Przemijanie

"Żywy zamyka oczy zmarłemu, po to by martwy otworzył oczy żywym."

Zdanie wypowiedziane przez księdza w trakcie mszy pogrzebowej.

 

Ja

Klikam w przycisk w nadziei, iż natrafię na coś ciekawego w telewizji. Rytuał odbierający wolność i radość.

Godzina klikania niedostrzegalnie zagarnia najwartościowszą rzecz w życiu. Czas. Tak dużo go i mało, niedoceniany i marnowany na jałowe rozmowy, kłótnie i nic nieznaczące czynności.

Obżeram się pizzą, popijam colą, której smak zniewala mózg i moje zdrowie.

 

On

Z trudnością bierze oddech i rozgląda się wokół.

Córka z niepokojem patrzy na ojca.

– On nie może umrzeć! Jeszcze nie teraz! – milczący krzyk rozpaczy wypełnia jej myśli.

Głaszcze jego opuchniętą dłoń, mając nadzieję, iż to pomoże, że zdarzy się cud.

Marek chce powiedzieć, jak ją kocha, niestety z ust wydobywa się jedynie nic nieznaczące charczenie. Chciałby objąć ukochaną córkę. Wyciąga ręce, a ona patrzy na niego z przerażeniem. Okrągłe i załzawione oczy widzą zbyt wiele.

– Zaraz cię poprawię – mówi, wstaje z niewygodnego szpitalnego krzesła, podnosi pościel i przykrywa jego nagie, nienaturalnie chude nogi.

Nie ma siły się ubrać. Nie ma siły się wstydzić, iż jest jedynie w majtkach i koszulce niepranej od kilku dni. Czuje, że już nigdy nie będzie miał dość siły, by przerwać nienaturalną ciszę.

 

Ja

Zapalam papierosa i rozmyślam o parszywym życiu. Na nic mnie nie stać, nikt mnie nie docenia, a o podwyżce w pracy mogę tylko pomarzyć. Trzymana w ręce butelka z piwem znowu jest pusta. Wydaje się, iż robią je coraz mniejsze, by wyciągnąć od ludzi ciężko zarobione pieniądze.

Idę do pobliskiego monopolowego i automatycznie wypowiadam znaną mi i ekspedientce kwestę.

– Małpkę czystej.

Nie wysilam się na uprzejmość, a mój uśmiech rezerwuję na lepszą okazję niż zakup wódki.

– Proszę. – Ekspedientka podaje upragniony płyn, a ja nawet nie dziękuję. W końcu to jest jej zasrany obowiązek, by obsłużyć klienta.

 

On

– Dziękuję – udaje mu się powiedzieć i zaczyna przeraźliwie kaszleć. Wykrztusza krew i chce ukryć ją przed córką. Niech chociaż ona wierzy, że to jeszcze nie jest jego czas.

Ból w płucach przerywa chwilowy spokój i poniewiera nim z całych sił. Wokół słychać jedynie przeraźliwy krzyk. Jego krzyk. Nie wie, ile to trwało, ale wydawało mu się, że była to wieczność, do której nieubłagalnie się zbliża.

 

Ja

Przenikliwe zimno wyrywa mnie ze snu. Otwieram oczy i rozglądam się, nie widząc niczego. W końcu dochodzi do mnie, że wciąż przebywam na dworze, a miejsce w którym jestem to przydrożny rów. Siadam i szukam papierosów, towarzyszy mej niedoli. Ostatecznie znajduję pomiętą paczkę w lewej kieszeni spodni i wyciągam jednego z nich – "przyśpieszacza śmierci". Teraz tylko zapałki. Szukam po kieszeniach i nie umiem ich znaleźć.

– Cholera – wycharczałem i na czworakach szukam ich wokół siebie. – Są – krzyknąłem z tryumfem i chwilę później zaciągam się, a płuca wypełniają się dymem. – Kto pije i pali nie ma robali! – krzyczę w euforii i śmieję się z tak znanego mi powiedzenia.

Przez chwilę rozpiera mnie szczęście, a świat staje się lepszy.

 

On

Dzisiaj czuje się lepiej. Otwiera oczy i od razu widzi Monikę. Znowu jest.

– Cześć córeczko – szepcze i wykrzywia usta tak, by przypominały uśmiech. – Dziękuję Ci – mówi i przerywa wzruszony.

A ona wstaje i głaszcze go po głowie. Nigdy nie lubił pieszczot, dotyku, współczucia, teraz zaś jej gest przyjmuje jak największy skarb. Chciałby, by chwila ta trwała bez końca. Niestety kroplówka się skończyła, a jego ciało ponownie wpada w objęcia bólu.

– Tato, tato, co ci jest? Boli cię, jak cię dotykam? – momentalnie przerywa głaskanie i wybiega w poszukiwaniu pielęgniarki.

Piękna chwila minęła bezpowrotnie.

 

Ja

– Choć, idziemy do zoo – mówię do Amelki, a na jej twarzy rozkwita słoneczny uśmiech.

– Tak, tak – woła zachwycona. – Z tatusiem do zoo.

– Tak, z tatusiem. – Również i ja się uśmiecham.

Wstyd mi za to, że tak zaniedbałem obowiązki. Z żoną właściwie już nie rozmawiam, gdyż mówi tylko o jednym. O moim piciu, jakbym był alkoholikiem. W końcu każdy facet pije, a ja nie wlewam w siebie więcej od innych.

Do zoo jedziemy autobusem, gdyż nigdy nie było nas stać na samochód.

 

On

Obudził go delikatny dotyk. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą dziwną, bladą postać.

– Już niedługo to się skończy – mówi, a jej głos działa na niego kojąco.

– Co się skończy? – zapytał, a może tylko pomyślał?

– Wszystko. Całe Twoje życie.

Patrzył na nią i widział piękno. Piękno, którego nie rozumiał. Ona była taka inna, taka ...

 

Ja

– Tata, zobacz, jak małpki się bawią! – woła Amelka i ciągnie mnie za ręce.

– Tak – śmieję się, ale moje myśli coraz uporczywiej brną w kierunku odrobiny alkoholu.

– Tato, chodźmy do słonia! – Mała krzyczy i skacze obok mnie, a ja powoli idę ciągnięty przez Amelkę.

 

On

Patrzy na córkę, na łzy jej w oczach i jej zmagania z samą sobą. Widzi, ile wysiłku kosztuje ją utrzymanie spokoju. Czuje, jak blisko jest płaczu, jak bardzo chciałaby wrzeszczeć, kopać. A musi się powstrzymać ze względu na niego.

Patrzy na siebie leżącego w łóżku. Na siebie!

Widzi, jak klatka piersiowa z trudem unosi się w górę, by chwilę później opaść. Słyszy, jak charczy przy każdej próbie złapania powietrza. Widzi grymas bólu na swojej twarzy. Jego już nic nie boli, jednak wciąż tu jest.

Do dzisiaj nie umie pojąć dlaczego ona wciąż go kocha. Pił, zaniedbał ją, nieraz musiała wstydzić się za niego, a ona wciąż go kocha. Boże jak bardzo chciałby wynagrodzić Monice całe zło, jakie uczynił. Jakże chciałby ją przeprosić.

– Ona wie – usłyszał i zatopił się w nicości.

 

Ja

– Choć córuś, teraz pójdziemy coś zjeść – powiedziałem i tym razem to ja ją ciągnąłem, byśmy jak najszybciej znaleźli się w restauracji.

– Tatuś ja chcę frytki i kurczaka – woła. – A do picia sok pomarańczowy. – Kończy.

Takie też danie jej zamówiłem. Sobie zaś wziąłem ziemniaki z kotletem i piwo.

A później jeszcze jedno piwo i kolejne, następnie pięćdziesiątkę i kolejną, i kolejną ...

 

On

Obudził się i zobaczył mamę. Jakże była młoda.

– Choć, musimy iść.

Poczuł ogromny ból i znowu był w ciele. Otworzył oczy i zobaczył córkę, która wciąż z nim była. Spróbował powiedzieć, jak ją kocha i udało się.

– Córuś zawsze cię kochałem i przepraszam za wszystko. – zamknął oczy i już nic nie czuł.

On także był młody, zdrowy, lekki i szczęśliwy tak jak jego mama. Ciało nie było już potrzebne.

– A ona? – zapytał.

– Musi sobie z tym wszystkim poradzić sama.

– A ja?

– Twoją duszę uleczył rak.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Józef Kemilk ponad tydzień temu
    Dzięki za anonimowe oceny. Zapraszam do komentowania.
  • sisi55 ponad tydzień temu
    Możemy się umówić, że jak ty skomentujesz coś mojego to ja to skomentuje? Brakuje mi opinii.
  • Józef Kemilk ponad tydzień temu
    Opinie nie są najważniejsze:) Mogę Twój nowy tekst skomentować, tylko że czasem jestem krytyczny i raczej nie jestem systematyczny. Tym samym raczej rzadko komentuję i to się pewnie nie zmieni.
  • sisi55 ponad tydzień temu
    Wybacz nie do końca wiem co się dzieje. Jaki jest związek między ,,ja", a ,,on"? I dlaczego dusze uleczył rak?
  • Józef Kemilk ponad tydzień temu
    Ja i on to ta sama osoba, tylko na innym etapie życia. Jego choroba (rak) jak się okazało była nieuleczalna. Często takie długotrwałe choroby zmieniają człowieka i to właśnie się stało z głównym bohaterem. Nadzieja, utrata nadzieji i znowu nadzieja zmienią większość z nas. Marzeniem staje się wypowiedzenie słowa, przechadzka przy pomocy balkonika. Uczymy się pokory i doceniamy każdą rzecz.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania