Psiknę se

To jest autentyczna sytuacja sprzed ponad ćwierć wieku.

 

Było grubo po północy. Wracaliśmy ja i Aśka. Znaliśmy się jak stare konie i częściej milczeliśmy, niż sililiśmy na kłapanie językiem. Zresztą o czym tu mówić, wracając z pubu po kilku piwach. Stanęliśmy na centralnym przystanku sześćset pięć i obserwowaliśmy to najbardziej zaludnione o tej porze miejsce w Warszawie. W zasadzie niewiele się działo. Jakiś mocno pijany jegomość szedł środkiem jezdni i zataczał się, wytyczając sobie trasę odbiciami od krawężników. Po drugiej stronie dwie dziewczyny niemal się przekrzykiwany. O zgrozo, o czym można tak pieprzyć? I tylko za nami dość wysoki i pijany facet w wieku prawie emerytalnym coś mamrotał do siebie. Aśka szturchnęła mnie, aby od niego odejść. W końcu kto wie, co strzeli do głowy takiemu, co nawija sam do siebie. Przychyliłem się do prośby i przeszliśmy kilka metrów dalej.

Chwilę później na szeroką jezdnię wjechał Garbus cabrio z facetem przypisanym do kierownicy, ubranym w skórzaną, czarną kurtkę i z kubkiem coca-coli w lewej dłoni. Jak tylko ten arystokrata upewnił się, że ludzie na niego patrzą, nacisnął na pedał gazu, spod kół rozległ się pisk, przekręcił kierownicę i samochód zatańczył dostojnego bączka. Za chwilę pedał został odpuszczony i po raz kolejny wciśnięty przy skręconych kołach. Wydawało mi to się niezwykłe. Może szpanerskie, ale niezwykłe. Tylko wysoki facet w wieku prawie emerytalnym skomentował na głos, że chyba koleś z Garbusa naoglądał się amerykańskich filmów.

W końcu podjechał autobus. Zajęliśmy z Aśką miejsca gdzieś pośrodku. O dziwo wcale nie za dużo osób wsiadło: dość tęga dziewczyna ciut starsza od nas, dwoje niezauważalnie obściskujących się zakochanych, jakiś na oko emeryt i ten wysoki facet w wieku prawie emerytalnym. Usiedli prawie wszyscy, oprócz tego ostatniego. Ten chwycił skórzany uchwyt i niemal dyndał, rozglądając się po zgromadzonych. W pewnym momencie podszedł do emeryta i spytał, czy może się dosiąść. Niestety, reakcja tego drugiego była niemal furiacka: spieprzaj pan, jesteś pan pijany, czy coś w tym stylu. Wysoki odwrócił się i spojrzał, jak się okazało, dla siebie przyjaznym okiem, na tęższą dziewczynę. Dosiadł się do niej bez słowa. A że autobus jechał, nie za bardzo można było usłyszeć, o czym rozmawiają. A rozmawiali, i to jak! Bo dziewczyna z chwili na chwilę coraz serdeczniej się śmiała. W końcu, po kilku ładnych minutach, gdy wysiadała, pogładziła wysokiego po ramieniu i chyba najcieplejszym uśmiechem go pożegnała. Wysiadła. Prawieemerytalny rozejrzał się, wstał, znów zawisł na skórzanej rączce i ponownie próbował zagadać emeryta. Reakcja była jeszcze ostrzejsza. Ciekawe, czy nie z powodu zazdrości? Jeszcze raz zawisł, dyndając i głosem tubalnym oświadczył:

– No co, pijany jestem. A nie mogę?

Rozejrzał się, baczną uwagę zwracając na emeryta.

– Już nie pamiętam, kiedy tak popiłem.

Emeryt się odwrócił zgorszony.

– A pan – zwrócił się do starszego – chyba, proszę pana, święty jakiś, czy coś.

Emeryt spiorunował go wzrokiem.

– Zaraz będę wysiadał – nadal wysoki mówił pełnym głosem.

Sięgnął nagle do wewnętrznej kieszeni płaszcza i po twarzy przelało mu się coś z połączenia paniki i szoku. Powoli wyciągnął stamtąd malutki spray. Gaz pieprzowy? – pomyślałem. Puścił się drugą ręką skórzanego uchwytu, przekręcił główkę spraya i rzekł.

– Czuć ode mnie alkoholem. Ale psiknę sobie. Bo jak przyjdę do domu, to dostanę wpierdol.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • yanko wojownik 3 miesiące temu
    Tematycznie jakże swojsko i jakże poprawia humor doczytanie do końca.
  • Hypokryta 3 miesiące temu
    Dobre, bardzo mocne 3/5
  • Marek Adam Grabowski 3 miesiące temu
    Generalnie lubię twoją twórczość Antoni, ale tym razem zawiodłem się. Może było by to zabawne na żywo, ale jak na historyjkę jest nudne. Stylistyka też nie powala. Dla mnie to bardziej anegdotka do opowiadania przy piwie, niż opowiadanie.
  • Marek Adam Grabowski 3 miesiące temu
    Generalnie lubię twoją twórczość Antoni, ale tym razem zawiodłem się. Może było by to zabawne na żywo, ale jak na historyjkę jest nudne. Stylistyka też nie powala. Dla mnie to bardziej anegdotka do opowiadania przy piwie, niż opowiadanie.
  • Antoni Grycuk 3 miesiące temu
    Dziękuję Wam za czytanie. Generalnie napisałem to, bo chcę się nauczyć pisać humoreski, bo kompletnie mi to nie wychodzi.
    Pozdrawiam.
  • Józef Kemilk 3 miesiące temu
    Podobnie odebrałem to jak Marek. Zazwyczaj twoje teksty są znacznie lepsze. Niepotrzebnie używałeś słów coś, jakoś, które nic nie wnoszą do opowiadania
  • Antoni Grycuk 3 miesiące temu
    Dzięki. Chyba przez nieudolne próby stworzenie humoreski przegiąłem z innymi rzeczami.
    Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania