Przypadek inspicjenta Henryka - miniatura fantasy

Dyrektor teatru nie wzywał zbyt często do siebie pana Henryka. Właściwie, była to prawdziwa rzadkość. Henryk był bardzo cichym, spokojnym i sumiennym pracownikiem, tego wymagało piastowane przez niego stanowisko. Pracował jako inspicjent, a jego głos stawał się bardzo ważny w czasie prób lub przedstawienia. Wtedy kontrolował nawet największe gwiazdy teatru i każdy przedmiot, który był wykorzystany w trakcie sztuki. Znał na wylot aktorów, ich przyzwyczajenia i humory. Każdy scenariusz kartkował częściej niż reżyser, scena i kulisy nie miały dla niego żadnych tajemnic. Lecz po opuszczeniu kurtyny stawał się znów panem Henrykiem z budki inspicjenta z boku sceny. Żył samotnie i zbliżał się do emerytury. To teatr był jego pierwszym domem. Do swojej kawalerki wracał niechętnie, bo w teatrze zawsze było coś do zrobienia.

Wizyta u dyrektora przebiegła w bardzo miłej atmosferze. Zlecono Henrykowi organizację balu noworocznego. Nikomu nie chciało się tym głowy zawracać, a dla pracownika z „takim doświadczeniem” to będzie drobnostka. Teatr organizował bale od 1918 roku i właśnie w tym roku będzie to setny bal. Należy zaznaczyć, że to okrągła rocznica, więc można się spodziewać „znamienitych gości”.

Henryk raczej nie lubił bali. Żadnych. Przez cały okres pracy w teatrze przypomniał sobie zaledwie dwa lub trzy, na których się bawił, choć i to jest zbyt wiele powiedziane. Wpadł na pomysł żeby wykorzystać „Kronikę Teatru”, którą przejął od swego poprzednika – pana Bronka. Były tam interesujące zapiski, i zdjęcia nawet z pierwszego balu.

Stary inspicjent zasiadł do albumu. Pomyślał, że dobrym pomysłem będzie wyświetlać na balu zdjęcia z różnych lat projektorem. Te stare, na tekturkach, w nastrojowej sepii, przez czarno-białe, aż po kolory współczesności.

Pierwszy bal, rok 1918. Powstał teatr, ale trwała wojna, która miała jeszcze ciągnąć się prawie rok. Na zdjęciu duża grupa gości, damy w długich sukniach, wielu niemieckich oficerów w galowych mundurach. Większość twarzy przysłonięta maskami. Te damskie z pękami piór dyskretnie trzymane za długi uchwyt. W tle orkiestra, sala przystrojona girlandami i lampionami. Po środku grupy stoi gruby mężczyzna we fraku. Henryk odczytał pod zdjęciem, że to pierwszy dyrektor teatru. Kolejne zdjęcia podobne do siebie: w środku dyrekcja i najważniejsi goście. Zmieniała się tylko moda kobieca na bardziej zwiewną i krótszą. W 1939 roku znowu zagościł niemiecki sznyt wątpliwie ozdobiony gapą ze swastyką. Kolejne lata to zmiana dekoracji. Na ścianie, za orkiestrą, lśni sierp i młot, a później hasło: „Teatr sceną prawdy robotniczo – chłopskiej”.

Henryk westchnął, zdjął okulary i przetarł zmęczone oczy. Z okna swojej kawalerki spojrzał na rozświetlone neonami miasto. Przez chwilę rozmyślał o pokoleniach, historii, która odeszła w cień. Czerwone wino przyjemnie zapachniało w kieliszku, Henryk jeszcze bardziej pochylił się nad kroniką.

Zdjęcia lat siedemdziesiątych… Barwa nadała bawiącym się ludziom nowy wymiar i klimat. Fotografia z 1975 roku, wtedy właśnie zaczynał swoją przygodę z teatrem. Bal nie był maskaradą, więc bez trudu rozpoznał swojego pierwszego dyrektora, oficjeli partyjnych i znakomitą większość pracowników teatru. Reszta gości to anonimowe twarze, ale uwagę Henryka przyciągnęła rudowłosa kobieta, która jako jedna z nielicznych właśnie założyła maskę. Pan Henryk przekartkował kilka stron i spojrzał na rok 1976. Szybko na zdjęciu odnalazł siebie, a po krótkiej chwili i rudowłosą kobietę. Była w tej samej masce co rok temu – czarna opaska na oczy z obwódką z błyszczących w świetle flesza diamencików. W roku 1977 znowu była i w kolejnych latach też!

Henryk zamyślił się głęboko. Tajemnicza dama przychodziła na bale regularnie, ale zupełnie jej nie kojarzył. Prawda, balowiczem nie był, ale niemożliwe żeby zupełnie nie znał tak częstego gościa. Zerknął na ostatnią stronę. Bal z roku 2017... i jest, znowu jest! Niezmieniona przez te wszystkie lata, piękna z uwodzicielskim uśmiechem i refleksami diamencików na opasce. Stary inspicjent odwrócił karty kroniki wstecz na chybił – trafił. Wypadł rok 1958. Na czarno – białym zdjęciu odnalezienie rudowłosej piękności nie była tak oczywiste, ale po krótkim wpatrywaniu się, Henryk nie miał wątpliwości, że ją widzi. Po plecach przebiegł mu dreszcz. Pytające spojrzenie spoczęło na smukłej butelce wina. Rubinowy płyn wypełnił kieliszek, a Henryk wychylił go jednym łykiem. Wrócił do początku albumu, do roku 1918.

Była tam. Wcale nie trzeba było się długo wpatrywać. Stała blisko środka fotografii, w ręku lśnił kieliszek z szampanem.

Henryk bał się. Po raz pierwszy w życiu czuł ten rodzaj strachu. Bał się tego, czego wytłumaczyć nie potrafił. Jeszcze raz z uwagą przejrzał kronikę. O pomyłce nie mogło być mowy. Tajemnicza dama odwiedzała teatralny bal już od stu lat i wcale się nie zmieniała. Kim była? Stary inspicjent wiedział, że musi zorganizować kolejny bal i że chce ją poznać.

***

Bal noworoczny rozpoczął się doskonale. Orkiestra zacinała lubiane przeboje, goście bawili się wesoło, ale tej, na którą z napięciem czekał inspicjent, nie było. Henryk zbierał uśmiechy i pochwały. Goście byli zadowoleni. To wszystko jednak mało go obchodziło. Cały czas spoglądał, kto na balu się pojawia i niecierpliwie czekał, aż nadejdzie rudowłosa dama.

Mijały godziny hucznej zabawy, minęła suto opita szampanem północ, a oczekiwanego gościa wciąż brakowało. Wreszcie ktoś zakrzyknął: „Zapraszamy do zdjęcia! Wszyscy ustawiają się do zdjęcia! Szybko!”. Henryka porwał radosny tłum i ustawiono go koło dyrektora. Uśmiechnął się, błysnęły oślepiające flesze. Henryk pomyślał, że nie wyjdzie na tych zdjęciach korzystnie. I wtedy, kątem oka mignęły mu marchewkowe włosy. Obejrzał się. W tylnym rzędzie, daleko za nim stała dama w masce z diamencikami. Więc jednak przyszła!

Pan Henryk rozpychając się łokciami przepychał się przez tłum cały czas pilnując wzrokiem płomienne włosy. Udało się, złapał kobietę za dłoń i obrócił do siebie. Była onieśmielająco piękna.

- Witaj - powiedziała z uśmiechem. - Jak masz na imię?

- Henryk – niemal wyszeptał – Mam na imię Henryk. Kim jesteś?

- Nieważne kim jestem – spojrzała mu głęboko w oczy. - Henryk to mocne imię, oznacza dobrego władcę, właściciela bogatego domu. Pójdziesz ze mną? Już wiek czekam na ciebie.

- Dokąd... Dokąd pójdziemy? - zapytał speszony.

- Przejdziemy przez zwierciadło, zaprowadzę cię do mojego kraju. Tam wojna, przepowiednia... Och, zbyt wiele trzeba by teraz opowiadać. Zostaw wszystko, chodź ze mną!

Stary inspicjent zatrzymał się gwałtownie. To chyba wariatka – pomyślał.

- Co ty opowiadasz? - odtrącił jej rękę – Za stary jestem na jakieś wojny!

- Za stary? - zaśmiała się – Wiek to nie jest problem. Nie bądź jak inni, zaufaj mi. Wyruszamy!

Pan Henryk nie miał w zwyczaju postępować pochopnie, nie przed zbliżającą się emeryturą!

- Ale ja nie mogę nigdzie iść, jestem organizatorem – podkreślił. – Wszyscy zobaczą, że zniknąłem.

- Henryku – kobieta ponownie ujęła jego dłoń – Ja muszę wracać, portal zaraz się zamknie.

Spojrzał w jej jasne oczy. Nikt na mnie w małej kawalerce nie czeka- pomyślał stary inspicjent. Moja emerytura będzie głodowa, a ostatni pozostały mi czas nudny. Ona jest piękna przez lata, a Henryk to dobre imię... Ruszajmy!

***

Nagła śmierć Henryka nieco popsuła radosny klimat balu. Kilka dni później pochowano go przy mniej niż kameralnej liczbie żałobników. Emerytura inspicjenta zasiliła skarb państwa, pomniejszając dziurę budżetową. Majątek zgromadzony w kawalerce miał być zlicytowany, ale nikt go nie chciał i nie wiem ostatecznie co się z nim stało.

W heroicznej bitwie pod Manburgiem, o której przez wieki śpiewać będą pieśni, wojska dowodzone przez młodego króla rozgromiły armie Mrocznego Władcy. W Wikipedii tego nie znajdziesz, ale od tego dnia rozpoczęła się era świetności Królestwa pod berłem Henryka Wspaniałego.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan 3 tygodnie temu
    Pracując jako inspicjent, głos jego stawał się bardzo ważny w czasie prób lub przedstawienia. - złe zdanie! Pracował jako inspicjent, a jego głos... Albo pracując jako inspicjent stawał się najważniejszą osobą, a jego głos... 4+ ;) znaczy pięć
  • Pierwsza Karta 3 tygodnie temu
    Tak, masz rację. Dopiero teraz to widzę. Dzięki! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania