post mortem

- Spójrz, jak oni słodko śpią. Musi śnić im się coś miłego, mają taką ulgę na twarzach.

- Może dlatego, że już nigdy nie będą musieli się męczyć.

Spojrzała na niego, a potem z powrotem na fotografię.

- Co ty pleciesz? Z czym niby nie będą się już męczyć?

- Oni nie żyją.

Wybałuszyła oczy tak mocno, że aż ją zabolały. Rękę z fotografią wyciągnęła na maksymalną długość, by po chwili przybliżyć ją do siebie, bacznie przypatrując się „śpiącym”.

Podszedł bliżej, również wpatrując się w zdjęcie.

- Myślisz, że gdy robiono to zdjęcie, to już cuchnęli?

 

* * *

Wiktoria nie mogła patrzeć na to jak pan fotograf grzebie przy oczach jej ojca. Stała więc odwrócona do okna i udawała, że bawi się lalką. Lalka miała ochotę wyjść na spacer. Jak najdalej stąd.

W takim razie trzeba otworzyć okno. Zauważyła stelaż, który stał tuż przy nim, postanowiła więc z niego skorzystać. Położyła na nim nogę, próbując wgramolić się na parapet.

- Wiktoria! – ta nagła reprymenda udaremniła plan otwarcia okna. Nie będzie spaceru.

Matka wzięła ją za rękę i zdecydowanym ruchem postawiła przy ojcu, który prawdę mówiąc, nie pachniał już zbyt ładnie.

- Trzeba w końcu zrobić zdjęcie, a ty tylko utrudniasz. – Fuknęła na nią matka. – Jeszcze byś stelaż zespuła. Myślisz, że nas na taki stać? Przecież Wiktor już nam nie pomoże.

Mała Wiktoria nie zauważyła łez matki i kurczowego ścisku, w jakim złapała martwą rękę ojca. Musiała znowu patrzeć, jak pan fotograf niezbyt umiejętnie próbuje otworzyć mu oczy. „Zaraz mu je wydłubie”.

Fotograf chyba usłyszał myśli małej Wiktorii, bo w tym samym momencie powiedział:

- Nie da rady. Trzeba malować.

Sięgnął po pędzelek i farby, po czym szybkim, wprawnym ruchem sprawił, że ojciec znowu „widział”. Wiktoria już nie wiedziała, co gorsze.

- Jan! – krzyknął niespodziewanie fotograf odkładając farby i pędzel. – Pomóż mi podnieść pana.

Jan był młodym, niewysokim, ale krzepkim pomocnikiem fotografa. Od razu widać było, że nie pracuje tu od wczoraj. Narzucił sobie na plecy jej ojca, jak worek ziemniaków. W tym czasie pan fotograf postawił stelaż obok Wiktorii. Ten sam, który miał jej pomóc w wydostaniu się z tego okropnego miejsca.

Jan w kilka sekund ustawił jej ojca tak, że wyglądał jakby naprawdę stał o własnych siłach. Patrzył na nią. Nie. To tylko farby.

- Dziękuję, Janie. – powiedział pan fotograf, po czym odsunął pomocnika delikatnie i począł poprawiać ubranie ojca. Gdy z nim skończył, przyszła pora na małą Wiktorię. Wziął jej rękę i ułożył w dłoni ojca. Przeszył ją dreszcz. Pan fotograf to zauważył. „Nie bój się, to tylko na chwilkę” – mruknął. Podszedł do jej matki i poprosił, by podtrzymała głowę ojca, ale w taki sposób, jakby się przytulali. Wszystko ma wyglądać naturalnie. W końcu, gdy uznał, że wszystko wygląda jak należy, cofnął się do dziwnego wielkiego sprzętu, które stało na trzech nogach i łypało na nią dziwacznie wielkim okiem.

- Teraz prosze się przez chwilkę nie ruszać. Powiem, kiedy można się rozluźnić.

Dla Wiktorii, która potrzebowała ciągłego ruchu i nie rozumiała czemu musi przebywać w tym dziwnym miejscu trzymając za rękę cuchnącego ojca, zdecydowanie to nie była chwilka. Tym bardziej, że poczuła uporczywe swędzenie w lewej nodze. Z całych sił starała się powstrzymać.

- Już? – zapytała nagle.

- Jeszcze nie. – odpowiedział fotograf. – Nic nie mów jeszcze przez chwilę, złotko.

- Kiedy mnie noga swędzi.

- Wytrzymaj jeszcze chwilę.

Minęło kilka minut, a fotograf nadal tkwił pod dziwnym płaszczem, przyczajony za dzwinym wielkim okiem, nic się nie działo. Matka co chwila tylko pociągała nosem. Wiktoria zastanawiała się, czy ją też bolą już ręce od utrzymywania ojca w tej „naturalnej” pozie.

Nagle poczuła znowu swędzenie w nodze ze zdwojoną siłą. Nie wytrzymała i musiała się podrapać. Puściła rękę ojca.

Okazało się, że jej mała rączka była kluczowa do utrzymania tej pozycji, bo ojciec razem ze stelażem nagle runął do tyłu. Takiego pisku wydobywającego się z gardła matki jeszcze nie słyszała.

Fotograf wyłonił się z dziwnego płaszcza i ciężko westchnął.

- Trzeba zacząć od początku.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • 00.00 3 miesiące temu
    Przerażające są te fotografie. Zdarzają się takie, gdzie ciała są już w zaawansowanym rozkładzie. O malowaniu zamkniętych powiek nie wiedziałam. Sądziłam, że retusz był już po wywołania zdjęć.
  • Canulas 3 miesiące temu
    "- Trzeba w końcu zrobić zdjęcie, a ty tylko utrudniasz. – Fuknęła na nią matka. – Jeszcze byś stelaż zespuła. Myślisz, że nas na taki stać? Przecież Wiktor już nam nie pomoże." - "funkęła" również należy do słów dookrwslajacych sposób wypowiedzi, więc w takiej sytuacji z małej.

    "- Dziękuję, Janie. – powiedział pan fotograf, po czym odsunął pomocnika delikatnie i począł poprawiać ubranie ojca. " - pierwsza kropka out.

    ""Pan fotograf to zauważył. „Nie bój się, to tylko na chwilkę” – mruknął" - czemu ta wypowiedź jest zapisana w ten sposób?


    " - Teraz prosze się przez chwilkę nie ruszać." - proszę.

    " - Jeszcze nie. – odpowiedział fotograf. – Nic nie mów jeszcze przez chwilę, złotko." - pierwsza kropka out.


    Noo, treść dość zacna, kilka błędów nie rzutuje za bardzo na jej jakość, ale delikatnie uwiera.
    Proponuję się zalogować, bo dodawanie z anonima jest" średnie", i ma mniejszą szans na przeczytanie.
    Pozdrox.
  • Margerita 3 miesiące temu
    Aż mnie przeszedł dreszcz podoba mi się ta historia i uważam, że powinnaś się zalogować

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania