Poprzednie częściPokochać na nowo  

Pokochać na nowo

Zaraz po świętach znalazłam ekipę, która ostatnim razem remontowała ośrodek. Byli bardzo dokładni i precyzyjni w stosunku do wykonywanej pracy. W ciągu tygodnia uwinęli się ze wszystkim. Ściany miałam umalowane, podłogi wymienione i zrobioną siłownię. Byli na tyle uprzejmi, że wyczyścili saunę i ją odnowili oraz wymienili wodę w basenie. Mogłam powoli szykować się na otwarcie ośrodka.

 

Od kilku dni, próbował dodzwonić się do mnie mój dziwkowaty mąż. Za każdym razem, odrzucałam połączenia. Nikt nie wiedział, gdzie jestem i mnie, to cieszyło. Miałam spokój, ciszę i nie musiałam patrzeć na gęby podłych ludzi. Sącząc słodkie wino przy kominku, moją ciszę i mój relaks, przerwał sygnał dzwoniącego telefonu. Leniwie podniosłam się z futra białego niedźwiedzia i spojrzałam na wyświetlacz. Szybko odebrałam i wróciłam na przyjemne futerko.

 

- Gdzie ty zniknęłaś? Zdajesz sobie sprawę, że się martwiłam o ciebie? - moja jedyna i wierna przyjaciółka, z drżącym głosem przemawiała do mnie.

 

- Emma, przestań panikować. Jestem cała i jestem w ramionach cudownego niedźwiedzia — zaczęłam po cichu się zaśmiewać. Szybko zrobiłam sobie selfie i wysłałam zdjęcie do przyjaciółki.

 

- Jaki niedźwiedź? Co to, za dupek? Darius cię szuka, a ty zdradzasz męża? - była już dość nerwowa. Gdyby tylko znała prawdę, nie byłaby taka zła.

 

- Spójrz na fotkę — powiedziałam z uśmiechem. Zapadła cisza. Czekałam na jej wybuch oburzenia, że byłam w tym cudnym miejscu bez niej.

 

- Vici, jak mogłaś wyjechać beze mnie! - wyobrażałam sobie, jak ze złości tupała nogą — Gdzie ty jesteś?

 

- Daleko od wszystkich i wszystkiego. Jestem w moim osobistym raju na ziemi, gdzie nie ma podłości, pieprzących się mężów z siostrami żony...

 

- Co ty pieprzysz? Darius cię zdradził? - bolała mnie zdrada, nie mogłam temu zaprzeczyć, ale nie był to dobry moment na rozmowy o moim małżeństwie.

 

- Weź urlop i przyjedź do mnie na sylwestra.

 

- Chętnie przyjadę, tylko gdzie?

 

- W Alpy, do pensjonatu mojej babci — Emma z pewnością skakała z radości.

 

- Będę jutro.

 

- Em! Tylko nic nikomu nie mów, gdzie jestem, dobrze? Najlepiej byś zrobiła, jakbyś udawała, że nie mam z tobą kontaktu.

 

- Dobrze, ale jutro mi wszystko opowiesz na skórze misia, a teraz wybacz, ale lecę się pakować — zerwała połączenie, a ja położyłam się wygodnie przed kominkiem i przykryłam się kocem. Zasnęłam przy dźwięku ognia.

 

Obudziłam się w środku nocy, bo wydawało mi się, że ktoś dobijał się do drzwi. Wstałam, zabrałam pogrzebacz i ruszyłam zobaczyć, kogo licho niosło. Po cichu doszłam do drewnianych drzwi i spojrzałam przez okienko. Po drugiej stronie stał mężczyzna z walizką i nerwowo stąpał z nogi na nogę. Zapaliłam światło i ostrożnie otworzyłam z zamku drzwi. Spojrzałam na mężczyznę, który trząsł się z zimna. Miał około stu dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu, ciemne blond włosy, oczy wydawały się ciemne. Jego twarz pokrywał zarost i wyglądał jak kochanek z moich erotycznych snów. Podziwiałam jego piękną urodę, kiedy jego usta się rozchyliły i wydobył się z nich męski głos.

 

- Proszę wybaczyć mi to najście o tak późnej porze. Powiedziano mi, że pani nie długo otwiera pensjonat, a moją rezerwację w hotelu ktoś przeoczył. Mogę się u pani zatrzymać? - cały się trząsł z zimna, ale kto mądry wybiera się w cienkich rzeczach w góry.

 

- Proszę wejść do środka — wszedł, a ja zaprowadziłam mężczyznę do salonu i usadowiłam go przy kominku, by się rozgrzał. Odłożyłam pogrzebacz, tak żeby mężczyzna nie widział.

 

- Dziękuję pani bardzo. Nie sądziłem, że będę musiał przemierzać jakąkolwiek drogę w śniegu — powiedział, rozgrzewając dłonie przy kominku.

 

- Zaraz przyniosę gorącej herbaty z cytryną — obdarzył mnie pięknym uśmiechem, a ja szybko ruszyłam do kuchni wstawić wodę.

 

Nie planowałam przyjmować gości, ale patrząc na przystojnego mężczyznę i do tego zmarzniętego, nie miałam sumienia mu odmówić. Naszykowałam dwa kubki z herbatą i udałam się do salonu. Jego twarz odzyskiwała naturalny kolor. Wręczyłam gościowi herbatę, a on ponownie uśmiechnął się do mnie.

 

- Chciałem panią serdecznie przeprosić za wproszenie się do pensjonatu, ale nigdzie nie było wolnych miejsc — upił ciepły płyn z kubka.

 

- Domyślam się, bo zawsze o tej porze roku, zwłaszcza przed sylwestrem przybywają tłumy.

 

- Nawet się nie przedstawiłem — wyciągnął do mnie dłoń — Jestem Walter Braun — podałam mężczyźnie rękę, która była ciepła, a skóra delikatna.

 

- Victoria Williams — uśmiechnęłam się do niego.

 

- Piękny masz ośrodek wypoczynkowy. Słyszałem, że po długiej przerwie znowu go otwierasz — nie sądziłam, że w tak szybkim tempie przejdziemy na ty.

 

- Kiedyś prowadziła go moja babcia, ale gdy zaczęła chorować, to była zmuszona go zamknąć. Po pięciu latach postanowiłam na nowo otworzyć ukochane miejsce babci.

 

- Piękne miejsce twoja babcia wybrała na ośrodek. Widoki są przepiękne — wypiłam herbatę i odstawiłam kubek na pobliski stolik.

 

- Idę przygotować pokój, bo nie powlekłam jeszcze pościeli. Nie spodziewałam się pierwszych gości — odwróciłam się i poszłam do pokoju, by go przygotować.

 

Wyjęłam czystą pościel, która pachniała fiołkami oraz ręczniki. Kiedy uporałam się z łóżkiem, szybko przetarłam kurze z komód i podkręciłam grzejniki, by w pokoju zrobiło się cieplej. Sprawdziłam jeszcze łazienkę. Brakowało mydła, więc szybko wyjęłam z pokoiku gospodarczego i położyłam przy umywalce. Wszystko było gotowe na pierwszego gościa.

 

- Pokój gotowy — powiedziałam do Waltera.

 

- Dziękuję ci. Rano załatwimy opłaty za mój pobyt — postawił pusty kubek i wstał z kanapy.

 

- Na długo chcesz się zatrzymać? - zapytałam z ciekawości.

 

- Jeśli nie będzie problemem, to chciałbym zatrzymać się na miesiąc. Prowadzę sprawę i nie wiem ile mi zajmie ona czasu.

 

- Nie ma problemu. Śniadanie o ósmej — wskazałam mu pokój, a sama wzięłam się za porządkowanie salonu.

 

Zmęczona padłam na łóżko. Na zegarze widniała godzina trzecia. Nastawiłam zegarek na siódmą, bo musiałam zrobić śniadanie i później pojechać po zakupy. Powinnam pomyśleć o zatrudnieniu kogoś do pomocy. Przyłożyłam głowę do poduszki i odpłynęłam w sen.

 

Rano, kiedy budzik zadzwonił, otworzyłam leniwie oczy. Czułam się tak, jakbym dopiero, co oczy zamknęła. Chciałam, czy też nie, musiałam wstać i iść zrobić śniadanie dla przystojnego gościa. Wzięłam szybki prysznic i się ubrałam. Gotowa, poszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę. Nie miałam za dużego wyboru produktów. Zrobiłam twarożek ze szczypiorkiem, ugotowałam jajka na miękko i tosty z dżemem. Zaparzyłam w ekspresie kawę i kiedy kończyłam śniadanie, wszedł mój gość. Wyglądał jak model z wybiegu w nienagannym ubiorze. Miał na sobie szary garnitur w kratę, śnieżnobiałą koszulę i łososiowy krawat. Włosy miał idealnie ułożone i pachniał cudownie. Przełknęłam ślinę i oczami wyobraźni, rozbierałam go całego.

 

- Dzień dobry Victorio. Cóż, to za piękne zapachy wydobywają się z kuchni? - usiadł przy stole i lustrował mnie od góry do dołu.

 

- Wybacz, ale nie spodziewałam się gości i za dużego wyboru na śniadanie nie ma — postawiłam przed nim jedzenie, które zrobiłam i nalałam mu kawy.

 

- Wszystko wygląda apetycznie. Już dawno nie jadłem takiego śniadania — obdarował mnie tym swoim pięknym uśmiechem i zaczął jeść.

 

- Smacznego — powiedziałam i napiłam się kawy.

 

- Twarożek jest przepyszny — spojrzał na swojego roleksa — Niestety, muszę iść. Wrócę koło osiemnastej i wszystko ustalimy — wziął jeszcze tosta i łyk kawy.

 

- Do zobaczenia — wyszedł, a ja opadłam na pobliskie krzesło.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania