Poprzednie częściNiepewność. - Prolog  

Pod przysięga. - Prolog

Mężczyzna odbił się od okrągłego stołu niczym piłka od ping-ponga, runął na ścianę i oblizał wargi ze krwi. Próbował wstać, ale jego przeciwnik z lekkością wbił mu przednią część buta w środek kolana. Teraz nawet nie myślał o tym jak uciec, tylko jak powstrzymać palący ból.

 

- Nie mam tych pieniędzy. - załgał niczym pies. Młody chłopak podciągnął się na ścianie z bólem w oczach. Spojrzał na niewiele starszego od siebie mężczyznę, który nie miał żadnego śladu bójki. Podbitego oka, ani zakrwawionej bluzki jak on.

 

- Mojemu szefowi to się nie spodoba. Brałeś to teraz płać. - odburknął ponurym głosem. - Masz czas do jutra. - splunął na ziemię, zabrał broń i już miał otworzyć drzwi kiedy usłyszał głos bruneta :

 

- Jutro też nie będę mieć. - mężczyzna spojrzał za siebie i zaśmiał się szyderczo. Wtem poczuł jak coś mocnego i ostrego wbija mu się w ramię. Dotknął to miejsce palcami, gdzie zaraz później pojawiła się czerwona plama. Nic nie powiedział. Biła od niego wściekłość. Twierdził, że jeśli przedłużył mu dzień zapłaty to powinien być wdzięczny. Tak chciałeś się odpłacić? - pomyślał.

 

- Jak człowiek sam nic nie zrobi to nikt cię nie wysłuży. - wreszcie zerknął przelotnie na chłopaka, który najwyraźniej myślał, że powali swojego przeciwnika jednym ciosem jak on. Ale nie z nim takie gierki. - Tym chciałeś mnie załatwić? - spojrzał na nienaostrzony nożyk wielkości środkowego palca. Młodzieniec, bo miał nie więcej niż 25 lat - wstał na równe nogi, wyprostował się na tyle ile ból mu pozwolił. Drugi zaś bacznie monitorował każde jego ruchy w całkowitej ciszy. Wiedział, że "gówniarz" w samoobronie jest słaby niż samo to znaczenie. Chłopak ściągnął przez szyję wisiorek jakby nagle zrobił się ciężki i nie dawał mu wytchnienia. Rzucił w nim w kierunku blondyna. Mężczyzna spojrzał na wygrawerowane imiona " Carmen i Troy". Może to jego rodzice? Może Carmen to jego dziewczyna, a sam nazywa się Troy? Ciekawość nigdy nie przejawiała się w nim, kiedy miał do załatwienia dłużników. Nic nie wiedział o ich rodzinach, czy mają dzieci czy żonę. To mu pozwalał się bardziej skupić na zadaniu. Wiadomo, że świadomość kogo się zabija dręczy sumienie. Lepiej było nie znać i nie wiedzieć. Ale teraz wiedział. Wiedział, że ma bliskich o imieniu Carmen i Troy. Każdy ma bliskich to wiadome, ale on nie chciał wiedzieć. Teraz wie.

 

Wtem rozległ się strzał w jego kierunku, bardzo nietrafny. Mały odcisk pocisku pozostał z jakiś metr od jego głowy na drewnianej ścianie domku oddalonego z jakiś kilometr od centrum Chester's Mill. Doskonałe miejsce na zbrodnie.

 

I znowu strzał, tym razem bliżej. Mężczyzna ani drgnął tylko spojrzał na bruneta z wyprostowaną ręką, a w dłoni trzymał niepewnie pistolet jakby się go bał, co było widać po oddanych strzałach.

 

- Jeśli dobrze wycelujesz jest szansa, że zabijesz mnie jednym strzałem rozrywając mi serce tym samym pozbawiając mnie tchu. - syknął do niego. - Ale z każdym momentem zwątpienia twoje szansy maleją. Więc, albo przyjmujesz moją propozycję i daję ci jeden dzień na znalezienie kasy, albo to ja pozbawię cię tchu jedną ręką. - mówił na poważnie z nutką cynizmu, chciał by wybrał pierwszą opcję nie zmuszając go do morderstwa. Tak, chciał się usprawiedliwić, bo i tak wiedział, że będzie jego jedynym widokiem jaki dane mu będzie widzieć.

 

Chłopak spuścił głowę, widocznie nad czymś główkując. Odetchnął, przełknął i oddał trzeci strzał, tym razem bardziej celny, bo pocisk trafił z jakieś pół metra od jego przeciwnika. I gdy znowu miał nacisnąć spust, blondyn nie czekał dłużej tylko wykrzywił mu dłoń w nienaturalny sposób i sam oddał strzał w drugie kolano chłopaka. Ten już miał zawyć z bólu, ale mężczyzna złamał mu jednym kopnięciem pięć żeber, które z kolei przebiły lewo płuco. Brunet zachłysną się powietrzem i runął całym ciałem na stół, osuwając się powoli na podłogę.

 

- Dałem ci wybór. - kłamał. Łkał niczym pies. Nie zamierzał mu dawać żadnego dodatkowego dnia na zebranie pieniędzy. Może na początku, zanim go zaatakował. Był gotów tylko na chwilę go puścić, ale strzelił do niego trzy razy. Nie mógł pozwolić, by komukolwiek wypuścił parę z ust. Mógłby mieć kłopoty.

 

Jeszcze raz walną go w podbródek. Tamten nawet nie zająknął się. Zaczął się dusić, a z ust zaczęła wylewać się krew strumieniem. Był przerażony, ale nie miał siły nawet myśleć, co się z nim dzieję. Skutek przebitego płuca, nacierającego na serce. Blondyn nie pierwszy raz widzi kogoś takiego w takim stanie, wielokrotnie widział większe obrażenia zadane przez niego. Tego potraktował nadzwyczaj łagodnie. Zawsze zostawiał swoich wrogów w takich warunkach, by wykrwawili się na śmierć czy umarli w bólu. Ale tym razem coś go drgnęło, spojrzał na wisiorek chłopaka. "Carmen i Troy" - przeczytał w myślach. To było żałosne, ale nie chciał by zmarł w męczarniach. Oddał szybki strzał prosto w środek czoła młodzieńca. Jedyne co zdążył zrobić to wykonać ostatni wydech ze swoich piersi. Brązowooki podszedł do zmarłego i zamknął jego powieki. Zawsze to robił, bo drażniło go jak na niego patrzyły. Zabrał przy okazji wisiorek i schował do kieszeni spodni. Coś podpowiadało mu, by to zrobił. Teraz musiał ukryć ciało, tak by nikt go nie znalazł do momentu gdy nie będzie z jakieś 1000 mil od Chester Mill.

 

Carmen przesunęła dłońmi po przezroczystej blokadzie, która spadła na miasta niczym spodek kosmiczny, oddzielając Chester's Mill od świata. Chciała tym samym sprawdzić, czy " kopuła", bo tak nazwał ją szeryf - jest nietykalna jak twierdzą inni. Przy kolejnym zetknięciu z nią poczuła dziwne wibracje i przerażona odskoczyła na bok. Na niewidzialnej powłoce został odcisk dłoni dziewczyny.

 

- Może kopać. - powiedział chłopak tuż za nią, dokładnie monitorując jej działania, by w razie potrzeby pomóc. Nie chciał tego pokazywać przy dziewczynie, ale bał się, niemal trząsł się w środku na sam widok przepołowionego domu, który pozostawiła po sobie kopuła. Jedna część była po stronie blokady, a druga poza.

 

- To coś oddziela nas od reszty miasta z jakieś 5 kilometrów od ratusza z wszystkich stron. - brunetka rzekła do młodszego o dwa lata brata. Ten, aż na samą myśl utknięcia tu wzdrygnął się. - Ogólnie wszystko wygląda normalnie, tylko...- oboje spojrzeli na równo przepołowione drzewa, domy, ogródki od pozostałej części lasu. - Zaraz będzie tu szeryf Duke. Wróćmy do samochodu. - dziewczyna poleciła i zaczęła iść w kierunku samochodu, który jeszcze przed kilkoma minutami byłby wgnieciony w przezroczysty mur, gdyby nie jej brat. Dziewczyna wsiadła i włączyła radio. Zaczęło nadawać ze stacji Chester's Mill. Carmen gestem ręki zawołała brata. Ten zjawił się natychmiast.

 

" - Tutaj szeryf Duke. Proszę o niezwłoczne pozostanie w domach i nie siać paniki. Kopuła zabrała nam wszystkie 19 dróg wiodących do najbliższego miasteczka. Nawiązaliśmy krótki sygnał z wojskiem, jak się okazała kopuła jest też nad nami, nie da się również przez nią komunikować za pomocą głosu. Powtarzam, nie słychać nas przez kopułę. Proszę się uspokoić i nigdzie nie wyjeżdżać, ponieważ kopuła jest niewidzialna, nie zabezpieczyliśmy wszystkich dróg, co może powodować do kolizji. Będziemy państwa na bieżąco informować i jeszcze raz ostrzegam przed paniką. Równie dobrze mogą to być ćwiczenia wojskowe. Dziękuję. " - audycja dobiegła końca.

 

- Wojsko nie mogłoby do tego dopuścić, to jakiś absurd. - fuknęła, wbijając się w fotel. Chłopak spojrzał pocieszająco na siostrę. - A jeśli to dzieje się naprawdę?

 

- Co masz na myśli?

 

- Coś spadł na nas z nieba.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Tytuł w znaczeniu przysięgi mniejszej (podprzysięgi) czy błąd? Jeśli kropka w środku, to bez kreseczki przed Prologiem.
    Pozdrawiam:)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Jak wyżej. Błąd w tytule rzutuje na chęć dalszego czytania. Złapałem jeszcze przelotem kilka zdań. Cytując klasyka - szału ni ma

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania