Przegrany zakład Pascala

<https://pl.wikipedia.org/wiki/Zak%C5%82ad_Pascala>

 

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami toczył wojnę jeden król z drugim królem. Nienawiść między niemi była tak ogromna, że jeden drugiego z powierzchni ziemi chciał zetrzeć. Któregoś dnia spotkali się na wielkim polu, a każdy wiódł armię potężną. Doszło do straszliwej bitwy, trwającej całe popołudnie, aż do wieczora. Przelano morze krwi, a niemal wszyscy: rycerze, wojowie, giermkowie, a nawet obaj królowie, zginęli. Pojedynczy ocaleni czym prędzej pouciekali, radzi, z zachowanego żywota.

Następnego dnia po walce, o zaranku na pobojowisko przyszedł młody chłopak, Apolinary, najmłodszy syn drwala z pobliskiego lasu. Ot, zwykły szabrownik, hiena, który trupom zabiera cenne przedmioty i sprzedaje za bezcen wędrownym handlarzom, którzy nie zadają pytań.

Młodzian przystąpił do pracy i niezabawem zebrał pełen kosz pierścieni, sygnetów, amuletów, ozdobnych sprzączek i innych świecidełek. Postanowił odpocząć chwilę, bowiem dzień był strasznie upalny. Mimo wczesnej pory żar już lał się z bezchmurnego nieba. Powietrze wydawało się stać w miejscu, nawet zwabione do tej masy poległego ścierwa muchy, latały leniwiej niż zwykle. Apolinary, przysiadłszy na jakimś porzuconym końskim siodle, otarł spocone czoło. Każdy delikatny podmuch wiatru przyjmował z radością. Odsapnąwszy nieco, już miał wstawać, gdy nagle dostrzegł idące ku niemu przez pobojowisko dwie osoby. Chłopaka i dziewczynę. Byli to najpiękniejsi ludzie, jakich do tej pory widział. Ona opalona długowłosa blondynka o niepospolitej urodzie. Smukła i wysoka. Zgrabna niezwykle, kształtne piersi i biodra okalała jedynie bardzo skromna szata. Czarujący uśmiech, odsłaniający równe, białe zęby, zachwycał. On zaś wysoki, muskularny, o ciemnych włosach, falami opadającymi na kark, gładko ogolony, z ognikami w brązowych oczach. Szli trzymając za ręce, emanowało od nich szczęście i radość. Wyglądali jak postacie z bajki, nieziemskie istoty z boskimi cechami. Wtem dostrzegli Apolinarego. Konsternacja. Para sprawiała wrażenie, jakby nie wiedziała co zrobić na okoliczność spotkania żywej istoty wśród tysięcy trupów. W końcu jednak zdecydowali się podejść bliżej.

 

– Witaj – rzekła dziewczyna, głosem spokojnym i ciepłym.

– Witajcie – odpowiedział Apolinary, niezbyt szczęśliwy, że ktoś może stanowić konkurencję w jego szabrowniczym przedsięwzięciu.

– Co tu robisz? – zapytał piękny chłopak, uśmiechając się lekko.

– Szukam kogoś – skłamał syn drwala. – A wy?

– Zbieramy pamiątki – odrzekła dziewczyna. – Pozwól, że się przedstawimy. Ja jestem Nienawiść, a mój towarzysz to Miłość.

 

Apolinary zbladł zdjęty strachem i drżącym głosem spytał:

– Jakie pamiątki zbieracie?

– Och, nie takie głupstwa jak ty – odrzekł młodzieniec, wskazując na leżący obok Apolinarego pełny kosz. – Ja zbieram wszelkie dobre uczucia, pozostawione przez umierającego człowieka. Wielu poległych miało żony, narzeczone, dzieci, rodziców. Kochali, szanowali, tęsknili… To nie może zginąć, więc ja te uczucia gromadzę i oddaję innym, którzy jeszcze nie zaznali miłości.

– A ja przeciwnie – wyjaśniła Nienawiść. – Zbieram wszystko, co złe. Niejeden z tutaj poległych kogoś nienawidził, komuś źle życzył, czy chciał się mścić. Taką złą moc też trzeba zabrać i przekazać dalej. Jednak wcześniej musimy zważyć, czy więcej było miłości czy nienawiści i wówczas zapada decyzja, gdzie trafi zmarły. Czy pójdzie spokojnie do Nawii czy będzie pokutował na ziemi jako błędny ognik albo duch.

Przestraszony Apolinary nie wiedział, co rzec, więc zaczął zbierać się do odejścia. Ale nagle w głowie zakiełkowało mu pytanie, które musiał zadać:

– A co, jeśli jest równowaga dobrego i złego?

– Nigdy nie ma równowagi, zawsze jest, choćby minimalna, przewaga miłości lub nienawiści – odpowiedziała z naciskiem dziewczyna, a jej towarzysz dodał:

– Tylko jeśli dusza była zupełnie pusta za życia, bez żadnych uczuć, możemy ją przegapić. Wtedy, gdy przyjdzie na niego kres, nie umrze, lecz przeżyje własną śmierć i będzie żył po kres czasów.

Apolinary rozdziawił gębę ze zdumienia, lecz piękny młodzieniec szybko dodał gniewnie:

- No, zmiataj! Za dużo już powiedziałem, a mamy robotę!

 

Syn drwala zabrał się czym prędzej i pobiegł do domu, zapominając nawet o swoim koszu pełnym "pamiątek”. Niósł jednak coś znacznie cenniejszego – tajemnicę nieśmiertelności. Miała ona co prawda wysoką cenę, bo za taką trzeba przecież uznać życie bez uczuć, ale młodzieniec był gotów zapłacić.

 

Wrócił do domu po to tylko żeby się spakować. Postanowił od razu samotnie ruszyć w świat, tak by oczyścić swoją duszę i nie dać się w godzinie śmierci odnaleźć ani Panu Miłości, ani Pani Nienawiści. Omijał skupiska ludzkie, pomieszkiwał w szałasach leśnych, z nikim się nie przyjaźnił, nikogo nie kochał, ale też i źle nie życzył, nie wadził, a gniew oraz złość były mu obce. Przestał trudnić się szabrownictwem, a zaczął zbierać grzyby i jagody, które niekiedy sprzedawał po wioskach. Pewnego dnia, gdy właśnie przeliczał utarg, został napadnięty przez trzech zbójów. Ci zaś, zamiast pozbawić Apolinarego życia, co było normą w owych czasach, zabrali jedynie pieniądze i uciekli. Co więcej, gdy niedługi czas później krainę nawiedziła epidemia czarnej ospy, on nie zachorował! Utwierdziło to chłopaka w przekonaniu, że jest w stanie żyć wiecznie. Wędrował dalej po świecie nie wchodząc z nikim w żadne relacje, omijał wędrowców, na dziewczęta nawet nie spoglądał, by nie mieć pokus.

 

W końcu, gdzieś w środku leśnej głuszy, z dala od innych ludzi, zbudował małą chatkę i zamieszkał w niej. Żył samotnie przez wiele lat, tylko czasami niepokoiło go, że się starzeje. Po cóż mu była nieśmiertelność, jeśli miał jedynie trwać zniedołężniały i ledwo nogami powłóczyć? Niekiedy tęsknił za rodzinnymi stronami, ale szybko tłumił w sobie wszelkie uczucia. Pilnował, aby dusza jego była wolna. Któregoś jesiennego dnia, gdy wyszedł sprawdzić, czy zając nie złapał się w zastawione wnyki, zastał go niezwykle gwałtowny deszcz. Lało jak z cebra, potoków wody nie zatrzymywały liście, które już wcześniej były opadły. Przemókł Apolinary do suchej nitki i wkrótce ciężko zachorzał. Z wielką gorączką oraz strasznym bólem piersi leżał w swej chacie na posłaniu z mchu i paproci, czując zbliżający się kres żywota. Najpierw czuł lęk, że nie umrze, tylko będzie taki chory leżał po wieczność. Jednak słabnąc z każdą upływającą godziną, zaczął uzmysławiać sobie, że śmierć go nie poniecha. Pomyślał wtedy, jak w sposób perfekcyjny zmarnował życie, niczego nie dokonując, nikogo w nim nie kochając ani nie mając żadnych uczuć.

A gdy wydawał ostatnie tchnienie, olśniło go, że ta para, którą za młodu był spotkał na pobojowisku, to pewnie tacy sami szabrownicy jak on, tylko ciut cwańsi.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Shogun 2 miesiące temu
    Aj, Bajko, znowu mi figle robisz 😂. Myślałem już tutaj nad zakończeniem, że ich spotka i tak dalej, a ty jak zwykle zaskakujesz. Jak ja mam to teraz interpretować? 😂 Jeśli przyjąć, że było tak jak Para mówiła, to świetnie ich opisałeś jak i to co robili. Jeśli przyjąć, że był to zwykły fortel z ich strony, to są zwyczajnymi szabrownikami. Cóż, pa licho zakład Pascala, jak chłop po prostu życie przegrał, a to jest chyba jeszcze gorsze niż przegranie Zakładu.
    Tekst bardzo mi się podobał :D
    Pozdrawiam ;)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Przegrał, bo uwierzył ludziom takim jak on, którzy wmówili mu, że wiedzą coś więcej. A on tej wierze w słowa jedynie podporządkował całe życie. Nie zyskał nic, stracił wszystko. Gdzieś już z Tobą pisałem o wariantach zakładu Pascala, tu jest opisany jeden z nich, najgorszy moim zdaniem.
    Dzięki za wizytę.
  • Shogun 2 miesiące temu
    Bajkopisarz to prawda, gdzieś już o tym pisaliśmy, lecz nie pamiętam dokładnie gdzie. Cóż wydaje mi się, że masz racje, to najgorszy wariant, bo nie dość, że nie zyskał nic za życia, to możliwe również, że nic nie zyska po śmierci. No, patrząc na to, gorzej już być nie może.
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    niemi czy nimi? Celowe do rymu?

    Kolejna bardzo ciekawa historia. Lekko napisana, bez zbędnych upiększaczy. Kwintesencja. Jak zawsze dajesz do myślenia. Dziękuję :)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Niemi celowo, ale nie zauważyłem rymu, więc przerobiłem, dzięki za spostrzeżenie.
    Ale najmilsze słowa to te o braku upiększaczy, bo jest ich tutaj od groma, tyle że wszystkie udało się wpleść tak, że nie są nachalne.
  • CynicznaCecylia 2 miesiące temu
    "Ona smukła, wysoka, opalona długowłosa blondynka o niepospolitej urodzie" - nie powinno być to tak rzędem wymieniane. "Ona opalona długowłosa blondynka o niepospolitej urodzie.Smukła i wysoka". Kiedy podmiotowi towarzyszą więcej niż dwa, maksymalnie trzy przymiotniki, zaczyna to przypominać klepanie listy zakupów. Lepiej rozbić.

    Dobre nawiązanie do zakładu, aczkolwiek ja tu wolę puentę z Świata Dysku, szkoda tylko, że nie pamiętam dokładnego cytatu. Przyjemna, odwrócona końcówka. Zresztą i początek niezły, który wraz z przybyciem szabrownika, przypomniał mi inną, przewijającą sie w całej twórczości Pratchetta konkluzje, że wszystkie wojny wygrały kruki (oraz inne ścierwojady ;))
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Bardzo dziękuję, poprawka zrobiona.
    Tutaj na pewno wojnę wygrały tylko muchy i inne padlinożercy no i zapewne ta piękna para hien, która sprytnie przegoniła konkurenta ;)
    A przegrała cała reszta, z Apolinarym na czele, który nie żył przez całe swoje życie.
  • Clariosis 2 miesiące temu
    No proszę, bajka która w sposób niedosłowny porusza temat nienawiści i miłości. :)
    Tak coś czułam, że nie skończy się kolorowo - chęć nieśmiertelności ważniejsza niż jakiekolwiek uczucia i relacje, straszliwa wizja... A na sam koniec i tak coś poczuł - strach, po czym zaczął żałować. Ciekawi mnie jednak czy ostatecznie piękni młodzieńcy byli jednak istotami nadprzyrodzonymi - nawet jeżeli, to jest racja w tym, że są zwykłymi rabusiami, bo okradają martwych z emocji, a żywym wmawiają sposób na nieśmiertelność, którego pewnie sami nie są pewni. Jeżeli zwykłymi ludźmi, no to nieźle, bo nic na to nie wskazywało - musieli być bardzo perfidnymi aktorami.
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    Odpowiedź jest w tytule :) Skoro zakład został przegrany, to nie ma żadnych istot nadprzyrodzonych, zaś Apolinary dał się zwieść fałszywym obietnicom nieśmiertelności.
  • Clariosis 2 miesiące temu
    Bajkopisarz Przyznam szczerze, że na początek nie do końca rozumiałam nawiązania tytułu do treści, ale teraz już mi to rozjaśniłeś. ;)
  • pasja miesiąc temu
    Bajka raczej dla dorosłych, ale też dla starszych dzieci. Każda wojna niesie za sobą zniszczenie, ale też wzbogacenie. Jedni tracą majątek i życie, drudzy podstępnie zagarniają dobytek. Para młodych ludzi była sprytniejsza od Apolinarego i bardziej elokwentna w słowie. Potrafiła dobrze zamącić w jego umyśle. Pewnie kosz z kosztownościami sami zgarnęli. Apolinary pozostał eremitą i w samotności dążył do nieśmiertelności. Nie doznał niczego, stracił tak wiele i w jakimś stopniu był bezużytecznym obywatelem. Nic nie dokonał, nie pracował, nie założył rodziny i nie spłodził potomka. Bez uczuć i pragnień umierał w samotności. Dobrze, że chociaż przed śmiercią zrozumiał swoje przegrane życie. Tytuł bardzo trafny i nasuwa pytanie, czy istnieje wzór na życie?
    Pozdrawiam,
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Wielkie dzięki! Znalazłaś wszystko, co w tej bajce miało być, więc tym bardziej się cieszę :)
    Wzór na życie? Każdy ma własny i pewnie najlepszy. Problem zaczyna się, gdy zaczyna żyć nieswoim życiem, a cudzym, przybranym, bo to inne wydaje się fajniejsze od własnego.

    Przykład tutaj:

    https://www.wiocha.pl/1596585,Kiedys-zrozumie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania