Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pocztówki z Ochrydy — część III

"Każda wojna jest inna i każda jest taka sama".

— Jarhead —

 

Muszę wstać. Przejść się. Pomyśleć chwilę i rozchodzić gnilne sparzeliny. Gdy za długo siedzę, czernieją mi stopy, odczuwam ból w krzyżu, słabnie wzrok. Nie chcę zabierać czasu, ale ciężko snuć opowieść, pisząc na taborecie swoich własnych kolan. Czy kalekom również cierpną szprychy od drewnianych kół?

Zaczęła się zima. Zima w śniegu i zima w człowieku. Radio coraz rzadziej puszczało piosenki. Nasłuchiwaliśmy wieści, obserwując przez podwójną szybę, jak sąsiedzi z naprzeciwka obwiązują berbeluchami szmat dziurawiznę okien. Pośpieszne akty ochrony przed mrozem dawały efekt oblepionej chustą ludzkiej twarzy, którą bardzo rozbolały zęby.

Ulice stały się naprawdę niebezpieczne. Wkrótce polowy szpital wyszedł na ulicę. Lekarze w mundurach nie dawali biedakom znieczuleń, gdy przy pomocy karabinowych kolb usuwali im resztki chleba z ust. Puste parcele coraz szybciej obrastały kępami dzikich traw i wszystkim tym, co uciekający człowiek uznał za zbyt ciężkie.

Większość młodych zbiegła, usiłując walczyć o okruchy życia, ale stare bydło trzyma się strumyka. W ciągu tygodnia, może dwóch, miasto zamarynowało się we własnej starości. Przerażenie rozdrabniało, zmiękczało i porcjowało, przygotowując na pierwokwiat wojny. My odczuwałyśmy jeszcze większy strach. Wszystko w myśl tego, że najbardziej nie chcesz umierać, kiedy wreszcie doczekujesz szczęścia. To normalne. W polnym świecie zerwanych koniczyn zawsze czterolistne będą wyć najdłużej.

Potem spadł śnieg i poprzykrywał grzechy. Podobnie jak żółte lasy, pełne trupów równie żółtych liści. Wychudzeni ludzie posiedli nagle zdolność przepuszczania światła, a ich oczy coraz częściej dostrzegały powody, by wilgotnieć. Pylną ziemię, skopaną uciekającymi stopami, zastąpiły linie sań lub końskie kopyto. Tłuste dwuślady samochodowych opon zniknęły wcześniej z resztkami jesieni. Nastał taki terror, że wytrącił gwiazdy z ich zobojętnienia.

Matka wierzyła bardzo mocno w ludzi. Mówiła, że w człowieku dużo jest dobrego. W pierwszym tygodniu listopada pierwszy raz ujrzałam, jak dzikie psy wyjadają z ludzi to, co dobre. Kilka dni później, zaniepokojona nocnymi szmerami, zastukałam do pani Ludmiły. Drzwi były otwarte. Weszłam.

Nawet teraz, gdy o tym wspominam, oblewa mnie sarniany bezruch w akcie oślepienia. Ujrzałam ją leżącą, rozciągniętą, odzianą jedynie w spacer pełzających larw. Krótkie włosy nie mogły zakryć śladów po duszeniu. Drżącymi dłońmi obszukiwała leje po wykłutych oczach.

Uciekłam, a ona umarła. Później tylko jej siostra, Roksana, wznosiła tam modły, paląc poupychane w słoik, świerkowe gałązki. Zawsze, gdy widziałam jej drobny, kaczy chód, przychodziła mi na myśl matka-gęś, kładąca znicze pod stosy poduszek. Wszystko było w niej chore, zepsute, zgniłe. Mimiczna upiorność porażała. Jedynie żal w pustych oczach wydawał się szczery. On nic nie zmieniał i nic nie udawał.

 

*

W pierwszą niedzielę grudnia ochrydzkie ulice zdawały się patrzeć na Ivę każdym elementem krajobrazu. Spoglądały na nią fasady budynków, puste okna, ławki pokryte rdzą. Nasączona obawami wszystko widziała inaczej – krawędzie rysowała ostrzejsza kreska, barwy przenikał kontrast. Na rogu Bogoevskiego i Vlahova siedziała żebraczka. Iva obdarzyła ją współczującym spojrzeniem. Gdyby miała przy sobie jedzenie lub pieniądze, podzieliłaby się z biedaczką. Przy sobie miała jednak tylko strach.

W kamienicy przywitał ją Vuk wraz z towarzyszką. Obecność kobiety powinna działać łagodząco, ale nieznajoma za bardzo przypominała jego samego. Osobliwa aparycja kabalistycznej arystokratki. Ciemne włosy spięte w kok, bystrość w rybim spojrzeniu, pigmentowy delfinek na szyi.

— Iva, skarbie, poznaj. — Vuk uraczył obie panie taktownym uśmiechem. — Ruzica jest z nami, żebyś nie czuła się tak onieśmielona. Jak ci się żyje? Lepiej?

Przytaknęła nerwowo, walcząc z narastającym drżeniem rąk. Rozmówca zauważył niepokój, dosunął więc krzesło, siadając na tyle blisko, by ich kolana się spotkały. Gdy zamknął jej mokrą, zimną dłoń w uścisku swoich, suchych i ciepłych, Iva wzdrygnęła się jeszcze bardziej. Aspirująca do roli ofiary i kat-opiekun, tańczące spojrzenia, przesyt emocji i emocji brak. Pogładził łuk jej brody, wstał, podszedł do okna i odwrócony tyłem, kontynuował:

— Jovana zdrowieje?

— Widzi lepiej.

— Cieszysz się?

— Tak.

Na zwolnionym przez niego miejscu usiadła Ruzica. Poprawiła okulary, oczy skryte pod nimi mówiłyby wiele, gdyby Iva potrafiła rozszyfrować cokolwiek. Potem otrzymała podarunek – małe świecidełko, wisiorek na rzemyku. Rzemień, wanna, pas. Myśli, które podążały własnymi ścieżkami. Drogą Via Egnatia.

— Żmijowiec. Chroni. Miałam go, rodząc dzieci. Miałam też... wtedy. Weź. — Wzrok Ruzici ostrożnie omiótł zapatrzonego w dal miasta Vuka, by ostatecznie osiąść ponownie w rozbieganym spojrzeniu Ivy. — I zawsze rób to, co powinnaś.

Wręcz namacalnie syntetyczna troska wywoływała kalejdoskop odczuć, wprawiając Ivę w zakłopotanie – tak dawno nikt się o nią nie troszczył. Nie mówił, że będzie dobrze. Z drugiej strony było w niej jednak coś, co powodowało, że zamykała się w sobie jeszcze bardziej. Jak dzienny kwiat w obliczu nadchodzącej nocy.

Zamienili się miejscami, Ruzica krążyła po pokoju, Vuk znów usiadł blisko. Biła od niego charyzma i spokój, jakby cały czas układał coś w głowie. Chciał wiedzieć wszystko, z mentorską ciekawością zadając kolejne pytania.

— Czy Damir wywiązuje się ze swoich obowiązków? Niczego wam nie brakuje?

Pokręciła głową.

— Czyli nie? Nie brakuje czy nie wywiązuje? Gdy odpowiadasz gestem, nie jest to klarowne. Mów, Iva. Rozmawiaj ze mną. Opanuj lęk. Daliśmy ci wiele, jesteśmy słowni, strach jest tylko tutaj. — Wskazujący palec dotknął zbiegu skroni i czoła kobiety przygniecionej ciężarem własnego oddechu. Wtedy poczuła, jak bardzo przerasta ją cała sytuacja.

Zwieńczoną grzecznym podziękowaniem odpowiedź zakłócił stłumiony dźwięk. Wbiła wzrok w sufit dokładnie w momencie, kiedy rozległ się plusk. Zbombardowały ją wątpliwości, naglące, natrętne, paniczne. Czy może się jeszcze wycofać? Czy już za późno? Przyjęła wiele dóbr, nie będąc w stanie ich oddać, zawierając tym samym niepisany pakt. Oni się wywiązali, ona jeszcze nie.

— Dobrze, Iva. Spokojnie. Nie bój się. Chodź, pójdziemy na górę.

Wczepiła się w nogę stołu, zaplatając palce. Serce ruszyło galopem. Łzy zaczęły skakać na bluzkę z klifów przerażonych powiek.

Rybia twarz Vuka obrosła w nieodgadnionym uśmiechu, który hamowany przez łupieżcze oczy, a potęgowany rozszerzeniem warg, przywodził na myśl nie do końca uczłowieczoną rybę. Tkwiąc w tej absurdalnie zawieszonej pozie, poklepał Ivę po udzie. Ruzica wstała, wyciągając z papierośnicy długiego zgniecionego papierosa.

— To jeszcze nie dziś — wyjaśnił, przesuwając wolno dłoń ku skrytym za nylonową fasadą czarnych rajstop, kolanom. Lekkie uciśnięcia miały w sobie coś z chorej ojcowskiej czułości, pokropionej zakazanym erotyzmem. — Jeszcze nie dziś — powtórzył.

— Więc po co?

Przestrzeń wypełnił intensywny zapach słodkich ziół. Ruzica z matczyną opieką pogłaskała płaczącą po włosach. Wolno. Delikatnie.

— Masz. Zaciągnij się — rzekła bardzo cichym, acz niedającym pola pod jakiekolwiek spekulacje głosem. — Musisz się uspokoić.

Nie wiadomo kiedy dziwny papieros trafił do jej ust. Kilka wdechów i nagle wszystko było już inaczej. Światło oblatywało pokój sinymi pasami tuneli. Wyostrzony słuch z łatwością łowił poszmer wiatru obwiewającego resztki parapetu. Spokój i wyciszenie osiadło w sercu, niwelując niepokój. Wygląd Vuka też przestał przerażać. Przeciwnie. Jego upiorna twarz – rozweselała. Iva wzięta pod ręce, parskając i ciągle chichocząc, dała się wprowadzić.

 

*

Na górze coś z nią robili. Była w wodzie. Ciepłej, lecz nie gorącej. Ruzica zadawała pytania, spisywała słowa i ostukiwała serce. Jakiś szczupły młodzieniec w okularach dolewał garnkami zagotowanej wody. Iva zapamiętała tylko, że miał kraciastą koszulę podwiniętą nad łokcie i krótkie, przylizane włosy. Ktoś masował jej plecy, składając na odsłoniętej szyi pocałunki. Wzniesiona ponad własne ciało, ujrzała spacerującą ulicami śmierć. Anorektycznie wychudzona postać, naga i skoślawiona, zwabiała niedobitki biedoty na kawałki wyrywanego z własnego ciała mięsa. Przygarbiona, o rzadkich strąkach nici sięgających do samego pasa i parasolem utkanym z ludzkiej skóry. Kawałki zastygłych u progu krzyku twarzy, poprzecznie rozdarte usta, rozdęte nosy, brodawki. Wszystko naciągnięte na szprychach zrobionych z kości chroniło kościstego demona przed opadem radioaktywnego deszczu i rażącą siłą eksplodujących bomb. Ogień buchał z trzewi zrujnowanego miasta. Wśród czerni spiralnie skołtunionych dymów co chwila połyskiwały jaspisowe oczy, a gałęziopodobne ręce rozrywały ocalałych na strzępy lub porywały, upuszczając nad ogniem.

W którymś momencie zrozumiała, że stoi, ubrana w miękki szlafrok i podtrzymywana przez Vuka. W tym czasie Ruzica kończyła wycierać jej włosy, a młody blondyn ściągał ustawiony na statywie sprzęt.

— W ostatnim kanibalistycznym akcie samobójczym, śmierć nasyci pustkę sama sobą. Mówi ci to coś?

Sennym głosem odpowiedziała, że nie. Nie mówi nic. Vuk przekartkował zeszyt, wodząc palcem w zapiskach. Wtedy Ruzica wyłuskała ją sprytnie z jego rąk i odprowadziła za duży biały parawan. Kiedy Iva kończyła wciągać sweter, pomieszczenie wypełnił nagle orzeźwiający chłód, jakby któreś z nich otworzyło okno. Gdy ponownie wyszła, zastała tylko kobietę siedzącą na brzegu wanny i palącą papierosa na przedłużeniu z cienkiej długiej lufki. Jedna z jej dłoni niknęła w wodzie. Skrzywione usta i opiekuńcze oczy kojarzyły się z kwaśnym rodzajem matczynego współczucia.

Na pytanie, czy to wszystko i czy może wyjść, nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Nic tylko krzywizna ust, połyskujące oczy i równomiernie powtarzalne akty pobierania dymu. Skłoniła się, ruszając w kierunku drzwi. Nim przekroczyła próg, dostrzegła Ruzicę wpadającą plecami do wody.

 

*

Usiadła na schodkach starożytnego teatru, równie obdrapanych, jak całe miasto. Wyszła po zakupy wcześniej, chcąc wstąpić do kościółka świętego Varvary, pomodlić się o siebie oraz Jovę. Lubiła kameralność tego miejsca. Idąc w dół, mogłaby odwiedzić kościół św. Sofii – dużo większy, sławniejszy, częściej ozdabiający ochrydzkie widokówki. Nie pasował jednak do Ivy, czuła się w nim nieswojo. Jej pocztówki były inne, takie jak ona – kameralne i obdrapane. Po kojącej modlitwie ruszyła okaleczonymi uliczkami do centrum, wprost na znajomy targ.

— Czemu tak późno? — ostry ton Damira jednoznacznie definiował jego nastrój. — Chcesz się nadziać na godzinę policyjną? Mało masz kłopotów?

Skarcona, spuściła wzrok. Usiedli na murku, rozmawiając o tym, jak wszystko wokół się sypie. Zmurszały tynk na fundamentach biedy i głodu. Plotki o ludziach zjadających ludzi, na które kobieta potrząsnęła z wyparciem głową. Handlarz stwierdził, że pogłoski częściej są echem niż kłamstwem.

— Przesiaduję tu całymi dniami — opowiadał — wiem, co mówię, Iva. Mydlane twarze, gładkie, baniaste, a pośrodku para lśniących oczu. Wyobraź sobie małe dziecko, mniejsze niż twoja Jova, równie głodne, jak dawniej wy. Człowiek daje mu list do doręczenia, drobna fucha samozwańczego kuriera, za kilka marnych denarów. Pełen nadziei dzieciak dostarcza przesyłkę, nie zdając sobie sprawy, że jest nią sam.

— Nie rozumiem.

— Nie chcesz zrozumieć, ale już wiesz, Iva, domyślasz się, co zawiera list. Ty już to wiesz. Wiesz, co jest w... liście?

Ciekawość przebiła się przez chwilowe milczenie. Zerknął z ukosa, jak gdyby zastanawiając się, czy nie oszczędzić jej tych wszystkich informacji.

— Oto dzisiejsza uczta — oznajmił, wbijając osowiały wzrok w wyimaginowany punkt. — Wyjedź stąd, Iva. Wyjedź daleko stąd.

Spuentowała niedorzeczną sugestię upiornie nerwowym śmiechem.

— Przestań, nie kuś, nie mogę. Jak? Za co? — wybuchnęła, a wtedy on wstał, okrążając stragan i przekazując jej przygotowane wcześniej siatki z jedzeniem.

— Wyjedź... daleko... stąd — wyrecytował dobitnie każde z wypowiadanych słów. — Masz i pospiesz się, niedługo zmrok. Zrób kolację, spakuj się, uciekajcie.

— Nie mam pieniędzy.

— Zrób kolację, spakuj się, uciekajcie — powtórzył. — I najważniejsze, Iva. — Zerknął na upchane pośród innych produktów warzywa. — Ostrożnie krój kapustę.

I wtedy zrozumiała. Zacisnęła palce na uchwytach reklamówek, wyszeptała ciche podziękowanie i pognała do domu.

 

*

Wróciła w asyście tlącej się nadziei. Ucieczka kusiła. Płaska powierzchnia kuchennego blatu przyjęła siatki z zakupami, podczas gdy kobieta zawołała córkę, sięgając jednocześnie po tajemniczy produkt. Kapusta była tak dorodna, że możnaby z niej zrobić obiad na kilka dni. Iva ostrożnie odcinała liście, odsłaniając kolejne warstwy. Jovana nie odpowiadała. Kobieta głęboko zanurzyła palce w zbitą strukturę warzywa, odnajdując przesyłkę. Pieniędzy było wystarczająco, by wyjechać daleko stąd. Ponownie zawołała córkę, chowając banknoty w staniku. I wtedy uderzył niepokój. Zlustrowała mieszkanie, w którym poza pustką i spozierającą z każdego zakamarka biedą, nie zastała nikogo. Dłonie zaczęły drżeć. Wołała nadal, po raz kolejny przeszukując każdy kąt. Panika eksplodowała falą ciepła, dokładnie w momencie, gdy znajomy dźwięk zmaterializował się w jej głowie. Śmiech Jovy. Rzuciła się w stronę okna, zauważając córkę sunącą po prowizorycznej ślizgawce. Uczucie ulgi nie zagościło jednak na długo, gdyż zabawie dziecka asystował nieznajomy. Iva puściła się pędem, zbiegając po schodach z narastającymi falami złego przeczucia.

— Jovana, kochanie, wołam cię i wołam! — Krzyk zdradził początki histerii. Iva złapała kończącą piruet dziewczynkę, przytulając z całą gorliwością. Mężczyzna stał obok z jedną ręką w kieszeni, drugą koordynującą pociąganego papierosa. Patrzył źle.

— Bawimy się, mamo. To Jakov. — Wskazała na towarzysza, który, uśmiechnął się tak, jak uśmiechają się ludzie pozbawieni resztek serdeczności. Krótko strzyżony, mniej więcej trzydziestolatek, ubrany w wojskowy mundur i czarne buty niemal do samych kolan. Rumiana twarz, napięta, jakby naciągnięta haczykami. Przenikliwe spojrzenie wyłupiastych oczu, roztaczające chłód.

— Dzień dobry, Ivo — wyartykułował starannie, zaciągając się kolejnym machem, zarazem ukazując szereg prostych zębów. — Pomyślałem, że rzucę okiem, jak sobie radzicie.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 20

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Jest:) Fanie podkręcacie pod koniec. Później wpadnę jeszcze.Hmm ..może tak odrazu kolejne części wrzucicie? Cóż nie potrafię się delektować przez ciekawość zakończenia...
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Nie, nie chce mi się, nie będzie "iskania". Wiadomo klimaty noirowe cudne, opisy, przeżycia też. Tutaj sukces leży nie w pięknych zdaniach, tutaj sukces leży w fabule, w ciekawości...w pomyśle. I jest wmiarę równowaga, przeplatanie klimatu z akcją.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Delfinek Kall ;)

    Dzięki ślyczne. Jeśli Cię najdzie na rozczłonowywanie - nie krępuj się.
    A, hmm... może napiszesz TW?
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Canulas Tak delfinek... zwróciłam uwagę;)) Mam remont na głowie, jedynie na co mnie stać to odbior. Poza tym tamtą część schowałam w trumnie i aż boje się otwierać. Dziękuję za pamięć!
  • Canulas 7 miesięcy temu
    kalaallisut, no cóż. Ech, liczę, że jeszcze na sam koniec wejdziesz w Twój słynny wir :)
    Pozdrox.
    Nic na siłę.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    "Hmm ..może tak odrazu kolejne części wrzucicie?" - nie możemy, Kall, za bardzo obcięłoby fun ;p
    Dzięki piękne za wizytę :)
    Pozdrawiam i ja :) (R)
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Ritha & Canulardo e tam po co się rozdrabniać na kawałeczki jak można całego torcika ;)) czekam na na next :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    kalaallisut, ale my nie mamy ani kawałka więcej :(
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    Canulas wracam do rodzynek"Zima w śniegu i zima w człowieku. "- to takie proste zestawienie, lubię takie mroźne porównania.
    "Wszystko w myśl tego, że najbardziej nie chcesz umierać, kiedy wreszcie doczekujesz szczęścia. To normalne. W polnym świecie zerwanych koniczyn zawsze czterolistne będą wyć najdłużej."- a to przecudne!
    I tu pierwsze ta sama piękna prostota:"Potem spadł śnieg i poprzykrywał grzechy. Podobnie jak żółte lasy, pełne trupów równie żółtych liści"
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    "Nastał taki terror, że wytrącił gwiazdy z ich zobojętnienia." I dalej sarnisny bezruch oślepienia... Ech achh i ochh cóż rozplywam się
  • kalaallisut 7 miesięcy temu
    I powtórzę są opisy które męczą...a tutaj jest wszystko tak ładnie skomponowane...płynie się zatapia...od opisu do wydarzeń i akcji jednym tchem
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    "ostry ton Damira jednoznacznie definiował jego nastój." - nastrój?

    Ja to jednak wiem, kiedy zajrzeć na opowi :-)
    Kolejna, pięknie utkana część. Bardzo ciekawy zwrot akcji z tym Damirem, czyżby wiedział coś więcej? Od kiedy stał się taki dobry? Z drugiej strony to bohaterka jest traktowana jak rasowa świnka, która niedługo pójdzie pod nóż i pewnie nie wyjdzie z tego żywa.
    Okropnie wciągająca historia. Nie mogę się doczekać następnej części :-) I po cichu kibicuję Ivie, że ucieczka jej się uda.
    Tyle pytań.
    Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Łojej, już poprawione. Pójdzie, nie pójdzie, nie wiadomo. ALe cóż, koniec blisko ;)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Adelado, Tobie również, że wierne trwanie przy historii dzięks :)
    Wynaprawiany błąd.
    Pozdrówki :) (R)
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Ale jak to, że koniec blisko :-(
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Start-----droga----miejsce akcji--koniec
  • Adelajda 7 miesięcy temu
    Tak, tak... Ale zabrzmiało tak, jakby miała być jeszcze z jedna część i koniec.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Adelajda - od 1 do max 3, więc staropolskim uśrednieniem, pewnie się skończy na dwóch.
  • TseCylia 7 miesięcy temu
    Doczekałam się. Nadal wciąga, trzyma w napięciu, chciałoby się czytać dalej, dowiedzieć, poznać kolejne odsłony.. Jak dla mnie rewelacyjna lektura, która byłaby świetną kanwą dla scenariusza filmowego. Czytając, widzę kolejne kadry, podziwiam narrację.
    Podsumowanie: Super! Nie mogę już doczekać się dalszych części. :->
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Eh, film, ciekawe. Bardziej to widzę w serii kilku fotografii w stylu sepii. Tak, jak skończymy, to może coś takeigo sie ogarnie. Dzięki TseCylia
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    TseCylio ja również dziękuję :) Fajnie, że wciągnęło :)
    Pozdro
    (R)
  • Mia123a 7 miesięcy temu
    Brak słów. Nie mogę pojąć w swojej małej główce jak można napisać coś tak dobrego. Ogólnie fabuła wydaje się być ok. Te zwroty akcji. Na początku wogóle nie mogłam się połapać o co w tym wszystkim biega..  Ale ten styl!! . Styl pisania. Jakie to jest dobre, czytelne i te opisy przede wszystkim. Jak to płynie. Poprostu płynie. Czyta się to jednym tchem chociaż przyznaje  z początku przerazulam się ilością słów. Ale połknełam to w całości i chce wiecejjj.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Dzięki piękne, Mia za pierwszą - i mam nadzieję, nie ostatnią - wizytę.
    Pozdro.
  • Mia123a 7 miesięcy temu
    Canulas Szczerze to nigdy nie komentuje twoich prac (czy waszych wspólnych) bo uważam się za niegodną tego przywileju. Co ja mogę ci więcej powiedzieć. Że świetnie napisane, że fajne? Przecież ty o tym wiesz . I nie wierzę że to mówię bo jestem samolubem i czasami egoistyczną. Ale walić to.
    Jak narazie to nie moja liga.Ale zawsze czytam z chęcią ;)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Mia123a, zawsze komentuj jak czujesz. Nie ma czegoś takiego jak nie godna czy coś w podobie. Będzie ok, napisz, że ok. Będzie coś słabo (bo i czasem jest) napisz też. Nie umniejszaj się, bo to niczemu nie przysłuży. Pisz, ogarniaj i wolno, wolno, progres wystrzeli sam.
  • Mia123a 7 miesięcy temu
    Canulas ale z ciebie optymista ;) Hehe dzięki.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Mia123a, ja Ci będę pisał szczerze albo wcale. Uwierz mi, mam takie teksty, że naprawdę dramat. I to gruby. Latami pisałem "chodź" zamiast "choć" i "łep" zamiast "łeb".
  • Mia123a 7 miesięcy temu
    Canulas pisz co chcesz oby szczerze :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Mia123a, spoko. A Ty się szybko nie podpalaj, bo naprawdę nikt nie chce dla Ciebie źle. Nawet te wszystkie strasznie przeklinające chamidła ;)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Mia123a
    "Szczerze to nigdy nie komentuje twoich prac (czy waszych wspólnych) bo uważam się za niegodną tego przywileju" - czy Ciebie Pan bóg opuścił.
    Bardzo złe myślenie, ja przychodząc tutaj komentowałam od progu wszystkich (czytanie innych i zagłębianie się w teksty bardzo rozwija), bo widzisz, w pisaniu często dużo ważniejsze jest to, jak drugi człowiek odczuciowo odbiera dany tekst, bo literówki to i program poprawi, a i jak ktoś lubi dłubać, to wydłubie, ja lubię, Can lubi, Ty nie musisz, wystarczy, że powiesz jakie wrażenie zrobił na Tobie dany tekst (a jak Ci coś zgrzyta to tez śmiało zawsze). Dzięki za wyzytę i wysyp entuzjazmu. Lubię entuzjazm, za mało go na świecie.
    Pozdrawiam
    (R)
  • Nachszon pół roku temu
    Ritha & Canulardo "a jak Ci coś zgrzyta to tez śmiało zawsze" - jasne, tylko najpierw się pomódl o dobry humor Rithy :D
  • Mia123a 7 miesięcy temu
    Serio ty nie wierze!!! Ale Teraz patrz co z ciebie wyrosło. Można, można. Mnie to czasami łeb boli od mojej głupoty. Serio jak coś napiszę to wydaje mi się że ok. Może być. A potem czytam i myślę kobieto co ty robisz ze swoim życiem.
  • Lamb 7 miesięcy temu
    ,,Serio jak coś napiszę to wydaje mi się że ok. Może być. A potem czytam i myślę kobieto co ty robisz ze swoim życiem."

    Moglabym to powiedziec, wjebawszy w te wypowiedz przecinki.

    Znam Twoj bol.
  • Lamb 7 miesięcy temu
    ,,Pośpieszne akty ochrony przed mrozem dawały efekt oblepionej chustą ludzkiej twarzy, którą bardzo rozbolały zęby." - nie no. Śmieszkowałam, śmieszkowałam, a tu doprawdy małe arcydziełko się zrodziło z mego cierpienia.
    Wycytowałabym to chyba nawet bez znalezienia powiązania, w sensie - bez istnienia powiązania właściwie.
    Zdumiona ja, wiesz? Nie przewiziałam pokazu plastyczności Twej wyobraźni, sądziłam, że którąś bohaterkę rozboli może ząb :), po prostu.
    Czuj me głębokie uszanowanie nad tym obrazowym cudem i niech twarz Twa rozjaśni się od uśmiechu, a Bóg niech chroni Cię zawsze od bólu zęba aż do śmierci.

    ,,Ulice stały cię naprawdę niebezpieczne. Wkrótce polowy szpital wyszedł na ulicę. Lekarze w mundurach nie dawali biedakom znieczuleń, gdy przy pomocy karabinowych kolb usuwali im resztki chleba z ust. Puste parcele coraz szybciej obrastały kępami dzikich traw i wszystkim tym, co uciekający człowiek uznał za zbyt ciężkie." - oho. Tak świetny akapit, że brak mi słów.
    Wraz z nastaniem zimy w mieście zaroiło się od szaleństwa, to o szpitalu - genialne i genialnie ubrane w słowa, dreszcz.


    ,,W polnym świecie zerwanych koniczyn zawsze czterolistne będą wyć najdłużej." - O KURWA. Chyba najpiękniejsza perła z całego ochrydzkiego sznura jak dotychczas.
    Wywarło na mnie piorunujące wrażenie.


    ,,oblewa mnie sarniany bezruch w akcie oślepienia. " - także piękne, podziw.
    ,,odzianą jedynie w spacer pełzających larw." - i to. Przepiękne.

    ,,Aspirująca do roli ofiary i kat-opiekun, tańczące spojrzenia, przesyt emocji i emocji brak." - to też, jak sroka, znalazłam, błyszczące.

    ,,Anorektycznie wychudzona postać, naga i skoślawiona, zwabiała niedobitki biedoty na kawałki wyrywanego z własnego ciała mięsa. Przygarbiona, o rzadkich strąkach nici sięgających do samego pasa i parasolem utkanym z ludzkiej skóry. " - Bardzo mi się podoba :).

    Całość czytało się z napięciem, zaangażowaniem, bez najmniejszego rozmycia się uwagi.
    Historia się toczy.
    Tło ma coraz ostrzejsze zęby, miasto jest jak potwór. Upiorne to z małymi kurierami, którzy sami są przesyłką.

    Umiejscowienie historii ma dla mnie wymiar szczególnie ciekawy i pociągający. Jak człowiek zależy od okoliczności, w których musi istniec, jak skrajny brak perspektyw i rozpacz ma w sobie coś z apokalipsy.

    Iva jest bardzo interesującą postacią. W jej osobie tli się jakaś nadzieja łamana na naiwność, wstęp do myśli już może od samej historii nieco oddalonych, se deko pofilozofuję, takim torem: czy Iva z uporem nie potrafi zobaczyc rzeczywistości takiej, jaką jest, bo byłoby to zbyt straszne, złamało jej wiarę w człowieka, w cokolwiek? Wierzy w ludzkie dobro, modli się, nie wierzy z początku w straszności (typu ludzie jedzą ludzi), tkwiąc w epicentrum koszmaru. To bardzo ciekawe.

    Całosc świetna, ukłony.
  • Lamb 7 miesięcy temu
    Duzo bledów, zmeczona ja. Wybaczcie.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Odpowiem wkrótce
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Hejo :)

    ,,W polnym świecie zerwanych koniczyn zawsze czterolistne będą wyć najdłużej." - O KURWA. Chyba najpiękniejsza perła z całego ochrydzkiego sznura jak dotychczas. - tu się podepnę, cytowałam Canowi już to zdanie privem, że jest mega, co niniejszym potwierdziłaś :)

    "Jak człowiek zależy od okoliczności, w których musi istniec, jak skrajny brak perspektyw i rozpacz ma w sobie coś z apokalipsy" - i tu się podepnę, bo w punkt zdefinowałaś, przez to uwielbiam wszelakie apokalipsy

    Dzięki piękne za wizytę, wnikliwość, opinie, Lamb :) Fajnie, że siadło opko.
    Pozdrawiam i tutaj
    (R)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Już bez roztłumaczania kto i co, dzięki za odbiór.
    Ząb się pojawił, bo pojawić się miał. A że tak ;) Ano tak.
    Nie wiem jak żeńska połowa składu, ale ja nie odczuwam presji odbiorczej, tego, że finalnie zawiedziemy gawiedź. Bardziej mnie wkurwia, że tekst na tyle żyje, że stawia opory przed modelowaniem. No ale cóż. Może to i lepiej.
    Zawarłaś - zresztą jak zwykle - wiele trafnych i ciekawych spostrzeżeń. Zwłaszcza te z końca intrygują.
    A jak będzie - zobaczymy.
    Dzięki za wyimozę i ogólnie czytanie.
  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Dobrze, że dzień nie zaczyna się od złości na ulubionych autorów:))
    Piękne, sycone poezją opisy, sporo byłoby wyimkozy, więc odpuszczam. Larwy... przebiły wszystko. Groza dawnej wojny we wszystkim. I racja, każda wojna podobnie się odciska.

    Narracja nabiera panoramicznego oddechu, czyta się jak pierwsze rozdziały długiej powieści.
    Intryguje 'ludzka' wspólniczka Vuka. W ogóle cała ta scena wstępu do eksperymentu.
    Vuk też obrasta coraz grubszą tkanką osobowości.
    Pierwszy akapit... a nie, nie będę werbalizować przeczuć.

    Wielcy jesteście! Świetna proza.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    "Dobrze, że dzień nie zaczyna się od złości na ulubionych autorów" :D Uff!
    Jezu... "Vuk też obrasta coraz grubszą tkanką osobowości" - jak przecudnie to ujęłaś (!)

    Wrotycz... <3 Dzięki piękne. Naprawdę miło słyszeć tyle pochwał :)
    Pozdrowienia :)
    (R)
  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    Ritha & Canulardo, zasłużone:)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Wrotycz no powem Ci, że opko jest dość wymagajace, Can ciągnie co gorsze momenty i ogarnia plan działania, bo ja deczko w średniej formie, tw jeszcze mamy nie napisane itp., wiec noo, uczucie, że lekko pod górę i pod wiatr z efektem koncowym zadowolonych z konsumpcji literków czytelników, jawi mi się jako pokonywanie jakichs tam kolejnych, wlasnych barier, więc git :)
    Pozdrawiam raz jeszcze :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    No, oddechu, oddechu. Taka cisza przed, ekhm, no właśnie. Trochę ułatwia kreację bohaterów to, że drugi plan jest w zasadzie rizmyty i można się skupić na tych kilku.
    Mówiąc słowami księdza, dzięki za wiarę.
    Pozdrox
  • Wrotycz 7 miesięcy temu
    A to ciekawe - pokonywanie własnych barier we wspólnym pisaniu. Myślę, że w prozie łatwiej niż w wierszu. Ale kto wie, nie mając prozatorskiego doświadczenia, mogę jedynie gdybać.
    Bo weźmy chociaż kolejne zdarzenia, naprzemiennie pisane? Nie ma sporu o ich przebieg?
    Los bohaterów... o kurczę, ogrom pracy i emocji:)

    Canu, ma wiara niezachwiana.
    A nawet nie że wiara, bo dowody (publikacje) dają mi komfort pewności.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Wrotycz, wystarczy przeczytać Eyre, by zobaczyć jak wygląda zapłąta frycowego. Pomysł fajny, ale pzrepompowany wieloma drogami, często prowadzącymi donikąd. Sporu nie ma. Ustalililiśmy pewien system i go nie burzymy. Pracy, jak pracy. Bardziej chodzi o to, że TW już dyszy w kark, a cieżko się skupić na kilku naraz.
    Dzięki za zaufanie ;)
  • jolka_ka 7 miesięcy temu
    Niesamowicie wciagające. Kusi żeby rozdrukować i czytać do poduszki. Jestem zawiedziona, że odciągacie moment kulminacyjny poddając różnym mniejszym próbom bohaterkę, a jedcznocześnie zachwycona, bo to piękne manewrowanie i wodzenie za nos czytelnika. Kiedy już wydaje się, że teraz będzie bum, akcja zwalnia...

    To jest piękne zdanie: "Zaczęła się zima. Zima w śniegu i zima w człowieku." Pozornie zwyczajne, ale jak dużo mówi o tym, że świat zaciska pętlę na szyjach bezbronnych i kruchych.

    Tu literówka: "Ulice stały cię naprawdę niebezpieczne." - się.

    Trochę mi nie zagrała ta Roksana, imiona bohaterek wydają się niedzisiejsze, a tu taka Roksi wyskakuje, ale wiadomo, to moje jakieś fanaberie.
    I jeszcze tu :
    "Skrzywione usta i opiekuńcze oczy kojarzyły się z kwaśnym rodzajem matczynego współczucia.
    Na pytanie, czy to wszystko i czy może wyjść, nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Nic tylko krzywizna ust, połyskujące oczy (...)" - oczy/usta/krzywizna. Chyba że to celowe powtórzenie mające na celu podkreślenie, że jest tylko" to".


    Końcówka napawała nadzieją, ale cóż, swoim zwyczajem musieliście nabroić. Zakręcić. Dodać trochę lekkiej grozy. Bohaterka chwyta się każdego wyjścia, ale w tym labiryncie wszystkie drogi prowadzą przez rybie oczy. Do nieuchronnego.
    No i Vuk, wychodzi jakaś jego dziwną osobowość. Pan od przyglądania się sytuacji ładnie wprowadzony w fabułę


    PS parsknęłam nad tą kapustą, myślałam, że to dla śmiechu, a to chodziło o to co w środku. Ech. Dziwna ja.


    Wielkia piątka. Pozdrawiam.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Haj, Jolanta :)

    Tu literówka: "Ulice stały cię naprawdę niebezpieczne." - się. — poprawione :)
    Resztę wątpliwości obadamy razem z Canulardo. Dzięki za czujne oko, przeczytanie, refleksje. Jesteś kolejną osobą, którą wciągnęło opko, cieszy mnie to bardzo :)

    „Bohaterka chwyta się każdego wyjścia, ale w tym labiryncie wszystkie drogi prowadzą przez rybie oczy” – dobrze ujęte

    Dzięki piękne :)
    Pozdrowienia
    (R)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Masz rację, że Ci nie zagrały zdublowane usta bo tam miało być co innego. Niestety, zmieniłem w głowie, ale nie w pliku.
    Roksana zostaje, choćby była głupia, nie trafiona czy cokolwiek. Wszystko z prostego względu: ona już istnieje. Doświadczony ból, jest jej bólem. Nie ma szansy na zmianę.
    Resztę odpowiednio doprawimy.
    Dzięki za odbiór.

    I tak, masz rację z tym, że granie na odwracaniu uwagi też ma swój limit.
    Świadomi tego my som
    Pozdrox
  • Agnieszka Gu 7 miesięcy temu
    Witam,
    Spodziewałam się... braku hepiendu.
    Napisane bard, o sprawnie - nie ziewalam ;)
    A poważnie, najlepsza z trzech części, dosadna, bez owijania w bawełnę. Tu też wyzwalacie najwięcej emocji.
    Pozdrowionka :))
  • Canulas 7 miesięcy temu
    No proszę. Ja myślę, że bawełny trochę było, ale jak nie ziewano, to bajka.
    Cieszę się, A.Guilerro
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    I ja dziękuję, Aga :))
    Pozdrowionka
  • inkarnacja 7 miesięcy temu
    Opisujecie świat przy pomocy oniryczno-poetyckich wizji, a to wymaga kunsztu i wyczucia. Łatwo odlecieć w kompletny bełkot. I muszę przyznać, iż przez chwilę wydawało mi się, że początkowo się to przytrafiło. Ale nie. Końcówka sprawiła, że wszystko wskoczyło na właściwe miejsce.
    Podoba mi się rola przewodnia poezji. Sposób na obejście schematycznej narracji. No i fajna jest też pewna cecha bohaterki, ukryta tęsknota za tym, co realne, a przynajmniej próba odróżnienia rzeczywistości od wirtualu.
    Wydaje mi się, że chcieliście uzyskać suspens z tej niepewności, czy bohaterki zdążą uciec,ale przecież wiemy, że nie.. Inaczej opowiadanie nie miałoby sensu. Więc nici z napięcia. :)
    Tak czy owak – spodziewam się, że zapadnie mi w pamięć, bo ja mam w głowie przede wszystkim obrazy, a tu jest ich na pęczki. Od strony czysto technicznej nie mam uwag, pierwsza klasa.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Tak, zamysł był właśnie taki, żeby rozpoczynać poetycko, a że ja maczałem w tym łapy, o bełkot nie trudno. Jeśli jednak uważasz, że puzzle pasują, to git. Odejście od schematu i powielactwa, to jedno. Co z tego wyjdzie, to drugie, ale też kwestia zbiegania pocątkowych dwóch torów. Niestety, jakich byśmy nie użyli "odwracaczy", to wanna jest zbyt przewodnim punktem w harmonogramie, by stopniałą do roli folklorystycznego echa. Raz już tak co prawda zrobiłem, że wywindowałem coś, by to najzwyczajniej utracić, ale tutaj odpowiadamy we dwójkę.
    Jak będzie i czy tego nie uwalimy - nie wiem. Oby nie.
    Pozdrox
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Caaaan "Tak, zamysł był właśnie taki, żeby rozpoczynać poetycko, a że ja maczałem w tym łapy, o bełkot nie trudno" :D No wisz co...

    Inkarnacjo, dzięki piekne za pochylenie sie nad tekstem i opinie :) Noo, trudno zwiesc czytelnika w tym przypadku, dlatego kadrujemy tymi roznymi scenami i, sadząc po odbiorze, chyba jest git.
    Pozdrawiam
    (R)
  • pkropka 7 miesięcy temu
    Bardzo poetycki początek. Wraz z fabułą płynnie przeszliście w mniej kwiecisty język, co było adekwatne do wydarzeń. Podoba mi się taka językowa wędrówka.
    Niedobrze. Polubiłam Damira, a w moim przypadku nie oznacza to nic dobrego dla postaci. Mam nadzieję, że się mylę.
    Końcówka trzyma w napięciu.
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Tak, taki mieliśmy zamysl na Pocztowki, by poczatki byly poetyckie.
    "Polubiłam Damira, a w moim przypadku nie oznacza to nic dobrego dla postaci" - to ciekawe :D
    Dzięki pkropko, pozdrówki :)
    (R)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Dzięki pkropka. To silna moc. Może ja Ci będę mówił, kogo masz lubić, i ten ktoś bydzie se umarnywał. Taki superbohaterski duet?
  • pkropka 7 miesięcy temu
    Canulas, w sensie że mam być twoim shinigami?
  • Canulas 7 miesięcy temu
    pkropka, wyguglowałem, że to personifikacja śmierci, więc... tak :)
  • Ritha 7 miesięcy temu
    Ona polubila Maxa :(
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Ritha, mam nadzieję, że i mnie polubi ;)
  • pkropka 7 miesięcy temu
    Ojej. Ritha, nic mi nie spoileruj, dopiero jedną część przeczytałam! Mam nadzieję, że Max jest w bezpiecznych rękach <3
    Poza tym nie zawsze moi ulubieńcy umierają. Czasem są źli. A czasem nie dzieje się nic ;)

    Canulas, nie kuś :p
    Jestem w szoku, że nie znasz Death Note'a, u mnie w szkole wszyscy czytali mangę. Chociaż może jesteś za stary/młody żeby znać. ;)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    pkropka, znam o tyle, ze już dwukrotnie podchodziłęm do ogladania. Niedługo się skuszę, bo Family Guy-a kończę.
  • jagodolas 7 miesięcy temu
    "Lekkie uciśnięcia miały w sobie coś z chorej ojcowskiej czułości, pokropianej zakazanym erotyzmem" - to jest mistrzowskie totalnie. Wciągnął mnie tekst bez reszty. Zdań pereł od ch, aż nadmiar. Groza i opisy takie że obrazy pojawiają się jak na zawołanie. Widzę mieścinę, tych ludzi. Dlatego pisałem kiedyś tam, że filmowe. Czekam na cd
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Super, Jagodolas. Cieszymy się bardzo :)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Dzięki jagodolas. Sam uprawiasz coś, co bardzo cenię, więc ten, wiadomix, propsy cieszą. Już nei tyle sam wyimek, co ogólny odbiór. Pozdrox.
  • jagodolas 7 miesięcy temu
    No i jeszcze nie wybrzmiało to, że macie bardzo spoko nicki. Naprawdę szacunek.
  • Justyska 7 miesięcy temu
    Tak się wkręciłam, że nawet nie zerknęłam na komentarze pod kolejnymi częściami. Kiedyś czytałam o sprzedaży nerek w Macedonii, o prostytucji, o okaleczaniu dzieci, żeby lepiej żebrały... o okropnych rzeczach. Tu jest ten klimat, smutku, biedy i wszechobecnego zła, tego z najgorszych koszmarów. Czytam Wasze teksty odkąd jestem na opowi, wiadomo macie poziom i styl, ale to dla mnie jest top. Czekam na ciąg dalszy z obawą o losy Ivy i jej córki.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Jeeej, Justyś, dzięki piękne, to jest naprawdę świetna sprawa widzieć tylu wciągniętych czytelników. Zbliżamy się do końca nieuchronnie. Czy top? Mamy poczucie, że wyszło nie najgorzej, odbiór to potwierdza, ale pogratulujemy sobie po ostatnim zdaniu dopiero :D
    Pozdrawiam również :)
    (R)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Bardzo dziękuję Justyska za śledzenie. W sensie, że tekst ;)
  • pasja 7 miesięcy temu
    Witam
    Początek ukazuje nam krajobraz zimny i bez tożsamości i numerów kwater. Bezimienny. Codzienność przekuta na przetrwanie i nieważne za jaką cenę. Obraz ten jest ponadczasowy. Ochryda może być każdym miastem w dzisiejszym świecie.

    Potem spadł śnieg i poprzykrywał grzechy... śnieg plastrem na sumienie.

    Iva mająca jeden cel poddaje się swoim oprawcom. Jej droga krzyżowa ma zaplanowane stacje, jednak pojawia się jakieś światełko nadziei. Ucieczka. Coraz mniej czasu i ciągła obserwacja... czy pozwoli jej na ten krok.
    Każdy z bohaterów ma własną osobowość wykreowaną przez was i ciężko jest przewidzieć kolejne kroki. Ból i tęsknota za lepszym istnieniem obok nieludzkich eksperymentów zawsze obraca się wokół pieniędzy. Kto je ma ten ma władzę nad biedą. Ten kupuje wszystko.

    Pozdrawiam ciepło
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Pasjo po raz kolejny jestem pod wrazeniem Twojej interpretacji i nostalgicznych refleksji. Bardzo lubię czytać Twoje spostrzeżenia. Dobrze oddają zamysł.
    Dziękujemy pięknie
    Pozdrowienia
    (R)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Jak zwykle z wyczuciem i sporo w punkt.
    Dzięki, Pasją.
  • Maurycy Lesniewski 7 miesięcy temu
    Nobra dotarłem i tu!
    Chwytacie czytającego w sidła i już po chwili nie bardzo może się wyswobodzić, musi czytać dalej.
    Powiem tylko, że jest bardzo spoko, bo idę czytać dalej także nie mam czasu na rozpisywanie się.
    Do usłyszenia w następnej odsłonie :)
    Gwiazdki to wiadomo...
    Kłaniam się :)
  • Ritha & Canulardo 7 miesięcy temu
    Git, Mauryc :)
  • nimfetka pół roku temu
    Dobra, zjawiłam się.
    To samo co przedtem Wam pisałam. Jest to nieziemski kawał literackiej sztuki. Akcja poprowadzona bezbłędnie, obrodzona w piękne sformułowania. Opis wyniszczającej wojny i koszmarnego zubożenia poraża. Żeby wypracować jedno, tak dobre zdanie, musiałabym siedzieć godzinę. Opisy i przemyślenia przepełnione fuzją dobrych smaków, bez przesadnych udziwnień, w sam raz.
    Obranie Ochrydy jako miejsca wydarzeń też chyba nie był wyborem nieprzemyślanym. Kojarzy się wiadomo z jakim wyrazem. To tym bardziej odzwierciedla to, ile pracy i wysiłku poświęciliście na stworzenie tego tekstu.
    Postać Ivy wydaje się tak nieszczęśliwa, ale tym samym, paradoksalnie najszczęśliwsza. Ma Jovanę, jej największą miłość, która przyozdabia życie sensem. Reszta drugoplanowych bohaterów wydaje się być z niego wyzbyta.
    Zainteresowanie bardzo buduje Jovana w postaci narratora, która odnosi się do matki z lekkim dystansem, wręcz niechęcią.
    Niemożliwości tworzycie.
  • Canulas pół roku temu
    O proszę, Nimfetetka była. Dzięki za solidną porcję komentarzowego wyśrubowania w achach i ochach. Nie wiem czy trochę nei za grubo, ale cóż, dzięki wielkie.
  • nimfetka pół roku temu
    Nie no, jakby mi się coś od Was za bardzo nie podobało to napiszę. To nie tak, że jak Canulas i Ritha to muszę się kajać po kostki. Po prostu ten tekst jest dla mnie, najsubiektywniejszym okiem jednym z najfajniejszych.
  • Canulas pół roku temu
    nimfetka, wiem, wiem. Podpuszczam wać pannę. Pisz, pisz
  • Ritha & Canulardo pół roku temu
    Nimf! Dzięki piękne. Miło słyszeć. Jakby coś kiedyś gryzło w tekście to wal. Jeśli siadło, to bardzo się cieszę.
    Staraliśmy się :3
    Pozdrówki
    (R)
  • Nachszon pół roku temu
    Język piękny, wyrafinowany, szczególnie na początku, plastyczny. Wpadający (niestety) w sferę prozy poetyckiej. Oczywiście podziwiam. Serce wreszcie zabiło mi szybciej i zapomniałem, że czytam, niestety dopiero pod koniec. Odczucie pułapki jest tu bardziej intelektualne niż emocjonalne. Przez konieczność podziwu dla języka, który wydaje się być tu często celem samym w sobie, a nie narzędziem, traci się to coś, co każe wstrzymać oddech. Uśmiechnąłem się przy papierosie. Dobry towar mieli:)
  • Canulas pół roku temu
    Początek każdej części jest gestszy. Noo, tak już założyliśmy. Fajnie, że były momenty :)
  • Nachszon pół roku temu
    A i tu mi jeszcze trochę zgrzytnęło:

    Vuk przekartkował zeszyt, wodząc palcem w zapiskach, ale wtedy Ruzica wyłuskała ją sprytnie z jego rąk i odprowadziła za duży biały parawan.

    W pierwszym odbiorze wygląda to tak, jakby Ruzica wyłuskała zeszyt z jego rąk, a "ją" było błędem zaimkowym.
  • Canulas pół roku temu
    Ajjjjj, kurwa, tak. Widzę. Racja. Zara truknę mądrzejszej części teamu o nareperuje.
    Podziękował.
  • Ritha & Canulardo pół roku temu
    Nachsz, walczysz dzielnie dalej, brawo. Nareperowałam babola deczko, czujne oko, bene.
    Dzięki piękne :)
    (R)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania