Podziemie

Johann von Eisler w milczeniu pił rum, ze wzrokiem utkwionym w siedzącym naprzeciwko Klausie Fiedlerze. Ich oczy przesyłały sobie niemy, tajemny komunikat, czytelny tylko dla nich dwóch.

- Jak za dawnych lat - lekko uśmiechnął się Johann, przysuwając do ust szklankę z rumem - Prawda?

- Hm, tak. Tylko wtedy tak nie knuliśmy.

 

Panowie cicho zachichotali. Klaus wymownie zerknął na wiszący na ścianie dywan, bogato przystrojony przyczepionymi do niego sztucerami i kilkoma innymi sztukami broni strzeleckiej.

- Wtedy nie miałeś takiej obsesji na punkcie tych zabawek.

- Wtedy bardzo interesowałem się tymi zabawkami, ale nie miałem możliwości ich zbierania - uśmiechnął się Johann - Nie jestem pewien, czy to można nazwać obsesją, skarbie.

Klaus skrzyżował ramiona i wymownie rozejrzał się dookoła.

 

Cały dom von Eislera wyglądał jak muzeum. Urządzony był w starym, dobrym stylu (może nawet zbyt starym, dom przypominał średniowieczny zamek), poza tym sprawiał wrażenie, jakby w środku mieszkał jakiś zaciekły myśliwy. Johann posiadał ogromną, imponującą kolekcję broni strzeleckiej. Nie miał już gdzie jej trzymać, dlatego wyjął ją z przesypującego się schowka i każdą sztukę umieścił w jakimś miejscu w domu. W mieście krążyła nawet o nim taka historia - podobno jeśli kogoś nie lubi, zaczyna mu pokazywać swoją kolekcję broni, co jest cichym ostrzeżeniem.

 

Oprócz broni Johann miał również kilkanaście wypchanych głów zwierząt (oczywiście sztucznych), mnóstwo małych, składanych czołgów i innych pojazdów wojskowych, które osobiście złożył, a także wielu, wielu innych rzeczy. Związanych z polowaniami i wojskiem.

Podsumowując - jego dom był prawdziwym muzeum.

 

- Jeśli to - Klaus wskazał na średniowieczny żyrandol zwisający z sufitu - jest twoja pasja, to może powinieneś zostać kustoszem?

Mężczyzna wybuchnął szczerym śmiechem.

- Bardzo zabawne - mruknął Johann - Może jeszcze założyć w domu muzeum?

- Dlaczego nie? Będziesz miał własne. Liberace też zrobił sobie centrum kultury w swoim królestwie.

- A co? - Johann dumnie się wyprężył - Będę drugim Liberace. I będę fantastycznie grać na fortepianie.

- Nie umiesz.

- Umiem!

 

Nagle rozległ się potężny trzask. Von Eisler aż podskoczył.

- Co to było?

- Nie wiem - szepnął blady na twarzy Klaus - Ale się wystraszyłem!

Johann wstał. Wyszedł z salonu zgrabnym krokiem.

 

Mężczyzna jako dziecko bardzo dużo tańczył. Miał niezwykły talent, wszyscy mówili mu, że zostanie sławny, tylko musi dalej ćwiczyć. Lubił taniec. Najczęściej ćwiczył ze swoim ojcem, Ludwigiem. Intensywniej tańczyć zaczął w wieku 15 lat. Postanowił wziąć udział w konkursie organizowanym w Berlinie. Pomyślał, że to dla niego okazja do podszlifowania swojego talentu.

Rzeczywiście, nie pomylił się. Razem z tatą zaczął ćwiczyć naukę foxstrota. Po kilku tygodniach intensywnej, ale bardzo przyjemnej pracy Johann i jego ojciec zdobyli pierwsze miejsce w konkursie, dosłownie miażdżąc konkurencję. To był piękny początek jego tanecznej kariery.

Gdyby nie ta miłość...

 

Johann szybko wrócił do salonu, raczej prawie do niego wbiegł, swoim lekkim, zgrabnym krokiem, wyuczonym przez lata pracy nad szlifowaniem swojego tańca.

Zawsze był blady, ale teraz jego twarz zdawała się bardziej przypominać kredę niż ludzką skórę.

- Co się stało? - Klaus wstał, wyciągając do niego ręce.

- Nie mam pojęcia - Johann złapał go za dłonie, niepewnie spoglądając w okno - Za drzwiami nikogo nie ma.

 

Ponownie rozległ się trzask. Tym razem gdzieś bliżej. Johann poczerwieniał na twarzy.

- Dość tego! - zawołał - Koniec zabawy.

Rozejrzał się po domu. Z wiszącego na ścianie dywanu zdjął sztucer. Usiadł w fotelu i za pomocą srebrnego kluczyka otworzył szkatułkę stojącą na stole.

- Czyś ty do reszty oszalał?! - pisnął Klaus - Co ty robisz?! Po co go nabijasz?! Chcesz kogoś zabić?!

- Spokojnie - uśmiechnął się Johann - Będę się czuł pewniej.

- Co?!

- Ciii!

 

Mężczyzna zamknął szkatułkę i wstał, mocno trzymając w rękach broń. Klaus opadł na fotel.

- Nic nie mów - polecił Johann, wychodząc z salonu.

Klaus mimo wszystko nie potrafił się opanować i w końcu wybiegł za nim.

 

Na zewnątrz było już ciemno i chłodno. Na tarasie zapaliły się światła.

- I co teraz? - szepnął Klaus, mocno przytulając się do przyjaciela.

- Idziemy!

Panowie zeszli po kilku stopniach i stanęli na zadbanej ścieżce z dużych, kwadratowych płyt z kamienia w kolorze szampana. Johann wskazał na sztucer.

- Jesteśmy bezpieczni. Idziemy.

Von Eisler odważnie ruszył naprzód. Klaus szedł tuż za nim, uczepiony jego ramienia jak tonący koła ratunkowego.

Rozległ się kolejny trzask, gdzieś za domem. Johann pośpieszył w tym kierunku. W ogóle nie czuł strachu, gniew wzbierał w nim jak lawa w wulkanie. Mało brakowało do eksplozji.

Klausowi za to serce podchodziło do gardła. Fakt, że Johann miał broń, wcale go nie uspokajał. Wręcz przeciwnie.

Kolejny trzask niemal doprowadził go do zawału. Von Eislef pruł naprzód jak amerykańska rakieta. Na ścieżce pełno było gałęzi. Gospodarz przez jakiś czas nie sprzątał w ogrodzie,

bo pływał w robocie. Gdy wracał do domu, padał na twarz. Nie miał siły na zabawy z grabiami i taczką. Drewniane przeszkody jednak w niczym mu nie przeszkadzały. Sprawnie pokonywał je jak czołg.

 

Byli coraz bliżej tajemniczych trzasków. Klaus był biały jak ściana. Gdy doszli do rogu domu, pociągnął przyjaciela za rękaw satynowego szlafroka.

- Stój, nie idź tam! - pisnął.

- Spokojnie, to nie...

Głośny łopot przerwał mu w pół zdania. Coś jakby peleryna... Klaus jęknął.

- Kto tam?! - Johann w wyciągniętą naprzód bronią wyskoczył zza rogu.

 

Za domem nikogo nie było. Rozwścieczony do granic możliwości Johann zaczął wymachiwać bronią jak szarfą.

- Mam tego dość! - ryknął - I tak cię dopadnę, cholero!

Johann biegiem okrążył dom z wyciągniętym sztucerem. Klaus biegł za nim. Jego twarz wyglądała jak wykuta z białego marmuru.

 

Von Eisler biegł, przeskakując nad gałęziami jak zając. Dobiegli do miejsca, z którego wyruszyli. Wściekły Johann rozejrzał się dookoła. Obrócił się i wrzasnął.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • minasmortis 3 miesiące temu
    Ciekawe co tak przestraszyło Johana :) Mam uwagę do: "Zawsze był blady, ale teraz jego twarz zdawała się bardziej przypominać kredę niż ludzką skórę" - to znaczy że jego twarz zaczęła się pylić, brudzić wszystko i dało się nią pisać po chodnikach? :P Po Twoim ostatnim tekście o Ranczu - "Klaus wymownie zerknął na wiszący na ścianie dywan, bogato przystrojony przyczepionymi do niego sztucerami i kilkoma innymi sztukami broni strzeleckiej." - od razu stanął mi przed oczami salon wójta :D Bardzo fajne opko :)
  • NurgulYesilcayLove 3 miesiące temu
    Dzięki. A co do skóry - chodziło mi o to, że Klaus ma naturalnie jasną karnację, ale w tym momencie był wystraszony i zbladł jeszcze bardziej.

    Cieszę się, że pomyślałeś o salonie wójta z Rancza, takie miało być wrażenie. Dzięki:)
  • minasmortis 3 miesiące temu
    NurgulYesilcayLove Wiem wiem :) tylko tak mi się w pierwszej kolejności skojarzyło z tą skórą :D Planujesz drugą część? Bo ciekawi mnie co tam zobaczyli :)
  • NurgulYesilcayLove 3 miesiące temu
    minasmortis Oczywiście, że będzie druga część:)
    Może nawet dzisiaj?
  • minasmortis 3 miesiące temu
    NurgulYesilcayLove mam pomysł, niech tym co zobaczyli okaże się Solejukowa :D albo lepiej, babka zielarka :D Czekam na rozwinięcie, pozdrawiam i miłego dnia ;)
  • NurgulYesilcayLove 3 miesiące temu
    minasmortis Dziękuję, nawzajem:)
  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    "wypchanych głów zwierząt (oczywiście sztucznych)" - ziomeczek ma ogromną kolekcję broni, a wypchane głowy to podróby? Bardzo mi się to nie klei.
    "wielu innych rzeczy. Związanych z polowaniami i wojskiem." - zbędna kropka. Połącz to w jedno zdanie.
    "wieku 15 lat" - liczby w opowiadaniach na ogół piszemy słownie
    "Sprawnie pokonywał je jak czołg." - przekręcony szyk zdania; czasownik daj na początek
    *krótkie rozjaśnienie:
    Przy zapisie dialogów używamy pauz (—) lub półpauz (–), a nie dywizów (-). Niby to taki drobiazg, ale warto o to zadbać, by tekst był czytelny i estetyczny.
    *przy wtrąceniach dialogowych stawiamy kropki. Po wszelkich dookreśleniach typu "ryknął", "powiedział" itd. należy postawić kropkę, chyba, że to wtrącenie nie kończy zdania, a przerywa je w połowie (jak tu: "- Jeśli to - Klaus wskazał na średniowieczny żyrandol zwisający z sufitu - jest twoja pasja, to może powinieneś zostać kustoszem?") - w takich przypadkach nie stawia się kropki.

    A tak ogólnie całkiem niezłe opko. Urwane zakończenie, atmosfera grozy, trochę zarysowania jakichś dalszych wątków. Aż się prosi o kontynuację w zasadzie. Językowo też w porządku, powtórzeń i innych takich raczej nie było. Piszesz porządnie, ale można jeszcze dopracować pod względem technicznym.
    Pozdro
  • NurgulYesilcayLove 3 miesiące temu
    Dużo rad, nie wiem, czy wszystkie spamiętam:) Wielkie dzięki
  • AlaOlaUla 3 miesiące temu
    Zaznacz, że to 1 cz, żeby czytelnicy wiedzieli z góry, że pojawi się cd.

    Podobało mi się. Urwane w dobrym miejscu. Czekam na odp, co wystraszyło Johanna.
    😇
  • AlaOlaUla 3 miesiące temu
    4.
  • Joanna Gebler 3 miesiące temu
    Bardzo mi się podoba ten tekst, czekam na kontynuację :)
  • NurgulYesilcayLove 3 miesiące temu
    Będzie, będzie:) Mam nadzieję, że zaskoczy

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania