*** (pogwałcone wieko...)

pogwałcone wieko i spróchniałe deski

bielały w snopie latarki elektrycznej

kiedy rabuś przykucnięty w stęchliźnie

rozbierał kości ze złotych pierścieni

 

blisko do wschodu więc drżał na szczurze

wędrówki mimo woli nadając znaczenia

pokątnym chrobotaniom szybko ścinał

złocone hafty obrywał okucia aż do chwili

 

gdy postronki zerwało zgrzytanie od bramy

tak nagle że upadł na sześcioboczną blachę

a choć obce kroki już rozbrzmiewały przy portalu

 

kamiennym jeszcze światłem omiótł cynę

otrzepaną z kurzu i krzyknął ujrzawszy

swój portret trumienny

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • franekzawór ponad tydzień temu
    Wiersz coś a la Edgar Allan Poe klimaty :)
  • spirytysta ponad tydzień temu
    Lubię Poego, coś jest na rzeczy :)
  • Morf ponad tydzień temu
    Intrygująco.
    Historia na dobrą prozę ;-)
  • spirytysta ponad tydzień temu
    Dzięki, starałem się skondensować scenę w krótkiej formie:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania