Róża z kolcami

Dawno dawno temu w Toruniu żył cukiernik Bartłomiej. Jego ciastka cieszyły się ogromnym powodzeniem wśród mieszkańców miasta i okolic. Mistrz Bartłomiej miał córkę, którą postanowił oddać za żonę bogatemu wdowcowi. Jednak serce Róży należy do biednego piekarczyka Bogumiła - pomocnika ojca.

Pewnego razu do cukierni Bartłomieja weszła Róża. Ojca nie było w zakładzie był jedynie Bogumił.

- Gdzie tata? - zapytała Róża.

- Poszedł załatwiać sprawy twojego ślubu Różo. Podobno wychodzisz za mąż za bogatego wdowca - odparł ze smutkiem Bogumił

- Co? To niemożliwe! - krzyknęła zdziwiona Róża.

- Różo, wiem jak to jest, nie zasługuję na ciebie...

- Bogumile to nie jest tak... To ojca decyzja a nie moja! Ja kocham tylko ciebie - Róża próbowała nieudolnie tłumaczyć się swojemu kochankowi

- Idź już Różo mam jeszcze sporo pracy

- Bogumile...

- Idź już! Jak twój tata wróci to cię o tym poinformuje. - Bogumił nie żegnając się z Różą jak to robili do tej pory odwrócił się i oddał pracy. Róża zawiedziona i wściekła na swojego ojca wróciła do domu.

 

PARĘ GODZIN PÓŹNIEJ...

Bartłomiej zadowolony ze swojego pomysłu wydania córki za mąż bogatemu wdowcowi wchodzi do domu.

- Córeczko mam dla ciebie niespodziankę! Już niedługo będziemy tak bogaci jak nigdy! Moje ciasta będą najsłynniejsze w całym kraju! - wykrzykiwał w zadowoleniu Bartłomiej do Róży.

- Nie wyjdę za mąż za żadnego wdowca! - wykrzyczała wściekła Róża przerywając ojcowską euforię.

- Różo... - zdziwiony Bartłomiej mimo euforii która trwała chwilę wcześniej po wyznaniu córki jakby zapomniał słów

- Ja kocham Bogumiła! - wykrzyczała prawie w płaczu Róża - kocham go i nikogo innego! Nic tego nie zmieni.

- Bogumiła? - właściciel cukierni zdębiał jakby zobaczył ducha - tego biedaka? On przecież nie ma żadnego majątku! Razem z nim skończycie pod mostem!

- Tato... Czy ty siebie słyszysz? Nie chcesz spełnić moich uczuć tylko swoje chore ambicje! Nie wyjdę za żadnego wdowca nie ważne ile ma pieniędzy!

- Córeczko, przecież już zacząłem załatwiać wesele...

- Bez uzgodnienia ze mną! Ja kocham tylko Bogumiła i nic tego nie zmieni.

Zawiedziony ojciec prawie biegiem wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Róża zaraz po konfrontacji rozpłakała się i jedyne o czym w tym momencie marzyła to spotkać się z Bogumiłem.

 

NASTĘPNEGO DNIA:

Róża przez cały dzień myślała o swojej kłótni z ojcem. Miała wyrzuty sumienia czy aby na pewno zrobiła dobrze. W końcu nie tylko jej ojciec wybiera męża. Kierowała się w stronę cukierni, aby spotkać się z Bogumiłem.

- Dzień dobry - weszła Róża z uśmiechem i myślą, że zaraz spotka się z Bogumiłem.

- Dzień dobry - odpowiedział jej chłopak którego zobaczyła pierwszy raz w życiu.

- Co pan robi w tej cukierni? Gdzie jest Bogumił? - zdezorientowana Róża miała mnóstwo pytań do nowo poznanego chłopaka.

- Ja pracuję tutaj od dzisiaj droga pani, a Bogumił, bo chyba tak się nazywał, został zwolniony. Niedawno wyszedł jak się pani pospieszy to jeszcze go pani dogoni.

Róża nie oglądając się za siebie wybiegła z cukierni. Biegła przez dłuższy czas ze łzami w oczach prawie zasłaniającymi jej widok. Szukała już wszędzie i prawie straciła nadzieje, w tym momencie jakby anioł zstąpił z nieba.

- Bogumił! - zobaczyła go na końcu ulicy krzyczała do niego i gdy się do niej odwrócił była najszczęśliwszą osobą na świecie. Biegła w stronę swojej miłości jakby nic innego na świecie się nie liczyło. Nagle zza rogu wyjechała furmanka przyciągnięta przez pięknego białego konia wyskoczył z niej zamaskowany mężczyzna w kapeluszu i pelerynie i wciągnął Bogumiła do pojazdu.

- Bogumile! - Róża w jednej sekundzie z niewyobrażalnej euforii przeszła w niesamowity płacz. Nie wiedziała co się stało upadła na ziemię i rozpłakała się w niebogłosy.

 

Bogumił już więcej się nie pojawił. Róża co dzień patrzyła przez okno i wyszukiwała w przechodniach swojej wielkiej i jedynej miłości. Na ślub z bogatym wdowcem się zgodziła, aby nie robić problemów ojcu. Nadszedł dzień ślubu, Bartłomiej dumny ze swojej córki razem z połową miasta stał przed domem i czekał na wyjście Róży w swojej pięknej białej sukni ślubnej. Długo to trwało, więc ojciec postanowił wejść po córkę. Róża ocierając łzy zbierała się do wyjścia.

- Co się stało córeczko? Płaczesz?

- to ze szczęścia tato - odparła Róża myśląc cały czas o Bogumile.

- Chodź już. Zobacz jakim pojazdem się przejedziesz będziesz wyglądała jak księżniczka! Róża spojrzała przez okno, a tam czekał już bogaty wdowiec. Czekał na Róże w pięknym powozie ciągniętym przez pięknego konia w kolorze jej sukni ślubnej. W pięknym białym kolorze.

Średnia ocena: 2.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pan Buczybór 3 miesiące temu
    Schematyczne, badziewnie napisane
  • little girl 3 miesiące temu
    Za szybko lecisz z akcją. Bohaterowie, zwłaszcza "główna " bohaterka nie mają tak dopracowanych (?) Charakterów. Można by urozmaicić historię, wprowadzić więcej opisów, zbudować nastrój, rozdzielić na kilka części I wtedy skupić się osobno na pojedynczych momentach aby nabrały autentyczności.
    Taka sucha ta historia, masz trochę błędów z tego co pamiętam. Ale! Wszystko przed Tobą;) każdy jakos zaczynał I niektórych aż miło się teraz czyta. Grunt to nie poddawać się I starać. Ciągle to dążyć do urozmaicenia swojego kunsztu pisarskiego. Jeżeli tylko czujesz że jesteś w stanie ulepszać tekst, wkładać w to nakład zainteresowania I czasu, to trzymam kciuki:)
    Pozdrawiam
  • Orchid.Solma 2 miesiące temu
    Brak mi tych romantycznych uniesień.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania