Rodzina na kwarantannie

Od 11 marca gwałtowny przyrost dochodów notują producenci papieru toaletowego, mydła, makaronu, a w części społeczeństwa obudziła się nawet chęć do ogrzania rodzinnej atmosfery domowym chlebem, przez co popyt na drożdże przebił podaż. No właśnie, ten wyjątkowy czas kwarantanny większość nas spędza z familią, wydawać by się mogło, nic trudnego, ale przecież z nie bez powodu mówi się, że z rodziną najlepiej wygląda się na zdjęciu.

 

Jeśli chodzi o moją rodzinę, odkryliśmy że łączy nas pasja do podróżowania, zaskakujące jest to, jak często kierunki naszych podróży się pokrywają. Koło 7:00 prawie wszyscy zbierają się w małej i ciasnej kuchni. Prawie, bo mój 5 letni brat jeszcze śpi. Na szczęście dla nas – bo przez chwilę nikt nie zadaje trudnych pytań, i na szczęście dla niego – bo na tak małej przestrzeni dosyć łatwo go zdeptać. Kolejnym ulubionym przez wszystkich miejscem jest łazienka, tu niestety rządzy brutalne prawo „kto pierwszy ten lepszy”, pocieszająca jest tylko myśl, że podobno im dłużej się na coś czeka, to tym bardziej się to docenia.

Czas wolny, jak wiadomo trzeba jakoś wykorzystać. Mama zaczęła uczyć brata czytać, ale On nie chce zamienić swojego analfabetyzmu nawet na wtóry analfabetyzm. Tata postanowił pomalować łazienkę, puszka z farbą czeka od 2 tygodni, najwyraźniej to jeszcze nie jej czas, może powinnam w końcu przyszyć ten kołnierz który odpruł się w grudniu od płaszcza?

 

Kolejnym nietypowym zjawiskiem są e-lekcje. Gdzieś w środku matematyki do pokoju przychodzi brat, z pytaniem czy chcę zobaczyć ślimaki w ogrodzie, po kilku grzecznych prośbach żeby wyszedł, w końcu podnoszę głos, a potem w duchu modlę się, żeby mikrofon był wyciszony. Przez pierwszą połowę lekcji wosu nie mogę połączyć się z systemem, przez drugą kłócę się z mamą, ale jak to już koniec lekcji?

 

Podczas kwarantanny można też nauczyć się doceniać małe rzeczy, np.: wyjście do piekarni. Każde 15 minut poza domem jest na wagę złota, a wprost znienawidzone przeze mnie wieszanie prania, okazuje się wyjątkowo przyjemne. Na pewno też zwykła szara codzienność, po kwarantannie nabierze kolorów. Aż dziwnie się przyznać, ale wyjątkowo brakuje mi codziennego wybiegania na autobus, bo przecież przystanek jest tak blisko, że na pewno zdążę. Ciekawe co u tego pana z teczką, który zawsze jeździ ze mną autobusem, a potem wysiada na Matecznym. A co z tą panią która zawsze przychodzi na ten sam przystanek w środe i czwartek i pali papierosa? Brakuje rannej bieganiny, i spotkań z przyjaciółmi. Myślę, że ten dziwny czas, pozwoli nam docenić normalne życie na które często narzekamy. Kto wie, może nawet na kierowcę spóźnionego autobusu ja, pan z teczką i pani z papierosem nie spojrzymy z mordem w oczach?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Suzy 2 miesiące temu
    zapraszam też na bloga :)
    https://felietonowtony.blogspot.com
  • Kocwiaczek 2 miesiące temu
    Ciekawie napisane, można się uśmiechnąć i odetchnąć z ulgą, że nie tylko w naszych domach dzieją się takie cuda :)
  • befana_di_campi 2 miesiące temu
    Nieźle podpatrzone :-) A mnie zawsze późnym wieczorem tłucze chandra! Przedtem ta psychiczna zaraza mnie omijała;)

    Serdecznie :)
  • Bajkopisarz 2 miesiące temu
    „bo mój 5 letni brat jeszcze”
    Tu cyfra słownie
    „niestety rządzy brutalne”
    Rządzi
    „ale On nie chce”
    Mała litera – on
    „od 2 tygodni”
    Cyfra słownie
    „Każde 15 minut poza domem”
    Liczba słownie
    „w środe i czwartek i pali”
    Środę (a jeszcze lepiej w środy i w czwartki)

    Ładnie napisane, luźno, bez zadęcia ale i bez rozpaczy, czyli jeszcze kwarantanna nie weszła w odpowiedniej dawce, jeszcze można ją trochę przedłużyć. Ja nie wiem co będzie za miesiąc, kiedy jednak wrócimy w normalne tryby, czy po tym nieróbstwie damy radę się ogarnąć. Bo prasa uszlachetnia, ale to lenistwo uszczęśliwia.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania