Poranek pełen grzechu

Hard rocku hallelujah! - krzyczała Witch. Chociaż tutaj pojawia się pytanie, czy krzyk to właściwe słowo. Może lepiej byłoby napisać śpiewała? Na pewno powtarzała słowa zespołu Lordi, tego faktu nie można było zaprzeczyć; jednak, czy była to jakaś forma śpiewu pozostaje pytaniem otwartym. W dzisiejszych czasach krzyk i śpiew są coraz trudniejsze do odróżnienia.

 

Mimo wszystko, stała na środku izby i przesuwała swoimi czarnymi pazurami struny gitary elektrycznej. Ubrana była (ten zwrot jest tu chyba hiperbolą) jedynie w czarne figi (z białym napisem fuck you) i czarny stanik. Ten minimalistyczny strój powodował, że można było dobrze obejrzeć jej tatuaże.

 

Do pokoju weszła Baba Jaga. Ubrana w szarą koszulę nocna i w góralskie papucie. Po wyrazie jej twarzy widać było, że jest wkurwiona.

 

-Witch, czy ciebie pojebało!- Przywitała się w niezbyt przyjemny sposób.- Jest dopiero siódma rano i to czasu letniego, a ty szalejesz z tą twoją gównianą muzyką!

 

-Sie ma Babcia!-krzyknęła Witch wymachując głową.- Śpiewaj ze mną pop-satanistyczną muzę!

 

Baba Jaga machnęła ręką.

 

-Niech cię pająk jebie smarkata dziwko!

 

Wiedźma miała już dość całej rozmowy; podeszła więc do stołu.

 

Witch jeszcze trochę sobie pograła, ale potem dosiadła się do swojej starszej przyjaciółki.

 

Obydwie złożyły sobie życzenie udławienia się i zaczęły jeść; Baba Jaga flaki kota we krwi zdechłej wrony, a Witch sushi. Oczywiście pierwsza robiła to rękoma, a druga pałeczkami; połączył je więc brak sztuców.

 

-Ale zajebista była ta moja muzyka; dałam czadu, co nie!-Witch przemądrzała się.

 

Baba Jaga omal się nie zakrztusiła słysząc te słowa.

 

-A co niby było zajebistego w tym darciu!- spytała retorycznie.- Ja już tymi piosenkami rzygam. Co dzień mnie budzisz tym szajsem. Czy nie mówiono ci, że nie powinno się znęcać nad starszymi?

 

Witch zaśmiała się triumfująco.

 

-Oczywiście, że uczono, Babcia! Klecha na religii twierdził, że to grzech. A przecież my satanistki musimy grzeszyć! Każdy zły uczynek przybliża nas do ognia piekielnego!

 

-Niby, kurwa, prawda, ale niech ofiarą twoich grzechów będzie ktoś inny! Kiedyś ci rozjebię tę gitarę na łbie; to dopiero będzie grzech!

 

Witch śmiała się nadal.

 

-Wtedy zgrzeszysz dzięki mnie; więc to pójdzie na moje konto. To tzw. grzech zgorszenia. W sumie to ja za jedynym zamachem mam trzy grzechy!

 

-A trzeci to jaki?-Czarownica była zaciekawiona.

 

-Już sama ta piosenka jest grzechem, gdyż jest satanistyczna; chociaż w wersji dla gimbusów!-Witch wyjaśniła.

 

Baba Jaga zamyśliła się, słuchając tego. W sumie wszystkie poglądy były logiczne. Nic nie mówiła (bo i nie wiedziała co) i tylko przeżuwała jedzenie.

 

Milczenie przełamała Witch, która patrząc na swoje paznokcie powiedziała:

 

-My musimy grzeszyć cały czas; i do tego nie wolno nam robić żadnych dobrych uczynków. Jeszcze, nie daj diable, zostaniemy zbawione.

 

-Dokładnie-Baba Jaga zgodziła się. - Dobro jest u nas wykluczone, a zło pożądane.

 

Witch w tym czasie już skończyła jeść sushi. Zamiast jednak zanieść do zlewu naczynia, nadal siedziała i słuchała Baby Jagi. Ta zaś gadała:

 

-Dobrym przykładem zła są te trucizny, nad którymi obydwie ostatnio pracujemy.

 

Witch uśmiechała się:

 

-Jedną ostatnio na tobie wypróbowałam.- Ponieważ rano nie była jeszcze uszminkowana, jej uśmiech nie był tak zabójczy jak zazwyczaj.

 

Jaga omal nie podskoczyła, słysząc to.

 

-Co kurwa! To przez ciebie miałam tę sraczkę!

 

Witch oczka się zaświeciły.

 

-A ty Babcia, niby nie maczałaś palców w mojej wysypce na dupsku! Teraz jesteśmy kwita!

 

-Nigdy, kurwa, nie będziemy kwita!-Baba Jaga była coraz bardziej czerwona.- I nigdy ci nie wybaczę! Wybaczenie byłoby przecież dobrym uczynkiem!

 

-Toteż ja nigdy od ciebie dobra nie żądałam- Witch syknęła przez zęby.

 

-Tak się zemszczę, że jeszcze pożałujesz sikso! Użyję na tobie innej trucizny!

 

Na chwilę zamilkła i spojrzała na ogromny worek śmieci. Tam były resztki po wcześniejszych eksperymentach. Uzbierało się tego dużo. Wór był wprawdzie wciąż mniejszy niż krowa, ale już i tak większy niż świnia. Jednym zdaniem robił wrażenie.

 

-Aleśmy tego gówna dużo uzbierały. Dzisiaj to wyrzucę; zrobi się więcej miejsca.

 

Po tych słowach Baba Jaga spojrzała na stół i cicho dodała sama do siebie:

 

-Kurwa, jak mi się nie chce. Moja stare plecy jeszcze pękną od tego.

 

Nawet nie zdawała sobie sprawy, że młoda wszystko słyszy.

 

-Ale fajowo, że zrobiłyśmy tyle brudu i to bez recyklingu. Zaśmiecanie matki ziemi, to wyjątkowo rozkoszny grzech. - Witch triumfowała.

 

Jaga przytaknęła jej i poszła zrobić kupę.

 

Witch została sama. Długo patrzyła na worek i powtarzała niczym mantrę:

 

-Plecy Babci pękną; plecy Babci pękną.

 

W końcu machnęła ręką i sama wyniosła worek.

 

Po powrocie powiedziała:

 

-Wybacz mi diable ten dobry uczynek; ale pokusa była zbyt duża.

 

Marek Adam Grabowski

 

Warszawa 2019

Średnia ocena: 3.2  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • indri 3 miesiące temu
    5 Marku. Dobre jak zwykle. Jakieś małe literówki w tekście, ale drobiazgi. Pozdrawiam.
  • Marek Adam Grabowski 3 miesiące temu
    Dzięki!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania