*** (pogwałcone wieko...)
Pogwałcone wieko i spróchniałe deski
bielały w snopie latarki elektrycznej,
kiedy rabuś przykucnięty w stęchliźnie
rozbierał kości ze złotych pierścieni.
Blisko do wschodu, więc drżał na szczurze
wędrówki, mimo woli nadając znaczenia
pokątnym chrobotaniom, szybko ścinał
złocone hafty, obrywał okucia aż do chwili
gdy postronki zerwało zgrzytanie od bramy,
tak nagle, że upadł na sześcioboczną blachę,
a choć obce kroki już rozbrzmiewały przy portalu
kamiennym, jeszcze światłem omiótł cynę
otrzepaną z kurzu i krzyknął ujrzawszy
swój portret trumienny.
Komentarze (4)
Wiersz coś a la Edgar Allan Poe klimaty :)
Lubię Poego, coś jest na rzeczy :)
Intrygująco.
Historia na dobrą prozę ;-)
Dzięki, starałem się skondensować scenę w krótkiej formie:)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania