Przyszłość

Siedzę w kącie świata.

Przyglądam się mu

Zza czterech kantów codzienności

Popijając każdy dzień

Dziurawym oddechem

 

Widzę.

 

Ludzi podobnych sobie

Ich życia wśród opadłych

Liści

 

Dwa tysiące szesnaście

Lat.

Zbliżamy się do końca.

Lecz czym jest świat?

 

Czym są te strzępy wirujące

na wietrze?

Zmarłą sztuką?

Chorym sercem?

 

Twarze giną na rzecz nietwarzy

Ktoś starł je komputerowo

 

Po co znów chodzić?

Odetnij se nogi

Przywdziej kolokwializm

I szatę banału

 

Po co znów mówić?

Lepiej pisać po mału

Na klawiaturze ginąc od środka

 

Po co znów myśleć?

Instrukcję ci wyślę

Jak przeżyć spokojnie

Jak nikomu nie wadzić

Jak umrzeć na stertach

W drewnianych kopertach

 

Wciąż się staczają

Choć pnąć chcą w górę.

Drzewa są tlenem

Zetnijmy je może

Niech rosną w biurach

Jako karty kartki karteczki

 

Wyburzmy teatry i muzea

I pomniki

I szkoły

I chodniki

 

Spalmy książki

pisarzy

poetów

 

malarzy

 

Pogrzebmy się

W gruzach rozwoju

 

Pogrzebmy światło

W kabelkach i gnoju

 

Pogrzebmy kulturę

Na stosach złomu

 

Pogrzebmy sztukę

Bo po co to komu?

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania