Promienie karaibskiego słońca

Mały Kebab wciśnięty w szary kłąb snów, jakim od dawna zdawało się być wszystko. Dwa spojrzenia i dwa widoki, miękka bułka, ciągnące się mięso. Rozrywające zęby. Obok myśl, miliard razy storturowana Rzeczywistością.

„Niech mnie ktoś obudzi” z wielką raną przy „ktoś”. Niebezpiecznie jest polewać disco polo śpiące we mnie węże. Zrobiono to właśnie. Nigdy nie patrz w oczy rozcięć, gdy leje się w nie spirytus. Odwróć wzrok. Chroń się.

 

*

 

Szary zerknął w głąb wspomnień, z pietyzmem opowiadając o swoim ostatnim podboju miłosnym. Gęsto przetykając kurwą i zwracając się głównie do Czipa, tak jak trzeba, jak jest przyjęte. Wszyscy znamy zasady gry. Żarł. Przerywając czasami, by życzliwie zaśmiać się z tego, że wzięłam sobie zestaw dla dziecka. ,,Przecież jesteś już duża’’. Czasem dopytywał pusto, bawiąc się małą podróbą troski, czy na pewno nie chcę więcej, czy nie chcę czegoś jeszcze aby…

Wtedy usta Czipa tworzyły nieodmiennie kąt bardzo ostry i znajdowałam się nagle na krawędzi jego warg. Nade mną szare, ciężkie niebo oczu. Robiły zastrzyk z drwiny. Pokłuta spadłabym w przepaść, gdybym na czas nie złapała się niepewnej krawędzi stolika. Nieśmiało imitowała bambus, wiedząc że nic z tego nie będzie.

Ale nie mogła przestać. Ale nie mogłam.

- Nie boli, Czip. Chcę czegoś mniej, Szary. Mógłbyś opowiadać o swoim ostatnim podboju miłosnym nieco mniej szczegółowo?

…I puściłam oko, przyznaję; ręce mi zdrętwiały od twoich spojrzeń.

 

*

 

Czip oblał mnie zimną, obrzydliwą wodą oczu. Ironia tonęła. Wróżki, patronki wszystkich niemożliwości zbyt wolno machały skrzydełkami. Szary zabił muchę. Rozmazał na wystrzępionej ceracie. Poczułam się nią. Te dziecinne pąki kwiatów odbite na powielaczu nigdy nie zakwitną. Nie na niej, nie tu.

Byliśmy, byliśmy wierszem idioty.

- Nie mógłbym. Od dawna nie piłem. Chcę postać przy wodopoju. – Szary przestał się kamuflować, zaniechał na krótki moment udawania idioty, wiedział bowiem, że nikt nie patrzy, nikt nie widzi. Prócz nas, najprawdopodobniej skazanych.

- Już się napiłeś – szepnęłam.

- Idźmy dalej.

Coraz dalej od wodopoju.

 

*

 

Obrazki, których nikt nie widzi, słowa, których nikt nie powiedział, poplamione łzami kołnierze. W małym pudełku, powoli obrastającym pajęczyną, zbieram momenty jak tamten.

Szary chrząknął. My z Czipem, zajęci naszym sumo spojrzeń, znowu padliśmy na matę, tkaną z nierozwiniętych pąków, które nigdy już nie.

Ale nie mogliśmy przestać. Byliśmy wierszem.

Szary zadzwonił pozłacanym łańcuchem, zraszając śliną ten nietakt wobec siebie, zamalowując spiesznie, że się z siebie wyłamał, przez chwilę sobą będąc. A my spuściliśmy oczy, udając, iż nie widzimy, że wypadł z roli. Zależeliśmy od niego. Pomny na to, że bycie debilem popłaca, znów zadzwonił łańcuchem. Rekwizyty.

Zawinął coś w bibułkę. Nie powiem ci, co to było. Arab za brudną ladą udawał, że nic nie widzi. Ja, że nic nie czuję.

 

*

 

Czip nie umiał nie podchodzić do mnie i do siebie z lekką drwiną, więc podchodził do mnie z nią właśnie zatrzasnąwszy drzwi, jak ze znienawidzonym bliźniakiem syjamskim. Wszedł w kałużę, bo na mnie patrzył, nie pod nogi. Rzadki błąd.

Stanął w niej i zaśmiał się głośno. I ja weszłam w nią. Staliśmy tak. Jakby mówił: to nie może być, że ja cię kocham.

Staliśmy tak przez chwilę. Pięknie i całkowicie bez sensu.

 

*

 

Coś takiego. Największe nasze dramaty i tak z materii snów stworzone, trochę śmieszne. I choć sytuacja była nad wyraz poważna, nie potrafił do niej ustosunkować się inaczej niż na strach nagły i ciężar w piersi reagując rechotem. I tak, wyśmiani przez samych siebie, czując w ustach okruch nienawiści – dobiliśmy targu. Dla nas tylko korzystnie. Korzystniej dla Szarego. Trzasnął drzwiami i on. A na drzwiach był obrazek z palmami i niebem błękitnym jak oczy tej Asi, co to ją Szary bardzo szczegółowo.

O trzecią palmę oparł się ciężko. Nam nieuchronna, lodowata woda zaczynała wzbierać niebezpiecznie i brodziliśmy w sobie po kostki, nie dotykając się. Szary położył rękę na karaibskim słońcu z obrazka. Jemu było ciepło. Jemu tak.

Odpalił to, co skruszył wcześniej, co zszargane uprzednio, zamknięte w błonie bibułki wrzeszczało w płucach, spalało się przy sercu i bladym dymem żegnało świat, wypuszczone z ust. Nieuratowane.

- Ustalone więc. Nie rozkwitniecie nigdy.

Więc ustalone.

 

*

 

Bezdomny, który przysiadł po drugiej stronie ulicy, dojrzał jeszcze jak dwa promienie rozchodzą się w przeciwne strony, by ochładzać sobą fragmenty zburzonego świata, które nigdy już się nie zetkną. Oddzieli te oksymorony nieubłagana szarość snu.

 

*

 

Posłuchaj mnie. Zapamiętaj.

Pod papierowymi palmami, na splecionych ramionach tamtej ulicy, jest kałuża.

Pływa w niej ten niedopałek. Idź tam kiedyś, w wolnej chwili, i dotknij wyblakłego karaibskiego słońca. Nie płacz.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • e make i ka pololi 2 tygodnie temu
    (w tekście znajdują się fragmenty "Autoportretu Witkacego")
  • Adelajda 2 tygodnie temu
    Końcówka jest cudowna. Całość również czarująca, ale końcówka wymiata.
    Pozdrawiam :-)
  • e make i ka pololi 2 tygodnie temu
    Jak milo Cie goscic.
    Dziekuje bardzo, naszla mnie tej nocy wena :).

    Koncowka miala troche szarpnac, ciesze sie, ze sie udalo.

    Pozdrawiam mocno.
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Bardzo wnikliwa analiza sytuacji, która doprowadziła do 'słońca'.
    Pisanie wprost i metaforą w jednym akapicie, zdaniu nawet. Bardzo ambitne pisarskie pióro.
    Łapanie istoty rzeczy, tzn. stanu psychicznego, ale również charakteryzowanie zewnętrzności.
    Warto było przyjść.
  • e make i ka pololi 2 tygodnie temu
    Milo mi. "Łapanie istoty rzeczy, tzn. stanu psychicznego, ale również charakteryzowanie zewnętrzności. " - wlasnie cos takiego. Fabula miala byc pretekstem, takim plaszczem do przyodziania "stanu".

    (Probowalam czytac chwile o tej kognitywistyce w metaforze, gdy okazalo sie, ze to wystapilo w tamtym fragmencie Twojego wiersza. Przyznam, ze niewiele z tego narazie pojmuje. Spodobalo mi sie takie stwierdzenie:
    "Jeśli bliżej przyjrzymy się kognitywistyce, zobaczymy, że wcale nie musimy zgłębiać istoty metafory".
    Bo mysle, ze bardziej chodzi o to, by ja czuc.)
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Masz rację, chodzi o to, by bez logicznego rozbierania, metafora weszła (różnymi drogami) w odbiorcze czucie.
    Zwrotka w Rebeliach 'stwierdza' wielotorowość naszej pamięci jednego zdarzenia. I konsekwencji powstawania innej historii.
    Nie ma faktu.
    Historii, żadnej, nie da się odtworzyć, co najwyżej odnotować niepodważalny efekt czegoś. Droga do niego - multum możliwości.

    Kognitywistyka (filozofia myślenia po trosze) to próba odpowiedzi na pytanie dlaczego i jak coś się myśli.
    Czym jest świadomość. Czy mózg mnie ma, czy ja mózg:)
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    Zapomniałam dodać. Zajrzyj do tekstów Floriana Konrada. Tam prozą poetycką narracja jest silnie nasycona. Swoją drogą Ty idziesz po tej drodze, a to gatunek pogranicza, mało popularny i niedoceniany. Jedna Nike dla Bronki Nowickiej trochę dobrego zrobiła, ale trudno liczyć na sukces.
    Wąski krąg czytelników. (powinnaś wiedzieć, że na tym poletku o sławę trudno)
  • e make i ka pololi ponad tydzień temu
    " 'stwierdza' wielotorowość naszej pamięci jednego zdarzenia. I konsekwencji powstawania innej historii. " - to bardzo ciekawie. Indywidualnie, nie w oparciu o zadną naukę, uwazam podobnie. Zaglebie sie w wolnej chwili.

    Floriana narazie jedną tylko rzecz przeczytalam, fragmentarycznie podobala mi sie, aczkolwiek osobiscie mam tendencję do zarowno lubienia jak i pisania form bardziej zwartych, gdzie nie ma miejsca na zbednosc zadnych elementow. To, co czytalam, bylo bardzo dlugie i (w mojej suwerennej opinii) miejscami niezdyscyplinowane, ale istotnie - byly momenty. Zbadam kiedys wiecej.

    Tak. Dobrze mi na pograniczu, a przynajmniej - nie bardzo umiem inaczej.

    Pozdrawiam.
  • Wrotycz ponad tydzień temu
    U niego jest zwartość w rozmachu rozległości. Taka sprzeczność.

    Tam gdzie dobrze... warto być. Bardzo lubię prozę poetycką, może dlatego, że bardzo jest wymagająca.
  • nimfetka ponad tydzień temu
    Rezerwuję sobie miejsce na potem.
  • e make i ka pololi ponad tydzień temu
    Masz tu zarezerwoway specjalny fotel ze skory moich wrogow ;(
  • nimfetka ponad tydzień temu
    To już nie jest ten moment, kiedy konsumujesz tekst z apetytem. To te zaawansowanie, kiedy tekst rąbie cię na kawałki i pochłania bez okrucha litości.
    Początek. To, w jak niemożliwy sposób naciumkałaś o jedzeniu pieprzonego kebaba, pod którym zapewne kryje się jakaś przenośnia.
    Opowiem Ci o mojej interpretacji, mam nadzieję, że nie zgłupiejesz.
    To jest opowieść o kulturowo nieetycznej miłości trójki kochanków. O życiu w otwartym, poliamorycznym związku i decyzji o jego rozwiązaniu. Zapadła z czasem. Była ona o tyle trudna, bo wynikała z faktu wzajemnej miłości dwóch osób, z pominięciem Szarego. Rozdzielenie promieni słonecznych to metafora rozkładającej się miłosnej aberracji. Mimo, że relacja stała się zbyt zażyła i sprawiała wrażenie nierozerwalnej, każdy jeden z nich zdawał sobie sprawę z tego, że nie można uniknąć rozdzielenia. Jest to naturalna, nieunikniona kolej rzeczy. Coś niezaprzeczalnego.
    To jest bardzo piękne. Bardzo piękne są słowa, którymi operujesz, które nie są przesycone. Tak, są bardzo sycące, do cna żołądka, ale idealnego cna, który sprawia, że człowiek czuje się tym ciężkostrawnym dziełem najedzony, a jednocześnie nie ma problemów z trawieniem. Uderzasz w tak dobre punkty, że czuję się oniemiona. W tym momencie to już przegryza magię, a zaczepia o znacznie wyższy poziom.
    Uwielbiam.
  • e make i ka pololi ponad tydzień temu
    nimfetko, nie wiesz jakie to cudne dla autora, gdy czytelnik tak szeroko i z widocznym zaangazowaniem plawi sie w jego slowach, gdy tak szeroko nastepnie dzieli sie swoimi przemysleniami.

    Gdyby mnie kiedys ktos, kto upadlby na glowe, wydal, to ow fragmencik, Twoje slowa bylyby cudowna zacheta. Cos takiego osiagnac:

    "To te zaawansowanie, kiedy tekst rąbie cię na kawałki i pochłania bez okrucha litości."

    Niesamowity komplement. Nie uwielbiam zadnych komentarzy nad Twoje i Canulasa. Nie wiem, dlaczego. Zadnego z Was nie znam blizej osobiscie, niejednokrotnie jednak czulam sens obdarcia sie z siebie na strzepy slow, by zobaczyc co z tych strzepow ulozy sie w Waszych dloniach.

    Za to dziekuje.

    Natomiast. Nie lubie drobiazgowych pragmatystow, ktorzy odzieraja teksty z ich istoty, chcac logicznie wytłumaczyć. Tych biedakow, ktorzy bez racjonalnosci traca grunt.

    Nie lubie tez gdy autor bierze za reke i krok po kroku tlumaczy odbiorcy o co mu chodzilo. Zapomina on, ze sztuka zyje wlasnym zyciem, ze w ogniu cudzym ma prawo spalic sie jego pierwotny zamysl.

    Mimo to wyjasnie moj konstrukt, co nie znaczy, ze to zle, iz statek ktory zbudowalam, odplynal na te Twoje nieznane wody.

    "To jest opowieść o kulturowo nieetycznej miłości trójki kochanków. O życiu w otwartym, poliamorycznym związku i decyzji o jego rozwiązaniu. Zapadła z czasem. Była ona o tyle trudna, bo wynikała z faktu wzajemnej miłości dwóch osób, z pominięciem Szarego. Rozdzielenie promieni słonecznych to metafora rozkładającej się miłosnej aberracji. Mimo, że relacja stała się zbyt zażyła i sprawiała wrażenie nierozerwalnej, każdy jeden z nich zdawał sobie sprawę z tego, że nie można uniknąć rozdzielenia. Jest to naturalna, nieunikniona kolej rzeczy. Coś niezaprzeczalnego. "

    W moim zamysle Szary symbolizować mial przeszkode. Wlasne strachy i ulomnosc tych dwijga, ktorzy, choc byli dla siebie stworzeni, nie mogli, przez usposobienie i blokady swiata, zaznac absolutu. I tak, Czip i bohatera rozstali sie, choc nie bylo lepszego yig i jangu. Zbyt bierni, zbyt ferdydurkowato niepowaznie nastawieni - stali sie tylko niedopalkiem. Ten smak namoklego peta - musiali sie tym zapachem stac, ten smak niesc w ustach, czasem z nostalgia zatrzymujac sie przed zgaslyn, ale i najjasniejszym sloncem.

    Szary to nieublagana rzeczywistosc. Milosc w kaluzy - piekno bezsensu.
  • stefanklakson tydzień temu
    Dlaczego nazwa Twojego nicku jest hawajska?
  • e make i ka pololi tydzień temu
    Dlatego, ze chuj wie. Moze znajde sie kiedys glodna i na Hawajach?
    Bede wowczas wiedziala, co robic. Otoz sarnie oczy zrobie, a z mych ust wydobedzie sie: e make i ka pololi.


    :)))
  • Canulas tydzień temu
    Cofnąłem się i tutaj.

    "Mały Kebab wciśnięty w szary kłąb snów, jakim od dawna zdawało się być wszystko." - wydaje mi się, że sformuowanie: "zdawało się być" jest niepoprawne. Że poprawne: "zdawało się". Obadaj.

    "Czasem dopytywał pusto, bawiąc się małą podróbą troski, czy na pewno nie chcę więcej, czy nie chcę czegoś jeszcze aby… " - bardzo ładny zapis. Zacny.

    "Byliśmy, byliśmy wierszem idioty. " - i oczywiście to. Przepiękne.

    Dalej również są wyimki, ale najbardziej uderza końcówka.
    Całość jawi mi się jako pewna gra, typu: Niech nie patrzą oczy Twoje. Jakby osoba z pozoru drugoplanowa była tą, którą tak naprawdę pragnie się trzymać za rękę, a osoba, o której tutaj dużo, tak naprawdę jest elementem zbednym. Czymś, co uwiera.
    Kojarzy mi się ze zdjęciem, na którym niby para tańczy, ale babka w tym tańcu i tak trzyma za rękę kogo innego. Taka sprawa, którą ciężko rozwiązać. Nie wiem, mogę pierdolić cuś.
  • e make i ka pololi tydzień temu
    Okej.

    Co do pierwszej wątpliwości: mi to "zdawalo sie byc" gra i pasuje.
    Np popatrz, kobieta mowi do mezczyzny: wczoraj zdawales sie byc jakis nieswoj.

    Nie, to chyba nie jest błąd.
    Glowy sobie nie dam uciac, najwyzej bede bez glowy. Och, jakze lzej i latwiej bez glowy byloby mi.

    :)

    "Bylismy, bylismy wierszem idioty", to jest wlasnie zaczerpniete z "Autoportretu Witkacego". Posluchaj: https://m.youtube.com/watch?v=P7EIq4AsHSs

    (Wspominalam w pierwszym komentarzu, ze uzylam fragmenciku z tego utworu, zeby nie bylo, ze plagiat).


    Co zas do tresci. Kazdy ma prawo do wlasnej interpretacji. Wszystko jest w mojej odpowiedzi na komentarz Nimfetki, ale przekopiuje credo, to, jaki byl rdzen mego zamyslu:

    W moim zamysle Szary symbolizować mial przeszkode. Wlasne strachy i ulomnosc tych dwojga, ktorzy, choc byli dla siebie stworzeni, nie mogli, przez usposobienie i blokady swiata, zaznac absolutu. I tak, Czip i bohatera rozstali sie, choc nie bylo lepszego yig i jangu niz oni. Zbyt bierni, zbyt ferdydurkowato, niepowaznie nastawieni - stali sie tylko niedopalkiem. Ten smak namoklego peta - musiali sie tym zapachem stac, ten smak niesc w ustach, czasem z nostalgia zatrzymujac sie przed zgaslyn, ale i najjasniejszym sloncem.

    Szary to nieublagana rzeczywistosc. Milosc w kaluzy - piekno bezsensu.


    :)
  • Canulas tydzień temu
    e make i ka pololi - hmm
    Wiem, ze te programy, to często o półdupek potłuc, ale: https://languagetool.org/pl/ - jakbyśmy tutaj wrzucili "zdawał się być" - zaklęty wewnątrz bot, pogroziłby nam paluszkiem. Temu dałem pod rozwagę to.

    Co do treści, nie wiedziałem, że to z WItkacego, bo nie rzuciłem okiem na komenty. Teram mundrzejszy o ten promil.
    Piękno bezsensu brzmi spoczi.
  • e make i ka pololi tydzień temu
    Canulas, to my im pogrozimy środkowym.

    <3
  • Canulas tydzień temu
    Git

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania