Poprzednie częściPocztówki z Ochrydy — część I  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pocztówki z Ochrydy — część II

"Nikt nie myślał o kości i o ciał pogrzebie;

Chudy, karmił się jedząc chudszego od siebie,

Psy darły swoich panów. Jeden pies zachował,

Wierność panu swojemu: żywego pilnował,

Teraz się umarłego wyżywieniem trudzi.

Znosi zdechłe lub słabe bydło, ptastwo, ludzi;

Sam nie dotknął pokarmu, z żałosnemi jęki

Lizał twarz pana swego, głaskał się u ręki

Co go już nie głaskała — i zdechł. I nareszcie

Wszyscy ludzie wymarli...

...W pewnem ludnem mieście".

Byron — Ciemność.

 

Chwila przerwy.

Wstaję i idę pod drzwi, czując chlupot krwi pod skórzanym workiem pogniecionej skóry. Wyglądam na zewnątrz bardziej z ciekawości niż potrzeby serca, sprawdzając, czy ten, który leży w korytarzu – zmarł. Wczoraj jeszcze przewracał oczami, ale widać było, że to już nie człowiek, a zwyczajny trup. Że tylko dogasa w nim bezdymny płomień rozkładu. Jeszcze szura skorupa, lecz człowieka nie ma. Przykra żółwia bezdomność z niepotrzebnym nadmiarem silnej woli. Niestety. Nie ma amnestii od upływu czasu.

Nad kuchenką mam strzaskane lustro, przed którym często wypowiadam kłamstwa, sprawdzając, czy mi nie urośnie nos. Nie rośnie. Jedynie gumowe kości wiotczeją z niedożywienia. Ręce drżą, a kolana czasem zapadają w letarg, jakby mi ktoś nagle poodkrajał sznurki. Pięć, dziesięć minut, choć niekiedy dłużej.

Wracam pod okno. Siadam.

Gdzieś poniżej, w przepastnej ciemności ofiary głodu znów w szczurzym mięsie poszukają codziennych pocieszeń. Nie widzę ich, ale wiem, że są. Tak samo, jak i potwory, których jedynym pierwiastkiem człowieczym jest codziennie popełniany grzech. Jedni i drudzy czają się nawzajem w grze o pełen brzuch. Moja Macedonia. Mój piękny, Szekspirowski kraj. Upadłe miasto Romea i Julii, gdzie jedyna pewność, to pewność śmierci dla wszystkich na końcu.

Być może to nietrafne czy zarozumiałe, ale przeczytałam w życiu więcej książek, niż poznałam ludzi i nie jest mi z tym faktem bardzo źle. Podobnie jak matka, nigdy nie pasowałam do obejmujących ramion, więc zaczęłam zamykać się w swoich. Nie ufałam i nie ufam ludziom, uważając, że im jesteś szczersza, tym cię pospólstwo bezwzględniej osądzi oraz donioślej obtrąbi twą winę.

Właśnie. Matka.

Moja matka, Iva to piękna kobieta. Tak piękna, jak nocą bywa piękny pożar lasu albo wiązka światła pędząca przez kosmos. Zostały mi po niej szmaragdowe oczy, choć być może zzieleniały od wypatrywania spokojnego dnia.

Nie wiem.

Myślę, że wojna jest w zasadzie prosta i by ją opisać nie potrzeba nadzwyczajnych słów. Wszystko sprowadza się do tego, że po prostu strzelasz i kogoś zabijasz. Teraz jednak chcę opowiedzieć o czasach, w którym puściła tama biedy trzymająca nas z dala od miejskich lombardów. O dniach, w których wszyscy symetryczni przedstawiciele przeciętności zaczęli wymieniać ojcowiznę na wczorajszy chleb. O czasie ludzkich kolejek wystających w nabożnej krzywiźnie pod okiennicami pomarłych kościołów.

Właśnie o tym.

 

*

Nie zrozumiała wiele, choć często pytał, czy wie jakie to ważne. Co kilka zdań wytracał podjęty wątek, nawołując przestraszoną kobietę do coraz większego skupienia. Groził, że pochwycenie esencji jest nieodzowne, by napełniły brzuchy. Mówił o wielkiej wojnie, która stoi za progiem i nawet jeśli pierwsze ryki zwaśnionych mocarstw nie skoncentrują się bezpośrednio na Macedonii, wojenny rykoszet, migracja, ekonomiczny deficyt i przede wszystkim zwyczajny ludzki strach wymiecie wszystko i wszystkich. Nieprzystosowani, pechowcy, napiętnowani – spanikowane tabuny ludzkiej woli życia przeleją się ulicami miast i dróżkami przecinającymi wsie w szalonej ucieczce przed śmiercią. Błagania o łaskę zagłuszą kościelne dzwony. Watahy bezdomnych, wygłodniałych, gotowych na wszystko ludzi, wyciągną zniszczone dłonie po choćby pół kromki chleba. Tysiące kalek. Do kąpieli w wannie z gorącą wodą stać będą sznury zmatowiałych pereł. Większość z tych umęczonych istot za dar zanurzenia, za łaskę i przywilej odbycia Via Egnatia, gotowa będzie rzucić się do stóp.

Słuchała w skupieniu, czasem zdawkowo kiwając. Próbowała odnaleźć klucz w chaosie niezrozumiałych słów i tajemniczej symbolice, nierzadko o charakterze religijnym. Sporo łaciny. Cała masa historycznych nawiązań.

Za każdym razem, kiedy chciała dopytać, poprosić by zwolnił, wyjaśnił – fanatyczny wzrok rybich oczu torpedował resztki jej pewności. Wówczas przyoblekała twarz w wątły grymas uśmiechu, który jednak po sekundzie znikał, wypierany myślami o bólu, jakiego za jakiś czas będzie musiała doświadczyć. Dwie i pół minuty nadludzkiej męki. Niemiłosierne cierpienie gotowanego ciała.

Via Egnatia – przez ból aż do wieczności.

Przerwała, kiedy już naprawdę wszystko się pokręciło. Gdy słowo: "Jezus" wyszło z jej drżących ust, oboje byli tym faktem zaskoczeni.

— Tak — odparł po chwili Vuk, wyhamowując ton głosu zarówno z żywiołowości, co i prędkości wystrzeliwanych słów. — Jezus Dwóch Gwiazd. Słońce i Księżyc pospołu. Matka Boska lamentująca razem z Janem Chrzcicielem nad zamęczeniem pańskim. Dualistyczny obraz Crivelliego, w kręgach nazywany obrazem granicznym ze względu na podział, rozwarstwienie tego, co ziemskie i tego, co już przynależne do Pana. Królestwo niebieskie w styku z perspektywą ziemskiego obserwatora. Granica.

— Granica?

— Oczywiście obraz Crivelliego nie stanowi o początku. Już graffiti Aleksamenosa wyryte na murze Pałacu Cezarów ukazywały religijne przywiązanie. Aleksamenos sebete theon. Aleksamenos oddaje cześć Bogu. I późniejsze Aleksamenos fidelis, czyli... — Zamyślił się, strzelił kośćmi zaplecionych dłoni, wstał i zmienił temat. — Jest takie miejsce na osi, gdzie wszystkie, ale to wszystkie rzeczy się przecinają. Religijne, historyczne, matematyczne. Złoty podział na wyciągnięcie ręki. Już Liber Abaci niemal osiemset lat temu pokazał jak z pozornej skończoności uczynić nieskończone. Wystarczyło pobrać ciąg skończonych znaków i ustawić je w dowolnej konfiguracji. Póki jednak masz możliwość dopisania kolejnego znaku, póty jest przed tobą nieskończoność. Nieśmiertelność. Symetria czy asymetria nie mają tutaj znaczenia.

— Obawiam się, że...

— Wiem, że nie rozumiesz, Iva. Nie musisz rozumieć, masz czuć! Nie będę robił ci teraz wykładu, bo wiem, moje dziecko, że się boisz. Już szatan kazał Jezusowi paść i złożyć pokłon albo zamienić kamień w bochen chleba. Tylko padnij i złóż mi ukłon, a wszystkie mi darowane królestwa twoje od teraz będą. Tak mówił. I ja właśnie zostanę dla ciebie szatanem, Iva. Cierpisz głód – dostaniesz swój bochen chleba. Dam ci dobra materialne, symbol wszystkich królestw świata. Ale była jeszcze trzecia próba, prawda? Mówiłaś, że jesteś wierząca. Pamiętasz ją?

— Nie wiem. W tej chwili nie.

— Posłuchaj zatem. Znam na pamięć te wersy. "Zaprowadził Go do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł: – jeśliś Boży Syn, rzuć się w dół. Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli". Stąd i ja ci powiadam: Skocz. Poświęć się drodze Via Egnatia i uwierz.

Skołowana, chciała jedynie wyjść. Chęć oddania moczu wzrastała z każdą sekundą. W oknie nie było firanki, więc nic nie przeszkadzało tańczyć cieniom drzew po pastelowych ścianach pomieszczenia.

I nagle niechcący, bezwiednie spytała, czemu Egnatia? Skąd taka nazwa? Vuk zapłonął uśmiechem, co w połączeniu z dwiema bezdennymi studniami czarnych oczu robiło upiorne wrażenie.

— Na to teraz nie pora. Wiedz tylko, że zbudował ją prokonsul tego kraju. W dawnych czasach wędrowali nią krzyżowcy i osmańscy Turcy. Jest tą samą granicznością co linia oddzielająca życie ziemskie od uroków nieba. Nieskończona w swym wszechbycie, lecz niemogąca istnieć jednocześnie. Nic się nie martw, Iva. Spotkałaś życzliwe osoby. Otoczymy ciebie i twą Jovanę troską.

Kobietą targnęły zwalczające się wzajemnie spazmy. Poczuła wyjątkowość przemieszaną z krańcowym przerażeniem. Oba doznania jednocześnie zatańczyły pląsami, oblewając przestraszoną twarz pełną gamą krańcowo różnych uczuć. Łzy skapywały po ustach drżących w podzięcznym uśmiechu.

— Wyznam ci coś innego. Coś, o czym bardzo mało osób ma pojęcie. W zasadzie nikt poza Via Egnatia. Otóż istnieje pewna historia związana ze spiżowym bykiem sycylijskim. Byk Falarisa. Zakładam, że nie słyszałaś.

Wiatr oblał szybę balkonowych drzwi chmarą czerwonych, wczesnojesiennych liści. Dosłownie jakby siły natury wszystkimi dostępnymi sposobami próbowały wedrzeć się do środka i położyć ich rozmowie kres. Zahipnotyzowana tym widokiem bezwiednie machnęła głową.

— No więc — kontynuował już spokojniej Vuk — w założeniu miał to być muzyczny instrument, jednak jego konstruktor namówił władcę Falarisa, aby wykorzystać byka jako narzędzie kaźni. Wkładało się nieszczęśnika do środka i opiekało nad ogniem, a zamontowany ówczesny modulator przerabiał krzyki na zwierzęcy ryk. Są teorie głoszące, że pierwszą ofiarą byka z brązu był sam twórca Perillus. Falaris zażądał demonstracji, a naiwny, lub też niemający innego wyjścia nieszczęśnik dał się zamknąć w środku. I tutaj dochodzimy do momentu, w którym obie historyczne wersje przekłamują. I ta, że artystę upieczono, jak również ta, w której lekko poparzonego wyciągnięto, by później tyran nakazał strącić go ze skały. Ta druga bliższa jest prawdy, jednak zawiera pewne bardzo istotne, przekłamania. Perillusa pieczono bowiem dokładnie dwie i pół minuty. Dwie i pół minuty piekielnych mąk rodem z koszmaru, jakiego wprost nie można sobie wyobrazić. To pierwsza rzecz. Druga natomiast, o jakiej żadne źródła nie podają to, że doznał on objawienia. Istnego, graniczącego z obłędem wniebowstąpienia i zrozumienia wszechrzeczy. Mógłbym ci opowiedzieć o tym naprawdę dużo, Iva. Streszczę się jednak do tego, że Perillusa wyciągnięto na siłę, wbrew jego woli. Do tego Falaris nie rozkazał go strącić, bo... albo nie, wiesz co, starczy na jeden dzień.

Kobieta wstała z widoczną ulgą malującą się na opuchniętej twarzy. Akustyka pustostanu wzmocniła stukot obcasów, gdy ruszyła do drzwi.

— Jeszcze tylko jedna rzecz na koniec — dodał mężczyzna. — Najważniejsza.

Multum pożerających ją w tym momencie stanów nie pozwoliło na nic więcej niż lekkie skinienie i otarcie łez rękawem swetra. Vuk więcej nie potrzebował.

— Teraz odczuwasz z nami przymierze, ale w miarę jak twój, znaczy, jak wasz stan ulegnie poprawie, być może zaczną przychodzić pewne pokusy. By zapobiec niechcianym komplikacjom, przez cały ten czas ktoś będzie nad wami czuwał. Nie kłopoczcie się tym. W nadchodzących czasach towarzystwo bardziej się przyda, niż mogłoby zaszkodzić.

 

*

Nastały milczące czasy obfitości. Dla Ivy i jej córki ciepły posiłek i świeży chleb każdego dnia stanowiły utęskniony dobrobyt. Miały jedzenie. Damir dawał, nie zapisując niczego na zeszyt. Kobieta przychodziła co kilka dni, otrzymując siatki pełne dobroci. Czasami nie wymieniali nawet słowa – jedynie skinienie głowy i niema transakcja. Pewnego dnia w kamienicy zjawili się obcy mężczyźni. Znali adres, zapukali, weszli. Pracowali trzy dni, wymieniając okna i wstawiając piec. Iva w milczeniu zaparzała gojnik, częstując nim robotników. Ktoś ich opłacił i przysłał właśnie do niej. Noce stały się cieplejsze, poranki nosiły znamiona celu, jakiego nie miały od dawna – raz w tygodniu jeździły do lekarza. Jovana odzyskiwała radość, jej matka uśmiechała się przez pergamin własnych niedopowiedzeń. Bierność oczekiwania.

Późna jesień osiadła na fałdach krajobrazu, pokrywając kolażem brązu i szarości ołowianą scenerię sfatygowanych budynków. Rykoszet wojny był tutaj wyraźnie wyczuwalny niczym mglista zawiesina pomiędzy uliczkami miasta. Jovana poznawała to miejsce na nowo. Ochrydzkie czynszówki, dzielnica z tych biedniejszych, zubożały wariant codzienności. Przyglądała się fasadom kamienic, co jakiś czas recytując wyczytany napis. Gdy dostrzegała ptaki – ruszające się punkty pośród koron drzew – klaskała w dłonie, manifestując niepohamowaną radość. Iva odwzajemniała każdy z jej uśmiechów, jednak gdzieś pod fakturą cery, na małej powierzchni – już nad policzkami, a jeszcze poniżej oczu, głęboko w środku wyczuwała wzbierający płacz. Nie pozwalała sobie na niego nigdy.

Tego wieczoru stało się coś dziwnego. Kiedy tak szły uliczkami miasta przytłoczone poczuciem wszechobecnej nędzy, zarazem odczuwając wyraźną ulgę poprawą bytu i wzroku dziewczyny, ktoś z impetem na nie wpadł. Szarpnięcie wyrwało siatki z rąk. Cienkie, foliowe tworzywo puściło pod naporem chłopięcych palców. Zakupy rozsypały się po kamienistym gościńcu. Jeden z chłystków skoczył w kierunku co lepszych kąsków. Drugi również nie pozostał bierny. Zgarnęli mięso, pieczywo, część owoców, sok. Jovana wzdrygnęła się przestraszona. Jej matka natomiast odprowadziła złodziejaszków wzrokiem, nie okraszając zdarzenia żadnym ze słów. Ocalałe resztki w ciszy zaniosły do domu. Nie to jednak było dziwne. Bardziej zastanawiająca wydała się Ivie wieczorna wizyta. Starszy mężczyzna i dwóch znajomych chłopców. Człowiek miał w oczach obawę. Przeprosił za synów, oddając zrabowany prowiant. Gdy wyszli, zamknęła drzwi, czując się nieswojo. Wiedziała, że nad nią i córką ktoś czuwa, jednak owo "bezpieczeństwo" ugniatało, tamując dech i wywierając nacisk jednocześnie.

 

*

— Nie cieszysz się, mamo? — Wychowana w niedostatku Jovana nie przekroczyła jeszcze granicy, po której człowiek odczuwa empatię jedynie połowicznie. Nadal wyłapywała złe nastroje swoich bliskich. Jednej jedynej bliskiej. Świadomość, że ma tylko matkę, uaktywniała wręcz paniczny lęk przed jej utratą.

— Cieszę się, skarbie. — Nieszczery uśmiech ułożył rysy zmarszczek w nowe konfiguracje.

— Kiedyś byłaś weselsza... Nawet jak nie miałyśmy co jeść, to byłaś taka... inna, lżejsza.

— Jova, kochanie...

— Mamo — Nie pozwoliła dokończyć, chcąc wyartykułować naraz cały strach — martwisz się czymś, widzę! Czy coś nam grozi? Czemu się martwisz?

— Córeczko, tobie nic nie grozi. Nam... nic nie grozi. Po prostu jestem zmęczona.

Istotnie była utrudzona. Sfatygowana ciągłą obserwacją. Wypatrywaniem pośród mijanych ludzi, tych o błyszczących oczach i pucołowatych twarzach powleczonych, sprawiającą wrażenie nazbyt naprężonej, skórą. Rybie rysy — tak nazwała ich w myślach. Krzewiąca się wokół zima zwiastowała kolejne spotkanie. Vuk oczekiwał jej w pierwszą z grudniowych niedziel.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Freya 2 miesiące temu
    "ale widać było, że to już nie człowiek, a zwyczajny trup." – nieczłowiek – chyba można...
    "Szura skorupa, lecz człowieka nie ma." – żargonem?, kurde, jednak nie - szura :)
    "Dualistyczny obraz Clivelliego, w kręgach" – w końcu Crivelli – czy jak...?
    "Damir dawał, nie zapisując niczego na zeszyt." - niezapisując – też chyba można...
    "— Mamo — nie pozwoliła dokończyć, chcąc wyartykułować naraz cały strach — martwisz się czymś," – tutaj mam wątpliwość...

    Kurde, nic nie rozumiem jak zwykle... :) Pzdr
  • Canulas 2 miesiące temu
    W nieczłowiek, nie człowiek to raczej kontekst decyduje. Obadamy.
    Szura jest git. Tak miało być.
    Crivelli - pewnie, że tak. Do poprawy.
    nie zapisując - kurde 80% naszych błedów dotyczy poprawności przy rozdzielaniu lub łącznym pisaniu. Trza nad tym popracować, bo punktujesz nas w tym aspekcie notorycznie

    "— Mamo — nie pozwoliła dokończyć, chcąc wyartykułować naraz cały strach — martwisz się czymś," – tutaj mam wątpliwość..." - wątpliwość w kontekście wielkiej litery we wtrąceniu? Jeśli tak, to mam też.

    "Kurde, nic nie rozumiem jak zwykle..." — nie ukończyłeś Via Egnatia, masz prawo.
    Pozdrox. Dzięki za wizytex
  • Freya 2 miesiące temu
    Eee, nigdy nie nalegam... gdy coś sugeruję :))
    W tym dialogu, to raczej (bo mówisz o strąceniu) inaczej bym to napisał...
    No to pochwal się jak było... :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    No i być może inaczej zapisane będzie. Obrady trwają.
    Było dość... ciepło.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Dzięki Freya za sugestie, zawsze cenne, dwie rzeczy zmieniliśmy. Też mam tak, że gdy wyjątkowo skupiam się na błędach, to sens fabuły czasem umyka, coś za coś.
    Pozdro
    (R)
  • Lamb 2 miesiące temu
    Bedzie czytane.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Będzie czekane.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Zapraszamy :)
  • TrzeciaRano 2 miesiące temu
    Jest dobrze
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    To git
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dziena. Czas pokaże jak wyjdzie. Do zepsucia to dwa zdania.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Dobra, przez mocno zmrużone oczy, zaczynam.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Motto - zapowiedź apokalipsy. Oho... ale będę odważna.

    Narracja pierwszoosobowa (skończyłam czytanie do gwiazdki) - bardzo kobieca. Uderza trafność tłumaczenia obojętności w końcu wobec zdarzeń (wór z krwią pomarszczonej skóry) - tu widzę autorstwo Rithy.

    1. akapit pod gwiazdką - narrator zewnętrzny, a tekst, można nie do samego końca, ale Canulasa. Kolejne dwa akapity krótkie - Rithy.


    I się zaczyna to, czego się boję: - Via Egnatia – przez ból aż do wieczności.
    Czytać? Uff...

    Zrobię przerwę.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Witaj Wrotycz :)
    Pomyliłaś się jedynie w pierwszym akapicie ;)
    Fajnie, że czytasz pomimo stresu z tym związanego :D Najgorsze przed Tobą :D Choć, kto wie...
    Pozdrowienia :)
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Bardzo kobieca. No pięknie. Miss Canulardia.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    :))))))))))))))))) Dobrze mi tak.
    Najszczersze przeprosiny, Can:)
    Dokończę, bez mundrowania, jak wrócę.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Wrotycz, haha, masz szczęście, bo w torebce noszę pieprzowy gaz
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    :DD
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Będę omijać babochłopy:)
    Cześć!
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Od początku. Pierwszy akapit – a właściwie o co Ty, Canu, się pienisz? Tak przekonująco pisać po kobiecemu, a właściwie dziewczęcemu o przejściach to przecież prawdziwe osiągnięcie pisarskie, zupełnie przypadkowo ujawnione w moim błędnym co do autorstwa odczycie.
    Bo to mówi – córka Ivy. I co mówi o matce?
    „(...) Zostały mi po niej szmaragdowe oczy, choć być może zzieleniały od wypatrywania spokojnego dnia.”
    Mam rozumieć, że już po Ivie? Że zginęła? No chyba tak.
    Boję się iść dalej.

    II akapit
    Oho... zmiana rytmu, zmiana narratora na trzecioosobowego, z szerszego planu spojrzenie, choć nie ucieka nigdzie w swojej wiedzy, przyszłość de facto opowiada Ivie sam jej potencjalny oprawca-eksperymentator.

    „Watahy bezdomnych, wygłodniałych, gotowych na wszystko ludzi, wyciągną zniszczone dłonie po choćby pół kromki chleba. Tysiące kalek. Do kąpieli w wannie z gorącą wodą stać będą sznury zmatowiałych pereł. Większość z tych umęczonych istot za dar zanurzenia, za łaskę i przywilej odbycia Via Egnatia, gotowa będzie rzucić się do stóp.”
    Ale nawija, psychologiczna obudowa kłamstwa bycia wybrańcem, bycia – uprzywilejowaną, pozakolejkową, zmatowiałą perłą. Co za cynizm.

    Obawy Ivy. Skojarzenie z Jezusem, tzn. Vuk zdziwiony, ale podchwytuje, wygodnie mu na idei cierpienia – zbawienia omotać ją jeszcze bardziej.

    Dalej mega erudycyjnie:
    Coby się przyjrzeć obrazowi wrzucam:

    Dalej.
    Aleksamenos oddaje cześć Bogu, Aleksemenos wierzący – taa, kult ukrzyżowanego Boga z głową osła, ośmieszające chrześcijan, jedne z pierwszych rzymskich graffiti.
    Onolatria a symbol litery Y . Miłość do liczb, szukanie nieskończoności. Ciąg Fibonacciego.
    Co Wy, Autorzy, chcecie przeszmuglować w fabułę? Wymarłą sektę gnostyków, wypaczoną przez wampira Vuka? :)
    Się zobaczy, trza dalej przedzierać się przez zagadki Jaśnie Państwa:)

    „Póki jednak masz możliwość dopisania kolejnego znaku, póty jest przed tobą nieskończoność. Nieśmiertelność. ' - tak, filozofia podkręcona matematyką, ładnie w tym zdaniu jest. Brawo!
    Bog w liczbach/strukturze/styku z człowiekiem. Nauka wychładza empatię.

    Dalej motyw kuszenia. Wracamy do możliwości wyobraźni Ivy? Ach nie, potrzebne jest mu prównanie skoku do zgody na wrzątek.
    Droga Egnatia - ' Jest tą samą granicznością co linia oddzielająca życie ziemskie od uroków nieba. Nieskończona w swym wszechbycie, lecz niemogąca istnieć jednocześnie. ' - Vuk chce bezboleśnie podłączyć się do śmierci Ivy, pełnej cierpień, które warunkują Przejście?

    A tu podpowiedź – historia z bykiem. Iva ma być zdradzającym Tajemnicę Parilausem? Wyjawić objawienie?
    Perilous to niebezpieczny, ryzykowny, stąd nazwa?

    No i na koniec tego najcięższego akapitu – przestroga.
    Nie uciekniecie.
    Ładna klamra – ostatni akapit w narracji córki Ivy.

    Kolaż historii i fantazji. Wszystkie wątki otwarte.
    Kurcze niepieczone, niechby Vuk sam sobie doznał Objawienia we wrzątku...

    Suplikuję i pozdrawiam Autorów.
    Od początku. Pierwszy akapit – a włściwie o co Ty, Canu, się pienisz? Tak przekonywująco pisać po kobiecemu, a właściwie dziewczęcemu (co prawda po przejściach w nędzy) to przecież prawdziwe osiągnięcie pisarskie, zupełnie przypadkowo ujawnione w moim błędnym co do autorstwa odczycie.
    Bo to mówi – córka Ivy. I co mówi o matce?
    „(...) Zostały mi po niej szmaragdowe oczy, choć być może zzieleniały od wypatrywania spokojnego dnia.”
    Mam rozumieć, że już po Ivie? Że zginęła? No chyba tak.
    Boję się iść dalej.

    II akapit
    Oho... zmiana rytmu, zmiana narratora na trzecioosobowego, z szerszego planu spojrzenie, choć nie ucieka nigdzie w swojej wiedzy, przyszłość de facto opowiada Ivie sam jej potencjalny oprawca-eksperymentator.

    „Watahy bezdomnych, wygłodniałych, gotowych na wszystko ludzi, wyciągną zniszczone dłonie po choćby pół kromki chleba. Tysiące kalek. Do kąpieli w wannie z gorącą wodą stać będą sznury zmatowiałych pereł. Większość z tych umęczonych istot za dar zanurzenia, za łaskę i przywilej odbycia Via Egnatia, gotowa będzie rzucić się do stóp.”
    Ale nawija, psychologiczna obudowa kłamstwa bycia wybrańcem, bycia – uprzywilejowaną, pozakolejkową, zmatowiałą perłą. Co za cynizm.

    Obawy Ivy. Skojarzenie z Jezusem, tzn. Vuk zdziwiony, ale podchwytuje, wygodnie mu na idei cierpienia – zbawienia omotać ją jeszcze bardziej.

    Dalej mega erudycyjnie:
    Coby się przyjrzeć obrazowi - szukam. No interesujący, ale śladu mi nie podaje.
    Dalej trza szukać.
    Aleksamenos oddaje cześć Bogu, Aleksemenos wierzący – taa, kult ukrzyżowanego Boga z głową osła, ośmieszające chrześcijan, jedne z pierwszych rzymskich graffiti.
    Onolatria a symbol litery Y . Miłość do liczb, szukanie nieskończoności. Ciąg Fibonacciego.
    Co Wy, Autorzy, chcecie przeszmuglować w fabułę? Wymarłą sektę gnostyków, wypaczoną przez wampira Vuka? :)
    Się zobaczy, trza dalej przedzierać się przez zagadki Jaśnie Państwa:)

    „Póki jednak masz możliwość dopisania kolejnego znaku, póty jest przed tobą nieskończoność. Nieśmiertelność. ' - tak, filozofia podkręcona matematyką, ładnie w tym zdaniu jest. Brawo!
    Bog w liczbach/strukturze/styku z człowiekiem. Nauka wychładza empatię.

    Dalej motyw kuszenia. Wracamy do możliwości wyobraźni Ivy? Ach nie, potrzebne jest mu prównanie skoku do zgody na wrzątek.
    Droga Egnatia - ' Jest tą samą granicznością co linia oddzielająca życie ziemskie od uroków nieba. Nieskończona w swym wszechbycie, lecz niemogąca istnieć jednocześnie. ' - Vuk chce bezboleśnie podłączyć się do śmierci Ivy, pełnej cierpień, które warunkują Przejście?

    A tu podpowiedź – historia z bykiem. Iva ma być zdradzającym Tajemnicę Parilausem? Wyjawić objawienie?
    Perilous to niebezpieczny, ryzykowny, stąd nazwa?

    No i na koniec tego najcięższego akapitu – przestroga.
    Nie uciekniecie.

    Ładna klamra – ostatni akapit w narracji córki Ivy.

    Kolaż historii i fantazji. Wszystkie wątki otwarte.
    Kurcze niepieczone, niechby Vuk sam sobie doznał Objawienia we wrzątku...

    Suplikuję i pozdrawiam Autorów.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Wrotycz - jestem na początku Twego komentarza, ale...
    "Nauka wychładza empatię. " - O t ó ż t o
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Canulas, dlatego na biologii łapałam pały (x3), nie chcąc kroić spreparowanych przez psorkę żab.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    A multiplikacja komenta, to kara:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    "Pierwszy akapit – a włściwie o co Ty, Canu, się pienisz?" - nie pienię. Jest git
    Masz rację - cynizm, ale też próba jako takiego opakowania dążeń. Ukazania fanatyzmu, ale nie w tej – jakże wyeksplowanej – formie narwanego szaleńca. Nawet bzdury muszą być podane na talerzyku z wiary.

    "Obawy Ivy. Skojarzenie z Jezusem, tzn. Vuk zdziwiony, ale podchwytuje," – tera nic nie powiem, bo wszystko bym rozsypał, ale jeśli dolecisz do końca, a dobrą masz pamięć, być może do tego wrócisz.
    O Onolatrii tez nie mogę bo zbyt blisko fabuły.
    "Póki jednak masz możliwość dopisania kolejnego znaku, póty jest przed tobą nieskończoność. Nieśmiertelność" – zauważ, że przedstawioną zasadę można przenieść na ostani oddech życia. - oczywiście z zachowaniem proporcji.

    Dalej mamy to: "Nauka wychładza empatię". — nooo, po pierwzym trafieniu w punkt, ten tylko obradza me niedogolone lico rumieńcem koegzystencjalnego zrozumienia odbiorczego. Już efektu wow nie ma, bo spodziewam się strzał pośrodku tarczy.

    Co do byka z brązu i Perrillusa. Idąc tym tokiem, kim byłby Vuk. Zapewne Falarisem. Jego dojście do władzy to w sumie zakup niewolników, wzniesienie murów i wybicie większości mężczyzn z miasta. Ale to dywagacje.

    Część od strony technicznej – najtrudniejsza, bo mało kto lubi przynudzane dyrdymałki ze sfery motywacyjnej uber-łotra. Dlatego zostało rzucone tylko tyle i tylko byle jak. Szukanie spoiw dla chętnych. Być może labirynt wyjścia nie ma, a całość to tylko bełkot.
    Show i tak must go on.

    Kusi mnie tu sporo do pogawożenia, tak samo jak i przy rozkminkach Kall, ale muszę się zatrzymać.

    Dzięki raz jeszcze za wędrówkę. VE – czeka.
  • Wrotycz 2 miesiące temu
    Canulas, jestem aniołem Ivy z fabuły.
    Będę.

    Dzięki za odniesienie.
    Dla mnie te dyrdymałki - to najwartościowsza część:)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Wrotycz - ciekawe masz ciągoty do burzenia czwartych ścian ;)
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Wrotycz, wow, Ty to masz te rozkminy z gornej półki. Dobrze, że tym razem pierwszy odpisał Can, bo prawdopodobnie bym się zawiesiła.
    Podziekuję wiec tylko grzecznie raz jeszcze. :)
    (czyli w zasadzie sie zawiesiłam)
    (R)
  • Adelajda 2 miesiące temu
    "Szura skorupa" - szara?

    Zdecydowanie najlepszy wasz tekst. Wszystko mi się podoba począwszy od cytatu Lorda Byrona, skończywszy na ostatnim zdaniu. Dużo symboliki się tu przewija. Szczególnie tajemnicza postać to Vuk, bardzo intrygujący. Momentami czułam się skołowana przy jego wypowiedziach jak przy "Fuzji" AdamaT.
    Bardzo ładnie wszystko opisane, powoli, bez pośpiechu. Ciekawa jestem jak daleko zabrnięcie w te dziwactwa, mrok i tajemnice. Czy pojawią się później jakieś nowe postacie, czy też akcja będzie się toczyć w tym gronie, które został przedstawione?
    Przemyślane wszystko i dopięte na ostatni guziczek. Zasłużyliście na ciasteczko, mam tylko wafle holenderskie z toffi, także tego :)

    Pozdrawiam. Czekam na ciąg dalszy.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Hej Adelajdo :)
    W zasadzie miało być „szura”, od szurać - pocierać czymś o coś, powodując charakterystyczny szmer, szelest.
    dziękujemy pięknie za kolejny zastrzyk energii :) Tu muszę pochwalić Canulardo, bo odwalił kawał roboty przy kreacji Vuka i jego filozofii. Ja, szczerze mówiąc, zasadzam się na sadystyczne sceny, choć do końca sami nie wiem gdzie ostatecznie doprowadzi nas to opko.
    Fajnie, że się podoba, dzięki za ciasteczko ;)
    Pozdrówki
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Najsampierw to: toooffiii :3
    Nie, nie, miało być - szura - czy jest to zasadne, nie wiem, ale tak miało być.

    Najtrudniejsza cześć raczej i naprawdę chwilą jeszcze upłynie nim oceniamy czy udana. Na razie głosy są pozytywne, ale wiadomo.
    W każdym razie dalej już chyba z górki.
    Dzięki pięknie za ciągłe nas "śledziny". Postaramy się nie dać dupiszcz.

    A Ty, tam, pod spodem, nic nie podpowiadaj.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Kurwa, przeniosło mój komentarz pod Twój i ostatnie zdanie jest teraz debilne. Ech
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    :DD
  • Adelajda 2 miesiące temu
    Ok. Dlatego ze znakiem zapytania; ja dzisiaj słabo kontaktuje. Dopiero po dwóch kawach i umyciu włosów trochę lepiej ;)
    Canu widzę, że można Cię przekupić toffi jak mojego brata naleśnikami czy goframi ;D
  • Canulas 2 miesiące temu
    Adelajda, troszkę zmieniliśmy, bo nawet jak sam czytałem, to taki mi się podprogowo układało. Taaak. Tofffi i naleśnikami można.
    Za paczkę krówek, to...
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    "przeczytałam w życiu więcej książek, niż poznałam ludzi i nie jest mi z tym faktem bardzo źle. Podobnie jak matka, nigdy nie pasowałam do obejmujących ramion, więc zaczęłam zamykać się w swoich" - ładnie, ale ja w sumie nie o tym narazie węszę...

    Hmm ta Sekta ludzi o rybich rysach, jest taka choroba jak rybia łuska. Noi czy oni przeszli tą samą drogę, którą proponują innym, jak tak to po co?
    Hmm Podgotowane ciała mogą tak wyglądać jak ludzie z tą chorobą. To raz.
    Dwa obrazy Aleksamenos sebete theon. Aleksamenos oddaje cześć Bogu. I późniejsze Aleksamenos fidelis, czyli..- czyli to drugie to raczej było prześmiewcze.
    Co do osłów ich pędzące stado miało wskazać spragnionym źródło wodopoju.
    Trochę tu powpadam, bo dużo tego.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Wydaje mi się że będzie chodzić o pewną przemianę, szukanie czegoś na styl szmaragdowej tablicy, kamienia filozoficznego.

    Ciekawe nawiązanie do tortur i byka i Fibonacci jego spirala np w układzie słonecznika, muszli.

    Co do linii myślę, że chcą przekroczyć pewną granicę i wrócić do życia z...z czym właśnie na czym będzie polegać przemiana, co wtedy jest poznawane niedostępne normalnie.

    Kobieta już jest w tej sekcie jest osaczona i pilnowana.

    Do obrazu jeszcze wrócę i do nazwy później.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    kalaallisut i do złotego podziału wszechświata też na potem.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Ciąg Fibonacciego odnajdziemy także np. w budowie delfina. Poszczególne części jego ciała (oczy, płetwy, ogon) znajdują się w odległościach zgodnych z kolejnymi liczbami zbioru.-niezle
  • Canulas 2 miesiące temu
    No ja liczę, że powpadasz. Tak, graffiki szydzą z religijności Aleksamenosa ;)
  • Canulas 2 miesiące temu
    kalaallisut, nooo, z pewnymi rzeczami to jednak trzeba do końca.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    No dobra wracam z pytaniami jaki jest sens tortur, jaka jest granica odczuwania własnego cierpienia, dotarcie na skraju śmierci, po co by upewnić się czy jest życie posmierci? Czego doświadczają takie ofiary gdy znajdują się na tej granicy światów, czy doznają objawienia? Czy może mówią coś, co wydaje im się prawdą, a co w gruncie rzeczy było majakiem umęczonego cierpieniem mózgu. Tortury na tle religijnym... Hmm dla mnie ten osioł dodatkowy symbol, że Boga nie ma, jest tylko ślepa wiara, do jej oczów przystawiona marchewka dla pędzącego (wygłodnialego )wciąż przed siebie osiołka, który wierzy że ją zje.
  • kalaallisut 2 miesiące temu
    Nadludzie - ludzie rybi z nową religią objawienia
  • Canulas 2 miesiące temu
    kalaallisut, samym stawianiem pytań kusisz do udzialania odpowiedzi, ale no... to tak, jakbyśmy wykropkowali opko, więc sorexon. Chwilo pozostanę jedynie w zadowoleniu z racji Twych dogłębnych poszukiwań, ale pary z gęby nie wypuszczę
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Ja równiez w zadowoleniu z wizyt Twych pozostaje, Kall :) Fajnie grzebiesz :)
    Pozdrowienia ślę
    (R)
  • jagodolas 2 miesiące temu
    Znowu kobieta obrywa najgorzej. Chociaz w sumie jeszcze jej nic nie zrobili. Pierwsza część bardziej filmowa jakby. Ale straszyta normalnie...
  • Canulas 2 miesiące temu
    Masz rację. Też się na tym ostatnio złapaliśmy. W sumie nie (skreśl) chwaljac się, ja wpadłem i mówię:
    — eee, wiesz, że w głównych rolach naszych opek obsadzamy same babki.
    (Ritha pomyślała: pssstt, dość długo, ale ciii i w końcu):
    — Czy to źle?
    — Nie. Jebać to.

    No więc tak. Znów babka.

    Część filmowa? Jakie oglądasz filmy? Videodrome? Devil's Experiment? Guinea Pig?
    Dzięki za wizytex, Jagodowy lesie
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Wiesz co, Canulardo... :D Sycko widzę i notuje do księgi skarg i zazalen jak mla tu obgadujesz. Wyciag z Twych przewinien przedstawie na koniec miesiaca! :c

    Jagodolas (znow nick *.*) - dziena!
    Buziole
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ritha & Canulardo o-o
  • jagodolas 2 miesiące temu
    lubię gdy ofiara spuszcza łomot prześladowccom. I to cieszy. Nieznam tych filmow, w ogole słaby konomaniak ze mnie
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Jagodolas, muszę to powiedziec jeszcze raz - masz swietny nick :)
  • jagodolas 2 miesiące temu
    Dziękuję, Wy też macie spoko niczki :)
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    jagodolas może na tw się skusisz? ;)
  • jagodolas 2 miesiące temu
    yyyy tego no, muszę się zastanowic i w ogole :)
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    jagodolas spoko, nic na chama, niemniej jednak zachęcam :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    jagodolas, Taaa, przemyśl.
  • jagodolas 2 miesiące temu
    Kinomaniak
  • Canulas 2 miesiące temu
    To, że nie znasz, to Ci się w szasadzie chwali. Tak, poczucie sprawiedliwej zemsty to taki dodatkowy chromosom w słoneczkowych promyczkach. jestwtedy muio, ciepło i jakoś tak lżej na sercu.
    Niestety.
    Świat tak nie działa.
  • jagodolas 2 miesiące temu
    Canulas, nie spychaj z wozu baby - nie bedzie wtedy lekko na serduszku :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Wszystko się może zdarzyć
  • jagodolas 2 miesiące temu
    Nie no wiadomka
  • TseCylia 2 miesiące temu
    Kolejna część przeczytana przeze mnie jednym tchem. Nie mogę doczekać się c.d., bo to jest świetne.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Dziekujemy TseCylia!
    (Ty tez nasz fajny nick)
    Pozdrowienia :)
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    dzięki za wędrówkę przez bezdroża naszego spier....a
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Bardzo fajne spowolnienie akcji, czytając pierwszą część myślałam, że w tej będzie już punkt kulminacyjny, czyli ta wyczekiwana kąpiel ;) Jak widać, udało się zaskoczyć. Dużo nawiązań religijnych i historycznych, ale z tą przepowiednią to chyba trochę spore uchylenie rąbka tajemnicy, choć może się mylę i macie zupełnie inny zamysł. Okaże się. Ciekawi mnie postać córki, przedstawienie wydarzeń z jej perspektywy wydaje się intrygujące.

    Mam kilka wątpliwości:

    "Zostały mi po niej szmaragdowe oczy, choć być może zzieleniały od wypatrywania spokojnego dnia." - Jeśli umarła, to niby okej z konstrukcją, ale jakoś tak niezgrabnie. Na zasadzie "został mi po niej płaszcz - mam taką rzecz", "zostały mi po niej oczy - wyleciały jej" ? Chyba, że czegoś nie rozumiem, albo serio się tak mówi. W sensie została mi po niej blada cera, duży nos etc. Hmm może i tak.
    Dobra, to nie było tego.


    I jeszcze tu:
    " Gdzieś poniżej w przepastnej ciemności ofiary głodu znów w szczurzym mięsie poszukają codziennych pocieszeń" - dałabym gdzieś przecinek, ale nie wiem gdzie. Bo tak na jednym wdechu to... ;P

    Podoba mi się jakaś taka niedzisiejszość. Te puste jamy zamiast oczu. Kontrast między niewiedzą bohaterki, a wyolbrzymianiem i nadawaniem religijności, tajemniczości wypowiedziom Vuka. Wybawiciel i... i właśnie kto? ;)

    Jaki jest czas akcji?
  • Canulas 2 miesiące temu
    Jestem śpiący, więc mogę zdublować własne niedojebanie, ale trudno, hej przygodo.

    "Zostały mi po niej szmaragdowe oczy" - koncepcja pamiątki. Metaforyczne ujęcie tęsknoty. Wspominkowe błyski. Ile jeszcze trudnych zwrotów mam na szybkości wymyśleć, żebyś nie siała fermenta? ;)

    Dalej.

    "Jaki jest czas akcji? " — a nie powiem, ale nax-boxie na razie nie grają.
    A czemu nie powiem, to w sumie... tez nie powiem. Szukaj jakiejś dziewiątki może czy coś. No już, psttt. Cicho durny ja.

    Czy to uchybienie tajemnicy?: i tak i nie. Dlatego zrobiliśmy to w otoczce planowanego chaosu, który w którymś momencie przestał być planowany. Nie mogę powiedzieć więcej, bo zepsuję niespodziankę, ale by wypionować żywiołowość rozentuzjazmowanej gawiedzi opowijskiej, nadmienie, że ktoś chyba zginie. Albo przynajmniej zostanie baraaadzo ranny. Albo mniej. Tak trochę tylko ranny. Lekko. W palec może.

    Z tym przecinkiem to masz rację, ale no... Nie wiemy gdzie.
    O, wiem. Wpierdzielimy cztery i zrobimy konkurs na tego, który ma zostać. Dobrze nam idą konkursy.

    Fajno, że Ci się widzi. Była to dla nas trudna część. Przewidziane zamknięcie w najbliższych dwóch, może trzech. Jakoś tak.

    Początek Twego komentarza dowodzi, że masz nochala nie tylko do kichania. Brawox. Nie powiem jednak czego dotyczą propsy. Dzięki za kontynuację podróży, Jolkó.
    Ciao
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Dużo zostało powiedziane, pozostaje mi się podpisać pod słowami Canulardo ;)
    No i oczywiście dzięki piękne Jolko_ko za wizytację :)
    Pozdro
    (R)
  • pasja 2 miesiące temu
    Witam i tu

    Jest późno.
    Vuk oczekiwał jej w pierwszą z grudniowych niedziel... klamra spinająca obydwie części.

    Wielkie rozczarowanie, a zarazem zdziwienie. Najpierw zapłata za kontrakt. Oczy szmaragdowe dostały lustro tylko potrzaskane bólem wspomnień. Czy warto było? W tym chaosie na granicy dwóch światów; rzeczywistego i fikcji wyławia się wiele rzeczy tak bardzo oczywistych. Coś za coś. Nigdy nie dostajemy czegoś za darmo. Przytoczenie cytatu apokalipsy, a potem wersów o Bogu, matce Boleściwej i aniołach czarnych, o cudach i mękach świetnie wtapia się w realia dzisiejszego świata. Kobiety, dwie kobiety zapłaciły znowu wielką cenę za kawałek nieba na ziemi. Kobieta dostała od boga krzyż na wieki. A druga poniosła go dalej we wrzątku życia.
    Dobra robota. Czytałam z wielką empatią. Czasem złość mną targała, że znowu kobieta płaci najwyższą cenę.


    Tak samo, jak i potwory, których jedynym pierwiastkiem człowieczym jest codziennie popełniany grzech. Jedni i drudzy czają się nawzajem w grze o pełen brzuch... a ziemia się kręci nadal swoim trybem.

    Pozdrawiam
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Jeeej, naprawdę masz te refleksje takie, ach kurde, łapiące za serducho.
    Jak złość targała to dobrze, miała emocje wywołać. Bardzo się cieszę, że skusiłaś się na naszą serię :)
    Buziaki i tutaj, Pasjo :*
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Pasją, Pasją, Pasją. - dzięki za żywiołowość. Za emocjonalny odbiór. Super.
    Dzięki piękne.
  • Lamb 2 miesiące temu
    Usunęło mi cały komentarz.
    Kurwa. Odtworzę go, ale wściekłam się, więc nie teraz.

    Tekst niesamowity. Zawarłam to w długim komentarzu i cały mi ujebało :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ej, no... To jak Cię odkurwi, odtwórz
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Uuuu...
  • Lamb 2 miesiące temu
    Ritha & Canulardo :((. Odtworzę. Tekst zdecydowanie mistrzowski, więc jeszcze raz to wyrażę, jak mi złośc przejdzie.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Lamb, fajno. Oczekujem zatem.
  • Aisak 2 miesiące temu
    Dla mnie ten tekst jest swoistym przejściem przez Rubikon. Waszym przejściem.
    Takie odnoszę wrażenie, że stać Was na wiele, ale tym tekstem pokazujecie, że stać Was na wszystko. Tworzycie niesamowity, namacalny, ale pajęczy klimat.
    Jestem oniemiała z wrażenia.
    Chylę przed Państwem czapkę z nausznikami.
    Bardzo nisko.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Noo, na Julka Cezaretto nie wyglądamy, ale dzięki pięknie. Miło czytać, że czasem i coś "dokładniej dłubanego" spodobać się może.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Wow, Aisella, jaki motywacyjny kop *.*
    Dzieki piekne, to bardzo miłe :)
    (R)
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Witam,
    Przyleciałam z kawą, pełna dobrych chęci (coby nie ziewać - wiadomo ;))
    Zatem lecim...

    Jak się zapewne domyślacie, fragment "Tak piękna, jak nocą bywa piękny pożar lasu albo wiązka światła pędząca przez kosmos." - uważam za wielce trafny, żeby nie rzec: wybitny ;))) Z oczywistych względów ;)) Ale i tych, nie będę tutaj udawać, że mię tylko "kosmos" zafascynował - ładne porównanie, wiele mówiące o "niebezpiecznej urodzie" Ivy

    "Próbowała odnaleźć klucz w chaosie niezrozumiałych słów i tajemniczej symbolice, nierzadko o charakterze religijnym. " — to tez bardzo ładne,

    Całość... niepokojąco spokojnie podana... Chciałam, zęby Iva wytrzymała - i czytałam z nadzieją, że w wyniku tego doświadczenia - przerodzi się w jakąś, no nie wiem, może superbohaterkę = super hiroł = jakiegoś nadczłowieka.... i że pokaże tym skurwysynom... O, tak właśnie se życzyłabym ...
    Dobrze, że się nią chociaż "opiekują" skur...

    No dobrze, nie będę się już nakręcać. Widzę iż reserdżu historycznego troszkę tysz było... wiedzy pochłoniętej...
    Nie ziewałam - w tej części było by to grzechem :)

    Fascynujący tekst...
    Pozdrowionka
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Noo, Agu, dobry myk - przyjść z kawą :D
    Dzięki piękne za wizytę, nie jestem dziś lotna komentatorsko, więc skromne podziękowanie będzie musiało wystarczyć :)
    Pozdrówki
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    A. Gu. Dzięki za kontynuowanie wędrówki. Opko spokojne - zgoda. I wiesz co, zero przekleństw.
    A jak...
    Pozdro ;)
  • pkropka 2 miesiące temu
    Wciągnęło mnie niesamowicie. Spodziewałam się ciężkiego tekstu, więc chciałam przysiąść, trochę przeczytać, odejść, przeczytać więcej. Tymczasem pochłonęłam obie części od razu. Bardzo zgrabnie to napisaliście.
    Sam zamysł filozoficzny skojarzył mi się z filmem "Martyrs", więc już sobie wyobrażam co było później... (brrr)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dopiero piszemy trzecią. Będzie z pieć lub sześć. Tak. Masz rację. Martys oglądałem i zrobił na mnie wrażenie, ale o tyle pozytywne co i negatywne. Trochę wydmuszka, choć obrazowa. Fajnie, że przysiadłaś do naszego tekstu. Dzięki śliczne.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Dziękujemy pokropciu :)
    Filmu nie widziałam, niestety, wiec sie nie odniosę. Fajnie, że wciągneło.
    Pozdro :)
    (R)
  • pkropka 2 miesiące temu
    To będę czytać dalej!
    Co do filmu - na mnie też zrobił wrażenie, sama nie wiem jakie.
    Pozdrawiam obydwoje :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    pkropka - ano właśnie. Ciężki do klasyfikacji, ale trafiłaś bezbłędnie, bo nawet prywatnie komuś wczoraj roztłumaczając, posłużyłem się linkiem do tego filmu ;)
    Dobry nochal
  • pkropka 2 miesiące temu
    No to mi się udało :)
  • Lamb 2 miesiące temu
    Mister Can, ja - jako jednostka niekonsekwentna - konsekwentnie przekraczać muszę każdy deadline przez siebie sobie nałożony, toteż wraz z nastaniem poniedziału odtwarzam, przy okazji delektując się po raz drugi.

    Byron przezacny. Klimatycznie wprowadza, czuć posmak pierwszej części, jest łączność.

    Piękna narracja. Narracja, w której nie ma miejsca na słowa zbędne czy przypadkowe, na wstawki pałętające się nie wiedzieć na ki chuj.
    Nienie, tu asceza, celowość, wyniesienie zbędnych bibelotów ze zdań sprawiło, iż wystrój porażająco dobry.

    Przejście do perspektywy córki jest ruchem zaciekawiającym, sprawiającym, że nurkuję w opowieści jeszcze łapczywiej.

    ,, Tak piękna, jak nocą bywa piękny pożar lasu albo wiązka światła pędząca przez kosmos." - niezwykle mi się to podoba.
    ,,Multum pożerających ją w tym momencie stanów" - to także.

    ,,uśmiechała się przez pergamin własnych niedopowiedzeń" - jak i to :).


    ,,Wychowana w niedostatku Jovana nie przekroczyła jeszcze granicy, po której człowiek odczuwa empatię jedynie połowicznie. "- hm, to mnie zatrzymało. Bardzo ciekawa obserwacja.

    Okej, mamy splot różnych narracji. Mnie najbardziej podoba się pierwsza, córki, pierwszoosobowa.
    Sam splot jest ciekawym zabiegiem.

    Ta część kończy się bardzo ,,zaciekawiająco", ostatnie zdania dreszczowcowe wręcz.

    Piękny, technicznie nieskazitelny, przemyślany tekst, o niesamowitym, esencjonalnym nastroju, klimacie. Tak to widzę.
  • Lamb 2 miesiące temu
    *poniedziałku.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Lamb dzięki piękne za wizytę i wyimki :)
    Tylko tyle odpowiem, bo chyba chwilowo jestem wystrzelana z refleksji.
    Buziole ślę :)
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Cóż, no. Dzięki za deadline, za wyimkiozę zacności, za powrót.
    Konstrukcja tekstu jest jakoś tam planowana, ale że to naprawdę żywy organizm, broni się jak może i ucieka spod naszych koncepcji. Niby wiemy, niby mamy, ale zawsze coś i trzeba się mocować.
    Co do końcówki, racja. Chcieliśmy kończyć w serialowym stylu, ale znowu, żeby to nie wyglądało na jachalny bait.
    Absorbujący tekst w kontekście pisania.
    Dzięki piękne.
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    No dobra to jestem i tu. Jest niezle, chociaż czuć, że ta cześć buduje podwaliny pod to co nastąpi, więc... wiec trzeba będzie tak niechybnie zajrzeć :)
    Tak tylko, zainteresowanie podtrzymane!
  • Canulas 2 miesiące temu
    Dzięki, panie Maurycu. Cieszymy się.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Dziękuję i ja (R). Fajnie, Mauryc, ześ sie skusił na Pocztowki :))
  • 00.00 2 miesiące temu
    Mogę o coś zapytać?
    Poza tym wypływa powoli idea gotowania. Intrygujące. :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    No pewnie. Wal.
  • 00.00 2 miesiące temu
    Can W jakim okresie czasowym przebiegają wydarzenia?
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    Czesć Szu :)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Już gdzieś o tym pisałem. Na tym etapie. Tak. Na tym etapie, mogę tylko poweidzieć, szukaj dziewiątki.
    Jak widzisz telefonów komórkowych nie ma, ale i ludie nei są czarno-biali, tak wiec, ten. Sorry, mogę tylko tyle.
  • 00.00 2 miesiące temu
    Ale nie druga wojna światowa, mam nadzieję.
  • 00.00 2 miesiące temu
    Do czego zmierzam, już wyjaśniam jeśli ten czas o którym wspomniałam, to reklamówki sorry nie były używane.
  • Canulas 2 miesiące temu
    Nie, nie druga wojna absolutnie. Szukaj bardziej rykoszetów od konflików bałkańskich.
  • 00.00 2 miesiące temu
    Can ok. :)
  • nimfetka 2 miesiące temu
    No to Wam wyszło jeszcze bardziej epicko od poprzedniej części. Istna rewelacja. Musiałabym skopiować cały tekst, bo każda, wyodrębniona część byłaby moją ulubioną.
    Tyle jest w tym niepojętego piękna i makabrycznego smutku, której apsorpsji nie sposób nie ulec.
    Twórzcie razem po wsze czasy, błagam i czadźcie mnie tymi plugawymi krajobrazami ubogich obczyzn, bo uwielbiam niepowtarzalny klimat beznadzieji spod Waszych klawiatur.
    Już od samego początku kruszeją mi kości. Zabieg z persepktywą Jovany - sprytne i kreatywne. Nie pozwalacie czytelnikowi na moment zamyślenia. Akcja nigdy nie umyka. Nie ma możliwości na utratę zainteresowania tym geniuszem. Perła i twór godny wydania w formie prawdziwej książki.
    Mimo, że nie przeczytałam jeszcze wszystkiego, to już wiem, że będzie to jedno z najlepszych cudów, jakie tutaj zdołałam przeczytać, a może w ogóle przeczytać.
    Nie chcę Was przesłodzić, więc tutaj skończę. Będę czytać, po prostu miejcie litość dla mojej prokrastynacji.
  • Ritha & Canulardo 2 miesiące temu
    O dżizas. Pocztówki ogólnie mają niezly odbiór, ale tak posłodziłaś tera, że raduje się mordencja ma. Naprawdę fajnie, że klimat Ci spasował.
    I w ogóle.
    Dzięki piękne :)
    (R)
  • Canulas 2 miesiące temu
    Ha, pięknie panno Nimfetko, pięknie.
    Wspaniale motywujacego poczyniłaś wpisa. Radym.
    Taa, będziem pisać, raczej się nie zanosi na rozbrat ;)
    Podziękował.
  • Nachszon miesiąc temu
    Nie wiem, czy słusznie, czy nie, ale wyczuwam zafascynowanie masonerią, a raczej legendami, którymi owiana jest Loża. Troszkę mnie to bawi, żeby nie powiedzieć śmieszy. Ignorancja via Egnatia (bo dwa albo trzy razy pojawia się sugestia, że tak nazywa się Stowarzyszenie) nie licuje z niezwykłym oblataniem historycznym, a nawet sugerowanym matematycznym. A oto ta ignorancja:

    "Jezus Dwóch Gwiazd. Słońce i Księżyc pospołu".

    Księżyc to nie gwiazda, a Ci ludzie wydają się być wyjątkowo dokładni. Takie loże bardzo dbają o dokładną terminologię, aby nie zakłócić funkcjonowania symbolu, którym stanie się mozaika pojęć odpowiednio przemieszanych względem zwykłego porządku rzeczywistości.
    Na pewno udało Wam się uzyskać nastrój mrocznego magicznego świata zestawionego ze światem "zwykłym", na pewno zaintrygowanie czytelnika, który jednak nie uniknie nudy, jeżeli nie lubi telenowel. W opowiadaniu opowiada się coś jakoś. Tu akcent, zbyt mocny akcent położony jest na "jakoś". Jeżeli podejmuję się czytania, to chcę czytać coś. I jeżeli to coś jest naprawdę fascynujące, to być może nawet nie zauważę mankamentów w "jakoś". Gdybym brutalnie sadził łapki w to opowiadanie, wywaliłbym, z niego co najmniej 30 procent. Pięć oczywiście, bo sprawność Wasza językowa, logika zdarzeń, to oczywiście ekstraklasa.
  • Wrotycz miesiąc temu
    Wetnę się, sorry.
    Mnie to etyczno-matematyczne sugerowanie zaintrygowało najbardziej i dlatego część drugą oceniam najwyżej.
    A teraz się wyloguję, bo z Loże średnio, jak nie wcale mnie kręcą.
  • Canulas miesiąc temu
    Dzięki piękne za kontynuację, oczywiście obgladamy to jeszcze wszystko na spokojnie. Cóż, nasz styl jest jaki jest. Już i tak trochę (patrząc przez pryzmat pierwszego opka) odtajał.
    Nic no. Jednego siądzie, innemu wręcz przeciwnie.
    Pozdrox
  • Canulas miesiąc temu
    Wrotycz - również dzięki za powrót ;)
  • Ritha & Canulardo miesiąc temu
    Widzisz, Nachsz, a ja miewam odwrotnie z tym coś-jakoś, w sensie pisywałam opka zupełnie o niczym (typu żelazko) jedynie po to by ubierać myśli w słowa. Co do Pocztówek – noo, rozumiem, że plastyczność naszego języka/ów Ci nie leży, nie siadła od początku, cóż, co Cię będę mamić – on zapewne plastyczny będzie dalej. Sądziłam, że na pierwszej zakończysz, przebrneś dalej – szacun.
    Pozdrowienia i ja ślę :)
    (R)
  • Nachszon miesiąc temu
    Ritha & Canulardo Powiem tak. Z jednej strony plastyczność języka i Twojego Ritha (osobno) i Canulasa (osobno) i Waszego (razem) fascynuje mnie. Lubię podejrzeć tę technikę, której nie nauczę się nigdy. Zarzut wicia się zdań to zarzut hipersubiektywny. Ludziom się podoba i ok. Właściwe to nawet nie jest tak, że mi się nie podoba. Macie rewelacyjne pomysły, realizujecie je świetnie, ale nie po mojemu. To taka przemoc intelektualna z mojej strony. To tak, jak programista patrzy w obcy kod i żeby nie wiem, jak był świetnie napisany, co najmniej raz mu się wyrwie: "co za baran to napisał?", bo wydaje mu się, że napisałby to lepiej. A on tylko napisałby inaczej. Możliwe, że pod spodem jest zazdrość za Wasze pomysły. A skoro nie mogę przypieprzyć się do fabuły, która jest naprawdę z głową przez Was robiona, to chociaż przypierdzielę się do formy. I pewnie kwestia temperamentu jeszcze dochodzi. Moja żona jak chce mi opowiedzieć co ją dziś spotkało w metrze, zaczyna np. od "wczoraj, zanim położyliśmy się spać, zadzwoniłam do swojej siostry". I za chwilę "No czego już wzdychasz i przewracasz oczami?! To ważne w tej historii":) Czy chciałbym, abyście pisali inaczej? Nie. Lubię pożmędolić komuś, kogo lubię i bardzo, naprawdę bardzo cenię :). Tak naprawdę robicie obydwoje i osobno zajebistą robotę.
  • Ritha & Canulardo miesiąc temu
    Nachsz, pomysly to ma Canulardo, ja jestem pomysłowo upośledzona :) Mi trza kazać pisać, to i to i to i tyle. A jak piszę sama, to zwykle nie wiem co będzie się działo za kilkanascie zdan i to ma duzo minusów w praktyce. Poza tym pisanie z Canem jest o tyle zajebiste, że odbior efektow schodzi na drugi plan (przynajmniej w moim przypadku). Natomiast calkowicie rozumiem Twoja żonę, wszystkie szczegoly maja znaczenie, jak w kryminałach ;) Tez jak cos opowiadam to nie dosc, ze duzo, to szybko i wielowatkowo :/
    Dzięki za wnikliwy wywód :) Kumam tera syćko.
    (R)
  • Nachszon miesiąc temu
    Ritha & Canulardo Jechałem kilkanaście minut temu samochodem i kurde myślałem o tym opowiadaniu. Dlaczego via Egnatia (przeczytałem w Internecie, co to jest za droga). Dlaczego akurat wanna z gorącą wodą? I pomyślałem, że Iva ma stanowić jakiś most na jakiejś psychicznej drodze. W kontekście religijnym, a taki sugeruje tekst, woda może mieć dwa znaczenia. Jako chrzest chrześcijański, albo jako żydowska mykwa. Zanurzenie w żydowskiej mykwie nie jest cierpieniem, ale zanurzenie się w gorącej wodzie, już jest. Cierpienie w kontekście religijnym jest domeną chrześcijaństwa, zanurzenie jako oczyszczenie, to judaizm. Macedonia w dużej części zamieszkana jest przez muzułmanów. Iva jako styczność trzech religii? Zobaczymy. Macie swoją jakość. Facet jedzie samochodem i myśli o Waszym dziele. Potem siada i opowiada swoje przypuszczenia:)
  • Canulas miesiąc temu
    Nachszon, dla mnie chyba nie ma większej wartości niż zabranie tekstu ze sobą.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania