Pokażę im wszystko

Wyłuskiwał ochotników spośród kierowniczej kadry lub pracowników korporacji niczym wszy z więziennej głowy. Zawsze chętni do przeżycia kontrolowanego niebezpieczeństwa, pozornie silni i odważni, łatwo godzili się na eksperyment, dodatkowo kuszeni bogatym wodospadem bankowych przelewów. Jeden z nich siedział teraz na drewnianym krześle w jasnym korytarzu. Major stanął w rozkroku naprzeciwko ochotnika i wrzasnął:

– Co to jest?!

Wzrok pacjenta podążył za palcem, a Major przesunął się z frontu na boczną linię, aby odsłonić obiekt.

– Drzwi.

Cztery pozostałe palce rozwinęły się jak skrzydło i dołączyły do wskazującego. Dłoń Majora ze świstem powietrza uderzyła twarz mężczyzny.

– Wiadomo, że drzwi! Jakie drzwi?!

– Białe.

Tym razem zewnętrzna część żołnierskiej ręki strzeliła w policzek nieszczęśnika.

– Każdy głupi wie, że białe! Jakie są te drzwi?!

Dłoń zwinięta już w pięść z tęsknotą czekała na zasadność wewnętrznego pozwolenia.

– Zamknięte.

Pięść rozpostarła się nagle w szeroką łapę kumpla, która niezwykle serdecznie poklepała ramię siedzącego mężczyzny.

– No, pamiętaj. Są zamknięte. Popatrz teraz na nie i pamiętaj, że są… jakie?

– Zamknięte.

Dwadzieścia minut później oficer zawiązał na głowie mężczyzny opaskę, szczelnie izolując wzrok od reszty świata.

– A teraz słuchaj. Tylko słuchaj. Słuchaj tylko tego, co za drzwiami – Major przemawiał z dziwną delikatnością jak guru zapraszający do wspólnego mantrowania.

– Słucham.

Po kilku godzinach to już nie był człowiek z uszami, lecz uszy z człowiekiem, a właściwie uszy bez człowieka. Słuch, pojęcie, które nie ma prawa zaistnieć w materialnym kontekście, łamało zapory ontycznych ograniczeń i tłukło się po kątach trójwymiarowej przestrzeni. Rozpełzało się w generalskim gabinecie, zamieniając w ten sposób zwierzchnika w uległego sługusa Mistrza Czarnej Magii, którego w Majorze dostrzegał Generał. Słuch albo rósł, albo pęczniał, albo się rozszerzał. Gdy proces się kończył, było już po wszystkim. To właśnie wtedy ochotnik zdejmował opaskę, a Major powoli otwierał zwykłe, białe drzwi. Zawał serca, udar mózgu i kilka innych przyczyn nagłej śmierci przeplatało się wśród ochotników jak motyw szlaczka w szkolnym zeszycie. Ten facet zakrztusił się śliną.

Generał wstał ciężko z fotela, przeszedł kilkadziesiąt kroków, po czym trafił w rurę korytarza, aby po kilku minutach znaleźć się na miejscu. Przyjął meldunek oficera o nieszczęśliwym wypadku i w drodze powrotnej spojrzał ukradkiem na zamknięte drzwi.

– Kiedyś się odważę – rzekł w duchu i od razu poczuł drwiący uśmiech podwładnego, który myślał o niej.

Ona. Kiedyś, próbując karcić Majora, pokrywała się bąblami wyrzutów, lecz teraz maszerowała razem z nim na polowanie, gładka i milcząca, choć niepogodzona. Bezsilnie patrzyła, jak demoniczny oficer albo znudzony jednolitym typem ochotników, albo pod wpływem perwersyjnej zachcianki wyłuskuje menela spod dworcowej speluny krytej gwiezdnym dachem.

– Nie chcę kasy – żul storpedował natychmiast propozycję żołnierza. – Dziewiętnaście godzin dla mnie. Duża łaźnia, wygodny pokój do wypoczynku, dżinsy, koszulka, sandały, wszystko średniej marki i kosmetyki z półki wyższej niż najwyższa.

Zaczął grzebać w kieszeniach śmierdzącego płaszcza.

– O! tu jest lista.

Oficer kiwnął głową na znak zgody, dziwiąc przy tym się rozjazdowi między płynnością wypowiedzi a niechlujnym wyglądem.

Razem z nimi szła ona. Major słyszał jak prosiła, błagała: „Nie bij mnie, nie zmuszaj do radości, która boli innych”, lecz już dawno zawiązał na supeł worek litości i rzucił w kąt zapomnienia. Nienawidził i kochał za jej matkę-wróżbitkę, której, jedną częścią skołtunionych uczuć, wstydził się i którą, inną częścią duszy, podziwiał.

Nagle osłupiał.

– Kim pan jest?! – ledwo powstrzymał cisnący się okrzyk.

Kilkanaście godzin dokonało cudu; stał przed nim czysty, wyprostowany. Szeroka, choć nie potężna klatka piersiowa wiła się ładną linią w stronę ramion, aby rozpłynąć się w supełkach barków, bicepsów i tricepsów. Szeroki uśmiech z pełnym, białym, garniturem zębów łagodził postać i czynił ją w jakiś sposób bezbronną, nieśmiałą i niewinną. Wokół roznosił się nienachalny powiew świeżości. Major zjechał nagle z wyniosłej arogancji windą w dół do samej piwnicy poniżenia, a na kostkach dłoni pojawiło się stęsknione swędzenie. Zrezygnował z rytualnych dwóch gestów i od razu zwinął rękę w pięść.

– Co to jest? – zapytał, gdy mężczyzna już siedział i zgiął przed nim łokieć gotowy do szybkiego wyprostu.

– Drzwi.

– Jakie drzwi?!

– Zamknięte.

– A teraz słuchaj, tylko słuchaj tego, co za drzwiami – Major przemawiał z mantryczną łagodnością, zawiązując na oczach mężczyzny opaskę.

Słuch, pojęcie, które nie ma prawa zaistnieć w materialnym kontekście i tym razem złamało ontyczne zapory, po czym wdarło się do gabinetu Generała. Nie rosło, ani nie pęczniało. Kwitło, piękniało, łagodziło. Generał siedział odprężony. Wreszcie zniknęło. Oficer wstał i powędrował rurą korytarza.

– Gdzie Major? – zapytał siedzącego na fotelu człowieka.

– Za drzwiami – odparł z uśmiechem mężczyzna.

– Jak to?

– Gdy zdjąłem opaskę z oczu, patrzył na mnie bez słowa. Nie wiem, kilka minut. A potem wrzasnął: „Wycisnę z niej wszystko, wszystko!”. Wpadł, tam, za drzwi i zatrzasnął je za sobą kopniakiem.

Generał usiadł obok.

– Człowieku, widoku tego, co tam jest, nie przeżył jeszcze nikt. Powiedz mi proszę, co tam jest?

– Przecież pan wie, Generale.

– Powiedz mi proszę. Co tam jest?

Żul wzruszył ramionami i odparł z uśmiechem:

– Nic.

Spod białych, zamkniętych drzwi sączyły się strużki papilarnych linii.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • TrzeciaRano 2 tygodnie temu
    Podobno się pozegnales?
  • Nachszon 2 tygodnie temu
    Tak, teraz już tak. Potrzebowałem kopniaka w dupę, wiesz takiego na szczęście przed wyjściem. Dzięki Ci śliczne:)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    "Co to jest?! – wzrok pacjenta podążył za palcem, a Major przesunął się z frontu na boczną linię, aby odsłonić obiekt." - wzrok chyba z wielkiej.


    Mam dwa skojarzenia. Pierwsze to z opka Junting (Szkieletowa załoga - S. King), ale to tak trochę. Bardziej tu mi pasuje do opowiadania Kerchuma ze zbioru Królestwo Spokoju. Tytuł opka (chyba) Głód. Albo może - Pudełko". Nie pamiętam.

    W każdym razie chodziło o to, że ktoś tam zajrzał do pudełka i przestał jeść i tak po kolei. Wiem, brzmi głupio, ale opko magia. Tutaj również.
    Bardzo lubię takie rzeczy.
  • Nachszon ponad tydzień temu
    Ok. Skoro już wrzuciłem tekst z jakiego powodu i ktoś go raczej chyba na pewno skomentował, to zignorowanie tego faktu byłoby niegrzecznością. Zatem dziękuję za wskazanie błędu. Opowiadań, o których Can mówisz nie czytałem (zaczerwieniłem się chyba). Tu drzwi, a może pomieszczenie za nimi pełnią rolę ważną i niemożliwą do pominięcia, ale drugorzędną. W pierwotnej wersji dałem inny tytuł oraz motto, które uznałem, że mówi jednak zbyt wiele. Tak więc motta nie przytoczę, natomiast tytuł roboczy brzmiał: "Gesty wypełnienia". Zbyt jednak patetyczny i zbyt wiele mówiący:) Co do faktu pożegnania. Cóż może próbowałem nasikać na ognisko, co uważam za ohydę i brak szacunku dla potężnego żywiołu. Niech ten ogień wypali się sam.
  • Ozar 2 tygodnie temu
    Cześć. Kurde dlaczego wyrzuciłeś teksty, były całkiem dobre. No i mam nadzieje że wrócą, a do tego brakuje mi twoich bardzo mądrych komentarzy. czyli wrzuć teksty i wracaj na opowi, bo takich jak ty niewielu tu jest. 5 z nadzieją!
  • Nachszon ponad tydzień temu
    A bo ja Cię Ozar nie lubię i dlatego, o!:) Dzięki.
  • Ozar ponad tydzień temu
    Nachszon E tam nie lubię, W to akurat nie wierzę. Może i różnimy sie w wielu sprawach, ale zaraz nie lubię!! Ja nigdy nie usuwam swoich tekstów. Dlaczego? Bo tych historycznych się nie boje, mam jakąś tam wiedze, a co do prozy to czekam na komentarze i poprawiam . wsio i tyle.
  • konfiguracja 2 tygodnie temu
    Przejmować się beknięciem gniotpindy przed porankiem... Nach, doprawdy, niemęskie linie papilarne ;)
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Bardzo ciekawy, zmyślnie ujęty koment, ale jednak nie sądzę, żeby sir Nachszon wyoutował się w oparciu o potrzaskane serduszko. Dużo większy rozmiar kapelusza.
  • TrzeciaRano 2 tygodnie temu
    Spierdalaj :)
  • konfiguracja 2 tygodnie temu
    Olimp - Stress Control. 1 pigułka przed snem. Wstaniesz wypoczęta, świat wypięknieje. Język odetchnie.
  • Nuncjusz 2 tygodnie temu
    konfiguracja można to kupić bez recepty?
  • konfiguracja 2 tygodnie temu
    Nuncjusz, tak. Nawet często polecam swoim pacjentom, ale na Ciebie nie zadziała, masz za duży gabaryt neuronowy.
  • Nuncjusz 2 tygodnie temu
    O kurde ;-;
  • konfiguracja 2 tygodnie temu
    Nun, Nach - karma sokoła, pooglądajcie sobie, naprawdę działa odprężająco:

    https://www.youtube.com/watch?v=U-lSHmmeMUE
  • Nachszon ponad tydzień temu
    konfiguracja, Zajebiste. Boże, kiedy ja ostatnio na Bielanach byłem? Kilka lat temu na Cuprum Cup (mistrzostwa karate kyokushin - strasznie Japończycy dostali wtedy od Polaków i Litwinów).
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Nachszon... a tak się ucieszyłam po wejściu w spis treści. :(
    Wracaj mi tu natychmiast! Bardzo, ale to bardzo mi Ciebie brakuje! Czyje zdanie ważniejsze? Pierwszej userki, czy nasze poniżej?
    Nachszonku, please...
  • TrzeciaRano ponad tydzień temu
    Czyje zdanie ważniejsze? Pierwszej userki, czy nasze poniżej? - a w czym jesteś lepszy że twoja opinia jest naj? Stwierdziłam tylko fakt, po co lzawe pożegnania i podziękowania innym skoro się nie odeszło? Brak konsekwencji i obrażanie się, bo ktoś powiedział prawdę. I usuwanie od razu tekstu. Dziecinada, a podobno facet starszy.
  • Nachszon ponad tydzień temu
    TrzeciaRano Facet nie starszy, tylko już kompletnie stary, niedowidzi, niedosłyszy, nie bardzo wie, co robi. Taki rytm życia dziecino. Pracujesz w korporacji, to Cię wkurwiło?:)
  • TrzeciaRano ponad tydzień temu
    Nachszon dzieciny to kieruj do swoich bąbelków, ja wyrosłam już z kołyski. Nic mnie nie wkurzyło to Ty zamiast napisać, że widocznie zateskniles za pisaniem obraziłes się jak babol i usunąłes tekst.
  • Nachszon ponad tydzień temu
    TrzeciaRano, hmm czy obraziłem się jak babol?

    Czy obraziłem się jak babol?

    Może tak
    Może nie
    Tak naprawdę
    Chuj to wie

    Umiesz pisać takie ładne wiersze?:)
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Canu, masz ten utwór? Skopiowałeś?
  • Canulas 2 tygodnie temu
    Nie. Nie kopiuję bez pozwolenia. Wiem, debilizm, nikt nie sprawdzi, ale no, taki defekt. Z dobrych wieści to, że jeśli uda Ci się nawiązać kontakt z mr. Nach i poprosisz, możliwe, że wklei. Raz już tak było.
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Nachszon... proszę.
  • Nachszon ponad tydzień temu
    Wrotycz wedle życzenia
  • Canulas ponad tydzień temu
    Nachszon, mówiłem, że to działa. Się znam.
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Dziękuję, Nachszon:) Może będziesz żałował, czytając to, co poniżej, ale... każda decyzja niesie ze sobą ryzyko niemiłych doświadczeń.
    Przez ostatnie pół godziny rzucałam w notatniku myśli wywołane lekturą. Zaraz je wkleję, choć niezbyt pasują do tytułu. Nie raz, nie dwa mijałam się z Twoim zamiarem, niemniej zawsze miałam i tak satysfakcję układając nawet błędnie odkodowane frazy. Wiem, to egoizm interpretacyjny, coś z życia trzeba mieć.
    Aha, wybacz chaos zapisu i styl, ale to była rozmowa z tekstem i ze sobą samą. Nic nie poprawiam, wklejam na żywca mój mózg.


    Jeżeli Major (btw zastanawiająca pisonia stopnia -wielką literą) stał naprzeciwko pacjenta (w eksperymentach medycznych chyba nie ma pacjentów, raczej obiekty doświadczalne... więc prawdopodobnie chcesz zaznaczyć, że korpoludek, jak i cała jego nacja, to chory człowiek/ludzie), to jak mógł wskazywać zasłonięte swoim ciałem drzwi? A może wskazywał palcem siebie? Major = drzwi?

    Hm. interesująca jest również sytuacja odnośnie woli. Czy pacjent był unieruchomiony?
    Cwiczenie wstępne - ćwiczenie pięścią – jak odruch Pawłowa – zmusi do precyzji? Wyłowienia cechy najważniejszej obiektu? Drzwi częściej są zamknięte, czy otwarte? W naszych realiach obyczajowo-pogodowych jednak ta pierwsza opcja. Białe na pewno są rzadkie, mam na myśli wejściowe.

    Aha, doznanie agresji ('pięść') i lęk przed powtórką wyzwala lęk, który zmusza siedzącego do natężania słuchu. I teraz serwujesz kapitalny chwyt: materializujesz pojęcie słuchu, cudne to tłuczenie się po kątach trójwymiarowej przestrzeni.
    Tłukło się i rozpełzało... również wpełzło do gabinetu Generała (i znowu wielka litera, może stopnie wojskowe to imiona Władzy nad człowiekiem, bezpośredniej, bezwzględnej), i tu rosło, pęczniało, rozszerzało się. A Generał to widział? Czuł? Słyszał? Fenomenologia percepcji słuchowej?
    Intencjonalność między czym tu właściwie? Przecież, jak rozumiem, pacjent nasłuchiwał, ale nic nie słyszał. W innym przypadku, jego słuch aż tak by się nie natężał.
    Bezzałożeniowość Husserla uzyskana w eksperymencie Maga Majora? Wycięcie z percepcji wszystkiego poza słuchem, a więc kreacja ('widzenie świata uszami' - jak częściowo ma to miejsce u niewidomych) na styku: słuch – wyobraźnia?
    Sama pytania, nie mam pojęcia, czy dobrze kombinuję, czytam dalej.

    Aaa... umierali po otwarciu drzwi, bo zobaczyli swoje wykreowane w mózgu okropieństwa? Po biciu Majora, czegoż się spodziewać?
    A może coś tam było naprawdę?
    Generał też się boi? Czyli niewtajemniczony. Wiara... a może koncept opka dotyczy zasadności wierzeń? Mamy się bogów bać i wskutek wyobrażeniowych wizji się naprawdę boimy. Ale dlaczego ma się umrzeć... dajesz popalić, Nach. Sugestia, że śmierć jest za białymi drzwiami? To znaczy, dopiero śmierć pozwala na weryfikację zasadności wierzeń?

    Ona? Uhu... pokazuję wszystko, co chcą zobaczyć? Korpoludkowie raczej w ateistycznych poglądach, zatem śmierć dla nich złem najwyższym (pod warunkiem, że żyć im się chce). Oj nie wiem, błądzę.
    Ona to śmierć? Ją oswoił Mag-Major? I spowodował, że miała wyrzuty?
    Nie bij, nie zmuszaj do radości, która boli innych... tu by się zgadzało. Z jednej strony śmierć się cieszy, ze swego żniwa, ale po uosobieniu (zapewne przez MM) ciągle tą złą być nie chce, MM musi ją zmuszać do 'pracy'.

    Ale kim jest jej matka-wróżbitka, którą pozbawiony litości MM i kochał i nienawidził, i się wstydził i podziwiał? Stara, pogańska wiara? Pytia wśród wyziewów w jaskini? Naiwne zabobony a spełnianie się wróżb – w kontrze do jego nowoczesnej psychologii sterowania umysłem innych? I te bąble wyrzutów Onej to niszczenie proroctw matki?
    Matki Ananke? MM stanął powyżej Losu?

    O, nowy bohater – żul, czyli zdecydowana kontra do wizerunku korporacyjnego. Specyficzny menel, może na własne żądanie bytuje wśród śmietników, lecz teraz chyba zapragnął zmiany/raczej powrotu do poprzedniego statusu. Może też był korpoludkiem i zapragnął wolności od korporacyjnych zależności? Wyczyścił mózg, lecz ubrudził fizyczność.

    :) Dobrze podejrzewałam, że nie bojąc utraty statusu, nie bał się niczego, jego 'słuch' był inny. Odprężony, bezzałożeniowy, dlatego nic nie zobaczył, a jeśli dostrzegł to dobre oblicze śmierci.

    Pytanie: jaki związek łączy Generała z Magiem? Taki jaki w historii Władzę z Władzą religijną. Albo po prostu narzucającymi widzenie świata a podwładnymi, którzy w lęku utraty czegoś, słyszą/widzą zagrożenie. Słuch wychodzący poza swoją ontologię jest efektem założeń ludzi zindoktrynowanych lękiem.

    Ale co MagMajor chce wycisnąć z Onej? Hm. Jeśli sobie założyłam, że to śmierć, to eksperymentator chce do końca ją poczuć, czyli umrzeć.
    A jaki był cel/sens doświadczeń Majora z korpoludkami? Poza wskazaniem skuteczności metody prania mózgu, chyba uzależnienie od siebie Generała. Miał też się bać tego, co za drzwiami. Nad czym panował podwładny – Major.
    Nie ma rozdziału państwa od kościoła.

    ___________________________

    Nie zanudziłam? Dzięki za powrót.
  • Nachszon ponad tydzień temu
    Nie zanudziłoś Wrotycz, interpretacja cud, malina, przeczytałem trzy razy z zafascynowaniem. Nigdy nie wiem (poza tekstami, które niosą prosty, precyzyjny przekaz), jaka interpretacja jest właściwa. Nie ma takiej według mnie, wszystkie są właściwe, jeżeli są spójne logicznie. Po wypuszczeniu tekstu, autor przestaje być jego właścicielem. Natomiast wydaje mi się, ze opowiadania interpretacyjnie jawią się autorowi w najprostszej postaci, aby miał komfort technicznego ogarnięcia. To jak z równaniami matematycznymi. Patrzysz i ręce opadają, ale jak sprowadzisz do najprostszej postaci, stają się banalne. Tylko, że tutaj jest odwrotnie. Najpierw jest postać najprostsza w główce autora, a potem rozrasta się do interpretacyjnych złożoności w odbiorze czytelników. Im więcej tej złożoności jest możliwe, tym lepsze opowiadanie. I rzecz ciekawa, ono (opowiadanie) tę złożoność ma naprawdę, ale gdyby spadło takim stopniem komplikacji na piszącego, nie poradziłby sobie, więc autor sam często nie ma pojęcia, co tak naprawdę niesie tekst.
    To tyle na temat metatekstu.
    I teraz waham się, czy ujawnić, jak mi się okazało to opowiadanie, bo sprawa jest naprawdę prosta.
    Ale co tam.
    Wielkie litery to zwykły zabieg techniczny, wyizolowanie z rzeczywistości postaci wojskowych do przestrzeni opowiadania, sankcją jest więc tylko to, że normalnie bytując w świecie, tym razem znaleźli się w przestrzeni literackiej, co jest swego rodzaju wyróżnieniem. Zatem nie jakiś tam major i nie jakiś tam generał, ale ten Major i ten Generał, którzy akurat mieli zaszczyt trafić tutaj.
    Ważne, najważniejsze są gesty. Stań przed pustym krzesłem i wyobraź sobie, że jesteś tym Majorem. Wyobraź sobie, że za Tobą są drzwi, które prowadzą do jakiegoś pomieszczenia. I teraz: paluszek wskazujący wyciągnięty, pozostałe cztery palce zwinięte. Pacjent (nazwa tak naprawdę przypadkowa, trochę ironiczna) patrzy na palec; rodzaj minihipnozy, teraz rozwiń pozostałe palce, pokaż całą dłoń. Pacjent choćby kątem oka spojrzy właśnie na dłoń, bo jest ruch. Uderz (nie bij proszę nikogo w rzeczywistości) całą dłonią w twarz wyimaginowanego pacjenta. Izolujesz go od świata, karząc koncentrować się na bólu i Twojej agresji, wzmacniasz zabieg, uderzając z drugiej strony. A potem każesz slłchać tego, co pokazałoś mu w geście otwartej dłoni, on projektuje to na przestrzeń pokoju (zwracam uwagę na otwartą dłoń - można wróżyć z fusów, można wróżyć z...). Masz matkę- wróżbitkę, której nienawidzisz (obok innych uczuć), przez wstyd, a wstydzisz się jej, bo masz tę samą przypadłość. Człowiek nie musi widzieć jakichś okropności. Motorem życia jest tak naprawdę Tajemnica i jeżeli jej zbraknie, jeżeli człowiek będzie wiedział już wszystko, życie straci zasadność. Nie ma sensu uczyć się czegokolwiek, jeżeli wiesz już wszystko. Żul. Zauważ proszę, że w tym przypadku Major nie pokazuje otwartej dłoni, od razu zwija rękę w pięść. Prawdopodobnie sam uświadomił sobie różnicę tych gestów wobec tamtych i wobec żula, prawdopodobnie teraz dopiero zrozumiał, czym jest jego... A teraz spróbuj odpowiedzieć Wrotyczu moje drogie, kim jest tak naprawdę ona w tym równaniu o najprostszej postaci:)
    Dzięki Ci śliczne.
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Major + pacjenci + Ona = literatura

    (Nachszon + czytelnicy + teksty Nachszona = pełne pojęcie literatury)

    Autor + teksty + czytelnicy = literatura.

    Ale dla mnie, jeśli pamiętasz, trzecim składnikiem może być tylko autor jako pierwszy i jedyny czytelnik.
    Nic więcej w tej chwili nie ułożę, za dużo jest komplikowania tego równania w opku. O coś innego chodzi, ale nie dam rady, ciężki dzień.
  • Nachszon ponad tydzień temu
    Chodzi o to Wrotyczu moje drogie, aby tekst sprawił przyjemność Czytelnikowi. Intelektualną, emocjonalną. Reszta to dodatek.
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Nachszon, daruj sobie protekcjonalność :) Pokaż pięść, gesty mogą pokazać prawie wszystko. W tym mimika, jednak bardziej zależna od wnętrza. Po symbolicznej kąpieli w uśmiechu Żula jest bezbronność, nieśmiałość, niewinność.
    Cechy, które najwyżej cenisz. Fakt, coraz rzadsze dobro. Ona - czysta dusza żula i druga Ona - skalana złem dusza Majora. Cisi wejdą do Królestwa Nieba. Są w stanie rozpoznać prawdę.
    Wiesz, typowe dla intelektualistów z garbem wiedzy.
    Ale faktycznie, te cechy szczerego, naturalnego uśmiechu są takie prawdziwe, są nieuświadomioną bronią i zachętą czystych twarzy.
    Język, gest kłamie, odruch z serca nie.
    Biedny Major.
  • pkropka ponad tydzień temu
    Witaj Nachszon.
    Wciągnęłam się w czytanie. Ciekawie zbudowałeś fabułę i postaci.
    Ze skojarzeń: zabijają nas oczekiwania. Zawsze czegoś oczekujemy, lub ktoś oczekuje od nas. Nawet, jeżeli spodziewamy się najgorszego i to nie nastąpi, to następuje konsternacja.
  • Nachszon ponad tydzień temu
    Dzięki Kropeczko. Jakie to miłe "wciągnęłam się w czytanie". Nic lepszego dla autora, jak zainteresować Czytelnika. Refleksje baaardzo ciekawe, nie myślałem w ten sposób nigdy o oczekiwaniach. Dziękuję Ci ślicznie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania