Roman i kolesie

Roman, właściciel prymitywnej i zaniedbanej posiadłości spoglądał w brudne oblicze muszli klozetowej. Mocz płynął spokojnie, ignorując jego niedomytą gębę, a ona pozieleniała, wydając z siebie głuchy rechot.

- Iiii...! - zawyła spalcowana komórka.

A potem był już tylko wrzask, bo Roman dowiedział się, że zaraz w progu niechlujnego domostwa stanie pewien złośliwy osobnik. I już za chwilę, gdy w progu zjawiła się znajoma gęba, nastał krzyk, prychanie i różnego rodzaju syczenie.

- Nie pluj na mnie – zaskomlał Boguchwał. - Zachowuj się, Romek!!!

- I znowu zaczynasz swój repertuar...

- Popisuj się, popisuj...

Boguchwał spojrzał na Romana. Jego gęba zaczęła się jakoś dziwacznie przeobrażać. Zrobił się na twarzy czerwony jak barszcz i wpatrywał się w niego z odrazą i taką nienawiścią, że Boguś mimowolnie zaczął okładać go po twarzy pięściami.

Roman nie spodziewał się po nim tak debilnej, żałosnej reakcji. Pomyślał, że to bardzo niedojrzałe z jego strony takie nieradzenie sobie z emocjami. Po chwili rozpłynął się w niebycie.

Kiedy się obudził, spostrzegł, że siedzi na kolanach Boguchwała. Boguś rzęził coś do niego, a jego łzy spływały Romanowi prosto do niedomkniętej z zaskoczenia paszczy.

- Ogarnij się, szczurze... - Roman wreszcie zaczął rozumieć sens zdań, które ryczał do niego Boguchwał.

- Nie po to pożyczyłem ci tyle kasy na wieczne oddaj, żebyś teraz wykorzystywał to wszystko na wódkę! I jeszcze zamieniłeś ten piękny dom w istną melinę!

- Ale...

- Zamknij się wreszcie – przerwał mu Boguchwał. - Mogłem cię zostawić bez pomocy, kiedy zostałeś bezdomnym. Ale ja ze swoją anielską hojnością oczywiście musiałem sfinansować ci tę cudowną posiadłość! Ale ty i tak żyjesz jak na menela przystało!

- Ale!...

- Bądź cicho. Czy możesz w końcu się zamknąć? Słuchaj uważnie i weź do serca to, co do ciebie mówię. Czuję, jak powoli się staczasz. Tej nocy miałem sen i mimo że nie chcę więcej oglądać twojej gęby, to muszę cię ostrzec. Jak nie przestaniesz się tak zachowywać, to w końcu upadniesz na samo dno!

- Rozumiem... Przestań się na mnie drzeć! - nie wytrzymał Roman.

- Trzymam cię za słowo, że rozumiesz. Teraz spróbuję się uspokoić, bo zaraz przyjedzie Kazik.

Roman pobladł na twarzy. Kazik był kochankiem Boguchwała. Był typem męczącego histeryka i zawsze z byle powodu wpadał w panikę.

- Masz być dla niego miły. - stwierdził Boguchwał.

Roman poleciał do swojego pokoju. Położył się w łóżku i sam nie zauważył nawet, kiedy zasnął. Obudził się o pierwszej w nocy. Nie mógł z powrotem zasnąć i zaczął się nudzić.

- Chyba posłucham sobie empetrójek. - pomyślał.

Problem w tym, że Roman zostawił je w sąsiednim pokoju. Pokoju, w którym chrapali Kazik z Boguchwałem.

- Na krowie kopytko! - pomyślał.

W końcu postanowił cichutko tam wejść i szybko zgarnąć ze stolika empetrójki. Wszedł tam i zobaczył, jak pod kołdrą leży w łóżku dwójka zarumienionych dziadów. Chrapali tak głośno, jakby się dusili i desperacko pragnęli zaczerpnąć powietrza.

Roman wyciągnął niezdarną łapę i szybko zgarnął empetrójki ze stolika. Jednak, kiedy złapał za linkę od słuchawek, empetrójki zakręciły się w powietrzu i mocno uderzyły w twarz śpiącego Kazimierza.

Kazik oczywiście zaraz narobił rabanu. Nie mógł przestać się drzeć, więc Boguchwał podał mu tabletki uspokajające. Roman za to stał jak wryty i cały czas przepraszał. Ściskał w łapach empetrójki tak mocno, że niechcący je włączył i po całym pokoju rozległo się jojczenie ulubionych wykonawców disco polo Romka. A to dlatego, że głuptak ustawił za duży poziom głośności.

Kazik, który próbował się uspokoić, w tym momencie dostał ataku spazmów.

Romek w panice próbował wyłączyć empetrójki, ale niestety się zawiesiły. Pod wpływem histerii w końcu walnął nimi o podłogę i wtedy discopolowcy nareszcie przestali zawodzić.

Jednak Kazimierz wcale nie przestał stękać. Wtedy Boguchwał zdecydował się wezwać pogotowie.

Kiedy wreszcie karetka odwiozła Kazika do szpitala, Boguś usiadł ponuro w fotelu z załamanym wyrazem twarzy. Przez długą chwilę patrzył znacząco na Romana, drapiąc się przy tym po głowie jak jakiś małpolud.

Zaparzę herbatę – zakwilił w końcu, by przerwać niezręczną ciszę.

- A róbta, co chceta – odezwał się Roman.

Kiedy Boguchwał wrócił z herbatą, zastał Romka w towarzystwie butelki wódki.

Boguś zaczął wtedy popiskiwać coś o koszmarnych skutkach uzależnienia, ale szybko przyłączył się do chlejącego dziada. Potem była już tylko ciemność i pogrążenie się w niebycie...

 

Kiedy Roman otworzył rano oczy, spostrzegł, że znajduje się w miłosnym uścisku Boguchwała.

Zamierzał coś szczeknąć, ale zamiast bawić się w pretensje i zażalenia postanowił go spoliczkować.

Boguś zaskomlał, a Romek wybiegł z posiadłości ze zniewieściałym, cieniutkim jękiem.

 

Udał się do lasu. Potrzebował zastanowić się chwilkę nad sensem istnienia. W końcu doszedł do wniosku, że bardzo kocha swoją byłą żonę Krystynkę.

- Odwróciła się ode mnie, bo za dużo piłem – pomyślał. - A teraz po pijaku dobierają się do mnie jakieś pedały. Co ta wódka robi z człowiekiem!

Romek postanowił pogadać tak od serca ze swoim przyjacielem – księdzem Świętopełkiem.

Umówił się z nim w herbaciarni.

 

- Cześć, Pełek! - zaskomlał na powitanie.

- Szczęść Boże, niech Bóg cię pobłogosławi – odpowiedział mu Świętopełk.

- Ej, Świętek, co ty czytasz?

- Księgę Prawdy, jest tutaj dużo ostrzeżeń...

- O jakie ostrzeżenia chodzi?!

- Po prostu trzeba nie dawać się szatanowi, nie ulegać mu i unikać go w każdej sytuacji...

- Ojojoj...

- Ty, Romek już niestety powoli przesuwasz się w jego łapy. Alkohol sprawia, że szatanowi łatwiej się zbliżyć do człowieka...

- Weź przestań...

- Sam przestań... - Świętopełk wydawał się poirytowany. - Skoro nie chcesz słuchać prawdy, to po co mi zawracasz głowę jakimiś debilnymi spotkaniami?

- Chciałem posłuchać czegoś rozsądnego...

- Miałeś do wyboru prawdę i kłamstwo, lecz kłamstwo wybrałeś – rzęził Świętopełk.

- Czekaj, o co w ogóle chodzi? Przecież nigdy nie byłeś takim fanatykiem.

- To długa historia...

Pewnego dnia w śmietniku obok sklepu znalazłem ze znajomą zakonnicą zabawną i pouczającą książeczkę. O jej mądrości świadczyły nie tylko rezolutne i błyskotliwe cytaty na wstępie, ale też bogaty język jakim została napisana. To była komedia z czasów Mieszka I. Literatura dla średniowiecznych ludzi o bystrych umysłach. My z Helgą przeczytaliśmy ją z zachwytem, a ona zakochała się na śmierć i życie w głównym bohaterze – rezolutnym Arabie Abullahu, który wbrew zasadom islamu ożenił się z fanatyczną katoliczką – Iwonką.

Helga twierdzi, że od tej pory w swoich marzeniach sennych śni o sympatycznych Arabach.

A ja? Wezmę przykład z tej postaci, jaką jest Iwonka. Zostanę tak zwanym fanatykiem.

 

Romek nie miał pomysłu co odpowiedzieć. Szybko uciekł pod byle pretekstem i wrócił do lasu.

 

- Wrócę do Krystynki – pomyślał. - Niech się dzieje, co chce, ale boję się, że i ona może oświrować tak jak Świętopełk. Niedawno przed naszym rozwodem bulgotała coś o szatanie i dziwnych księgach pełnych ostrzeżeń. Wtedy to zignorowałem. Ale jednak zależy mi na niej i spróbuję uratować jej psychikę. A siebie uwolnię od wódki.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 3 miesiące temu
    Najbardziej rozbawiło mnie imię Boguchwał. Skojarzyło mnie się z Bogumiłem.
    Bogumił i LGBTQ? Któż to wie...

    No i tyle.
  • TrzeciaRano 3 miesiące temu
    Oblicze muszli klozetowej.... Za to 5.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania