozycji gorącej kąpieli. Na pewno jest klimat niesamowitości, jakiegoś innego świata w świecie "zwykłym". Rzeczywistości, w którym czyjaś siła rośnie kosztem kalectwa, ułomności innych. Ale w tym "innym" świecie nie ma ludzi nie-ułomnych. Bo wykorzystywanie ułomności innych do produkowania własnej siły jest też ułomnością. Jednolity plastyczny tekst z niezwykłym pomysłem. Na marginesie ciekawostka. Iva zastanawia się, czy mogłaby zjeść robaki. A wiecie, że w judaizmie szarańcza jest koszerna i jak najbardziej nadająca się do jedzenia?:). Pięć, pięć oczywiście. Co innego lubić-nie lubić sposób wypowiedzi, a co innego widzieć jakość. Chociaż za tę lekką rozlazłość... Nie, no 5.
  • Canulas pół roku temu
    Noo, fakt. Jak przeszkadzał, toni pewnie będzie. Choć "Pocztówki" mają to do siebie, że tylko początek danej serii jest gęsty. Taki plan. Świetny koment.
    Dzięki piękne od męskiej części teamu.
  • Ritha & Canulardo pół roku temu
    "Na marginesie ciekawostka. Iva zastanawia się, czy mogłaby zjeść robaki. A wiecie, że w judaizmie szarańcza jest koszerna i jak najbardziej nadająca się do jedzenia?:)." - ja nie wiedziałam :)
    No i widzisz Nachsz, tera tak, tera masz poglad na cokolwiek jesli chodzi o Pocztówki. Komentarz swietny to prawda, bardzo doceniam taką szczerość - ze jak nie pasi to to i to, a pasi to i to. Wymagajacy czytelnik to skarb :)
    Pozdrówki raz jeszcze
    (R)
  • Cofftee 2 miesiące temu
    Zaznaczam
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Git!
  • Cofftee 2 miesiące temu
    Cześć!

    Najpierw zatrzymam się na chwilę przy cytacie.
    Ogólnie bardzo lubię, jak tekst ma takie swoje motto. Skłania to do refleksji, naprowadza w pewien sposób na akcję danej pracy, więc ten pomysł z wstawieniem jednego bardzo ode mnie na plus. Sama jego treść natomiast sugerowała by tutaj podjęcie tematyki zemsty, ewidentnie czegoś, co będzie niegodziwe, w jakiś sposób niemoralne. O. Tego ja, Wasz czytelnik, spodziewam się po przeczytaniu motta, w Waszym tekście :-D

    "Jest późno. Ciemno." - powiem szczerze, że takie otwierające zdanie mnie nie przekonuje jako osoby, która ma tym punkcie hopla. Ciemno bywa cyklicznie, nie jest to, że tak powiem, coś wyjątkowego, nie stawia przed czytelnikiem zagadki. Myślę, że to ogromnie ważne, by wejść w opowieść z przytupem. Oczywiście to moje odczucia.

    "Poczerniałe deski jęczą ze zmęczenia" - i tu już fajowo się zaczyna robić

    "Cała kamienica płacze wspomnieniami, opłukując się z przeżytych dni. Targana pogodowymi kaprysami Boga czy kalekim chodem moich stóp." - tu tak mi pasowałoby albo połączyć te zdania w jedno, wydają się aż prosić o to, bo w obu jest mowa wciąż o pogodzie no i także to drugie stanowi niejako po prostu potwierdzenie domysłów czytelnika, że chodzi tu o deszcz. Nie jestem pewna, czy to konieczne po prostu. Aczkolwiek "kaprysy Boga" wspaniale ujęte i rozumiem, dlaczego chcieliście to zachować :-)

    "Zdrowego ciała nigdy nie zauważasz, ale uwiędłe szybko staje się klatką." - superowe, bardzo prawdziwe

    "Wszędzie woda, choć nie ma żadnej wody. Można uciec zewsząd, ale nigdy nie uciekniesz od siebie. Nie na zawsze. Możesz tylko się stracić na pewien czas." - ten fragment wydaje mi się nie pasować do reszty. Też to czujecie? Może nowy akapit?

    "Wracam pod obrys okna" - ten obrys taki nieco udziwniony. Może po prostu "pod okno"?

    "Szczurom po kształtach cieni nadałam imiona" - łał, to jest emocjonalne!

    "dłonie o szkło słoja" - a nie "na" szkle? Nie jestem pewna, dlatego piszę

    "Czubki palców ogrzeję" - tutaj jest powtórzenie. Pewnie celowe, ale może lepiej byłoby bez? Po prostu "chociaż czubki palców"?

    "Głos uwiądł" - uwiązł(?)

    "zdzielone osłupieniem." - to 'zdzielone' tutaj odstaje moim razem. Zbyt kolokwialnie jak na język, który zaprezentowaliście wcześniej moim zdaniem

    "Uczucie ulgi i świadomość jej krótkotrwałości. Od małego sukcesu do cyklicznej porażki, przejawiającej się wyczerpaniem zapasów. Od lat nie miały zapasów. W zasadzie nigdy ich nie doświadczyły. Symptom życia z dnia na dzień – poczucie bezpieczeństwa, którego brak. Półistnienie." - i tutaj. Rozumiem, dlaczego jest tutaj ten akapit, ale sądzę jednocześnie, że dialog nędzarki z kupcem ma na tyle silne barwy emocjonalne, że niektóre z niego fragmenty nie są konieczne. Właściwie same dwa ostatnie zdania robią robotę i dopełniają ją.

    "I wtedy uderzył miks myśli," - ten 'miks' taki kuchenny. Może jakoś inaczej?

    "Coś chciał, ale nie miało to powiązań z jej seksualnością." - to mnie zastanowiło, skąd Iva miała tę pewność? Na tyle ufała sprzedawcy, że nie zaprowadził ją do burdelu? Wyczytała z jego spojrzenia?

    "uzupełnił filozoficznie myś" - z kontekstu właściwie wynika, że to filozoficzne uzupełnienie, samo w sobie

    " Porozmawiali jeszcze przez moment. " - i tu bym akapit dała

    ". Zjechała po szafce," - tutaj aż się prosi o 'plecami'. Niby wiadomo, ale tak łyso

    "Porcjowała właśnie wieprzowinę na tavę**, kiedy niemal nie oderżnęła sobie najmniejszego palca. Mięso było twarde, dociskała więc tępy nóż całym ciężarem ciała. Kroiła, rozmyślała i... chlast, ostrze weszło pod skosem, wyhamowując impet dopiero na drobnym paliczku. Błyski białego światła odebrały jej na sekundę wzrok. Zjechała po szafce, czując w ustach mdławo-słodki smak. Kiedy kilka minut później opatrywała ranę, mając ciągle wirujące punkty przed oczami, ostatecznie zdecydowała, że to zrobi. " - ten fragment nie wprowadza zbytnio niczego nowego. Wcześniej jest już postanowione, że podejmie się ekspetymentu

    "rybi człowiek" - super to działa na wyobraźnię, propsy! Aczkolwiek zaraz potem jest powtórzenie tego zwrotu, może można tego uniknąć jakoś?

    "Dwoje szczęśliwych ludzi, mających do omówienia szczegóły tragedii." - świetne, nieinwazyjne podsumowanie tego, co właśnie tam zaszło

    I już!

    Powiem Wam tak: jestem pod ogromnym wrażeniem drobiazgowości, z jaką snujecie tę opowieść. Na samym początku, gdy nieznana jeszcze czytelnikowi kobieta przystępuje do pisania - tam dzieje się jakoś za dużo, te myśli nie są tak poukładane i klarowne, jak wykładacie je potem. Trochę bym to przebudowała, ujednoliciła jednak. Bo odkąd zaczyna się opowieść nędzarki, to już praktycznie płyniecie bez zatrzymania. I widać, że od tego momentu jest to swobodne i że początek chyba sprawił wam trochę trudność, może wejście w ten nastrój, jakoś ogarnięcie tego wszystkiego.
    Jest to przemyślane. i to widać. Postacie nie zachowują się nielogicznie, dajecie bardzo sensowne powody, dla których kobieta zmuszona jest podjąć działanie, jednocześnie rysujecie też jej uległy charakter, który sprzyja tej właśnie decyzji.
    Trudno mówić więcej o historii, bo widzę, że to pierwsza część. Niemniej tekst jest naprawdę wciągający. Realistycznie oddajecie biedę, nędzę, kiełkującą nadzieję. Rodzą się pytania - kto to wszystko opisuje? Dlaczego sprzedawca chciał pomóc (a może właśnie udupić?) nędzarkę? Czym jest ten cały eksperyment i na czym polega?
  • Canulas 2 miesiące temu
    Wow. O kurdex. :)
    Najpierw brzydsza cześć teamu.
    No więc, kurcze, na pewno pochylimy się nad każdym z zagadnień, a i dziękujęmy bardzo. Tak za sam przeczyt, jak i ogromność spostrzeżeń.
    Co do dualnizm odbiorczego - być może nie wyszło - ale jest to zagrane celowo. W sensie, początkowy fragment miał być gestszy, gdzyż chcemy wyodrębnić tym postaci, a zarazem obralismy już taka konwencję dla tego opka. Niektóre ze wskazanych rzeczy prawdopodobnie rzeczywiście przytniemy czy przebudujemy.
    Dziękuję pięknie.
    Pozdrówka.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    A tera ja, pod postacią dualistyczną :)
    Dziękujemy! Tyle cennych spostrzeżeń, daje nam to jakieś dodatkowe światło - po czasie i odleżeniu tekstu - na to opowiadanie. Przysiądziemy kiedyś i podłubiemy w tym.
    Jeszcze raz dzięki piękne, Cofftee.
    Pozdrówki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania