Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Anhedonia

Bezsilność. Upchaną za hartowanym szkłem z pulsującej biernością, pozornej empatii, wsza, przenosząca zarazę. Przepełniona stężeniem odczuć zbyt wysokim, by można je rozdzielić, porozlewać do osobnych naczyń i nie poparzyć się przy okazji. Szydzi z innych uczuć – złości, strachu, pochodnych, niczym rasowa harcerka zawiązująca supeł na tyle solidnie, by wykluczył ruch. W efekcie powoduje dyskomfort, jakiś taki nieokreślony, pokryty nalotem w najbardziej wyświechtanym odcieniu szarości. Wyblakły dzień, zamglone odbicia, brak celu i cele, których sens rozmył się w tafli codziennego tła. Daremne starania, gdy cykl okrążania horyzontu, wschodząc i zachodząc, nuży, otumania, koniec końców proszkując ostatnie grudki chęci. A potem ochota, by napisać, że ktoś kogoś zabił, kogoś nienawidzi, sam wciąż żyjąc niesiony falą własnych mocy. Co za brednie. Ach, znów nikt mnie nie zrozumie. Uczucie pustki, ssania, braku niezidentyfikowanej materii, która powinna wypełnić, nadać kształt, dać się uformować. I każdy lepszy dzień powstający na bazie autooszustwa. Aż jest mi niedobrze. Bal maskowy, banda przebierańców z przyklejonymi do twarzy wizerunkami, a w tym wszystkim doktor plagi*, przebrany za ptaka, bo dżuma łapie ponoć tylko ssaki. Napcham w dziób ziół, by się przed nimi zabezpieczyć. Ubiorę skórzane rękawice i buty, otoczę się murem i fosą, a potem zdechnę przeżarta na wskroś samą sobą. Przyśni mi się szereg dni nieobecnych, coś poczytam, popiszę, pobędę, przeczekam. Wykrzyczę niemym wrzaskiem kilka plwocin jadu. Splunę, przełknę, poczuję smak soli. Popłaczę w pościel, którą miałam zmienić tydzień temu i wstanę, zachęcona rześkością nienaruszonego dnia, w trochę mniej nijakim odcieniu szarości, zmęczona na tyle, by odciąć falę kulminacji. Poszatkuję plewy, sama będąc chwastem. Najgorsza jest ta nicość, bylejakość doznań. Bo nie mam siły tańczyć, nawet gdy melodia sprzyja. A może to nie niemoc, a lęk o parkiet z lodu. Być może to wszystko jest tylko projekcją, odbiciem wnętrza, sprzężeniem zwrotnym, potrzebą, by coś zniszczyć, zarazem tworząc nowe. A potem się posklejam, poskładam, poreperuję, nówka, glanc elegant, jakaż jestem dumna, nawet smród rzygowin wywietrzał odpowiednio. Teraz otóż zaplanuję sobie szczęście – na jutro, na pojutrze, ba, nawet na sobotę. I połowę czerwca… Jezu, cóż za pomysł! Pożongluje losem i własnym sprawstwem – gdy będzie mi wspaniale, uznam to za osiągnięcie, gdy znów zwinę się w kłębek, obwinię parszywość losu. Potem zanurzę palce w roztworze parującym i zamiast użyć naczyń wychlapię go dookoła. Smród siarki uświadomi, piekący ból ochłodzi. Brakuje dopełnienia, och, puryzm dziś wybiórczy.

W szumie rozmów spróbuję nie usłyszeć tego, co usiłuję wyprzeć. Wystarczy wstać wcześniej, by usłyszeć kosa. Zaledwie kwadrans wcześniej, by nabrać dystansu. I ciągle gdzieś wewnątrz, odseparowana, rozpędzona, nieustannie w miejscu. Ktoś coś do mnie mówi, żyję bardziej w głowie niż w rzeczywistości. Jej wnętrze zamieszkują mali prześladowcy, pomnożeni przez podział, wciąż powracający. Głowa fajnie krwawi, jest słabo unerwiona, czujesz tylko ciepło. Ponoć śmiać się trzeba otwarcie, płakać tylko w skryciu. Sprawdza się wybiórczo, czasem nawet wcale. Tak myślę, że poranki weryfikują stan umysłu, pamiętam te szczęśliwe i takie bardzo smutne. A potem ilość bodźców zniekształca każdy odbiór. Ostatnio się wysypiam, to fajne, jest lepiej. Chciałabym nauczyć się łaciny, zjeść jajecznicę w środku nocy, umieć zachować spokój, nie myląc go z apatią. Pierwsze wydaje mi się zbędne, drugie głupie, ostatnie niemożliwe. Chciałabym pisać pamiętnik, nie zestawiając go z przemijaniem. Wynegocjować kilka wcześniejszych lat z Bogiem. Zapisać wszystko, co wydaje mi się istotne i przeczytać wszystko, co fascynujące. A może doktor plagi sam skrywa chorobę. Może gdzieś po drodze zbyt dużo prewencji. Może właśnie wokół jest znacznie bezpieczniej. Zdejmijcie to ze mnie! – dochodzi gdzieś z głębi.

Rozwiń tamten fragment.

Nie, lepiej nie rozwijaj.

 

***

*Doktor plagi – lekarz w okresie epidemii dżumy przyodziany w strój mający na celu uniknięcie zarażenia – charakterystyczna, demoniczna maska czarnej śmierci, przedstawiająca wizerunek ptaka (ptaki nie chorowały na dżumę, więc była to również w pewien sposób ochrona symboliczna), do "dzioba" wkładano ziołowe balsamy stanowiące dodatkowe zabezpieczenie (filtrowały wdychane powietrze). Do tego płaszcz, skórzane buty, kapelusz, rękawice i patyk, którym dotykano chorych. Wynalazek nie chronił przed zarażeniem tak dobrze, jak się spodziewano.

https://i.iplsc.com/doktor-schnabell-z-rzymu-xvii-wieczna-rycina/0005PD7J950JR7OT-C122-F4.jpg

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 13

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Lamb 4 miesiące temu
    To mi się bardzo podoba:

    ,,Wyblakły dzień, zamglone odbicia, brak celu i cele, których sens rozmył się w tafli codziennego tła. Daremne starania, gdy cykl okrążania horyzontu, wschodząc i zachodząc, nuży, otumania, koniec końców proszkując ostatnie grudki chęci."

    Ogolnie jest przepieknie. Bardzo do wewnątrz i bardzo tam wewnątrz ciekawie.
    Lubie baardzo takie Twoje teksty, chociaz Tobie trzeba przyznac wszechstronnosc, to jednak: przy takich od zawsze czuje sie dobrze, podobają mi się wielce.

    :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Dziękuję pięknie, Lamb <3
    Cieszę się, że siadło :)
  • yanko wojownik 4 miesiące temu
    Poetycko mocno ten monolog - dramat - się nie znam.
    Mocne, czyta się emocjonując. Zmienne jest napięcie.
    Swoją drogą interpunkcji można tu poduczyć nim się - może.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Noo, taki troszkę dramat :) Z interpunkcją to różnie bywa, nie jestem alfą i omegą.
    Dziękuję za wizytę :)
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    Świetny tekst. Bardzo niejednoznaczny, hipnotyzujący treścią. Świetne użycie środku przekazu, idealny dobór słów. To właśnie jest dopracowany tekst, dzieło literackie. Czytało się bardzo przyjemnie.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Łaał, dzięki Bucz. Miło słyszeć :)
  • marok 4 miesiące temu
    Przez przypadek przeczytałem: popieprzone palce. Dopiero w połowie zobaczyłem, że coś jest nie tak. Ale mimo wszystko nie zepsuło mi to lektury. Super tekst :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    To już nie pierwszy raz, kiedy źle przeczytałeś tytuł ;p Musisz paczać na literki :)
    No fajnie, że wpadłeś (w zasadzie jest w szoku :p)
    Dziękuję, kłaniam się
  • Artbook 4 miesiące temu
    Bardzo ciekawy tekst. Napisany nieprzeciętnie i niebanalnie. Z dużą dawką emocjonalnych wstawek, które dają do myślenia, a nawet pozwalają się utożsamić z nakreślonym obrazem otaczającej nas rzeczywistości oraz z samym autorem, który dosadnie mówi o tym jak się czuje, używając chociażby odniesienia do doktora plagi ;-)

    Poza tym zwróciłem uwagę na to co już wcześniej zauważył yanko, czyli na umiejętność zastosowania interpunkcji w wielu złożonych zdaniach. To istotne, aby zachować sens tekstu. Taka dbałość powoduje, że czyta się ze zrozumieniem i płynnie. Super! :-)

    Na koniec pozwoliłem sobie wybrać kilka spośród wielu naprawdę dobrych zdań, które przykuły moją uwagę:

    "Wyblakły dzień, zamglone odbicia, brak celu i cele, których sens rozmył się w tafli codziennego tła."
    "I każdy lepszy dzień powstający na bazie autooszustwa."
    "umieć zachować spokój, nie myląc go z apatią."

    Z przyjemnością przeczytałem :-)
    Pozdrawiam!

    * "Zdejmijcie to ze mnie!, dochodzi gdzieś z głębi." - Czy tutaj słowo "dochodzi" z dużej litery i bez wcześniejszego przecinka? ;-)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Witam :)
    No, staram się jak mogę, żeby interpunkcja grała. Co do tego ostatniego zdania to zapisałam z półpauzą, może będzie lepiej niż z przecinkiem.
    Dziękuję pięknie za szerokie refleksji i tyle miłych słów :)
    Pozdrawiam :)
  • Karawan 4 miesiące temu
    wsza, zarazę przenosząca. - Trzeba się temu przyjrzeć. Jeśli to owad to na pewno wesz, ale... za SJP: wsza obraźl. «o kimś odrażającym moralnie».
    Jeśli czytać dalej (a po to się wszak zaczęło) - rodzi się pytanie; czy nie był to zabieg celowy ze strony Autora.
    Dawniej na taki zapis nastroju mawiano: "Weltschmerz", potem zaczęto używać słowa "chandra"... nie mniej jakby nie nazywać idei przedstawionej tekstem, to całość wyraźnie odbiega od siermiężnej codzienności tego portalu. Nie jestem krytykiem literackim. Nie znam się na poezji. Nie mniej sprawia na mnie wrażenie prozy poetyckiej i cieszy sam fakt, że od czasu do czasu ktoś ośmiela się coś tak ładnego wetknąć w szarość portalu. Dziękuję ;)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Helloł :)
    Weltschmerz to chyba na śląsku się mówi tak nadal. Tekst może byłby nawet i dłuższy, ale zaszła taka sytuacja, że po raz pierwszy od dawna dopadł mnie stan, w którym musiałam zapisywać biegnące słowa, uczyniłam to więc na kartce, która akurat była pod ręką i wielu się później nie doczytałam :((( Czy proza poetycka - no właśnie ja nigdy nie wiem, prozowe gatunki umiem poklasyfikować, a to tu - cholera wie. Niemniej na pewno coś z rodzaju "pustostanowych" treści.
    Dzięki, Karawan, pozdrawiam :)
  • Tanaris 4 miesiące temu
    Tekst bardzo emocjonalny.
    "Teraz otóż zaplanuje sobie szczęście – na jutro, na pojutrze, ba, nawet na sobotę. I połowę czerwca… Jezu, cóż za pomysł! Pożongluje losem i własnym sprawstwem – gdy będzie mi wspaniale, uznam to za osiągnięcie, gdy znów zwinę się w kłębek, obwinię parszywość losu." - gdyby tylko to było takie proste, aż wzięłam sobie te słowa do siebie, naprawdę.
    Człowiek szary, czasami bezsilny, który cały czas szuka sensu w życiu. Czy potrzebne są marzenia, wyznaczanie celów i ich ealizacja? Czy człowiek ma na to tyle sił? Oby światełko w tunelu nigdy nie zgasło.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Tanaris, kurde, super, że znów się pokazujesz. Myślę, że nalosowanie TW na okoliczność Twojego powrotu byłoby dobrym krokiem :p :D Do dziś pamiętam Twój kryminał na bazie TW napisany (!) A Na starych śmieciach (czy jak tam dokładnie nazywała się ta seria) zostało mi w głowie jak mało co. Powinnaś pisać, wiesz o tym.

    Co do tekstu - wszystko trafnie rozpykałaś. To takie uniwersalne rozkminy, niemniej jednak cieszę się, że udało Ci się utożsamić.
    Pozdrawiam :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    "Wrócić na stare śmieci" (!) Przypomniało mi się.
  • sensol 4 miesiące temu
    wsza! wsza jak najbardziej. nie wesz. chyba mogę napisać, że utożsamiam się z wieloma stanami tu opisanymi. depresja?

    "Teraz otóż zaplanuje sobie szczęście – na jutro, na pojutrze, ba, nawet na sobotę." - otóż to! to planowanie jest takie wyczerpujące. i często zamiast szczęścia mamy jego przeciwieństwo.

    gorzki tekst. z wykopem. gratulejszyn!
  • Ritha 4 miesiące temu
    "chyba mogę napisać, że utożsamiam się z wieloma stanami tu opisanymi. depresja?" - popłuczyny bardziej, stany okołodepresyjne plus skłonność do analiz, takie różne, może zwykły dół, jak u każdego, nie wiem, trudne do zdefiniowania i klasyfikacji, przed chwilą napisałam Tanaris, że cieszę się, że się utożsamia, a teraz jak przeczytałam, że też się utozsamiasz, to jakoś mi uświadomiło, że wcale się nie powinnam cieszyć.
    Gorzki, z wykopem, ale i tak wygładzony. Miał wylądowac w szufladzie, ale potem pomyslałam, że wrzuce do na NS i sie nie przyznam, a potem, że i tak poznacie, wiec obcięłam kilka rzeczy i zarzuciłam jednak. A i tak troche przepadło, bo się nie umiem rozczytać sama po sobie o zgrozo (era klawiatur).
    Fajno, że siadło, dziena :)
  • Wrotycz 4 miesiące temu
    "Bezsilność. Pulsująca bierną, upchaną za hartowanym szkłem z pozornej empatii, wsza, zarazę przenosząca. Przepełniona stężeniem odczuć zbyt wysokim, by można je rozdzielić, porozlewać do osobnych naczyń i nie poparzyć się przy okazji."

    Coś mi w tych zdaniach nie gra, Ritha.

    1. Jak już to - Pulsująca biernością (ta bezsilność)... albo może szyk zmienić:
    Pulsująca, bierna wsza, upchana za hartowanym szkłem z pozornej empatii, przynosząca zarazę.

    2. Przepełniona zbyt wysokim stężeniem odczuć, by je można rozdzielić....

    Strumieniowanie, ukierunkowany na bezsilność potok myśli, a z niego świetnie zapisana refleksja:

    "(...) Uczucie pustki, ssania, braku niezidentyfikowanej materii, która powinna wypełnić, nadać kształt, dać się uformować. I każdy lepszy dzień powstający na bazie autooszustwa. Aż jest mi niedobrze. Bal maskowy, banda przebierańców z przyklejonymi na twarze wizerunkami, a w tym wszystkim doktor plagi*, przebrany za ptaka, bo dżuma łapie ponoć tylko ssaki. Napcham w dziób ziół, by się przed nimi zabezpieczyć. Ubiorę skórzane rękawice i buty, otoczę się murem i fosą, a potem zdechnę przeżarta na wskroś samą sobą. Przyśni mi się szereg dni nieobecnych, coś poczytam, popiszę, pobędę, przeczekam. "

    Dżuma nicości, bylejakości doznań. Wszystko w tekście jest autozwrotne, we mnie (mówi podmiot) tkwi choroba i we mnie 'doktor plaga' - bardzo na tak temu strumieniowi.
    5.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Helloł :)
    Czujne oko! To zdanie z biernością było mocno grzebane i koniec końców coś spierdzieliłam, bo faktycznie nie gra. Zaraz nareperuję. Chodziło mi o bierność empatii, pojawiły się dwa podmioty (empatia i wsza), potem jakoś się zamotałam.
    Oczywiście Twoje podsumowanie w punkt. Masz niesamowitą umiejętność interpretacji, to duży talent :)
    Dziękuję za wizytę :)
    Pozdrawiam
  • Ritha 4 miesiące temu
    A jeszcze co do strumieniowania - marzy mi się, kurde, marzy mi się siąść i lecieć, i puścić wszystko z łba, ale niestety to takie oszukane strumieniowanie u mnie, bo tekst składany cały dzień. Grzebany, konstruowany, myśle, że to jeszcze nie strumień.
  • Marzyciel 4 miesiące temu
    Ritha Marzyć trza umić :P "Strumieniowanie" tak nie działa. Musisz mieć przejrzysty obraz, musisz wiedzieć co chcesz zrobić i co przez osiągniesz, a przede wszystkim musisz posiadać odpowiedni warsztat. Nie ma tak, że siadasz i w godzinę powstaje arcydzieło pozbawione błędów. To mit podobny do tego o wenie. Z drugiej strony im lepiej opanujesz powyższe czynności, tym wersja ostateczna będzie wymagać mniej poprawek.
    Ja zawsze pisze dwa teksty. W pierwszym opowiadam historię sobie, w drugiej czytelnikowi. Napisz sercem, popraw rozumem, czy jakoś tak :) Czasem zdanie, o które oparłem fabułę, nawet nie znajduje się w ostatecznej wersji.
    Pozdrawiam.
    M.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Marzyc trza umić, to prawda. Czytałeś Johna Fante? On to fajnie robił, strumieniował znaczy (albo coś w ten deseń). Ja nie lubię grzebać w tekście po czasie, nie w swoim, publikuję kwadrans po napisaniu, jestem dość narwanym człowiekiem, pisanie jawi mi się jak mecz - przygotowanym trzeba być wcześniej, bo potem trudno zmienić wynik. Poprawki orto i interpunkcyjne wiadomo, poprawiam do skutku, ale sama konstrukcja i przekaz - tylko w czasie rzeczywistym i dlatego gdzieś z tyłu głowy nieumiejętnie xd marzę o strumieniowaniu i nie mam pojęcia jak to się robi, ale czuję że wymaga zerwania wielu barier i to wydaje mi się pociągające.
    Z weną jest jak z pieniędzmi - niby nie daje szczęścia, ale troszku ułatwia ;) I trak doświadczam weny, więc samo jej istnienie nie jest mitem (według mnie), mitem jest jedynie cała otoczka i ołtarzyk modlitewny wokół niej zbudowany.
    "Napisz sercem, popraw rozumem, czy jakoś tak" - to piękne.
  • Marzyciel 4 miesiące temu
    Ritha John Fante to nie moje klimaty, chociaż poczytuję Larrego McMutrry. :)

    Ja nie lubię grzebać w tekście po czasie

    A ja dlatego nie publikuję, bo muszę odpocząć od tekstu. Spojrzeć świeżym okiem.

    Co do weny, po prostu uważam, że przypomina talent. Tak czy siak, potrzeba włożyć masę pracy. To nie wróżka z magicznym proszkiem, dzięki któremu będziemy mogli latać. To raczej gruby facet z cygarem w zębach, który czasem zakradnie się do pokoju i opowie ciekawą historię. Trzeba mu tylko dać szansę.
  • Ritha 4 miesiące temu
    McMutrry - nie czytałam, zerknę :) Rozumiem ( o odpoczynku od tekstu), wiesz zdarza mi się wracać czasem do starych tekstów po czasie, żeby poczytać i łapię się na tym, że coś bym pozmieniała ;)
    "Tak czy siak, potrzeba włożyć masę pracy" - to nie podlega wątpliwosci, chodziło mi bardziej nie o pisanie ot tak, na lajcie, tylko o wyrzucanie z głowy więcej, sprawniej, bez jakichś wewnętrzynych blokad.

    "To nie wróżka z magicznym proszkiem, dzięki któremu będziemy mogli latać. To raczej gruby facet z cygarem w zębach, który czasem zakradnie się do pokoju i opowie ciekawą historię" - ha, dokładnie, świetne porównanie

    W zasadzie zgadzam się ze wszystkim :)
  • sensol 4 miesiące temu
    Ritha tak samo mam. jak cos napiszę od razu wrzucam. choć wiem, że można by lepiej. ale to właśnie tak jak na meczu. strzeliłem, czemu kurwa pięć metrów obok słupka?
  • Ritha 4 miesiące temu
    sensol nie przesadzaj, Ty akurat przeważnie trafiasz :)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Marzyciel Nie zgodzę się, opowiedzieć ciekawą historię to jedno, a napisać ją ciekawie i bezbłędnie to drugie. Mam trochę zboczenie na tle latania. Magicznym proszkiem może nie, ale pisanie jak najbardziej przypomina latanie. To że posiadasz skrzydła nie oznaczy, że polecisz, możesz podlecieć jak kura, a raczej zlecieć w dół wylatując z kurnika niż do góry. Żeby latać potrzeba nauki techniki, stylu, warsztatu słownego. Do tego cierpliwość i nauka samokontroli. Z czasem udaje się lecieć coraz dalej, z czasem nawet pod wiatr lub wykorzystując wiatr, z czasem udaje się dolecieć do określonego celu, z czasem ten lot wykonywany jest z coraz większą gracją.
    Strumieniowanie też mi się marzy, chociaż nawet o tym nie myślę, za wysoka tyczka dla mnie, a marzy mi się strumieniowanie w różnych postaciach i płci w jednym opowiadaniu.
    A zboczenie wzięło się od tego, jak jako emocjonalny laik krytykowałam coś nie rozumiejąc przesłania tego co czytam i innych ukrytych deniek, na moją krytykę ktoś odpowiedział pomijając cały aspekt dyskusji „nie chciałabyś mieć skrzydeł i czasem polatać?ja bym tam chciał" więc pisząc można latać do różnych miejsc o jakich marzymy lub w pewien sposób przeżyć coś czego nie przeżyliśmy, możemy też opisać i prawdziwe wydarzenia z przeszłości.chwilowo zamienić się w kogoś innego.

    Ritha wrócę, jeszcze nie przeczytałam.
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    A co do meczu, coś w tym jest. Kiedyś lubiłam koszykówkę, ale byłam kiepska, ale i tak grałam, rozładowywałam się, jak to nasz były szkolny mistrz koszykówki mi powiedział, jesteś szybka, dobra w ataku, nawet lepsza od nich, ale rzucasz w biegu, ma szybko i chaotycznie, dlatego nie trafiasz.
  • Ritha 4 miesiące temu
    kalaallisut "Strumieniowanie też mi się marzy, chociaż nawet o tym nie myślę, za wysoka tyczka dla mnie" - bzdura, nie ograniczaj się w swojej głowie
    Nie wiem, czy Marzyciel dojrzy Twoje refleksje tutaj teraz już.
    Jestem za niska na koszykówkę, ale też lubiłam :)
    "Ritha wrócę, jeszcze nie przeczytałam" - oks :)
  • Antoni Grycuk 4 miesiące temu
    Dobry tekst. Naprawdę. Nie zachwycił mnie co prawda, ale zdecydowanie nie przeszedłem obok.
    Bezsilność. To od niej zaczyna się wszystko, co destrukcyjne. Jest bezsilność, natychmiast lęk, potem poczucie winy, aż wszystko, co kryje się pod słowem depresja.
    Ale żeby nie było tak jednotorowo, to powiem, że czasem bezsilność jest wyjściem z sytuacji, która wydawała się bez wyjścia. Warto pamiętać, że nie zawsze czarne jest złe. Śpi się najlepiej właśnie w nocy, a czy może być coś bardziej odprężającego niż sen?

    Pozdrawiam.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Witam :)
    Bardzo lubię noc, ma wiele plusów, klimat, cisza, ukojenie, brak presji pulsującego świata, przejrzystość myśli, wyhamowanie, czas.
    Ze wszystkich negatywnych stanów najgorsza jest (wedle moich obserwacji) bezsilność i strach. Gniew bywa destrukcyjny, ale i oczyszczający, tak samo smutek (płacz). Bezsilność można wbrew pozorom łatwo przerwać, wystarczy (jakiekolwiek) działanie, gorzej gdy powraca, gorzej gdy wypełnia coraz bliżej brzegów, gorzej gdy nakręca strach i tak jak wspomniałeś poczucie winy. Zawsze staram sie wyciągać plusy z różnych gównianych rzeczy, ale czasem to deczko autooszustwo. Czasem z kolei trzeba dojść do ściany, by zmusić się rozejrzeć na boki w poszukiwaniu innych dróg, więc tak.... rzadko coś dzieje się bez przyczyny. Poza tym wszystko co nas kształtuje należałoby ubóstwiać, tak sądzę. Pewne klapki w głowie otwierają się, gdy się nimi poszarpie.
    Dziękuję :)
    Pozdrawiam
  • Mane Tekel Fares 4 miesiące temu
    Tak mi to opowi, co chwilę pokazuje nowe komentarze i zaintrygowało mnie, nad czym ta ożywiona dyskusja. :-)
    Klikam i czytam. Po pierwszym akapicie doszedłem do wniosku, że wrócę jutro. To nie jest tekst, który można przeczytać przyjąwszy cztery browary. Musi odparować.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Heh, spoko, Mane :D Zapraszam w dogodnym czasie :)
  • Mane Tekel Fares 4 miesiące temu
    Ritha Tak jak obiecałem.
    Gwiazdki dałem, bo pięknie operujesz słówkami.
    Co do samej treści, to nie czuję się na siłach. Może dlatego, iż od pewnego czasu staram się nie dopuszczać do siebie takich stanów, więc ciężko mi "wczuć się".
    Przepraszam.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Mane ok, nawet lepiej może (dla Ciebie), za gwiazdki dziękuję, mam ich juz 35 sztuk :3
    Pozdrawiam
  • Canulas 4 miesiące temu
    Heloł.
    "Bal maskowy, banda przebierańców z przyklejonymi na twarze wizerunkami, a w tym wszystkim doktor plagi" - ja to widzę jako:
    - przyklejonymi do twarzy
    - naklejonymi na twarze
    No ale mogłem coś pojebac.

    "Ubiorę skórzane rękawice i buty, otoczę się murem i fosą, a potem zdechnę przeżarta na wskroś samą sobą." - a to świetne.

    "coś do mnie mówi, żyję bardziej w głowie niż w rzeczywistości." - o to to.


    Tak gdzieś na wysokości ostatniej jednej trzeciej tekstu już się na tyle dostroiłem, zespołem, zrozumiałem, że z całą świadomością mogę napisać, że przemistrzostwo świata.
    Jakością trzymasz tu wszystko za mordę. Sklejając jednak tekst rodzi się pytanie.
    - Czy jesteś szczęśliwa?

    Sztosix
  • Ritha 4 miesiące temu
    Dzień dobry :)
    Pytanie ważne, a zarazem bez znaczenia. I teraz zrobię wszystko, by od niego uciec :D Więc tak, zmarzniesz - masz katar, pewne rzeczy działają na zasadzie prostej logiki, inne są bardziej skomplikowane. Bo gdy katar powraca bez powodu, bo może Ci przepaliło śluzówkę albo ki czort?
    A czasem zmarzniesz i przemokniesz, a i tak tryskasz zdrowiem. Kwestia immunologiczna może. Albo coś na zasadzie kontuzji. Albo o - nie musisz byc chory, wystarczy że jesteś nosicielem. Nadprodukcja mysli i równocześnie zapchane magazyny. Jezu, dajcie mi jakieś zestaw, czuję, że chcę pisać.
    Poza tym zmienilam tytul i teraz uwazam, że jest idealny. Czasem coś nie gra na linii powod do radosci - odczuwanie radosci i tak dalej. Ciekawostka jest rownoczesne zobojetnienie i srednie odczuwanie empatii (jakby pasuje). Ciekawostek jest wiecej, ale to nie rozmowy na tu i na dzis. Poza tym (i to chyba najważniejsze) trochę po prostu korzystam z pewnych rzeczy na potrzeby twórcze :) Nie przypuszczałam, że całościowy odbiór tekstu przez lud będzie dużo glębszy niż zwykle przy takich tekstach bywał, widocznie piszę może klarowniej, git.

    Cieszę się, że hasasz :) Tam z tą twarzą poprawię. Dzięki za wizytę, Can.
    Pozdrawiam
  • Canulas 4 miesiące temu
    Ritha, fakt, tytuł ciekawszy. Czuję w Twym komentarzu nadprodukcję myśli i mimo że miało to miejsce cztery dni temu, mam nadzieję, że się utrzymało.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Utrzymało, choć ujarzmione odpowiednio :)
  • Ozar 4 miesiące temu
    Ritha kurde czytałem chyba ze trzy razy i za każdym razem gdzieś tam w środku odfruwałem w kosmos. ja pierniczę, to coś jak Canulas ino tematyka inna. Kurde jak można tak pisać? czułem się tak, jakbym wszedł do starej piramidy i spojrzał na ścianę, a tam pełno znaków, które niby znam, niby to mój język, ale za cholerę nie potrafię tych znaków przekuć w słowa i zdania. Co by nie powiedzieć niby język ten sam co mój, niby te same słowa ale sens mi odpływa gdzieś do dalekich galaktyk, gdzieś gdzie moje zmysły nie sięgają. Sam nie wiem co powiedzieć, ale wierz mi próbowałem to ogarnąć, jednak to nie moje klimaty, nie mój poziom. Czytając takie coś i nic nie kumając dochodzę do wniosku, że jestem mały jak bakteria i wcale mnie to nie nastraja optymistycznie. Nie oceniam, bo za trudne dla mnie, a nie lubię oceniać czegoś czego nie kumam.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Ozar, hahaha, cudny komentarz, fajne porównanie do piramid i do bakterii :D Nie przejmuj się, fajnie, że wpadłeś :)
    Pozdrawiam!
  • ania_marzycielka 4 miesiące temu
    Jak dla mnie tekst jest bardzo trudny i trzeba trochę przeanalizować każde zdanie, aby coś zrozumieć. Podziwiam talentu. Każde zdanie napisane zostało w niebanalny sposób i coś przekazywało. Tekst wywołał ogólnie na mnie duże wrażenie. Pozdrawiam :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Aniu, jest trudny zdaje się, nie tylko Ty masz z nim problem, czasem lubię w taki cięższy deseń.
    Dziękuję za wizytę i podzielenie się odczuciami.
    Pozdrawiam :)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    Przepiękne Ritha! apatia, bezsilność, wsza, dżuma, i ten doktor,

    "Wyblakły dzień, zamglone odbicia, brak celu i cele, których sens rozmył się w tafli codziennego tła"Daremne starania, gdy cykl okrążania horyzontu, wschodząc i zachodząc, nuży, otumania, koniec końców proszkując ostatnie grudki chęci" Ten fragment boski!!!

    "Ubiorę skórzane rękawice i buty, otoczę się murem i fosą, a potem zdechnę przeżarta na wskroś samą sobą " i-lęk o parkiet z lodu- dokładnie

    Tekst świetnie obrazuje te stany, że nawet jak jest fajnie nie ma co się cieszyć, jest falowo, nie ma przytupu, masz punkt kulminacyjny i nie dowalasz tylko spuszczasz w dół. Nie wysypiam się na ostatnio;)
  • kalaallisut 4 miesiące temu
    *ja
  • Ritha 4 miesiące temu
    Dziękuję, Kall! :)
    Wyiskałaś moje ulubione zdania :)
    Pozdrawiam!
  • pkropka 4 miesiące temu
    Pięknie odpisujesz trudny stan. Aż się zastanawiam, czy ludzie chcą być szczęśliwi? I czy wlasny umysł nie jest naszym największym wrogiem.
    Bardzo mi się podobał doktor plagi.
    (Wybacz, że tak krótko, ale kilka zdań zbyt trafiło. Więc zgodnie z Twoim ostatnim zdaniem, lepiej nie będę rozwijać myśli).
  • Ritha 4 miesiące temu
    Ja też krótko - dziękuję, Pkropciu :) Miło mnie :D
    Pozdrawiam!
    ps. "I czy wlasny umysł nie jest naszym największym wrogiem" - na 100 % jest
  • nimfetka 4 miesiące temu
    Jestem też tutaj.
    Czytając opisy przeżyć wewnętrznych nie czuję się jak ryba w wodzie, bo te złe są złe, a te dobre są skomplikowane i muszę pokonać moje rozdrażnienie, aby się skupić na tekście, ale koniec końców zazwyczaj jest warto. Takie same odczucia mam tutaj (chodzi o drugą opcję). Cudowny potok myśli. Już widzę jak nad każdym jednym myślę pełnymi godzinami. Ale w tym co przed chwilą odwaliłaś, jesteś już dla mnie mentorką. Naprawdę, taka ilość cytatów, które mogłyby lawirować jako oddzielne, artystyczne refleksje.
    "A potem się posklejam, poskładam, poreperuję, nówka, glanc elegant, jakaż jestem dumna, nawet smród rzygowin wywietrzał odpowiednio." - Uwielbiam rzygowinowe połączenia, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, brzydota połączona z poetyckim pięknem, depresją. Uczę się od Ciebie.
    Ślicznie.
  • Ritha 4 miesiące temu
    Jezu, Nimf, dziękuję! Cóż za motywacyjny kop, baaardzo mi miło. Rzygowinowe połączenie - taa, tyż lubię, metaforycznie myślę pasuje. Ty się nie musisz ode mnie uczyć, Ty masz swój własny, wykurwisty styl.
    Pozdrawiam, buziole ślę, ahoj!
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Poranki weryfikują stan umysłu - jakie to prawdziwe. Ciężko coś więcej mądrego dodać, bo mądrość jest w tym tekście, więc czapeczka z daszkiem z głowy
  • Ritha 3 miesiące temu
    Ee tam mądre. Zlepek słów.
    Dziękuję, Jagodolas
  • Justyska 3 miesiące temu
    Lubie takie czytanie siebie w cudzym tekscie. Czuje tu każda kropke wiec oceniam na 5+ bez dystansu.

    "Tak myślę, że poranki weryfikują stan umysłu, pamiętam te szczęśliwe i takie bardzo smutne. A potem ilość bodźców zniekształca każdy odbiór. "
    Tak to właśnie jest. Osobiscie lubie wstawac przed wszystkimi i wypic kawe w samotnosci.
    Pozdrawiam!
  • Ritha 3 miesiące temu
    Taa, uśpiony świat, też lubię.
    Dziekuję za wizytę, Justyś. Fajnie widzieć, że hasasz :)
  • Something 3 miesiące temu
    Cudny tekst. Ma w sobie jakość, jest świetnie skonstruowany, posiada głębię... dziękuję za taką prozę.
  • Ritha 3 miesiące temu
    To ja dziękuje, Something...
  • Adelajda 3 miesiące temu
    "Rozwiń tamten fragment." - idź przytul piesa, one zawsze mają dobry humor ;D

    A tak na poważnie ciekawy, wewnętrzny obraz człowieka. Jego lęków, obaw, smutków - jakże ciężko jest upleść w słowa coś czego czasami sami nie potrafimy wytłumaczyć. Interesujący jest również doktor plagi, jak jakieś alter ego, albo coś w tym stylu.
    Jak zawsze można znaleźć coś dla siebie.
    Świetny tekst.
    Pozdrówki.
  • Ritha 3 miesiące temu
    "idź przytul piesa, one zawsze mają dobry humor" <3

    Dzień dobry, Adelajdo :)
    Taa, symboliczne alter ego, taki miałam pomysl, dziękuje Ci pieknie za wizytę :)
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania